Ręce mamy zawsze działały cuda, więc to ona zrobiła mi dziś pierwszy zastrzyk.
Proszę, niech tym razem będzie dobrze, po prostu 🙏🏻
8+2 tc
Dawno nie byłam tak szczęśliwa jak dziś 🤍
https://ibb.co/9rhh72S
Widzieliśmy się po raz trzeci, Maluszek ma już 1,7 cm oraz dobrze widoczną główkę, tułów, rączki i nóżki. To najpiękniejsze, co w życiu widziałam. Serduszko biło mocno i wyraźnie, szyjka macicy jest długa, zamknięta. Pani doktor powiedziała, że widzi zdrowo rozwijającą się, adekwatną do czasu trwania ciążę. Niesamowicie było usłyszeć takie słowa. Wspomniała jeszcze, że prosi męża, by po porodzie czuwał nade mną przynajmniej 3 do 6 tygodni, bo w przypadku pacjentów z długą historią starań i po poronieniach ryzyko baby bluesa i depresji mocno wzrasta. Miło, że uczuliła nas na coś takiego, choć szczerze to słowo "poród" brzmi dla mnie póki co surrealistycznie.
Na pożegnanie dostałam jeszcze prezent od kliniki, mimo, że byłam tam tylko gościem: https://ibb.co/zFHNjrH.
Wzruszyłam się na maksa. Bo jak to, ostatnia wizyta? Tak po prostu mogę iść dalej? Czuję się, jakby moja głowa jeszcze tego nie ogarniała. Parasol ochronny nadal mam rozłożony - nie głaszczę się po brzuchu, nie planuję, nie wybieram imion ani ubranek. Od tak, jakby to wszystko działo się obok mnie. Święta również minęły bez większych fajerwerków. Ale dziś poczułam, że naprawdę zależy mi na tej małej Istotce.
Gdy wspomnieniami wracam do czasów ostatniej ciąży - ach, jaka ja byłam beztroska i naiwna. Szkoda mi trochę, że niepłodność i straty odarły mnie z takiej spontanicznej radości. Tak więc żyję sobie spokojnie z dnia na dzień i cieszę się z takich chwil jak ta.
Po ostatnim badaniu usg (następnego dnia wieczorem) krwawiłam na czerwono. Parasol zadziałał tak, że nawet mocno się tym nie przejęłam. Wiedziałam, że jadąc na izbę przyjęć spędzę długie godziny w kolejce, a jedyne co lekarz będzie mógł mi zaoferować, to sprawdzenie, czy Dziecko żyje. Zaufałam więc swojej intuicji i czekałam - a plamienia z dnia na dzień ustępowały robiąc miejsce coraz mocniejszym mdłościom. Aktualnie wygląda to tak, że mdłości mam cały dzień, także w nocy. Najbardziej, gdy jestem głodna (z rana, przed obiadem i kolacją) lub gdy zjem za dużo. Ogólnie jeść chce mi się bardzo, jem często, ale dużo nie mogę przełknąć ze względu na te mdłości właśnie. I to jest takie piękne, że codziennie rano na to czekam. Głupie, ale wiem, że Wy mnie zrozumiecie. Zrobienie śniadania aktualnie przewyższa moje umiejętności, muszę co chwilę siadać i brać kilka głębszych oddechów, bo mam wrażenie, że zwymiotuję. Zaokrąglił mi się brzuszek, choć nie jestem pewna, czy to nie mały wałek tłuszczyku od tego ciągłego jedzenia i czy nie jest to opuchlizna od zastrzyków. Wieczorem muszę ostrożnie zdejmować stanik, bo jak zrobię to za szybko, to mam wrażenie, że piersi mi odpadną. Mimo to często je dotykam i sprawdzam, czy jeszcze bolą, czy ten piękny sen nadal trwa. Cały dzień kontroluję też wydzielinę, czy to na pewno nie krew. Jaki to komfort widząc po prostu czysty papier..
