Nastał martwy czas. Klinika nakłaniała mnie do bardzo szybkiego transferu. Byłoby to już w połowie kwietnia, a jeszcze nawet bety nie mam ujemnej 🤦 Po ciężkich negocjacjach stanęło na histeroskopii w kolejnym cyklu, a transfer najwcześniej w maju lub czerwcu. Zawsze chciałam wszystko szybko ale tym razem, na myśl o tak prędkiej kolejnej próbie i ewentualnej ciąży, wpadam w panikę. Poprzednia ciąża z wieloma komplikacjami tak mnie przeorała psychicznie, że dziś nie mam siły na następną. Mam poczucie, że podchodząc do transferu wbrew sobie i po naciskach lekarza, trudniej byłoby mi to wszystko udźwignąć. Przecież lecę na oparach sił.

Jeszcze w marcu mamy konsultacje w innej klinice. Może świeże spojrzenie coś wniesie.
Po weekendzie też wizyta u dr Paśnika, na której dostanę nowe zalecenia do transferu.

Tymczasem dowiaduję się o kolejnej ciąży, która pojawiła się dzięki moim wskazówkom jakie badania wykonać i do jakiego lekarza się udać. Cieszę się, że jestem matką chrzestną tego sukcesu. Czy moja trudna droga jest po to, żeby pomóc przyjść na świat innym pociechom? Z każdej bardzo się ucieszę ale swojej też chciałabym się doczekać.


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 marca 2022, 18:41

Lilou Ciągle w oczekiwaniu - 🌈 18 marca 2022, 15:26

11 dc, dawno tu nie zaglądałam!
Endo prawie 9mm, bardzo ładne, jednorodne.

24.03, w czwartek, o 13.15 zabieramy kropeczka na pokład. Za tydzień będę już w ciąży.

2dc
5:52 budzik, przeczytanie jeszcze raz podania zastrzyku i o 6:00 sama sobie podałam :)
Mega się bałam ale poszło bez problemu, krewka mi poszła ale to był 1x na sobie (kiedyś mężowi robilam zastrzyki i pieskowi). Jutro go nie potrzebuję do zastrzyku ale pewnie i tak Go obudzę, żeby po prostu był.
Dla wszystkich: Bemfola nie boli (przynajmniej ten pierwszy hehe)

Długo zwlekałam z tym wpisem, bo sama nie wiedziałam, jak ubrać w słowa to, co wtedy czułam.

11.02.2022 miałam 3 badanie prenatalne. Z mała wszystko było dobrze, ale przepływy pępowinowe oraz ilość wód płodowych pozostawiało pewny niesmak. Jednak lekarz od prenatalnych zostawił do decyzji mojego prowadzącego, co dalej. I wtedy wszystko się zaczęło..

Na wizycie u prowadzącego okazało się, że istotnie przepływy są nieciekawe, wód też jest sporo (na granicy), ale z uwagi na to, że miałam parę dni później wizytę w poradni patologii ciazy, chciał poznać ich zdanie.

No to wybrałam się do tej poradni, to był 17.01.2022.. Dzień, który zapamiętam. Na badaniu okazało się, że przepływy są fatalne, wielowodzie spore, a Zuzia jest za mała. Wtedy usłyszałam od lekarza "kieruję Panią do szpitala, może trzeba będzie rozwiązać ciążę". Te dwa ostatnie słowa dźwięczały mi w uszach.. Po wyjściu z gabinetu nie umiałam mężowi nic powiedzieć, łzy leciały mi po policzkach, a ja byłam przerażona. To był 32 tc. Wiem, że młodsze dzieci się rodzą, walczą i wszystko jest okej, ale dla mnie wtedy to była tragedia. Kolejna szpilka w serce w tej ciąży. Do domu wracaliśmy w ciszy.

Nie byłam przygotowana. Nie miałam spakowanej torby (przecież mialam urodzić w terminie, a przynajmniej po 38tc). Nie moglam się skupić, myśleć. Sięgnęłam do szafki po listę do szpitala, spisałam listę zakupów. A w sklepie chodziłam między tymi samymi regałami 5 razy, nie wiedziałam, co mam ze sobą wziąć. Wybór samych podkładów sprawiał mi trudność. Ostatecznie, cała się trzęsąc wkładałam do koszyka co popadnie, nie patrzyłam na firmę, cenę, tylko na to, że muszę to mieć.. W domu wszystko naszykowałam, ale totalnie nie umiałam się spakować. Moje myśli były zupełnie gdzieś indziej. Błąkałam się po całym mieszkaniu jak w jakimś amoku. W końcu poprosiłam mamę, żeby przyszła i mnie spakowała, bo ja nawet nie wiem, jak to ułożyć. A potem wybrałam się do szpitala.. Tam na szczęście trafiłam na fantastycznych lekarzy, którzy po kilku dniach badań spokojnie wytłumaczyli mi, że owszem przepływy są złe, wielowodzie spore, a waga niska, ale! Dziecko jest zdrowe, rośnie, nie ma żadnych torbieli na mózgu, więc wystarczy to obserwować. W ten sposób dostalam wypis ze szpitala, z nakazem obserwacji i cotygodniowych kontroli.

