18tc + 5d
Wczoraj wizyta. Z dzieckiem wszystko dobrze, malutka waży 280g ❤️ lekarz mówi, że całkiem sporo, ale, że lepiej trochę więcej teraz niż za mało😅
Czuję wyraźnie ruchy, nawet je widać, delikatne kopniaczki 🤗
Twardnienia macicy jak na razie nie wyrządziły żadnych szkód, szyjka długa na 38mm, twarda, zamknięta. Lekarz mówi, że to super jak na ten tydzień 🙂 mimo wszystko mam polegiwać, odpoczywać, nie obciążać szyjki po prostu. I tak się staram robić. W sumie już po tym miesiącu leżenia wystraczy, że porobię coś pół godziny i już czuję ból pachwin, pleców, rwa kulszowa się odzywa i od razu muszę się położyć. Po prostu stara babuszka, chociaż nie wiem, czy taka babuszka nie ma więcej werwy 😂🤷♀️😅
Lekarz stwierdził, że być może ze stresu tak mi się spina ta macica..., Że myślę o tamtej ciąży, w której szyjka puściła i się boję, że to się powtórzy. Rzeczywiście się boję i stresuję, ale nie potrafię inaczej. A co jeśli wyluzuję i coś zbagatelizuję? Wolę jeszcze kilka tygodni być lekko przewrażliwiona, tak dla pewności 🤷♀️
No i widać, że jestem w ciąży🤰. Ostatnio upuściłam w aptece kluczyki od auta, już się schylałam, aby je pod jeść, ale miły pan podleciał, że on mi pomoże 😅🤗 to było miłe 🤗
Za 2,5 tygodnia prenatalne. To będzie 21tc + 2d. Jeszcze nie udało mi się dotrwać do połówkowych w żadnej ciąży. Pierwszą straciłam dokładnie dzień przed, w 21+4. Dla mnie to taka granicą. Jeśli wtedy będzie dobrze wszystko to zacznę wierzyć, że ta ciąża ma szansę przetrwać, i że w święta Bożego Narodzenia będziemy we trójkę 👨👩👧
Grudniowe dziewczyny z forum i grupy na Facebooku już pokupowały wózki, ubranka, łóżeczka. U mnie na pewno tak szybko to nie nastąpi. Postanowiłam, że zajmę się tym w 3 trymestrze 🙂 i tak wszystko pewnie zamówię przez internet, bo nie jestem fanką łażenia po sklepach 😅
Teraz czekam z niecierpliwością na 3 sierpnia, to już tak blisko 😯
Wiem, ze podjelam juz decyzje o tym aby robic cykl naturalny, bo nawet dzwonila do mnie pielegniarka, zeby wszystko potwierdzic. Nie moge jednak przestac o tym myslec, bo wiem, ze to jest moja decyzja i nie sugestia lekarzy. Oni wola zrobic wszystko na sztucznym bo nie musialabym tak czesto przychodzic i mieliby kontrole. Nie chce miec znowu takiej jazdy jak poprzednio ale z drugiej strony mysle jak sie nie uda to bedzie moja wina. Jestem pewna, ze macie pojecie o co mi chodzi funduje sobie jazdy na wlasne zyczenie. Od ponad tygodnia nie moge spac, budze sie codziennie ok 3am i oczy jak 5zl a potem na pysk padam, ide spac i powtorka z rozrywki. Jak ja juz teraz mam tak to jak ja wytrzymam te dwa tygodnie po transferze?
Przez ta kwarantanne w ogole do mnie nie dociera, ze jeszcze troche i zaczynamy. Wiem, ze tyle czekalam na ten moment i chce to zrobic, ale jednoczesnie boje sie porazki. Mam za soba dwie nieudane inseminacje i to bolalo, wiec to rozczorowanie moze byc jeszcze wieksze, zwlaszcza, ze jeeli to zawiedzie to musimy sie pogodzic ze nie bedziemy rodzicami.
Moj maz zaczyna byc coraz bardziej podekscytowany, on zawsze wychodzil z zlozenia ze ivf nam pomoze. Oby jego wiara i optymizm sprawily, ze tak sie stanie. Pocieszenie znajduje w tym, ze wrocilam do pracy i przynajmniej jestem czyms zajeta. Moja szefowa powiedziala mi, ze po tranferze moge zostac w domu cale dwa tygodnie ze wzgledu tez na Covid-19, ale mysle, ze jezeli bede sie czula spoko bede przyjezdzac do biura. Zreszta i tak obecnie pracuje 2 dni w biurze 3 dni w domu. Jak to mowia tutaj przeskocze ten most jak do niego dotre 
8cs 11dc
Jest wynik mojego posiewu z szyjki macicy:czysto, liczne kolonie Lactobacillus Spp. (z tego co wiem to dobre bakterie więc wszystko w najlepszym porządku).
