Czas start...
Boże błagam, daj mi siłę...
Jutro miałabyś 7 urodzinki. 🎁 💔To mogło być 7 najszczęśliwszych lat w moim życiu. Mogło być. Codziennie zastanawiam się jakbyś wyglądała, jak radziłabyś sobie wśród rówieśników, jak podziwiałabyś świat. Codziennie wyobrażam sobie Twój uśmiech, przepiękne duuuuże niebieskie oczy...miałaś oczy niebieskie jak najpiękniejszy ocean. Wyobrażam sobie jak Cię przytulam, opowiadam bajki do snu, jak tulę Twój maleńki łepulek 💔 staram przypominać sobie każdy dzień spędzony z Tobą, ciepło Twojego malusiego ciałka, gdy aż/tylko 3 razy było mi dane trzymać Cię żywą na sobie i chłonąć całą sobą te chwile.
Tak bardzo mi Ciebie brakuje. Tak bardzo brakuje mi Ciebie moja wymarzona córeczko..
Kocham Cię miłością najsilniejszą. Nigdy o Tobie nie zapomnę. Kiedyś się spotkamy, a wtedy nigdy więcej Cię nie opuszczę.
Kocham Cię.
Mama.
20 dc
Organizm po stymulacji postanowił odpocząć i na jutro spodziewam się dopiero owulki. Rozpoczynam odliczanie do transferu numer 2. Bez oczekiwań i wyobrażeń. Mam obrazy do malowania po numerach, mandale do kolorowania, więc popołudnia po pracy będę miała zajęte. Będzie dobrze, co by się nie stało 🍀🤞
Wczoraj 15 dc zbadałam ponownie estradiol bo musialam zdecydować vzy brac luteine czy nie
Wynik 187 wiec pewnie owulacja blisko.
Dzisiaj 16 dc test owulacyjny pozytywny.
Wiec zobaczymy czy dojdzie do owulacji śluz tez piekny od wczoraj 🫠
Szkoda tylko że to cykl bez starań bo starego nie ma.. ale dla mnie liczyć się że może mój organizm nauczył się w owulacje oby chociaz tyle i aż tyle 🫶🙊
https://zapodaj.net/plik-oUDo5Ep6aC
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 listopada 2024, 16:36
Drogi pamiętniku!
Śmiesznie się czyta ten wpis z grudnia, ta A. jeszcze nie wiedziala jaka paranoja ją czeka, jak długo będzie musiała z tego wychodzić, jak bardzo przytyje i będzie na psychotropach. Smutne to jest, bo potoczyło się to najgorszym możliwym torem. Ja jestem nieodpowiedzialna, bo poszłam wczoraj do gin mówiąc, że chce się starać , a nie powiedziałam o tych moich lekach i jestem przerażona, bo ciezko będzie mi je odstawić. Już dziś zmniejszyłam dawkę velaxinu na 75 i czuje się senna, mogłam w ogóle nie zaczynać brac 150. Choć prawda jest taka że chyba lepiej się czułam na tej dawce, ale co z tego jeśli z tyłu głowy mam dylemat co robic dalej... Płakać się chce, jak można sobie zryć tak beret, a to wszystko przez to, że zapomniałam już jak to jest pracować przynajmniej w moim przypadku. Nigdy mi się nigdzie nie podobało, więc co mi odwaliło, że będzie inaczej ? Jeszcze władowałam się w największe szambo na własne życzenie. Co dalej, jak będzie za kilka miesięcy, tego nie wie nikt.
Poszło. Pierwsza dawka accofilu wsyrzyknięta a z nią łzy i dużo emocji.
Boje się. Boje się tego transferu. Staje do kolejnej bitwy, cała drże jak tylko pomyśle co może się wydarzyć. Znów ten stres, znajome mi już odczucia, już to przerabiałam...piąty raz.
Próbuję być silna, muszę dać radę bez względu na to jaki będzie wynik.
Wizja pozytywnego zakończenia pcha mnie do przodu i nie pozwala odpuścić.
Może być tak pięknie. Może się spełnić moje największe marzenie. Już zaraz, za momencik mogę być w ciąży, mogę zobaczyć bijące serduszko, usłyszeć Cię, poczuć, by potem przytulić i już nie wypuścić Cię z rąk. Być z Tobą już zawsze.
Ocieram łzy, biorę głęboki wdech i niech się dzieje samo dobro 🙏
Start.