Pierwsza kontrola - okej, obserwujemy dalej,
Druga kontrola - jest dobrze, przepływy prawidłowe, wielowodzie minimalne (to był pierwszy raz, gdy wyszlam od lekarza i czułam spokoj, ale nie na długo),
Trzecia kontrola - przepływy się pogorszyły, AFI znów wzrosło, dziecko spadło w centylach dość sporo, zatem znów.. szpital.

Wchodząc do tego szpitala czułam się już swobodnie, znałam lekarzy, pielęgniarki, położne. Szpital nie robił juz na mnie wrażenia. Kolejny raz spotkałam tych samych lekarzy, którzy znów po kilku dniach obserwacji uznali, że dopóki mała jest w normach centylowych, rusza się, zapis KTG jest prawidłowy, to nie ma konieczności mnie stresować, trzymać w szpitalu, bo jestem obstawiona lekami i oni nic nowego by mi nie podali. Lekarz stwierdził, że sama waga nie jest wyznacznikiem (bo patrząc na mnie, nie spodziewałby się olbrzymiego dziecka, a cała reszta jest do zaakceptowania, ale ścisłej obserwacji). Ale.. to nadal nie był koniec.

21.02.2022 kolejna kontrola u prowadzącego. Przepływy tragiczne, AFI ponad 32, mała rosła coraz wolniej, a do tego kolejna choroba do kolekcji - nadciśnienie. Decyzja - szpital. Od razu dostalam instrukcje, że skoro jestem w 36tc to w zależności od wyników - albo będzie rozwiązanie ciazy od razu, albo poczekają tydzień i wtedy podejmą decyzję o indukcji.

No więc kolejny raz pojechałam do tego szpitala. Już nawet położne niczego nie tłumaczyły, bo tylko się uśmiechały i mówiły "Pani już zna procedury, prawda?".
Był późny wieczór, położyli mnie na salę i poszłam spać.

Kolejnego dnia, lekarz zaprosił na badania. Po 40 minutach stwierdził "Szanowna Pani, przepływy są tragiczne, wielowodzie jest spore, ma Pani nadciśnienie, a dziecko spadło w centylach. Mamy FGR. Ma Pani wąska miednicę, ale z pomiarów wynika, że dziecko ma ok. 2400g. Czy zgadza się Pani na indukcję porodu naturalnego?". Bez zastanowienia odpowiedziałam, że tak. Wytłumaczył mi jak będzie to wyglądać, że oksytocyna będzie podawana bardzo powoli, w pompie, a ja będę cały czas podpięta pod KTG, bo jak się zacznie coś dziać to będzie trzeba podjąć decyzję o CC. I tak trafiłam na blok porodowy.

3 trymestr przeorał mnie psychicznie. Nie był dla mnie okresem przygotowań, zakupów, radości. Był dla mnie czasem, w którym ja z wizyty na wizytę martwiłam się jeszcze bardziej. Czasem, w którym wyliczałam, ile kolejnych problemów napotkałam. Nie umiałam cieszyć się z brzucha. Jedyną radość sprawiała mi Zuzia, która kopała mamę tak mocno, że nie mogłam mieć wątpliwości - czuła się dobrze i wszystko było z nią okej.

30+5

Jak ten czas leci! Rośniemy zdrowo 😍 dzidziulek już waży 2kg! Kawał chłopa się szykuje, pewnie po tacie (i nogi długie po mamie 😎). Przepływy super, łożysko, wody w normie.

Na liczniku +9, 5 kg, nie jest źle! 😁 Obecnie 70.5kg 😎 przy 170cm

Wyprawka już prawie całą gotowa. Zostało tylko łóżeczko do kupna :) rzeczy typu inhalator, termometr, podgrzewacz do butelek kupimy jeśli będą potrzebne (zawsze może ktoś wyskoczyć i kupić w pół godziny)

Wyszedl nam piękny pokój 😍

Edit: detoks od internetu, forum, pamiętników dobrze mi zrobił. Mam pozytywne myśli iiii czuje się znakomicie! Wychodzę na spacery. Samopoczucie w porównaniu do 1 i 2 trymestru zdecydowanie lepsze! 😎