Jeszcze miesiąc temu byłam pewna, że przyczyna naszych niepowodzeń leży po mojej stronie.. a po badaniu nasienia sytuacja odmieniła się o 180°. Jest mi z tym naprawdę źle.. cholernie źle..
Dobiła mnie jeszcze dzisiejsza porada dnia ovufriend. Podali statystyki że w 1 cyklu zachodzi 30proc par, po 3 60proc a po 6mc 80proc. Do 12 mc to 85proc. Pomyślałam od razu: DLACZEGO?!?!?! DLACZEGO AKURAT JA MUSIAŁAM ZNALEŹĆ SIĘ POZA SZEROKĄ GRUPĄ TYCH SZCZĘŚLIWCÓW.. Mamy 8cs czyli idąc tym tropem mamy jeszcze 5proc szans że uda się przez kolejne 4cykle.. generalnie to chyba łatwiej trafić w totka 😩
Pewnie ktoś powie, żeby się nie martwić że to tylko statystyki.. To prawda, ale teraz czuję że szanse na tą ciążę to jak czekanie na cud. Jeszcze 3 mc temu miałam w głowie nadzieję, tą błogą nieświadomą wiarę że na pewno w tym cyklu zaskoczy..
Teraz pozostaje czekać na cud.
Przekroczyliśmy magiczną barierę starań, w których już nie będzie tej błogiej nadziei, a raczej chłodne spojrzenie na szanse jakie realnie mamy. Jak zaczynaliśmy starania, tak bardzo bałam się żeby nie poznać tej granicy.. los jak zwykle chciał inaczej 🙁
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 lipca 2020, 17:10
No to zaczynamy... Jak dobrze policzyłam to tym razem mamy do czynienia z 29 cyklem w historii moich starań. Tak wiele się wydarzyło przez ten czas, że trudno to opisać teraz w jednym poście nie tworząc z niego książki...
- we wrześniu 2019, dokładnie 14, zaczęłam leczenie u nowej Pani Ginekolog, która była troskliwa i bardzo miła i bardzo chętnie brała pieniążki za każdą najkrótszą chwilę. Znalazłam ją tutaj w polecanych lekarzach przez dziwczyny z tego miejsca. Wybór jej jako lekarza, który ma prowadzić mnie, jak i moją w razie "W" - ciążę, to największy mój błąd - wybrałam lekarza, który nie pracuje w klinice, a jedynie ma własną praktykę lekarską. Nie pomyślałam o tym, ż echce być w ciąży, więc musi to być ktoś kto pracuje w szpitalu. Z czasem okazało się, że jeśli Pani Doktor nie przyjmuje - Ty nie masz pomocy. Tak miało to miejsce tutaj. Pani doktor miała zwyczaj znikać i wyłączać telefon. Odpowiedź sms, jeśli już przychodziła, to po kilku dniach i zawsze, zawsze, jako sms.
- 8 stycznia 2020 zostałam skierowana na wizytę do szpitala celem zbadania mnie i ustalenia daty operacji endometriozy. Była to najgorsza w życiu wizyta jaką odbyłam. Pani doktor, w nim pracująca, potraktowałą mnie jak starą paniusię, której zachciało się dziecka na stare lata. Spytałam o przebieg operacji i ogólnie jak to wygląda i tym samym podzieliłam się obawą, że jak będę nieprytomna to ona będzie miała głos decydujący co zrobić i co wyciąć, więc chciałabym się upewnić, ze postara się uszkodzić jak najmniej, aby nie uszkodzić zasobów jajeczek... W odpowiedzi usłyszałam, że jej zadaniem jest wycięcie jak najwięcej i wytnie wszystko co będzie musiała, bez zbytniego dbania o to co ma zostać. W moim wieku nie dba się już o jajeczka i ich zachowanie. Jeśli się upieram z ciążą to mam się zastanowić nad in vitro lub wynająć sobie kogoś, kto mi sprzeda swoje jajeczka, ale ona tego nie poleca z racji "etyki". Ja w tym stanie, nigdy w ciąży nie będę, więc datę mi wyznacza, a ja mam się zastanowić czy in vitro nie zająć się.. .
