15 ms starań, 12 cs, 21 dc
Ja już nie mam siły. Czuje się bezradna. Mam dość brania hormonów i czekania na cud. Bo to byłby cud w naszym przypadku.
Mam dość wydawania koszmarnych ilości pieniędzy na procent nadzieji na ten cud. Mam dość stresowania się, denerwowania, martwienia, smutku, płaczu. Mam dość seksu na zawołanie, tłumaczeniu mężowi zawiłości leczenia i cudu zapłodnienia.
Ja po prostu nie mam siły. I nie wiem czy chce odpuścić, zostawić leki na jakiś czas. Czy może iść już do kliniki i zająć się ivf. Wiem, że to żadna gwarancja, że się uda. Ale szanse są jednak większe niż naturalne.
Umówiłam się na wizytę w klinice na 12 listopada. Mąż mnie namówił. Posłuchałam. Powiedział „po co mamy czekać do marca i tracić 3 miesiące”. Idę zapytać co oni proponują, co możemy zrobić. Idę po inny punkt widzenia, po drugą opinie. Mój lekarz jest ze mna od roku. Ale on jest zachowawczy i wiem, że zaraz też zderzy się ze ścianą.
Na prawdę nie wiem co bym chciała. Nie chce jeszcze iść w ivf. Nie chce robić przerwy. Nie chce brać dalej zastrzyków i starać się naturalnie. To czego ja chce? Ciężko mi. Tak cholernie, po ludzku ciężko. Czuję się przegrywem.
Równo rok temu wychodziłam ze szpitala po usunięciu cp. Byłam załamana, ale też dzwinym sposobem pełna nadzieji. Skoro tak szybko sie udało to za rok o tej porze już na pewno będę w ciąży. Otóż nie jestem. I w międzyczasie nie byłam. A na przyszłość się nie zapowiada.
Może chciałabym już podejść do ivf. Ale boję się, że traktuję to jako „drogę na skróty”. Ale najbardziej boję się czegoś innego. Bo ivf to już ostatnia deska ratunku. Boję się, że ivf też się nie uda. A wtedy zostanę z niczym. Już nawet bez nadzieji.
20 dc / 40 cs - 2 criotranf.
Standardowe bóle brzucha i podbrzusza wróciły. Nie są to to bóle miesiączkowe, kompletnie inny rodzaj bólu. Mam je odkąd zaczęłam się starać i bardziej obserwować swoje ciało. Zawsze w 2 połowie cyklu, zawsze kilka dni po owu. Nawet na cyklach stymulowanych, po poprzednim kriotransfer że na cyklu naturalnym też się pojawiły. Teraz cykl sztuczny z obstawą z Atosibanu, też są. Nie mam pojęcia co to jest. Tj dziwny ból, ciężkości, rozpierania, uogólnienia napiecia jamy brzucha i podbrzusza. Źle mi się kojarzą, bo zawsze jak występują to i jest okres. W sumie nic dziwnego... Bo nigdy nie byłam w ciąży, więc nie wiem jak to jest ich nie mieć i być w ciąży, albo mieć i mimo wszystko być w ciąży... Tak czy owak uczucie bólowe kiepskie...
Leki, które biorę na ewentualne skurcze:
- Scopolan, magnez, no spa - te niemalże biorę jak cukierki od 4 do 5 x dziennie.
- dodatkowo przyjmuje w sumie 1900 mg progesteronu, w różnej postaci tzn prolutex, luteina i dopochwowo cyklogest.
+ witaminy
Jejku, niech te bóle nic nie oznaczają... A bynajmniej niech to nie ma związku z pomyślnością transferu 🥺
16 dc
18cs
Entuzjazm nie porywa, ale zaczynam „czuć” zbliżająca się owulacje. Ten cykl przeżywam dość „beznamiętnie” - chyba ostatnie dwa wyczerpały mocno moje baterie.
Jutro mam wizytę u mojego ginekologa i mam nadzieję, że pomoże mi „wyprostować” kilka kwestii i uda mi się w końcu zbadać ta drożność.
18tc + 3
Wczoraj byłam na usg. Stres jak zwykle czy dziecko żyje i ma się dobrze. Czy kiedykolwiek odetchnę?
Klara ma się dobrze i jest na 100% Klarą
Widziałam jej nóżkę i stópkę, idealne! Ale długie - i noga i stopa. Ja mam rozmiary stopy 41, moja mama 42, kuzyn 47, a mąż 46. Klara ewidentnie będzie miała duże stopy, a tak chciałam jej tego zaoszczędzić. Teraz co prawda nie jest to problem kupić buty w dużym rozmiarze. Zawsze jednak te najładniejsze buty są w mniejszych rozmiarach i zawsze trzeba słyszeć głupie komentarze koleżanek: ale ty masz dużą stopę!
No cóż, są gorsze rzeczy, nie przeczę jednak, że przez wiele lat był to mój kompleks. Natomiast zawsze podobało mi się to, że jestem wysoka (175) i wysocy mężczyźni podobają mi się również - mężulek ma 195 cm. Według wszystkich znaków na niebie i ziemi, Klara tez wysoką będzie:)
Klara waży 250 g. Komentarz męża: jak paczka chipsów! - tyle w temacie...
Połówkowe za 2 tygodnie. Nareszcie! Czy wtedy odetchnę?
