Jest mi coraz ciężej...
Ostatnio w czasie mojej przerwy w pracy, wpadła do mnie na chwilę koleżanka - szła ze swoim maluszkiem (miesiąc temu urodziła) na kontrole do przychodni niedaleko mojej pracy. Oczywiście nie obyło się bez tradycyjnych pytań - kiedy wasze? chcesz małego potrzymać? itp... Na szczęście moja przerwa się kończyła... Wiem, że ona nie miała złych intencji. Ale... gdybym wzięła to dziecko na ręce, chyba bym nie wytrzymała...

Za to wczoraj...
Moja ciocia urodziła dwa tygodnie temu. Do tej pory jakoś się migałam od odwiedzenia jej - wpierw ona w szpitalu była, a jak wyszła to mój mąż był w delegacji. No ale w końcu trzeba było ich odwiedzić. Poza tym jestem mamą chrzestną jej starszego (ma 2 lata) syna - Piotra. Długo się psychicznie przygotowywałam - byłam pewna, że da mi Małego na ręce, albo że będzie mnie namawiać abym go nakarmiła (Mały je z butelki). W końcu gdy Piotr był mały to tak robiła... Na szczęść Maluszek przez całą naszą wizytę spał.
A ja? Jak zawsze zostałam zaciągnięta do zabawy - budowanie domku z klocków, potem ułożyliśmy wokół domków tory kolejowe. Nawet mój mąż się do nas przyłączył...
I oboje nas ogarnęło takie dziwne uczucie... Z jednej strony byliśmy "szczęśliwi", fajnie się bawiliśmy a z drugiej... czuliśmy pustkę i lekki żal, że to nie "nasze".
No i wtedy na scenę wkroczył Wujek ze swoimi tekstami... "Jak ładnie się bawicie","Skoro tak dobrze idzie wam opieka, to... kiedy swoim się zajmiecie", "No to na kiedy mamy zbierać pieniądze na prezent?". Ciotka zaraz też się przyłączyła...
Ciężko było mi zachować pozory - odparłam jak zwykle, że na razie studia chce skończyć, że nie dam rady pogodzić wychowania dziecka, studiów i pracy takiej jak moja...
Wizyta uległa skróceniu. Powołaliśmy się na psa. Że długo już sam w domu. Że to jego pora spaceru. Ale... za tydzień znowu do nich jadę - raz w miesiącu jadę do nich na całe popołudnie i zajmuję się Piotrem - bawimy się w domu, chodzimy na spacery itp (uważam, że jako chrzestna mam pewne obowiązki). Nie wiem jak kolejną wizytę zniosę. Oby Maluch znowu spał cały czas...


Wiadomość wyedytowana przez autora 5 grudnia 2013, 08:38

ZNALAZŁAM TAKI CIEKAWY POST NA INNYM FORUM ...podejrzewam to u siebie....Bardzo pomocna informacja!!!!


Podaj normy do FT3 i FT4 - warto przeliczyc te wyniki na procenty ...

co do niedoczynności tarczycy - może to byc przyczyną poronien a nie koniecznie musi ... każda z nas inaczej reaguje na ta chorobe...-poza tym warto wykluczyc tez i inne przyczyny ...

u mnie odkrycie problemow z tarczyca ( tez niedoczynnośc) to było pół kroku do udanych ciąż... - stracilam kolejna kiedy mialam leczone tylko hormony tarczycowe - brałam tu euthyrox)

póxniej okazało sie ze prawdopodobnie przyczyna sa właśnie za wysokie p-ciala przeciwtarczycowe ( a waściwie nie te p-ciała ale jakies inne -nieznane naukowcom ) Jednak skoro juz jakies p-ciala są to znaczy że mogą (nie koniecznie muszą) być jakies takie co sa odpowiedzialne za poronienia) W takich przypadkach ciąze nalezy prowadzic na zestawie leków na bazie heparyny i aspiryny ewentualnie dodatkowo encorton (nie wiem czy ostatni tez konieczny)

generalnie lekarze nie lubia leczyć spraw imunologicznych dlatego chorym na tarczycę kobietom, ktore maja w wywiadzie poronienia nie zlecaja badan na p-ciala TPO i TG (ATPO i ATG) i uważają ze skoro leczą hormony tarczycowe to wystarczy aby ciąze donosić....

