niewiem co mam zrobić. mój chce dziecka a serduszkować by chciał tylko wtedy gdy ma ochote. tylko czemu on ma ta ochote tak rzadko? coś z nim nie tak? czy może ze mną? on podchodzi do starań na luzie a ja tak nie potrafie. wkurzam sie na niego ze nie serduszkujemy co drugi dzień. juz tak jestem dobra dla niego bo nie zmuszam go do robienia tego codziennie. a tu moje dni plodne i trzy dni przerwy ;/ ten cykl pewnie juz stracony przez niego. eh i dzis pewnie bedzie chcial i co? najchetniej bym powiedziala mu na zlosc ze nie mam ochoty... ale znajac mnie tego nie zrobie majac nadzieje ze moze nie jest jeszcze za późno zeby plemniczki dotarly na czas do celu ;p
Staramy się juz dwa lata a doszłam do wniosku, że może być tak że przez połowę tego czasu zwyczajnie nie trafialiśmy w te dni i dlatego nic nie wychodzilo...
dziękuję Wam bardzo za wszystkie rady, wciąż niestety czekam na @, żeby móc zrobić te badania, zobaczymy co będzie dalej
Owulacja była i teścik też był w 7 dniu po owulce niestety okazał się negatywny..... Czy w tym miesiącu oznacza to że nic z tego nie będzie?........ Czy może jest jeszcze iskierka nadziei...... Żadnych objawów kompletnie nic- za wcześnie?........ Co prawda mam lekką zgagę od czasu do czasu kilka razy w ciągu dnia ale przecież zgagę to i miałam niekiedy też wcześniej. Chyba jednak nic z tego nie będzie mam takie przeczucie..... A tak byłoby fajnie przy wigilijnym stole przekazać rodzince miła informację. Zapewne tak nie będzie ale za to będzie okres z którym powitam Nowy Rok na balu sylwestrowym, po prostu lepiej być nie może......... 
UWAGA DUŻA ILOŚĆ NEGATYWNYCH EMOCJI
dziś dół na maksa. Ostatnio jestem strasznie zabiegana, w pracy cyrk, poza tym mnóstwo innego załatwiania i na ovu mało czasu, tyle co zajrzeć do każdej z Was, niekiedy całkowity brak czasu na jakiekolwiek komantarze, ale jestem z Wami myślami. W sobotę byłam u kuzynki jej ciąża jest jakieś 3 tygodnie starsza od mojej i jakoś udało mi się przetrwać, nie płakać, obejrzeć zdjęcia (sama poprosiłam, żeby mi pokazała)i nawet radować się z tej małej kruszynki tylko odrobinę starszej od mojej, ale dziś jest kryzys, brat męża powiedział dziś, że zostaniemy ciocią i wujkiem i rozbiło mnie to na maksa. może byłoby łatwiej gdybym wiedziała, że znów możemy się starać, ale ciągle wychodzi u mnie coś nowego. Przede wszystkim czekam na @, która powinna być w sobotę, żeby zobaczyć czy paciorkowiec zamordowany, poza tym za radą dermatologa trzeba zrobić testosteron i pochodne, no i z wynikiem udać się do gina po opinię. jeśli pozwoli się starać to dokończyć leki na włosy i zaczynamy się starać, ale może każe iść do endokrynologa i czekać nas będzie kilkumiesięczna przerwa na leczenie. no a z pracą nie ciekawie i to jest najlepszy moment na ciążę, nie wiadomo co będzie dalej. po czterech latach pracowania w jednym miejscu co roku na rok, teraz zmieniłam pracę i pracuję na zastępstwo bez konkretnego terminu, ale wieść niesie, że do listopada 2014. za jakiś czas się okaże, ale skoro praca i tak nie jest stała, to lepiej byłoby teraz zajść niż po 2 miesiącach w nowym miejscu o ile znajdę pracę, bo na razie masakra na rynku pracy. Wyżaliłam się, może będzie lepiej
Wczoraj byłam na monitoringu. Endometrium zrobiło się lepsze, pęcherzyk rośnie. Jutro rano idę na kolejny monitoring.