Samopoczucie różnie. Ostatni raz zwróciłam śniadanie w niedzielę. Mam częste migreny i zdecydowanie muszę iść na masaż kręgów do fizjo. Często czuję się bardzo słabo. Nie , to jeszcze nie jest etap, że mogę powiedzieć: czuję się dobrze.
Brzuszek powoli rośnie, ale ruchów jeszcze chyba długo nie poczuję, bo mam łożysko nisko i przednie (tak to się mówi?) Ważę 63 kg, czyli nareszcie waga ruszyła. 4 do przodu.
Co mnie ostatnio zdziwiło: będąc ostatnio u znajomych w okolicach Beskidów, przeszliśmy się kawałek szlakiem na Kudłacze. Czułam się świetnie, górskie powietrze było mi potrzebne. Zapytałam lekarza czy mogę chodzić po górach, tzn. po niewielkich szczytach. Spojrzał na mnie jak na dziwo: oczywiście, jak najbardziej!
No i już mamy w planach wycieczkę w niedzielę. Ach jak tęsknię za górami!
💗 🤰36t6d🤰 💗
Wczorajsza wizyta była cudowna. Kruszynka pięknie nadrobiła przez ostatnie tygodnie z wagą i ma teraz +/- 2760 gram (28 percentyl) Brzuszek o który się martwiłam ma 30,64 cm, główka 32,16 cm a nózka 7,36 cm. Wszystko ok, córcia zdrowa. Przepływy moje i malutkiej dobre, łożysko nadal dobre, płyn owodniowy też ok. Liwka pięknie wyglądała na usg, taka pucata i podobna do mojego synka 💗💗 Zakochana jestem w niej, tak jak byłam zakochana od początku w Maksie 💗💗
Lekarka zbadała mnie, szyjki praktycznie już nie mam, skróciła się całkiem, ujście zew. otwarte na opuszek, a wew. zamknięte. Póki co oznak porodu brak. Jednak dr. uprzedza, że wcale nie muszą być wszystkie oznaki po kolei, może pójśc wszystko szybko, dużo szybciej niż za pierwszym razem. Dostałam skierowanie do szpitala w razie czego. Leki na podtrzymanie mam już wszystkie odstawione.
Zostały witaminy i ewentualnie no spa.
Mam swój własny TENS na bóle porodowe. Pokładam w nim spore nadzieje, ma super opinie, wielu kobietom pomogło to cudo złagodzić ból przy skórczach, szczególnie krzyżowych, a ja miałam taki z Maksem. Dziś wieczorem zrobimy próbę na moich ostatnio obolałych plecach, obczaimy jak działa to maleśtwo 😅 Poszukałam tez sobie aplikacji liczączej skórcze na tel- z Maksem świetnie sprawdziła się Czas na Bobasa, teraz znalazłam podobną, prostą w obsłudze " Skurcze" wygląda zacnie i prosto się obsługuje.
Wszystko gotowe na przyjście córci. Łóżeczko złożone,fotelik i wózek czekają w pogotowiu, wanienka i przewijak też, ciuszki, kombinezonik letni w razie jakby pogoda sie popsuła, dekoracje do pokoiku dotarły - pompony i drewniane cuda. Jeszcze przytulaczek szmatka z Little Dutch do nas ma dotrzeć. Ostatnio buszowałam tez w Kapphalu na wyprzedażach i kupiłam przecudny komplecik z NewBie. Zawsze o takim marzyłam dla córci 🤱
Kolejne dni oczekiwania przed wielkim finałem staram się skupić na sobie, i na dogadzaniu sobie 😜 Dużo odpoczywam, poleguję, oglądam seriale historyczne na Netfixie o różnych monarchiach ( rosyjskiej carów, angielskiej czy hiszpańskiej koronie) - uwielbiam je. Ale co i rusz wyszukuję sobie nowe rzeczy do robienia. Jestem zadaniowcem, nie potrafię długo usiedzieć na tyłku
Wcinam truskawki, arbuzy, agrest, czeresnie, tonę słodyczy 🙈a teraz właśnie ogóry malosolne 🥒🥒 Mam straszny apetyt. 16 kg na plusie. Z Maksem przytyłam 17. Ostatnio wyczaiłam też białe winko bezalkoholowe z lidla - powiem Wam pychota. Słodzone i dodatkiem owocków jest cudowne w smaku. Jak nigdy, w tej ciąży mam chcicę na alkohol, na zimne trunki. Wiec szukałam, szukałam i znalazłam 🥂🥂🍾 Cheers
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 lipca 2020, 16:04
Tyle się działo, że nawet wpisu nie zrobiłam żadnego już po tak po przemyśleniu wszystkiego. Dziś jestem już 6 dni po laparo-histeroskopii i moje przemyślenia:
1. Dobrze, że nie obawiałam się samego zabiegu, nie przeżyłam go jakoś źle, tutaj pozytywne nastawienie u mnie było jak najbardziej właściwe. Byłam w najlepszych rękach mojej Pani Doktor, więc wszystko poszło dobrze. Sam pobyt w szpitalu, pomimo iż bez Męża, też wspominam dobrze, może poza tym, że z narkozy niestety zrobiło mi się niedobrze i zaliczyłam wymioty... Generalnie sama wstałam do łazienki już kilka godzin po operacji i cały czas byłam skupiona na tym że na noc już będę w swoim domu i to mnie jakoś mobilizowało.