Zostawiam to tu na pamiątkę 🤍
🥊🌈 - walczymy 🤍
8 cs
27.04 - ⏸️beta 165, 70 mlU/ml !!!BŁĄD LABO!!!
29.04 - beta 38,42 mlU/ml prog 34,090 ng/ml
02.05 - beta 208,61 mIU/ml. ⬆️ 210, 5%
09.05 - 5t3d - pęcherzyk 0,82 ⚪
23.05 - 7t2d - 💓 1,06cm
06.06 - 9t2d - 2,57cm 🦋
✨I PRENATALNE✨ 29.06 - 12t5d-6,43cm 🍭, 🌸
✨POŁÓWKOWE✨ 17.08 -19t5d-292g Kruszynki 🌺
✨III PRENATRALNE✨ 28.10 - 29t5d-1400g Myszuni 🐨
15.12 - kierunek szpital 🏥
20.12 - CC, Alicja z Krainy Marzeń 🌷🤍 2900g, 54 cm
Każde jej spojrzenie, uśmiech, maleńki gest przypominają mi, jak wielkim darem jest życie. Patrząc na nią, czuję, jak miłość do niej i tęsknota za Kubusiem splatają się w jedno, tworząc piękną melodię, która wypełnia nasze serca. 🤍
29 dzień cyklu, cykl naturalny
Tak, tak, miałam zacząć antykoncepcje przed stymulacją do invitro. Ale przecież nie byłabym sobą, gdybym nie odwaliła jakieś samowolki.
M. zrobił badania nasienia w ramach programu i wyniki wbiły nas w fotel. Morfologia i ruch bez zmian, dalej kolejno 1 i 10 procent, ale ilość! Przekroczyliśmy 130 mln! A zaczynaliśmy od 27 mln. Po tych wynikach przyszły kolejne, wyniki fragmentacji DNA. Zaczynaliśmy od 40%, a w tym momencie spadła ona do 21% 🥹🥹🥹 Byłam taka wzruszona i dumna. To wszystko naładowało nas nadzieją, że musimy się jeszcze ten jeden cykl postarać się naturalnie. Tak też zrobiliśmy.
Dziś 29 dzień cyklu i ogarnęło mnie to paniczne uczucie, że znowu się nie udało i że pewnie znowu cykl będzie trwał dwa miesiące. Ciężko bylo mi wyłapać jakiekolwiek symptomy owulki, życie w ciągłych rozjazdach i “połowiczne” mieszkanie u teściów też w tym nie pomaga.
W sumie w każdym cyklu mam taki jeden dzień, kiedy dopada mnie takie uczucie “pustki”, w sumie dosłownie uczucie pustej macicy 😂 I wiem, po prostu wiem, że nie jestem w ciąży. Dziś poczułam to samo, dodatkowo znowu miałam sny, że robię test, jest oczywiście pozytywny, ale ja wiem, że to tylko sen, więc się wybudzam i potem mam drugi raz to samo… taka incepcja, rozumiecie 😂 M. zarzuca mi, że muszę zmienić mindset, że zbyt negatywnie podchodzę, dlatego się nie udaje. Ech gdyby wiedział ile nadziei potrafię sobie zrobić w ciągu jednego cyklu… Ci mężczyźni, tacy nieświadomi, pewni swojej nieomylności 😂
W środę idę do ginekolog, docelowo miała być to wizyta na rozpisanie stymulacji do ivf. Wciąż gdzieś w środku nie mogę się pogodzić, że musiało do tego dojść. Z drugiej strony jestem już taka zmęczona i nie mam nadziei na naturalsa kompletnie. Wiem, że to może być jedyna nadzieja, cokolwiek słyszę w konfesjonale/na mszy.
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 stycznia, 10:03
2 tygodnie – prawdopodobnie tyle dzieli nas od rozpoczęcia trzeciej procedury ivf.
Jestem podekscytowana i zarazem pełna obaw. Tłumię wszystkie myśli głęboko w sobie – zarówno te negatywne, jak i pozytywne. Negatywne boję się wypowiedzieć na głos, jak gdyby mogły się dzięki temu spełnić. A gdy zaczynam myśleć pozytywnie – moje drugie ja wręcz krzyczy „Głupia ty, nie łudź się! Nie rób sobie tego, bo będzie boleć kilka razy mocniej, gdy znowu się nie uda!”. Staram się więc zdystansować i nie wybiegać za daleko w przyszłość. Teraz myślę o kontrolnym usg za tydzień i rozpoczęciu stymulacji. Pani doktor zgodziła się na zmniejszenie dawki Puregonu do 150 jednostek. Nie marzę o 20 czy 30 pęcherzykach – wystarczy mi kilka, może 10, za to gdyby udało się nam wyhodować dobre jakościowo zarodki, byłabym przeszczęśliwa.