Od początku grudnia, póki co do połowy przyszłego tygodnia, jestem na zwolnieniu ze względu na wcześniejsze plamienia. Oprócz tego, że mam problem z koncentracją i totalne zaćmienie umysłu, to męczę się z prędkością światła. Wszystko dzielę na etapy i robię kilka razy dłużej niż normalnie. I jest mi z tym dobrze - nie stresuję się, że czasem nie ogarnę w domu lub nie ugotuję obiadu. Mąż jest przy tym bardzo wyrozumiały.
W przyszłym tygodniu kolejna wizyta, tym razem u ginekologa, u którego mam prowadzić ciążę. Nowy etap tej historii. Mam nadzieję, że się dogadamy, bo wybrałam go na podstawie opinii w internecie. Cieszę się, że porobi mi już wszystkie niezbędne badania. Najbardziej interesuje mnie ryzyko konfliktu serologicznego, bo taki może u nas wystąpić - ja mam grupę krwi minus, a mąż plus. W międzyczasie muszę zbadać cytokiny i z między innymi tym wynikiem zapisać się do dr J., ponieważ powiedziała, że jest szansa na szybsze odstawienie prografu.
Dziękuję za Wasze wsparcie, każde dobre słowo. I mocno Was tulę. Ta cała droga jest ogromnie trudna, ale mam nadzieję, że jakoś się ułoży i słońce zaświeci dla każdej z nas. 🤍
Wiadomość wyedytowana przez autora 3 stycznia 2025, 22:19
Właśnie siedzę w fotelu bujanym i tulę mojego 4 miesięcznego synka 🥰
Mój cud moje szczęście 🍀
20.02.2025 11:07 -urodził się Ignacy 😍
Mój zdrowy piękny synek 55cm, 3870g
Stało się. Bitwa nr 4 rozpoczęta. Wygram te piepszoną wojnę! Rano delikatna kreska...beta 22.. to dopiero sam początek, niewiadomo co dalej. W poniedziałek powtórzę betę. Co czuję? Może to dziwne ale chyba na ten moment obojętność,bo staram się myśleć bardzo ostrożnie. Wiem że jak zobaczę ❤ to będę się cieszyła, to nasza ostatnia szansa. Chce się nią cieszyć od początku, pewnie że strach jest przeokropny, ale muszę to pokonać. Poniosłam porażkę 3 razem, ale teraz wygram! Wdrożyłam już leki i teraz muszę czekać..
Leki:
-eurthyrox
- luteina
- symformin xr
- acard
- encorton
- accofil
- heparyna
- kwas foliowy 5mg
-prenatal uno
- witamina d
- medargin
Panie, Ty się tym zajmij 🙏
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 maja 2021, 23:05
Ciężko mi. Rano wsiadłam na rower, aby jakoś wyjeździć ten smutek. Nic to nie dało, jechałam i płakałam więc poprawy nie ma. Teraz ogarnia mnie jeszcze większy strach. No bo skoro raz się nie udało, to drugi raz może też nie... Lekarz nic nie mówił, czy wprowadzimy jakieś zmiany, czy nie, tylko o tych badaniach genetycznych... Ani nie powiedział dlaczego tak uważa, skąd takie wnioski, ani aby zbadać coś dodatkowego... A ja nie miałam siły o nic pytać, już łzy miałam w oczach, głos się łamał i chciałam szybko zakończyć tę wizytę. W pracy ledwo się trzymam. Jeszcze dziś miałam szkolenie i non stop były nawiązania do dzieci, macierzyństwa, bo wszystkie uczestniczki są mamami... Wyciszylam się i wyłam jak bóbr. Taki to mam dziś dzień.
Nie wiem czy zrobić sobie teraz miesiąc przerwy, czy iść za ciosem i zaraz znów zacząć brać tabletki anty i za miesiąc rozpocząć kolejna stymulację... Nie wiem jak sobie z tym poradzić. Nie wiem jak wziąć się w garść.
Nadal w dwupaku. Jutro rano mam wizytę u prowadzącego i zobaczymy czy już mamy 4 kg czy jeszcze nie 🙃.
A ile osób napisało do mnie dzisiaj (kobiet, na podstawie swoich obliczeń i szacunków), czy już urodziłam? 5 😬 Presja nie pomaga.