2. Nie martw się na zapas, jak facet musi to się mobilizuje i robi co musi. Najbardziej bałam się dwóch rzeczy, po pierwsze diagnozy- dałabym sobie rękę uciąć, że mam endometriozę, ale niespodzianka nie ma
a druga rzecz, to że mój Mąż sobie nie poradzi ... po pierwsze z opieką nade mną a po drugie z ogarnianiem domu.. to typ słomianego zapału .. I ku mojemu zdziwieniu poradził sobie w miarę, bo po pierwsze nawet pierwszego dnia po byłam w stanie sama siebie ogarnąć, jedynie co robił mi śniadania, zresztą nie czułam się źle, jedynie przy siadaniu/ wstawaniu, rany ciągnęły i bolały, ale do wytrzymania, gorzej się czuję jak mam pierwszy dzień okresu. Niestety drugiego dnia już była kłótnia z Mężem o pierdołę i finał był taki, że pojechałam do sklepu samochodem na mini zakupy, a dzień później odkurzyłam dom... A miałam się oszczędzać... Z jedzeniem też sobie nie oszczędzałam, bo skoro się dobrze czuję... no i w niedzielę wieczorem zaczął się armagedon.... ból brzucha, cała noc nieprzespana, przed 4 nad ranem Męża posłałam do apteki do miasta obok... od rana wymioty i to takie albo żółte albo zielone... totalnie mnie odcięło... musiałam się czymś zatruć... Także teraz już grzecznie znowu siedzę na tyłku... Oczywiście jestem zła na siebie,że tak sobie pofolgowałam i za szybko uznałam, że już jest wszystko dobrze, a cały zabieg to przecież nic.... Ale na Męża trochę też, bo mógł mnie bardziej wspierać a czułam, że już oczekuje żebym więcej w domu robiła... ale człowiek mądry po fakcie... Niestety wycierpiałam się dużo ... ale na szczęście już za mną... Także warto się oszczędzać i być egoistą jeśli chodzi o zdrowie.
Teraz czekam na zielone światło od Pani Doktor żeby ten cykl jeszcze naturalnie wykorzystać jak tam coś rośnie, a co tam! może taki naturalsik niespodzianka skoro już moja macica jest naprawiona. Trzymajcie kciuki!
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 lipca 2020, 13:07
20t + 5d
Połowa ciazy za mną! Nawet nie wiem kiedy to zleciało. Brzuch rośnie i rośnie, zdaniem znajomego, z którym zobaczyłam się po miesiącu, urósł sporo od tamtego czasu.
Jesteśmy na wakacjach w górach, ostatni tydzień spędziliśmy ze znajomymi z synem w wieku Fifiego, wiec dzieciaki miały frajdę, szalały razem, dając rodzicom odrobine wolności
Codziennie urządzamy sobie spacery, takie „łatwe” bo nie wzięliśmy wózka, wiec na tyle na ile Fifi potrafi przejść. Ja czuje się dobrze, choć brzuch ciągnie trochę i stawia się w miarę codziennie po kilka razy. Dzis jestem trochę osłabiona, przejście się pod górkę spowodowało zadyszkę, walenie serca i osłabienie, wiec staram się odpoczywać.
Od dłuższego czasu baaardzo małe libido. Teraz jesteśmy na wakacjach, Fifi śpi z nami w sypialni, od początku pobytu kogoś gościmy, wiec mamy mało intymności, co chyba na przekór spowodowało, ze teraz mam wielka ochotę na amory 😌 Nie mogę się wręcz doczekać, kiedy zostaniemy znów w trójkę i będziemy mogli wykorzystać drzemki Fifiego i wolne pokoje 🥰
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 lipca 2020, 15:41
16 dc, 4 dpo
W piątek byłam na wizycie w klinice. Mój gin narobił mi znowu nadziei na ciążę, w dodatku bliźniaczą. Zobaczył 2 równe pęcherzyki 20mm, po jednym w każdym jajniku. Przepisał ovitrelle i luteinę od 15.07.
Postanowiliśmy, że spędzimy weekend poza domem. Mąż zrobił mi zastrzyk w hotelu. Wieczorem pojechaliśmy do mojego kuzyna, z którym nie widzieliśmy się kilka lat. Doznałam szoku kiedy okazało się, że mieszka z ... chłopakiem! Bałam się reakcji męża, bo kiedyś nie zareagował zbyt optymistycznie i przyjaźnie widząc gejów trzymających się za ręce, ale tym razem było całkiem inaczej. Siedzieliśmy, rozmawialiśmy, żartowaliśmy, było bardzo miło.
Sobotę poświęciliśmy na zwiedzanie. Byliśmy w Biskupinie. Przejechaliśmy się kolejką wąskotorową, pochodziliśmy, porobiliśmy zdjęcia, aktywnie odpoczęliśmy.
W niedzielę pojechaliśmy na wybory i do mojej mamy na grilla. Nawet się nie pokłóciłyśmy więc dzień uznaje za równie udany jak poprzednie.
8cs 10dc
Mąż był u androloga. Otrzymał w informacje , że bakterii które ma nie trzeba leczyć..lekarz mówi że nie są to bakterie lekooporne (są wrażliwe na antybiotyki taka info jest w powiewie) i nie mają znaczenia jeśli chodzi o wyniki. Jestem trochę zszokowana. Zalecił suplementy i powtórkę badań za 3 mc. Nie wiem sama co o tym myśleć..
Znalazłam artykuł gdzie jest napisane że bezobjawowa bakteriospermia nie wymaga leczenia: http://parens.pl/artykul/bakteriospermia/
Mój monitoring cyklu: pęcherzyk 16mm endometrium 7mm (lewy jajnik) więc póki co wydaje się wszystko ok
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 lipca 2020, 08:03
30 dc
Temp. wysoka, ale spada, czyli będzie @ .
