O bosze, bosze, bosze...
Mój gaszek właśnie przyniósł mi prezent na walentynki, o bosze, bosze, bosze....
Dostałam CD!!!!
Joe Cooker!!!!
...Sam ją nagrał. 
6t4d
Dziś fatal error od samego rana, ledwo się podniosłam z łóżka, zawroty i ból głowy, zwymiotowałam, jest mi duszno i gorąco... Bałam się, że w autobusie w drodze do pracy nie dam rady. Jak tylko weszłam do biura, to zaraz się rozbierałam, bo byłam upocona...
Nie narzekam, obiecałam sobie, że nie będę. Tylko wolałabym siedzieć w domu, a nie w pracy... I tak dziś nic nie jestem w stanie zrobić...
Odliczanie do wizyty... 17.09
Dziś mija rok od poronienia, jeszcze do niedawna nie pomyślałabym, że zniosę ten dzień w miarę spokojnie. A tu proszę, niespodzianka, to maleństwo które noszę w sobie mi to wszystko wynagradza... 
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 września 2019, 08:43
Wczoraj dostałam najpiękniejszy przyśpieszony walentynkowy prezent! 
Wizyta u lekarza udana w 100%.
Kluseczka rośnie, ma się dobrze, mamusia posłuchała serduszka i była zachwycona! 
Potwierdziło się, że to już raczej na pewno dziewczynka!
Moja kochana córeczka. 
Nawet mamy piękne zdjęcie, na którym nie widać siusiaczka.
To już drugi lekarz, który potwierdził dziewczynkę.
Po USG połówkowym będę już pewna w 100000% bo sprzęt lepszy 
Coś czuje, że w tej kwestii nic się już nie zmieni. 
Czas rozejrzeć się za jakimś imieniem. Kompletna pustka w głowie. Z N kompletnie się nie zgadzamy, ciężka praca przed nami.
Miałam wybrane imiona dla chłopca, a tutaj taka niespodzianka. 
Zastanawiam się też czy zacząć już kompletować wyprawkę. Jeszcze jest niby wcześnie i tyle głupich przesądów. Ale niestety nie mam możliwości kupienia wszystkiego naraz, chciałabym sobie jakoś to wszystko rozplanować.
Niedługo z N mamy urodziny, rodzina się pyta co chcemy, czy może już coś dla dziecka.
Na początku mówiliśmy, że nie bo za wcześnie. Ale zaczynam się nad tym poważnie zastanawiać.
Na szczęście ubranek nie będę musiała prawie albo nawet wcale kupować 
No nic dziewczyny! Z okazji walentynek życzę Wam dużo miłości! 
Buziaczki dla maluszków od cioci!
Dzisiaj mam wspaniały dzień!
Do "usłyszenia"
33+0
Jeszcze niedawno ta liczba była tylko abstrakcją. Patrzyłam z zazdrością na liczniki dziewczyn i "zaklinałam" swój. I oto jestem w tym miejscu 
Zmagania ostatnich dni i proza życia wydają się niczym w obliczu spraw naprawdę ważnych. Ciepło pleców Kuby, żwawo ruszająca się córeczka, miękka otulająca kołderka... Ciepło i bezpiecznie. Moja bajka się spełnia...
Tak oto bez brylantów i póz na klęczkach, bez obietnic i konkretnych dat - za pomocą kilku słów, dotyku, głębokiego spojrzenia w oczy i nieufnie patrzącego kotka, który zamieszkał na moim serdecznym palcu lewej ręki, zmieniłam status społeczny - z "panny" na "narzeczoną"...

I tak bardzo mi przykro... że ten dzień niesie cierpienie dla innych... Inesso nie wiem jak przynieść Ci ukojenie, a tak bardzo bym chciała...
Wiadomość wyedytowana przez autora 14 lutego 2014, 14:00
Nosi mnie! Chcę coś robić, chcę działać. A później zalegam na kanapie i nie mam siły ani ochoty ruszyć ręką ani nogą.
Zaczęliśmy leczenie napro. Czy coś to da, nie wiem?
Za jakieś 2 tygodnie będę miała więcej wolnego czasu, więc wszem i wobec obiecuje sobie, że uzupełnię ten pamiętnik o wszystkie najważniejsze informacje! (co planuje już ze 2 miesiące...)
