dagmara Mój wyścig z czasem. 31 lipca 2020, 09:10

11dc
Znów zaczynam odliczać dni cyklu... Znów wracam do gry... Ale tym razem z jakimś mniejszym zapałem. Nie wiem... Jakoś wątpię w powodzenie... Czuję, że to ostatni raz. Jeśli tym razem się nie uda, tzn. że nie jest mi pisane zostanie matką po raz drugi. Mąż też jest bardzo sceptyczny.
Od czasu ostatniej straty- w marcu - zrobiłam mnóstwo badań i innych starań:
- dowiedziałam się, że przyczyną ostatniej straty był zespół Edwardsa, który lekarze określają jako "wypadek losowy",
- zrobiłam badania na mutacje: MTHFR-hetero, PAI-hetero, celiakia-brak, zespół antyfosfolipidowy-brak
- obniżyłam homocysteinę z 10,30 do 6,57,
- wyregulowałam poziom witamin B,
- pojadłam inne witaminy typu D, C, trochę Zn, trochę Se, trochę E,
- miałam 4 wizyty u lekarzy, w tym jedna telefoniczna,
- odkryłam, że mam Hashimoto, choć odkrywać tego nie chciałam...
- stoczyłam walkę z jelitem grubym i wygląda, że ją wygrałam, bo jelito odpuściło,
- leczyłam bakterie i grzyby w pochwie, choć nikt nie stwierdził, że je mam, ale lekarz przepisał globulki "na wszelki wypadek"...
- schudłam 3 kg, choć plan był schudnąć 5, ale nie zawsze ma się to, co się chce ;)
- nabawiłam się alergii, tylko nie wiem na co, i nie mam już sił szukać lekarzy i robić badania, więc żyję w niewiedzy,
- napasłam męża kwasem foliowym- nie zaszkodzi, a może pomoże...
- no i znalazłam lekarza z prawdziwego zdarzenia, który poprowadzi mi ciążę, jeśli w nią zajdę.
Z rzeczy do zrobienia, zostało mi wyregulowanie TSH na podstawie odpowiedniej dawki Euthyroxu. Dziś, po miesiącu leczenia, zrobiłam badanie na TSH i zobaczymy co dalej.
Ogólnie czuję, że jestem gotowa. Czuję to fizycznie i psychicznie. Tylko brak mi entuzjazmu i wiary... Wiary, że się uda...

12+2
2 wizyta na sorze zaliczona 😔 rano idę do toalety i na papierze zobaczyłam krew :-( i to nie brązowa,ale czerwono-pomarańczową. Od razu udałam się do szpitala. Może przesadzam, ale chcę mieć poczucie, że robię wszystko dla dziecka. Nie wybaczyłabym sobie gdybym to zignorowała, a potem coś złego się stało. Zrobili mi USG i maluszek żyje. Ma prawie 6 cm i rozmiarowo jest starszy o 1 dzień w stosunku do wieku ciąży. Pytałam się więc skąd mogła być ta krew. Lekarz nie odpowiedział mi na pytanie, może to nadżerka, może jakaś żyłka pękła i stwierdził, że na poronienie nie ma lekarstwa i co ma być to będzie. I dodał, że potrzeba mi więcej optymizmu i zalecił leżenie. Robię to od prawie tygodnia. Czekam teraz na wyniki moczu. Oby było to jednorazowe krwawienie...


Wiadomość wyedytowana przez autora 31 lipca 2020, 10:03

19 cs --> czas start!

Podsumowanie 18 cs - tylko dwa testy ciążowe (mały sukces)

Tak, do ostatniej sekundy miałam nadzieję "a może..." dziś tak bardzo głośno z tyłu głowy...

Ale chyba obejdzie się bez płaczu!

Czy ja się zaczynam przyzwyczajać? Cholerka!

