8 miesięcy

Bardzo lubię te podsumowania. Ostatnio pisałam o zdjęciach na macie, wtedy jeszcze cierpliwie pozowała, w tym wypadku zrobienie jej zdjęcia graniczyło z cudem, leżenie na plecach jest przecież takie nuuuudne 😅

Raczkuje już na całego, jest dosłownie wszędzie, a matka ma oczy dookoła głowy, a jak nie ma to są szkody 😂 najbardziej mnie śmieszy jak popyla za robotem odkurzającym, on jest głównym motywatorem do przemieszczania się 😂 Drzemki dzienne już mamy dwie, z RD bywa różnie, są lepsze i gorsze podejścia. Mamy chyba jakieś początkowe objawy lęku separacyjnego, nieraz nie mogę zniknąć jej z oczu, bo od razu jest płacz 🫣

No i zaczęła w końcu gadać! 1 października po długich cichych dniach, pierwsze jej słowo, które wybrzmiało to... "tata!" 😂 Nie ukrywam, liczyłam na "mamę" ale niech mówi cokolwiek, byleby mówiła, bo już się zaczynałam martwić 😂 No i tak gada w kółko to jedno słowo, a tatusiowi klata rośnie z dumy 🤭❤️ Chociaż od wczoraj umie już "papa", no i dziś wyszło niewyraźne "mama", więc jest postęp 😂

Krótka refleksja:
Zawsze słyszałam, że najbardziej widać upływający czas po dzieciach. I to faktycznie prawda. Jak widzę noworodki na spacerach to sobie myślę, że jeszcze niedawno sama miałam takiego bobasa w gondoli, a teraz już duża panna siedzi w spacerówce i obserwuje świat ❤️ Muszę też wspomnieć, że często myślę o naszej przygodzie w klinice, o podróżach tam, badaniach. I mimo, że wiem że to już niby za nami to nie tak do końca, bo mamy przecież zarodek, który na nas czeka. Na samo wspomnienie powrotu tam mam ciarki.

Spuromix A może to już czas? 14 października 2023, 06:10

KPI - (karmienie piersią inaczej)
czyli historia mlekiem i łzami płynąca

Jeszcze będąc w ciąży obiecałam sobie, że nie będę się dręczyć katować jeżeli karmienie piersią nie wyjdzie to z czystym sumieniem będę dokarmiać maluszka mlekiem kozim (nie modyfikowanym tylko czystym kozim mlekiem)
Dziś jest 2 dzień jak przytulam moją malutką kruszynkę ze łzami i walczę o każdą kropelkę mleka... W szpitalu idąc po porcję mleka modyfikowanego ryczałam z bezsilności, wiedziałam że ta przygoda łatwa nie będzie ale zrobię wszystko żeby wykarmić córeczkę... W 1 dniu w domu zaczęła się walka, bardzo nierówna walka... płaczący noworodek, brak mleka, h%%€@jowy laktator ręczny i zegarek w 4 literach... co 3h jak w zegarku malutka płakała o jedzonko a ja razem z nią z dojarką na piersi...
UDAŁO SIĘ!!! Mam mleko! Udało się ściągnąć tyle żeby kluseczka się najadła... teraz było już tylko lepiej. Jakieś wspomagacze herbatki ziołowe, femaltiker, masaż piersi i dojarka i tak jakoś kulaliśmy... Z czasem odkryłam że kruszynka opróżniała całą pierś a dalej się nie najadła i szuka butelki, wtedy nieświadomie stałam się mamą KPI ściągałam mleko, widziałam ile go jest, widziałam ile malutka wypiła i było mi jakoś łatwiej na duszy wiedząc że kruszyna się najada no ale... ALE słowo psujące całą dobrą historię... dojarka ręczna używana w systemie 7..5..3 min... 30 min wyjęte z życia, boląca ręka i ten skrzypiący dźwięk zaczęły doprowadzać mnie do szału i zaczęły się poszukiwania lepszej, elektrycznej, podwójnej dojarki... ceny z kosmosu... wygoda = 💰, więc zaczęłam szukać używanych i w końcu trafiłam i kupiłam sprzęt dający mi świadomość że daję dziecku to co najlepsze choćby na około i tak kulało się do dziś... zaczyna się kolejny dzień a ja znowu tule moje małe szczęście i ryczę bo mleka jest coraz mniej... zaczyna brakować na 1 porcję a mi serce ściska że nie dam mojej kluseczce tego co najlepsze dla niej...

Trudne to, nie spodziewałam się że taka naturalna rzecz dla ssaka jak wykarmienie swojego potomstwa stanie się dla mnie walką i zadręczaniem się żeby wycisnąć choć najmniejszą kroplę mleka... choćby jedną żeby dać małej choć troszkę białego płynnego dobra...

Zosis Pamiętnik starań Zosi 14 października 2023, 13:40

11 dc
Dzisiaj miałam pierwszy (i okazuje się, że ostatni) monit przed IUI. Na USG pokazały się dwa pęcherzyki po 18mm każdy. Jeden na lewym, drugi na prawym jajniku. Estradiol wyszedł zacny, bo 156,3 pg/ml. Przy poprzedniej stymulacji w tym samym dniu cyklu wynosił ledwo 70!😯 Jak do tego doszło nie wiem, chciałoby się zanucić. 😅 Nic nie zmieniałam w stosunku do poprzedniego cyklu, nic nie dodawałam, nic nie odejmowałam. No, może jest mniej stresu tą procedurą całą. Faktycznie bywały dni, kiedy myślałam sobie "na UJ mi to". Nawet dzisiaj, czekając na monit.