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 marca 2022, 17:14

39+1 udany vbac ❤️🥰

Nie pamietam czy wspominałam w innym wpisie, ale z Iga miałam wywoływany poród, po 24 h balonika miałam 7 cm rozwarcia ale po ponad 4 h zero postepu i decyzja o cc. Po tamtych przeżyciach po cichu marzyłam ze jeśli kiedyś będzie mi dane chciałabym spróbować odczarować poród i urodzić naturalnie. Od jakiegoś czasu nieśmiało się do tego przygotowywałam. Tak naprawdę do ostatniej chwili nie potrafiłam się zdecydować czy może nie lepsza będzie cesarka, głównie ze względów organizacyjnych, wiadomy czas porodu, termin powrotu do domu do Igi itp. Gdzieś głęboko jednak czułam ze muszę spróbować. Zaczęłam oglądać filmiki izabeli dembinskiej (gorąco polecam!) nt oddechu, pracy w skurczach itd. Dołączyłam do grupy vbac na fb i starałam się inspirować historiami udanych porodow naturalnych po cc :)
Gdy dotrwałam do 39+0 kiedy miało nastąpić planowe przyjęcie na oddział, straciłam nieco wiary, bo bałam się ze historia się powtórzy - balonik, sztuczne rozwarcie, zero postepu i znowu cc. Ale starając sie zachować pozytywne nastawienie uznałam ze lepsza taka próba niż żadna ;)
Przy przyjęciu na oddział w czwartek okazało się ze szyjka jest miękka, podatna i jest już rozwarcie na 1 palca (nieco ponad tydzień wcześniej na ostatniej wizycie u gin było na opuszek). Dostałam info ze następnego dnia zbada mnie jeszcze ordynator ale zapewne dostanę balonik. Nie byłam do końca pocieszona ale postanowiłam wykorzystać ten dzień na odpoczynek. Nie mniej od momentu badania czułam jakoś bardziej brzuch i pojawiały się serie nieregularnych skurczów które po jakimś czasie mijały i które byłam w stanie spokojnie znieść. O 23 położyłam się spać z poczuciem ze coś się może zacząć w nocy. Nawet strofowalam męża zeby się określił czy chce w jakikolwiek sposób uczestniczyć w porodzie żebym wiedziała na co mam się nastawić i zeby ogarnął uniform szpitalny dla tatusiów jeśli planuje dołączyć ;) wcześniej mąż był bardzo na nie i było mi trochę przykro, ale powiedziałam mu ze tak naprawdę nawet jeśli będzie na korytarzu i potem będzie mógł kangurowac Ninę to będę i tak szczęśliwa.
Juz w piątek po 3, chyba coś ok 3:40, obudziłam się z potrzeba pójścia do wc na kupe 🙈 potem czułam lekkie skurcze co 7-8 min, znowu widziałam kawałek czopa śluzowego na papierze (odchodził na raty kilka dni), ale zaraz położyłam się spać. Tak właściwie to już tylko drzemałam bo w niedługim czasie sytuacja się powtórzyła i musiałam iść do wc. Wtedy skurcze stały się mocniejsze i bardziej regularne. Zaczęłam mierzyć - wypadały co 6 min. Po jakimś czasie było to już co 2,5-3 min wiec uznałam ze się spakuje na wszelki wypadek. chwile przedtem poczułam ze odeszły mi wody, wiec zadzwoniłam do męża zeby dać mu znać (była już 4:53) i poszłam do położnych zgłosić ze chyba rodzę :) zostałam podpięta pod ktg (dla mnie najcięższe momenty porodu bo szpital ma tylko normalne aparaty i trzeba leżeć na łóżku wtedy). Na aparacie skurcze średnio mocne ale regularne. Po badaniu 2 palce/4 cm rozwarcia. Decyzja ze zostaje na porodówce ;) najpierw dużo się działo bo wszystkie papiery, wypytywanie o rożne formalne kwestie, zakładanie wenflonu, poszłam z położna na lewatywę (sama chciałam) - to było dość intensywne przeżycie przy skurczach co 2-3 min ;) miałam się potem umyć. Trwało to na tyle długo ze nastąpiła zmiana personelu i przejęła mnie cudowna położna Pani Ela. I jestem pewna ze gdyby nie ona, znowu skończyłabym na cesarce. Przy rozwarciu 4 cm już miałam mały kryzys, a ona natchnęła mnie nowymi siłami. Cały czas tez informowała mnie ze mąż już jest w szpitalu, ze czeka pod sklepem zeby kupić uniform, ze zaraz ze mną będzie. Dopingowała żebym dobrze oddychała na skurczach, bardzo dokładnie przestudiowala mój plan porodu i zrobiła wszystko zeby go spelnic. Wielokrotnie mówiła ze porodówka to jej powołanie i ze ona to kocha i ja naprawdę to czułam! Po 7 mnie badała i miałam wtedy rozwarcie na ok 5 cm, po kryjomu trochę podmasowala mi szyjke. Przy tym rozwarciu wody przestały się tez sączyć bo główka mocno napierala. Ok godz 8 poszłam