Wyszłam z gabinetu i już zamykając drzwi za sobą zaczęłam wyć jak dzika. Wyłam tak przez kolejne dni do tego stopnia, że partner zabronił mi poddawać się jakichkolwiek operacji i zapomnieć o całej sprawie z dzieckiem. Wróciłam do mojej Pani Doktor, poryczałam się u niej również, powiedziała, że to najlepsze miejsce, gdzie może mnie wysłać, że muszę poddać się operacji, bo bez tego w ciąży nie będę i że szkoda czasu, aby zwlekać...
- 9 marca 2020 zaczęłam cykl 27. Odpuściłam. Cykl okazał się szczęśliwy. W 35 dniu, kiedy nie dostałam okresu - zrobiłam test. Pokazały się piękne 2 grube krechy. Oszalałam, ręce zaczęly mi się telepać, a w oczach miałam pełno łez... Przecież to niemożliwe, przecież mówili mi, że w ciąży bez operacji nie będę...Myślałam, ze okres się spóźnia z racji stresu w pracy.... Wiedziałam, że muszę natychmiast skontaktować się z lekarką, bo tak kazała, że gdyby się okazało to koniecznie musi mi podać leki i co najważniejsze - heparynę. Zaczęły się moje telefony, sms z prośbami, wręcz błaganiem o kontakt, wizytę, receptę, skierowanie do jakiegoś innego miejsca. 3 dni później od pierwszej wiadomości dostałam odpowiedź. Nagle okazało się, że z racji koronawirusa nie zostanę przyjęta, jak również recepty na lek nagle nie potrzebuję, mimo, iż Pani Doktor twierdziła co innego. Każda odpowiedż była przez sms- ani razu nie zadzwoniła do mnie. Mojego telefonu nigdy nie odebrała...
"Moja" Pani Lekarz odmawiała mi przyjęcia mnie przez kolejne 2 tygodnie twierdząc, że wszystko jest ok, a ona niczego nie zobaczy, bo ciąża jest za wczesna. Dzień w dzień prosiłam o wizytę. Sama poszłam na badania bety. Każdy wynik jej przesyłałąm - zero odpowiedzi. Druga i trzecia Beta zaczęła spadać. Oczywiście wszystkie badania zrobiłam sama - nie poproszono mnie o ich zrobienie. Dostałam kolejnego, kilka dni spóźnionego smsa, po mojej prośbie, kolejnej, o wizycie, że się martwię, że proszę o pomoc... Dostałam odpowiedź, że czasami tak jest i mam czekać. Ona nadal nie widzi potrzeby wizyty i nadal nic nie zobaczy. Zadzwoniłam po poradę do koleżanki, która jest w ciąży - do ajkiej kliniki mam zadzwonić. Nie mogłam dostać się do lekarzy z polecenia - czas oczekiwania do 8 tygodni. Ostatecznie wybrałam pierwszego lepszego lekarza ze strony ZnanyLekarz i umówiłam się na wizytę. Było już za późno. Gdybym była przyjęta 2 tygodnie wcześniej i dostała leki możliwe, że wszystko byłoby ok. Mój znajomy lekarz stwierdził, że przyczynę widzi w nie podaniu heparyny. Lekarz, do którego trafiłam to potwierdził. Mi zabrakło słów. Wychodząc z gabinetu zalałam się łzami, w ręku trzymając zdjęcie mojej fasolki. Pani Doktor miała wspaniałe wyczucie czasu - mój telefon powiadomił mnie, że dostałam sms - Pani Doktor, kolejne 48 h po moim smsie, która napisała, że jeśli tak bardzo chce to może mnie przyjąć - za dwa dni. Nie odpisałam.
Potem poronienie... Masakryczne skurcze w zaciszu domowym i potem pochowanie naszego maleństwa...
Teraz mamy kolejny cykl - trzeba iść do przodu...
To 2 cykl po poronieniu. Podobno kobieta jest bardziej płodna tuż po. Mamy próbować bez przerwy, więc próbujemy.