jak zrobimy te badania na wlasna rękę to (często slyszy sie teksty w stylu "skoro forum kazało zrobic te badania to niech forum prowadzi panie tę ciążę"

mam koleżankę która po poronieniu wykryła własnie te p-ciała i kolejna ciąza zakoczyla sie sukcesem pomimo iż w ciąży miala leczone tylko hormony (bez lekow na bazie heparyny i aspiryny) - lekarze po pierwszym poronieniu nie chcieli właczyc tych lekow ...

u mnie niestety ciąza prowadzona za pomocą hormonow (bez zestawu heparyna + aspiryna) skończyla sie źle i dopiero włączenie tego zestawu (heparyna i aspiryna) oraz encorton spowodowało urodzenie żywych i zdrowych dzieci.

generalnie warto wiedziec ze nie jestesmy w stanie dopilnować wszystkiego i czasem będac w ciązy trzeba "wrzucić na luz" czyli zaufac lekarzom pomimo tego ze nie do konca wydaja sie wiarygodni

z tymi lekami z w/w zestawu jest jak z loteria - zauwazono ze pomagaja a nie wiadomo do końca dlaczego wiec stoluje sie je w ostatecznosci...

lekarze wola:

zrobic eksperyment i spróbowac poprowadzic ciąze tylko na bazie hormonów i wierzyc że sie nie poroni i ewentualnie właczyć ten zestaw do prowadzenia tylko w przypadku jeszcze jednej ciązy jak juz wszysko zawiodło

niż:

dac wszyskie leki jakie są mozliwe tak na wszelki wypadek aby nie dopuścic do kolejnej traumy jaka jest strata dziecka

Jest to niestety uzasadnione z medycznego punktu widzenia ale kobiety ktore dotknęła ta tragedia nie moga sie z tym postepowaniem pogodzic...

pisząc o tym nie chcialam Was zaniepokoić lub straszyć... Pisze o tym tylko dlatego abyście były świadome realiów ... mam nadzieję że nie spowoduje to nastepnej paniki ...

do tej wiedzy najlepiej podejśc w taki sposób:

chcemy miec dziecko... teraz sie boimy ze tej ciązy nie donosimy a potem bedziemy sie bali i sprawdzali cały czas czy oddycha i czy zyje a potem bedziemy sie niepokoic ze chodzi sobie do kolegow i nie wraca na czas i pewnie sie cos stało... musimy nauczyc sie zyc z tym strachem o zycie dziecka i od czasu do czasu rozsądnie panowac nad tym strachem ( my jako osoby ktore doświadczyły straty dziecka wcześniej od pozostałych matek zaczynamy doświadczac tego strachu...)

jezeli zdecydujecie sie na zbadanie tych p-cial (polecam zbadnie ich zwłaszcza tym z Was, ktore maja w rodzinie jakies choroby imunologiczne niekoniecznie ingerujące w płodność

i

okaże sie że jesteście posiadaczkami tych p-cial i zajrzycie na forum

forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=24776
to sie nie przestraszcie za bardzo.... bo ta choroba niezwykle rzadko daje takie skutki o jakich pisza w tym forum i ta rzadkośc wystepowania takich problemow powoduje ze lekarze nie traktują nas Hashimotek powaznie ... jednak jak macie faktycznie te problemy to to forum okaże sie wielka skarbnicą wiedzy ...

ale sie rozpisałam...

co jeszce warto wiedziec o ciązy przy problemach z niedoczynnościa tarczycy?

