Cześć kochane, długo mnie nie było tak jak pisałam że odpuszczam, odpuściłam i.... wczoraj miała przyjść @, nie ma.... 5 dni temu miałam delikatne plamienie które trwało 2 dni (na prawde delikatne kremowe plamienie jak nigdy) i do dzisiaj nic.... do tego od wczoraj mam ból brzucha jakbym miała @ albo miała ja dostać, bola mnie piersi tak że czasem mnie ten ból obudzi w nocy.... myślicie, że się udało? Do pt poczekam jak nic się nie rozwinie będe testować.
To już 2 cykl po odstawieniu duphastonu wię nie wiem czy to nie jest spowodowane tym...
W taki dzień jak wczoraj i jak dziś nie chciałabym rodzić 
Jakaś cholernie rozlazła jestem, beze polotu i entuzjazmu. Snuję się, pokładam i jakoś tak wszystko opornie idzie.
Wczorajsza sesja zupełnie bez flow... Lubię Maćka ale jakoś średnio się nam pracowało, sennie i na siłę.. to niestety wina mojego gorszego dnia.
Wieczorem udało nam się wyskoczyć do znajomych i to dopiero dodało mi energii 
Dziś też przewalam się z konta w kąt. Mam dużo pracy z moim mini "biznesikiem", ale na waciki (tylko na waciki) mam, a to cieszy
Nawet nie chodzi o pieniądze, bo są gówniane, tylko żeby robić coś swojego i mieć jakieś życie poza "wiciem gniazda".
Kuba za to kompletnie nie może dogadać się z klientami i serio mam wrażanie, że niektórzy ludzie nie są nienormalni. Większość jego korespondencji mogłaby wyglądać tak:
http://d24w6bsrhbeh9d.cloudfront.net/photo/adNeBXD_700b_v1.jpg
Piszą do niego maile o 2.00 i 3.00 w nocy i dzwonią o 7.00 rano oraz w soboty o 21.00 i niedziele o 12.00 z takimi pierdołami, że aż żal.. Nie chcą podpisywać umów ani płacić za wykonaną pracę. Niesamowite. A on teraz biedny czuje presje zarabiania na rodzinę (choć nie musi, ale to jego męska ambicja) i im bardziej się stara tym wszelkie niepowodzenia bardziej go dobijają. Efekt jest taki, że dziś zamiast pójść na spacer bo piękna pogoda. On siedział przed komputerem, a ja adresowałam i pakowałam paczki. Blee...
No i już ostania seria zdjęć z sesji Kasi Duś.

Już nie mogę doczekać się sesji zdjęciowej noworodkowej z Kasią.
Macie wyobrażenia na temat swoich nienarodzonych dzieci? Mi się wydaje, że Gaja to będzie maluszek z ciemnymi włoskami.
Nie wiem czemu tak ją widzę w wyobraźni.
Wiadomość wyedytowana przez autora 2 marca 2014, 21:02
Dzisiaj już lepiej. Nic mnie nie boli, jestem tylko trochę zmęczona. Jutro zrobię jakieś wyniki, chociaż poglądowo, żeby wiedzieć co i jak na środową wizytę.
Dzisiaj strzeliło 13 kg na minusie
Ach..przepraszam, ze Was męczę ale muszę spuścic z siebie powietrze. Z nerów aż mi się w głowie kręci, no ale przeciez nie będę na razie nic mówić, nie będę z góry ustawiac całego planu, nie będę płakać nad nierozlanym mlekiem, czy też nie będę dmuchać na..lodowate..nawet nei na zimne.
Własnie mój biedny mąż ściskał się ze swoją mamą, ze łzami w oczach obydwoje że za 1,5 tyg jedzie itp itp Ogólny plan jest taki, żeby ojciec sprzedal kilka mieszkań a ma ich sporo i kupił tutaj jakieś mieszkanie w Hiszpanii, żeby na całkowita starość przeniesli się tutaj. "Bliżej nas".