I znowu wybiegam za daleko w przyszłość! Ehh..
Nasza ostatnia procedura odbyła się w marcu. Po nieudanym transferze rzuciłam wszystko w kąt i zrobiłam sobie miesięczny reset dla głowy, kładąc na talerz to, na co akurat miałam ochotę. Dobrze mi to zrobiło i niczego nie żałuję.
W kwietniu i maju wróciłam do zdroworosądkowej diety, ale nie na 100%.
To diagnoza PCO dała mi kopa do działania. Od czerwcowej wizyty u Profesor J. wzięłam się za fraki i udowodniłam sobie, że mam silną wolę. Niedawno minęły dokładnie 3 miesiące odkąd zmieniłam swój styl życia. Największą rewolucją była rezygnacja z przetworzonych produktów typu wegetariańska chemia, brak podjadania pomiędzy posiłkami oraz zwiększenie spożycia warzyw i białka. Nie jest idealnie, ale się staram. Dodatkowo włączyłam dużo więcej ruchu, trening siłowy 2-3 razy w tygodniu, joga czasem codziennie, spacery, fizjoterapię, uciskanie punktu ST 36. I całą gamę suplementów na poprawę jakości komórek jajowych. Co z tego będzie – zobaczymy. Będę żywym przykładem tego, czy zmiana stylu życia wpływa na poprawę płodności, o ile to we mnie leży problem. Ale żeby nie było tak kolorowo - w ciążę nadal naturalnie nie zaszliśmy mimo comiesięcznych starań.
Proszę Was o ciepłe myśli. Żebym dała radę to jakoś udźwignąć i nie oszalała przy tym wszystkim. Żeby było dobrze bez względu na wynik.
Estrofem to zło... Czuję się po nim koszmarnie. Dodatkowo przeziębienie mnie trzyma od prawie tygodnia. Czekam na lepsze dni 😟
W tym roku mamy w końcu podejść do in vitro. Za tydzień we wtorek wizyta kwalifikująca. A ja tracę siły. Moje oczy... Postanowiły mieć ciśnienie, wysokie, przekraczające 30. Mam 27 lat i większość kropel na ich obniżenie może wpłynąć na płód. Wada pogorszyła się na -10 i -12 z -8 i -9... Coś takiego nie powinno się dziać. Tracę wzrok nagle, z tygodnia na tydzień. Poprzedni lekarz nic nie dał, skoro zamierzam być w procesie in vitro. Skierował mnie dalej, do kliniki okulistycznej.
Wiecie, jak się czuję?
Jakby życie ze mnie drwiło. Rok wcześniej zabiegi męża pożarły nam zasoby na in vitro, ponad 20k. Niepewność co do zleceń również. W tym roku zyskaliśmy taką stabilność życiowo-finansową, że stać by mnie było na czwórkę dzieci. Po co mi pieniądze, skoro moje ciało mnie tak perfidnie zawodzi?
Nie poddaję się. W sensie psychicznie jestem już wrakiem. Po pięciu latach nie czuję nic. Terapia pogorsza mój humor (zmieniałam trzy razy terapeutkę). Ale fizycznie jedziemy w piątek do kliniki okulistycznej. Jedna z najlepszych w kraju. 250 km dalej. Od nich zależy, czy podejdę do in vitro. Oni mi powiedzą, jak zły jest stan moich oczu i co mogę robić.
Jeśli depresja to to, co czuję od dwóch tygodni, to nie dziwię się ludziom chorującym na tę chorobę. Jeszcze nigdy nie czułam się tak żałośnie.
Cześć!
Dziękuję za komentarze, które były tak trafne!
Myślę, że duża część mojego problemu znajduje się głowie - zawsze miałam tendencję do „overthinking”, a temat starań daje tutaj spore pole do popisu 
Ja wciąż w zawieszeniu, 31 dzień cyklu, czekam na okres, pewnie jeszcze z kilka dni, bo owulacje miałam potwierdzoną (więc powinien przyjść).