Edit. Mała przyszła. Zaczyna 8 cykl starań.
1 dc
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 lipca 2020, 11:25
Udało się! Czwarty, ostatni transfer. Dr stwierdził że moja praca i ciągłe stresy nie mają związku z problemem z zagnieżdżeniem się komórki. Ale ja stwierdziłam, że nikt nie wie ile ja się stresuję i przez co przechodzę. I nie zaszkodzi jak powiem sobie: dość, czas pomyśleć o sobie! Pojechałam na Mazury na tydzień, jakoś przed transferem. Potem po transferze spakowałam się, pożegnałam mojego mężczyznę i pojechałam nad morze do siostry na 10dniowe piżama party. Książka, spanie, drzemki, lekki spacerek, pełen relaks. I któregoś dnia okazało się że nie wysypiam się w mojej ulubionej pozycji,w ogole nie mogę w niej leżeć bo mnie brzuch jakoś uwiera. Zrobiłam test i pierwszy raz w życiu - po chwili - 2 kreski!!!!!! Druga bledsza ale widoczna. Teraz jestem w 6 tygodniu i trzymam kciuki żeby wszystko szło dobrze. Na razie widziałam czarne kółeczko na USG, podobno za 2 tygodnie mogę zobaczyć serduszko. Myślałam że będę się cieszyć i tylko latać szczęśliwa ale martwię się że coś pójdzie nie tak. Podobno jak już będzie widać serduszko to będzie w miarę silna fasolka , być może wtedy opuści mnie ten niepokój. Oczywiście cieszę się strasznie że taka wspaniałość mnie spotkała i dostałam szansę być mamą. Trzymajcie kciuki a ja trzymam za Was.
30 kwietnia 2026
Piszę to patrząc na moją małą, śpiącą J.
Sama jestem jedynaczką i całe życie sądziłam, że sama też chcę mieć tylko jedno dziecko. Jednak, gdy urodziła się ona, zrozumiałam, że nasza rodzina powinna być 2+2.
Mąż od razu się ze mną zgodził. J. urodziła się 29.07.2025 przez CC. Lekarze mówili, ze powinnam się wstrzymać z kolejną ciążą, że po CC powinen minąć rok.
I ten rok niedługo upłynie.
Jesteśmy teraz tutaj. Z umówionym terminem na wizytę u naszego lekarza, który już raz dokonał cudu, a teraz liczymy na to, że dokona drugiego.
Mamy pięć blastek na zimowisku:
❄️ 4.1.2 x 2
❄️ 4.2.2 x 2
❄️ 3.2.3 x 1
Pozornie sprawa wydaje się prosta, ale to czas zweryfikuje. W Boga nie wierzę, więc zamiast modlitw manifestuje, aby wszystko było dobrze. Ubrdałam sobie, że chciałabym aby drugi transfer odbył się 01.08. 2026 - zobaczymy czy się sprawdzi.
Póki co, to co jest pewne to:
📅 05.05.2026 - pobranie krwi + wymaz
📅 18.05.2026 - wizyta u lekarza i ustalenie dalszego planu działania
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 kwietnia, 23:31
20dc
Musimy powtórzyć badanie nasienia. Boję się że wyjdą źle. Nie wiem co moglibyśmy jeszcze zmienić. Mąż był na usg i u androloga. No możemy jeszcze te DNA porobić ale co to zmieni oprócz tego że da wiedzę? Nic. Je witaminy, zmienił dietę, te wszystkie czarnuszki oleje lniane soki pomidorowe już mu bokiem wychodzą, dalej jest zmarzluchem ale już mniejszym, nie pije, nie palił nigdy, rusza się. Nie wiem co jeszcze.
Czasem mnie wkurza bo nie można mu z niczym zwrócić uwagi. Jego zmiany są po najmniejszej lini oporu tak, żeby przypadkiem nie wyjść poza swoją strefę komfortu. O wszystkim muszę przypominać. A jak mu mówię żeby się ogarnął i zaczął sam coś zmieniać to się oburza, że przecież on robi wszystko jak trzeba.
Jestem zmęczona i sfrustrowana tym wszystkim. Wiem że powinnam wyluzować, odpuścić bla bla ale ja już mam 34 lata i 1,5 roku w dupę, ile można? To nie chodzi o jakiś wyścig ja się po prostu boje czasu. Chce ruszyć z czymś do przodu. Chcemy zmienić mieszkanie na większe ale aktualnie jest „ale po co”, dwa pokoje są wystarczające dla dwójki, prace? Nie teraz bo przecież jak będzie dziecko to ciężko będzie w nowej...i tak cały czas...
Marzę o wakacjach...
65cs
8dc
byłam wczoraj u gina
z wyników hormonów się ucieszył. Powiedział, że dobre. Mówił, że estradiol lepiej wyższy niż niższy ale to też trzeba patrzeć na normy. Wyższy wynik świadczy o tym, że produkują się pęcherzyki (?) nie umiem dokładnie powtórzyć, bo ja byłam w stresie na tej wizycie.