na badanie u ordynatora (wszystkie pacjentki z oddziału były badane) i wtedy miałam dalej ok 5 cm rozwarcia. Po badaniu mąż wszedł na sale, choć już wcześniej widziałam ze czeka na korytarzu i to dodało mi otuchy. I od tego momentu tez wszystko mocno przyspieszyło :) mąż bardzo dokładnie słuchał instrukcji położnej i kiedy ja nie potrafiłam się skupić przekazywał mi te same informacje. Masował mnie po plecach na zmianę z panią Ela, cały czas razem z nią powtarzał jak świetnie sobie radzę. Oboje tez żartowali co mi pomogło zachować kontakt z rzeczywistością i odrobine dystansu mimo bólu. Pani Ela przekonała mnie zeby poczekać na kroplówkę z paracetamolu do 8 cm rozwarcia bo ja można podawać co 6 h (jedyna opcja w szpitalu plus znieczulenie wziewne przy skurczach partych), zgodziłam się. Musiałam wytrwać kolejne ktg na łóżku i tu znowu gorzej mi szło z oddychaniem ale pani Ela była bardzo wyrozumiała. Po ktg miałam dostać coś wspomagającego zeby szyjka stała sie jeszcze bardziej podatna, tuż po skończeniu zapisu moglam przekręcić sie na łóżku na kleczki i wtedy poczułam ze będę wymiotować. Pani Ela powiedziała, ze to bardzo dobry objaw, zbadała mnie w tej pozycji i okazało się ze mam już 8 cm rozwarcia wiec leki nie są potrzebne. Dostałam kroplówkę z paracetamolu ale totalnie nie poczułam różnicy. Plusem było to, ze moglam znowu chodzić. Gdy kroplówka schodziła Pani Ela przyniosła materac żebym na podłodze mogła popracować na czworaka. Potem w planie była piłka i prysznic ale już nie doczekałam ;) bo gdy zeszłam na materac nagle poczułam ze skurcze się zmieniły, zaczęłam głośno krzyczeć, położna zapytała czy czuje parte, krzyczałam ze tak. Znowu mnie zbadała na klęczkach i było 9 cm rozwarcia. Było już tak blisko a ja wtedy przeżywałam kryzys. Te parte skurcze były zupełnie inne i ciężko było się skupić. Pomimo płaczu ze nie chce już, ze nie dam rady, itp dałam się przekonać zeby wejść na łóżko i położyć się na plecach, bo wtedy pani Ela mi pomoże przyspieszyć rozwarcie. Za moment faktycznie było 10 cm i leżąc na plecach zsunelam się niżej do pozycji kucznej. Położna zapytała czy chce tak rodzic, krzyknęłam ze tak. Powiedziała ze ok, przygotowała sobie krzesełko i zaczęła sie najważniejsza cześć pracy :) główka bardzo ładnie sie wstawiała, chwile musiałam sie półozyc na lewym boku z przyciągnięta noga do siebie zeby pomoc małej wykonać obrot, ale końcówka znowu była w klęczkach. Głowa urodziła sie na 5-6 skurczach, żaden nie zmarnowany (na każdym po 2-3 parcia), położna i pani doktor która dołączyła w między czasie bardzo mnie chwaliły ze tak efektywnie pracuje. Gdy głowa była już na końcówce pani Ela powiedziala ze teraz będzie trudna cześć bo będzie chciała chronić krocze i ze znowu będę musiała zmienić sposób oddychania gdy mi da znać. Byłam przygotowana ale gdy przyszedł kolejny skurcz ona była w trakcie nacięcia, a ja dosłownie wypchnelam mała do końca bo już nie dało sie tego zatrzymać. Ninka wystrzeliła w ręce pani Eli która łapała ja dosłownie nad fotelem a pierwszy krzyk usłyszałam gdy tylko poczułam ze sie wyslizgnela :) potem była już bajka - przytulaski, mąż nie chciał przeciąć pępowiny bo bal sie ze zemdleje 😁 ale puściły go emocje i sie popłakał ;) potem próba rodzenia łożyska zakończona łyżeczkowaniem w krótkim uśpieniu i wtedy mąż kangurowal mała (ok 40 min). Na oddział noworodków zjechaliśmy ok 12, wtedy musiałam pożegnać sie z mężem i mała została zwazona i zmierzona. Wcześniej już dostała 10/10 pktow :) w papierach mam wpisane ze 1 faza porodu trwała 3,5 h, druga 25 min :) oprócz tego paracetamolu rodziłam bez znieczulenia. nie spodziewałam sie ze pójdzie mi tak sprawnie. Panią Elę oczywiście wysciskalam, wzruszylam sie totalnie i popłynęło kilka łez ;) podziękowałam całemu personelowi ze pomogli mi odczarować poprzedni poród :) byłam zmęczona, obolała ale totalnie dumna z siebie i Niny ze tak pięknie nam poszło :) od tego czasu zebrałam tez mnóstwo pochwal od personelu szpitala ze taki piękny poród po cesarce! Ze byłam mega dzielna - nie powiem, bardzo miło coś takiego usłyszeć od tylu osób, dalej sie wzruszam gdy to słyszę :)

