5dpt (transfer 1BB i moruli)
Wczoraj jak to ja w 4dpt zrobilam testy sikane... oczywiscie blada kreska druga ! 😱
Dzisiaj powtorzylam i ciemnieje...
Pojechalam o 9 do labo.
Wynik bhcg 24
Progesteronu 33.20
Powtorka w poatek.
Juz auto zamowilam, aby maz mi nie podkrafl i pojade ogarnac.
Mqm nadzieje ze w miare szybko jak dzisiaj beda wyniki 🤭✊ i beda z pieknym przyrostem.
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 marca 2022, 16:33
Jednak, oficjalnie 1 d.c.
A więc zaczynamy przygodę z in vitro. Plan A nie wypalił, trzeba się z tym pogodzić, pora na plan B. Jakoś dziwnie mi z tym, może dlatego, że nie przygotowałam się psychicznie na to, że zacznie się tak szybko. Trudno mi nawet powiedzieć, czy wierzę, że się uda. Za dużo się naczytałam o nieudanych procedurach, żeby czuć dziki entuzjazm. Ale wiadomo, iskierka nadziei gdzieś tam się tli. 🙄 Dużo też dzieje się w naszym życiu "pozastaraniowym", więc nie skupiam całej uwagi na staraniach. Eh, tak naprawdę, to jestem kłębkiem nerwów i nachodzą mnie ponure myśli, że może to nie jest najlepszy czas na dziecko 😣. A z drugiej strony, kiedy będzie dobry czas?
24h
Pobudka 6.00. Zwlekam się z łóżka, biorę S. na ręce, obdarza mnie uśmiechem, przewijak w łazience - pielucha, ubranka. Minutę na ubranie siebie i mycie zębów tańcząc koło przewijaka, żeby zapewnić jakieś atrakcje. Znoszę S. na dół na matę- gdy jest dobry humor mam 15 min: biegnę spowrotem na górę pozbierać butleki i podgrzewacz z nocy. Wracam na dół, robię szybko śniadanie i kawę, łyk wody.. i już mój czas się skończył. Czas na matę, zabawiać przez następną godzinę Szymonka, dla którego samodzielna zabawa nie istnieje.. steki, męki, z rąk na ziemię, z ziemi na ręce i tak aż dobrniemy do pierwszej drzemki- biorę na ręce, włączam szumy, zaciemniam pokój i już zaczyna się standardowa przeddrzemkowa aferka.. Mały płacze, płacze płacze, a ja skaczę na piłce i odliczam minuty.. 10min- zasnął.. siedzę z nim na tej piłce kolejne 10min w nadziei, że uda się go odłożyć na resztę drzemki do łóżeczka. Dziś dobry dzień, wiec się udaje. Zostaje mi około 15-20min wolnego.. lecę na dół, posprzątać po śniadaniu, umyć i wysterylizować butelki..oooo już czas minął, znów na górę i na dół, bawimy się, karmimy, cudawiankujemy przez najbliższą godzinę z hakiem i znów powtórka 30min drzemki, ale tym razem nie udało się odłożyć więc siedzę łącznie 40min na piłce z 10 kg, opartym na jednej ręce, drugą nadrabiam zaległości social mediowe.. cyk cyk cyk.. czas minął. Kolejna runda zabawiania na macie, staram się ugotować cokolwiek sadzając go w leżaczku.. w międzyczasie 4 rzygi, kupa, ubranko do prania w trybie natychmiastowym.. cyk cyk cyk.. już kończy się okno aktywności i przed nami mój ukochany wyczekiwany spacer.. biegnę włożyć gondolę na stelaż (w tym czasie z pokoju już dobiegają jęki cierpienia, pt. jak mogłaś mnie zostawić na 30 sek mamo! Wracam, biorę na ręce, sikam z nim na kolanach, zarzucam kurtkę, ubieram Małego w kombinezon i lecimy.. jedną ręką bujam wózkiem, druga zamykam drzwi, po 30s w gondoli zaczyna się alert.. syreny, histerie.. przyspieszam kroku, bujam nerwowo wózek.. a Szymon ma za nic te moje metody i wyje dalej.. trwa to zazwyczaj 10min.. w tym czasie mija mnie z 5 osób, w tym 2 matki z aniołkami w wozeczkach, patrząc na mnie z litością zmieszaną z pogardą..na ich twarzach maluje się setka "dobrych rad": płacze bo pewnie głodny, musi Pani inaczej bujać 🤮.. dziś dobry dzień, więc po około 10 min zasypia.. mam w końcu moje zasłużone 30 min relaksu zanim się obudzi.. i tak idę, idę, idę