Dzień cyklu 0
Nie ma jeszcze krwi ale już wiem, że jutro rano będzie. Nie możesz się załamywać, nie możesz się załamywać…powtarzam sobie w głowie bo co mi zostało żeby nie zwariować? Kiedy mój organizm i los śmieją mi się w twarz. Druga IUI nieudana. Miałam nadzieje, nie taką wprost bo chyba nauczyłam się już tego, żeby udawać sama przed sobą, że nie zależy mi bo i tak się nie uda. Głupie ale trochę pomaga mi to ale wewnętrznie, głęboko zakopana była nadzieja. Było dużo dziwnych rzeczy w tym cyku które mogły świadczyć o tym ze się udało. Do tego ten dzień opóźnia gdzie ostatnio @ przyszła idealnie po 14 dniach po IUI. Dziś 15dpo i nic nie wskazywało.
Rano ide na homocysteine, kwas foliowy i b12. Sprawdzę to i jak wyjdzie coś nie tak w tym, zamówię pakiet na trombo. Zamowilam tez z akademii płodności ebooki 28dni i na poprawę nasienia - wytaczam wojnę 😈 daje sobie czas do końca roku bo nie chce zeby przepadły nam badania te które maja ważność 6 miesięcy a robiłam je do IUI. Jeśli do stycznia nic się nie pojawi - IN VITRO. Koniec miękkiej gry 🤙
Wczoraj się dowiedziałam, że jedna z moich najbliższych przyjaciółek jest w drugiej ciąży, to jest właśnie informacja, której potrzebowałam tuż przed samym transferem😢. Oczywiście cieszę się i jej bardzo gratuluję, ale przepłakałam wczoraj pół wieczoru, czy ja jestem normalna?🤷♀️ Mąż mnie pocieszał, że ja też przecież zaraz będę w ciąży, ale ja wiem, że jeśli się nie uda to upadek będzie straszny. Mam wrażenie, że mężczyźni czasem żyją w zupełnie innym świecie, do nich nie docierają statystyki, on nie rozumie, że może się nie udać, bo przecież mamy dobre zarodki, więc to tak jakbym już była w ciąży. Przepraszam za smęty, ale podłamało mnie to wszystko.
17.11. mam wizytę i jeśli wszystko będzie dobrze, to dostanę informację kiedy transfer.
Kurcze niedlugo rozpoczne szosta strone w pamietniku. Pamietam jak zaczynalam i mowilam sobie po laparoskopii aaaaa chwila zaraz i bede w ciazy. To byl rok 2018 a juz wtedy staralismy sie prawie rok, ale bez stresow. Myslimy o tym, aby podejsc do transferu w nastepnym cyklu, przygotowaniasa w toku. Skontaktowalam sie z Pasnikiem, zeby podal mi nowy kod do recepty. Po wizycie w maju recepta sie przeterminowala. Wydawalo sie, ze w miare wszystko uklada sie w jedna calosc. Maz ma wolne Swieta, wiec poprosil o cztery dni wolnego przed, zeby przyleciec do Polski. Wczoraj dostal odpowiedz, ze ich nie dostanie, zadnego wytlumaczenia nic. Wakacje musi wykorzystac do konca roku, bo inaczej przepadna. Jade wiec sama, bo jezeli ma byc transfer to nie ma innego wyjscia. Na obecny moment mam bardzo mieszane uczucia co do wszystkiego.
Wkradaja te mysli, ze skoro nie idzie gladko to moze nie podchodzic?! Poza tym znowu to sobie robic na Swieta, doskonale pamietam zeszly rok , gdzie w Wigilie zaczelam miec brazowe plamienia i juz wiedzialam, ze nic z tego. Transfer bedzie wspomagany zaleceniami od Pasnika, ale to rowniez nie daje gwarancji.
Ale kto nie ryzykuje ten nie zyskuje. Sprobuje sie trzymac tej zasady.