A jeśli chodzi o dane Niny to urodzona 9:55 z waga 2985 g, długość 52 cm ❤️🥰


Wiadomość wyedytowana przez autora 26 czerwca 2022, 22:00

Meggy88 Moja codzienność 🌿 5 marca 2024, 09:37

Właśnie miałam telefon z kliniki.
Wszystkie cztery się zaplodnily 🙏
Teraz czekamy kolejne 6 dni co dalej.
To będzie ciężki tydzień.
W poniedziałek za tydzień będzie już wszystko wiadome.
Dobry scenariusz zakłada, że czekamy jeszcze dwa tygodnie na kariotypy i wysyłamy do Hiszpanii na badania genetyczne dwa zarodki.
🙏
🍀 Proszę o kciuki 🍀

Dlaczego nie potrafimy odpuścić? My kobiety. Bo wiemy o jaką stawkę jest walka i wiemy, że warto ❤

Po przerwie i kolejnej cb (czerwiec), podwijam rękawy i zawalczę raz jeszcze.
Nadzieja się pojawiła, tak więc podejmuję wyzwanie.

Zmiana lekarza bo poprzedni się nie przejął, bo przecież są inne pary co się dłużej starają.

Skoro tyle to trwa to bez leków może być trudno.

Nowy jeszcze próbował, ale niestety było za późno.

Ten ostatni raz.... (ile razy sobie to mówimy). Wiem, że gdybym nie spróbowała to było by wiele pytań(zbyt wiele) bez odpowiedzi.
Teraz badania i zobaczymy gdzie tkwi problem.

Karo_27 Moja walka - wygrana? 15 maja 2024, 13:55

Dzień transferu.

Rano czułam się jakby to był mój pierwszy raz, a jest już czwarty. Tyle emocji, mimo wszystko była też nadzieja.

Trochę technikaliów:
Dostaliśmy informację, że zarodek 5.2.3 został rozmrożony - nasz najsłabszy. Było wykorzystane Embryoglue, AH wg embriologów nie było konieczne.
Zbadany progesteron w dniu transferu - 15,97, więc chyba nie jest źle. Będę próbowała podbić poziom do ponad 30 najlepiej.

Po czym przyszedł moment transferu i zaczęły się schody. Najpierw czekanie i problemy z powodu nadmiernego napierania na pęcherz moczowy, prawie nie mogłam myśleć. Potem lekarz nie chciał przepisać mi Prolutexu, którego zapas jeszcze miałam, upierał się na progesteron besins lub cyclogest/luteinę dopochwową. Nie podał powodu, dlaczego tak, więc od razu zrobił na mnie słabe wrażenie. Następnie głupie żarciki zamiast skupić się na samym transferze, który okazał się trudny - próby umieszczenia zarodka w macicy trwały dobre kilka minut (jak nie więcej). Najprawdopodobniej była bariera w postaci wąskiego ujścia szyjki macicy. Oczywiście mimo bólu związanego z trzymaniem moczu w głowie pojawiały się myśli, czy zarodek w ogóle dotrwał. Lekarz skomentował również że transfer powinien już był się odbyć, więc zakładam że moje endometrium było już pokaźnych rozmiarów, ale żadnych szczegółów nie poznałam. Nie dostałam zdjęcia (nie spytałam o nie, ale nie przewidziałam po prostu że go nie otrzymam).

Wyszłam stamtąd zniesmaczona, raczej z czarnymi myślami, niepewna, czy w ogóle ten transfer od początku miał szansę się powieść. To chyba moje najgorsze doświadczenie transferu.

Weryfikacja w 6 dpt, czyli we wtorek. Planuję brać następujące leki: 2xprolutex, 3xprog besins, 3xestrofem, 3xmetypred, 1xclexane, 1xacard, 2xkwas foliowy, 1xeuthyrox. Na podstawie usg z wtorku oceniono że Atosiban nie jest mi potrzebny. W sobotę chciałabym sprawdzić progesteron.

Z jednej strony specjalnie wybraliśmy najsłabszy zarodek i trochę cieszy mnie, że akurat teraz miała miejsce taka sytuacja, z drugiej strony - zawsze chciałoby się, żeby to był ten raz i żeby się udało.

Co jest najważniejsze - blastuś i ja jesteśmy razem. I bardzo mocno, mimo wszelkich przeciwności, wierzę, że tak już zostanie.

Nauka, którą wyciągnęłam - oprócz zachwiania wiary w działania tej kliniki - nie wypełniać pęcherza na maxa, lepiej zdecydowanie mniej wypełnić a za to móc myśleć trzeźwo i zadawać na bieżąco pytania.