Wciąż trzymamy się suplementacji, o staraniach za bardzo nie rozmawiamy, raczej rozmawiamy o tym co zdrowego zjeść, jaki dzisiaj sposób na sport, trochę podeszliśmy do tego jak do odchudzania. Te zmiany nie są też w naszym wypadku tak drastyczne - do tego pory ogólnie stroniliśmy od alkoholu, jeżeli chodzi o dietę, to trzon raczej bez zmian, z tym że wyeliminowałam cukier, a mąż musi sobie radzić gdy jest w trasie tak, by nie skończyć znowu na Wieśmaku. Aktywność tez raczej w tym życiu była, więc staramy się to po prostu utrzymać z większą uważnością. Czy szlag mnie trafil, gdy usłyszałam o ciąży w rodzinie u pary ze sporą nadwagą i ewidentnie niezdrowym trybie życia? Być może… 🤣 Ale oczywiście cieszę się i życzę im wszystkiego najlepszego!
Mentalnie mąż wydaje się radzić sobie dobrze, jest zmotywowany, wierzy, robi też dodatkowe badania od urologa (posiew i ogólnie bardziej bakteriologiczne). Ja staram się suplementować i jeść tak, żeby jak najbardziej wesprzeć te moje nieszczęsne jajniki, jestem strasznie ciekawa, czy w tym cyklu, który będzie pierwszym bez stymulacji, w ogóle coś się wydarzy. Bardzo bym chciała, chociaż wątpię, ponieważ nie dalej jak 3 cykle wcześniej musiałam zwiększyć dawkę letrozolu, bo żaden pęcherzyk nie chciał być tym dominującym. Zobaczymy. Czasami dzień jest lepszy a czasami gorszy, trudno powiedzieć.
Oprócz tego wygadałam się dziś mamie, nie wiem czy mi to pomogło, czy nie. Na początku przeżyłam w sumie mały atak paniki, gdy uświadomiłam sobie, że jej naprawdę jej powiedziałam. Boję się, że wygada, że będzie się zamartwiać, że będą patrzeć na mnie i męża inaczej. Z drugiej strony sama rozmowa była taka, jak każda z moją mamą i myślę, że każdą mamą z tego pokolenia, tzn „staracie się za bardzo, za dużo badań, lekarze wymyślają, potrzebujecie wakacji”. Wiem, że nie chce źle, to jest po prostu ta różnica pokoleń, której nigdy się nie przeskoczy. To są te walki, które są inne dla każdego pokolenia, mimo że wydaje nam się, że każde następne ma lepiej i lżej. Niemniej jednak dochodzę do wniosku, że może to i lepiej, że wiedzą - unikniemy dzięki temu niewygodnych pytań, namawiania na alkohol, czy wypatrywania u mnie brzucha.
Najbliższe dwa miesiące wykorzystam też na „przegląd” - cytologia, USG piersi, być może uda mi się zdobyć skierowanie od lekarza z luxmedu tak, żeby sobie bezkosztowo sprawdzić też, czy wyniki, które ostatnio wyszły podwyższone już spadły (chodzi mi głowie o testosteron, amh i LH, ostatni raz badałam je w maju).
Boję się trochę tegorocznych świąt, tego jedzenia, no i całej atmosfery, tego że będę słyszała życzenia dotyczące macierzyństwa i powiększania rodziny, ale nie chce dramatyzować. Dzisiaj czuję się jakaś taka bardziej zwarta i gotowa. Po prostu nie myślę o tym, nie czuję aż tyle smutku.
