16 tyg. + 2 dni
Dni mijają, pogoda raz lepsza, raz gorsza, ale ostatnio zdecydowanie na plus, więc staram się zaliczać częste wyjazdy na wieś i spacery po łąkach i lesie
Za Mężem dalej mi się tęskni, czasem to aż mam wrażenie, że zamienia się to w ból fizyczny. Kiedy np. kładę się spać i przypominam sobie jak miło było kłaść się do łóżka, w którym już jest Mąż, przytulić się do Niego i pooglądać chwilę tv przed zaśnięciem. Aj, rozmarzyłam się. Z jednej strony cieszę się, że już niedługo będę planować wyjazd do Niego, a z drugiej martwię się jak to tam będzie. Wiem, że wiele spraw tam jest nienaprostowanych i być może mi przyjdzie z tym walczyć. Ech, wolałabym tego uniknąć w tym stanie, mam nadzieję, że Mąż wszystko sam załatwi.
Parę dni temu wyciągnęłam mamę do tesco i kupiłyśmy body z krótkim rękawem, z długim i pajacyk. Ależ miałam radochę z tych zakupów. To były moje pierwsze zakupy dla maleństwa!
Następnego dnia mama przyszła z białym, wykończonym koronką kaftanikiem. Nie mogę napatrzeć się na te ciuszki.
Hormony w pełni rozszalały się we mnie. Oglądam jakiś film/program/kreskówkę i byle pierdoła powoduje, że zaczynam ryczeć. Że już nie wspomnę o programach, w których pokazują porody - tu mam wycie zapewnione bankowo 
Zaniedbałam ostatnio owufrienda... Ale wiele się w moim życiu pozmieniało.
Lekarz potwierdził Hashimoto - od tygodnia jestem na diecie bezglutenowej. Zalecił też dodatkowe badania... I otrzymałam wczoraj wyniki...
ANA1 -> w mianie 1:640 (czyli dużo)
chlamydia pneumoniae -> pozytywne
mycoplasma pneumoniae -> pozytywne
Początkowo się załamałam. Ale potem zobojętniałam. I w tej chwili mi wszystko jedno czy i co dalej wykryją. Mam na to po prostu wyjeb..e.
I coraz częściej nachodzi mnie jedna myśl - czy jest sens się dalej starać? Nawet jak zajdę to i tak pewnie poronię, a jak nie to moje dziecko odziedziczy po mnie choroby... Czy jest sens przekazywać dalej wadliwe geny? Nie chce skazywać dziecka na to samo przez co ja przechodzę. Zresztą natura sama "zadecydowała" że ja się nie powinnam rozmnażać (przy tych chorobach bez wsparcia medycyny na ciąże nie mam szans). A skoro ona uważa, że tych genów nie należy przekazywać może jej zaufam. Są inne sposoby na zostanie "mamą". Tyle aniołków czeka w domach dziecka. I wiem że większości adoptować się nie da, ale... zastanawiamy się z mężem nad zostaniem rodziną zastępczą. Może to jest "droga" dla nas...
?????????????????????????
I dzisiaj owu znowu powróciło do dnia 9 cyklu z dnia 11 ???? Raczej to nie możliwe żeby owulka była niespełna dwa dni po miesiączce, gdzie niz na nią nie wskazywało, no może według nich tempka.
Diwne to. Nawet zastanawiałam siężeby test ciążowy zrobić.... Ech..... Nie wiem co o tym myśleć.
Piękna pogoda sprzyja pozytywnemu myśleniu. I tak jest u mnie. Chociaż mam kilka problemów czuje, ze wszystko się uda;) Mam dużo energii;)
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 marca 2014, 23:05
Nie mogę spać...
Czy
po północy traktować jako rano ....? Z czystej ochoty, a nie patrząc w kalendarz.... Super.