Tyle dobrego, że męża nie ominie poród, więc moje nakręcanie się tym, jaka to będzie drama i rysa na naszym życiu minęło.
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 czerwca 2024, 22:59
Cześć wszystkim, cieszę się, że jakimś cudem trafiłyście na mój pamiętnik. Chciałam prowadzić go w sumie tylko dla siebie, ale w ostatniej chwili kliknęłam „pamiętnik dla wszystkich”, bo w sumie czemu nie mogę się podzielić swoją dość krótka historią starań, skoro wiele z was tez to robi i miło się czyta te wszystkie pamiętniki, mimo że nie wszystkie historie są kolorowe. Wierzę jednak, że każda z nas niezależnie od czasu który upłynął od momentu decyzji o powiększeniu rodziny, doczeka się szczęśliwego zakończenia. 🤞🏼😊 Zacznę może od mojego nicku, bo jest on nieprzypadkowy, Anjea wywodzi się z mitologii aborygeńskiej, była ona żeńskim duchem lub istotą związaną ze sferą płodności, znana była przez aborygenów w pobliżu rzeki Pennefather, mówiono, że wkłada ona dzieci z błota bagiennego w łona matek. Mam nadzieję, że jej duch będzie obecny przy comiesięcznych walkach o te upragnione dwie kreski każdej z nas. Swoje starania po krótce opisałam już w „mojej historii”, wplotę tu może jeszcze kilka informacji, wydarzeń i emocji z wakacyjnych miesięcy starań. Wspomnę też, że nigdy nie myślałam o tym ze będę mieć problemy z zajściem w ciąże, ale to jak chyba każda z nas. W 2020 roku pani dermatolog skierowała mnie do ginekologa endokrynologa, ponieważ nie mogłyśmy wyleczyć mojego trądziku, po każdej skończonej kuracji trądzik wracał ze zdwojona siła. A wiec wybrałam się do lekarza, który stwierdził u mnie PCOS, a zdiagnozował to po wyglądzie jajników w usg, trądziku oraz odchyleniu jednego z hormonów, co było dla mnie zaskoczeniem bo wynik podwyższony był o 0,02. Tym gownianym hormonem który przyczynił się do postawienia tej diagnozy był androstendion, wszystkie pozostałe hormony byly w normie. I tak od tego momentu wiedziałam, miałam to przeczucie, ze zajście w ciąże to nie będzie bułka z masłem.. Udało się po 4 no prawie 5miesiącach. Niestety nie ze szczęśliwym zakończeniem- ciąża biochemiczna. Po majowej CB mój cykl trochę się rozpieprzył. Krwawienie po poronieniu trwało od 6 do 20 maja całe 15 dni. W międzyczasie byłam oczywiście u ginekologa, ale stwierdził na usg ze wszystko jest w normie i macica oczyści się sama i ze nie widzi przeciwwskazań do dalszych starań. Od 28 do 30 maja miałam jeszcze kilka dni plamień. Beta tez dość opornie spadała, aczkolwiek początkowy wynik nie był wielce wysoki bo w granicach 32 mIU/ml, w trakcie całego procesu wzrosła jeszcze do 120 mIU/ml ale po osiągnięciu tego poziomu zaczęła spadać, i tak sobie w ślimaczym tempie spadała cały miesiąc. Zobaczenie tych dwóch kresek na teście było cudownym uczuciem, szczególnie, że ten cykl spisalam już na straty bo progesteron spadł, jednak gdzieś była nadzieja, ze może z powrotem zacznie rosnąć. Ale w momencie kiedy zaczęły się bóle podbrzusza, takie typowo miesiączkowe wszystko się zawaliło. Jestem z wykształcenia położna, wiec kiedy po dwóch dniach od bóli podbrzusza zaczęło się plamienie to już wiedziałam ze niestety ale wszystko ch* strzelił. I tak jak przewidziałam tak tez się stało, ciąża cieszyliśmy się niecałe 3 dni. Był płacz, było zwątpienie, obwinianie siebie, ze