Turkusowa82 Dlaczego nie ja?? 31 lipca 2020, 09:48

6 dpt
Wstalam dzisiaj z nastawieniem bojowym, że jak znowu będę musiala na siłę wypatrywać drugiej kreseczki to jadę w tajemnicy przed malżem na betę. Ale kreseczka, mimo że dalej jasna pojawiła się praktycznie zaraz i jest widoczna nawet bez rozbrajania testu na czynniki pierwsze. Malż studzi mój zapał, mimo że widzi ciemniejące kreseczki i cieszy się bardzo to chce wynik bety. Ja z jednej strony cieszę się, wierzę że się udało ale zarówno sama sobie jak i malżowi powtarzam, że to dopiero początek, że jeszcze tyle przed nami: weryfikacje bety co dwa dni, oczekiwanie na serduszko, sprawdzenie przede wszystkim czy jest jeden kropek czy dwukropek😉 i tak będzie strach i stres przed każdą wizyta. Ale kolejny etap został zakończony, jutro i e kolejnych dniach okaże się na ile pozytywnie. Martwi mnie trochę dzisiejszy dzień w pracy, szczególnie to że nie będę mogła wziąć zastrzyku o stałej porze a pewnie dopiero 3 h później. Mam nadzieję że to nic nie zaburzy, resztę leków spakuje że sobą. Z chęcią już bym siedziała na L4. Wstrzymuje mnie świadomość, że pozytywnia beta to jeszcze nie ciąża dla lekarza i muszę czekać aż zostanie ,, oficjalnie założona karta ciąży. Ale już niedługo. 🙏🍀🍀

RudaMaruda Kiedy w końcu się uda? 31 lipca 2020, 14:04

Ciąża zakończona 31 lipca 2020

RudaMaruda Kiedy w końcu się uda? 31 lipca 2020, 14:31

9 tc jeszcze...

We wtorek dowiedziałam się, że serce mojego dziecka przestało bić.
To miała być standardowa wizyta kontrolna a zawaliło nam się tego dnia życie. Wszystko się zmieniło. Wszystko.

Od samego początku lekarze mówili, że Dziecko jest maleńskie, ale to normalne, bo ouwalcja była później, więc nie ma się czym przejmować.
Potem gdy pojechałam do szpitala ze względu na plamienie też lekarka powiedziała, że to się zdarza i nie ma sensu brać progesteronu. Jak ciąża ma sobie poradzić, to sobie poradzi.
No i nie poradziła.

Na kolejnej wizycie inna lekarka wkurzyła mnie gadaniem, żeby nikomu nie mówić, bo jeszcze wszystko może się wydarzyć.
I miała rację.

Na wizycie we wtorek widziałam tylko ciemność na USG i żadnego mrugającego serduszka. Tam już nic nie było, nasze Dziecko przestało żyć.

Po 3 dniach już jestem w stanie normalnie funkcjonować i płaczę coraz mniej.
Wtorek był najgorszy.
To uczucie straty, żalu i tego, że zawiodłam wszystkich dookoła.
Mam ogromne poczucie winy patrząc na Męża. Ten mój Cud tak cierpi. To my oboje straciliśmy Dziecko. Nasze Maleństwo.

We wtorek przypadkiem Teściowie byli w Warszawie, więc od razu do nas przyjechali. Cieszę się, że byli. Bardzo ich potrzebowaliśmy. Bardzo.

Pamiętam slajdy z przychodni jak czekałam pod gabinetem położnej by zapisała mnie na pilną wizytę na drugie USG. Tak płakałam, że obca kobieta w ciąży dała mi chusteczkę. I pamiętam przechodzącą pielęgniarkę, która złapała mnie za rękę i powiedziała, że tak jest lepiej. Skoro to wydarzyło to się teraz to gdyby się urodziło miałoby bardzo ciężkie i bolesne życie. Pewnie by tak było.

Wieczorem kiedy zostaliśmy sami z Mężem próbowaliśmy o tym rozmawiać i dać sobie wsparcie nawzajem.
Dotknął brzucha jak zawsze i powiedział: "Dobranoc, Ukochane. Do zobaczenia!"
Nadal na samo wspomnienie serce mi się kraje, a z drugiej strony to była chwila przepełniona ogromną miłością.

Zawsze będziemy je kochać i zawsze będzie ono przy nas.
Chcemy zrobić sobie oboje mały tatuaż na nadgarstku. Chmurkę.
Nasze Maleństwo jest już tam na Górze, ale dzięki temu zawsze będzie z nami. Linie chmurki nie będzie dokończona.
Bo to jeszcze nie koniec i jeszcze się spotkamy.

W niedzielę o 20:00 jestem umówiona do szpitala.
Chcę zrobić badania by poznać przyczyne poronienia i uniknąć tego jeśli możliwe w przyszłości.
Nie sądziłąm, że wrócę tu tak szybko. Ale wiem, że tu są dobre Kobiety, które mnie wesprą.