i myślę, że kurcze pić mi się strasznie chce, bo ostatnio szklankę wody miałam w ustach przed 8rano.. ale idę.. lepsze to, niż kolejna sesja usypiania na piłce, gdzie kręgosłup aż skrzypi od bólu. Spacer dobiega końca i kolejna runda na macie.. w drugiej części dnia coraz ciężej zająć Ksieciunia czymkolwiek.. ale jakoś do przodu, minuta po minucie wybija czas kolejnej drzemki. Schemat standardowy. Około 17 mąż przejmuje zazwyczaj opiekę.. nadrabiam niedobory płynów, zaległe toalety, aaa przecież w pralce czeka obsrane body.. lecę wstawić..aaaaa przecież jeszcze po obiedzie trzeba włączyć zmywarkę.. lecę ogarnąć..aaaa przecież zapomniałam wywietrzyć pokoje na górze, a zaraz wieczór.. biegnę po schodach. Góra-dół, góra -dół..Nim się obejrzałam wybiła godzina kąpieli Szymonka. Kąpiemy razem, potem mąż idzie usypiac, a ja na prysznic.. po 30 min od odłożenia pierwsza pobudka, idę do sypialni bo mąż też zmęczony po całym dniu pracy.. usypiam.. 21-22 kolejna pobudka.. 22 kładę się padnięta do sypialni.. 23 pobudka..1 pobudka, 3 pobudka, 5,pobudka i już nie chce iść dalej spać.. więc na kolana i siedzimy na uszaku wstając co 15min na piłkę fitness bo przecież samo siedzenie w objęciach mamy jest beee.. wybija 6.00.. oooo jak świetnie - kolejny cudowny dzień przed nami! Maraton trwa..a ja codziennie rano patrząc w lustro mam wrażenie, że za chwilę umrę.. na szczęście nie mam czasu stać tam zbyt długo..w końcu bieg już wystartował. Czy w tym biegu kiedyś uda mi się złapać oddech?
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 marca 2022, 08:06
31+3 tc
Pranie rzeczy Maluszka zrobione, czekają na wyprasowanie 🙈 torba do szpitala dalej niespakowana. Ba! Szpital dalej niewybrany. Plan porodu nienapisany. Nie wiem na co ja czekam 🥴
Malowanie pokoju zrobione, ale jeszcze trzeba go 'dopieścić'. Mam ochotę już skręcić łóżeczko i wszystko przygotować 😄
Na szczęście mały lokator siedzi grzecznie w brzuszku 😊
Ciągle mam infekcje układu moczowego. Nie mam pojęcia skąd to się bierze, co jedną wyleczę to następna infekcja..
Na razie na plusie mam około 10 kg (obecnie 61,7kg) Ciekawe ile będzie na finiszu 🤨😅
10 dc
Dzisiaj wstałam w turbo nie sosie. Ale jestem przeziębiona więc ogólne samopoczucie też może wynikać z tego.
Na godz 9:00 byłam u mojej lekarz rodzinnej na wizycie, ona również jest moim endokrynologiem. Na celu miałam wysępić jak najwiecej badań na NFZ i skierowania na USG oraz do psychiatry a najważniejsze recepta na metformine. I jestem rozczarowana moim brakiem skupienia. Mam tylko skierowanie na badania i to nie na wszystko co chciałam. Kilka nie mogła mi dać jako lekarz Pierwszego kontaktu ale nawet magnezu mi nie dała a to też chciałam.
Muszę przegrzebać forum i znaleźć listę badań do wykonania sprawdzić co mamy zbadane już, chodzi mi o takie jedne z najważniejszych na pierwszy rzut.
Obserwacja cyklu w toku, ale sucho tam na dole po co ja pije ten olej z wiesioła😑 zastanawiam się czy jest sens marnować te testy clear blue w tym cyklu za tyle kasy czy lepiej jak kupię zwykle a te sobie zostawię na następny …
———————-
Nasienie męża, wczoraj już normalne nie było gluta chociaż jak na moje oko ilość chyba nie była jakaś duża. Serio ja już świruję 🙈
Totalny wyżal dzisiaj z mojej strony ale właśnie tego potrzebuje, dlatego założyłam ten pamiętnik.
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 marca 2022, 09:14
Majowa procedura zakończyła się niepowodzeniem. Staram się zgonić to na statystykę ale jednak przykro. Zostały nam dwa zarodki już trochę słabszej klasy ale i tak są w porządku.