coś jest ze mną nie tak. Chwile to trwało. Wysłałam nawet męża na badanie nasienia, bo w sumie on tez może być przebadany w razie W. Badanie nasienia wyszło w porządku. Z racji tego, Ze jestem jak już wspomniałam po studiach medycznych zaczęłam szukać możliwych przyczyn. Burza mózgu, milion badań. Wszystkie badania w normie. No nic może po prostu trzeba się uzbroić w cierpliwość. Ale jak?? nie da się być cierpliwym jeśli żyjesz od cyklu do cyklu, co miesiąc ta sama bajka. Doszukiwanie się objawow, nawet tych najmniejszych, a może to już umysł płata mi figle ? Pieniądze wydane na testy owulacyjne czy ciążowe. Nawet jak test wyszedł ujemny przed terminem @ to nadal miałam nadzieje, ze może jednak jeszcze się uda. Wizyta u ginekologa w lipcu, kontrolna cytologia, usg piersi, nowy lek- acard, dodatkowo lekarz jeszcze pobrał wymaz na posiew z pochwy. I taaadaaam wyhodowało się jakieś ustrojstwo. No Ok. Tydzień antybiotykoterapii, później tydzień brania globulek przeciwgrzybiczych. Posiew kontrolny. 1:0 dla mnie. Bakteria pokonana. Sierpień jako tako zleciał. We wrześniu w końcu urlop, wylot i tygodniowa laba i opalanie na leżaczku. Ten tydzień to był tez czas na zresetowanie głowy. Wszystko co dobre szybko się kończy, każdy zna to powiedzenie. Wróciliśmy do kraju, do pracy, do rutyny. Moja głowa wróciła na swoje tory, nieustannego myślenia czy w końcu się uda i co można jeszcze zrobić żeby się udało. Znalazłam w necie nowe suplementy wspomagające płodność dla siebie i starego, z jednej garści zrobiły się dwie. Przeszliśmy na dietę propłodnościową, trafiłam na fajne podcasty. Trochę zmieniłam myślenie. A tu kolejna niespodzianka, spóźniająca się @… ale przecież ten cykl był bezowulacyjny. A może jednak ?? Może to jednak ten szczęśliwy cykl. Testy w ruch. 4 ujemne, beta ujemna, progesteron 0,3..Na dzień dzisiejszy mam 51 dc. Ale, ale, nie wszystko jest takie czarno białe, ginekolog na ostatniej wizycie, dokładnie w 48 dc potwierdził owulacje. Testy owulacyjne tym razem się spisały. Dodatkowo dostałam dupka na drugą polowe cyklu. Teraz pozostało tylko (NIE)cierpliwie czekać na testowanie, które przypadnie na 11.10. Uff ale to był długi wpis, nie sądziłam, ze aż tak się rozpisze. Ale powiem wam, ze jest to bardzo „oczyszczające”. Pewnie, mam przyjaciółki którym mogę się wygadać, ale one tez nie do końca to rozumieją. Trzeba być w danej sytuacji, żeby tak serio to zrozumieć. Wszystkie ich rady i ciepłe słowa biorę do serca, ale nie potrafię się „wyluzować” i nie myśleć o ciąży. Może tez dzięki temu pamiętnikowi, dam więcej spokoju staremu i nie będę mu w kółko nawijać o moich cyklach, nowych suplementach i badaniach których jeszcze nie zrobiłam.
Całuje i trzymam kciuki za wszystkie wasze starania. 💋
Rok + 2 dni waga 10,5 kg
O matko to już rok. Jak to szybko zleciało.
Aż trudno uwierzyć że ten mały berbeć skończył rok.
Ja tu pisze a on śpi wtulony we mnie. Dziś wyjątkowo dobrze śpi nie kreci się jest spokojny. Korzystam z tych chwil bo już 28 wracam do pracy i już takich przyjemności nie będzie. Zostawiłam tylko urlop z tego roku. W grudniu wykorzystam 10 dni na urlop pod gruszą.
Wczoraj mieliśmy imprezę urodzinową. Piotruś mega zadowolony . Dostał motorek i kasę a od nas basen z kulkami. Samochodu się boi a kulki idealny trafiony prezent.
