Niespodziewane dwie kreski, nie dociera to do mnie ....
o rety rety rety czy zostanie mi dane zostać w końcu mamą 
dzisiejszy dzień był bardzo pracowity. rano mala do przedszkola ja z mezem do pracy o 15 po mała do przedszkola i zakupy. 2 godziny latania po miescie i zaopatrzenie na kilka dni do domku później pranie sprzątanie palenie w piecu gdyż mieszkamy w domku jednorodzinnym cigle odpowiadanie na pytania ciekawskiej corki i wiele wiele innych rzeczy...szczerze? padam na pysk a jeszcze jekies serduszkowanie by się przydalo bo detektor ciagle daje zielone swiatło. wiec uciekam do lozka maz już czeka
trzymajcie się słoneczka
Ech, mogę tylko odetchnąć. Dziś zaczęłam pierwszy zastrzyk i plany były, że to bułka z masłem. Owszem, po fakcie tak można już powiedzieć, ale cała akcja to była amerykańska tragikomedia. Obejrzałam wczoraj z mamą filmik instruktażowy (bo ulotka to za mało) i całe zwarte i gotowe zabrałyśmy się rano do roboty. No i co, no i się okazało, że nie do końca potrafiłyśmy zrobić ten cholerny zastrzyk. Cały problem tkwił w technicznym rozwiązaniu tej automatycznej strzykawki. Oczywiście dawkę nastawia się prościutko, ale nigdzie nie było napisane i pokazane, że jak się już robi ten zastrzyk to miarka wraca do zera. Nigdy nie robiłam sobie sama zastrzyków, więc zaangażowałam w to mamę i to ona naciskała "cyngiel". Niestety okazało się, że nie wcisnęła do końca tego tłoka i zeszło tylko 12,5j, więc musiałam się kuć jeszcze raz (ale już sama, żeby panować nad całą sytuacją). Nie wiedziałam jak to ustrojstwo działa, więc zmarnowałam kilka jednostek, żeby sprawdzić, czy faktycznie skala zaczyna się zmniejszać. Tak było, więc jeszcze raz się ukłułam nową igła (dobrze, że jest ich aż 20 w opakowaniu) i w sumie było po robocie. Najbardziej się bałam, że wstrzyknę sobie podwójną dawkę, albo że nie wstrzyknę jej wcale. Więc nerwów trochę było. Teraz żałuję, że nie poprosiłam pielęgniarki, żeby pokazała mi jak to działa. Bo samo ustawienie dawki (kręcąc pokrętłem) to za mało. Może ktoś sobie pomyśli, że jakaś głupia jestem, ale to nie ma z tym nic wspólnego.
Cytując i rozwijając odpowiedź w komentarzu...
Niewyraźnie się czuję, że czasami przemawia przeze mnie taka niespodziewana wrogość ... ale cieszę się, że właśna przestrzeń fizyczna i mentalna to coś spotykanego ...nie tylko u mnie. Bo chwilami myślałam, że moze jestem jakimś dzikuskiem. 
Zastanawia mnie jak więc wpasuję się w rolę żono-matki. martwi mnie, ze moze nie będę mogła się odnaleźć w tym wszystkim i że będzie mnie to przerastać. Nie wiem...ale podejrzewam, ze pewnie nie będzie tak źle, ponieważ dziecko to będzie cząstka mnie i cząstka męża. Dziecko to bedzie co innego niż grupa dorosłych zachowujacych się jak dzieci i wchodzących poza prywatną linię jestestwa,nie? Zastanawia mnie też jak odnajdę się jako mama 2ki dzieci, którą chciałabym bardzo mieć. Nie chcę, żeby były takie jak ja. Super indywidualności, księżniczki na ziarnku grochu a także trochę samotne w dorosłym życiu bez brata lub siostry. Ale też czy wizja rodziny 2+2 to jest obraz w którym na pewno chciałabym się widzieć? 2+3 to już raczej nie, zawsze bylam przeciwna takiej idei. Zawsze tez dziwnie patrzylam na panienki z wózkiem i już w kolejnej ciązy...ale z drugiej strony, przecież chyba zdrowsza dla więzi dzieci jest mniejsza różnica wieku niż większa nie? Ech, strasznie to wszystko skomplikowane.
