Czekamy na wynik. Do końca tygodnia powinien już być. Średnio co 2-3 godziny sprawdzam czy się już pojawił. W międzyczasie czytam fora i różne artykuły. Wiem, są dziewczyny która są/były w dużo gorszej sytuacji i ich historię kończyły się dobrze. Ale przeczytałam też historię dziewczyny, która tak jak ja miała dobre USG, średnie testy z krwi, oszacowane ryzyko trisomi 21 mniejsze niż moje i urodziła dziecko z ZD... To jest loteria. Nie mogę być pewna, że będzie ok. Nie rozmawiam z mężem o tym co by było. W ogóle nie poruszamy tego tematu. On stoi na stanowisku, że nie ma wyniki to nie ma problemu. A ja cały czas w głowie wałkuję różne scenariusze.
Dzień dziecka -przyjmuje dziś to święto na spokojnie... Ogólnie jestem dziwnie spokojna, a może bardziej zrezygnowana?
Dziś dowiedziałam się też, że straciliśmy córeczkę - a byłam przekonana, czułam, że to był chłopczyk... A jednak...
Teraz czas pozałatwiać "sprawy urzędowe" i co dalej?
Właśnie tego nie lubię, czeka nas czas, w którym nie będzie testów, czekania na owulację, na wredotę, liczenia dni... Będzie zwykłe życie i staranie się wyłączenia głowy od tematu starań.
A czas mija... Za pół roku kończę 35 lat 
Dzisiaj na szczęście nie boli mnie głowa 😏
W nocy wymiotowałam z bólu dzisiaj jest ok wczoraj wzięłam antybiotyk i widać pomógł
22 sc, 1dc
Hejka.
Zaczynam kolejny cykl. To już 22.
Nie byłam zaskoczona. Te 22 cykle spowodowały, że umiem odczytać sygnały i wiedziałam już wczoraj wieczorem, że dziś przyjdzie małpisko.
Rano spadek temperatury. @ nadeszła w okolicy południa, a od rana czułam bóle...
Rano zadzwoniłam do uczkin i zapisałam się na 8.11...
Ostatnie cykle, Te po poronieniu, wszystkie trwają znacznie krócej niż dotychczas....23, 24, raz zdarzyło się 25...niepokoi mnie to...
Jeszcze na początku roku cykle trwały 29-26 dni, gdy zaczęłam brać leki to za każdym razem 26...aż to czerwca...
W sierpniu dr M zasugerował, aby przyjść jeżeli nadal te cykle będą takie krótkie, dlatego się zdecydowałam już teraz na wizytę, nie czekam do grudnia...
Nafaszerowałam się dziś lekami - nospą i paracetamolem. Zauważyłam, że nie tylko złagodziły ból fizyczny, ale i łatwiej utrzymać emocje...
37tc+1
Melduję sie juz z patologii...
Czwartek, a jak się uda to nawet jutro zobaczymy się z Antkiem... 😱
Dzień za dniem mija tak szybko.. niedługo październik...pierwsze wielkie święto Bartusia-Chrzest Święty..przygotowania idą pełną parą..sala zamówiona,tort tak samo, balony gotowe do nadmuchania helem, ubranko czeka (mam nadzieje że będzie dobre :p), goście poinformowani, ksiądz także..bardzo ważne dla mnie było to aby podczas mszy kiedy odbędzie się chrzest były intencje za dziewczynki..było ciężko ale się udało 💪 nie wszyscy to rozumieją, nie wszystkim to się podoba, ale ja jako matka mam w dupie zdanie innych, jak nie rozumieją, że dziewczynki są dla mnie równie ważne jak młody to już nie moja wina. Mam nadzieję,że to będzie piękny,rodzinny dzień. M ma dzień po chrzcinach urodziny, następnie 29.10 mamy 6 rocznicę ślubu..imprezowy będzie ten październik...a później listopad...miesiąc, w którym całą sobą tęsknię za każdą córeczką bardziej...już teraz zastanawiam się jak i co im kupić, aby miały pięknie na pomniczku jest to dla mnie przeogromnie ważne..kiedyś ktoś mi powiedział,że