Bliżej, no ale rzecz jasna nie do tego samego domu, absolutnie nie ma takiej opcji i nawet jakby miało to stanowić dym i tak niestety nie. No ale nawet nie ma takiego planu [oficjalnego żebym o tym słyszała
[
Ok - oni będą w Hiszpanii. My np w Niemczech lub Anglii. Może być juz nawet Finlandia. Pikuś. Byleby nie musieć na siłę uczęszczać na obowiązkowe niedzielne obiadki, bo na 99% podejrzewam że tak by bylo. Bija zabij ale obiadek o-b-o-w-i-ą-z-k-o-w-y. [...]
No i tak się ściskali, biedny mój mąż..Wyobrażam sobie jak to ja bym była j=na jego miejscu i moja mama by jechała na niewiadomo ile, na inny kontynent. Rozumiem. Przykro bardzo.
Więc podtrzymując temat zamieszkania rodziców w Hiszpanii, mąz powiedział
"No zmuś jakoś ojca i przenieście sie tutaj. Przecież nic Was tam nie trzyma. My wszyscy jestesmy tutaj. A co będzie jak Gosia zajdzie w ciąże!?
Na to mama, ach! No jak to co? Przyjadę do was na minimum pół roku! nawet sama jak ojciec nie będzie chciał. Żeby być z wami i moim wnukiem.
No kuźwa, po prostu nogi mi się ugięły pode mną. 
Na kuźwa pół roku??!!
I ja zamiast cieszyć się maleństwem, uczyć się nowych zwyczajów, wstawać nieprzytomna do płaczącego dziecka w nocy...a wszędzie będę się na teściową natykać? No proszę Was....Nie wiem..jakoś delikatnie, bezboleśnie trzeba to będzie rozpracować.
Rozumiem miesiąc, rozumiem 2 . Ale 6 miesięcy!!?
Z takim stresem na karku to już raczej w ogóle wzrosną problemy z moim zajściem w ciążę. Teraz pewnie podświadomie będę się bała zajść, żeby nie bylo super niezręcznej sytuacji z perswadowaniem zainteresowanym wyprawy na pomoc.
Do tego jak już będę w końcu miała nasze dziecko to wyobrażam sobie, że będę tak nim zafascynowana że będę chciała cieszyć się każdą chwilą, każdym karmieniem, każdym płaczem i uśmiechem najpierw jakiś czas sama. tzn beż dodatkowych osób śledzących moje ruchy na każdym kroku. Grrrrr,,nno normalnie najchętniej bym się położyła na ziemi i waliła rękami o podłogę.
Dobrze, że jutro jest nowy dzień. Może prześpię się z tą informacją.
No nic..teraz aż do złotego dnia ujrzenia 2 kresek mam czas na spokojne obmyślanie subtelnych rozwiązań. Nie chcę sprawiać mężowi przykrości, ale też nie chcę sprawiać przykrości sobie! Podejrzewam, ze po porodzie jest czas kiedy kobieta chcialaby się czuć komfortowo i bez żadnych niezręczności w domu nie? To jest czas na przelewanie hektolitrów miłości na dziecko i nie powinno się być przepełnionym zniecierpliwieniem i złością, nie?
uuff..ufff. Wdech wydech. Nie ma co na razie się marwtić na zapas. Może siostra pierwsza zajdzie w ciąże
albo brat złapie kogoś na dziecko.
I trzeba będzie podzielić swój czas pomiędzy kilkoro wnucząt.
No nie wiem..albo ja na prawdę jestem jakaś inna, wredna, złośliwa i aspołeczna.
Wystawiam pośladki, możecie mnie bić słowami.
Może mnie jakoś utemperujecie. Mamie mojej nic nawet nei mówię o tym co właśnie usłyszałam, bo się będzie zagryzała i martwiła na zapas.
Uff...ale przynajmniej już walące serce mi odrobinę ucichło i mogę ponownie wyłączyć komputer i iść do łóżeczka.
tak ..specjalnie go włączyłam, zeby naskrobać te kilka uroczych zdań.
Nie ma sensu na razie poruszac tego tematu z mężem. Nie mogę być tak okrutna i tuż przed wyjazdem jego mamusi dac mu do zrozumienia, ze nie widzę opcji wypełnienia założeń i planów. hah
dobrej nocy. :*
Dzisiejsza niedziela była cudowna,piekna pogoda i caly dzień z mężusiem. Rano na zakupy,po drodze na obiad a później zaplanowana wycieczka rowerowa. Mielismy się rano kochac ale jak zwykle nie umiałam się obudzić. Mam strasznie z tym rannym wstawaniem.Za to wieczorem mogę siedzieć!..Ale nic straconego nadrobiliśmy to po południu i było calkiem calkiem...