Także IUI w poniedziałek. Na 9.00 Mąż ma dowieźć nasienie. Dostałam od Pani Doktor receptę na dopalacze dla Niego, żeby tym razem nie było niespodzianek. Jeszcze Mu nie powiedziałam. Poczekam na odpowiedni moment. Póki co przyjechaliśmy na budowę, trochę działamy, trochę się spinamy. Na szczęście te spiny to bardziej efekt stresu, więc trochę się poobrażam, a wieczorem i tak zaciągnę chłopa do łóżka. Co prawda mamy od dzisiaj zakaz ⛔️ zbliżeń, ale i tak musimy "spuścić" stare plemniki.

Na marginesie - czy tylko ja jestem bardziej drażliwa w dni płodne?

Sama IUI w poniedziałek na 11.00. Mogę przyjechać sama, mogę z Mężem, co by trzymał mnie za rękę. Jutro muszę jeszcze zapodać sobie Ovitrelle. Ostatnio było łatwiej, bo podała mi je Pielęgniarka w klinice. Teraz muszę zrobić to sama. No cóż... Jakoś dam radę. Nie mam wyjścia innego.😉 Mąż jak tylko widzi igłę to blednie, więc nie pomoże.

Przy okazji zbadałam witaminę D3. Wynik wyszedł 36,14 ng/ml. Jak na suplementację 50 µg (2000 IU) to chyba szału nie ma, chociaż w normie.


Wiadomość wyedytowana przez autora 14 października 2023, 13:42

amani_96 2+1, starania w De 18 października 2023, 13:21

Duźo czasu minęło, ale może zacznę od konkretów - czyli aktualizacji…
Szwy dawno ściągnięte - rany elegancko zagojone 👍🏻
Wizyta u gin potwierdziła, że w środku wszystko wporządku. Po torbieli ani śladu 👍🏻 W 14dc piękny pęcherzyk dominujący, endometrium 9mm, z objawów mogę powiedzieć, że w 17dc była owulka, a dziś w dalszym ciągu brak ciąży.
Wizyta w klinice,
Wszystko JAKBY elegancko, aczkolwiek.. wyniki z biopsji, dokładnie pobranych komórek nk i plazmatycznych nieco mnie zaniepokoiły.. Lekarz z kliniki zaproponowała IVF metodą ICSI, ze względu, że
1. Słaba morfologia (1.5%)
2. Moje jajowody były przytkane co skutkuje tym, że rzęski które są w jajowodach - mogą nie funkcjonować poprawnie i nie popychają jajeczko w dobra stronę.
Spojrzała jeszcze na wyniki nk i plazmatyczne jednak nie odniosła się do nich… Dzięki jednej dobrej duszyczce stąd, mogłam się dowiedzieć co nieco z opisu (jest w j.niemieckim) za co bardzo dziękuję ❤️
Nie spodziewałam się żadnej innej reakcji i odpowiedzi ze strony kliniki, w Niemczech patrzą na immunologię bardzo pobieżnie jak i wcale.. uważają, że to nie jest przyczyną. A ja czuję inaczej, wiem, że jeszcze nie wszystkie opcje zostały wykorzystane. Chce zrobić jeszcze badania, w sumie cały szereg badań. W tedy mogę decydować się co dalej. Póki co odpuszczam.
Jak umówię wizytę u jednego lekarza z polecenia w Poznaniu, odbędzie się wizyta - w tedy będziemy wiedzieć co dalej. Jakie badania, jaka decyzja.
Na razie cisza, spokój, bez parcia.. odpuścić się do końca nie da, ale bardziej wyluzować może się uda…

Z innych spraw ? Moje dwie ósemki już wyrwane 💪🏻 niestety chirurgicznie. bałam się okropnie, najwięcej miałam bólu psychicznego niż fizycznego… Lekarz zadbał abym nie czuła nic - czułam że coś się tam dzieje i jak ciągnie ząb - ale bólu zero 👌🏻 Dopiero dzisiaj, po 2 dniach, w nocy już i nad ranem spuchłam z jednej strony i bolało.. bez ibuprofenu sie nie obeszło 🥲 jeszcze dwie zostaną, akurat przed roczkiem chrześnicy, no super.. próbowałam przełożyć ale brak wolnych miejsc a już i tak wiele razy odwlekałam. Więc no cóż 🤷🏼‍♀️ przeżyję 🥲👍🏻

Okres miał się niby dzisiaj pojawić - wszystkie znaki na niego wskazują, czekam cierpliwie. Mam nadzieję, że mnie oszczędzi już ból 🥲

EDIT : wieczorem zaczęłam plamić, rano (19.10) pojawiła się w pełnej okazałości jej wysokość małpiszon 👑


Wiadomość wyedytowana przez autora 19 października 2023, 18:06

siesiepy Niepłodna niemama 🥀 20 października 2023, 17:45

Będzie dość krótko i konkretnie.

W poniedziałek miałam monitoring. Pęcherzyki do 7mm (dużo różnych jak to u mnie), endometrium 4mm. Udało się wyłapać infekcje więc dostałam Pimafucin na nią. Pobrano również wymazy. Nadżerka zaczęła krwawić.

W czwartek na monitoringu nic nie urosło (11 dzień cyklu), dalej pełno takich samych małych pęcherzyków. Z każdym USG mam wrażenie że jest ich więcej. Endometrium 2mm.
Czyli owulacji jednak nie będzie? Ja na pewno nie będę czekać.