Teraz czekanie. To prawda, że nastrój miałam mocno kiepski po powrocie do domu, ale powoli się ogarniam - jeszcze będzie dobrze, zrobię co w mojej mocy żeby Kropkowi było u mnie w brzuszku dobrze. Chcę wierzyć, że zostaniemy razem już na zawsze <3


Wiadomość wyedytowana przez autora 15 maja 2024, 13:56

Wczorajszy wpis w złą godzinę.
Dziś rano obudziłam się z potwornym bólem w klatce piersiowej. Takiego czegoś jeszcze nie miałam. Promieniowało do pleców i lekko na brzuch. Nie potrafiłam się przekręcić na bok, mogłam leżeć tylko na wznak, o wstaniu nie było w ogóle mowy. I tak trwało to z pół godziny. Mąż chciał mnie wieźć na pogotowie, ale ja wiedziałam, że to na tle nerwowym, bo nie potrafiłam uspokoić myśli. Napisałam do przyjaciółki, bo ona tez tak wczesnie wstaje, popisaliśmy, lekko puściło, dałam radę wstać i zmierzyć ciśnienie. 135/90. Poszłam pod prysznic, mąż zrobil melisę. I 118/75, z każdą czynnością fizyczną, która zajmowała głowę coraz bardziej puszczało.
No i można być twardą. Ale i tak się to odchoruje. Może już lepiej się wypłakać. Zaczynają mi oczy puszczać łzy.
Dziś różaniec za wujka. Nie wiem co ja mam cioci powiedzieć. Co zrobić, żeby się nie rozryczeć. To nie taki chrzestny, którego się widywało tylko w święta czy na urodziny. Trzymaliśmy się blisko.
No i wiem, że wujek najbardziej ucieszył się z komunii. A ja nie mogę iść do spowiedzi, a przynajmniej nie wyobrażam sobie tego. Nie czuje, żebym zrobiła coś złego, a wiem, ze kościół katolicki uważa in vitro za grzech ciężki. Nawet gdybym uważała, że zrobiłam coś źle, to też nie powiem, że żałuję i że więcej nie będę. Bo nie żałuję i będę próbować dalej. Świąt to już w ogóle sobie nie wyobrażam. Mądrego księdza bym potrzebowała. Żeby mi to wyjaśnił.

Ogólnie czuję się do dupy. To będzie mega ciężki tydzień.


Wiadomość wyedytowana przez autora 3 listopada 2021, 08:23

38+0

Dzisiaj taka sytuacja:
284f27de5987.jpg

A wczoraj mieliśmy wizytę po 3 tygodniach przerwy. Przepływy i wody w porządku, szyjka zamknięta, Czarek jeszcze wysoko, nie wstawiony w kanał. Waga wyszła 2779 g, a 3 tyg temu było 2663 g. 🙄 Błąd pomiaru tym razem to 400 g. Doktor się tym zupełnie nie przejął i mówil, że waga w normie.
Doktorowi udało się zrobić jeszcze zdjęcie. 🙆 To prawdopodobnie już ostatnie. W ogóle się nie spodziewałam i nawet nie prosiłam, żeby spróbował go uchwycić. 🙂
e78fe786fd60.jpg

Ayayanee Hurricanes and Suns 3 listopada 2021, 13:22

17tc

Nie daje rady sama ze sobą.
Ciąża to hardcore dla mojego mózgu.
Podczas starań nie myślałam że będę ciągle się martwiła...Że nie będę umiała być... radosna?
To nie tak że się nie cieszę, kocham tego małego łobuza, czuję radość i ciepło w sercu że tam jest. Nie wiem....

Wiem za to że nie ma dla mnie żadnej mety końca zmartwień. Kiedyś myślałam że jak zobaczę bijące serce... Potem że badania prenatalne... kolejnym stopniem miał być ukończony 1 trymestr.... Halo, wytchnienie, gdzie jesteś?

Do tego zewsząd smutne historie. Przeglądam często tik toka i od jakiegoś czasu ciągle mam jakieś smutne historie, wady letalne... Teraz śmierć tej kobiety. Codziennie się boję.

A wizyta dopiero 18.11 😳🤦🏻‍♀️ oszaleje! Jakiś czas temu po aplikacji lutki na noc miałam na palcu zabarwiony krwią śluz, później nic i rano dopiero mega brązowe resztki lutki i na palcu i później przez ok 2 h przy podcieraniu... Pisałam do Gina i kazała wyluzować i że to pewnie zadrapanie... Oczywiście że o tym wiem i oczywiście że nie wyluzowałam? 😬

Czasami tak.. Nie wiem czy to to... Ale czuję ruchy małego? +/-tydzień temu czułam bulgotanie, motylki tylko przy kichaniu a teraz z biegiem czasu w różnych porach dnia... Czy to możliwe? Nie należę do slim figura, jestem plus size i myślałam że jeśli już to poczuje to naprawdę dość późno....