Może coś z tą płodnością jest na rzeczy, bo to drugi cykl, gdzie mam praktycznie cały czas płodny śluz. Dziwnie, bo praktycznie nie jestem w stanie stwierdzić, który dzień jest tym właściwym. Jak dla mnie każdy dzień - to dzień płodny. Rozróżniam tylko obniżenie szyjki, więc w ten sposób staram się wyznaczyć ten dzień. Do tego dwa dni z rzedu miałam dziwne sny. Pierwszej nocy śnił mi się seks. Drugiego, że siedzę i głaszczę się po brzuchu... Chyba bardzo gdzieś tam w głębi duszy nadal chcę... No cóż.
Ten cykl różni się jednak od poprzedniego tym, że od 3 tygodnia cyklu non stop na zmianę czuję pracę jajników. Wczoraj w nocy spać nie mogłam, gdyż tak bolało. Za 10 dni okres. Nawet teraz pisząc cały czas mnie kłuje. Zobaczymy jak będzie dalej.
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 lipca 2020, 17:35
31 dc kiedy to zawsze mam do 28-29 dc wogóle jestem jakaś rozchwiana emocjonalnie
ciężko Mi zasnąć wieczorami męcze się , potem w ciągu dnia od 2 dni musze zrobic drzemke te 2 godzinki bo inaczej chodze do wieczora strasznie zmęczona,pobolewa mnie głowa,jest mi ciężko tak jakoś i ogólnie szybciej sie męcze niż zwykle.
@ wciąż brak , a ovufriend "wyświetla" mi w detektorze oznak ciąży 20/100 pkt w objawach ciążowych ??? Że moge już testować i sprawdzić czy jestem w ciązy że jesli tak to prawdopodobieństwo testu na dzień dzisiejszy mam 100% niewiem co o tym myślec wiem że to tylko apka , a z drugiej strony boje się jechać do apteki kupić ten test i sprawdzić czy bedzie ponownie I kreska !
Nie boje się tego ze zobacze 2 kreski bo byłabym super szczęśliwa boje się kolejnego rozczarowania i wyrzucania sobie , że po co ci był ten test ciązowy !!!
@powinnam miec 5 dni temu wg.ovufriend
Oprócz ukłóć w dniu dzisiejszym w lewym jajniku pobolewaniu piersi delikatnych nie tak silnych jak w trakcie okresu mojej ospałości i ciągłym zmęczeniu ostatnio nic mi nie jest .
Nawet brzuch jak przed okresem mnie nie boli.
Także już sama niewiem co zrobić ze sobą .
Boje się powiedziec partnerowi że znowu spóźnia się mi okres i znowu zastanawiam sie nad testem ciążowym , bo powie mi że za bardzo sie wkręciłam.
27 dc
Dziś mi bardzo mokro jak w połowie cyklu śluz jest przezroczysty czasami biały. Nie wytrzymałam i zrobiłam test a nawet dwa. Wyszły 2 kreski druga słaba ale jest. Jutro wybiorę się na badanie krwi.
36 tydzień ciąży (35+2)
11 dni do wizyty
12 dni do ciąży donoszonej
33 dni do terminu porodu
Jesteśmy w domu! Następny pobyt w szpitalu na ściągnięcie szwu. Umówiłam się z gin na wizytę 27.07 na 19. Trochę późno, ale cóż. Nie mam ze sobą niestety wyniku GBSa, bo moja gin ma wziąć ze sobą mój wypis to może tam będzie. Oby. A jak nie to może zdążę jeszcze raz zrobić 😅 Teraz, aby jeszcze te 12 dni dociągnąć, niczego więcej mi narazie nie trzeba 🙏
Biegania dzien 1. 💪🏻Kondycji brak ale fajnie było, 2,2 km wpadło. 😊 Plan biegania co drugi dzień ✊
Ten tydzień to chyba jest kwintesencja macierzyństwa.. z jednej strony szczęście przeogromne, duzo uśmiechu, chwil takich naszych i beztroskich jak spacer zakończymy kawa z lodami z koleżanka Mama innego Wczesniaczka wystaranego ❤️ A z drugiej strony ciężkie noce (chyba zabkujemy), zmęczenie fizyczne, regres lozeczkowy. Jest pieknie, ale czasem potrzebuje złapać oddech i tak wczoraj padłam do łóżka na pół godziny popołudniu, a potem kąpiel i dopiero to mnie uwolniło od bólu głowy. Każdy miesiąc życia dziecka mam wrażenie, ze jest inny. Każdy ma swoje plusy i minusy 😉 odkrywcze, to może nie jest ale takie mam wrażenie. Teraz po tym pół roku zrobił nam się z Maluszka taki Chłopczyk