Wyszła mi zła cytologia. L-SIL (HPV) i CIN1. Lekka dysplazja szyjki macicy, w kodzie stał nowotwór 1 stopnia. Straszne to nazewnictwo ktore nowotworu nie oznacza. 😪 Dostałam wczoraj na wizycie skierowanie na kolposkopie do szpitala, udało się ją wykonać dzisiaj.

Okropnie nieprzyjemne badanie. Najpierw oglądają szyjkę macicy pod wielkim powiększeniem na sucho (wycierają wszystko), potem przecierają ja roztworem 5% kwasu octowego, a na końcu jodyną.
Oczywiście na kolposkopii moja szyjka macicy po kwasie zabarwiła się na biało (nie powinna), a po jodynie się nie zabarwiła (a powinna).

Zrobiono mi od razu biopsję i pobrano 5 wycinków (nie bolało za specjalnie, porównywalne z uszczypnieciem, ale czuć było każde naciągnięcie szyjki i każde ucięcie tkanki, okropnie nieprzyjemne badanie...) oraz wyłyżeczkowano kanał szyjki macicy, co było najmniej przyjemną częścią badania i zrobiło mi się wtedy niedobrze i słabo.

Miesiąc czekamy na wyniki. Tydzień mam wstrzemięźliwości. Dalej mogę brać Pimafucin który dostałam na infekcje (udało się ją wyłapać).
Czekam aż się wygoję, zrobię monit/estradiol i zacznę brać luteinę. Chyba że lekarz z programu zaleci inaczej, koordynatorka ma się go podpytać.


Wiadomość wyedytowana przez autora 20 października 2023, 17:45

Wróciłam z wojaży. Sama się sobie dziwię jak ja to przeżyłam 🙈 Nocne loty, godziny wykładów, wieczorne zasiadane, wielogodzinne i oczywiście zakrapiane alkoholem kolacje, na których piłam hektolitry wody i herbaty i odliczałam godziny do powrotu do hotelu.
Czuję się natomiast wyjątkowo dobrze. Nadal. Czasem mnie coś przymdli, czasem mam ochotę na drzemkę, ale suma Summarum - wszystko inaczej niż w tej poprzedniej ciąży. Bardzo bałam się wczorajszego dnia (5+0), bo wtedy zaczęły się bóle jak na okres, na które nospa mi nie pomagała, plamienia i krwawienia. Teraz jest spokojnie. Wiem, że to nic może nie oznacza, ale staram się cieszyć każdym spokojnym i dobrym dniem. Jak mam dostać strzała, to i tak dostanę. Wcześniejszą paranoją tego nie zastopuję, jeżeli z ciążą coś jest nie tak.
Mam natomiast jakąś infekcję. Jutro idę z tym do gina z Medicover i zobaczymy. Poproszę o wymazy.
Czy kusi mnie dalsze robienie bety i analizowanie przyrostów? Oczywiście, chociaż mniej niż przed wyjazdem. Pożyłam chwilę normalnym, pracowym życiem, wyszłam z dresów i czeluści swojego mieszkania i tym samym jakoś się zdystansowałam.

Plan jest taki, że jutro gin, ogarnięcie sprawy infekcji / podrażnienia od luteiny, wizyta u profesor: 26.10 (może tuż przed zrobię betę i proga bo chciała; mam z zeszłego tygodnia i nie wiem czy to ma być bardzo aktualne czy po prostu beta u prog w ciąży).
Na USG w klinice jestem umówiona dopiero na 7.11, po powrocie mojego lekarza. Chciałabym w spokoju do tego czasu wyczekać.
No i oczywiście jestem już tym dniem przerażona.


Wiadomość wyedytowana przez autora 20 października 2023, 19:20

Karolaa Odkopuję wspomnienia. 👼🏻 27 sierpnia 2025, 14:12

To już połowa 11 tygodnia, bo z USG wychodzi, że dzidziuś jest większy o 2 dni 🥹 bardzo bałam się wczorajszego badania, ten pierwszy trymestr przeczołgał mnie prawie od samego początku. Zaraz po tym jak dowiedzieliśmy się o ciąży, dowiedzieliśmy się też, że nasz piesek ma 2 duże guzy na jelicie i wymaga pilnej operacji. Wcześniej nie było żadnych objawów, na początku lipca zabraliśmy ją jeszcze na tydzień w góry... walczyliśmy ponad 3 tygodnie o jej zdrowie, ciągłe podróże Polska-Niemcy, czasami w środku nocy. Mnóstwo leków, badań, płaczu i stresu co przyniesie jutro. Niestety gasła, z dnia na dzień po prostu gasła. Zrobiliśmy wszystko, żeby ją uratować, ale nasz najlepszy przyjaciel odszedł. Strasznie to przeżyłam, miała tylko 6 lat. Nie dane było jej poznać Maję, bo mała przecież nigdy nie wyszła ze szpitala i nie dane jej również było poznanie dzidziusia. Ten pies był mi bliższy niż większość ludzi na tym świecie... 💔 bałam się, że ten stres źle wpłynie na dziecko, ale wszystko jest dobrze. Wczoraj na USG widzieliśmy jak macha rączkami i nóżkami. Wzrusz totalny. 15 września mamy pierwsze prenetalne, mam nadzieję, że wtedy też poznamy już płeć. 👶🏽 złe samopoczucie powoli ustępuje, ale łatwo nie było. Nudności, wymioty, zmęczenie, jakieś ciągłe przybicie. Teraz dokucza mi tylko bezsenność i od dłuższego czasu wstaję o 4 rano a potem cały dzień jestem zmęczona i męczy mnie zgaga. Na szczęście od początku ciąży jestem na zakazie pracy, więc mogę skupić się na sobie. Ostatnie dwa tygodnie 1 trymestru i mam nadzieję, że zaczniemy trochę lepszy czas...