robię tam przepych...serio? Bo postawię maskotkę, kwiatki i misie? Czasami brak mi słów na ludzką głupotę. Ludzie myślą, że jak jest Bartek to zapomniałam o jego siostrach, a to jakże coś mylnego...większość nie rozumie, że walczę z depresją, z samą sobą,aby nie płakać widząc co mnie ominęło i csrgo nigdy nie doświadczę...ludzie myślą,że czas leczy rany i gdy już jest żywe dziecko to zapomina się o przeszłości...ale już nawrt tłumaczyć mi się nie chce..są osoby,które razem ze mną pamiętają i jestem im za to przeogromnie wdzięczna..nawet podczas spotkania z małym kawalerem jedna z koleżanek (suma sumarum z tego forum) nie zapomniała także o dziewczynkach..tak, tak o Tobie piszę ❤ Ty tego nie wiesz, ale po Twoim wyjściu łzy mi ze szczęścia leciały patrząc na aniołka;) bo takie właśnie małe, proste gesty sprawiają, że człowiekowi lżej na sercu. Dziękuję ❤
J,P,G mamusia kocha każdą z Was przeogromną miłością,miłością która przezwyciężyła śmierć. 🤍🤍🤍
Bartuś aktualnie śpi w wózku w najlepsze już drugą godzinę a matka na dworzu juz się trzęsie z zimna ale oczywiście szkoda mi go obudzić bo zaczyna ząbkować i jak tylko się obudzi to znowu będzie pewnie płacz..
Mijają kolejne dni, tygodnie, miesiące, lata.. naszych starań.
A czesc mnie gaśnie i zmienia sie z kazdym dniem..
Nie potrafię rozmawiać już z Jego najbliższą rodziną. Boję się, że za każdym rogiem czaja się TE pytania, TE niby rzucane mimochodem ale bolace po stokroć..
Czasem układam sobie w głowie odpowiedzi, w których nie przebieram w słowach.. Czasem myślę sobie, że jakaś cząstka mnie chciałaby w końcu usłyszeć TE pytania, które oni mają na końcu języka, żeby wykrzyczeć to wszystko, zdjąć z siebie ten ciężar..
Odkad w rodzinie jest niemowlę nauczyłam się sprytnie unikać wszelkich interakcji z maluchem, udawało się przez prawie pół roku, aż do dziś gdy z zaskoczenia zostało mi ono wręcz wrzucone na ręce bez możliwości reakcji z mojej strony. I stałam tam z tym maluchem, trzymając go przedmiot.. moja głowa nie chciała pozwolić na jakikolwiek przejaw czułości by nie zatracić się w tej bliskości, te maleńkie stopki, zapach, śmiech.. To wszystko kusilo jak narkotyk nalogowca..
Szczescie w nieszczęściu maluch chyba to wyczuł i po kilku minutach rozplakal się a ja byłam uwolniona.
Teraz wiem, wiem jeszcze bardziej jak mocno pragnę takiego maleństwa.. I dlaczego moja głowa skutecznie broni się przed interalcjami z takimi maluchami.
Jest to po prostu zbyt trudne.. po tym wszystkim co przeszłam i wiedząc, że prawdopodobnie nigdy nie będzie mi dane wycalowac "moich" maleńkich stópek..
Ostatnie dni to sporo stresu na budowie. Znajomy, który jakiś czas nam pomagał na budowie, teraz wyskoczył z rachunkiem na kilka tysięcy złotych. Ot tak. Chociaż wcześniej, jak się go pytaliśmy, ile chce pieniędzy to wciąż się zarzekał, że nie ma o czym mówić, że chce pomóc, że jakby on był w potrzebie to również my byśmy mu pomogli. Ja rozumiem, że nikt nie chce pracować za darmo, ale kwota, którą rzucił... To już bym wolała dołożyć niewiele i wziąć do tej roboty normalnie firmę... Tylko wcześniej nie było mowy o pieniądzach, więc tak jakby nie mogliśmy podjąć decyzji... Ręce opadają...
Wczoraj też wróciłam do pracy po dwutygodniowym urlopie. Dobrze. Mam czym teraz zająć głowę. 