) Ale szczerze musze sobie odpuscic bo zaczelo mnie to już meczyc. Niewiem czemu ale coraz więcej mysle czy ja na pewno już chce tego dziecka. Przeciez ja nie przepadam za dziecmi i nie mam do nich podejścia. Ale chyba ze swoim będzie inaczej?? Nie mogę się jednak poddac bo tak bardzo kocham mojego meza a wiem ze on bardzo bardzo pragnie zostać ojcem. Mialo być badanie nasienia..Dzwonilam tam 2 razy i nikt nie odebral a później nie było czasu. Pomyslalam ze być może to znak ze nie mamy tego robic. Daje sobie jeszcze 2 miesiące i jak nic z tego nie wyjdzie to już na pewno mężusia zbadamy. CZuje ze już jestem po owulacji,wydaje mi się ze było 13dc. Nastepna wizyta u ginka 18-go aby odebrać wynik z cytologii i hpv.
30-go 30-tka mojego ukochanego czy będzie ten długo oczekiwany prezent???? Tak bardzo bym mu go chciała ofiarować!!!!!!!!!!!!
Wizyta kwalifikacyjna do refundowanego ivf juz jutro. Trzymajcie kciuki. Tak bardzo chciałabym, żeby się udało... Tak bardzo chciałabym, żeby w końcu coś zaczęło iść w dobrym kierunku...
Przy okazji będzie to wizyta u nowego lekarza.
Ostatnio co noc śni mi się ivf, albo, że jadę na zabieg i nie mogę dojechać, albo oglądam kogoś w trakcie zabiegu (może siebie) z boku. Od wizyty u psychiatry chyba dzieli mnie jeden krok 
AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Oszaleje!!!!!!!!!!
Boooże...a ja się zagryzałam cały wieczór, że jestem dziwna, wroga i aspołeczna. Ale to czyli dobrze kombinuję, ze czas po porodzie to właśnie czas na wzajemne poznawanie się z dzieckiem, poznawanie nowych zwyczajów dnia, cieszenie się cudem jaki nas spotkał i ten czas powinien być niezakłócony... No cóz, póki co wczorajsze nerwy i emocje opadły a zacznę ten temat urabiać jak już będę w ciąży. Póki co powtarzam jak mantrę - nie jest to nagląca sprawa. Tym bardziej, że tuż za pasem wyjazd rodziców męża, więc...zachowam resztki przyzwoitości i na razie nie poruszę tego tematu.

Patrząc na nachalną pomoc i nachalne wciskanie swoich prawd, burzenie hierarchii dnia codziennego moja mama z przerażeniem stwierdziła to samo co Wy...że faktycznie lepiej by było mieszkać 'nieco gdzie indziej' bo tak to wszyscy na głowę będą chcieli mi wejść. A przecież my budujemy swoje życie, swoją rodzinę. Buduję ją z mężem a nie z tabunem ludzi z jego rodziny nie? heh No cóż. Byle do kwietnia, wtedy wyjaśni się przynajmniej sprawa z bratem - w lewo lub w prawo. A póki co...z rozkoszą można rozpocząć nowy tydzień.
Siłownia, niemiecki, praca. Uuuch...co ja bym bez tych rzeczy zrobiła 
Powinno być w odwrotnej kolejności czyli zaczynając od pracy, potem siłownia a potem niemiecki razem z mężem
. W szkole nigdy nie lubiłam niemieckiego a tu okazuje się, że nawet niemiecki, z moim kochanym dużym dzieciakiem, jest fajny.