dawkowanie leku (np euthyroxu lub letroxu czy podobnego) w ciazy jest conajmniej dziwne i wydaje sie nielogiczne i trzeba tu zaufac lekarzowi

co do wyboru lekarza endokrynologa:

to jezeli w ciązy lekarz zwraca uwage na TSH a zwłaszcza na początku ciązy i ustawia dake leku na podstawie tego badania to zmieniajcie lekarza bo ten endokrynolog sie kompletnie nie zna na prowadzeniu tarczycy w ciązy ...

jeżeli zwraca uwage na FT4 albo nawet dodatkowo kaze robić FT3(rzadko sie tacy zdarzają) to znaczy ze jest duza szansa ze trafiłyście na dobrego lekarza...

dodam zebyście sie nie przejmowały jak TSH na początku w ciązy zjedzie niesamowicie na dół ponizej normy , bo to jest normalne i okazuje sie ze przewaznie wtedy trzeba zwiększyć dawke leku (wydaje sie nielogiczne ale to słuszne postepowanie) - najwazniejszy jest tu wynik FT4 !!!!!!

dziś jestem jak kłębek nerwów wszystko mi przeszkadza denerwuje niemiłosiernie kłucę się ze swoim facetem o byle co i krzycze bez większych powodów w pracy nerwówka i palma mi bije całkiem . A co lepsze dziewczyny dziś jest mój 9 dzień cyklu temp mierze jak widać nijak a robie testy ovu od 7 dnia cyklu około godz. 15 stała pora i we wtorek kreska była ciemna ale i tak słabsza od testowej wczoraj jaśniejsza a dziś całkiem nic prawie nie widać cień cienia jedynie i w toalecie poleciało mi jak by kulka śluzu kremowo-rozciągliwego z nitkami i plamkami krwi dodam że dziś bolał mnie prawy jajnik takie kłucie i momentami lewy z ciągnącym bólem do pachwiny ale nie było to na tyle silne bym nie mogła wytrzymać ...powiedzcie mi czy mogłam przegapić owulację i już jej nie będzie w poprzednim cyklu miałam ovu w 11 dc.

Ewelina23 Czekanie az sie uda 21 listopada 2013, 17:25

Dalczego zawsze w zyciu mam pod gore :/ Kiedy wkoncu ta gora sie skaczy ? I zacze spokojnie schodzic w dol . Kiedy sie los do mnie usmiechnie ? I bede na maxa szczesliwa <3 Czekam na cud chaciaz juz mam dosc walczenia o malenstwo ktore tak pragniemy razem. Co wizyta u ginekologa dowiaduje sie ze jest torbiel i polip pozniej ze za duzo w jajniku pecherzykow . To ze mna jest cos nie tak . Z dnia na dzien jest mi ciezko wiedzac ze w tym cyklu znow sie nie uda :( Piotrek mnie wspiera ale wiem ze to moja wina ze nie mamy jeszcze malenstwa . Pisze tu to co mam w myslach i to co mnie boli najbardziej . W zyciu nigdy nie mialam latwo ale dlaczego teraz musze tyle przejsc zeby byc szczesliwa na maxa . Znow lapie mnie jakis dol . Mam juz serdecznie dosc wszystkiego :( Jest mi strasznie smutno . Ja chyba nigdy nie bede w ciazy . Po malu sie poddaje . Wiem nie powinnam sie poddawac i walczyc dalej ale to jest silniejsze odemnie .

Dzięki za wsparcie, chyba dobrze trzymałyście kciuki bo pęcherzyk urósł i było widać maleńki pęcherzyk żółtkowy. Zarodka jeszcze nie ale lekarz powiedział, że jest ok i na wizycie za tydzień ma być już serduszko. Jak będzie to założymy kartę ciąży i będziemy robić badania. Jeszcze tylko ten tydzień i później to już z górki.