Ciąża zakończona 08 lutego 2014
3 tygodnie przed terminem, 2 godziny po ostatnim egzaminie z silnym bólem w zebrach pojechałam na ip, żeby dostać coś przeciwbólowego (byłam na antybiotyku, bo na dodatek rozebrało mnie silne przeziębienie do tego 36/37 tc wolalam nie brać nic na własną rękę do tego ból był nie do zniesienia...). Zostałam siłą rzeczy na noc na obserwację,bo na ktg wychodziły skurcze do 80%, których kompletnie nie czułam- lekarz badał mnie przy przyjęciu i o 3 w nocy kiedy źle się poczułam- twierdząc, ze na pewno jeszcze nie urodzę w najbliższym czasie , a chwilę poźniej, dokładnie o 5.45 zaczęly odchodzić mi wody
o 21:57 przez niespodziewane cc spowodowane nagłym spadkiem tętna na świat przyszedł Ryszard Leon K. 
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 maja 2014, 11:35
Ostatnio łapie się na tym, że przez cały czas jest mi smutno - nie mam żadnych rzeczy, które sprawiałyby mi radość i jakoś mnie podłamuje ta rutyna dnia codziennego.
Dziś rano popłakałam się w pracy, takimi prawdziwymi łzami, które leciały jak groch. Ale mi było wstyd - dobrze że nikogo jeszcze nie było to zdążyłam się doprowadzić do porządku. Wczoraj wieczorem się też poryczałam.. już sama nie wiem;-/
A teraz w pracy piszę nowy projekt i mnóstwo roboty, nie mam czasu na takie rozklejanie się nad sobą. Jednak emocje biorą górę i coś we mnie pęka, i wtedy kompletnie nie mogę skupić się nad pracą tylko tak bezproduktywnie gapie się w laptop.. i myślę o tych moich problemach. Czuję że przez to wszystko zawalę ten projekt i będzie jeszcze gorzej niż jest, ale tak z drugiej strony - czy ja mam się dla kogo starać??
Nawet dzisiejszy dzień walentynkowy jakoś nie poprawia mi humoru - w sumie to nawet nie widziałam na ulicach tego szczęścia u zakochanych. Może się po prostu zaczynam zamykać w swojej skorupie i nie zauważam niczego innego oprócz dzieci w wózkach i ciężarnych, którym w dobrym znaczeniu tego słowa - po prostu zazdroszczę tego szczęścia ;-(
Podjęłam ważną decyzję - zmieniam lekarza. Czuję że ta moja babka mi nie pomoże, dlatego postanowiłam że umówię się do kilku lekarzy i od razu w drzwiach im powiem, że przeprowadzam casting na mojego lekarza i aby go wygrać to muszą się bardzo postarać
Ten plan zaczynam realizować od następnego tygodnia.
Dziękuje dziewczyny za komentarze - chociaż nie piszę to jak je czytam jest mi trochę lepiej..
Zbliża się koniec kolejnego cyklu... Niby zostały jeszcze 3 dni, ale już jestem prawie pewna, że po raz kolejny nam się nie udało. Wizja badań nadchodzi nieubłaganie. Tylko czy ja na pewno tego chcę? Monitoringów, pomiarów, wyliczeń, badań? Czy chcę wiedzy, że z którymś z nas jest coś nie tak? Czy chcę wiedzy, że wszystko jest ok, a mimo to z jakiegoś powodu się nie udaje? Miotam się, niczym dzikie zwierzę w klatce. Sama nie wiem już, jakie myśli i jakie emocje będą dobre, a jakie niewskazane.
W tym cyklu wszystko było tak inaczej... A może to raczej mnie się wydawało, że było inaczej. Przerażające, jak działa podświadomość kobiety pragnącej dziecka. W każdym cyklu mam jakieś typowe objawy ciąży i za każdym razem są to inne objawy. Co będzie, gdy wyczerpię cały repertuar? W tym cyklu pojawił się dziwny śluz, mocniejszy ból piersi, dziwne kłucia w podbrzuszu, bulgotanie w brzuchu i silna zgaga prawie po każdym posiłku/napoju. Dlaczego można sobie aż tak wmawiać różne rzeczy i je odczuwać? Jakie to wszystko dziwne i pogmatwane.