Jest już nowy cykl i nowa szansa. Brakuje trochę sił fizycznych i psychicznych. Z wiarą też kiepsko. Działam, bo tak trzeba ale brakuje mi paliwa.
Nie no, ja oszaleje z tym cyklem... Dziś jestem 2 dpo... Przez weekend miałam piękny śluz płodny i się dziwiłam czemu mam go tak dużo, jak przecież ostatnio w II fazie cyklu miałam go troszeczkę i co 2-3 dzień. Pokusiłam się o zrobienie testu owulacyjnego i w niedzielę wyszły fajne kreski, a w poniedziałek to już w ogóle była kreska bardziej czerwona od testowej... Dobrze, że zdążyliśmy jeszcze podziałać, bo bym się obwiniała 🙈 Kurcze to już 4 miesiąc starań i czuję po mału presję, boję się, że zanim wyleczę moje utajone Hashimoto może trochę minąć... W dodatku mam nadzieję, że mojemu poprawią się wyniki nasienia. Jeszcze pal licho jak by jedna ze stron miała problem, a tu są dwie strony winne 😟No nic, czekamy do 5 maja. Wtedy zrobię 1 test.
Aktualizacja po wizycie u immunologa.
Wycieczka do Łodzi, wyjechaliśmy wczoraj wieczorem i po 3.5h byliśmy na miejscu. Stwierdziłam,że chce coś mieć z tego wyjazdu i wynajęliśmy pokój z wanną,więc wczorajszy wieczór spędziłam na relaksującej kąpieli 😅
Co do samej wizyty, nadal nie wiem co robić.
Doktor trochę mnie uspokoił mówiąc,że aż tak źle nie jest. Gorzej by było gdyby u mnie i u męża wyszedł hla c c2. No ale ten nasz wcale za dobry też nie jest. Podaje się do transferu accofil. Żeby mieć pełny obraz sytuacji i w ogóle rozmawiać o immunologii powinniśmy mieć więcej badań. Póki co mamy zbadanie kiry, hla c oraz subpopulacje limfocytów. Przydatny będzie jeszcze cross match oraz ANA3.
Ze względu na to, że accofil to lek dość agresywny i na to,że czeka na nas 5 zarodków, póki co zalecenia jego przyjmowania nie dostałam.
Opcje do rozważenia są dwie.
Podejść do transferu zgodnie z planem, bez żadnych leków, licząc na to,że zarodek będzie silny i sobie poradzi albo transfer odroczyć, zamiast transferu zrobić biopsje endometrium i badania,które zlecił, wtedy obmyślić plan działania i podejść do transferu z ewentualną obstawą lekową.
Kompletnie nie wiem co robić 🤯
Z jednej strony rozumiem,że immunologia to ciężki kaliber, że ten lek to nie cukierki, a z drugiej obawiam się podejścia do transferu, który trochę jest skazany na porażkę, bo te szanse mamy mniejsze. Doktor wspomniał,że przy tym leku trzeba na siebie uważać, z racji zawodu,który wykonuje raczej zwolnienie z pracy, jeśli dwa transfery z tym lekiem by się nie udały to wtedy 3 miesiące przerwy przed kolejną próbą, a jeśli by się udało to należy go przyjmować nawet do 10 tygodnia ciąży. To też jest ryzyko bo organizm nie dość,że będzie osłabiony samą ciążą to jeszcze tym lekiem. Ale jeśli nie mam innego wyjścia i bez tego leku po prostu się nie da, to co?
Może naprawdę musi się jeszcze jeden zarodek nie przyjąć albo musze poronić,żeby lekarze mogli działać 🤷♀️
Szkoda tak wiedzieć i nic z tym nie zrobić.
Wiem,że ten lek biorą dziewczyny, które mają genotyp Bx. Ja mam AA i mam nie brać.
Napisałam jeszcze do mojego lekarza, może coś jeszcze odpisze przed wizytą bo czas płynie, leki biore, a nie wiem jakie będą dalsze kroki.
Stan na dziś, wiem,że nic nie wiem.
Czekam⏳️
Stało się. 1dc. Jutro zaczynamy.
28 dc 13 dpo
Testy z doz i facelle pokazują ⚪. Znowu się nie udało... Smutek. Rozczarowanie.
Najchętniej otuliłabym się kołdrą i tak została cały dzień, ale nie ma tak łatwo... Trzeba ruszyć tyłek, wstać, poprawić koronę i żyć jak gdyby nigdy nic...