szpilka Szpilkowe starania 21 listopada 2013, 17:59

Kolejne badania zrobione, wyniki będę mieć za tydzień w piątek jak będę miała czas pojechać do tego laboratorium (odbiór wyników jedynie między 11-14.30, więc dla pracujących godziny idealne), bo i tak jadę wtedy z mamą do neurologa i nie idę do pracy. Z endokrynologa na razie nici, bo na fundusz do tej co chciałam iść nie ma już terminów do czerwca 2015, jest 3 endokrynologów na nfz na całe moje byłe województwo, które jest teraz kilkoma powiatami, prywatnie zarejestrowałam się na 3 lutego do tej babki co nie ma termonów na nfz, ale mam nadzieję, że uda się do kogoś innego, z tych co mają dobre opinie, ale o tej porze nikt już nie odbiera w rejestracjach, a jutro z pracy nie wiem czy będzie jak zadzwonić i znów kilka dni w plecy, ale nic trzeba być dobrej myśli

Dziś mogę powiedzieć, koniec plamienia śluz już jest prawie całkiem jasny nic się nie rozkręca. Uff. Mimo to martwię się co jutro mnie czeka na wizycie u gina. Strasznie się boję, że nie będzie już pęcherzyka albo, że nie rośnie. Ciągle te obawy. Ciesze się, że jakoś przetrwałam ten tydzień bez zbyt intensywnego myślenia co będzie. Zastosowałam się do zaleceń i nawet bety już nie robiłam. Jutro USG określi dopiero co i jak.

Ala29 Po drugiej stronie. . . :-) 21 listopada 2013, 21:11

Dzis w 90 % podjelismy decyzje robimy badania prenatalne.
Jutro musze podzwonic do kolezanek ciezarowek dowiedziec sie gdzie one w miescie robily.
Na necie znalazlam namiary na faceta, ma wszystkie konieczne certyfikaty i ogolnie podobno jest swietny od interpretacji usg
Wynik tych badan jest mi bardzo potrzebny , zebym sie uspokoila, bo strasznie mi ten temat ciazy
Nie wiem czy kazda z Was tak przezywala, niektorzy twierdza, ze az przesadzam w tym tmacie
Sama tez tak mysle, dlatego zrobie te badania by sie uspokoic
Po co mi one jeszcze?
Poza aberracjami chromosomowymi, takie badania wykrywaja inne wady, ktore mozna leczyc
Taka wiedza jest potrzebna, nie ma co przed nia uciekac
Mamy z mezm zdecydowanie wiecej za niz przeciw tym badaniom
Takze jutro dzialam - wybieram lekarza i umawiam sie na wizyte w polowie grudnia bym chciala

Jutro zaczynam kurację mleczkiem pszczelim. Przyszło dzisiaj. Luby będzie brał od soboty. Dzisiaj zbierałam wywiad co do cudotwórców od medycyny manualnej w moim mieście. Wyszło na to, że jest to ten sam pan, który uratował mnie z silnego bólu kręgosłupa na parę godzin przed wylotem na wakacje w tym roku.:)
Nie dość, że masuje i nastawia, to też robi akupunkturę. Mam zatem plan skorzystać również z nakłuwania:) Jakoś parę dni po owulacji.
Nie chcemy zamykać się na stare sprawdzone metody.
Akupunktura akurat ma potwierdzenia w publikacjach medycznych więc nie zaszkodzi i tak podziałać.
No i od wczoraj biorę Acard, żeby z lekka oszukać mój szanowny organizm:)

I znowu życzę Wam wszystkich Dzidziusia! O nam też:)!


Wiadomość wyedytowana przez autora 21 listopada 2013, 21:15

Dziś masakrycznie bolała mnie głowa. Myślałam, że jak się rozruszam, to będzie ok, ale jednak nie. Jakaś masakra, nigdy tak nie miałam. Cały dzień jajory na przemian kłują. I tak żyłam nadzieją cały dzień. Niestety wieczór nastał i już nie mam złudzeń. Czuję ewidentnie, że znów się nie udało. Jutro @ zawita pełną gębą. No, po prostu szlag mnie trafi. Siedem tłustych lat czekania, ileż można ? Ok, zobaczymy, jeszcze wyniki ANA, może coś się wyjaśni ..... Boże, a może jeszcze jednak się uda ? Oby przespać noc bez bólu, bo dodatkowo złapała mnie rwa kulszowa. Eh, ćwiczyć przez to nie mogę i źle się z tym czuję. Nie wzięłam żadnych tabletek przeciwbólowych, bo nie chciałam zaszkodzić groszkowi, tak uwierzyłam, że tym razem się udało ........ Przynajmniej jutro wszystko się wyjaśni, a dziś biorę ciepłą kąpiel i spróbuję zasnąć w spokoju przytulając się do puzelka :)