i pomijając ta ząbkowanie to etap teraz cudowny 🥰 Mikołaj lubi słuchać wierszyków, bajek, jak Mu czytamy, potrafi sam chwile pobawić się na macie albo w leżaczku pobyć, także wizyta w łazience albo kuchni już nie jest takim wyzwaniem. Proste rzeczy a dają duzo swobody i przestrzeni. Co do hasła „nie nos bo się przyzwyczai” - u nas gowno prawda, Mikołaj sam teraz nie chce żebyśmy Go tyle nosili co jakiś czas temu. Po prostu teraz tego nie potrzebuje. Drzemki ma albo w wózki albo na mnie .. No cóż zrobić, byleby spał. Noce były już prawie w łóżeczku teraz te żeby to znowu u nas 😂😁 wprowadziliśmy tez „męskie” soboty i Chłopaki idą na spacer razem i się bawią, a ja mam czas żeby odpocząć, albo się z kimś spotkać - korzystam 😁 przestały mnie tez bolec rece 😁 generalnie widzę, ze już Mikołaj zauważa tez innych ludzi poza Mama ❤️
Jest dalej wymagający, w tym tygodniu nawet powiedziałam Mężowi, ze będzie jedynakiem 😂 ale znowu po lepszej nocy dzis i jak tak słodko spi to znowu mysle, ze jeszcze damy rade 😂 nie nudzi mi się nic a nic, mysle tez co z powrotem bądź nie do pracy zrobić, bo w ogóle mi jej nie brakuje. W marcu mój Mąż ma urlop i marzy mi się gdzieś poleciec 😁 oby się udało!
Niezmiernie ✊✊ za Staraczki a Mama duzo siły 🙂 tak czy siak w zyciu bym nie zamieniła tego co teraz mam na nic innego i nawet jednego dnia bym nie chciała bez Mikołaja przeżyć ❤️🥰😍 także ciężko widzę żeby Mikołaj miał iść do żłobka i mam nadzieje, ze los nas pozytywnie zaskoczy i jeszcze będziemy w domu razem 😉
oj bardzo dawno mnie tu nie było - 2 miesiące.
Malutka to wulkan energii, nauczyła się przesuwać do tyłu, okręcać wokół siebie, powoli próbuje się już podnosić do siadu, myślę, że na dniach to ogarnie 
Od jakiegoś czasu stała się mega marudna. Zastanawiamy się czy to ząbki bo w sumie jeszcze żadnego nie ma a pcha do buzi wszystko co popadnie, a ślinę to można by wiadrami zbierać 
Bycie mamą codziennie uczy mnie cierpliwości, kocham Ją nad życie! To najlepsze co mnie w życiu spotkało 
Wierzę, że wszystko będzie dobrze i nasza malutka będzie zdrową i szczęśliwą dziewusią, Rośnij w zdrowiu 🤞🤞✊✊
13 cs 17 dc
Jestem po wizycie. Okazuje się że w tym cyklu mimo stymulacji Clo, mam jeden pecherzyk 12 mm. To 4 cykl stymulowany i mam wrażenie ze przestalam reagować na ten lek, te pecherzyki jakoś za wolno rosną..
Dostalam menopur 5 razy do wskrzykniecia pol ampulki zeby cos przyspieszyć.
Ogólnie to czasami mam myśli żeby odpuścić..trochę juz za mna ale ile jeszcze przede mna...? Moze powinnam zaakceptować to ze nie mamy dzieci i żyć dalej. Mąż cos wspominał o adopcji, klinika za duzo pieniedzy pochlania.. ale ja chciałabym miec swoje dziecko. Z jednej strony chce walczyć a z drugiej nie wiem ile jeszcze..
💗🤰 CIĄŻA DONOSZONA 💗🤰 ( wczoraj) - dziś 37t1d
5 dni do pierwszeg KTG
11 dni do ostatniej wizyty
19 dni do TP
Piękny moment 💗💗💗 Z tej okazji mąż uwiecznił Nas na pamiątkowych zdjęciach, prawdopodobnie ostatnich już w dwupaku 🤰🤰
Ciężko mi już. Ze wszystkim - chodzić, spać, myć się, opiekować się synkiem. Brzuch się napina niemiłosiernie, boleśnie. Macica trenuje przed porodem pełną parą. Wchodzę chyba w etap - kiedy nic mi sie nie chce, na nic nie mam siły....Do tego od kilku dni Maks zrobił się nieznośny...buntuje sie Nam, nie słucha, robi wieczne fochy, o wszystko, a głównie o jakieś drobiazgi, byleby zwrocić na siebie uwagę. Czuje że jest zazdrosny i siostrę. Jednak. Myslałam ze tego unikniemy...Staram sie z Nim rozmawiac, tłumaczyć, przytulać, całować, czasem krzykne kiedy już brakuje cierpliwości...Niewiele to wszystko daje...