Z pieniędzy co zebrał coś mu kupię. Choć wiadomo kokosów nie ma ale na kilka zabawek starczy. Serio ale jest mega rozpieszczany. Takie małe oczko u wszystkich.
Charakter dominujący mój 😁
Wada chodzi późno spać koło 22 wstaje 7. Dziś może dłużej pospi taka mam nadzieję.
Ostatnio kupiłam mu na olx welurowy pajac myślałam że to kolor beżowy bo tak wyglądało. A to byl kolor różowy. Czy to jakiś znak 😁
Jutro wizyta u Pasnika, zobaczymy co zaproponuje stawiam na szczepienia. Trzymajcie kciuki , stracha lekkiego mam, ale co na być to i będzie.
Po ostatniej mega kłótni z mężem między nami jest nieco lepiej. Bardziej troszczy się o małego. Może będzie już lepiej.
Oto mój kochany Piotruś, moje oczko w głowie
https://naforum.zapodaj.net/5cae526079f9.jpg.html
Diagnozy:
M. 👰 31 lat
1️⃣ ❤️ hormony, tarczyca, nadnercza - wszystko okej
2️⃣ ❤️ histeroskopia, biopsja endometrium z cd138 - okej
3️⃣ ❌metabolizm - nietolerancja laktozy, nietolerancja glukozy (gluckophage xr 500), zły cholesterol podwyższony, niska ferrytyna (feroplex)
4️⃣ ❗ mutacja MTHFR - regularnie sprawdzam kwas, B12, homocysteinę, witaminę D
5️⃣ ❗ mutacja VR2, obciążenie zakrzepami w rodzinie, zespół antyfosfolipidowy okej (heparyna 0,4)
6️⃣ ❤️ ASA, APA, AOA, ANA, anty Tpo, anty TG - okej
7️⃣ ❤️MUCH, posiewy – okej, nosicielka GBS
8️⃣ ❗ cytologia III grupa asc-us, HPV pozytywny (16 i 68), kolposkopia - CIN2/CIN3, cintec+ dodatni ➡️ konizacja szyjki w styczniu 2022 ➡️ cytologia okej
8️⃣❌ usunięty lewy jajowód 😔
9️⃣ ❗ KIRy - BX, bez większości implantacyjnych (accofil), immunofenotyp i cytokiny okej, cross match okej
🔟 ❤️ AMH - 3,59
1️⃣1️⃣ ❤️ kariotyp - okej
*️⃣ USG piersi - do kontroli gruczolakowłókniak 🤷
M. 🤵 36 lat
1️⃣ ❌ badanie nasienia (lipec21 / październik21 / listopad22)
- objętość 2,9 / 3,8 / 4 ml
- koncentracja 95 / 134 / 57 mln/ml
- ilość w całości 277 / 509 / 230 mln
- ruch postępowy 69 / 72 / 21 %
- morfologia 1 / 5 / 1 %
- obecnie lepkość +++ & agregacja ++
2️⃣ ❌ MSOME (listopad22)
- I stopień 0%
- II stopień 4%
- III stopień 16%
- IV stopień 80%
3️⃣ ❤️ test MAR ujemny (październik21)
4️⃣ ❤️ HBA 80% (październik21)
5️⃣ ❌ DFI 20% (listopad22)
6️⃣ GBS w posiewie
7️⃣ ❤️USG jajek - okej
8️⃣ ❌problemy z insuliną (gluckophage xr 1000)
9️⃣ ❌ niedobór dobrego cholesterolu (monokalina K 10)
🔟 ❤️ kariotyp - okej
1️⃣1️⃣ ❤️ wymaz na chlamydie - okej
1️⃣2️⃣ ❤️ wirusówka - okej
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 grudnia 2022, 19:16
12dpo
Od kilku cykli przyjęłam zasadę, że nie testuję, dopóki okres się nie spóźni, a że ten przychodzi zawsze o czasie, to nie testuję wcale. Miałam dość oglądania bieli. Nie jestem z tych, które odliczają dni po owulacji, by móc zacząć testować. Dzisiaj jednak tę swoją zasadę złamałam. Wynik testowania - bez zaskoczenia. Skłamałabym pisząc, że nie miałam nadziei. Ohh, ile ja się naczytałam o szczęśliwych cyklach po HSG. W większości opisywanych historii zaskoczyło właśnie w cyklu, w którym HSG było wykonywane, więc narobiłam sobie niepotrzebnie ogromnej nadziei.