17dc...
I jest 12.11... juz tylko 17 godzin myślałam ze jeszcze żyjesz... 😭
Rok później dalej tak cholernie nie rozumiem dlaczego... mam nadzieję ze kiedyś mi powiesz, bo Ty na pewno już wiesz... 😭

Niepogodzona To był bardzo Trudny czas 3 listopada 2021, 08:45

Dzisiaj kończę 31 lat.
dzień zaczęłam z bólem głowy i zębów.
wczoraj u dentystki słabo- 5 dalej w leczeniu, stan zapalny trwa, a 8, która była zabezpieczona będzie prawdopodobnie do wyrwania :/ bardzo nie chcę jej wyrywać, bo z trombofilią gojenie się rany po wyrwaniu to istna masakra:/ suchy zębodół, stany zapalne - tak było przy dolnej 8 :/ goiło mi się pół roku:/ odzywa się do tej pory, a to już ze 3 lata minęły od wyrwania.

od paru dni mam jakiś dołek. głupie refleksje mnie nachodzą, aż sama się ich boję :/ męża wiecznie nie ma, a jak jest to i tak go nie ma - siedzi z nosem w telefonie. trudne to wszystko :/ poprostu jest mi przykro, bo już jak byłam w ciąży, to zdaje mi się, że mnie unikał, przez pierwsze 3 mce życia Lenki też, potem na krótko się zreflektował. myślałam, że będzie lepiej między nami, ale nas już prawie nie ma :/ i dlaczwgo tak? skoro się staram, na każdym kroku wspieram, pomagam jak mogę, śniadania obiadki prania sprzątania, ech... życie no weź się ogarnij

edit godz. 20:10

czekałam na męża z ciastem, trasę do domu na 5 minut pokonywał w 1,5h. zaraz bede zaraz bede... myślałam, że może chociaż za jakimś kwiatkiem jeździ, albo jakimś czymkolwiek dla mnie. ale nie. był u kolegi. kurtyna
za dwa dni ma imieniny i wie, że mam dla niego prezent, wiec mu głupio, ze nic dla mnie nie ma- mi tez jest głupio słuchać czegoś takiego. aktualnie pojechał sobie do sklepu za strojem sportowym. jest mi bardzo przykro. bardzo to mało powiedziane. on poprostu o mnie nie myśli. o co go nie poproszę to jak do ściany.
powiem szczerze, że całe te starania, to wszystko co się działo mocno mi przysłoniło logiczny ogląd na naszą relację. i wiecie co, doszłam do wniosku, że sporo w tym wszystkim mojej winy. bo to ja mówiłam, żeby się nie przejmował zastrzykami w ciąży, bo to nic takiego - i in teraz tak do tego podchodzi. jak zapomniał o jakiejś mojej okazji, to mówiłam, że to nic takiego, żeby mu nie było przykro - więc to nic takiego. sama brałam wiecznie wszystko na klatę, ratowałam mu tyłek z wielu kłopotów i zawsze mówiłam, że to nic takiego.
no to jestem nic takiego...

ale z pozytywów, bo dziś mega radość zrobiła mi mija Córka 😁😁😁 pokazuje na mnie paluszkiem i mówi MAMA😍😍😍😍 pierwsze co mówiła to baba, a dzisiaj Mama❤ no i dzisiaj pierwszy raz stała bez żadnego podparcia 🙈 także myślę, że na roczek już pójdzie samodzielnie 😀 moje małe wielkie szczęście. mój Cud ❤

edit 2 21/30
przytargał kwiatki i prezent. tylko, że mi dalej jest przykro. już z nosem w komputerze siedzi. ok musi. nie nastawiam się negatywnie;)


Wiadomość wyedytowana przez autora 3 listopada 2021, 21:38

Kasiak89 Oczekiwanie 12 listopada 2021, 08:55

Ovu nie może się zdecydować kiedy tq owulacja.. dwa dni temu że sobota, wczoraj że piątek, przyszedł piątek, to stawia na niedzielę. Pewnie się przesunie po tym hsg. Albo nie będzie? Poczekamy zobaczymy...

ŚRODA
Jestem w trakcie 3ciej mini. Tym razem infekcja mnie dopadła. Jak nie urok to sraczka 😑 ale sie chrzani ta koncowka roku.
Jeszcze na fb doczytałam, że na transfer w grudniu raczej nie mam na co liczyć 😭

7+3

Tak się cieszę. Na wczorajszej wizycie dzidzia 13,1mm i serduszko ładnie bije ♥️ odetchnęłam z ulgą. Lekarz mówi że nie ma się do czego przyczepić. Dostałam skierowanie na prenatalne i już się zapisałam na początek grudnia. Na szczęście krwawienia ostatnio już się nie pojawiają..chyba ten żel który dostałam pomaga. Następna wizyta za 3 tygodnie. Mam nadzieję że teraz będzie wszystko dobrze. Objawy raz są raz nie. Ale też nie są bardzo uciążliwe. Do przeżycia. Muszę dać radę!