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 października 2022, 08:06
Pod koniec stycznia podeszliśmy do transferu 5dniowego zarodka. Udało się ❤
Na szczęście tym razem od początku wszystko ok, pierwsza beta 175, druga 394. Potem bardzo szybko zaczely się mdlosci i wymioty. Przypałetał się covid. Po takim 3tygodniowym maratonie złego samopoczucia ginekologicznie wszystko ok, ale hematolog mnie nastraszyła że jestem bardzo zagęszczona, co zagraża ciazy. Oprocz acardu i neoparinu, muszę się zmusić do picia 3l dziennie. Trochę to trudne przy wymiotach bo i tak wszystko wraca. Jeżeli nie to będę pod kroplówka. Od dwóch dni samopoczucie lepsze więc liczę że tak pozostanie i uda się wyprowadzić wyniki.
10+6❤
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 marca 2022, 17:24
Dziękuję Wam za wszystkie gratulacje i ciepłe słowa 🥰
Jesteśmy w szpitalu. Synek zaczął już przybierać na wadze, domaga się butelki więc mam nadzieję, że niedługo zaczniemy się przystawiać i karmić 😍 jaki on jest piękny! To prawda, że własne dziecko jest dla nas najpiękniejsze na świecie 😍 ma takie śliczne blond włoski i duże oczy ❤️❤️❤️ bardzo go kochamy, mama i tata 🥰 i babcie, dziadkowie wszyscy czekają na wyjście. Nie możemy się doczekać kiedy będziemy w 3 w domu.
Na oddziale panuje rotawirus, od 5 dni mamy zakaz odwiedzin dzieci. Ja na piętrze 0 walczę o mleko i nie mogę iść odwiedzić mojego synka. Jestem wściekła. Jak można odmówić mamie widzenia dziecka. Mamie, która jest pacjentka szpitala, nigdzie nie wychodzi i z nikim się nie widzi! A przecież lekarze i pielęgniarki chodzą do domów, sklepów. 😡 Od razu zauważyłam spadek laktacji. No nic, nie przeskoczę tego. Za 3 dni będę mogła zobaczyć i poprzytulać synusia.
Dziś byłoby 32+ 4
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 marca 2022, 16:32
4 d.c.
Drugiego transferu na razie nie było, minął kolejny naturalny cykl, z wynikiem takim jak zwykle.🙄 doktor zalecił miesiąc przerwy, ale będą dwa, ponieważ jedziemy na dłuższe (i długo wyczekiwane) wakacje. Mamy zamiar sie odciąć od tego wszystkiego. Było rozczarowanie, bo oczekiwania mieliśmy większe. Ale myślę, że pierwsza procedura nie poszła najgorzej. Zostaliśmy z tylko jednym mrozakiem, ale wiemy że komórki zapładniają się, a to najważniejsze. Szkoda, że pobrano ich tak niewiele, może stymulacja była nienajlepiej dobrana... w międzyczasie zrobiłam badanie KIR, czekam na wyniki. Teraz czas na odpoczynek 😉
Wiadomość wyedytowana przez autora 31 maja 2022, 08:02
Jak długo jeszcze to będzie moja pierwsza myśl po przebudzeniu i ostatnia przed zaśnięciem? Czemu życie mi to zrobiło? Czemu Bóg nie słucha moich błagań? Jak przestać czuć to napięcie i ciągły stres. Czekanie, zawód, płacz. Po wczorajszym dniu czuje jeszcze większy lęk i pustkę. Czuje jak całkowicie tracę siebie. Ile jeszcze przetrwam?
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 lipca 2025, 13:02
11 dc
Dziś pierwszy dzień monitoringu, zrobiłam jednak te testy clearblue, super się robi. Wszystko takie czytelne nie zastanawiam się nad wynikiem. Negatyw to negatyw i tyle 😀😀
Temperaturę też mierzę codziennie o 7 rano ale kurczę ciężko mi bez pobudki do tej godziny 7:00 kiedy twoje dziecko cię budzi o 6 bo twierdzi, że już jest dzień. Po czym 20 minut później zasypia w moim łóżku. Nie wiem co się porobiło po tym covidzie bo wcześniej spała do 9 😳
Wczoraj był kryzys z bólem gardła i moim samopoczuciem, ale wieczorem poszłam do apteki obkupiłam się w kolejne tabsy co nic nie dają, No ale aspirynę wzięłam na noc więc może to pomogło bo dzisiaj czuje się dobrze. Gardło jest podrażnione ale na razie nie boli, najważniejsze. Kupiłam syrop prawoślazowy i on serio dał od razu ukojenie ale dosłownie 5 min po spożyciu wysypało mi dłonie i czułam jakby ktoś mi wbijał małe igiełki. Po śniadaniu spróbuje jeszcze wypić raz i będę obserwować reakcje alergiczną 🙄
W końcu piątek, weekend zleci nam rodzinnie zapowiada się ciepły wiec super. W poniedziałek popołudniu jadę na monitoring do gina zobaczymy czy coś się kluje na tych jajnikach bo śluzu zero.