Bo to kurwa boli.

Klaudia0110 Kolejna walka! 31 lipca 2020, 15:17

A więc mamy 6tc
Wczoraj miałam usg o wszystko jest ok jak na ten etap ciąży ale... No właśnie dlaczego zawsze musi być ale?
Mam leki i nakaz leżenia... Luteina 2xdsiennie, neoparin 1x dziennie i do końca ciąży zostajemy na zastrzykach... Mój cukier jest za wysoki Podejrzenie cukrzycy... W poniedziałek krzywa cukrowa i wtorek do lekarza
Jak się czuje? Fatalnie... Czuję się źle fizycznie i psychicznie... Czuję się jakbym grupę miała, jest mi nie dobrze nie mam na nic sił a najchętniej bym spala 24/7 ale się nie da w domu mam przecież 5,5 latka... Alan bardzo się cieszy że będzie miał rodzeństwo.. Ale tak bardzo się boję że znów pójdzie coś nie tak 😓 boję się tej ciąży to bardzo trudny czas dla mnie.. Myślałam że lepiej będę to znosić (psychicznie) ale niestety jest gorzej niż myślałam... Moje myśli uciekają ku jedenemu że znów się nie uda... Ciąża powinna być na piękniejszym okresem w życiu kobiety dla mnie jest stresujący i bardzo trudny. Moja nerwica też znów przypomina o sobie al jej się nie dam... Myślę czy nie iść do psychologa bo moja psychika sobie nie radzi... Nie wiem czy to hormony robią czy poprostu moje doświadczenia ale raz płaczę z bezsilności i strachu a za chwilę cieszę się i układam cały scenariusz w głowie naszej 4.. Moja wizyta w toalecie to koszmar.. Przy podxieraniu oglądam papier z każdej strony czy aby napewno krew się nie pojawiła..
Z Objawów ciążowych zaliczam mdłości! Żyć nie dają, bolące piersi.. Dotknąć się nie da, wizyty w WC co chwilę! Senność, huśtawka nastrojów, pierwsze zachcianki i brak energii...
Wczoraj będąc po usg tryskalam energia.. Dziś niestety gorszy dzień... No to chyba tyle na dziś

20tc + 6d
3 dni do połówkowych
113 dni do ciąży donoszonej

Czas leci całkiem szybko. Już 3 dni i dowiemy się konkretów na temat naszej dzidzi i może już na 100% czy to na pewno dziewczynka :) a najważniejsze dla mnie teraz czy szyjka trzyma 😳
Ostatni tydzień przeleżałam, bo brzuch się spinał, dość mocno, ale od dwóch dni odpuścił, i jest całkiem w porządku. Zwiększyłam sobie dawkę magnezu, piję Muszyniankę z magnezem i biorę dodatkową dawkę duphastonu w południe, więc może to pomogło.
W każdym razie jest ok. Stresuję się cały czas, muszę uspokajać się melisą, ale chyba ten stan zostanie ze mną co najmniej do końca września. Wtedy będzie około 30tc, więc dzidzia w razie czego będzie miała duże szanse na przeżycie... Ale gdzie tam do końca września.. 8-9 tygodni. Niby już po połowie ciąży, ale tak naprawdę to dla mnie początek drogi nadal.

No, ale nic. Koniec narzekania, trzeba się cieszyć dopóki jest się czym cieszyć :)

Powoli oglądałam wózki, choć z wielkim dystansem, po prostu chciałam wiedzieć coś na ten temat. W sumie fajnie, że pooglądałam, bo już wiem, że przez to jak duży wybór jest, to będę miała duuuuży problem. Kilka typów już wybrałam i zapisałam. Wyprawkę jeśli już zacznę kupować we wrześniu, albo październiku :)

nieznana strata 31 lipca 2020, 23:01

czekam na okres który ma się jutro pojawić i się pojawi bo brzuch boli, zaczynamy kolejne starania o nasze szczęście mam nadzieje że w tym cyklu się uda, w tamtym miesiącu odpuściłam bo miałam zapalenie pęcherza bardzo silne, tak bardzo chcemy z mężem mieć dziecko


Wiadomość wyedytowana przez autora 31 lipca 2020, 23:02

Jest wynik!!! Same zera!!!!!!! To Koniec 😭😭😭😭😭😭😭

Seria skutków ubocznych po acofilu podobna do poprzedniej...

