Drugi tydzień na opiece jestem. Wojtus ma /miał anginkę. Odpoczęłam sobie ale jakos dziwnie sie czuje... Nerwowo jestem wykończona, mam dość. M jestem załamany, ta cała sprawa medialna tez poważnie nas obciąża. Moze nic nas z tego nie dotyczy ale jednak wszystko wisi na włosku. Już 4 miesiące czekamy na sprawę o zaprzeczenie ojcostwa... Jak bardzo chciałabym by już wszystko się skończyło!!!!!
Znowu będę miała krótki cykl, czuje to, boli mnie cały krzyż i brzuch, plamię drugi dzień. Ręce mi opadają nic nie może być tak jakbym chciała. Ciężko jest mi podjąć decyzje o tym by przestać się obserwować, katować się termometrem. Już miesiąc od odstawienia metotrekstatu, jeszcze 3/4 miesiące i powinniśmy zacząć myśleć o dzidziusiu. Teraz M się suplementuje, tylko psychika nam siada. Tak strasznie pragę by te wszystkie rozprawy były już załatwione. Czuje się fatalnie...
są takie dni.. takie jak ten dzisiaj.. że nie chce się nic
dzisiaj mam doła.. taki stan łapię raz do roku i własnie przyszedł ten czas
spotkałam dzisiaj znajomego z poprzedniej pracy.. elegancki, wypachniony.. i jakoś tak mi się niefajnie zrobiło.. zdałam sobie sprawę, że w tym całym staraniu się o ciążę gdzieś się zagubiłam.. że stoję w miejscu, nie rozwijam się.. chociaż w moim wieku to raczej zwijam się 
zdałam sobie sprawę, że wszystko podporządkowałam temu celowi pt."ciąża" pracuję w miejscu zwanym ciepła posadka..mam w sumie mało pracy i warunki sprzyjające ciąży czy macierzyństwu, bo nikt mnie tu nie zwolni ale mimo wszystko czuję jakiś niedosyt
najlepsze jest to, że jak się myśli o posiadaniu potomstwa to jest to jednoznaczne ze stałą stabilną pracą.. no tak ale od 5 lat człowiek tak myśli i nic nie robi, żeby ją zmienić a bo może będzie ciąża..
ciąży nie ma a ja nadal w tym samym miejscu..
sama już nie wiem czego chcę
jedno jest pewne.. dłużej nie mogę czekać na dziecko, bo zwariuję.. zabiję się własną pięścią jak nic nie zmienię.. myślę, że czas rozejrzeć się za nową pracą
Nie wiem co się dzieję - jak na razie nie ma @.
Boję się głośno powiedzieć, że może nam się udało - jak na złość nie mam w domu żadnego testu.. Chociaż testowania też się obawiam - bo jak nie pojawią się 2 kreski to będzie maksymalne rozczarowanie...
A jeśli to będzie jakaś anomalia mojego organizmu.. to się wkurzę na maksa - bo w piątek ustawiłam sobie miejscówkę na HSG a jak @ się przesunie to będę musiała dzwonić i to przesuwać..
Sama nie wiem co mam myśleć...
Poszłam dzisiaj na kontrolną wizytę do mojego gina.
Wszystko jest ok, można brać się do roboty.
Poczułam jakąś ulgę, coś jest w tym moim lekarzu że wszystko dokładnie wyjaśni, wytłumaczy, doradzi. Nie zlewa tak jak inni z którymi do tej pory się spotkałam.
Bardzo był zszokowany gdy powiedziałam mu że przed zabiegiem łyżeczkowania nie wiedziałam nawet czy będę mieć znieczulenie. Dopiero gdy siedziałam rozkraczona przed lekarzem na fotelu ginekologicznym to po moim pytaniu o znieczulenie, poinformował mnie że będę pod narkozą.
Żeby dowiedzieć się na czym polega zabieg, musiałam odwiedzić kanciapę lekarza i poprosić o informacje na czym to polega.