Postanowienie na najbliższe miesiące to przestać się starać
21 miesięcy
11 listopada. Dziś szczególny dzień. Mała (już w sumie nie taka mała 😅) kończy dziś 21 miesięcy i właśnie dzisiaj mija też 10 lat od śmierci mojego Dziadka. Osoby, która była mi najbliższa i nikogo na świecie tak bardzo mi nie brakuje jak właśnie Jego 🖤 bardzo żałuję, że moja córka nigdy Go nie pozna 😢
Tak sobie myślę, że w przyszłym roku postaram się, by poszła do przedszkola jako 2,5latka, i na samą myśl już zaczynam tęsknić za tym czasem spędzonym z nią, wspólnych spacerach, porannych pobudkach, zabawach, wypadach na plac zabaw. Oczywiście, że będziemy nadrabiać to w godzinach popołudniowych, ale wiadomo, tak czy siak będzie mi tego naszego babskiego czasu mocno brakować 😄 dużo już słów potrafi powiedzieć, biega, dokucza psu, wspina się na wszystko, no i przyszedł etap na "siama!!!", stała się bardzo samodzielna 😅 Nadal nie odstawiłam jej całkowicie od piersi, przeszliśmy przez mega ciężki etap odstawiania piłki do usypiania, myślałam, że nauczę ją zasypiać bez bujania, ale póki co to nie na moje nerwy, więc niby piłka odstawiona ,ale tak czy siak ją muszę pobujać trzymając na rękach by zasnęła o przyzwoitej porze. Nie chcę tu nic zachwalać , bo zwykle jak coś się naprawi w jakiejś kwestii, a ja się tym zaczynam chwalić to zaraz magicznie się to psuje, więc ciiiii 🤫😄 Zaraz luty, a w lutym skończy dwa latka. Niesamowite. Cieszę się ,że łapałam ten czas z nią jak była taka maleńka i porządnie się nacieszyłam, bo mogę śmiało dorzucić go do jednych z moich najpiękniejszych wspomnień.
Minął już ponad miesiąc od tamtych dni. Znowu żyję normalnie, uśmiecham się, jak gdyby nic złego się nie stało. Czasem robię dobrą minę do złej gry, zakładam maskę, ale przeważają jednak te dobre momenty. Staram się codziennie znaleźć choć chwilę na ćwiczenia na macie. Nie zawsze mi się to udaje, ale w końcu nie mam z tego powodu wyrzutów sumienia. I w końcu taki odpuszczony dzień nie demotywuje mnie do dalszych ćwiczeń. To miła przemiana, bo dotychczas każda próba regularnej aktywności fizycznej wiązała się z ogromną presją, jaką sobie narzucałam, wyrzutami sumienia, gdy nie udało się poćwiczyć i w efekcie - szybką demotywacją. Teraz mam poczucie, że robię coś dla siebie i to jest fajne. A to, że zauważam pierwsze efekty ćwiczeń jest jeszcze lepsze.
Dziś biorę ostatnią tabletkę antykoncepcyjną i sama nie dowierzam w to, jak ten czas szybko upłynął. Codzienny alarm w telefonie, przypominający o wzięciu tabletki, uświadamiał mi jednocześnie, że dni uciekają mi przez palce. Z jednej strony się cieszę, że to tak szybko minęło, a z drugiej - jestem przerażona, że życie tak pędzi. Za niedługo moje urodziny. Coraz bardziej mnie to przygnębia. To jeszcze za wcześnie, by czuć presję czasu, ale z każdym kolejnym rokiem jest ciężej cieszyć się urodzinami.
Dzisiaj byłam na wizycie u Pani doktor. Widziałam się z nią pierwszy raz od punkcji. Jadąc na wizytę nie miałam świadomości, że ta wizyta będzie dla mnie tak trudna. Pani doktor zapytała mnie o samopoczucie podczas tamtej stymulacji, o to czy nie miałam gorączki, albo objawów infekcji. Zaprzeczyłam, bo nic takiego nie kojarzę. Pokazała mi zdjęcie mojej komórki jajowej, które przesłała jej Pani embriolog. Na ogół nie robią takich rzeczy, ale tym razem zrobili wyjątek. Embriolodzy nigdy wcześniej nie spotkali się z takimi komórkami. Pani doktor po otrzymaniu zdjęcia myślała, że to komórka jakiegoś wirusa, a nie komórka jajowa. Brzmi strasznie, prawda? Ja też jestem przerażona. Czuję się dziwnie, mam żal do swojego ciała, że wyprodukowało coś takiego. Embriolodzy codziennie widzą tyle komórek, ale TAKICH jeszcze nie widzieli. Czuję się jak kosmitka. Powiedziałam Pani doktor, że byłam świadoma ile rzeczy może pójść nie tak, ale takiej sytuacji się nie spodziewałam. Odpowiedziała: "nikt się tego nie spodziewał". No właśnie, myślałam, że jesteśmy łatwym przypadkiem - wszystkie wyniki w normie, trzeba tylko pomóc połączyć się naszym komórkom i będzie z tego dziecko. Wiem, że in vitro to nie jest prosta droga, ale przecież ludziom się udaje za pierwszym razem. Oh, ja naiwna. A tak się zawsze w głębi duszy bałam, że problem jest ukryty gdzieś głębiej. Czasem myślę, że to sobie wykrakałam. Teraz sobie możemy gdybać, ale tak naprawdę dopiero druga procedura wyjaśni czy mieliśmy wtedy pecha, czy przyczyną naszej niepłodności są moje komórki. Pani doktor wierzy, że kolejna procedura da nam lepsze efekty - inny protokół, inne leki, a przede wszystkim inny cykl. Pozwoliła sobie nawet na stwierdzenie, że na 90% to nie jest wina komórek, tylko tych wszystkich czynników, które tak niefortunnie ze sobą zagrały. Pocieszam się, że 90% to sporo, ale i tak jestem przybita. Niby nic się nie zmieniło, niby te informacje nie wnoszą nic nowego, bo to już zamknięty rozdział, to już się stało, startujemy przecież z nową procedurą, ale ja po tej wizycie znowu się rozsypałam. Znowu muszę sobie to wszystko poukładać w głowie i posklejać swój świat w całość.