Nie mogę zebrać myśli. Czuję się jak lustro rozbite na miliony kawałeczków. Czekam na jutro i jednocześnie się go boję, moje nadzieje i lęki przeplatają się i wymieniają. Jednego dnia wierzę, że wreszcie się udało, drugiego - boję się, że znów się boleśnie rozczaruję. Chciałabym o tym nie myśleć, nie czekać, nie odliczać dni i nie zastanawiać się, ale to zabrnęło już za daleko. Wraz z rozpoczęciem czwartego cyklu starań spontaniczny luz odszedł w zapomnienie. Teraz myślę już tylko o tym, jak bardzo pragnę zostać mamą.
Jeszcze jakieś 3 dni niepewności. A później...ocean łez?
No i przyszła , nieśmiała i dziwna @@@@. Tak mi się wydaje, bo cóż by to innego było
jak nie ona
. Fakt nadźwigałam się dzisiaj w pracy, ledwie żyję nawet schylić się nie mogę, a co dopiero wyprostować. ;( . Brzuch pobolewa, plecy bolą, na czworaka z łóżka schodzę . Ledwie żyję, a jutro powtórka z rozrywki. Ci ludzie nas z tego sklepu kiedyś wyniosą, jak ja nienawidzę piątków i sobót w pracy, najgorszy dzień jaki może być 
Jeszcze raz życzę Wam wszystkim kochane miłego świętowania i dużo

Buziole i spokojnej nocki 
Długo mnie nie było..
Nasza walka o biologiczne dziecko się zakończyła, dlatego tak rzadko tu zaglądam. W połowie stycznia mąż zrobił ponowne badanie nasienia. Kuracja lekami nic nie dała. Jest jeszcze gorzej - całkowity brak plemników, do tego FSH dużo wyższe niż ostatnio.
Właśnie rozpoczęliśmy inną drogę po nasze maleństwo. Za tydzień mamy pierwsze spotkanie w OA. Przed nami jeszcze długa droga.. Czuję się spokojna, bo wiem, że to ta właściwa.. Jak napisałam na początku pamiętnika - zawsze miałam przeczucie, że mam zostać mamą adopcyjną 
Wiadomość wyedytowana przez autora 14 lutego 2014, 23:41
ok teraz sie nie udało ale jestem przepełniona nadzieją byłam u ginka i jest wszystko ok za 3 dni wystąpi u mnie jajeczkowanie walentynki sie udały jestem szczęsliwa i życze wszystkim miłego weekendziora
dziękuje za ciepłe słowa buziole dla was
Udało mi się wyciągnąć męża na balety z okazji walentynek, a dzisiaj oboje mamy zupełnie wolny dzień
Bardzo dobrze się bawiłam i nawet jak poszłam do toalety jakiś gość mnie zaczepił po drodze i powiedział, że fajnie tańczę
Szkoda tylko, że dziś pogoda nie działa
Bardzo Wam dziękuję za gratulacje 
Wstałam dziś w znakomitym nastroju
Wprawdzie obudził mnie głód - (te ostanie tygodnie non stop głodna jestem i ciągle jem
)ale w lodówce znalazłam trochę smakołyków więc humor poprawił mi się jeszcze bardziej 
Jak spędziłyście wczorajszy wieczór?
My byliśmy na premierze filmu znajomych Kuby, a potem na imprezie w ich studiu. Świetnie urządzona przestrzeń w starych fabrykach. Powstało coś na kształt Nowojorskiego Loftu ale z ciepłym i twórczym klimatem 
Trzeba przyznać, że młodzi filmowcy bawią się dużo lepiej niż ci "starzy"
- na koktajlach tych drugich można umrzeć z nudów jak się nie jest ze śmietanki, a my oczywiście nie jesteśmy ;
Po roku nieobecności zalicza się oczywiście "zapomnienie środowiskowe" w tym bardzo dynamicznie zmieniającym się świecie filmu Wrocławskiego no ale poczyniliśmy pierwszy krok w stronę powrotu
Znaczy się Kuba zrobił co jest dla niego dużym wyzwaniem z jego introwertyczną osobowością
W każdym razie Kuba jest dobry w tym co robi (informacja w miarę obiektywna
) i ludzie na szczęście o nim pamiętają. Już odbyły się rozmowy wstępne na temat kolejnych projektów w których Kuba miałby coś robić.