Stwierdził że u niego w szpitalu jest zupełnie inne podejście do pacjenta, i w razie gdyby nie przyjmował akurat w moim mieście to mam jechać od razu do niego do Poznania.
W ogóle dowiedziałam się że niepotrzebnie miałam robiony ten zabieg po poronieniu. W wyniku badania histopatologicznego nie stwierdzono żadnych śladów Bąbelka. Wszystko najwidoczniej oczyściło się samo wcześniej. W końcu krwawiłam dość mocno 4 dni przed zabiegiem.
Gin mówił że u nich lekarze starają się robić tych zabiegów jak najmniej bo wiadomo że jest to dość poważna ingerencja w ludzkie ciało.
Teraz mamy zielone światło, a owulacja najprawdopodobniej była wczoraj.
Nie pozostaje mi nic innego jak czekać spokojnie ten miesiąc i dbać o siebie żeby nie załapać jakiegoś przeziębienia.
Boję się tylko że gdy będę już w ciąży to pamięć i miłość do Arka nie pozwoli mi w pełni pokochać drugiego malucha. A ja sama będę starała się być bardziej obojętna by w razie kolejnej straty tak nie cierpieć..
Wiadomość wyedytowana przez autora 1 kwietnia 2014, 14:51
dzisiaj ogladanie pecherzykow... mam nadzieje ze wszystko bedzie dobrze 
No i przyszła @. Czas na badania i nowego ginka niech się wykaże 
Dni w pracy ciągną się przeraźliwie. Coraz więcej jest rzeczy do zrobienia, wszystko w biegu, nas jest coraz mniej, coraz większa presja, nerwy. I jak tu człowiek ma być spokojny, ma się nie denerwować i ma spokojnie zajść w ciąże..? Przydałaby się jakaś przerwa, odskocznia.. Może urlop..? Ale gdzieś daleko... Czy Wy też macie ochotę czasami gdzieś uciec? Zaszyć się gdzieś daleko?
Dzis ostatni dzien brania tabletek na torbiel. Jutro planowany jest @ i w 1-3 dc mam sie pojawic w klinice po tab. na wyciszenie i chyba juz rozpisanie stymulacji.
Jak zwykle mam nadzeje, ze @ przyjdzie w terminie 
Ciesze sie bardzo, ze ten miesiac, ktory wydawac by sie moglo, ze nigdy sie nie skonczy wlasnie dobiega konca!
Jestem potwornie zmeczona bez powodu, wiec mysle, ze to dobry znak, ze @ jest blisko 
A poza tym co u mnie? Humor dopisuje, nie wiem jak to sie dzieje, ale od jakiegos czasu jestem jedna z najszczesliwszych istot na ziemi
Do pelni szczescia brakuje jednej malej kropeczki (tym razem nie nad "i")
Wiadomość wyedytowana przez autora 1 kwietnia 2014, 17:54
poniedziałek - bardzo niemiła wizyta u gina, zapisał mi różne leki i antybiotyki, kazał wstrzymać starania bo trzeba coś wyleczyć, ale co i dlaczego, nie miał czasu tłumaczyć, bo musiał przyjmować przedstawicieli różnych firm farmaceutycznych... na wizycie płakałam, bo był taki niemiły, potem w ciągu dnia dwie kłótnie z mężem, chyba przez te emocje które jeszcze we mnie siedziały po tej wizycie... po tych antybiotykach chyba 3 miesiące trzeba uważać, żeby wszystko w organizmie wróciło do normy...
9w 2d
Maluch jest na pokładzie, machał rączkami i biło mu serduszko. Kamień spadł mi z serca ♥ Jestem totalnie szczęśliwa. Po raz kolejny były łzy...
In vitro odmieniło nasze życie. Jestem na maksa wdzięczna za ten cud.