Poszaleliśmy troszkę 
Wczoraj była baaaardzo miły wieczorek. Otworzyliśmy sobie piffko, porozmawialiśmy troszkę o wszystkim i o niczym, o naszych relacjach z rodziną itp. Otworzyliśmy drugie, włączyliśmy film ze ślubu i oglądnęliśmy kilka fragmentów
Ahhhh.....wydaje się jakby to było wczoraj, a tu już/dopiero prawie 8 miesięcy
Po tych wspominkach wzięło nas na odegranie nocy poślubnej 
Później kolejne piwko i porozmawialiśmy troszkę o dziecku. Mąż powiedział, że bardzo chce i kto wiem, może już wczoraj się udało, ale z drugiej strony jak się jeszcze nie udało, to powiedział, że fajnie by było, gdybym spokojnie skończyła kurs. Zobaczymy co to będzie, bo po lekkich bólach w podbrzuszu, wydaje mi się, że wczoraj mogła być owu. Ale to tylko moje przypuszczenia, bo jeszcze aż tak dobrze nie znam swojego ciała. Potem jeszcze jedno piwko i kolejna powtórka z nocy po ślubnej 
Bardzo miły wieczorek! Zrelaksowaliśmy się, trochę poszaleliśmy, porozmawialiśmy o sprawach bardziej i mniej ważnych, powspominaliśmy i mówcie co chcecie, ale mam najwspanialszego męża na świecie (chociaż przedwczoraj mnie tak wytrącił z równowagi...ale to już puszczam w zapomnienie).
Teraz muszę ogarnąć chaos, który wczoraj ogarnął moje mieszkanie.
PS pierwsza jazda na rolkach po mieszkaniu zaliczona
Ale nie czuję się na tyle pewnie, żeby wyjść z tym na ulicę i się kompromitować na oczach przechodniów
Zaczynam II trymestr Hurra 
Ciąża zakończona 30 marca 2014
Dzień zaczął się dobrze 
Śniadanie, wstawienie prania i trening 
Jak się uda, wieczorkiem bieganie z moim D. Mam nadzieję, że znajdzie siły po pracy hehe 
Tak czy inaczej miłego dnia 
Wczoraj kolejny baaardzo miły wieczór z P. Rozmawialiśmy szczerze chyba ze 2 godziny i w końcu robimy plany na przyszłość, nieodległą przyszłość. W końcu P. nie mówi: "A nie wiem...", "A to się jeszcze zobaczy...", "A mamy jeszcze czas...." Nie. Wczoraj były konkrety. Robimy to i to, tak i tak, wtedy i wtedy. Podoba mi się to!
Poza tym powiedział, że nigdy nie zrezygnuje z dziecka, że staramy się choćby nie wiem co! Super wiadomość, ale... mój zapał chyba troszkę zmalał...
Mam to totalnie w dupie kiedy zajdę i czy w ogóle (tak, tak wiem - tylko tak gadam a serce swoje czuje ;P) Ja robię wszystko co mogę aby zajść w ciążę, reszta w rękach Boga
Poza tym dziś pierwszy raz poczułam strach przed ciążą i macierzyństwem... Uświadomiłam sobie, że moje życie totalnie by się zmieniło i to na zawsze... Mam swój ustalony rytm dobowy, swoje nawyki, przyzwyczajenia... Musiałabym to wszystko wypracować na nowo i... przeraziło mnie to... do tego stopnia, że poczułam skurcz żołądka a serce zaczęło mi walić... Chcę mieć dziecko, marzę o nim, to się nigdy nie zmieni, ale chyba pierwszy raz tak na serio poczułam z jaką odpowiedzialnością i z jakimi wyrzeczeniami macierzyństwo się wiąże... A może nie jestem jeszcze gotowa aby zostać matką? Może dlatego Bóg nie posyła mojego Aniołka do nas na ziemię bo wie, że nie jesteśmy gotowi? Nie wiem... Więc spokojnie czekam. Na kolejną @ lub na II kreseczki... Cokolwiek dostanę, przyjmę z pokorą. A dostanę raczej @ bo nawet bóle małpowe mi przeszły, kłują tylko jajniki i sutki... 