Dziś miałam wizytę na razie na USG nic nie widać. Ale dr popatrzył i krwiaków nie ma ani torbieli. Za tydzień mam przyjść i będzie już coś widać. Bardzo bym chciała żeby wszystko było dobrze 🙂
Dziękuje dziewczyny 🥰 tak nie wiem skąd bierzemy siłę na to czołganie które los nam dostarcza. Ja już po badaniach, pakiet na mutacje zamówiony i zobaczymy. W poniedziałek mam wizytę u gina mam nadzieje ze krew będę mieć do tego czasu i pozostaje czekać. Nowy cykl nowe szanse 😉😉
Ps. Sama nie wierze w to co piszę w ostatnim zdaniu ale może jak konsekwentnie będę sobie to powtarzać to moja głowa uwierzy 🙈😉
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 listopada 2021, 10:45
8dpt codziennie robię testy ciążowe (miałam się nie nakręcać). Wczorajszy test był ciemniejszy (beta niedzielna 8.05). Ale test z dziś był jaśniejszy ciut od wczorajszego...Nie będę panikowała to tylko testy. Jadę na Betę w piątek 🥰 to Dzień Kobiet! Będą dobre wieści! Muszą być. Mąż za kilka dni ma 40 - jego prezent to będzie piękny wynik Bety i Progesteronu oraz usg które potwierdzi, że wszystko jest dobrze! Wierzę w Afirmacje! 🩷
Wiadomość wyedytowana przez autora 5 marca 2024, 18:49
Ostatnio staram się odpuszczać, odpocząć od lekarzy, wizyt, badań, laboratoriów, tabletek, internetów i jakoś przetrwać do nowego roku. Mam zamiar jeszcze umówić wizytę u ginekologa i mojej pani immunolog na styczeń i ruszyć po nowym roku z nową siłą i zapałem.💪 To co najgorsze już za mną, był roczek na cmentarzu, później wszystkich świętych, jeszcze tylko przetrwać święta🎄Wg zaleceń 5-6msc po operacji można zacząć się starać. Gdy nadejdzie ten moment luty/marzec chciałabym być już w 100% gotowa dlatego od stycznia zaczynam badania do kolejnej ciąży ✊ Mam wielką nadzieję, że nic po drodze już sie nie wydarzy, a wyniki będą tylko lepsze 🥰 #2022będzienasz
Tak, to jest ten moment zw mogę powiedzieć zw juz ponad rok wiem ze nie żyjesz...
Dalej jest tak cholernie trudno normalnie żyć...podobno po roku ma boleć mniej... pomóż mi, żeby naprawdę bolało chociaż odrobinę mniej... ze będzie boleć do konca życia wiem, ale chciałabym nauczyć się zyc z tym bólem...
Bez względu na wszystko mamusia nigdy Cię nie zapomni i zawsze będzie Cie kochać.... 🕯
Pomóż nam, żeby sie udało... 🙏
Zaczynamy in vitro... ❤️
Oby coraz bliżej naszego szczęścia ❤️❤️❤️
Wczoraj byłam w klinice, mam brać tabletki antykoncepcyjne na wyciszenie jajników... Kurcze, żeby in vitro pomogło... W tym moja ostatnia nadzieja..
Moje życie ostatnimi czasy to jedno wielkie odliczanie. 13 dni do histeroskopii, 31 dni do pierwszego szczepienia, 52 dni do drugiej dawki, po której możemy wznowić starania i 73 dni do ostatniej dawki. Moim największym marzeniem jest hibernacja - idę spać i wstaję w styczniu. Niestety żaden niedźwiedź nie potrafił przekazać mi tajników snu zimowego, więc zamiast tego staram zająć sobie czymś czas. Przemeblowałam salon, zamówiłam nową kanapę, upiekłam ciasto i zrobiłam zapas pierogów do zamrożenia na święta a to dopiero 3 dzień mojego wielkiego odliczania. Najgorsze w niepłodności jest to ciągłe oczekiwanie - czekamy na badania, wyniki, leczenie, ciążę etc. Kiedy dostałam wynik allo poczułam przypływ ogromnej nadziei. Teraz ta nadzieja ustępuje miejsca zwątpieniu i zniecierpliwieniu. W pierwszej chwili pomyślałam, że w końcu minęliśmy ostatni zakręt i teraz czeka nas już prosta droga do macierzyństwa. Kiedy opadła ta euforia zaczęłam widzieć ile jeszcze przeciwności nas czeka. Co jeśli zachoruję pomiędzy szczepieniami i będziemy musieli zacząć od nowa? Co jeśli wyślą gdzieś mojego męża akurat w owulację? Co jeśli nie uda nam się zajść w ciążę w trakcie trwania ważności szczepień? Co jeśli