Polipa jednak nie ma. Dalej jest jakaś krzywa kreska na usg ale to na pewno nie jest polip. Może to być zawinięta śluzówka.
i teraz najlepsze: byłam w 7dc i mam pęcherzyk już 18mm ! whaaaaat ? co tak wcześnie
szykuje się szybka owulka. I możliwe, że dlatego estradiol był 100 bo ten pęcherzyk już tak szybko rósł. Wydaje mi się, że to zasługa mioinozytolu. W zeszłym cyklu nie brałam i owulkę miałam później niż zwykle.
Dostałam skierowanie na hsg. Mam do niego dzwonić jak będzie mi się kończyła @.
Zrobiłam jeszcze posiew i cytologię, mimo, że posiew robiłam w marcu i był jałowy. W zeszłym cyklu była jakaś infekcja i chcę sprawdzić przed hsg. Cytologii też już spory czas nie robiłam (na nfz bym się jeszcze nie załapała, bo refundują co 3 lata
)
i tak pękło wczoraj 300zł
Wizyta w COI mnie zaskoczyła.
Myślałam, że mam wyznaczoną godzinę, wejdę i wyjdę, planowany pobyt 15min, no może 40 jak będzie opóźnienie, a tu...wyszło ponad 3h😶
Siadam przed czasem pod gabinetem, 3 pacjentów przede mną, myślę - luz, wieki to nie potrwa. Po chwili czekania wychodzi pani dr i na korytarzu pyta czy karmię -tak. No to tu mam skierowanie na badanie krwi i RTG klatki piersiowej, a po RTG mam odciągnąć pokarm, żeby dziecka tym nie karmić, a jak wykonam badania to mam wrócić pod gabinet...
Tak, badania mam wykonać TERAZ.
(Ale że co? Jak to odciągnąć pokarm? Czym? Ręcznie chyba? Pod szpitalem Marysia z mężem czekają...ile to potrwa, czym ja ją nakarmię?😱😱😱😭😭😭 Mamy ze sobą i słoiczek Gerber i Infantrini i bidon z wodą, ale przecież to tylko dodatki, ostateczność i mało prawdopodobne że coś z tego zje, tym bardziej że b.boxa na razie nie pije tylko wciąga wodę i ja od razu wypluwa🙈...)
Robię badanie krwi i lecę pod szpital nakarmić chociaż trochę Marysię. Coś tam zjadła, uff, lecę do pracowni RTG w międzyczasie pisze pytanie na niezawodnej grupie na FB co z tym karmieniem po RTG? Dziewczyny odpisują, że spoko, że mogę od razu po karmić. Ufff. Ostatecznie nie odciągam mleka po badaniu.
Wracam pod gabinet. Akurat wychodzi pielęgniarka, więc mówię, że już jestem a ona - ok ale my jeszcze nie mamy pani wyników, proszę czekać...zonk, ale jak to??? to ja teraz mam czekać na moje wyniki i dopiero będzie wizyta? Dzisiaj? No to czekam 🤷♀️ Na dole na szczęście mąż świetnie radzi sobie z Marysią. Wchodzą kolejni pacjenci, w końcu ja - wyniki krwi są b. dobre, RTG ok, założyli mi kartę DILO, na 27 lipca mam tomografię i od niej zależy co dalej robimy. Szykuje się wizytę w 2 połowie sierpnia (w środku naszego planowanego urlopu, może da się przesunąć wizytę na wrzesień, już tyle zwlekałam z tym chłoniakiem, że jeszcze chyba może poczekać🤭).
Po wizycie biegnę do Marysi, karmię ją (Marysia po karmieniu nie świeci, więc chyba jest ok. 😉🙃) w samochodzie (oczywiście Panek, bo przecież NAM auto nie jest potrzebne🙄) i startujemy do domu pełni obaw, bo dotychczas Marysia bez płaczu wytrzymywała max 20 min w foteliku, a tu godzina 16, szczyt, a nas czeka przeprawa przez Warszawę na drugi brzeg Wisły plus Vat😱 Dziecko niespodzianka - wyspana i najedzona przez 55 minut podróży śmiała się w głos do maskotek które wyciągnęłam z jej karuzeli z łóżka🤗🤣Podróż z dzieckiem marzenie😊
Aha, mąż mówił, że jak byłam w COI to Marysia była super grzeczna cały czas no i miała nawet 2 drzemki podczas których - chrapała...on to powiedział z uśmiechem, a wręcz dumą🙈🙈🙈...mina mu zrzedła, jak wytłumaczyłam 37 letniemu barankowi, że to znaczy że dziecko miało utrudnione oddychanie, pewnie jej głową zwisała, co wpływało na drożność dróg oddechowych. Mąż obiecał że już zapamięta że to nie takie dobre to chrapanie...🙈🙈🙈🙈
Na marginesie czasami przeraża mnie, że jak są "nowe" sytuacje (tj. z tym chrapaniem) z Marysią, to on nie potrafi wielu rzeczy przewidzieć, przyjmuje na klatę to co się dzieje, a później jak mnie już szlag trafia (no przecież to oczywiste że coś tam się robi, albo czegoś tam się nie robi, bo niebezpieczne, niezdrowe itp....) to on mówi, że nie wiedziała, bo jeszcze go taka sytuacja nie spotkała. No przecież takich niespotykanych sytuacji będzie pierdyliony przy dziecku i co? Każda tak będzie tłumaczył? A jak małej się coś stanie to powie, że to był jego pierwszy raz? Saper myli się raz, a przy dziecku nietrudno o takie saperskie sytuacje🤯😲🙄
No to się wyżaliłam przy okazji, ale muszę przyznać, że nieraz zdarza się też, że ja o czymś nie pomyślę, a mąż to zrobi, przewodzi, zaskoczy mnie pozytywnie. Na pewno jest najlepszym tatą❤️ dla Marysi, a że ja czasami mam dwoje dzieci na pokładzie....🤦🤷♀️
O poprzedniej ciąży dowiedziałam się w 4 tygodniu. Dziś jestem już 4+1 a wiem prawie od tygodnia. 4 miesiące temu dany nam był cudowny tydzień pełen szczęścia i telefonów, że się udało. Tydzień pełen planów, rozmów, marzeń i zastanawiania się jak to będzie. Zaczęłam już nawet spisywać listę imion. Dla mnie to miała być nasza Elen..💔 Niestety po tygodniu nastało krwawienie.. A po 2 już było po wszystkim. Wyrwano mi serce..