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 marca 2022, 09:25
1.04.2022 będzie dla nas 1 dniem stymulacji.
8.04.2022 wracamy do kliniki na podgląd hodowli
13.04.2022 tu prawdopodobnie będzie pick up
Podpisaliśmy wczoraj umowę z klinika, dostaliśmy kolejna "fakturkę" na 6 tys. 🙈 Związana z pick up'em hodowla do blastocysty, wybraniem najlepszych plemników i dobra "odżywka" dla zarodków. Dziś zrobiłam sobie 1 zastrzyk 💉 z Gonapeptyl (będę je robić co 2 dni o godzinie 11). Zastrzyk to nic strasznego, zrobiłam go sama a mąż tylko patrzył. Jednak nie zawsze będzie obok mnie więc muszę się sama przyzwyczajać. Poszło sprawnie, po zastrzyku była radość. Za 14 strzykawek zapłaciłam niecałe 7 zł więc byłam w szoku cenowym. Od dziś odstawiam też alkohol, nie było go jakoś szczególnie dużo w moim życiu ale zawsze jakieś tam piwko było w tygodniu. Słodycze też bym chciała odstawić ale to już większy problem 🙄😜
Po wczorajszej wizycie w klinice jestem pozytywnie nastawiona, nie było nerwów, nie bolał mnie brzuch, było to całkiem sympatyczne 1,5h w klinice 😲
Ciąża rozpoczęta 6 lutego 2022
2. doba po punkcji.
Nie mogę uwierzyć co tu się wydarzyło...😯
Z 13 komórek było 10 dojrzałych. 9 z nich się zapłodniło i wszystkie zostają w hodowli do 5tej doby.
9! Mamy 9 zarodków! 😯😯😯 Nawet nie wiedziałam że w naszym przypadku jest możliwe zapłodnienie tyłu komórek. Myślałam, że prawo pozwala na 6 zarodków... Teraz niech się ładnie rozwijają☺️
Zazwyczaj jestem ostrożna w oczekiwaniach, ale teraz czuję, że jesteśmy blisko celu✊ Pierwszy transfer będzie świeży, już w ten czwartek.
Dziś już nie mogę się skupić na pracy 🙈😅
3 dni do transferu.
Nigdy nie śniło mi się, że byłam w ciąży, że miałam dziecko.
Nigdy... Aż do dzisiejszej nocy.
Był sylwester, karmiliśmy się piersią. Buzia maluszka była taka wyraźna! Obudziłam się ogromnie wzruszona.
Mam nadzieję, że właśnie tak spędzę tegorocznego sylwestra.
Nie wierzę w senniki, ale ten bardzo nam sprzyja: "Jeżeli w swoim śnie widzisz symbol karmienia piersią dziecka może to być symbol nadchodzących bardzo szczęśliwych chwil w Twoim życiu. Jest to pewnego rodzaju wezwanie, aby przygotować się na nowy i pomyślny etap. Powinieneś również zamknąć niedokończone sprawy."
Wracając z transferu podjedziemy do mojej przyjaciółki, tej, która urodziła w pierwszym dniu mojego cyklu.
Wezmę sobie wiruski z pierwszej ręki.
Wszystko ładnie się układa, jestem spokojna, nie mogę się doczekać.
Jeszcze troszeczkę.
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 marca 2022, 11:47
Kolejny transfer niestety zakończył się niepowodzeniem 😢 Nie mamy już pieniędzy, sił, planu i nie ma między nami prawidłowych relacji. Ta cholerna wojna z niepłodnością wyniszcza nas coraz bardziej.
Nie mam pojęcia co dalej. Klinika proponuje badanie, na które nas nie stać. Dr Paśnik nie ma nic do powiedzenia dokąd na mamy ciąży. To właśnie boli i martwi mnie najbardziej, że dla mnie pozytywna beta to jedynie cień szansy na zdrową ciążę, bo prawdopodobieństwo poronienia jest większe. Tymczasem nie dostaję nawet tej szansy 😞
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.