szczepienia nie podziałają? Co jeśli zajdę w ciążę ale dziecko okaże się chore? Tych "co jeśli..." przybywa z każdym dniem. Staram się, naprawdę się staram myśleć pozytywnie, przeglądam vinted w poszukiwaniu ubranek dla dziecka z myślą, że przecież NA PEWNO będę ich potrzebować za kilka miesięcy ale to wszystko ma bardzo chwilowy efekt. Listopad jest dla mnie ciężkim miesiącem. Za tydzień minie równo rok odkąd dowiedziałam się o pierwszej ciąży. Może to dziwne ale rocznice moich poronień czy terminy porodów straconych ciąż nie bolą mnie tak jak dzień pierwszego pozytywnego test. Jak przypomnę sobie jaka wtedy byłam szczęśliwa, kiedy ciąża kojarzyła mi się z beztroskim stanem oczekiwania a nie ciągłym bólem i strachem. Chyba to jest coś czego straty żałuję najbardziej - tego, że pomimo ogromnej miłości, jaką będę czuła do swojego dziecka nie będę w stanie w pełni cieszyć się ciążą. Zawsze będę mieć z tyłu głowy myśl "nie przywiązuj się, jeszcze nic nie jest pewne". Przepraszam, że tak się żalę, ale to forum jest jedynym miejscem gdzie wiem, że znajdę zrozumienie i nikt nie powie mi nic w stylu "inni mają gorzej" ale zostanę ojojana i pocieszona. I za to wam wszystkim dziękuję 
43 dc
23 dpt
🍀6+1🍀
Mój rekord, kolejny krok na plus, nowy cel który udało się osiągnąć.
Ale łatwo nie jest... serce się cieszy, ale głowa wariuje.
Dlatego w piątek przy okazji badań dla immunologa zrobiłam również betę - wynik więcej niż zadowalający - 21dpt i 10700!! Również progesteron wziął się do roboty i wyniósł ponad 35.
Teraz czekamy na wizytę w klinice, żeby zobaczyć Maleństwo. Coś czuję, że już do wizyty czekają mnie silne emocje... Przecież tyle od niej zależy, z bardziej od tego co zobaczymy.
Mocno wierzę, że wszystko będzie ok, że teraz się udało. Chcę wierzyć, bo teraz tylko to mi/ nam zostało.
Piątkowa wizyta będzie kolejnym etapem do odhaczenia i teraz na nim się skupiam. Potem będzie kolejny i kolejny oby do grudnia 🍀
Ech. .. w tym cyklu ośmielam się mieć nadzieję. Cień nadziei. Bo tak dziwnie mnie boli macica czy tam jej okolice. Już 4 dzień. Nigdy tak nie było. Choć może to skutek uboczny luteiny który wystąpił dopiero w kolejnym cyklu stosowania... Jak mam lepsze chwile, to sobie myślę że może ciąża, może nawet bliźniaki, bo te pęcherzyki na lewym i prawym niewiele miały różnicy, a bolało najpierw bardziej po prawej, teraz bardziej po lewej. A jak mam gorsze- nie potrafię zobaczyć nic ponad skutek uboczny luteiny.
Nie wiedziałam, że pozwolenie sobie na nadzieję, że uwierzenie, że może tym razem tak, może boleć. Bo to jak otwieranie przyklepanej rany. Trzeba polać serce lekką warstwą betonu, żeby nie bolało co miesiąc.
16dc... cykl i tak spisany na straty, ale jakoś z przyzwyczajenia liczę te dni...
Ale dzisiaj nie o tym...
11.11 - rok temu jeszcze nie wiedziałam, że to ostatni szczęśliwy dzień w życiu na tak długo... wtedy wydawało mi się, że mam wszystko czego potrzebuję... kochającego męża, perspektywę przeprowadzki, no i Ciebie... już nawet miałam pomysł na Twój pokój, rzeczy dla Ciebie od Twojego wujka... naprawdę nie pomyślałabym, że w jednej chwili stracę to, co było wtedy najważniejsze...
Jak wróciłam do pracy, wydawało mi się, że zaczęłam sobie z tym, a w zasadzie udawać między ludźmi, było cholernie ciężko, do tego stopnia, że przez naszą rotację współpracowników, poznałam sporo nowych ludzi i część nawet się nie zorientowała co zaszło... nauczyłam się oddzielać życie między ludźmi, gdzie trzeba być twardym i życie w domu, gdzie emocje nie dawały spokoju...
Właśnie mija rok...
wszystko wraca, chwila po chwili... epizod po epizodzie...
przez chwilę wierzyłam, że sobie z tym radzę, a teraz znowu myślę tylko o tym...