Dzisiejszą biel zniosłam z godnością, ale to dlatego, że pękłam już wczoraj. Wczoraj po prostu poczułam, że to nie jest TEN cykl. Poza tym czułam się zbombardowana zdjęciami dzieci na social mediach, informacjami o kolejnych ciążach w otoczeniu, a do tego doszły jeszcze zmartwienia rodzinne i nie wytrzymałam. Powiedziałam mężowi, że po prostu muszę sobie popłakać, żeby dać upust emocjom. Długo rozmawialiśmy przed snem. Doszliśmy do wniosku, że jesteśmy już zmęczeni tematem starań, że po roku walki o dziecko nie jesteśmy już tymi samymi osobami i że strasznie tęsknimy za tą beztroską sprzed starań. Mąż jak zwykle pełen optymizmu powtarzał, że czuje, że jesteśmy na ostatniej prostej, że tyle zmieniliśmy w swoim żywieniu, suplementacji, że w końcu to zaowocuje. Moja intuicja też mi podpowiada, że to już za moment, że za rogiem czeka na nas ten wyczekany cud. Nie wiem skąd od zawsze było we mnie to poczucie, że starania o ciążę nie będą dla mnie łatwe. Nie umiem tego wyjaśnić, jakaś dziwna intuicja. Jednak patrząc w przyszłość widzę nas jako rodziców. Na początku roku miałam poczucie, że ten rok będzie przełomowy i dalej się tej myśli trzymam. Czuję poniekąd ulgę, bo wiem, że po roku starań nikt nas już nie zlekceważy i nie powie "dajcie czas naturze, starania do roku są normalne".
Czekam jak na wybawienie na wizytę w klinice. Przyszło mi do głowy, żeby dzwonić co jakiś czas i pytać o wcześniejszy termin do pani doktor, ale mąż jest temu przeciwny. Chce dać nam czas aż nowa suplementacja zacznie działać, chce korzystać z cykli po drożności bez presji. Rozumiem go, ale z drugiej strony myślę, że jeśli jest coś, co uniemożliwia nam poczęcie dziecka, to pani doktor mogłaby wprowadzić jakiś lek/terapię i w połączeniu z przeczyszczonymi jajowodami w końcu by się nam udało. Nie wiem jeszcze co zrobię. Jeszcze rok temu myśląc o długich staraniach myślałam, że nie dałabym rady unieść tego psychicznie. Po roku wiem, że jak człowiek musi, to wszystko zniesie. Jestem zmęczona, ale wiem, że warto czekać ☀️
Dziwny dzien dzisiaj ten 26 maja. Wszedzie trąbia o dniu matki, pelno wpisów na forum z tym zwiazanych ale mnie to jakoś aż tak nie dotyka w tym roku. Oczywiscie jest lekkie uklucie zalu ze mnie to jeszcze nie dotyczy ale bez tragedii. Moze to skutek wizyty u prof. M ostatnio, ktory jakas iskierke nadziei mi dał zmianą zalecen. A na to ze jeszcze sie nie udalo nic nie poradze przeciez. Jest jak jest, trzeba to przyjac na klate i walczyc dalej. Na szczescie dzien matki trwa tylko 1 dzien, jakos go przetrwam. Po pracy ide do teatru z mezem i tesciowa. Nawet nie wiem na co ale to szczegol 🙈
Dziewczyny dziękuje bardzo za wsparcie.Te kilka dni ciągłej niepewności jak to się wszystko skończy.Od poniedziałku mąż pod tlenem ciagle w różnych kombinacjach do tego antybiotyki sterydy insulina heparyna specjalne kroplówki antycovidowe i inne kroplówki no i jakaś eksperymentalna terapia na która się zgodził.Do tej pory nasze doświadczenia z NHS bylynegatywbe ale tym opieka rewelacyjna.Zdrowienie w ekspresowym tempie pozostała kwestia uregulowania saturacju No i poziom cukru do monitoringu bo niestety przy sterydach często pojawia się powikłanie w postaci podwyższonego cukru.Wszystko inne w tym momencie odsunięte.Starania plany A plany B .Niestety ta choroba ma bardzo duży wpływ na płodność męską.Gdybysmy zdecydowali się na kolejna procedurę na własnym materiale genetycznym to niestety parametry nasienia kiepskie.Nie wiem nie myśle niech narazie wyzdrowieje z tego.