Od jutra, codziennie rano mam robić zastrzyk - Gonapeptyl. Ma on za zadanie wyciszyć przysadkę mózgową. Kolejna wizyta za niecałe dwa tygodnie, wtedy rozpoczniemy stymulację. Długi protokół jest naprawdę długi. Punkcja powinna odbyć się pod koniec marca. Na ten moment nie wyobrażam sobie tego, co będę czuć po kolejnej punkcji. Już na samą myśl o tym paraliżuje mnie strach. Miałam już kilka takich snów, że jestem po kolejnej punkcji i odliczam godziny z nadzieją, że nie zadzwonią z laboratorium. To tylko pokazuje jak bardzo boję się powtórki tamtych wydarzeń. Chciałabym zasnąć i obudzić się po wszystkim, ale już raz mnie przecież obudził telefon z laboratorium.
Tak bardzo się boję co przyniesie przyszłość.
Dobry wieczór.
Tak bardzo bardzo długo mnie tutaj nie było, jakoś do tej pory nie czułam chyba takiej potrzeby, żeby się tutaj trochę wyżalić, ale dzisiaj przyszedł taki moment. Po 5 latach podjeliśmy decyzję o rodzeństwu dla Filipa o którym tak marzy. Bardzo długo odwlekaliśmy tą decyzję, ponieważ zawsze bylo coś ważniejszego. I powiem Wam, że cholernie tego żałuję. Staramy się od czerwca 2022r, i w dalszym ciągu nic. Przez ten okres wiele się działo, ponieważ w listopadzie 2022, coś zaskoczyło, ale niestety nie na długo...zwykła, książkowa ciąża biochemiczna. I od tej pory niestety, ale nic się nie wydarzyło. Co prawda mieliśmy, po tym biochemie 3 miesiące przerwy, bo w grudniu złapałam jeszcze straszne zapalenie pęcherza z krwiomoczem,antybiotykami itp. Później znowu w maju i lipcu mieliśmy również przerwę bo nie było męża. Ale tak pozatym to nic kompletnie nic się nie zadziało. Cykle mam mega regularne 28-29 dni. Jedynie ten cykl który właśnie wczoraj się skończył miał 31 dni. Moja ginekolog twierdzi, że owulacje u mnie są w porządku. Między czasie, zaczęłam leczyć tarczycę oraz insulinooporość niestety. Zgubiłam również 10 kg, ale to niestety nic nie dało. Dzisiaj 1 dzień kolejnego (tak naprawdę to nie wiem którego) cyklu. Tak bardzo, chciałabym spełnić marzenie naszego pierworodnego.. Ale z każdym cyklem, z każdą miesiączką tracę nadzieję, że nam się uda. Oczywiście codziennie dziękuję Bogu, że dał nam Filipa, że mamy te nasze szczęście, ale to własnie głównie jemu chcemy dać rodzeństwo i spełnić jego największe marzenie...🙏
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 września 2024, 05:59
Zmierzyłam wczoraj (13dc) progesteron raz jeszcze i wyszedł 6,3. 10go dnia cyklu wynosił 5,9. W tym momencie już byłam pewna, że to jest owulacyjny progesteron.