Wiadomość wyedytowana przez autora 27 sierpnia 2025, 14:16

Ayayanee Hurricanes and Suns 20 marca 2024, 16:53

3 miesiące, huh... Zleciało.
Boję się zamknąć oczy... ba strach mrugnąć.

Moje małe bubu już nie jest takie małe.
Leżymy właśnie razem podczas karmienia.
Po policzkach płyną mi łzy szczęścia. A ona patrzy mi prosto w oczy jakby chciała powiedzieć 'mamo, jestem, już dobrze.' Uśmiecha się. Zasypia.

Jesteś. Niesamowite. Moje wielkie szczęście. Plaster na stłuczone i obolałe serce. Wiosna dla doświadczonej huraganem głowy.

Wkoncu możemy się tak w pełni cieszyć sobą. Za nami trudne masaże po podcieciu wiedzidelek i języka, za nami problem z kp, wątpliwości co do ciemiazka, co tygodniowe wizyty u specjalistów...
Było cholernie ciężko ale cała moja wdzięczność za każdy dzień z tych 3 miesięcy przysłania każdy gorszy moment.

Wdziecznosc i miłość wypełnia mnie od czubka głowy po koniuszki palców.

Czasami wkrada się moment gdzie ten plasterek na sercu się odkleja i uderza mnie to ile nas ominęło...
Mama dwójki. Jedno tulone w ramionach drugie tylko w snach.

To co jest normalne dla jednych, dla mnie w teorii też, a w praktyce sprawia, że kolejny raz ukrywam łzy przed ludźmi...
Przyjechali bliscy znajomi, maja córkę lat 8, że to bliscy znajomo to młoda się uparła ze chce zostać na noc... Jak zobaczyłam jak siw bawią, jak ona tuli jego, on ja... wpakował siw jej do łóżka i wtulił tak jak powinien we własną siostrę... kolejny raz dotarło, że życie zabrało ją nie tylko nam, ale też jemu... widzę, że podświadomie brakuje mu siostry...
Błagam, skoro nie mógł być młodszym bratem dla niej, pozwól to jemu być tym starszym bratem... 😔 zrobię wszystko, będę walczyć dopóki dasz mi siłę... błagam, jeśli ja nie zasłużyłam, to błagam w jego imieniu... 🙏


Wiadomość wyedytowana przez autora 28 kwietnia 2024, 22:47

Hedgehog Pamiętnik jeżyka 35+ 22 października 2023, 21:53

.


Wiadomość wyedytowana przez autora 24 czerwca 2025, 20:54

siesiepy Niepłodna niemama 🥀 28 listopada 2023, 21:22

Trochę mi dziś smutno, trochę mi dziś źle.
Idą z chin hafciki i tym pocieszam się.

Kolejny czas bez powodzenia,
Nie będzie teraz marzeń spełnienia.
Patrzę w przód, gdyż na razie czeka mnie walka,
Niepłodność to już nie jedyna rywalka.
Boję się tego, co wkrótce nadejdzie,
Że słońce jeszcze długo dla nas nie wzejdzie,
Bo walkę przerwać będziemy zmuszeni,
Przez inne problemy okropnie zwodzeni.
Nie będzie w kolejnych miesiącach choć cienia nadziei,
I moje serce na pewno się rozklei.

Kominek już stoi i skwierczy w nim drewno,
Fotela mi przed nim brakuje na pewno.
Usiadłabym w nim z gorącą herbatą,
Owinęła kocykiem i tak czekała na lato.
A tak to cicho siedzę i w ogień sobie patrzę 🔥
Drewno strzela cicho aż sen mi oczy zatrze...
received-892722059154075.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 8 maja 2024, 16:21

Zbliża się ten cykl!
Co czuje? Strach i ekscytację. Człowiek czeka,czekasz miesiące lecą, w gdy zaczyna być gorąco to nagle panika. To już? Jak to wypadnie w kalendarzu? Czy coś mi pokrzyżuje plany?
Emocjonalny kołowrotek - czas start!

Czy coś mi pokrzyżuje plany? Na bank... Chyba nigdy nie było bezproblemowo.
Teraz np nie podoba mi się rozpiska od lekarza, że od razu mam brać esteofem 3 tabletki.
Ostatnio brałam 2 i miałam strasznie grube endo, kiedyś brałam tak dużo i w 8 DC był już mega polip w Endo.
Za to dwa razy zwiększałem dawkę i dwa razy była implantacja.
Także jak przyjdzie TEN cykl to jakiś to sobie rozpisze po swojemu. Na decyzję wpłynie fakt kiedy będę mogła pojechać na wizytę. Jeśli w 8 dniu to spoko ale jeśli wypada mi weekend i stawie się w 11 to gorzej i zacznie od 2 tabl chociaż 3 dni na starcie.

Pauli19 Nieosiągalne marzenie... 24 października 2023, 11:09

Ale mnie tu nie było!
Tak więc od czego tu zacząć.. ciąży nadal brak.. trzeci miesiąc stymulacji, co miesiąc cos dokładane a ja od tych hormonów czuje się jak beczka!
wierze, że kiedyś jeszcze w ta ciąże zjadę naturalnie, może bez tych wszystkich leków, zastrzyków, monitoringów! może czas wrzucić na luz!
obecnie moja głowa jest zajęta innymi tematami!
Po pierwsze kupno domu i długa droga, cięzki deweloper .. dużo zamieszania, mega niesłowny gość! i serdecznie mam go dość! ale powstrzymuje sie z całych sił żeby nie powiedzieć mu parę słów za dużo! mam nadzieje, że do końca roku uda się wszystko ogarnąć i początek roku będzie znacznie lepszy!