27 dc.
Czekam na okres. Wiem że i tym razem bez szans, więc spokojnie sobie czekam. Ogarniam psy, robię śniadanie, siadam do pracy. Dostaję zdjęcie szwagierki z koleżanką, obie uśmiechnięte, z wyraźnie zaokrąglonymi brzuszkami. No i mam "zrobiony" dzień 😒. Zawsze kiedy wydaje mi się, że dobrze sobie radzę, że jestem cierpliwa, że mam dużo pokory w sobie, przychodzi taki moment, że pękam. 😔 Jeszcze miesiąc czekania do histeroskopii...
Wyrwałam ósemkę, Jezuu 😂 czułam się na fotelu jak zarzynane zwierzę. Korzeń był wykrecony o 90 stopni więc chirurg musiał się ostro nagimnastykowac. Ale cieszę się że mam to już za sobą. Plus jest taki, że mało jem, więc forma na lato się sama robi 🤣 No i biegam za Psiakami, które są lekiem na całe zło ❤️ zwariowaliśmy na ich punkcie, mam nadzieję że nie przesadzimy i nie będziemy im kupować ubranek i wozić w wózku 😁
10 dc
No tak, nowy cykl, żadnego zaskoczenia nie było 🥴 z nowości to w sobotę obudził mnie ból gardła, który na szczęście udało mi się opanować ale zaczyna mi delikatnie cieknac z nosa, akurat teraz 🙄 przez tyle czasu nawet najmniejszego przeziębienia a jak mam iść w czwartek na histeroskopie to przyplątało się niewiadomo co. Stresuje się tym pobytem w szpitalu, nawet nie samym zabiegiem ale bardziej tym, że np. nie przyjmą mnie bo nie będzie lekarki albo wyjdzie mi test na covid pozytywny 😱 albo coś jeszcze innego. Nie lubię takich niewiadomych, wolałbym iśc u mieć pewność że zabieg się odbędzie.
Dzisiaj mikstura zrobiona przez małża z mleka, czosnku i miodu, mam nadzieję, że uda się przeciwdziałac rozwojowi przeziębienia 🙏
Wczoraj byłam u ginekologa, oczywiście prywatnie. Moje cykle po stracie we wrześniu nie wróciły do normy. Lekarz powiedział, że po takim czasie nie powinno już tak być. Zbadał normalnie następnie standardowo usg, ginekologicznie jest wszystko ok i potwierdził macicę dwurożna. Gdy myślałam, że to koniec lekarz powiedział, że mam się ubrać od pasa w dół i rozebrać się od pasa w górę. Do tej pory żaden ginekolog nie robił mi usg piersi. Robił dość długo, zaczął wypytywać czy był jakiś nowotwór w rodzinie, czy mam blisko do szpitala. Zaczęłam już coś podejrzewać. No i powiedział, że znalazł jakiegoś guzka i powiedział, że na razie nie mam myśleć o najgorszym. W następny poniedziałek mam przyjechać do szpitala gdzie da mi skierowanie na ponowne usg i badania z krwi już w ramach NFZ. Z gabinetu wyszłam z bólem głowy, nie wiem co myśleć.