Teraz przeżyliśmy już prawie tydzień z wiedzą o ciąży, ale nie pojawił się nawet najmniejszy plan. Wiemy tylko my i od 2 dni moja mama, która nie śpi przez to po nocach. Nie chcemy chwalić się nikomu, bo może znowu nie ma o czym?
Dzisiaj rano płakałam, płakałam jak szalona. Ja wiem, że nie przeżyje tego drugi raz. Jeżeli to szczęście znów okaże się tylko głupią przynętą, na którą my naiwni się złapaliśmy. Rozwiązania? Znowu wycinka jajowodu i niepłodność? Czy w najlepszym wypadku mtx, późniejsze siedzenie na bombie uszkodzonego jajowodu i odłożenie starań na 6 miesięcy? Oba rozstrzaskają mi serce.
Tak chcę żeby się udało. Zwracam uwagę na każde nawet najmniejsze ukłucie w ciele. Każdy jeden objaw, który może wskazywać najgorsze. Dziś stwierdziłam, że wolę się nastawiać negatywnie i ewentualnie dostać wielkie szczęście niż znowu zacząć się cieszyć i tak boleśnie rozczarować. Ale nie mogę, nie potrafię zgasić tej iskierki nadziei, która dla mnie ma już imię. Którą już tak mocno pokochałam, która już jest moim życiem. Rośnie we mnie to życie, czuję je, jest moją częścią i niech tak pozostanie.
Błagam Boże nie zabierz mi tego. Nie kolejny raz. Nie wiem czy dam radę się po tym pozbierać. Mam już 2 aniołki w niebie. To dostatecznie okrutne.
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 sierpnia 2023, 20:45
18tc + 5d
Wczoraj wizyta. Z dzieckiem wszystko dobrze, malutka waży 280g ❤️ lekarz mówi, że całkiem sporo, ale, że lepiej trochę więcej teraz niż za mało😅
Czuję wyraźnie ruchy, nawet je widać, delikatne kopniaczki 🤗
Twardnienia macicy jak na razie nie wyrządziły żadnych szkód, szyjka długa na 38mm, twarda, zamknięta. Lekarz mówi, że to super jak na ten tydzień 🙂 mimo wszystko mam polegiwać, odpoczywać, nie obciążać szyjki po prostu. I tak się staram robić. W sumie już po tym miesiącu leżenia wystraczy, że porobię coś pół godziny i już czuję ból pachwin, pleców, rwa kulszowa się odzywa i od razu muszę się położyć. Po prostu stara babuszka, chociaż nie wiem, czy taka babuszka nie ma więcej werwy 😂🤷♀️😅
Lekarz stwierdził, że być może ze stresu tak mi się spina ta macica..., Że myślę o tamtej ciąży, w której szyjka puściła i się boję, że to się powtórzy. Rzeczywiście się boję i stresuję, ale nie potrafię inaczej. A co jeśli wyluzuję i coś zbagatelizuję? Wolę jeszcze kilka tygodni być lekko przewrażliwiona, tak dla pewności 🤷♀️
No i widać, że jestem w ciąży🤰. Ostatnio upuściłam w aptece kluczyki od auta, już się schylałam, aby je pod jeść, ale miły pan podleciał, że on mi pomoże 😅🤗 to było miłe 🤗
Za 2,5 tygodnia prenatalne. To będzie 21tc + 2d. Jeszcze nie udało mi się dotrwać do połówkowych w żadnej ciąży. Pierwszą straciłam dokładnie dzień przed, w 21+4. Dla mnie to taka granicą. Jeśli wtedy będzie dobrze wszystko to zacznę wierzyć, że ta ciąża ma szansę przetrwać, i że w święta Bożego Narodzenia będziemy we trójkę 👨👩👧
Grudniowe dziewczyny z forum i grupy na Facebooku już pokupowały wózki, ubranka, łóżeczka. U mnie na pewno tak szybko to nie nastąpi. Postanowiłam, że zajmę się tym w 3 trymestrze 🙂 i tak wszystko pewnie zamówię przez internet, bo nie jestem fanką łażenia po sklepach 😅
Teraz czekam z niecierpliwością na 3 sierpnia, to już tak blisko 😯
Wiem, ze podjelam juz decyzje o tym aby robic cykl naturalny, bo nawet dzwonila do mnie pielegniarka, zeby wszystko potwierdzic. Nie moge jednak przestac o tym myslec, bo wiem, ze to jest moja decyzja i nie sugestia lekarzy. Oni wola zrobic wszystko na sztucznym bo nie musialabym tak czesto przychodzic i mieliby kontrole. Nie chce miec znowu takiej jazdy jak poprzednio ale z drugiej strony mysle jak sie nie uda to bedzie moja wina. Jestem pewna, ze macie pojecie o co mi chodzi funduje sobie jazdy na wlasne zyczenie. Od ponad tygodnia nie moge spac, budze sie codziennie ok 3am i oczy jak 5zl a potem na pysk padam, ide spac i powtorka z rozrywki. Jak ja juz teraz mam tak to jak ja wytrzymam te dwa tygodnie po transferze?