Po drugie, juz mnie przyjemne;( u brata mojegpo męza wykryli guza na płucach.Chłopak 39lat, dwójka malych dzieci.. czekamy na wyniki czy nie ma nigdzie przerzutów.. w tym tygodniu maja byc i wszyscy siedzimy jka na szpilkach.
Wyszło to wszystko przypadkowo, oboje z mom mężem sa strażakami w Państwówce i maja co rok rutynowe badania łacznie z prześwietleniem klatki piersiowej( aczkolwiek on akurat dwa lata tego prześwietlenia nie robił bo akurat był chory)...
Pierwszy raz w życiu widziałam jak mój mąż tak płacze.. pierwszy raz bałam się wejść do nich do domu.. jak się zachować, co powiedzieć..
wszyscy płaczą a dzieci pytają się o co chodzi...ciężki czas przed nami;(

18+1

Czas leci, ja rosnę :-) Byłam na wizycie u prowadzącego w Klinice, wszystko ok, tyję prawidłowo, obrzęków nie mam, ciśnieie super, ilość wód płodowych się zgadza, serduszko Małej super bije. Dr popiera CC z uwagi na te mięśniaki. Tylko nie zna nikogo w IMID obecnie, sugerował inny szpital w którym pracuje inna lekarz z kliniki, ale mam mieszane odczucia. Opinie ma średnie. Mąż, który coś tam wie o szpitalach zaprotestował. Muszę to wszystko dobrze przemyśleć, ale chyba pozostanę przy IMID i pójdę po prostu "z ulicy" (najpierw na kwalifikację oczywiście). Poza tym do IMID mamy naprawdę blisko, jakieś 4 km.
Zapisałam się na połówkowe na 5 lutego, właśnie na NFZ i do IMID. Zobaczymy jakie będę miała odczucia.

No i sytuacja z pracą. Miałam już to olać, ale jednak cały tydzień zżera mi to nerwy i chyba muszę się wypisać. Szef zareagował super, natomiast dziewczyna z którą pracuję już nie. Udawane gratulacje, pretensja dlaczego mówię tak późno (?!?!?!?), "jesteś w ciąży prawie od pół roku i nic nie powiedziałaś!!!". Powiedziałam, kiedy było bezpiecznie i kiedy uznałam za stosowne. Po czym szybko się rozłączyła zasłaniając się wyjściem z psem (rozmowa była poprzez Teams) i więcej nie było tematu. Miało to miejsce tydzień temu w piątek i cały ten czas do teraz poświęciła na jedną rzecz - działania związane z przejęciem MOJEGO stanowiska (nie na zastępstwo, na stałe). Więcej zarabiam, ale mam dużo wyższe kwalifikacje, przeszłam trudną rekrutację aby być tu gdzie jestem. Zamiast zatrudnić na zastępstwo kogoś adekwatnego, możliwe, że wezmą ślizgacza. Ale nie w tym główny problem. Jej plan jest taki aby ona skonsolidowała te dwa etaty, które mamy i za to dostała więcej kasy. Wiem to zarówno od niej (bo się z nią już ścięłam w tym temacie mówiąc jakie będą tego konsewkencje dla mnie) jak i od szefa, bo już chodzą ploty. A szefowi to wszystko jedno byle miał święty spokój. Nasza firma działa tak, że wolą zapłacić za jeden etat 3x niż utrzymywać 3 oddzielne stanowiska. Więc jej wspaniały plan, o ile wypali, zaowocuje tym, że jeden z naszych etatów zostanie zlikwidowany. Czytaj - zapewne mój skoro mnie nie będzie tyle czasu. Oczywiście wiem, że chroni mnie prawo pracy, są różne myki które mogę wykorzystać, ale pracuję m.in. przy zwolnieniach i wiem, że jak kogoś chcą zwolnić to zwolnią choćby płacąc niezłą odprawę. A zmartwienie, czy po macierzyńskim będę miała gdzie wracać, miało być ostatnim na mojej liście. Po to w tej firmie męczyłam się bite 3 lata.
No i aspekt osobowy. Jaką trzeba być hieną, aby nie umieć sobie ogarnąć roboty w inny sposób niż poprzez takie cyrki ?!
Oczywiście żadnych gratulacji, jak się czuję bla bla bla nie usłyszałam. W biurze mnie unikała, wczoraj tylko poinformowała że ona rozważa urlop więc muszę sobie sama zorganizować to i tamto (zwykle to należało do jej osobowiązków).
Mój mąż, który na codzień ma podejście "olej" (tylko wulgarniej), śledząc tą całą akcję darł się, że jak ją spotka, to ją tak dojedzie, że się popłacze. Ja niepotrzebne nerwy i żałuję, że powiedziałam. Trzeba było nie mówić, tylko w momencie jak już chcę zniknąć (to mam wyliczone pod zasiłek) walnąć L4.
Tydzień cały o tym myślę i psuję sobie humor. Niepotrzebnie, wiem. Mam nadzieję, że jak hiena zejdzie mi z radaru to i emocje opadną.
Mam plan B oczywiście już w głowie - wogóle tam nie wracać, tylko jeśli wszystko pójdzie dobrze, Mała się urodzi i nie da nam jakoś nad wyrost popalić, to odczekać ten rok i 4-5 miesięcy i podejść do kolejnego transferu. I zobaczymy, ale miałabym wtedy już 40 lat, w pracy bagno, 2 Zarodeczki jeszcze na Nas czekają. Może to jest jakieś wyjście.