Chiang Mai Starania i ciąża w Tajlandii... 22 listopada 2013, 05:02

Ja tu dziś wstaje jak gdyby nigdy nic, a tu 6 przy miesiącach!!!!

Podsumowanie w liczbach:

1. Za mną 5 miesięcy czyli 21tygodni - 147dni
2. Jest mnie więcej o 14cm w brzuszku - mam teraz piękne krąglutkie 83cm
3. Jest mnie więcej o 3 rozmiary w piersiach!!! Mam teraz F/G :) Mmmm!!!!
4. Jest też mnie więcej o prawie 4kg czyli dziś ważę ok 54kg - w tym +2kg w tym miesiącu :P no no, co dalej? :)

I wiecie co! Czuję się dziś bardzo sexi! Mając tyle pięknych krągłości jak można inaczej?! ;) To będzie 6 okrąglutkie i bardzo mniam... :]

Właśnie przeglądam sexi bieliznę dla ciężarnych i mam! Jest coś takiego!!!! Alleluja:)

Jestem też umówiona z Kubą na randkę w sklepach bieliźniarskich :) Kupimy mi sexi koszulki wieczorowe :]

Postanowiłam też kupić ciążową wstawkę do spodni długich w pl - postaram się nosić swoje spodnie jak długo się da :)do tego sweterki i tuniki - może nawet z paseczkiem nad brzuchem podkreślającym krągłość, a co! Mam z czego być dumna :)

Do tego:

Ciąża jest jak na razie bezproblemowa i bardzo satysfakcjnująca :) Malutka bryka i kopie, a mnie zalewają hormony miłości i czułości :)

Kuba zaczyna lubić fakt, że to będzie mała dziewczynka!!! Dużo głaszcze mnie po brzuszku, prowadzi naukowe obserwacje wychodzącego pępka :p, poklepuje, nasłuchuje i wyczekuje kopniaczków :)

I zobaczcie co mi zrobił na urodziny - w konspiracji ;) i nie mając wcześniejszego pojęcia o modelinie!

dhom.jpg


Jest cudownie, oby tak dalej :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 22 listopada 2013, 08:03

kiki ~~A teraz serca mam dwa~~ 22 listopada 2013, 08:25

Wczoraj odebrałam wyniki z badania krwi, wszystko mi się mieści w normie, więc troszeczkę się uspokoiłam. Ale może lekarz zobaczy coś innego w tych wynikach, wiadomo? Jak na razie powoli zaczynam się czuć lepiej, tak troszeczkę nawet mniej dokuczają mi mdłości. Co prawda muszę jeść często, jak tylko lekko odczuwam głód, zaraz coś przekąszę i zawsze jest trochę lepiej.
Już niedługo mam wizytę, bardzo się jej boję, bo tak chciałabym, żeby wszystko było dobrze. Czytałam, że brzuszek tak na prawdę zaczyna rosnąć dopiero w 4 miesiącu, a ja już swój tak jakbym trochę już widziała:) i mąż mówi że też widzi jak brzuszek się zaokrąglił:-) No ale czekam z niecierpliwością na te badania, to wszystko się okaże i zobaczę pierwszy raz bijące serce mojej kruszynki:*

Karen Stwarzam Swój Mały Cud 22 listopada 2013, 08:27

Moje dziecko ma już 20 tygodni! Połowa ciąży za mną. To będzie synek! Zaczyna się już całkiem mocno gramolić w moim brzuchu i czuję, że ma charakterek tatusia- wiercipięty i marudy:) Ale mimo to i tak go bardzo kocham i życzę każdemu tak wielkiego szczęścia, jakim jest noszenie dziecka pod sercem...