Wiem ze zaniedbałam Go przez leżącą ciąże, potem przygotowania, wyprawkę, wieczne wizyty u lekarza, w laboratorium, przez moje złe samopoczucie,brak chcęci do aktywności, izolację w domu...no ale cóż musi się z tym pogodzić. Tak to juz jest kiedy pojawia sie drugie dziecko...Zapewniam synka o Naszej niezmiennej trosce, miłości do Niego. O tym że nadal jest dla Nas ważny.
Ostatnio powiedział mężowi " że jak urodzi się Liwia, nie będziemy kupywać mu zabawek" On sie naprawdę obawia.😔😔 Muszę wykrzesać z siebie resztke energii i poświęcić mu te ostatnie dni na wspolnych grach, zabawach, malowaniu farbkami, czytaniu książeczek, ćwiczeniu literek czy spacerach.
Robiłam to wszystko do tej pory, ale mniej i rzadziej. Mąż poświęcał synkowi wiecej czasu, zabierał na działkę, do lasu, na rowerek, elektryczne autko, bawił się w domu, zawsze ogarniał wieczorną kapiel i czytanie bajek na dobranoc. Ja spacery w ciągu tygodnia, kilka razy byliśmy razem na plaży czy na dziaĺce. Widocznie Maksowi.brakuje mamy bardziej 😔😔💗
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 lipca 2020, 08:11
I mija kolejny dzień...objawów w ciąży za wiele nie mam...gdyby nie ciągły głód i częstsze oddawanie moczu to bym nie wiedziała, że jestem w ciąży. Dzisiaj chciałam pójść na betę, aby sprawdzić przyrost, ale stwierdziłam, że nie mam już na nic wpływu i muszę wierzyć, że tym razem wszystko będzie dobrze. Umówiłam się we wtorek na wizytę tylko dlatego, że potrzebuję heparynę..poproszę o usg, ale zapewne nic nie będzie widać, bo to za wcześnie... no nic..trzeba myśleć pozytywnie..ciśnienie mierzę 5 razy dziennie, jest dobre i takie ma zostać do 35tc i więcej. Dzisiaj pół nocy padał deszcz i nie mogłam spać..wyglądam jak zombi
oczy podkrążone, wyglądam jak zmęczona życiem stara babka..
Ciąże innych dziewczyn lecą mi tak szybko, że nie ogarniam, więc mam nadzieję, że moja też tak minie choć jak znam życie będzie się ciągła w nieskończoność...
W zeszłym tygodniu Córcia skończyła rok. Jak? Kiedy to minęło? No i jak to w życiu. Plany planami,a życie swoje. Impreza roczkowa miała być z pełną pompa: dekoracje i tort z motywem zimowym,catering,ja miałam zrobić gorące zupy i ciasta, gotowe już były likiery o smaku krowkowym i chalwowym,miał być fotograf,kupiłam małej najpiękniejszą sukienkę jaka widziałam, a nasz Gwiazda się rozchorowała,zapalenie gardła i ucha,impreza odwołana. Będzie potem,w mniejszym gronie bo część ma plany itd,więc tylko tort i kawka. Tak mi przykro było,ale cóż,dostałam lekcje pokory. Cieszę się że mała jest już zdrowa,cieszę się że przetrwaliśmy ten rok!
Poszliśmy ostatnio z mężem sami na kawkę i wspominaliśmy ten czas. Jawi nam się jak za jakąś mgła,pamiętamy ciepło mieszkania bo grzaliśmy na maxa, dźwięk laktatora w pierwszym tygodniu, kołysanke z misia szumisia w tle. Te pierwsze miesiące to serio jak przez mgle wyłania nam się tylko grymas bólu na twarzy Córeczki,tak bardzo cierpiała przez kolki. Bardzo mało spala. W nocy tak ja męczył brzuszek że usypiała tylko w moich ramionach, kazde odłożenie kończyło się płaczem. Do tego moje złamane żebra które goiły się 2 miesiące. Nie byłam w stanie leżeć. Spałam przez 2 miesiące na siedząco. Jakim cudem nie popadłam w depresję poporodowa? Nie wiem. Chyba uratowało mnie to, że liczyło się tylko dziecko,nasze wyczekane,wymarzone. O sobie myślałam bardzo mało lub wcale.