Dzisiaj (14dc) byłam na monitoringu, żeby zweryfikować, jak wygląda sytuacja z moimi torbielami. Okazało się, że z trzech torbieli została jedna, nie za duża, właściwie to na granicy uznania ją za torbiel. Pan doktor, u którego byłam (bo niestety moja prowadząca miała urlop), w takiej sytuacji zalecił mi branie duphastonu przez 10 dni dwa razy dziennie. Dzięki temu, że ten progesteron jest podwyższony, ale nie do maksymalnego poziomu, możemy to zrobić i dzięki takiej terapii wzrost pęcherzyka z prawego jajnika powinien zostać przyhamowany. Bardzo się cieszę. Myślę, że da radę się wchłonąć do końca cyklu i w kolejnym będzie szansa na ponowną stymulację. Co cieszy mnie jeszcze bardziej, to fakt, że ten podwyższony progesteron oczywiście wiąże się z owulacją. Na monitoringu było widoczne ładne ciałko żółte w lewym jajniku… mimo że bolał mnie prawy. Niestety owulacja była na tyle wczesna i niespodziewana, że niezbyt ten czas wykorzystaliśmy. Oczywiście kochaliśmy się w tym okresie, dlatego mam jeszcze jakąś nadzieję na cud w tym wypadku… to by była niesamowita ironia. Spotykały nas już takie rzeczy, że z jednej strony, bym się nie zdziwiła, że udało nam się zajść w takich okolicznościach, a z drugiej jednak mamy takiego pecha na ogół, że raczej jest to scenariusz mało prawdopodobny.
Nie wiem, kiedy cykl miałby się skończyć, bo jest tak rozregulowany. Na razie mam brać duphaston 10 dni, a potem kontrola. Ewentualnie jeśli przyjdzie okres, to zakończyć farmakoterapię i zjawić się do 3dc na kontroli. Wówczas jeszcze będzie szansa na stymulację. Pan doktor uważa, że problemy z torbielami są wywołane lekiem do stymulacji, a nie zastrzykiem na pęknięcie. Doradził zmianę leku i dał znać, że jeszcze od 3dc można stymulować w razie czego.
Zobaczymy, jak będzie.
Jestem mocno zawiedziona, że mam taki kłopot, żeby umówić się do mojej pani doktor. Poprosiłam już o umówienie wizyty na październik, ale zobaczymy jak to wyjdzie z moim cyklem…
Możecie puścić kciuki 😔 Tak mocno je trzymałyście, a mój organizm znowu zawiódł.
9 dpt - beta 4,62 mIU/ml, progesteron 11,9 ng/ml, estradiol 115,89 pg/ml
Dziś w Czechach jest dzień wolny od pracy, więc muszę do jutra poczekać na odpowiedź, czy mogę już odstawić leki.
Dzień InVitro: 33 | Dzień cyklu: 11
Dzieje się mili Państwo, dzieje się. Dzisiaj byłam na kolejnym monitoringu i konsultacji.
Jajca rosną, są jeszcze za małe, więc dalej dokokszam je hormonami. Zdaniem lekarza prowadzącego punkcja będzie w sobotę lub w poniedziałek.
Kolejny podgląd i konsultacja 31.10, zobaczymy jak będzie. Oby 🥚🥚 urosły na tyle by punkcja mogła się odbyć już w sobotę.
Nigdy nie byłam tak blisko realizacji naszego małego marzenia 🥹
Tak bardzo bym chciała być dla Ciebie idealna... A nie potrafię...Tak bardzo bym chciała być Twoim numerem jeden... A nie jestem...
Tak bardzo chciałabym uwierzyć, że podniosę się, strzepę z siebie pył...i będę taką mamą, taką którą zawsze chciałam być dla Ciebie... Teraz nie potrafię w nic uwierzyć... Przepraszam Cię.
12+1
Prenatalne
Wszystko wygląda wstępnie dobrze, wyniki pappy dopiero za 10 dni, wizyta u mojego lekarza za tydzień więc mam nadzieję, że już będą i nie będę musiała krążyć i czekać tak długo na ostateczny werdykt.
Bobo cały czas się ruszało, machało nóżkami, nawet ssało kciuk, D niestety nie mógł być ze mną więc dr pozwolił mi nagrać dla niego filmik z badania 😍
Im bliżej 2 trymestru tym miało być lepiej, tym czasem u mnie regres. Czuję się słaba jak na początku, odrzuciło mnie od mięsa, apetyt zerowy i wszystko mi śmierdzi.
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 października 2024, 10:36
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.