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 września 2014, 09:05
Zrobilam dzisiaj test i sa juz dwie tluste kreski. Marzy mi sie zrobic bete ale w de nie mam gdzie zrobic. Wczoraj bylismy na chrzcinach u malej Hani. Oczywiscie nikomu jeszcze nic nie mowilismy, czekamy na ta piewsza wizyte u ginki- a do niej jeszcze tydzien...Narazie czuje sie dobrze, do poludniu meczy mnie sennosc i wtedy kiedy tylko moge to ucinam sobie drzemke za to popoludniu czuje sie rewelacyjnie. Troche sie martwie bo z synkiem o tej porze meczyly mnie juz mega mdlosci i wymioty a teraz nic. Wrecz przeciwnie mam mega apetyt a jak cos zjem to czuje sie lepiej niz gdy jestem glodna. Ciagnie mnie tez do slodkiego a z synkiem bylo odwrotnie, na slodycze patrzec nie moglam za to mialam chetke na piwko. Tak ze co ciaza to inna..chcialabym byc juz po pierwszej wizycie, chcialabym byc juz zobaczyc nasze bobo, przekonac sie ze wszystko jest z nim w porzadku i cieszyc sie zmianami jakie zajda w naszym zyciu. Ale czas tak wolno leci a strach jest coraz wiekszy bo z dnia na dzien coraz bardziej przywiazuje sie i kocham moje bobo...
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 marca 2014, 13:28
No nie poród. Melduję się w dwupaku.
W nocy miałam kryzys. Już myślałam, że wybuchnę płaczem i pojadę na patologię ciąży i niech mnie tam trzymają do wtorku.
Może tak. Wyszłam z wanny po 2h. No i byłam głodna więc zjadłam kolacje. Nie minęło 30min znów skurcze - one są niebolesne ale promieniują na całe ciało tak, że cała się spinam - żołądek też i siedziałam nad kiblem dosłownie 2h - do 12.00 w nocy. Potem już nie miałam czym wymiotować a kurcze nadal... Ból całego ciała zmęczonego. Naczynia krwionośne nie wytrzymały i kolejny krwotok z nosa. Mała zaniepokojona i może przestraszona tymi skurczami atakowała pęcherz. Bałam się i o to, że tak ją ściska. Monitorowałam bicie serca chyba z 3 razy. Głód mnie dorwał, ale bałam się jeść. W końcu o 5.00 nie mogłam już myśleć o niczym innym, zjadłam 4 kotlety sojowe i w końcu usnęłam błogo i spokojnie.
Jestem wykończona. Mała też - śpi, na szczęście parę razy kopnęła więc raczej nic jej nie jest.
Jak dziś będzie znów taka akcja jadę na patologię. Niech ktoś kompetentny to monitoruje.
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 marca 2014, 13:31
Dziś miałam dziwny sen. Tak dziwny, że nawet w czasie snu wiedziałam, że jest nierealny..
Śniło mi się, że moja mama urodziła dziecko - wcześniaka, malutką dziewczynkę ważącą 2 kg. I powiedziała mi, że to teraz moje dziecko i że ja się mam nią zajmować i nią opiekować jakby była moją córką..
To była tak dziwny sen, że sama się zastanawiałam, w trakcie tego snu, jak to jest możliwe, że moja prawie 60-letnia matka rodzi dziecko;-)
Obstawiam, że kolejny cykl starań zakończy się porażką - czuję, że podbrzusze i piersi mnie bolą jak na @ i jestem już rozdrażniona;-( Ale nadal biorę luteinę więc tempka daje mi poczucie naiwności, że może się udało.. Cały czas myślę o tym badaniu HSG. Boję się samego badania, jak również jego wyniku. Nie wiem czy wolałabym, aby wyszło, że mam niedrożne jajowody i poznaję przyczynę naszej bezpłodności, czy że jajowody są drożne a ja znowu jestem w punkcie wyjścia..