Na razie muszę wyluzować, przestać stresować się tą chorą akcją, gdzie Moja Mała jeszcze się nie urodziła, ba, nawet połówkowych nie miałam jeszcze, a tam już takie cyrki w tle.

Lia. Nasze największe marzenie (spełnione! 🩵) 25 października 2023, 10:46

2 lata i 4 miesiące starań

Wizyta nr 2 w klinice za nami. Mamy plan działania 🤍

Podchodzimy do ICSI z badaniem zarodków. Doktor najpierw myślał o badaniu jako opcji awaryjnej w przypadku niepowodzenia. Przeanalizował jednak dokładniej naszą sytuację i zdecydował, że trzy poronienia to wystarczający powód, by zabezpieczyć nas z każdej możliwej strony.

W następną środę wysyłamy plan leczenia do kasy chorych i czekamy na zgodę. Jeśli uzyskamy ją w niedługim czasie, to mamy szanse na rozpoczęcie stymulacji już około 21 listopada. Następnie wszystkie dojrzałe komórki zostaną zapłodnione, a płyn, który je otacza, powędruje do laboratorium w Walencji. Same zarodki będą bezpiecznie przechowywane w klinice. Badanie to pozwoli na wykluczenie najczęstszych chorób genetycznych i zminimalizuje ryzyko kolejnego poronienia. Skoro nie da się znaleźć żadnej konkretnej przyczyny naszej niepłodności, problem może leżeć gdzieś tutaj. Transfer przewidujemy na początek stycznia - to ta lepsza opcja. Gdyby jednak kasa chorych ociągała się z odpowiedzią, stymulację rozpocząć będziemy mogli dopiero w przyszłym roku ze względu na przerwę świąteczną. Ale gdyby było trzeba, poczekamy.

Czuję, że wszystko się ułoży. Wyznałam to lekarzowi na koniec wizyty, a on zamiast wymyślać jakieś kiepskie słowa pocieszenia, pokazywał nam statystyki i liczby, mówił o konkretach. Tego potrzebowałam. Mąż jest zachwycony.

Moje AMH w przeciągu roku urosło z 3,2 na 5,7 ng/ml. Najpierw się przeraziłam, ale później przeszła mi przez myśl ogromna ilość supli, które brałam w ciągu ostatnich miesięcy. Nie mam PCOS, moje cykle są regularne, a pęcherzyki pękają co miesiąc. Doktor powiedział, że to bardzo dobra rezerwa, która w połączeniu z moim wiekiem daje duże szanse na sukces. Pod koniec wizyty doszłam do wniosku, że w sumie to już mam gdzieś te moje wyniki. Robiłam co mogłam, by były najlepsze. Teraz ktoś inny i bardziej doświadczony zdejmuje ze mnie odpowiedzialność, a ja muszę tylko na to pozwolić i słuchać się zaleceń.

Mąż był u androloga. Miał usg, wszystko jest dobrze. Dostał zgodę na ICSI ze względu na lekko obniżoną morfologię i ruchliwość. Lekarka stwierdziła, że to norma wśród jej pacjentów i te wyniki będą się tylko pogarszać wśród populacji. Powiedziała, że to głównie wina plastiku i chemii, którą spożywamy i nie da się ich całkowicie uniknąć. Niepłodność to postępująca choroba cywilizacyjna niezależna od nas.

W międzyczasie spędziłam też parę dni w rodzinnym domu, gdzie odbyłam kilka szczerych rozmów z mamą i przyjaciółkami. Wyznałam im wszystko, co leży mi na sercu. Że się boję i nie wiem czy dobrze robię. Ale słowa mojej mamy „Dziecko, nie kochałabym Cię mniej, gdybyś była z ivf. Cieszyłabym się, że jesteś. Idź po swoje marzenia (tu płacz i przytulasek)” dały mi niewyobrażalną siłę do działania. I wiem, że co by się nie stało, jest takie miejsce, do którego zawsze mogę wrócić i uzyskać wsparcie. Przyjaciółka powiedziała mi, że gdybym to wszystko przechodziła bliżej od domu, byłoby mi łatwiej. Ma rację. Telefony to nie to samo co wspólny spacer po wizycie w klinice i przegadanie wszystkich problemów. Przykładowo: Żalę się mamie, że mam trochę opory przed ICSI, bo to jednak mniej naturalna metoda. A ona na to podekscytowana: „Czyli wybiorą tego najładniejszego plemnika? Ale super!”. No i jak tu się smucić? 🤍

Odpuściłam też temat homocysteiny, bo wiem, że zarodki zostaną przebadane, a ja będę miała jeszcze trochę dodatkowego czasu na jej zbicie. Eksperymentuję trochę na własną rekę, czytam, co pomogło innym dziewczynom. Dziękuję też za Wasze wsparcie, głównie Aurore, która pomogła przeanalizować mi skład supli i wykryła, że brałam niemetylowaną formę B12 (hydroksokobalaminę). Aktualnie zmieniłam suplementację (wybrałam Swansona i Naturell) i biorę aż 3g TMG. Badanie kontrolne zrobię pewnie za jakieś dwa tygodnie.