Wiem tylko, że będę czułą i opiekuńczą mamą, ale będę jak najbardziej starać się nie przesadzać. Bo patrząc na mamę męża, jak dorosłych chłopów i dorosłą kobietę traktuje jak dzieci w przedszkolu to aż słabo mi się robi. Nie chodzi o czułość, przytulanie itp. Tylko o drobne rzeczy typu och, masz zimne rączki to założę ci rękawiczki, poczekaj posmaruję ci chlebek czy też zapakuję Ci torbę na wyjazd bo przeciez samemu/samej ci się nie uda. Cały czas powtarzam, ze lepiej zeby była taaaka teściowa a nie złośliwe jaszurstwo, więc staram się nie widziec tych upierdlistw. Ale jest to trochę dziwne. Dobrze, ze mój mąż wyszedł z domu samodzielny i jest inny niż brat i siostra, bo to są normalnie duuuuże, dorosłe dzieci. 
A mnie dziś czeka obowiązkoow do zjedzenia mięso z wczoraj.
Teściowa co chwilę wkłada głowę do mojego biura i pyta i co i co? Smazyć ci mięsko? Kuuurrrde...no ja nei chce jesc nic SMAŻONEGO, nie lubię czerwonego mięsa
A do tego przed wyjazdem dziś jeszcze ostatni dzien chcę trzymac 100% diety bo potem będzie troche trudno, ale i tak dam radę. Zamiast pizzy będzie sałatka!!! Sałatka z kawałkami pizzy. hih Więc zzaraz daję nogę na siłownie a potem ok, niech usmazy to wcisnę mięcho mężowi jak wróci z pracy. On uwielbia mięcho w każdej odmianie. Tylko nie lubi tatara. Ale i tak uparcie i wytrwale trzyma się ze mną zbilansowanej diety. Od październiak zgubił 8 kilo i wchodzi we wszystkie spodnie z których powyrastał. Ha! W lecie będziemy Pan i Pani SEXY.
I już nikt nie będzie myslał, hmm fajna ta żona nowego lekarza. Szkoda tylko że taka tłusta. Tylko będą sobei myśleć faaaaajna ta żona nowego lekarza.
Uff..cieszę się, ze dzisiejszy dzień jest lepszy niz wczorajszy.
Leje deszcz, wieje wiatr ale w humor wiosenny.
Zauważyłam, że lepiej znoszę cale towarzystwo na wyjazdach, wycieczkach itp. Pewnie dlatego, ze to neutralny teren, nie mam tysiąca rzeczy do zrobienia, nie przeszkadza mi hałas i zamieszanie. Może nie będzie tak źle w tych Włoszech. Pamiętam, że w młodzieńczych latach oglądałam z mamą jakąs komedię o rodzinnym wyjeździe do Rzymu, chyba to był film "wakacje w krzywym zwierciadle"
Mam tego typu obawy ale postanawiam, wszem i wobec być spokojna, uradowana i nie dac się wyprowadzić z równowagi.
A!! książka! Prawie zapomniałam o książce! Specjalnie w Polsce kupiłam anioły i demony, zeby poczytać sobie podczas wycieczki. Głownie w samolocie. Brrrr... Samolot.
Temat rzeka. Ale po ostatnim locie, w zeszłą środę z Barcelony tutaj do domu, do północnej Hiszpanii podwyższyła się granica mojego przerazenia...
Najpierw mieliśmy miejsca z tyłu, blisko ogona (ble) ale przyszła miła pani stewardessa i zapytała, czy my jako wysocy pasażerowie nie chcielibyśmy mieć wiecej miejsca na nogi i usiąść przy wyjściu awaryjnym..na skrzydle. Więc ok, z chęcią.
No i lecimy, lecimy, już widać światła, powoli szykujemy się do lądowania, ciemna noc a tu nagle BOOOOOOOOOM!!!! Wielki błysk a ż się zrobiło ciemno w oczach, huk taki że aż w uszach dzwoniło i....zimny pot zalewaja y całe ciało. Błyskawica trafiła w silnik.
Na chwilę wszyscy zamarli, ja prawie zemdlałam, mąż zbladł...czekaliśmy na rozwój wydarzeń. Samolot jednak ani drgnął...a po chwili pilot cieplym głosem oznajmił:
szanowni Państwo, właśnie doświadzcyliśmy wyładowania atmosferycznego. Piorun trafił w silnik, ale niec się nie stało prosze się nie martwić, za 15 min lądujemy.
Haaa..więc teraz pewnie zwykły start czy zwykłe lądowanie mnie tak nie przerazi. A poza tym, teraz mam nowy wyznacznik - zacznę panikowac jak następnym raz zobaczę taką przerażona minę mojego dzielnego męża.