Ostatnia wizyta u "specjalisty" skończyła się u mnie swego rodzaju dobiciem, bo powiedział mi coś niepokojącego i jednocześnie nie wyjaśnił mi tego tak, jak powinien. Wspomniałam o tym lekarzowi wykonującemu monitoring i kiedy odpowiedział mi, poczułam jak całe to napięcie związane ze staraniami opada ze mnie. Nie powiedział ani nic specjalnie mądrego, ani odkrywczego... powiedział tylko tyle "nie myślimy o tym, nie przejmujemy się tym, zapominamy! To jest nieważne! Po co siebie stresować, męża stresować? Po co się blokować? Myślimy pozytywnie - będzie dobrze!" Ile to razy teksty czytane w artykułach, albo słowa znajomych o zapominaniu i wyluzowaniu działały na mnie jak czerwona płachta na byka? Wiele razy. W tych jego słowach (choć w sumie niewiele się różniły od innych) było coś uspokajającego i pokrzepiającego. Podziałały na mnie naprawdę dobrze. Od wczoraj więc staram się myśleć pozytywnie, naprawdę się staram... moja głupia natura jednak cały czas daje o sobie znać i kiedy już prawie wychodzi mi wpieranie sobie pozytywnego nastawienia i zaczynam sobie w duchu gratulować postawy, mam wrażenie, że zza rogu wyskakuje moje negatywne nastawienie z tekstem "A co jeśli znowu...?" Ech... Będzie ciężko.
Myślimy pozytywnie! Koniec, kropka.
Ciąża zakończona poronienie
to już po raz drugi
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 grudnia 2013, 19:12
to już jest koniec
................. nie ma już nic 
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 grudnia 2013, 19:24
Ciąża rozpoczęta 19 listopada 2013
Jak wykres pokazuje od wczoraj mam okres...Znowu w tym miesiącu porażka...Nie udało się ;(
Zeszłej nocy miałam sen, snilo mi się, ze będziemy mieli synka, a już w brzuchu był ubrany na niebiesko, nie mogłam uwierzyć jak się obudziłam, poprawilo mi to humor z samego rana:)
Po południu było usg, nasza dzidzia wazy 358g i jest mala dziewczynka na 80%
I wszystkie wymiary i narządy wewnętrzne ma w normie, nawet ssala kciuka i nie chciała pokazac serduszka do zbadania, zaslaniala je reka:)
Jestesmy tacy szczęśliwi:)
I co z tego, ze nie mamy pieniędzy, to dziecko daje nam już tyle milosci, takiej niewyobrażalnej..
No i miałam zrobione badania krwi rozne, żeby zbadac, co powoduje palpitacje, a niedługo dostane list z data kiedy mam się stawic do szpitala na 24 godzinne badanie przez holtera..bwiec tym razem mnie nie zignorowali.
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 grudnia 2013, 21:15
Na początku tego cyklu dotarło do nas, że jak chcemy czekać z ciążą aż załatwimy "wszystkie niezbędne rzeczy" (ślub cywilny, stała w miarę praca, mieszkanie), to nie wiadomo kiedy będziemy mogli te starania zacząć... mając wśród znajomych przykłady starań o dziecko od roku do kilku lat, doszliśmy do wniosku, że nie ma co czekać. Mamy już swoje lata, jest wiele ludzi w cięższej sytuacji od naszej i dają radę więc i my sobie poradzimy. I tak oto, powoli powoli, zaczynamy starać się o dziecko:) Póki co, wkraczamy w zupełnie nowy dla nas świat jeszcze nie tak bardzo na serio, w połowie cyklu, szczęśliwsi, że przenieśliśmy te plany z nieokreślonej przyszłości na już
Jestem właśnie po badaniu ginekologicznym. Wczoraj miałam robione usg po raz pierwszy przez brzuszek. Jestem taka szczęśliwa. Wczoraj właśnie po raz pierwszy ujrzałam moje dziecko:)Chyba też się cieszyło bo ani chwili nie ustało w miejscu:) ale widziałam już kończyny, powieki. Jej to jest cudny widok. Jestem taka szczęśliwa.