Nie wiem co będzie jutro. Ale dziś czuję, że znowu zaczyna się nam układać. Według lekarza mamy duże szanse na zajście w ciążę, a dalej pomoże nam doktor Sydor. Nie miałam możliwości podtrzymać żadnej z ciąż accofilem, a może być on kluczem do sukcesu przy moim kirze.

Jesteśmy w najlepszych rękach.


Wiadomość wyedytowana przez autora 25 października 2023, 10:50

Sheelie Moje życie 25 października 2023, 11:57

Zapisałam się jutro na wizytę do mojego ginekologa. Boję się okropnie ... cały czas mierze detektorem tętno dziecka i jest biję serduszko i jako tako się rusza . Ale to nie jest tak samo jak było tydzień temu .
Tydzien temu to nawet mój pępek podskakiwał a teraz nawet on nie podskakuje . Boję się.. bardzo się boje... chociaż mojq intuicyja podpowiada mi ze wszystko jest dobrze , w poprzedniej ciązy czułam od początku strach i niepokój , tutaj tak nie ma ..dziecko kochane zostań z mama i tata już do lutego mało zostało. 🙏🙏🙏❤❤❤ tam cie pragniemy, pomalowaliśmy Ci już pokój na piekny kolor , mebelki też masz wybrane jedynie trzeba kupić.. bardzo cie potrzebuje i pragnę. Zostań z nami proszę 🙏

22 cs, 16 dc, 2 dpo

I po wizycie...jednak nfz to nfz...
Wizyta trwała z 10 minut...
Dowiedziałam się, że jestem po owulacji z prawego jajnika i jest piękne ciałko żółte.
Generalnie dr powiedział, że na tę chwilę nic więcej mi nie zaproponuje, bo nadal mam duże szanse na ciążę...
I zgłosić się jakoś styczeń-luty jeżeli się nie uda nadal.
Udało mi się jeszcze zapytać o duphaston...powiedział, że mogę brać ale wyłącznie po potwierdzeniu owulacji albo na usg albo na teście. Mam więc zielone światło, aby brać po tabletce dziennie albo po dwie...swoją drogą bardzo konkretne zalecenie...
No cóż...
Mam się z czego cieszyć, owulacje występują, endometrium prawidłowe.
Piłka w grze.
W tym cyklu naprawdę udało mi się z mężem podziałać.
Teraz pozostaje oczekiwanie.
Ten najtrudniejszy czas w cyklu.

Jest 8 minut po północy. Czyli licząc na doby właśnie mija 14 dni od transferu. Dokładnie ok 12 wybije równo 14 dni.
Był to bardzo intensywny czas. Mnóstwo zmiennych emocji. Ale po kolei…
Kierując się przykładem poprzedniego transferu na cyklu naturalnym lekko po północy na przełomie 1 i 2 dpt zrobiłam test żeby sprawdzić czy Ovitrelle się wypłukał. Był praktycznie biały. Następnego dnia postanowiłam powtórzyć z pierwszego moczu żeby się utwierdzić że Ovitrelle już nie ma w organizmie, biorąc poprawkę na to że w nocy mocz mógł być rozrzedzony. Ku mojemu zaskoczeniu wyszła całkiem niezła kreska i tu zaczęła się jazda z testami. Powtórzyłam wieczorem i dalej cień, 3 dpt tez dwa razy cień, w południe inny test (jakiś z rossmanna) i wyszedł ciemniejszy więc zaczęły się myśli że może to już to, że beta rosnie. 4 dpt zrobiło się bardzo blado więc poszłam na krew do alabu i wynik <2,3.. byłam pewna że wcześniejsze testy wyłapały początek implantacji ale to już koniec… ale czekałam na mój ostateczny 6 dpt..
w 5 dpt nic nie wyszło na testach, 6 dpt rano może jakiś cień cienia… ale powtórka bety i znowu <2,3. I znowu płacz. Od tego momentu byłam pewna że biorę leki na marne. Że czekam do 8 dpt tylko dlatego że wiem że Pani dr i tak będzie kazała zweryfikować wynik z 6 dpt. Zniknął niepokój, płakałam przy mężu, powiedziałam mu że nic z tego. Że czuję że się nie udało… zaczęłam się z tym godzić choć było to trudne bo wcześniejsze testy między 2 a 4 dpt najpierw mnie przeraziły a potem napełniły nadzieją i zaczęłam się przyzwyczajać do myśli że jestem w ciąży. Więc wynik z 6 dpt zabolał. Bardzo. To był już etap kiedy rozmawiałam z kropkiem i mówiłam że jeśli zdecyduje się z nami zostać to będziemy bardzo szczęśliwi, że będziemy go kochać z całego serca.
I tak po tym ciężkim wieczorze 7 dpt mijał w miarę spokojnie. odnajdywałam w sobie jednak ostatnie iskierki nadziei na późną implantację. Przeanalizowam testy i uznałam że do 4 dpt wypłukiwał się Ovitrelle. Starałam się zachować obiektywizm ale jednak znane mi historie „cudów” dawały odrobinę otuchy.
Wieczorem dałam się namówić na test. Od razu wydawało mi się że nic tam nie ma, może jakiś cień cienia majaczył, po 40 min bez zmian. Rano wstałam z duszą na ramieniu idąc na powtórkę badania, ale jeszcze chciałam spojrzeć na wieczorny test żeby sobie przypomnieć na jaki wynik czekam. I ku mojemu zdziwieniu rysowała się tam naprawdę porządna kreska. Wiem że wszyscy producenci testów piszą żeby nie odczytywać wyników później niż po 10-15 minutach, ale testów bobo zrobiłam już chyba na setki i nigdy mi się na nich nie wybarwiała kreska po czasie jeśli nie miała z czego. Byłam w szoku, myśli zaczęły się plątać. Wstąpiła nowa nadzieja. Z lżejszym sercem poszłam do laboratorium, potem do sklepu. Miałam nadzieję że zobaczę wynik choćby 6-7… a jednak zamiast tego dostałam w łeb.. beta 8 dpt 0,21… wiedziałam już co to oznacza. Ciąża biochemiczna. Wiedziałam po latach na forum że to już jest koniec, pokłóciłam się z mężem gdy powiedział że trzeba powtórzyć za 2 dni, a ja tłumaczyłam że taki wynik nic dobrego nie wróży. Ale ostatecznie uznałam że moje sumienie będzie spokojne na 100% jak zobaczę wynik 0. Więc postanowiłam poczekać kolejne 2 dni. Poszukałam oczywiście historii cudów z niską beta w 10 dpt. I dokopałam się że przy wartościach 12-40 dziewczyny wciąż donosiły zdrową ciążę. Uznałam że na taką wartość 12 to realny jest skok w 2 dni. Ale jednocześnie wiedziałam co zobaczę… zaczęłam się bać też scenariusza beta w okolicach 3..
jednak 10 dpt nie wydarzył się cud. Beta <0,1.. odstawione leki.
To był poniedziałek 15.01. Mimo że wiedziałam że tak będzie to pisząc smsa do pani dr z wynikami i podziękowaniem za pomoc, rozkleiłam się. Totalnie. Wróciły emocje ostatnich dni, zeszły emocje lat starań. Na koniec aż głowa mnie rozbolała.
I szczerze powiedziawszy od poniedziałku (a już się zaczął piątek) co chwilę myślę czy jednak nie chciałabym tego 3 dziecka. Myślę o opcjach jakie mamy. Można czekać na naturalsa ale ten scenariusz raczej ma marne szanse. W kolei ivf to chyba za dużo dla mnie. Za dużo zmiennych - ile będzie komórek, ile się zaplodni, żeby nie było za dużo ani za mało. Więc żeby wybrać tą opcję musiałabym być maksymalnie i totalnie pewna i zdeterminowana. A na ten moment najbardziej czuję że tęsknię za byciem w ciąży.
Daje sobie jednak czas. Teraz chce się skupić najbardziej na sobie. Schudnąć. Pomyśleć co robić z pracą. I jeśli w połowie roku uznam że chce jednak kolejne dziecko to wtedy trzeba będzie ustalić jakiś plan bo mój wiek i nasze ogólne okoliczności nie sprzyjają ;)
Więc póki co mówię że to KONIEC naszej drogi z ivf.
Ale kto wie co przyniesie przyszłość ;)