Mam wyniki posiewu z antybiogramem. Posiew fizjologiczny, wyhodowano pałeczki kwasu mlekowego. To był posiew bakteriologiczny. Zapomniałam o mykologicznym, a w labie nie przypomnieli. Mam zagwozdkę. Czystość pochwy to III, posiew czysty. Coś się nie zgadza. Zastanawiam się, czy robić raz jeszcze te badania i dodać mykologiczny, czy od razu prosić lekarza o flucofast i nystatynę.
Wczoraj był dzień matki. To nadal dla mnie coś dziwnego i niezwykłego, że to był też mój dzień.
Zwykły dzień, ale uśmiech mojej Calineczki❤️sprawia, że mam dzień
matki każdego dnia.
Zrobiło mi się przykro, bo z fb. dowiedziałam się że dzieci w Klubiku robiły laurki i upominki dla mamy, a moje Córeczka zamknięta w domu chora i nie będę miała pamiątki 😔
Później przyszło otrzeźwienie, że jestem egoistką, bo jest tyle kobiet, które nie są mamami. Wiele lat, długo za długo, do nich należałam i powinnam pamiętać jak to jest...
Małej trochę lepiej, chociaż katar i kaszel nadal. Za to my zdychamy oboje. Mąż ratuje się objawowo Teraflu a ja ledwie ciągnę. Właśnie się obudziłam na łóżku z Malutką przyssaną do cyca i nawet nie wiem kiedy zasnęłyśmy. A miałam pracować podczas jej drzemki...chyba sobie strzelę w łeb, albo mnie wywalą z roboty 😞🙈
Plan jest taki : skorzystam z wizyty u psychologa, bo muszę to co czuje jakoś przepracować. Biorę się w garść i przerzucam sie na jakąś zdrowa, lekka dietę, ograniczam kawę i słodycze. Staram się też myśleć pozytywnie, bo jak miało się udać, skoro ostatnio myślałam tylko o tym, że się nie uda. Bo po prostu bałam się myśleć pozytywnie i asekuracyjnie uznałam, że jest źle i tak pozostanie. Obliczyłam także nasze oszczędności co do drugiego podejscia do procedury ivf. Jakoś to ogarniemy, ale za to teraz się musi udać, bo już nic ponad to nie mamy... I jakkolwiek dziwnie to zabrzmi - zapisałam się na szczepienie przeciwko covid, aby nie płacić już za testy przed punkcja i transferem- zawsze 600 zł zostaje w kieszeni
wybrałam j&j, bo to jedna dawka i z głowy, no i akurat na jutro byłby termin... Teraz przeszukuje internet w poszukiwaniu jakichś ciekawych, pomocnych podcastów. Coś co mnie zmotywuje, zainteresuje, dokształci, więc jeśli ktoś to czyta a może coś polecić to poproszę 
25 cykl starań
1 dzień cyklu
3 IUI
Dzień Mamy. Kiedyś to będzie i nasze święto. Będę piekła nasze ulubione ciasteczka z białą czekoladą, a może ciasto drożdżowe z kruszonką. Będziemy zakładały piękne sukienki i celebrowały każdą wspólną chwilę. A wieczorem, kończąc dzień będę śpiewała Ci kołysanki do uszka i całowała na dobranoc. Cała miłość i ciepło, które noszę w sercu czekają na Ciebie, na nasze pierwsze spotkanie. Na początku pełne strachu, ale z czasem będzie łatwiej uwierzyć, że ten Cud spotkał właśnie mnie. Będziemy odkrywały moc naszej więzi każdego dnia i będę starała się być najlepsza wersją siebie, tak byś mogła patrzeć na mnie z podziwem. Abyś widziała we mnie wrażliwą mamę o dobrym sercu, która mocno o Ciebie walczyła. Przyjdzie taki dzień i wiem, że jest nam pisany. Wiem, że w końcu się poznamy.
A dzisiaj dostałam bukiet polnych stokrotek, zebrany przez moją przyjaciółkę i jej synka. Jako symbol i wiarę w to, że zostanę mamą. Ja w to wierzę i moi ludzie również. Ty także zacznij. Zasługujesz na szczęście.
W końcu przyjdzie maj, który będzie napisany również dla nas. I będzie pachniał szczęściem 🌼💞
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 maja 2021, 09:30
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.