Sama nie wiem.. Pomimo tak pięknej pogody, czuję w środku bezsilność i załamanie swoją sytuacją...
Wczoraj siedziałam w domu sama, bo mąż znów delegacji. Miałam jechać do koleżanki, ale odwołała spotkanie. No więc dziś pojechałam do rodziców, miałyśmy iść z mamą na spacer i na jakąś kawkę. Jednak przed obiadem odkryłam jakiś dziwny kolor śluzu... Taki beżowo-różowy, jaśniutki. No i panika... Już chciałam jechać do szpitala. Jednak postanowiłam, że poczekam i zobaczę, co będzie później, odpuściłyśmy sobie spacer i leżałam cały dzień. W sumie to teraz nie wiem, czy to był faktycznie taki śluz, czy mi się przewidziało, a może to od tego, że trochę się wcześniej zmęczyłam, bo dość szybkim krokiem szłam i się zziajałam...
Zaczynamy nowy cykl - Kwiecien - miesiac zycia . Od dzisiaj podejmuje tez duchowa adopcje dziecka poczetego. Bede mama 
http://www.duchowaadopcja.info/
postanawiam mocno i przyrzekam, że od dnia (30.03.2014)
biorę w duchową adopcję jedno dziecko, którego imię jedynie Bogu jest wiadome, aby przez 9 miesięcy, każdego dnia modlić się o uratowanie jego życia oraz o sprawiedliwe i prawe życie po urodzeniu. Postanawiam: odmawiać codzienną modlitwę w intencji nienarodzonego, codziennie ofiarować jeden dziesiątek różańca.
Panie Jezu za wstawiennictwem Twojej Matki Maryi,
która urodziła Cię z miłością
oraz za wstawiennictwem świętego Józefa,
“Człowieka Zawierzenia”,
który opiekował się Tobą,
proszę Cię w intencji tego nienarodzonego dziecka
które znajduje się w niebezpieczeństwie zagłady
i które duchowo adoptowałem.
Proszę, daj rodzicom tego dziecka miłość i odwagę,
aby zachowali je przy życiu,
które Ty sam mu przeznaczyłeś.
Amen.
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 marca 2014, 17:12
Kurcze, chyba z współżyciem nie trafiliśmy w owulację. Nie wierzę, że się uda. Tymczasem czytam na temat toksoplazmozy w ciąży. Mam dwa koty, więc obawa lekka jest, tym bardziej, że mój Maciej je surowe mięsko. Muszę wybrać się na badania na tokso, ale w sercu mam nadzieję, że wszystko będzie ok. 
Teraz lecę do mamy na ciacho, a potem zabieram się za modelinę 
Wszystkie zostaniemy w końcu mamami! Trzymam za nas kciuki! 
nadeszła @.... czyli koniec i początek w jednym
16 dni do ciąży donoszonej w 37 tygodniu?
Myślałam, że ciąża donoszona jest w 36.. hmm
A 7 kwietnia się dowiem kiedy mam się zjawic na wywoływanie ciąży..
Pogoda zadziwiajaca, całkowicie letnia, zdążyłam nabrać witaminy D, zrobić dwa prania, które zdążyły wyschnąć.. mąż umył samochod przed domem i jestem z niego dumna 
Mala się rozpycha pod prawym cyckiem, mimo, że jej tlumacze, że tam już więcej miejsca nie ma, to się uparla i to komicznie wygląda, jakbym sama z siebie cyckiem ruszala 
Tymczasem brakuje nam małych funduszy na wydekorowanie jej pokoju, ale to może poczekać. Najważniejsze, że wszystko co potrzebne już mamy, oprócz laktatora, który dokupimy.. w sumie nie wiem czy elektroniczny czy manualny.. różnica w cenie jest, a ja cierpie na zespól ciesni nadgarstka, wiec szybko mogą mi dłonie cierpnac od pompowania.. i czy to bardziej nie boli.. no i w sumie tylko raz w tygodniu będę go potrzebowała, bo nie zamierzam karmić dwa lata, a może rok, albo 10 miesięcy.. mala by miała 9 miesięcy jak wrócę do pracy, wiec może już tyle wystarczy...?