Dopóki jej nie zobaczę to niec się nie będzie działo, wszystko to będą tylko moje wymysły....
Tym optymistycznym akcentem pozdrawiam was serdecznie i...w przyszłą środę pochwalę się w którym niewygodnym momencie podczas podróży pojawiła sie złośliwa @ ! 

Po Usg - wszystko dobrze z maluchami Ważą po ok.1617g. Są wagą jakby to był 30/31 tyg a nie 33 tyg, ale to u bliźniaczków normalne. Choć lekarz stwierdził że i tak spore. Ważne że zdrowe.
Mnie straszliwie boli spojenie łonowe. Do normalnych już bóli doszło naciągniecie ściegien ponieważ wczoraj prawie szpagatu nie zrobiłam na tym lodzie. BOLI AUUUU.
Ogólnie to czuje się zmęczona, obolała. Pobolewa mnie dół brzucha i kręgosłup(za dużo chodzenia i stania).
Mam mega ochotę na eclerke oraz faworki.
Czuję @. Od wczoraj jestem nerwowa jak osa, płaczliwa, roztrzęsiona, zestresowana. Czuję jakieś takie pulsowanie i pobolewanie podbrzusza jak przed @. Oczywiście gdzieś tak w środku liczę, że @ nie przyjdzie....ale chyba nie ma co się łudzić...
((
Zastanawiam sie czy kupic i zaczac zazywac witaminy prenatalne. Obecnie biore tylko kwas foliowy. Jakie jest wasze zdanie na ten temat?
http://zapodaj.net/51920a458b754.jpg.html
czy była owulacja ??? w 19 dc ???
No to chyba zrobiliśmy wszystko co w naszej mocy teraz będziemy czekać... I dalej cieszyć się sobą
tylko jeszcze 10 dni udręki...
Wizyta u gina w sobotę nic nie wniosła..bo z wyników badań które zrobiłam nic nie wynika..więc gin stwierdziła, że jak chce sprawdzić wszystko, to da mi kolejną listę z badaniami..
p/ciała p/beta2 glikoproteinie-1 IgG IgM, antytrombina III aktywność, homocycsteina, białko S, białko C, czynnik krzepnięcia II i V-aktywność, nadkrzepliwość wrodzona (czynnik V leiden+ mutacja20210 G-A genu protombiny)..póki co poczekam do piątkowej wizyty u specjalisty od poronień..zobaczymy co ona powie-jakie badania zaleci.. 
Za 2 tygodnie mam również zrobić hcg sprawdzić czy całkiem już spadło.. no i w miedzy czasie czekam na okres..
Ciekawe kiedy będziemy mogli rozpocząć starania...tak bardzo chciałabym być znów w ciąży..i żeby tym razem było wszystko ok..
póki co to moje jedyne marzenie...
Ciąża rozpoczęta 15 stycznia 2014
22 dzień cyklu, 19 tabletka - dwa dni do końca 
50,6 kg
Ruszamy na Słowenię
jak zwykle przed wyjazdem jest trochę nerwowo.. Mam nadzieje za jak wrócę to będę jzz w trakcie nowego cyklu 
Sobotni wieczór totalny relaks, gorzej było już w niedzielę i dzisiaj. Niedziela spędzona na SOR w szpitalu z mężem, a dzisiaj od rana gonitwa po lekarzach, obdukcje itp. i w prokuraturze. Masakra jakaś. Padam już. Mąż został pobity na oczach policji, a oni nic z tym nie zrobili, tylko wywieźli go na izbę wytrzeźwień, a za co... za to że chciał numer ewidencyjny policjanta, który przyglądał się, jak mąż jest kopany przez ochronę z klubu. K....aaaaa!!! W jakim kraju my żyjemy???
Ciąża zakończona 18 stycznia 2014
Wiadomość wyedytowana przez autora 3 lutego 2014, 15:00
Kilka miesięcy po ślubie zdecydowaliśmy razem z mężem, że zaczniemy starać się o dziecko..
Pierwsza próba była w kwietniu..niestety, ale nie przejęłam się aż tak bardzo, bo komu udaję się za pierwszym razem?wiem, że są takie szczęściary wśród nas, ale nie każdy ma takie szczęście..2cykl starań-maj-test ciążowy pokazuje 2 kreseczki choć nie dowierzam w to co widzę..Następnego dnia powtarzam test i są znowu dwie magiczne kreseczki..badanie krwi to potwierdza.. Jesteśmy tacy szczęśliwi, że zostaniemy rodzicami..choć gdzieś tam w głębi serca boje się..jak to teraz będzie i w ogóle, ale wierzę, że damy radę..