Dzisiaj za to czuję się jakoś dziwnie. Od rana nie mogę się wyprostować. Tzn. mogę, ale nie do końca. Nie mogę się np. przeciągnąć, bo boli mnie podbrzusze. Chwilami też promieniuje aż do pachwiny to dziwne uczucie, chociaż tylko jak stoję. Jak siedzę jest OK. Dziwne to uczucie...
5 d.c.
4 dzień stymulacji.
Jest nieźle, od 2d.c. biorę puregon 200j., dzisiaj był podgląd, ale doktor nie mówił ile mamy pęcherzyków, a ja nie zapytałam🙈 Wydaje mi się że na USG widziałam po 3 na każdym jajniku. Doktor powiedział, że dobrze zareagowałam na stymulację i to mi na razie wystarczy. Nie chcę się nakręcać. Kontynuujemy puregon w tej samej dawce a od poniedziałku włączamy orgalutran. Punkcja za ok tydzień... Naprawdę leci to ekspresowo 😯. Jednak in vitro nie takie straszne, chociaż najważniejsze to jaki będzie efekt. Przed punkcja czekają nas płatności. Chyba zdecydujemy się na "program lojalnościowy" 😉 czyli płatność za 3 procedury z góry. Chyba jest to opłacalne, a jak by się udało za pierwszym razem, to zwracają cześć kosztów. Z drugiej strony wydaje mi się to nieco podejrzane, tak jakby klinika zakładała, że nie uda się pierwsza procedura, a takie rozwiązanie przywiązuje nas do nich... No nic nie wymyślimy, inflacja galopuje, więc i tak trzeba pozbyć się gotówki, może za parę miesięcy będą zupełnie inne ceny. 🤔😛
Ostatnie zawirowania pogodowe i życiowe sprawiły że znowu rozkłada mnie jakieś choróbsko 😢 miałam stracha, że może lekarz zaleci przerwanie stymulacji, ale nie. Powiedział, że działamy zgodnie z planem, najwyżej odłożymy transfer. A ja zamierzam zwolnić, zadbać o odpoczynek, bo ostatnie stresy nie wyszły mi na dobre. Dlatego dzisiaj wyleguję się z herbatką i psiakami 😁
2 dc
Jak ten czas leci ostani wpis prawie miesiąc temu 😱 trochę się od tego czasu zadziało przede wszystkim postanowiliśmy z P. skorzystać z fachowej pomocy i zapisaliśmy się do kliniki. Wybraliśmy warszawska Gamete i jesteśmy już po wizycie. Generalnie lekarz zrobił na nas dobre wrażenie, zrobił wywiad, odpowiadał na pytania i nakreślił plan działania. Szczerze mówiąc spodziewaliśmy się że będą nas namawiać na in vitro ale nie. Lekarz stwierdził, że mamy szansę zajść bez ivf bo przecież już dwa razy się udało więc nastawiamy się na inseminacje. Mam mieszane uczucia bo jednak to nie jest metoda ktora ma jakąś super skuteczność ale warto spróbować. No więc jutro powtarzam podstawowe hormony i w przyszłym tygodniu mam wizytę, mam nadzieje ze dobierzemy już stymulacje i w majowym cyklu będziemy działać, bo nie lubię bezczynności. Oprócz tego P. ma powtórzyć badania nasienia trochę mnie to stresuje w zeszłym roku badania wyszły w normie ale wiadomo jak to u facetów wszystko się może zmienić bardzo szybko. Chciałabym żeby chociaż u niego nie było problemów. U mnie wg doktorka jest problem z drugą faza cyklu dlatego iui mamy robić na cyklu sztucznym i będziemy próbować wyhodowac jak najlepsza owulacje. Staram się na nic nie nastawiać ale mam nadzieję że w klinice znajda na nas rozwiązanie.
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 kwietnia 2022, 20:19
Nie wiem co mam napisać, ale nie chcę zostawiać Was bez wieści.
To chyba najtrudniejsze dni w moim życiu, tydzień temu dowiedzieliśmy się, że jednak te cuda są nie dla nas.