Twój pokój czeka pusty... podobnie jak może życie, które bez Ciebie już zawsze będzie takie puste...
W domu szpital. Byliśmy na imprezie rodzinnej i tam mały solenizant zaraził 10 osób.
Od tygodnia jestem chora... Najpierw gardło i gorączka, Twraz od 3 dni straciłam głos, smak, węch... Ale to nie covid (robiłam 3 testy). Ostre zapalenie krtani. Iza dzielnie się trzymała z lekkim katarkiem ale już też ma kaszel. Inhalator chodzi non stop. No niestety mała musiała poznać co to bajki na YouTubie bo inaczej nie da się jej utrzymać w miejscu. To ściąganie smarów to horror. Dziecko mnie znienawidzi, a na dźwięk odkurzacza chyba będzie miała lęki... Ale inaczej się nie da.
Ja za to mam tak ostry suchy kaszel, że potrafię się porzygać, a po nocach siedzę na balkonie żeby złapać oddech. Śpię po 2h na dobę na siedzaco. Kurde już dawno nie miałam takiego choróbska.
Chyba osłabienie przez okres, dziecko, bycie w gościach i konieczność siedzenia przy stole i zabawiania dziecka przez kilka dni, a na koniec 13h w aucie tak mnie dobiło. Trzeba wziąć się w garść dla dziecka. Byleby u niej nie było gorzej. Przerąbane...
21+6 tc
Za mną już połowa ciąży. Kiedy to zleciało? Nie mam pojęcia.
Coraz częściej zaczynam myśleć o sobie z perspektywy "mamy", już sobie na to pozwalam.
Brzuch się zaokrągla coraz bardziej, Grzdylek rozpycha się i cieszy matkę swoimi kopniakami.
Chociaż z wyprawką wciąż jestem "w lesie". Jakoś nie mogę się do tego zabrać. Nie chcę dać się zwariować i nakupować jakiś niepotrzebnych pierdół. Dzisiaj wykupiłam dostęp do szkoły rodzenia on-line od Zaufaj Położnej, trafiłam akurat na promocję. Na stacjonarną szkołę jakoś nie mam weny, w sensie może nie na samą szkołę, ale na jej poszukiwanie.
Zdrowotnie jest OK. Ciągle biorę heparynę w dawce leczniczej. Ciągle diagnozuję się w kierunku tocznia / trombofilii. Dzisiaj spuściłam krew na kolejne badania - przeciwciała SSA i SSB. Przed Świętami kontrola w poradni naczyniowej, po Świętach - kontrola u hematologa. Niekończąca się diagnostyka...
Ale najważniejsze, że u Grzdylka wszystko w porządku. Na USG połówkowym pokazało się 413g czystej, zdrowej Miłości, a echo serca pokazało modelowe serduszko. Kamień z serca matki.
Nie wszystko jednak jest takie piękne, jak mogłoby się wydawać, choć są to "problemy" drugorzędne. Ostatnio czuję się... Niewidzialna. Może dlatego, że właśnie sama siebie zaczęłam postrzegać w kategoriach "mamy", czuję się niewidoczna dla Męża. Niewidoczna jako kobieta. Oczywiście, dba o mnie, nie pozwala się przemęczać itd., ale to wszystko w kontekście ciąży... Brakuje mi ostatnio Jego spojrzenia na mnie, jak na po prostu atrakcyjną kobietę. Ehh.. Może to po prostu hormony. W końcu najważniejsze mam, więc o co mi jeszcze chodzi?
14dc
Dzisiau zaczęły boleć mnie plecy i brzuch. Jestem trochę otępiała. Czy to wpływ progesteronu?
Transfer coraz bliżej, uda się?
A jeśli nie, co będę czuła?
Nigdy nie towarzyszyły mu "typowe" objawy w czasie cyklu. Czy teraz będę czuła się inaczej?
Czekam za wizytą 18.11..
Odebrałam dzisiaj wyniki moczu oczywiście nie może być dobrze...liczne bakterie, leukocyty luźną wartswą pokrywają pole widzenia (nawet nie wiem co to znaczy) dodatkowo nieliczne kryształy szczawianu wapnia... czekam za wynikiem posiewu..dobrze, że mnie tknęło,aby to zrobić... nie dość, że w cytologii mi wyszła Candida (dostałam już na nią tabletkę) to jeszcze się przypałętały te bakterie
stresuje się,bo z J miałam zakażenie wewnątrzmaciczne ;( piję sok z żurawiny, dzisiaj M kupi mi korę dębu i będę robiła nasiadówki...oby szybko przeszło i nie rozwinęło się nic złego..
wiedziałam, że będzie psychicznie ciężko, ale z dnia na dzień jest chyba coraz gorzej tym bardziej jak widzę takie wyniki....