Przez ta kwarantanne w ogole do mnie nie dociera, ze jeszcze troche i zaczynamy. Wiem, ze tyle czekalam na ten moment i chce to zrobic, ale jednoczesnie boje sie porazki. Mam za soba dwie nieudane inseminacje i to bolalo, wiec to rozczorowanie moze byc jeszcze wieksze, zwlaszcza, ze jeeli to zawiedzie to musimy sie pogodzic ze nie bedziemy rodzicami.
Moj maz zaczyna byc coraz bardziej podekscytowany, on zawsze wychodzil z zlozenia ze ivf nam pomoze. Oby jego wiara i optymizm sprawily, ze tak sie stanie. Pocieszenie znajduje w tym, ze wrocilam do pracy i przynajmniej jestem czyms zajeta. Moja szefowa powiedziala mi, ze po tranferze moge zostac w domu cale dwa tygodnie ze wzgledu tez na Covid-19, ale mysle, ze jezeli bede sie czula spoko bede przyjezdzac do biura. Zreszta i tak obecnie pracuje 2 dni w biurze 3 dni w domu. Jak to mowia tutaj przeskocze ten most jak do niego dotre 
8cs 11dc
Jest wynik mojego posiewu z szyjki macicy:czysto, liczne kolonie Lactobacillus Spp. (z tego co wiem to dobre bakterie więc wszystko w najlepszym porządku).
Jeszcze miesiąc temu byłam pewna, że przyczyna naszych niepowodzeń leży po mojej stronie.. a po badaniu nasienia sytuacja odmieniła się o 180°. Jest mi z tym naprawdę źle.. cholernie źle..
Dobiła mnie jeszcze dzisiejsza porada dnia ovufriend. Podali statystyki że w 1 cyklu zachodzi 30proc par, po 3 60proc a po 6mc 80proc. Do 12 mc to 85proc. Pomyślałam od razu: DLACZEGO?!?!?! DLACZEGO AKURAT JA MUSIAŁAM ZNALEŹĆ SIĘ POZA SZEROKĄ GRUPĄ TYCH SZCZĘŚLIWCÓW.. Mamy 8cs czyli idąc tym tropem mamy jeszcze 5proc szans że uda się przez kolejne 4cykle.. generalnie to chyba łatwiej trafić w totka 😩
Pewnie ktoś powie, żeby się nie martwić że to tylko statystyki.. To prawda, ale teraz czuję że szanse na tą ciążę to jak czekanie na cud. Jeszcze 3 mc temu miałam w głowie nadzieję, tą błogą nieświadomą wiarę że na pewno w tym cyklu zaskoczy..
Teraz pozostaje czekać na cud.
Przekroczyliśmy magiczną barierę starań, w których już nie będzie tej błogiej nadziei, a raczej chłodne spojrzenie na szanse jakie realnie mamy. Jak zaczynaliśmy starania, tak bardzo bałam się żeby nie poznać tej granicy.. los jak zwykle chciał inaczej 🙁
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 lipca 2020, 17:10
No to zaczynamy... Jak dobrze policzyłam to tym razem mamy do czynienia z 29 cyklem w historii moich starań. Tak wiele się wydarzyło przez ten czas, że trudno to opisać teraz w jednym poście nie tworząc z niego książki...
- we wrześniu 2019, dokładnie 14, zaczęłam leczenie u nowej Pani Ginekolog, która była troskliwa i bardzo miła i bardzo chętnie brała pieniążki za każdą najkrótszą chwilę. Znalazłam ją tutaj w polecanych lekarzach przez dziwczyny z tego miejsca. Wybór jej jako lekarza, który ma prowadzić mnie, jak i moją w razie "W" - ciążę, to największy mój błąd - wybrałam lekarza, który nie pracuje w klinice, a jedynie ma własną praktykę lekarską. Nie pomyślałam o tym, ż echce być w ciąży, więc musi to być ktoś kto pracuje w szpitalu. Z czasem okazało się, że jeśli Pani Doktor nie przyjmuje - Ty nie masz pomocy. Tak miało to miejsce tutaj. Pani doktor miała zwyczaj znikać i wyłączać telefon. Odpowiedź sms, jeśli już przychodziła, to po kilku dniach i zawsze, zawsze, jako sms.
- 8 stycznia 2020 zostałam skierowana na wizytę do szpitala celem zbadania mnie i ustalenia daty operacji endometriozy. Była to najgorsza w życiu wizyta jaką odbyłam. Pani doktor, w nim pracująca, potraktowałą mnie jak starą paniusię, której zachciało się dziecka na stare lata. Spytałam o przebieg operacji i ogólnie jak to wygląda i tym samym podzieliłam się obawą, że jak będę nieprytomna to ona będzie miała głos decydujący co zrobić i co wyciąć, więc chciałabym się upewnić, ze postara się uszkodzić jak najmniej, aby nie uszkodzić zasobów jajeczek... W odpowiedzi usłyszałam, że jej zadaniem jest wycięcie jak najwięcej i wytnie wszystko co będzie musiała, bez zbytniego dbania o to co ma zostać. W moim wieku nie dba się już o jajeczka i ich zachowanie. Jeśli się upieram z ciążą to mam się zastanowić nad in vitro lub wynająć sobie kogoś, kto mi sprzeda swoje jajeczka, ale ona tego nie poleca z racji "etyki". Ja w tym stanie, nigdy w ciąży nie będę, więc datę mi wyznacza, a ja mam się zastanowić czy in vitro nie zająć się.. .