17.07 kolejne usg i zła wiadomość..dzidziuś nie żyje..nie ma widocznej akcji serca.. 
Jestem załamana..wyszłam z gabinetu zapłakana..gin proponowała zabieg w szpitalu, ale odmówiłam..czekałam aż samo się zacznie
23.07 było już po wszystkim..jednak 2 dni po poronieniu wylądowałam na izbie przyjęć z potwornym bólem brzucha..i okazało się, że zostały resztki po poronieniu..musiałam podjąć decyzję czy zostaję w szpitalu czy ryzykuję i czekam aż samo się może oczyści..postanowiłam zostać-choć bardzo tego nie chciałam.. Zabiegu odmówiłam, poprosiłam o tabletki (cytotec)..
Leżałam na patologii ciąży z ciężarnymi kobietami..ten widok strasznie mnie dołował..na szczęście po 2 dniach na usg wyszło, że już się oczyściło..więc mogłam wyjść do domu..
Po 2 tygodniach miałam się zgłosić do kontroli u mojej gin..okazało się, że mam czekać aż spadnie mi hcg..a spadało bardzo wolno..ponad miesiąc, więc musieliśmy czekać by znów móc się starać..w między czasie przyplątała mi się infekcja, która trwała też dosyć długo..
Październik-1 nasz cykl starań..nieudany..za to listopad okazał się już dla nas szczęśliwy..
Z racji tego, że pracowałam fizycznie musiałam pójść na zwolnienie od momentu pojawienia się 2 kreseczek na teście..a był to 7 grudnia.. 
Dużo leżałam, odpoczywałam, nie przemęczałam się..robiłam wszystko co możliwe, żeby tylko tym razem było dobrze.. Przyjmowałam większa dawkę duphastonu- bo miałam dość niski progesteron..i każdego dnia prosiłam Boga, żeby nie zabierał mi kolejnego maleństwa..
23 grudnia pęcherzyk ciążowy-odpowiada wielkości ciąży..więc wszystko ok i mogę na spokojnie przezywać święta.. W sylwestra poczułam swędzenie i zaniepojona tym, że to infekcja zadzwoniłam do gin, zapytała czy mam macmiror-miałam więc kazała go wziąść i przyjść 2 stycznia po nowym roku na wymaz.. Na wizycie przepisała mi pimafucin i pobrała wymaz, przy okazji zajrzeliśmy do dzidziusia..był malutki zarodek..
11 stycznia następna wizyta- od razu idziemy podglądać dzidziusia i okazuję się, że dzidziuś jest ale mniejszy niż wg terminu i nie bije mu serduszko..
z racji tego, że do zapłodnienia mogło dojść później kazała odczekać i przyjść za 7 dni... Wiedziałam, ze nie będzie dobrze..czułam to..czułam, że następna wizyta będzie tylko potwierdzeniem moich obaw.. W ciągu tygodnia w środę poszłam zbadać poziom hcg po 2 dniach sprawdziłam czy przyrasta..i niestety spadło ponad 1500..więc przygotowywałam się psychicznie na jutrzejszą wizytę, że usłyszę same najgorsze rzeczy.. Moje obawy się potwierdziły choć dzidziuś troszkę urósł to nadal nie biło mu serduszko..a na tym etapie już zdecydowanie powinno bić..
Załamałam się całkiem..moje obie ciąże skończyły się w tym samym tygodniu i w tym samym dniu.. 9t4dz 
W ciągu 6 m-cy straciłam moje dwa kochane maleństwa..
Moje życie straciło sens, wszystkie plany, marzenia legły w gruzach..nie ma już nic..
(pracę również straciłam-bo miałam umowę zlecenie przedłużaną co miesiąc.. więc tej styczniowej nawet nie szłam przedłużać, bo i tak nikt by mi jej nie przedłużył)
W marcu przeprowadzamy się do nowego domku..miałam tyle planów..jak urządzę pokój dla maleństwa, gdzie postawię jego łóżeczko itd...
Czasami odechciewa mi się żyć..bo przecież nic dobrego mnie już w życiu chyba nie spotka.. skoro Bóg zsyła na mnie takie cierpienie.. 