No i mogłam przyjrzeć się dobrym przykładom. Twórcy filmu mają rodziny - jeden ma 15 miesięczną córeczkę. Mama dziecka wygląda absolutnie zjawiskowo i jest nadal czynną zawodowo aktorką znanego wrocławskiego teatru muzycznego.
Utwierdziłam się w przekonaniu, że macierzyństwo może być tylko z jedną z ról i nie muszę mieć poczucia winy, że nie chcę oddać Gai całego życia na wyłączność.
Uzyskałam jedną radę - dobra organizacja i żołnierska dyscyplina. Czy dam radę z moją rozlazłością i lenistwem?
Na razie po ostatnim poście i marudzeniu na system a potem refleksji, że mam się zabrać do roboty ruszyłam kilka odwleczonych spraw - do finału daleko, ale posuwają się do przodu. Jeszcze ogromna lista spraw do zrobienia, które są nietknięte
ale...
1. Paczka ogarnięta czekamy na decyzję celnika a potem kombinujemy transport.
2. Upomniałam się o odszkodowanie z TAX CARE - 660zł - teraz każdy grosz jest nam pilnie niezbędny.
3. Pozałatwiałam sporo papierów w związku ze zmianą miejsca zameldowania i mieszkania.
4. Jutro zaczynamy przygotowania pokoiku
5. Jestem na bieżąco z ustalaniem badań - w przyszłym tygodniu kolejny medyczny maraton.
6. Czytam ulotki, książki i oglądam powoli filmiki o dzieciaczkach. Już skompletowałam biblioteczkę uważaną z "niezbędnik". Przeglądam aplikacje do ogarniania dziecka - ta na ovu o ciąży bardzo mi pomaga, więc chcę Małą też ogarniać z pomocą wykresów i zapisywania postępów.
7. Robię i uzupełniam listy. Zrobiłam listę osób do zawiadomienia po porodzie oraz listę grupy wsparcia - do kogo i z czym mogę się zwrócić w razie czego.
8. Listy już gotowe - sprawy do załatwienia przed porodem i przygotowania wyprawki idą mi wolno i mało skreślam ale większość spraw została choć rozpoczęta i poczyniłam pierwsze kroki w kierunku realizacji.
9. Dzielnie prowadzę bloga o handmade i ten pamiętnik oraz wykresy - dla mnie to ogromny postęp jeśli chodzi o konsekwencje i realizację celów.
Uff....
Więc moje nadzieje legły w gruzach
Nasza kropeczka nie chciała z nami zostać i nie zaimplantowała się 
Ale zacznę od początku. Jesteśmy razem ponad 10 lat. ślub wzięliśmy 7,5 roku temu. Na początku nie myśleliśmy o dzieciach, chciałam skończyć studia, dostać stałą umowę w pracy. Decyzję o dziecku podjęliśmy w moje 26 urodziny. Potem wizyta u lekarza i 18 marca 2009 roku zielone światło. Kilka miesięcy nieudanych starań i kolejna wizyta u lekarza. Standardowo duphaston, bromergon, clo i monitoring cyklu, znowu niepowodzenie. Potem wypadek męża, kilka miesięcy w gipsie i zawieszenie starań. Następnie badanie nasienia i wyjaśnił się powód naszych niepowodzeń. 3 mln/ml, kilka wizyt u urologa, hormony i skierowanie do kliniki leczenia niepłodności. Powtórne badanie nasienia - 1mln/ ml i diagnoza lekarza - naturalne poczęcie niemożliwe... Płakałam całą drogę do domu bo na in vitro nie było nas stać. Pozostało nam czekać na cud... i czekaliśmy... Nadzieja obudziła się we mnie dopiero gdy Tusk obiecał refundację in vitro, ale musieliśmy jeszcze długo, długo czekać. Do tego doszły jeszcze moje problemy z miesiączką a raczej jej brakiem... Pojechałam do lekarza właściwie po to, żeby sprawdził co się dzieje, ewentualnie wywołał miesiączkę, a tu na wejściu słyszę, Pani Magdo, będzie dziecko, in vitro jest refundowane!! dr zlecił nam badania, podpisaliśmy umowę i 6 grudnia zostaliśmy zakwalifikowani do programu MZ. Obudziły się we mnie nadzieje. Tym bardziej, że stymulacja poszła świetnie. Dałam sobie nawet radę z zastrzykami, chociaż całe życie panicznie boję się igieł, szpitali i w ogóle mam syndrom białego fartucha. 22.01 punkcja - pobrano ponad 20 pęcherzyków z czego 12 komórek było dojrzałych. Z 6 zapłodnionych powstały 3 blastocysty, jedną podali 28.01, dwie zamrozili, niestety nasza kropeczka nie ostała z nami. 11,02 pojawiła się miesiączka. 12.02 wizyta u lekarza. Nie ma torbieli, zielone światło - możemy podejść do crio, dostałam estrofem, kolejna wizyta 21.02. Dr mówi że z tych blastusiów musi być ciąża i ja mu wierzę.. znowu obudziły się nadzieje...Pewnie Was zanudzam więc skończę na dziś...