Cały czas jesteśmy z mężem oboje na zwolnieniu, razem w domu - i boję się chwili jak zostanę sama, boję się powrotu do pracy. Jednak wiem, że nie chcę zadręczać się całymi dniami...
W zeszły piątek rano zgłosiłam się do szpitala - nie wiem, czy to znajomości, czy tak to tam wygląda - ale wszystko odbyło się bardzo godnie.
Przede wszystkim dostałam wybór - zabieg, albo indukcja poronienia. Dostaliśmy z mężem czas na rozmowę, nikt nas nie oceniał i nie poganiał. Wszyscy byli bardzo empatyczni i mili, bardzo wyrozumiali. Wybraliśmy zabieg. Wiem, że wiele z Was pomyśli: ale jak to, bez tabletek? Wyszliśmy z założenia że robi się miliony takich zabiegów na świecie, a kobiety wychodzą z tego całe i mają potem zdrowe dzieci - niezależnie od tego, czy rozwarcie w szyjce pojawi się po tabletkach, czy mechanicznie do niego doprowadzą. Uważam, że to że stało się to szybko, że wróciłam z mężem do domu kilka godzin później, psychicznie mnie uratowało.
W szpitalu byliśmy ok 9, ok 11 dostałam pojedynczy pokój - tzw. pokój pożegnań sfinansowany przez Fundację Ernesta i Fundację Gajusz. I tak to powinno wyglądać wszędzie. Nie słyszałam płaczących dzieci, rodzących kobiet, łez radości. Ok 12 zabrali mnie na zabieg, a ok 12.30 pisałam do męża, że już po wszystkim. Fizycznie oczywiście. O 16 mąż odebrał mnie ze szpitala i wróciliśmy do domu. I uważam, że to najlepsza decyzja jaką mogliśmy podjąć. Nie wyobrażam sobie, ze mogłabym ronić cały weekend w szpitalu, sama, w bólach. Nie zniosłabym tego psychicznie, a i tak pewnie zabieg byłby koniec końców potrzebny. Podziwiam każdą z Was, która wybrała tą 'naturalną' drogę - ja wiem, że nie dałabym rady.
A teraz, jest bardzo pusto. Są momenty, w których wszystko jest ok, ale przychodzą też te złe chwile - pełne łez i smutku. Poziom niesprawiedliwości na tym świecie mnie przeraża. Nie mogę pogodzić się z tym, że tyle złego nas spotyka. Jesteśmy dobrymi ludźmi, przysięgam.
Fizycznie jest już lepiej, prawie już nie plamię. Było kilka takich momentów, że byłam przerażona - kilka razy wyleciały ze mnie skrzepy i tkanki, ale już jest dobrze.
Co do badań materiału poronnego. Do ostatniej chwili się zastanawialiśmy, ale podjęliśmy decyzję, żeby tego nie robić. Stwierdziliśmy, że zbadamy siebie pod względem genetycznym - i to da nam taką samą odpowiedź. Czy to była wada losowa, czy np. z naszymi kariotypami jest coś nie tak. Mamy jakaś wstępną listę badań - którą zajmiemy się jak dojdziemy do siebie.
Kiedy dojdziemy do siebie?
Nie wiem.
Wiem, że decyzja o zabiegu, o tym, że wszystko zadziało się szybko, bez bólu fizycznego, bez ronienia w szpitalu, to najlepsza decyzja jaką mogliśmy podjąć.
No a psychicznie wiadomo jak jest - nie mam słów, żeby opisać nasz ból, niezrozumienie tego świata, tą wielką niesprawiedliwość jaka nas spotkała. W głębi serca mocno wierzymy, że jeszcze czeka na nas coś dobrego, że będziemy kiedyś rodzicami. Najlepszymi na świecie.
A teraz musimy przeżyć żałobę.
Najważniejsze, że mamy siebie.
Dziękujemy Wam za wsparcie. Mówiłam to wiele razy, ale powiem jeszcze raz. Wasze wsparcie jest nieocenione.
Jutro będzie wywołany poród w szpitalu. Lekarz robiący usg co chwila mówił, że mu przykro. Mi ta empatia nie była potrzebna, ale to miłe z jego strony.