Za miesiąc prenatalne 1 trymestru. 🥰
Dziś nie był dobry dzień... co jakiś czas tak mam, że łapie mnie kilkudniowa depresja eh. Czuję, że utknęłam w martwym punkcie.. kiepska praca( no i płaca) , brak efektów w staraniach. I cały czas zadaje sobie pytanie czy tylko mi nic nie wychodzi a jak już wychodzi to muszę mieć pod wysoką górę czy to może przejściowe. Czekam na mojego M jak wróci z pracy to chociaż trochę przytulanka poprawi humorek.
cześć dziewczynki, wracam z nową nadzieją.Pełna pozytywnych emocji ogłaszam całemu światu, że jeszcze trochę i będzie dzidzia pani ginekolog ukierunkowała, wszystko wyjaśniła co było niejasne i działamy dalej. a więc tak cienkie endometrium dostałam d*** ston 13 milimetrowy pęcherzyk w prawym jajniku. mamy działać w piątek sobota niedziela. oraz sprawdzić ovulacje się testem. endometrium tylko 5 milimetrów więc nie ma co się łudzić w tym cyklu ale mam podstawy do radości
ehh mam jakieś zrosty i mam je podleczyć dopiero potem zaczniemy staranka...
wkońcu przyszła moja wymarzona szafa 
Mój śluz w dalszym ciagu jest płodny i rozciągliwy. Test owu pozytyw wiec dzieje sie 
Mam nadzieje dzis na serduszkowanie i teraz niech tempka ładnie w gore idzie i już nie spada!!!
))
A będzie idealnie!
juz po badaniach
wiedzialam ze cos bd nie tak
policystyczne pecherzyki i brak pecherzykow teraz... ja chyba nigdy nie bd miala swojeg dziecka
az sie nie chce zyc normaqlnie 
Poniedziałek i wtorek w pracy mnie wykończyły! Nie miałam siły na
. Mój M śmiał się że padłam wczoraj jak kawka
. Rano wyprawiłam córcię do szkoły i ... znowu usnęłam.. Masakra poprostu. Ale dzisiaj będzie lepiej. Po 14 testuję owu i zobaczymy. Ale nie mam jakiś większych nadziei.
Dziś znowu przewaga mam z dziećmi, w sumie przyjmował pediatra było to do przewidzenia. Muszę zadzwonić jutro do ginekologa spytać się co robić, mam zacząć brać Duphaston czy nie. Jestem padnięta... jeszcze jeden odcinek serialu i w kolorową 
No dzis nie wytrzymalam i kupilam 

W nastepnym roku jestesmy umowieni z cala rodzina na zaglowki - wiec mam nadzieje, ze takie kreacje wtedy sie przydadza 
Wiadomość wyedytowana przez autora 2 kwietnia 2014, 08:19
a okresu nadal nie ma i nic się nie zapowiada na niego. Mam tylko nadzieję, że nie przeciągnie się do 45 to mój rekord;) Co d pamiętników to zdradzę wam, że piszę taki prawdziwy z krwi i kości dla moich dzieci. Mój tata tak zrobił. Kiedyś śmiałam się z niego ale dziś kiedy go nie ma z nami jestem mu za to wdzięczna. Zastrzegł sobie, żeby go przeczytać dopiero po jego śmierci. Tak też się stało. Pamiętniki zawierały całe jego życie odkąd zginął jego szwagier, to było jak miał 21 lat. Postanowił, że chce coś zostawić dla dzieci, nie tak jak szwagier który zginął w wypadku motocyklowym. Dzięki temu poznałam ból jego życia, ale i radości. Np. dzień moich narodzin, pierwszego pójścia do przedszkola i momentów które dziecku umykają. A dzięki takim zapiskom są uwiecznione na kartkach papieru, jednocześnie tworząc niesamowitą więź z czytającym. Dlatego ja też postanowiłam pisać o tym co czuje, czego się boje, jak moje życie wygląda, jak bardzo już kocham dziecko które się pojawi i jak bardzo czekam na niego. Polecam zrobienie tego samego;)
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.