1d.c.
Dostałam dzisiaj okres po tabletkach anty. Zawsze 1d.c. boli jak cholera, a dziś nic, @ wzięła mnie z zaskoczenia w pracy i czuję się normalnie 🙂. Od paru dni biorę zastrzyki gonapeptyl jako przygotowanie do stymulacji. Za tydzień zaczynamy, mam dostać większe dawki niż ostatnio i może więcej 🥚🥚🥚urośnie... Oby. W międzyczasie dostaliśmy wyniki kariotypów, wszystko prawidłowe więc kolejna rzecz wyeliminowana. Ale punktu zaczepienia dalej brak 🙄
W mojej okolicy był piknik na pożegnanie lata. Przeszłam się z ciekawości, ale była taka ilość rodzin z dziećmi, że poczułam się fatalnie. Jakbym była jedyną osobą która tam nie pasuje... (Nie wiem czego się spodziewałam po pikniku rodzinnym 😂). Jeszcze sąsiedzi z malutkimi bliźniaczkami przyszli się przywitać i zrobiło mi się niesamowicie przykro, chociaż na twarzy miałam pozorowany uśmiech jak zawsze.
Wytrzymaj jeszcze trochę, walczymy, tym razem się uda!
@ pojawiła się co do dnia w spodziewanym termienie...
w poniedziałek czekają mnie pierwsze badania FSH LH prolaktyna i estradiol zgodnie z zeleceniami lekarza, potem w 24 dc powtórka...
robię prywatnie, raz że szybciej a dwa, że wyskoczę sobie w godzinach pracy...
dzisiaj średni nastrój, ale... właśnie... ale...
@ pojawiła się co do dnia w spodziewanym termienie...
w poniedziałek czekają mnie pierwsze badania FSH LH prolaktyna i estradiol zgodnie z zeleceniami lekarza, potem w 24 dc powtórka...
robię prywatnie, raz że szybciej a dwa, że wyskoczę sobie w godzinach pracy...
dzisiaj średni nastrój, ale... właśnie... ale...
No to jestesmy na polmetku ,dzis zaczynam 20tydzien jak ten czas szybko leci 
Niestety 5 cykl nie okazał się szczęśliwy, 6 też dobiega końca. Za tydzień mam mieć okres. Objawy: zawroty głowy, ból podbrzusza, kłucie w jajniku. Znowu się nakręcam. W środę była u mojej pani ginekolog. Trochę ją to zmartwiło, że nie jestem jeszcze w ciąży. Pokazałam jej moje wykresy z OF i powiedziała, że są to wykresy książkowe i jeśli mierzenie temperatury mnie stresuje to mam to sobie odpuścić. Zbadała mnie, zrobiła USG wszystko w porządku. Zleciła badania na hormony i badanie na nasienie męża. Jeśli wszystko będzie oki z badaniami to mam pomyśleć o laparoskopii, hmmm... Oby nie było takiej potrzeby.
Nie wiem jak zabrać się za starania i jakie badania zrobić żeby zobaczyć czy gestoza i stan przedrzucawkowy się powtórzy. Chciałabym dowiedzieć się czy jest tu jakaś mama, która miała nadciśnienie w ciąży i czy zdecydowała się na kolejną??
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.