Jak nigdy w tym cyklu lewy jajnik kłuje, szczypie itp., bardzo ale to bardzo go odczuwam...wręcz muszę się pochylać podczas "skurczu" - widocznie ostro jajnik pracuje. Testy owulacyjne, temperatura i śluz wskazują na owulację, więc coś tam z mężem działamy:)ale...lewa strona nie jest zbyt dobra, słaby przepływ przez jajowód, zrosty (ponacinane) itp., nie nastawiam się na cuda (chociaż w głębi serca liczę na ten CUD).
Jest źle, nie wiem który dzień był najcięższy...
Jest mi tak przykro, że zostały mi zabrane wszystkie nadzieje.
Tydzień temu byłam najszczęśliwsza na świecie, czułam się inaczej, coś ewidentnie się zadziało skoro ta beta ruszyła.
A dzisiaj? O mamo. Najgorsze są te chwile, które mnie nachodzą, a niestety cały tydzień mąż wraca późno. Ja też nie mam ochoty na spotkania towarzyskie...
Nie wiem, pamiętam jak pisałam tutaj pod koniec roku, że nie chcę IVF, że nie czuję żeby to była szansa. Traktowałam to jak karę - i chyba nadal tak niestety jest. Nie byłam gotowa na procedurę i jej następstwa. Po każdym cyklu, stymulowanym czy nie, człowiek spodziewa się tej bieli, przeżywa sytuację i zaczyna wierzyć w kolejny cykl. A teraz? Czuję że ktoś zabrał mi wszystko. Skoro IVF nie dało rady, to jakim cudem mam zostać mamą?
Boję się, że nigdy nią nie zostanę.
Ta myśl mnie przeraża.
Ja wiem, ze to mogło być wszystko, głupia statystyka... Ale jednak. Nie tego oczekiwałam.
Został nam ostatni zarodek i wcale w niego nie wierzę - na samą myśl znowu płaczę. Chcę żeby ta wiara wróciła.
Z drugiej strony nie chcę się już starać o dziecko, sprawia mi to tyle bólu. Nie mogę znieść niesprawiedliwości tego świata. Za długo to trwa, już nie chcę.
Mimo wszystko idę w to dalej, dzisiaj bez wiary i bez nadziei ale idę.
Dorobiłam ana4, czekam na wyniki. W czwartek za tydzień umówiłam wizytę u prof. Wilczyńskiego - może da mi jakieś dodatkowe zalecenia.
Muszę powtórzyć też cytologię.
Chcemy zrobić cykl przerwy i podejść do ostatniego transferu w maju.
Zobaczymy...
Dziękuję za każdą dobrą myśl i słowo, to wiele dla mnie znaczy.
Wiadomość wyedytowana przez autora 5 kwietnia 2022, 17:20
34+1 tc
Byłam dzisiaj u fizjoterapeutki uroginekologicznje. Ten odcinek lędźwiowy z lewej strony co mnie bolał, to okazało się że mam zablokowany staw krzyzowo-biodrowy. Rozmasowala mi to i twierdzi, że już nie powinno dokuczać. Jeżeli faktycznie tak będzie, to tylko siebie mogę winic, że dopiero teraz poszłam 🥴 na razie nic nie dokucza 😊
Pokazała jak oddychać podczas porodu i zweryfikowała, czy robię to dobrze.
Zbadała mięsień krocza i pokazała jak robić masaż tego miejsca. Okazało się, że mięsień jest w całkiem niezłym stanie i że jak będę teraz codziennie robić masaż krocza, to duże są szanse na brak nacięcia 😊
Pokazała jedno ćwiczenie w przysiadzie, ale kurcze zapomniałam na co ono miało być. Mózg ciążowy 😅
Mówiła, że dobrze jakbym przyszła jeszcze raz, to przećwiczymy poród, parcie. No i jeszcze z raz żeby przyjść już po porodzie, bo to też ponoć ważne, ale już też nie pamiętam po co dokładnie 😳 sieczka w glowie, mogłam wziąć notes 😅
Przykleila mi tejpy na brzuchu, mam je nosić tydzień, żeby trochę odciążyć mięśnie.