Wiadomość wyedytowana przez autora 19 stycznia 2024, 00:48

Dzisiaj są moje urodziny, kończę 35lat. Od 30roku życia nie cieszą mnie. Staje się starsza, mam wrażenie ,że nie osiągnęłam wszystkiego o czym marzę. Mam kochającego męża, dom ale brak dzieciątka. Staramy się i nic z Tego...
Dzisiaj po pracy męża wychodzimy na kolację i drinka, prezent. Miłe i to ,że w końcu zapomnę na s o codzienności .

Zosis Pamiętnik starań Zosi 25 października 2023, 08:47

22 dc, 7/8 dpo, 9 dni po IUI

5:00. Obudziłam się na pomiar temperatury. Za oknem słyszę deszcz. Chciałam dzisiaj siknąć na test, ale ostatecznie stwierdzam, że nie ma to sensu. Idę siku i idę spać dalej. Zasypiam z jakimiś smutnymi myślami, które docierają do mnie bardzo mgliście.

6:10. Mąż daje mi buziaka i wychodzi do pracy. Taki nasz mały-wielki rytuał. Rozbudzam się. Wiem, że już nie zasnę. Podciągam roletę. Wieje wiatr. Pada deszcz. Jest szaro. Smutno. Mi jest smutno. Biorę test i jednak idę siknąć. Jest biało.

Wiem, że jest wcześnie. Wiem, że to drugi sik (a może nawet i trzeci, bo w nocy też wstawałam do łazienki). Wiem, że to nic nie znaczy.

Czyżby? Kładę się z powrotem do łóżka. Leżę. Zaczynam się zastanawiać, co dalej. Czy udźwignę to, że IUI nie pomogła? Czy dam sobie radę z kolejnym niepowodzeniem? Czy mam jeszcze siłę walczyć? Czy podejdziemy do procedury jeszcze raz? Wiem, że Męża to wszystko bardzo dużo kosztuje. Z oczu płyną łzy.

Na tym teście powinien wyjść chociażby cień Ovitrelle, a jest zupełnie biało. No cóż...

W całym tym smutku czuję też wdzięczność. Wdzięczność za to, że nie trafił mi się nigdy felerny test, robiący złudną nadzieję. Wdzięczność za to, że nie musiałam nigdy przeżywać biochemu. Wdzięczność za to, że nie musiałam się mierzyć z poronieniem. Wdzięczność za to, że po prostu nie wychodzi, a nie że "Bóg dał, Bóg zabrał".

Wiem, że jest jeszcze wcześnie. Wiem, że ten dzisiejszy test jest zrobiony zbyt wcześnie. Wiem, że może się wydarzyć jeszcze wszystko. Wiem to. I wciąż po cichu na to liczę. Nadzieja umiera ostatnia.


Wiadomość wyedytowana przez autora 25 października 2023, 08:50

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)