A teraz? Teraz Gwiazda jest spiochem roku! Ma drzemki nawet po 3 godziny,ładnie przesypia noce z 1 pobudka na mleko. Robi kroczki przy meblach, jest niemozliwie żywa. Wszystko ja interesuje. Nie jestem w stanie nic zrobić jak ona nie śpi 😁 Najbardziej lubi oglądać książeczki - po mamusi😁 Szybko łapie, pokazuje gdzie jest jedno ucho i drugie,nos, pępek,ukocha misia,drze się za nami: mama,tata,robi papa,przybija piątki. Wiem, że swoje dziecko jest naj i w ogóle ale wydaje mi się że jest mądra. Kazdego dnia dziękuję za to że ja mamy.
Co było dla mnie największym zdziwieniem tego roku? Mój mąż. Nigdy w życiu tak często się nie kłóciliśmy. My! Idealna,zgodna para. Z drugiej strony ani ja,ani nikt z jego rodziny nie przypuszczał że będzie takim wspaniałym Tatą! Szaleje za mała, widzę że go miłość rozsadza. Kiedyś wiele osób mówiło: nie wiem jakim on będzie ojcem,przecież sam jest jak dziecko. Dziś: jest najlepszym ojcem!
Źle sobie obliczylam urlop. Myślałam że wrócę w połowie marca,okazuje się że w połowie lutego. Moja mama przyjedzie chyba na 3 tygodnie do nas bo chciałabym mała oddać do żłobka jak będzie miała 15 miesięcy skończone. Żłobek mamy w bloku obok,dyrektorka stara się o dofinansowanie unijne więc jest szansa że zapłacimy za niego 400 zł plus catering co na Kraków jest cena bombowa! Ale staram się o tym nie myśleć jeszcze,cieszę się chwilą. Chwilo trwaj!
Ostatnio mąż zapytal kiedy wracamy po malucha. No więc mała Łucja lub mały Remik czekaj na nas w klinice i na pewno wrócimy po nasz ostatni Zarodeczek jednak nie prędzej niż za rok. W ogóle jeszcze nie czuje pragnienia drugiego dziecka. Bardzo źle znosiłam ciążę,nie umiem o tym zapomnieć. Nie jestem jeszcze gotowa. Może kiedyś medycyna umożliwi facetom noszenie dzieci??😁😁
14 dc
Zostalo kilkanaście godzin do informacji na temat naszych zarodków. Staram się trzymać i nie pokazywać jak bardzo się boję czy będzie co transferować 😣 myślę, że jakby po dzisiejszej weryfikacji zarodkow nic nie zostało, to zadzwoniliby do mnie z kliniki, żebym nie czekała do jutra??
Tak sobie tłumacze, jutro wytrzymać do 12.00 będzie bardzo ciężko. Nadal bolą mnie jajniki po punkcji, hmm może odrobinę mniej niż zaraz po punkcji ale bolą, szczególnie podczas aplikowania luteiny aplikatorem, jest miejsce do którego mogę włożyć aplikator a później boli. 🙄 Zastanawiam się oczywiście jak to będzie podczas transferu skoro wkładanie aplikatora boli.
Mam plan, że jeżeli transfer będzie w sobotę to pójdę rano zrobić dla siebie badanie progesteronu, TSH i bthcg (czy jeszcze ovitrell jest we krwi, bo dzisiaj zrobiłam Bobo test i pojawiła się bardzo delikatna kreseczka).
Mój brak cierpliwości spowoduje że bardzo szybko zacznę testować 😁 podziwiam dziewczyny które wytrzymuja do 14 dpt.