Chyba trochę za bardzo panikuję. Przecież nawet, jakbym poszła do lekarza teraz, to i tak nie byłoby nic widać. W 7 tygodniu i 5 dniu już może być szansa. Wczoraj trochę panikowałam, bo poszliśmy sobie na spacer do lasu i zrobiliśmy ok 8 km, ja z kijami do nordic walkingu, 2 godzinki spacerowaliśmy. Potem trochę się denerwowałam, że niepotrzebnie poszłam, ale chyba lepiej trochę się poruszać na świeżym powietrzu, niż leżeć w łóżku. Potem pojechaliśmy na zakupy, auto zgasło mi na skrzyżowaniu jak wyjeżdżałam ze stacji benzynowej i prawie się popłakałam, bo jeszcze mi się zablokowała kierownica i nie mogłam odpalić. Naprzeklinałam się, nadenerwowałam, ale w końcu mąż mi pomógł. Mówił mi, że jestem nerwowa i jakaś zła… A ja się po prostu denerwuję. Poza tym śpiąca jestem wiecznie, jak rano jechałam do pracy, to myślałam, ze zasnę, ale cycki nadal nie bolą.
Wczorajszy bardzo fajny dzień... rano śniadanko, przytulanki później spacerek ognicho z całą rodzinką dawno nie było tak fajnie
ach ta wiosna. Wieczorem powtórne przytulanki

Dzisiaj w pracy od rana... dziwnie sie czuje sama nie wiem dlaczego... nie chce sie nakrecac ale i tak mam cichą nadzieje że to może TO... zobaczymy
16 mam urodziny może dostane prezent od losu... było by miło
W sobotę byłam w aptece po kwas foliowy i magnez a wyszłam z wit. dla kobiet w ciąży... ciekawe czy pomogą...
Wiosna za pasem oby bocianki przyniosły jakies fasolik... 
A TRZEBA BYŁO TRZYMAĆ JĘZYK ZA ZĘBAMI
Wszyscy od zawsze wiedzieli o naszych optymistycznych bąblowych planach. Tym, którzy już zaszli mówiliśmy „ poczekajcie, poczekajcie już was gonimy”. W części towarzystwa wzbudzaliśmy okrzyki zgrozy: „Ale jak to? Tacy młodzi i już dzieci! Nie spieszycie się za bardzo?!”
Taka szczerość poniekąd była błędem, ale kto mógł się spodziewać, że nasza skuteczność będzie taka marna?
Jednak najgorsze spotkało mnie ze strony z której nigdy nie spodziewałabym się takiego ciosu. Prawie dwa lata temu dowiedziałam się, że Z. jest w ciąży. Hip hip hura! Właśnie rozpoczęliśmy starania (a zakładałam jeszcze wtedy, że to pierwszy cykl i hop!) więc perspektywa koleżanki-„towarzyszki niedoli” bardzo mnie ucieszyła.
Tego wieczoru spotykałam się z W., wielką fanką ciąż i dzieci. Nie zastanawiając się zbyt długo popłynęłam:
- Wiesz, zaczynamy się starać. Taka jestem tym podekscytowana. Jakby się teraz udało to termin będziemy mieli na lipiec. W sam raz – zamkniemy sprawę studiów, może coś z pracą się wyklaruje…
Nigdy wcześniej nie widziałam W. tak złej (trafiłam na jej gorszy dzień? Była zła bo sama odkładała jeszcze starania?):
- Wy jesteście jacyś nieodpowiedzialni. Chcesz dziecko bez ojca wychowywać? Przecież wiesz, jak dużo wysiłku trzeba włożyć w pracę na początku kariery. Nie będzie go w domu a ty co - sama z dzieciakiem będziesz siedziała? Nie macie mieszkania ani samochodu. To takie nie-od-po-wie-dzial-ne!
Siedziałam jak trusia i coraz bardziej kuliłam się w sobie. Wielka fanka teorii wpływu psychiki na możliwość poczęcia dziecka zmieszała mnie z błotem. Spotkanie skończyło się spięciem. Przez jakiś czas nieodzywałyśmy się do siebie.
Starań nie odkładałam , ale parę razy gdy przychodziła @ przypominały mi się słowa W.
Minęły dwa lata. W. w między czasie zaszła w ciążę i urodziła śliczną córeczkę. Wspólne towarzystwo oraz sama W. bardzo się dziwili czemu nie okazuję entuzjazmu związanego z jej puchnącym z dnia na dzień brzuchem a po rozwiązaniu czemu nie chcę brać na ręce jej kruszynki…
Za każdym razem gdy patrzę na jej maleństwo myślę: To miało być NASZE dziecko!