marta10012 Udało się po 8 miesiącach :) 22 listopada 2013, 08:58

Z cotygodniowych informacji od ovu, dzisiaj ciekawa treść :)

Rozwój zmysłów jest teraz bardzo intensywny. W odpowiednich partiach mózgu kształtują się komórki nerwowe odpowiedzialne za pracę poszczególnych zmysłów: smaku, słuchu, powonienia, wzroku i dotyku. Twoje dziecko potrafi już słyszeć i rozpoznawać Twój głos. Jest to zatem doskonały czas na czytanie na głos, mówienie do dziecka, bądź w przypływie dobrego humoru śpiewaniu mu wesołej piosenki!

Cóż , muszę sięgnąć po jakieś bajeczki , będę sobie czytać na dobranoc :)

Jestem pełna podziwu dla zmian jakie zachodzą w moim sposobie myślenia. Kiedyś symptomy zbliżającego się przeziębienia, baaa nawet samo przeziębienie nie byłoby w stanie mnie zmusić do dnia wolnego. A tu.. proszę - wczoraj grzecznie wypisałam wniosek urlopowy na dzisiaj i poniedziałek - aby przypadkiem jakieś choróbsko się we mnie nie rozwinęło.
Obiecałam mężowi, że nie zabiorę się za żadne obowiązki domowe tylko zostanę w łóżku aby odpocząć. To w moim przypadku jest ogromnym sukcesem, bo nie umiem odpoczywać (leżeć). Oczywiście nie obyło się bez negocjacji. Ustaliliśmy, że jeśli nic mi nie będzie, to w poniedziałek będę mogła "oszczędnie" zabrać się za wszelkie prace. Ta rozsądniejsza połowa naszego związku (czytaj: ta która potrafi odpoczywać) wyposażyła mnie w prowiant, nawet herbatkę w dzbanku mężuś postawił na podgrzewaczu, żeby mieć pod ręką coś ciepłego (ooo, zapasowe świeczki też zostawił) - kochane to Moje Szczęście.

Posiedzę CHWILĘ na ovu, poczytam wpisy (może pomoc) i nauczę się czegoś przydatnego.
A może wyszperam jakiś przepis do testowania i coś upiekę (hmmm, chyba miałam leżeć). To może wpiszę jakiś swój. Coś wymyślę, bo inaczej kiepsko widzę swój czas w łóżku. Faktem jest to, że wszystkie moje dzisiejsze wymyślone aktywności muszę rozłożyć na raty. Bo inaczej skończą mi się pomysły.

Dzisiaj odbieram wyniki LH i PRL a także PRL + 1h po tabletce.
Ciekawa jestem, co mi wyjdzie.
Będę w domu ok. 17, zapewne wtedy odbiorę wyniki.

Nareszcie @ na dobre sobie poszła. Od razy wykorzystaliśmy sytuację z mężulkiem <3
Zapowiada się aktywny weekend.
W planach:
- pranie
- ścieranie kurzy & odkurzanie & mycie podłóg
- umycie okien (!!!) trzeba wykorzystać ostatnie ciepłe dni no i wyprać firany :)
- wypranie dywanu w dużym pokoju
- zwiezienie ostatniej partii desek z działki + pozbieranie gwoździ
- omiecienie domu - co by przed zimą jeszcze pozbyć się tego piasku i trocin
- nadgonienie kolejnych pozycji filmowych
- trening!