Wyszłam z gabinetu i już zamykając drzwi za sobą zaczęłam wyć jak dzika. Wyłam tak przez kolejne dni do tego stopnia, że partner zabronił mi poddawać się jakichkolwiek operacji i zapomnieć o całej sprawie z dzieckiem. Wróciłam do mojej Pani Doktor, poryczałam się u niej również, powiedziała, że to najlepsze miejsce, gdzie może mnie wysłać, że muszę poddać się operacji, bo bez tego w ciąży nie będę i że szkoda czasu, aby zwlekać...
- 9 marca 2020 zaczęłam cykl 27. Odpuściłam. Cykl okazał się szczęśliwy. W 35 dniu, kiedy nie dostałam okresu - zrobiłam test. Pokazały się piękne 2 grube krechy. Oszalałam, ręce zaczęly mi się telepać, a w oczach miałam pełno łez... Przecież to niemożliwe, przecież mówili mi, że w ciąży bez operacji nie będę...Myślałam, ze okres się spóźnia z racji stresu w pracy.... Wiedziałam, że muszę natychmiast skontaktować się z lekarką, bo tak kazała, że gdyby się okazało to koniecznie musi mi podać leki i co najważniejsze - heparynę. Zaczęły się moje telefony, sms z prośbami, wręcz błaganiem o kontakt, wizytę, receptę, skierowanie do jakiegoś innego miejsca. 3 dni później od pierwszej wiadomości dostałam odpowiedź. Nagle okazało się, że z racji koronawirusa nie zostanę przyjęta, jak również recepty na lek nagle nie potrzebuję, mimo, iż Pani Doktor twierdziła co innego. Każda odpowiedż była przez sms- ani razu nie zadzwoniła do mnie. Mojego telefonu nigdy nie odebrała...
"Moja" Pani Lekarz odmawiała mi przyjęcia mnie przez kolejne 2 tygodnie twierdząc, że wszystko jest ok, a ona niczego nie zobaczy, bo ciąża jest za wczesna. Dzień w dzień prosiłam o wizytę. Sama poszłam na badania bety. Każdy wynik jej przesyłałąm - zero odpowiedzi. Druga i trzecia Beta zaczęła spadać. Oczywiście wszystkie badania zrobiłam sama - nie poproszono mnie o ich zrobienie. Dostałam kolejnego, kilka dni spóźnionego smsa, po mojej prośbie, kolejnej, o wizycie, że się martwię, że proszę o pomoc... Dostałam odpowiedź, że czasami tak jest i mam czekać. Ona nadal nie widzi potrzeby wizyty i nadal nic nie zobaczy. Zadzwoniłam po poradę do koleżanki, która jest w ciąży - do ajkiej kliniki mam zadzwonić. Nie mogłam dostać się do lekarzy z polecenia - czas oczekiwania do 8 tygodni. Ostatecznie wybrałam pierwszego lepszego lekarza ze strony ZnanyLekarz i umówiłam się na wizytę. Było już za późno. Gdybym była przyjęta 2 tygodnie wcześniej i dostała leki możliwe, że wszystko byłoby ok. Mój znajomy lekarz stwierdził, że przyczynę widzi w nie podaniu heparyny. Lekarz, do którego trafiłam to potwierdził. Mi zabrakło słów. Wychodząc z gabinetu zalałam się łzami, w ręku trzymając zdjęcie mojej fasolki. Pani Doktor miała wspaniałe wyczucie czasu - mój telefon powiadomił mnie, że dostałam sms - Pani Doktor, kolejne 48 h po moim smsie, która napisała, że jeśli tak bardzo chce to może mnie przyjąć - za dwa dni. Nie odpisałam.
Potem poronienie... Masakryczne skurcze w zaciszu domowym i potem pochowanie naszego maleństwa...
Teraz mamy kolejny cykl - trzeba iść do przodu...
To 2 cykl po poronieniu. Podobno kobieta jest bardziej płodna tuż po. Mamy próbować bez przerwy, więc próbujemy.
Może coś z tą płodnością jest na rzeczy, bo to drugi cykl, gdzie mam praktycznie cały czas płodny śluz. Dziwnie, bo praktycznie nie jestem w stanie stwierdzić, który dzień jest tym właściwym. Jak dla mnie każdy dzień - to dzień płodny. Rozróżniam tylko obniżenie szyjki, więc w ten sposób staram się wyznaczyć ten dzień. Do tego dwa dni z rzedu miałam dziwne sny. Pierwszej nocy śnił mi się seks. Drugiego, że siedzę i głaszczę się po brzuchu... Chyba bardzo gdzieś tam w głębi duszy nadal chcę... No cóż.
Ten cykl różni się jednak od poprzedniego tym, że od 3 tygodnia cyklu non stop na zmianę czuję pracę jajników. Wczoraj w nocy spać nie mogłam, gdyż tak bolało. Za 10 dni okres. Nawet teraz pisząc cały czas mnie kłuje. Zobaczymy jak będzie dalej.
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 lipca 2020, 17:35
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.