Nasikałam na test, biały jak śnieg... Marzenia prysły jak banka mydlana 😢

Mam plan, wykonam go sam... tak jakos ostatnio mi kotłuje sie w głowie... a moja głowa ostatnio przezywa istna burze.... na wizycie nic nowego nie udało sie wymyślić... Pani Doktor nadal mówi,ze Ona sie nie ma do czego doczepić... i plan ustalilysmy (tak- My czyli Pani Doktor i ja, bo Maz ma to w dupie i w najlepsze bawi sie z Kolegami) ten cykl staramy sie naturalnie - czyli generalnie spisujemy go na straty, bo Męża nie ma .. oby tylko szybko okres przyszedł! Potem zaczynam stymulacje gonadotropinami (max 2 cykle), wizyta u immunologa i w zależności co znajdzie bądź nie, dołączamy leki, albo ivf odrazu ... co ja na to? Chce miec dziecko... dam z siebie ile tylko moge zeby sie udało! Najgorsze, ze zaczęłam myślec, czy ja nie jestem psychicznie zablokowana przez tego mojego Męża... jak mam byc szczera, to boje sie ze bede sama ogarniać dziecko... wiem, ze dam sobie rade, tylko boje sie tego, ze bede tak zmęczona samotnym macierzyństwem w małzeństwie, ze nie bede w stanie sie tym wszystkim cieszyć... poza tym z roku na rok niestety widze,ze jestem co raz słabsza... teraz tez nie moge dojść do siebie, cały czas brakuje mi sił... a jeszcze jestem sama od srody ... juz nawet mi sie odechciało seksu, chociaz mamy duża przerwe z racji laparoskopii z histeroskopia... ostatnio moja najlepsza przyjaciółka jest kanapa.. wczoraj byłam w pracy .. kazdy mnie irytował ... robiłam ledwo co, cały czas marzyłam tylko zeby wrócić juz do domu i sama siedziec... nie musieć udawać, ze jest dobrze... jutro wraca moj Maz ... szczerze to jestem tak wściekła, ze nie odwołał tego wyjazdu a jeszcze go przedłużył, ze jeszcze mnie to zatruwa... czuje ze potrzebuje urlopu ... ale jak ja gdzieś chce jechac to jest hasło „covid” ... tak, jak pasuje to dobra wymówka... czasem sie zastanawiam, co sie stało, ze sie tak zepsuło... zawsze mi wyjazdy Męża nie przeszkadzały, ale teraz ten raz mi nie pasuje, bo nie zostawia sie kogoś kto jest w potrzebie...

Mamy potwierdzoną ciąże u lekarza dalej w to nie wierze niech ktos mnie uszczypnie ❤❤❤

fotures Nadzieja 1 sierpnia 2020, 15:03

No i trafiłam do szpitala z ta krótka szyjka. Na badaniu wyszło ze ma jedyne 2,0 cm czyli jakieś 0,5 cm poniżej dolnej granicy. Na szczęście po odlezeniu 2 dni szyjka ma 3,0 cm. Także wypis ze szpitala z zaleceniem oszczędnego trybu życia i przymusowe l4.. kurde, jeszcze trzeba przetrwać 3 miesiące, oby się udało... ta ciąża zdecydowanie daje mi bardziej popalić niż poprzednia :(

Jestem w ciąży - a ściślej rzecz ujmując - test ciążowy sugeruje, że prawdopodobnie jestem w ciąży.

Niebywałe. To mi miało zająć przynajmniej kilka miesięcy. Nawet czułam, że się nie zmartwię jak przyjdzie okres. Nawet zdążyłam sobie pomyśleć, że to fajnie, że dowiem się ile trwa moja faza lutealna.

Jakie są statystyki przetrwania dla pierwszych tygodni ciąży - to wiecie lepiej ode mnie. Dlatego też, żeby opanować niepokój, wymyśliłam sobie, że skupię się teraz na pracy i po prostu będę dalej żyła (z zachowaniem ciążowego BHP oczywiście - już przekopałam pół internetu żeby sobie to BHP przyswoić). W przyszłym tygodniu jadę z koleżankami na wiejski, sielski wypoczynek. Bardzo mnie to cieszy. Spędzę te dni miło i prawdopodobnie w oderwaniu od czarnowidztwa. To mi się przyda bo dziś od rana urządzam sobie prywatny festiwal mentalnego samobiczowania za te dwie lampki wina, które wysączyłam na cholernych spotkaniach rodzinnych (wszystko do wglądu na moim wykresie). Diabli nadali tych krewnych. Często nie piję nic całymi miesiącami a tu jak raz dziadek polewa, a ja i moja niedorzeczna uprzejmość nie protestujemy. Nie wierzyłam, że to będzie ten cykl, taka prawda.