Chyba tyle.. Wizyta trwała 60 min, ogólnie jestem zadowolona i polecam.
Wybieram się jeszcze raz, ale termin miała wolny dopiero na 29.04 ale u mnie to będzie 37+3.. Mam nadzieję, że dotrwam w dwupaku do tego czasu 😆
4 dc. Nie cierpie okresum 4 dzien a leje sie z kranu. Zawsze miałam obfite a od leków to jest jeszcze wiecejej. Aż skrzepy leca.
10 dc ide do gina zobaczymy co tym razem sie w jajnikach udało. Co cykl to ma inny schemat branie Aromku. Oczywiście ma juz powikłanie w postacie torbieli krwotocznej 6 cm miała w tak tym cylku 13 dc byłam na monitoringu.
Sikam jak kot bo biore Spirunol a on jest moczopędny jeszcze 6 dni musze brać. Eh.
W okres moje libido jest mega wysokie to albo od Aromku bo jak sie zaczełam leczyć to tak ma.
Święta mineły smutnie. tylko pytanie kiedy drugie. Córka też sie pyta kiedy brat/siostra.
Szwagrowie sie ciesza bo od nowego roku zaczynają starania o drugie dziecko. Bo kończa budowe domu. Ich córka ma juz 14 lat. Znając życie im sie uda odrazu. Szwagierka ma 35 lat i plan do 38 lat urodzić jeszcze 3 dzieci.
Eh jakos mi tak smutno. Jak to sie pyta czemu my nie mamy 2 dziecka to odpowiadamy ze Ja chce ale maż nie chce..to przynajmniej on tylko sie tłumaczy...
Czuję się dziwnie. Nie tak jak zawsze na kilka dni przed okresem. Już od baaardzo dawna nie czułam bólu miesiączkowego, ani takiej...mgły umysłowej. Dziś właśnie to czuję. I znów iskierka nadziei. 🤬 Ta huśtawka mnie wykończy.
Poranny test raczej mnie przekonał,że to już pozamiatane w tym cyklu. Ale te dziwne dolegliwości dziś🤔 dziwny bol, takie cmienie w macicy, taki lekki dyskomfort w środku. Śluz kremowy, lepko-rozciagliwy, taki inny trochę. Rano czułam zaczątki zgagi,ale przeszło. Ciężko mi zebrać myśli, skoncentrować się na czymś dłużej. Co jakiś czas ukłucie w lewym jajniku. Teoretycznie jutro, najpóźniej pojutrze powinnam zacząć plamić. Od kilku lat mam zawsze dzień lub dwa przed miesiączką lekkie plamienie, podbarwiony śluz. Wtedy już wiem,że się zaczyna. No to czekamy. może te dziwne bóle i zaćmienia mózgu,to oznaka czegoś innego?
Okres planowo za 3 dni. Oby nie!!!!
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 maja 2025, 15:04
Wciąż czekam na telefon. Coś czuję że wszystkiego dowiem się jak będę w klinice. Dziś dość nerwowy dzień że względu na to oczekiwanie.
@Wiki też szukałam jakiegoś info ale ustawa jest tylko z 2015. Szczerze to wręcz niemożliwe żeby obecny rząd poszedł w tej kwestii komuś na rękę. Szybciej by zakazali in vitro.
@czekamynadzidzie lekarz mówił nam podczas podpisywania umowy że będą mogli zapłodnić tylko 6. Nasienie mojego męża to tylko kulejąca Morfologia która w styczniu osiągnęła poziom wymagany 4%. Do całej reszty nie można się przyczepić bo reszta parametrów grubo powyżej normy.
Z soboty na niedzielę miałam okropny sen. Śniło mi się że spotkaliśmy naszego lekarza i powiedział że wszystko szło ekstra ale przestały się rozwijać. Wszystkie... Mam nadzieję że to nie sen proroczy i coś tam na nas jednak czeka w tym Wrocławiu. Tak wiele osób trzyma za nas kciuki więc musi się udać. Niech to będą ostatnie święta spędzone osobno ❤️
Cześć wszystkim!
to mój pierwszy wpis a jednocześnie pierwsze słowa, które piszę na ovufriend. Od miesiąca albo dwóch codziennie śledzę różne wątki i wpisy ale do tej chwili tylko z pozycji obserwatora. Dziś chce to zmienić 
Na początku krótko opiszę naszą historię starań o maluszka.