Dla zapamiętania spiszę dzisiaj leki,które biorę
- euthyrox 50 (niedoczynność)
- luteina 2x200 (rano i wieczorem) podejrzewam, że te bakterie są też od tego dziadostwa i 4 tabletek dziennie 
- heparyna 0.6
- acard 150
- encorton 10 (teoretycznie do 12tc, ale zastanawiam się czy sama nie przesłużyć do 24tc 5mg)
- kwas foliowy 5mg (do 12tc)
- accofil 1/4 co 4 dni do 10tc i 1/4 co 5 dni do 12tc
- insulina przed obiadem i na noc
- symformin xr 2x750 na noc (teoretycznie do 12tc,ale będę brała tak długo aż wystarczy mi tabletek)
- medargin 1 łyżeczka codziennie
- prenatal uno
- od 17-24tc mam mieć podane prowastatyny
Dużo tego, ale jeśli to ma pomóc to mogę i jeszcze raz tyle brać tego wszystkiego...
Jezu, Ty się tym zajmij ❤
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 listopada 2021, 21:39
18dc...
Rok temu to była chyba najdłuższa noc w moim życiu...
Nie pamiętam jak przeżyłam ta noc, nie spałam, zadając sobie pytanie, "dlaczego", myślę, ze próbowałam wówczas wyprzeć to co usłyszałam kilka godzin wcześniej...
Rano juz wszystko potoczyło się błyskawicznie...
Obudził mnie telefon z pracy... przecież to był normalny piątek... życie toczyło się dalej... to tylko moj świat się wtedy rozsypal na milion kawałków...
Potem była wizyta u mojej lekarki, która rozwiala reszte nadziei, zw to co usłyszałam poprzedniego dnia było pomyłka.. szpital, test na covid...
Po roku nadal jest tak cholernie ciężko... córeczko, tak strasznie Cie kocham i tak bardzo puste jest moje życie bez Ciebie...
21+0 💛
Do połówkowych zostało równiuteńko 7 dni 🤞🤞 mąż nadal w Budapeszcie, jest szansa że wróci 2 dni wcześniej niż to pierwotnie było planowane, ale niestety połówkowych i tak nie będzie dało się przyspieszyć bo pani doktor w czwartki i piątki akurat ma wolne. Także zostajemy już na 100% przy terminie 20.11. Jejku jak ja już bardzo bardzo czekam na ten moment... 💛
A Co u mnie to wiadomo nadal bez zmian, Maya się wierci, czasami tak napiera na brzuch że bardzo ja widać ale no nie jestem w stanie określić z której strony jest główka z której pupka
wczoraj tak mi się wieczorem wypięła nalini włosów lonowych że wyglądało jakbym tam guza miała 😅
Na wadze jak na razie mam od początku ciąży równo +4kg, a w obwodzie brzuszka urósłam z 72cm na 100cm 🙈 ale patrząc na zdjęcia brzuszków dziewczyn tu z forum to zdecydowanie mój jak na razie zalicza się do tych malutkich. Nie narzekam, najważniejsze żeby Maya rosła zdrowo, brzuszek nie musi
Niby człowiek stara się myśleć pozytywnie, odrzuca negatywne myśli ale wystarczy dosłownie chwila by to wszystko zniszczyć. Każda kolejna ciąża w moim otoczeniu mnie dobija. Ja nie mogę mieć jednego dziecka gdy inni mają już trójkę.
Codziennie boję się że dowiem się o kolejnej ciąży kogoś kogo znam. Boję się drogi która nas czeka. Nie stać nas teraz na in vitro, ile to może kosztować? Jedni płacą 10 tys, inni zbliżają się do 50! Przeraża mnie ta droga.
Pragnę dziecka ale chce uniknąć in vitro. Na ile lat musielibyśmy wziąć kredyt? Ile pieniędzy musielibyśmy pożyczyć? Co jeśli weźmiemy za mało? Ile kosztować nas będzie szczęście? Czy gdy wsiądziemy w ten roller coaster będziemy czuć ekscytację czy strach? A może życie w dwójkę jest nam pisane? Może pragnę czegoś w czym się nie odnajdę?
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.