Najchętniej to położyłabym się..żeby już się nie obudzić..ale wiem, że mąż cierpiał by podwójnie..a do tego chęć posiadania dziecka jest tak wielka, że chyba wytrzymam wszystko, wszystko zniosę by móc w końcu zostać mamą..
31 stycznia 17:11
Dzisiaj pojechałam na kontrolne hcg...ciekawe do ilu spadło...bo na pewno nie całkiem.. ;(
wieczorkiem się okaże..
A jutro wizyta u byłej gin..kontrolne usg..i ciekawe co z tą moją niby infekcją..?bo niby dalej odczuwam swędzenie..ale w wymazie wyszło, że wszystko ok..dzisiaj kupiłam test ph..i wyszło, że ph jest dobre..
więc sama już nie wiem..stosuję lactovaginal, lacibios femina i doustnie dostałam ostatnio fluconazole..zobaczymy co powie jutro..bo mam dość już tego..i chciałabym po 1 okresie zacząć starania..
Porobiłam część badań i niektóre wyniki już mam:
tsh 2,100 (0,270-4,200)
ft3 2,98 (2,00-4,40)
ft4 1,25 (0,93-1,70)
anty TPO 6,95 (0,00-34,00)
anty TG 10,00 (0,00-115,00)
Toxoplazmoza IgG 0,13 IgM 0,228
różyczka IgG >500,0 IgM 0,61
CMV IgG 0,15 IgM 0,20
antykoagulant toczniowy- ujemny
Czekam na p/ciała kardiolipinowe..i jeszcze muszę zrobić wymazy na chlamydie, mykoplasme i ureaplasme..
7.02 mam wizytę niby u specjalisty od poronień..zobaczymy..
a 28 kwietnia(najwcześniejszy wolny termin) idziemy do genetyka na badanie kariotypu..
W ogóle dzisiaj znowu wszystko do dupy.. 
powoli mam dość takiego życia..każdy dzień taki sam..
dzisiaj przypadkiem natknęłam się na profil na fb byłej mojego męża..i co widzę, jedno dziecko 4 lata..drugie kilka miesięcy..a my? 2 aniołki.. (*)(*)
Może gdyby nie był ze mną..to miałby już chociaż jedno dziecko..
..taka myśl przeszła mi przez głowę..
nie wiem jak wytrzymam to wszystko..? staram się być dzielna..ale czasami nie potrafię..
Wykańczamy dom-bo pod koniec marca się wprowadzamy i a to trzeba do sklepu pojechać coś kupić, wybrać..jaki kolor? jaki model itd...a ja nie mam na to siły, nie mam do tego głowy..
do tego mnóstwo pań z brzuszkami przewijające się między alejkami..
mam dość!!!
Mam już wyniki hcg...spada to fakt..jest 44,5 mUl/ml w poprzedniej ciąży spadał ponad miesiąc od poronienia.. ;(
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 lutego 2014, 14:55
Od rana krzyki, wrzaski..jak ja tego nie lubię.. dołuje mnie to jeszcze bardziej
ale już niedługo..koniec marca i wreszcie spokój..rano, w dzień i wieczorem.. Cały dom dla nas..bo tutaj już czasami nie da się wytrzymać z tym dzieckiem szwagierki..ja wiem, że to tylko dziecko i nie jest ono niczemu winne..ale szwagierka czasami przegina..czuję, że robi mi to na złość.. w ogóle teściowie jak i siostra męża zachowują się tak jakby nic się nie stało
dla nich może nic..a dla mnie..straciłam drugie już dziecko..to cholernie boli..i kto tego nie przeżył nie jest w stanie zrozumieć kobiety po stracie..nawet gdyby bardzo się starał..bo tak się nie da.. Od żadnego z nich nie usłyszałam ani jednego słowa typu jak się czuję albo współczuję Ci, bardzo mi przykro..nic zupełnie nic 
Każdy lata i skacze nad małym 3 letnim Michałkiem-który został tak wychowany, że wszystko mu wolno..jak babcia-moja teściowa chce wejść do niego na górę to się drze i nie chce jej wpuścić i ją wygania..teksty typu idź sobie, idź stąd
no sorry..