Wszystkie objawy które mi doskwierały na początku już zaczynają powoli odchodzić
Jestem dumna z mojej kruszynki, że tak ładnie się rozwija:) Teraz mam kolejne badanie za 4 tygodnie.. Niech moje dziecko rośnie i kocha już mamusię od poczatku, tak jak mamusia pokochała swoje dziecko.
Tyle czasu starania się o dziecko napełniło mnie taką miłością i takim pragnieniem,że nawet nie jestem w stanie tego opisać.. To są dopiero uczucia. Warto było się nie załamywać i dążyć do celu.. Celem było danie życia mojej kruszynce:*
No i po komisji wszystko wypadło pomyślnie
lekarz był super
nie wiem po co się tak stresowałam
....
Zaczynam czuc w sobie sile aby isc do przodu. Nie powiem, ze nie ogladam sie za siebie bo nadal to robie z lezka w oku.. Ale czuje, ze mam w sobie sile, ktora tworzy rzeczy niezwykle. Mam zamiar zaproponowac swoje zdjecia w gazetach. Wiem, ze to szalony pomysl ale taki nie jest w rzeczywistosci. Kilka lat temu pracowalam z jedna pania fotofraf jako stylistka. Latalysmy po Paryzu jak glupie i robilysmy zdjecia wnetrz. Gdy ktos sie zapytal co z tymi zdjeciami zrobimy, odpowiadalam, ze damy do gazet wnetrzarskich. Kazdy lapal sie za glowe. Slyszalam uwagi, ze to sie nie uda, ze za duza konkurencja, ze co ja sobie wyobrazam.. Pewnego dnia, gdy wszystko bylo juz gotowe, usiadlam przy telefonie, wzielam oddech i wykrecilam numer do redakcji jednej z najbardziej znanych gazet wnetrzarskich we Francji. Zostalysmy umowione na spotkanie. Wynik? Nasza pierwsza sesja zostala od razu przyjeta, wydrukowana i na dodatek poszla na okladke
Zaliczam to do swoich wielkich sukcesow. W miedzyczasie ukazaly sie nasze publikacje w innych gazetach francuskich i polskich, poszlo jak z platka:) Teraz startuje sama jako fotograf, wiec zobaczymy
W styczniu pierwsze prezentacje w gazetach. Trzymajcie kciuki dziewczyny 
Kochane, dodam jeszcze: nigdy nie poddawajcie sie, obojetnie co inni mowia, wierzcie w siebie. Uda sie - predzej czy pozniej. To dotyczy wszystkich domen naszego zycia. To jest zycie kazdej z nas i my nim kierujemy. Nie dajcie sie zwiezc, podazajcie smialo wlasna droga, nikt inny tego za nas nie zrobi..

Wiadomość wyedytowana przez autora 19 grudnia 2013, 11:30
Wpatruję się w wykres ostatniego cyklu. Wiem, że to nic nie pomoże, ale gapie się w niego i gapie. Jakby miała tam zobaczyć jakieś utajone wskazówki. Niby była owulacja i wszystko ok, ale testy (-) i temperatura na końcu ostro w dół i na zakończenie @. To było coś, czy nie? To jest oznaka jakiegoś poronienia. Nie wiem jak mam to czytać. Lekarz mnie chyba nie ominie i tak. Na ovu pokazywało test ciążowy pozytywny 80%. Wiem, że to tylko program. Nie potrzebnie tyle myślę. To wcale nie pomaga. Szkoda, że czasem nie da się wyłączyć niektórych części mózgu. Tak bardzo chciałabym być w ciąży. Smutno.