Wiadomość wyedytowana przez autora 3 listopada 2021, 20:52

Spuromix A może to już czas? 4 listopada 2021, 07:34

Czekamy dalej.... Temperatura skacze.... Nadziei już nie ma na +....

Dzień zaczął się bardzo wcześnie, o 4:30 zadzwonił telefon, temperatura, jeszcze jedna drzemka i czas wstać. Mąż jeszcze leżaczkuje a ja biorę się za śniadanie. Po śniadaniu szybciutka kawka, buziaczek na pożegnanie i "zobaczymy się po 22 kochanie" Mąż pojechał do pracy, ja zasiadłam przed komputerem i oglądam muminki :D
Na piecu bulkają ziemniaczki, żeby zwierzyniec miał śniadanko, w łazience pralka cichutko się kręci, koty buszują po całym domu, a ja postanowiłam wylać to co w głowie siedzi.
Cały tydzień w plecy, wczoraj mieliśmy załatwiać sprawy bankowe, a wyszło jak wyszło, że złapał mnie kryzys i przeleżakowaliśmy z mężem cały dzień. Auto u mechanika, też mieliśmy w tym tygodniu się zdecydować co dalej z autem, robimy czy nie, mieliśmy zrobić nowy odchowalnik dla piskląt, ehhhh ciężki ten tydzień.... jak nic idzie zima i dopada nas zimowa chandra. Przyszły tydzień będzie lepszy :)
W niedzielę zatestuję, choć wiem że zobaczę -, temperatura skacze, w ciele nic się nie dzieje oprócz dziwnego pobolewania podbrzusza, @ od poronienia nie widać i tak mija już prawie 2 miesiąc.
Aaaa i jeszcze muszę zrobić dzisiaj szkolenie szefowej z mojej sytuacji pociążowej, bo ciut spanikowała i zaczęła się martwić więc muszę ją uspokoić :)
Znikam w wir codziennej pracy i obowiązków :) zajrzę do was niedługo :D

Edit:
wpis o 7:34
edycja: 8:12
Przyszła @ :D pierwsza po ciąży pozamacicznej, pierwsza i ostatnia mam nadzieję :D zaczynamy walkę o MISIA


Wiadomość wyedytowana przez autora 4 listopada 2021, 08:13

Po wczorajszej wizycie dowiedziałam się, że transfer odbędzie się w tym miesiąc. Jajnik się zmniejszyły, wszystkie dolegliwości puściły. Czekam aż okres się rozkręci, bo narazie mam tylko jakieś plamienia i od 3 dc zaczynam brać estrofem 2x1. W 12-14dc podgląd i decyzja kiedy transfer. Pani doktor powiedziała, że dobrze, że nie zapładnialiśmy wszystkich komórek, bo nie spodziewała się, że aż tyle się zapłodni (nie ma to jak wiara w pacjenta 🙈). Tak bardzo chciałabym być na święta w ciąży, chociaż nikt by jeszcze o tym nie wiedział, ale inaczej zniosłabym te wszystkie życzenia świąteczne. Co prawda nikt już do nas nie mówi wprost, ale każdy na koniec dopowiada: "no i wiece czego Wam jeszcze życzymy ;)" Ileż można tego słuchać, święta to chyba najgorszy czas dla staraczek.
Mam nadzieję, że teraz nie będzie już żadnych problemów i transfer się odbędzie.

Pinka. Piąty transfer 4 listopada 2021, 13:42

17dc czwartek

Wczoraj po powrocie do domu wzielam tabsa na zaparcie, czekalam do wieczora i nic. Wzielam druga na noc i spedzilam w wc kilka "przyjemnych" chwil ze skurczami brzucha.
Niestety rano nadal mialam i mam wzdety brzuch. Nie zjadlam sniadania, poniewaz balam sie co to bedzie. W pracy odliczam minuty do wyjscia, na szczescie dzisiaj mam spokojnie.
Ogolnie czuje sie zle lub bardzo zle. Ubralam spodnice, zeby nie bylo widac mojego wydetego brzucha (nie chce budzic podjerzen). Jeszcze jutro kamuflaz i weekend. Boze niech ten brzuch ustapi. Ile to sie kobieta musi nacierpiec.

Narazie nie mysle o hodowli, bo cala moja energia idzie na ten bol brzucha. Wracam do domu i leze jak mimoza na kanapie. Nie jestem w stanie nic robic. Na szczescie mam dobrego meza, ktory w miare ogarnia chalupe.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)