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 lipca 2020, 19:51
4+4
Beta ładnie przyrosła
Po dwóch dniach zrobiło się 484,9 mIU/ml czyli przyrosła 160%. Czuję się dobrze, jeszcze nie mam częstomoczu ani mdłości, ale jestem bardzo słaba, kręci mi się w głowie. Codzinnie zaliczam drzemkę, co nie jest takie proste bo mąż dalej nie wie! Ściemniam, że coś mnie łamie. Chcę powiedzieć jutro, bo 18. się dowiedziałam o pierwszej ciąży i pod tym pretekstem zagadam, żebyśmy sobie urządzili wspominki, ale zamiast starej zawartości dostanie nową. Mam sikańca, body i nupla, tak jak ostatnio
Jutro siknę jeszcze raz na pamiątkę bo nigdy nie wysikałam pięknych grubych dwóch kresek. Taki jest plan 
Nie wiem co zrobić z L4 i z pierwszym USG. Wizytę mam dopiero 12.08, to będzie skończony 8tc więc na dobrą sprawę 9tc i nie wiem czy nie wolałabym jednak zajrzeć wcześniej czy wszystko jest na swoim miejscu. Poza tym prywatni lekarze chętniej wysyłają na L4, a nie ukrywam, że po pierwsze boję się trochę Covida, a po drugie jestem na połówce etatu - im dłużej pracuję, tym gorsza średnia, z której liczony będzie macierzyński. Póki co pracuję 4. m-c, a 3. na połówce, bo przez 1. m-c leciał zaległy urlop w pełnym wymiarze godzin.. No i tak się biję z myślami co robić. Pogadam z mężem jak mu w końcu powiem. Mam nadzieję, że nie wybiegam za bardzo w przyszłość, ale mam takie dobre przeczucia.. Cieszę się tą ciążą niesamowicie. Niech trwa i trwa!
Edit: progesteron 61 ng/ml ale lakarka i tak kazała brać dupka..
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 lipca 2020, 12:03
"zgrzeszyliśmy" wczoraj z mężem, bez zabezpieczenia żadnego. Nie powinnam, za mało czasu upłynęło od zabiegu...
4cs po cp, 14 w sumie, 1dc
Nowy cykl, stara ja
Okres rozkręca mi się okropnie wolno, chyba wie, że jutro mamy rodzinną imprezę i chce mi ją zepsuć.
Minusy tego cyklu:
-Nie zaszłam w ciążę, chociaż liczyliśmy na to, bo owulacja była z dobrego jajnika
Plusy:
-Ustaliłam z eMkiem, że we wrześniu pójdzie na badanie nasienia. Jestem całkowicie zielona w tych tematach, nie wiem czy potrzebuje jakiegoś skierowania, czy wystarczy zadzwonić i się umówić, czy konieczna jest konsultacja z lekarzem, czy możemy po prostu odebrać wyniki, ile się na nie czeka. Ale tym wszystkim zajmę się w sierpniu.
Od poniedziałku jedziemy jako kadra na obóz, później sami nad morze jeśli pogoda dopisze. Mam nadzieję, że odpoczniemy i wyluzujemy, bo mój mąż jest tak ostatnie zestresowany pracą i dokumentacją, że przyda mu się wzięcie głębszego oddechu. Wczoraj po raz pierwszy delikatnie poruszyliśmy temat ewentualnego in vitro w przyszłości. On jest na nie póki co, ale powiedział, że może zmieni zdanie. Ja jestem całkowicie na tak, jeśli tylko będzie trzeba. Odsuwam od siebie ten temat póki co, bo to, że nie jesteśmy jednomyślni w tym temacie trochę mnie stresuje.
Na razie skupiam się na nas i jestem niesamowicie wdzięczna za naszą relację i miłość. Nie wiem czy byłabym w stanie iść tą drogą z kimś innym.
W tym cyklu chce wyluzować, skoro szanse są znikome, to nie będę wariować, chociaż oczywiście i tak pewnie będę 
Mam nadzieję, że ten pamiętnik szybko zmieni się w dokumentacje mojej ciąży, a nie wieczne wyczekiwanie na nią.
28 dc
Wynik bety 161,2 🙂Jestem w ciąży 🙂
1 dzien cyklu ☹️☹️☹️☹️ pomimo wiedzy, że naturalnie w ciążę nie zajdę, to nadal ten sam ból towarzyszący od ponad 2 lat jak przychodzi okres 😭😭😭😭 Jezu czemu to nas spotyka 😭😭😭😭 czemu nie możemy być w pełni szczęśliwą rodziną???? Po niedzieli mąż musi umówić się na badanie nasienia... Decydujące tak na prawdę ☹️☹️☹️☹️ co będzie dalej nie wiem, i aż boję się myśleć o tym. Z mężem już nawet przestaliśmy rozmawiać o planach powiększenia rodziny... Po prostu życie leci.. Czas ucieka nam między palcami, robimy się coraz starsi.... Każdy miesiąc to dużo już...
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.