Wiadomość wyedytowana przez autora 2 sierpnia 2020, 13:09

Marta1982 Zwatpienie i nadzieja 1 sierpnia 2020, 15:18

Znow na fioletowej stronie. Dziwnie jakos. Boje sie, ze ten sen sie skonczy i znow bede musiala wrocic na roz.

30/07 - 6dpt - bhcg 38
31/07 - 7dpt - bhcg 83
01/08 - 8 dpt - bhcg 138

Cos zwolnila :-(

1 dc

3 ostatnie IUI nieudane. Okres. W styczniu zaczynamy podejście do in vitro. Chujowy jesteś Mikołaju 🙅‍♀️

Marta1982 Zwatpienie i nadzieja 30 lipca 2020, 13:59

Wracam do pamietnika po prawie 4 latach... Latach walki, latach totalnego zwatpienia, rozsypki emocjonalnej i kryzysow.
6 procedur in vitro, 4 transfery, z czego ostatni 24 lipca. Beta dzisiaj - 38. Jestem tak roztrzesiona, ze ledwo funkcjonuje. Ja wiem, ze ta dzisiejsza beta to w skali ciazy nic nie znaczy. Doswiadczenia w tej materii mi niestety nie brakuje, ale... Po ponad 4 latach mam dodatni test ciazowy i jest to CUD. Cud, ktory nawet jesli sie skonczy, daje mi nadzieje, ze moze byc pieknie.

Edit 01/08/2020 8 dpt

Nie wiem, co sie stalo, ale nie moge dodawac wpisow.
Trudno.

Wczoraj dostalam plamienia. Niby niewielkie, niby "brudy" a nie zywa krew, ale... panika. Polecialam na bete i progesteron.
beta 7 dpt - 83
PRG - 10
Wymusilam na lekarce progesteron w zastrzykach i dzis dostalam pierwsza dawke.

Oczywiscie nie bylabym soba, gdybym nie sprawdzila bety i dzisiaj:
beta 8 dpt - 138

W sumie ok, ale w porownaniu z wczorajszym przyrostem, jest slabiej. I zamiast sie cieszyc, ze ladnie rosnie, to popadlam w paranoje.
Plamienie sie utrzymuje, lekkie bo lekkie, ale jest.
Staram sie pakowac i jakos ogarniac nas i domprzed wyjazdem, ale kiepsko mi to idzie. Z tylu glowy mam tak paralizujacy lek,ze nie moge sie na niczym skupic. Jesli ta ciaza sie utrzyma, to emocjonalnie mnie wykonczy.


Wiadomość wyedytowana przez autora 1 sierpnia 2020, 15:16

25 dzień pierwszego cyklu starań o trzeciego potomka.
Pierwszy cykl taki jeszcze na luzie a jednak im bliżej terminu okresu tym większy stres czy przyjdzie, a może jednak nie.

23 dc, cykl z serii "krew mnie zalewa" dosłownie i w przenośni👎
A miało być tak pięknie... Nie, jednak pięknie nie miało być, w końcu cykl "siłami" natury, miało być chujowo, ale stabilnie. A nie jest! Przynajmniej nie stabilnie.
Od super, hiper owulacji plamie... Codziennie 😑 Mam nadzieję, że powodem jest ten ultra "wysoki" próg 2,48!!!!
Czekam na wynik wymazu mikrobiologicznego, może tu jest przyczyna 🤷‍♀️, a jak nie to już sama niewiem o co kaman. Martwi mnie to 🥺
Ciekawi mnie też wynik badania na trombofilie🤦‍♀️🤦‍♀️🤦‍♀️
Generalnie dzień zaliczam do średnio udanych.
Dzisiaj to nawet 5 godzin w pracy nie mogłam wysiedzieć, produktywność : poniżej normy😵
Boli mnie gardło, pieką mnie oczy, coś się do mnie przykleiło 😞


Wiadomość wyedytowana przez autora 1 sierpnia 2020, 21:36

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)