Od kiedy się znamy byłam na AH, zawsze pod kontrolą lekarza, wszystkie wyniki książkowe, zawsze zdrowa. W marcu 2021 podjęliśmy decyzję o powiększeniu rodziny. Odstawiłam AH. Starania nie były jakieś bardzo intensywne, raczej podchodziliśmy do tego na luzie dlatego też negatywny wynik testu nie był dużym przeżyciem, w końcu jestem zdrowa i wszystko jest okej.
Niestety w mojej głowie coś mi nie dawało spokoju, cały czas myślałam, że coś jest nie tak. Ze względu na to, że mąż miał kiedyś żylaki powrózka nasiennego cały czas z tyłu głowy miałam poczucie, że pewnie z nasieniem jest coś nie tak i dlatego się nie udaje. Wiedziałam również, że do roku czasu czas starań jest czymś normalnym więc starałam się nie panikować.
Wszystko toczyło się zgodnie z planem, cykle po odstawieniu AH były książkowe - 28 dni do października 2021. Wtedy po raz pierwszy spóźniał mi się okres. Oczywiście w mojej głowie miałam wszystkie objawy ciążowe i byłam pewna, że w końcu się udało. Zrobiłam test - wtedy po raz pierwszy płakałam, że się nie udało ale ciągle żyłam nadzieją, że to może za wcześnie na testowanie. Miesiączka przyszła z kilkunastodniowym opóźnieniem. Zrzuciłam to na bardzo stresujący okres w pracy i wróciłam do codziennego życia.
Kolejny cykl wydłużał się tak bardzo, że postanowiłam pójść do lekarza, sprawdzić czy wszystko okej. Wtedy po raz pierwszy usłyszałam, że moje jajniki mają wiele pęcherzyków i będziemy się diagnozować pod kątem PCOS. Byłam w szoku. Przez ostatnie 10 lat byłam pod stałą kontrolą lekarza i zawsze wszystko było książkowo poprawne: cytologia, obraz usg, wszystko.
Badania hormonalne potwierdziły PCO a także rozpoczęły dalszą diagnostykę pod kątem insulinooporności. Było mi ciężko. Ze względu na to, że siostra zmaga się z cukrzycą wiedziałam z czym mam do czynienia. Przeczytałam cały internet pod kątem PCO i IO. Wiedziałam jakie są dalsze kroki i postępowania. Co muszę zrobić aby pomóc nam zajść w ciążę. Byłam przytłoczona nadmiarem informacji. Przerobiłam 3 lekarzy i dopiero ten ostatni wpasował się w moje ustalenia odnośnie postępowania przy PCO i chęci posiadania dziecka i dopiero przy nim poczułam spokój i poczułam się zaopiekowana.
Zaczęliśmy od stymulacji letrozolem i monitoringu a także badań nasienia. Ku mojemu zdziwieniu (i wieeelkiej radości) badania męża były w porządku. Orgaznizm zareagował na stymulację i już w pierwszym cyklu owulacja była a jajeczko samo pękło. Na tą chwilę wydaje się, że jesteśmy na najlepszej drodze do celu.
Dzisiaj jest 19dc i drugi cykl stymulowany letrozolem ale bez monitoringu. Lekarz dał nam czas do czerwca na naturalne poczęcie, z całego serca wierzymy, że się uda 
Oczywiście znajduje u siebie już teraz milion objawów 'po zapłodnieniu' ale staram się nie nakręcać. Negatywne testy na razie nie bolą aż tak, są zawodem ale nadzieja, że się uda i do czerwca będziemy w ciąży jest olbrzymia.
Dziewczyny, chętnie poznam się z PCOskami tutaj więc czekam na odzew i Wasze historie, które będą podobne do mojej! 
To niesprawiedliwe! To niesprawiedliwe, że nie możemy doczekać się ⏸️, upragnionego, wymarzonego Maluszka. Dlaczego?
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.