Szwagierka na moich oczach oczach jak np. wychodzę z domu (od nas z poddasza) i na korytarzu jak widzi że idę to robi wszystko, żebym poczuła się "gorsza"? że nie mam dziecka?żebym jej zazdrościła, nie wiem sama ale przytula, chwali go przy mnie jaki to Michałek mądry chłopczyk itd..że sam już robi kupkę do nocniczka..trochę nie na miejscu..szczególnie, że wie jak bardzo chcemy mieć dziecko a dwójkę już straciłam w ciągu pół roku..
jest mi cholernie ciężko i przykro w takich chwilach.. Jacy ludzie potrafią być złośliwi i bez serca..ale wierzę, że los się kiedyś odwróci..i Ci co cierpią będą w końcu szczęśliwi..a Ci co mają aż za dobrze poznają co tzn. ból, cierpienie..wiem, że może jestem wredna mówiąc w ten sposób..ale teraz inaczej nie potrafię..życie mnie uczy, żeby martwić się tylko o siebie..tak jak inni to robią..
Jak człowiek cierpi, to nikt mu nie chce pomóc..nawet się nie stara..
a jak komuś coś trzeba to wtedy kto ma pomóc? Karolinka..
wtedy to ja jestem pierwsza na liście..
Jak trzeba było zamówić przez internet różne sprzęty do nowych domów typu kuchenka, zmywarka, okap, pralka itd..to kto ma to zrobić?ja..bo przecież nikt inny nie umie zamówić przez internet! A nikt nie pomyślał, że może nie jestem w stanie bo to było zaraz po poronieniu..że nie mam siły albo ochoty..
Albo np. z mężem zamówiliśmy sobie żarówki led do podbitki na zewnątrz domu to szwagierka i jej mąż tez tak chcą mieć jak my..i co wczoraj mąż przynosi kartkę a tam lista żarówek ile sztuk,ile led, ile wat, jaki kolor..a co ja jestem?! taka mądra E. nie umie sama zamówić na allegro?wystarczy założyć konto i już.. Karolinka jest dobra jak komuś coś trzeba..a tak? 
Oj dziewczyny zazdroszczę Wam, Wy pewnie nie macie tak jak ja.. z tego co czytam Wasze pamiętniki to wszyscy wokół Was są życzliwi itd..a ja niestety nie mam aż tak dobrze..
Boli to, cholernie to boli..ale cóż trzeba żyć dalej..
Po 1 poronieniu było jakoś inaczej, może przez to, że to było lato..i jakoś tak leciało..potem wakacje nad morzem, nowa praca..a teraz..zima, zimno, ponuro, śnieg..choć z każdym dniem słońce świeci coraz bardziej 
Ale nie ma takiego dnia bym nie płakała
zawsze znajdzie się taka chwila, że łzy same płyną mi do oczu..ale zaraz mi przechodzi..
Nigdy nie myślałam, że spotkają mnie takie tragedie w życiu..że stracę dwójkę moich dzieci..
Niestety takie jest życie..i trzeba sobie jakoś radzić..nawet jak się nie umie, nie potrafi.. Trzeba wziąść się w garść i walczyć o swoje szczęście..marzenie- które mam tylko jedno-tak bardzo wyczekiwane przez nas DZIECKO

2 dc . Strasznie bolą mnie plecy i pośladki ..
W środę idę do gin . Boże..żeby teraz się udało..
Żeby wszystko na mnie zadziałało..
Tak bardzo chcę i pragnę ..
Jestem opanowana, nie popadam w histerię, nie wariuje na tym punkcie.
Zwyczajnie wierzę w to, jestem dobrej myśli.
Zrobiłam sobie wczoraj dreda. Jednego dreda.
Będzie przynosił mi szczęście. Tak postanowiłam .

Ps:Dziękuję Chiang Mai za przesyłkę!
Kolczyki są prze-śli-czne ! Serduszko jest już zawieszone na żyrandolu obok drugiego serduszka,które było już zawieszone:) Pałeczki do ryżu - skąd są? i dziękuję za 2 pary!
Mydełko handmade ! I chyba podstawka na kadzidełko/zakładka do książki ?- musisz potwierdzić , bądź mnie skorygować Marysiu 
Jeszcze raz dziękuję :* Bardzo mi miło:)
Wiadomość wyedytowana przez autora 3 lutego 2014, 17:11
Jej nie mogę się doczekać wizyty u ginekologa
już bym chciała wiedzieć czy z moim maleństwem wszystko ok a tu jeszcze 2 tygodnie
a cały czas czuję się zmęczona i najlepiej to bym cały czas spała
a w nocy natomiast to spać nie mogę..czuję się tak jakby maleństwo juz było na świecie i nie dawało mi spać heh 
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.