CassieMK Spełnić ostatnie marzenie 22 listopada 2013, 10:12

Przez ostatnie dni miałam cichą nadzieję, jakieś takie przeczucie, że tym razem się udało. Dziwne bóle podbrzusza i jajników dawały mi do myślenia, tak samo jak spora ilość śluzu. Jeszcze wczoraj kładłam się z myślą, że chyba naprawdę za niedługo spełni się nasze marzenie. Dziś jednak wstałam, zmierzyłam temperaturę i nadzieje rozpłynęły się niczym poranna mgła. Idę z tym wykresem krok w krok za poprzednim. Jutro pewnie nastąpi nieznaczny skok temperatury, by pojutrze znów spaść i tak schodzić coraz niżej aż do okresu. Zrobiło mi się bardzo smutno, poczułam się zrezygnowana, nie chcę już karmić się comiesięczną nadzieją i odliczać: do końca okresu - do starań - do owulacji - do terminu @... Męczy mnie to wszystko. Z jednej strony chcę zrobić wszystko co mogę, by zwiększyć szanse na zapłodnienie, z drugiej strony może nie powinnam się tak nakręcać, mierzyć temperatury i wsłuchiwać się w swoje ciało? Sama nie wiem, co robić, co myśleć, jak postępować. Jestem zła na cały świat, że oto kolejnego marzenia nie mogę spełnić od razu, tylko muszę czekać i czekać. I tak naprawdę nie mam na to większego wpływu, bo co mogliśmy, to zrobiliśmy. Dlaczego los nie chce nam dać dzidziusia? właśnie teraz, gdy sytuacja zawodowa i finansowa tak bardzo sprzyjają zajściu w ciążę? Czy moi rodzice doczekają się bycia dziadkami? Czy my doczekamy się bycia rodzicami?
Mam dziś taki okropny nastrój... :( To chyba przed okresem!

Poszłam dziś do Rossmanna i zaopatrzyłam się na najbliższy czas. Podpaski maxi chłonne, prezerwatywy (jak dawno ich nie kupowałam...) i termometr, żeby zawsze mieć go przy sobie, bo czasem zapominałam jak jechałam do rodziców, a chciałabym wiedzieć kiedy wróci mi owulacja. No i termometr okazał się świetny, bo mierzy z dokładnością do dwóch miejsc po przecinku, a ten, który mam w domu mierzy do jednego miejsca. No więc wracam na Ovu z wynikami temperatur i będę próbowała namierzyć swoją owulację...

Mój jajnik postanowił obudzić mnie dziś nad ranem. Kłucie było masakryczne---> no tak to jeszcze nie było. 5:15 pomiar (temperatura nadal niska 36,21)i tabletka Letroxu i jeszcze godzinka spania (ehh w tym tygodniu mam szkolenie i mogę spać 1h dłużej). Nie wiem czy to wina pogody czy Letroxu ale wstawanie stało się koszmarem, ledwo mogę oczy otworzyć a zawsze byłam rannym ptaszkiem. Po wstaniu do jednego bolącego jajnika dołączył się drugi---> chyba się nie mogą zdecydować, który w tym miesiącu?. Śluz przepiękny- mimo odstawionego wiesiołka, więc ovu za rogiem. Ostawiam niedzielę <3. No i tu się pojawia dylemat: endo mówi---> 2 miesiące przerwy bo stabilizacja TSH. Gin mówi działać---> co ma być to będzie, Letrox się zwiększy jak zajdę> No i co ja biedna kruszyna mam zrobić. Serduszkować mi się chce- gumki mam kupić? Od lat ich nie używaliśmy... czy <3 normalnie i liczyć na fart. Ehhh chyba będzie na żywioł :). Na weekend jedziemy do mojej psiapsióły. Ma cudną 3-letnią córeczkę. Kupiliśmy jej taki fantastyczny kartonowy domek i będziemy go malować :)

Anutka A miesiące mijają 22 listopada 2013, 18:24

ach dziewczyny ciągle tylko myślę... było ovu ? nie było owu ? poczęłam ? nie poczęłam ?

jestem na skraju załamania nerwowego...

podpowiedziano mi żel per seed... teraz mordęga aby męża przekonać... mojego opornego na wszystko męża :(

doszłam dziś do wniosku, że nie mogę przeglądać wykresów przyjaciółek z ovu... każdy + i zielona kropa mnie dobija jeszcze bardziej, a nie wolno przecież zazdrościć :(


Wiadomość wyedytowana przez autora 22 listopada 2013, 18:45

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)