No i ostatnio mam takie leki.. boje się porodu, a raczej jakichkolwiek komplikacji, tfuuu, lepiej o tym nie myśleć..
Bardzo bym chciała zeby się urodziła zdrowa.. marzenie każdej przyszłej mamy..
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 marca 2014, 18:41
dziś dowiedziałam się o kolejnej ciąży wśród znajomych i myśle sobie, że świat dzieli sie na dwa światy: jeden w którym ciąża to normalna konsekwencja współżycia, związku dwojga kochających sie ludzi, i drugi - gdzie ciąża to coś w rodzaju - przepraszam ze się powtórzę - wygranej w totka..żeby nie porównywać tego inaczej...
coraz częściej mam ochotę przerwać starania - przerasta mnie to wszystko, jestem tydzień przed okresem, wiem, ze do zapłodnienia raczej nie doszło, nic na to nie wskazuje, a poza tym pęcherzyk prawdopodobnie nie pękł, ale już teraz z lękiem myśle o tym, jak będzie wyglądało moje życie za kilka dni i jak sie podniosę z kolejnej porażki. Boję sie o samą siebie..
Wkurza mnie to, ze współżycie ma tylko jakiś smak gdy już przejdą dni płodne, ze zmienia sie na gorsze całe moje życie. To nie ma sensu.
Na szczęście wyszło słońce, wszystko się zazieleniło
! To wprowadza w tak nieziemski nastrój, że aż sama się dziwię 
Pojechałam dziś do miasta na zakupy, opłaty zrobić. Wchodzę do sklepu - kobieta z brzuszkiem, wchodzę do banku - kobieta z brzuszkiem, idę ulicą - kobieta z brzusiem z partnerem za rękę. Najpiękniejsze to to, że obdarzały mnie takim uśmiechem, że poczułam się jakby łączyła nas jakaś więź
nie wiem - mam jakieś fazy chyba
schizy kosmiczne.
Najlepsze na koniec przykucnęłam w sklepie, aby kupić kolorowankę chrześniakowi męża i przebieram, grzebię tam... nagle podchodzi do mnie panna - może ponad roczna, z opaską z ogromnym kwiatem na główeczce i z piłeczką w ręce demonstrując mi ją mówi:
- aglubrlabul...
na co ja: na prawdę?
Ona patrząc na mnie - wciskając mi piłkę prawie w nos odpowiada: aglublablu...
na to ja: no co Ty nie powiesz... 
rozmowa nasza trwała z minut 2, dopóki babcia swojej ponad rocznej wnuczki ode mnie nie odciągnęła.
Kurde! Dlaczego wszystkie "obce" dzieci się do mnie kleją - a swojego własnego skleić z małżem nie możemy?! Wrrr... ileż można czekać, ileż można się starać?
W Święta, to aż musiałam "ukochać" moją teściową. Bo każdy standardowo, kiedy dzidziuś, kiedy coś bocian przyniesie...
... a ona "kiedy będzie miało być - to będzie". Jednak uważam, że nie każda teściowa jest taka straszna, okrutna i zła... ja na swojej mogę polegać i jeszcze nigdy nie zalazła mi za skórę - NA RAZIE 
A małż... mój jest najcudowniejszy na świecie i też tak jak ja nie może się doczekać...
Czekamy do czerwca... jeśli do tego czasu nic się nie zmieni - zaczynamy się badać, bo wszystko ładnie, pięknie i cukierkowo, ale nie ma co zwlekać.
a głowie mi huczy nadal, że POZYTYWNE MYŚLENIE PRZYCIĄGA DOBRE ZDARZENIE... 
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.