Dzisiejsze wyniki beta hcg 5906,2 czyli ładnie wzrosło od 9.12 kiedy było 419, progesteron 24,85 troche mnie to uspokoiło, bo juz odchodziłam od zmysłów. Chyba to siedzenie w domu tak na mnie działa, nie mam sie czym zająć i ciągle myśle i wymyślam czarne scenariusze:/ Jutro wizyta u gin, mam nadzieje ze juz Cie zobacze Iskierko 
Byłam dziś u zupełnie innego lekarza, nie dlatego, że poprzedni mnie zawiódł, tylko chciałam sprawdzić,czy inny lekarz zaleci mi coś innego...poprzedni kazał mi czekać do stycznia.Ale stwierdziłam ,że jeśli jest ktoś na miejscu godny polecenia, to dlaczego by nie skorzystać i nie wybrać się wcześniej?Poszłam więc, ten lekarz w przeciwieństwie do mojego przyjmuje na kasę chorych, więc pacjentek było od...i ciut ciut!90 % z brzuszkami mniej lub bardziej okazałymi.Pojechałam godzinę wcześniej,bo wiedziałam ,że będzie dłuuga kolejka. Byłam trzecia, na całe szczęście, bo zwolniłam się z pracy. Na wizycie Doktorek od razu zrobił na mnie dobre wrażenie, wysłuchał w prawdziwym skrócie mojej historii i przerzucił stos moich dokumentów.Choć przyjmuje na kasę chorych, nie miał zbyt wiele czasu-ale podjął od razu pewne kroki. Na USG widoczny jest jeden pęcherzyk, dlatego zalecił mi teraz zero współżycia do 26, a do tego czasu mamy brać z mężem dwa x dziennie, ja- Estrofem, on- Clostilbegyt. Drugiego Dnia Świąt muszę pojawić się na oddziale, dostanę zastrzyk. Tak naprawdę powinnam go dostać dzień wcześniej,ale Doktorek ma wtedy wolne, w końcu to drugi dzień Świąt. No i tyle. Póki co staram się nie myśleć, ciężko tylko będzie wytrzymać ten okres wstrzemięźliwości, bo jak przychodzi ten czas dni płodnych to świruję w pozytywnym znaczeniu tego słowa:)nie mogę się wtedy odkleić od męża:)...jeśli to nic nie pomoże ,jadę w styczniu do swojego lekarza, zobaczymy co on mi zaproponuje,a na miejscu też jest warto kogoś mieć, bo nigdy nic nie wiadomo...Na razie czekam i staram się być dobrej myśli, MAM NADZIEJĘ i jakoś mi z tym lepiej. Pozytywne myśli zdecydowanie lepiej wpływają na mnie, koniec z żalami:)))
Jesteśmy już w Moskwie.
Szczerze zdycham.

Zaczęło się wczoraj wieczorem. Ból brzucha, wymioty, trochę biegunka, stan podgorączkowy. W nocy nie zmrużyłam oka.
W samolocie jak tylko ruszył silnik nagle mnie zamroczyło, zrobiłam się zielona, oblałam się zimnym potem nie mogłam oddychać.
Kuba dał mi wodę i jakoś przeszło ale cały lot czuję się połamana. Krew mi z nosa leciała jak cholera i zgaga żyć nie dawała. Do tego czuję się jakbym miała temperaturę.
Oby do domu.
Wyrzut hormonów i taka podróż to beznadziejne combo.
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 grudnia 2013, 21:39
Z Ogromną dumą zawiadamiam że 7 grudnia przyszła na świat Nasza piękna zdrowa Córcia Aleksandra z wagą 3700 i 58 cm
dziś od rana ból brzucha jak na okres - okresu brak. Teraz ból staje się ciężki do zniesienia - taki napadowy, skurczowy... Nigdy nie miałam czegoś podobnego. Mój brzuch pobolewał, ale tylko w czasie krwawienia, nigdy kiedy indziej.. Może to przez antybiotyk męża - wczoraj skończył go brać i pierwszy raz od 2 miesięcy kochaliśmy się bez gumki, a może to ten beznadziejny bromek znowu coś poprzestawiał...temperatura poleciała na łeb na szyję niżej niż kreska na wykresie..
jutro wizyta u lekarza napro, @ moglaby z łaski swojej poczekać, bo znowu mnie nie zbada..
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 grudnia 2013, 19:07
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.