Już dziś długo oczekiwana wizyta u lekarza
choć dopiero na 18stą.. a wolałabym już być po niej. No nic. Tyle czekałam poczekam i jeszcze troszkę
trochę się stresuję
sama nie wiem czemu. Mocno wierzę, że usłyszę same pozytywne wieści
i dostaniemy zielone światło

A przede mną jeszcze 4 tab. anty. włącznie z dzisiejszą. Tyle wytrwałam wytrwam jeszcze te 4 dni 
I po wizycie
lekarz zapisał CLO (tak jak myślałam) i od razu z taką dawką jak w cyklu w którym się udało czyli 2x1tab. No i jak pojawi się @ z odstawienia mam dzwonić do niego by się umówić między 12 a 15dc żeby zobaczyć czy pęcherzyki rosną i czy pękają
Musi być dobrze. A jednym słowem mamy ZIELONE ŚWIATŁO

Wiadomość wyedytowana przez autora 6 marca 2014, 13:11
Witajcie kochane.. Zaglądam tu coraz rzadziej...ale zaglądam;) i widzę że u wielu z was się zazielenilo
seeducho si. Raduje normalnie
a co u mnie? Hmm nic nowego ciągle praca dom i tak wkoło mał. Czasu spędzamy z mężem razem.. Chciał żebym nie pracowała bo si. Mijamy ale ja chcę pracować bo tam odzylam..umiem juz się śmiać cieszyć z życia..mniej myślę o tym wszystkim i jest dobrze..są dni ze siade i poplacze ale juz coraz rzadziej.. Ostatnio mąz zadał mi pytanie po którym oslupialam..czy umialabys kochać obce dziecko? normalnie zdebialam a wczoraj kiedy lezelismy zapytał czy jak juz skończymy budować dom zaadoptujemy małego dzidziusia..kochane wierzcie mi ze nie umialam odp mu na te pytania..ale myślałam nad tym wieczorem i powiem wam ze umialabym kochać takie dziecko.. Ze dalabym mu bezgraniczna miłość..ale boję si. Ze on chce zastąpić ta pustkę po Anastazji ze on na nią dalej czeka..wiem ze cierpi i tęskni ale adopcja to poważna sprawa..i że on w tym roku jeszcze by chciał iśc do ośrodka bo adopcja trwa tak jak ciąża.. Skąd on o tym wie? czytałam wczoraj jak to się odbywa i miał rację.. Kochane poradźcie co o tym myślicie?
Dzwoniłam do gina zapytać jakie te wyniki zrobić. Kazał testosteron, estradiol i progesteron bo tylko te w 21 dc będą nas o czymkolwiek informować. Do tego wzięłam skierowanie od lekarza domowego na TSH, O.B., mocz i cholesterol.
Kompletnie nie mogę spać. Położyłam się o 2, wstałam przed 8. Mało brakowało, a nie miałabym jak zmierzyć tempki. To do mnie bardzo niepodobne. Takie głupoty mi się śnią jak nigdy
.
Zawsze sobie wyobrażałam ze jak wyjdę za mąż...to będzie kolorowo...dom z ogródkiem..pełno dzieci.. ukochani rodzice plus teściowie...sielanka..kraina mlekiem i miodem płynąca...niestety rzeczywistość okazała się inna..bardziej bolesna..Mój mąż jest naprawdę cudowny..kocha mnie...zrobi dla mnie wszystko....ale jego "rodzina" plus teściowa...nie wytrzymam...non stop jakieś problemy...jak nie z kasa to z alkoholem(moja teściowa namiętnie zażywa) a to jeszcze z czymś innym...
Dogaduje się dobrze z D. jedyny powód jaki mamy do kłótni to jego ukochana rodzinka o nic innego się nie kłócimy..niestety on nie zauważa ze jest wykorzystywany i to na maksa..Przyznaje ze z kasa nie ma u teściowej za wesoło, aczkolwiek jakby chciała to mogłaby polepszyć swoją sytuacje( np. nie paląc i nie pijąc) w ogóle a pro po tej "pani" to wiele mogłabym opowiadać..może nawet książkę bym napisała??ehhh...czasami nie daje sobie z tym rady..generalnie zawsze czekam na to aż wybuchnie jakaś afera....
Powoli zdaje sobie sprawę z tego, że życie jest bardzo nierówna walka. Z zajęciem w ciążę jest podobnie jak z tym, w jakiej rodzinie przychodzimy na świat - nie mamy na to wpływu. Jedni się starają miesiąc, inni wcale, inni latami. Jedni rodzą się w bogatych domach, w rodzinach pełnych miłoscii, inni nie.
Postanowiłam, ze to będzie mój czas. Muszę coś zmienić. Zrobić coś dla siebie, pójść do szkoły, do pracy. Muszę w pełni wykorzystać czas oczekiwania na Szczęście. Nasze Szczęście.
Szukałam u siebie w mieście termometru Microlife. Nigdzie nie ma
Kupiłam za to Wiesiołka i wit. B. Zacznę brać od nowego cyklu.
Kto mi powie co jest ze mną nie tak!!! No przecież lekarz mówi, że u mnie wszystko w porządku. Regularnie miesiączkuję, pęcherzyki rosną raz w jednym a raz w drugim jajniku, książkowo pękają w 15 dniu cyklu a o ciąży ani widu ani słychu. Męża wyniki?? Ok najlepsze nie były a teraz jest wszystko w normie. To powiedzcie mi moje kochane co jest ze mną nie tak!!!!!! Dzisiaj dół masakryczny, łzy mi same lecą. @ wredna czai się za rogiem, bo zaczęłam delikatnie plamić i już w 99% jestem pewna, że 1 insemincja - nieudana!!!
Dalej się ze mnie wali ta kawowa maź(30dc)...dzisiaj miałam ten specyficzny ból, który towarzyszy mi we wczesnej ciąży. Na test jeszcze chyba za wcześnie (dopiero około 36dc wychodzą mi pozytywne). Za tydzień wizyta u ginekologa (37dc), więc i tak do tego czasu test będę musiała jeden zrobić.
W pracy urwanie głowy, na szczęście środa będzie luźna, bo maluchy idą do kina 
Wieczorem na wkładce kilka malinowych plamek krwi. Podczas badania szyjka miękka, otwarta, wysoko. Taki niby okres, ale bardzo skąpy. Może ten cykl był bezowulacyjny i dlatego tak szybko się kończy? W następny pon. do gina...zobaczymy co on powie.
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 marca 2014, 06:29
Kolejny dzień cyklu. W sumie który to...7 lub 8. Szczerze mówiąc jakoś w tym miesiącu olewam to wszystko. Od kilku dni mierzę temperaturę, chciałabym żeby owulkę dobrze wyznaczyło. Ale już "po" chyba znów przestanę mierzyć, lepiej mi, nie wkręcam się aż tak. Od wczoraj też znów kwas foliowy i wit D, zrobiłam sobie "wakacje" od tych specyfików i ten brak "obowiązków" do wypełnienia sprawił, że za bardzo nie kojarzę, który mam dziś dzień cyklu 
Ogólnie dołek z początku cyklu trochę mnie opuścił, mam wrażenie, że przeszedł w fazę przewlekłą. Teraz mam już tylko poczucie, że chyba naprawdę nigdy nam się nie uda, przestaję już w to wierzyć. Żyję z dnia na dzień. Skupiam się na ćwiczeniach, mam karnet open na fitness i staram się go wykorzystywać. Poza tym zamarzyła mi się wycieczka w jakieś egzotyczne, piękne miejsce i tak rozmyślamy z mężem o urlopie w Kenii ale to dopiero około grudnia-stycznia 2015 (teraz tam zaczyna się pora deszczowa). Ach piękne, piękne plaże 
Zaglądam na owu, przeglądam wykresy dziewczyn i gęba mi się cieszy ilu się udaje
Boże ta zielona kropa to coś dla czego warto żyć 
nie znam Was dziewczyny ale to coś wspaniałego gdy marzenia się spełniają i to czasem wbrew wszystkiemu...autentycznie gratuluję wszystkim i cieszę się Waszym szczęściem
Czasem myślę czy i ja kiedyś wstawię tu zieloną kropę i niestety tego nie wiem 
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.