Mamax Walka o Bobo. 3 kwietnia 2014, 22:28

Zaczelam pisywac na grudniowkach ale nie nadarzam za postami. Dziewczyn przybywa a co za tym idzie tempo jest coraz szybsze. Ech chyba dam sobie spokoj i skupie sie tylko na moim pamietniku. Dzisiaj prawie caly dzien spedzilismy na dworze. Pogoda jest sliczna wiec zal siedziec w domu. Zaspokoilam sie dzisiaj lodami ktorych smak chodzil mi od tygodnia. Nadal nie mam mdlosci ani zadnych wiekszych dolegliwosci. Ba z dnia na dzien czuje sie jakby lepiej. Dziwne bo na samym poczatku strasznie mnie mulilo i bylam pewna ze lada moment zaczne wymiotowac, bolal mnie tez mocno brzuch, no i krecilo mi sie w glowie. A teraz nic....

zero ćwiczeń z powodu bardzo silnego bólu pleców i w klatce... :( czy to te leki?

Ita Projekt Junior (napro) 3 kwietnia 2014, 22:55

Nie umiem być w ciąży.
W nie byciu w ciąży mam wieloletnią praktykę, w byciu staraczką mam wielomiesięczną praktykę a jako ciężarówka-świeżynka czuję się nieco zagubiona.
Co mogę? Czego nie mogę? Kiedy informować rodzinę? Czy brać witaminy a jeśli tak to jakie?
Dopiero tego się uczę i mam wrażenie, że jakiś niesamowity ogrom wiedzy mam do ogarnięcia.

Dziś rano pojawił się pierwszy problem nie do przeskoczenia. Parę dni temu zastanawiałam się nad zmianą piżamy na świeżą, ale stwierdziłam "Łeee, poczekam na @ to przynajmniej nowa się nie usyfi od razu"
I co mam teraz zrobić? Okres najwyraźniej nie zamierza pojawiać się przez kolejne 8miesięcy, więc jak rozwiązać kwestię piżamy?
Musze opracować nową metodologię :D a problem koszuli nocnej to dopiero czubek góry lodowej :)

________________________

Odebrałam wczorajszą betę! 1502 mlU/ml
Jutro powtórka + progesteron.

Vixen Alexander. 3 kwietnia 2014, 23:10

19tyg 1dzień

Tak narzekam na te bolące plecy i że nie moge się ułożyć wygodnie w łóżku, ale jestem taka szczęśliwa, że wreszcie tu jestem! Mam brzuchol na którym nie moge juz spać bo jest wielki! Mam robaczka, który kopie po pęcherzu i sikam i sikam...
Dziecko kochane, nie moge się Ciebie już doczekać!

Nie mogę się doczekać końca pracy....wyjeżdzamy z S na weekend do moich rodziców na wieś:)
Świerze powietrze, dzieciaki jednej siostry i ciąża drugiej siostry wprawia mnie zawsze w świetny nastrój :) te małe rozrabiary potrafią tak zająć czas i myśli że przyda mi się to
właśnie teraz w drugiej fazie cyklu wiadomo z jakich powodów !
Z takich wypadów w dużej mierze czerpię siłe i motywację do dalszych działań i starań!
Szkoda tylko że te weekendy są takie krótkie i tak szybko uciekają...
Nigdy nie są wystarczające... i chciałoby się wiecęj :)

Mega Moje marzenie 4 kwietnia 2014, 12:10

Kurka! Jestem chora... Jakiś wirus się przyplątał pewnie w spadku po córci - też niedawno była chora. Powiedziałam pani doktor o moich staraniach i mogę sie leczyć albo środkami naturalnymi - maliny, lipa, cytryna, czosnek ewentualnie lekami homeopatycznymi. No to się kuruję :). Wczoraj <3 takie na siłę...

Wczoraj byliśmy z mężem na wizycie u naszego ginekologa. Dowiedziałam się, że moje wyniki hormonalne bardzo się poprawiły i są książkowe. Na podstawie moich obserwacji pani doktor powiedziała, że teraz to mam wspaniałe (okno płodności), pobrała mi jeszcze próbkę, ponieważ mąż ma problemy grzybne i aktualnie jest na kuracji antybiotykowej żeby pozbyć się tego cholerstwa. Mnie też przepisała antybiotyk na te grzyby i teraz 3 tygodnie antybiotykoterapii, masakra jak moja wątroba to wytrzyma tyle tych leków. Natomiast o mężu to nic nie powiedziała konkretnego, tzn kazała mu skończyć branie antybiotyków, i przejść na suplementy i tak przez 3 miesiące, a potem ponowna kontrola nasienia i żylaków. No nic ciekawe czy uda nam się i wyniki męża też będą (książkowe) jak to mówi nasza pani ginekolog. Na koniec dała mi dwie karty: plan mojego leczenie i zakreśliła co już osiągnęłyśmy i do czego jeszcze chcemy zmierzać oraz drugą kartę co robić jeśli w razie czego zajdę w ciążę, tzn co z tymi antybiotykami i takie tam. Hehehe pierwszy raz od ponad rocznego leczenie lekarz rozmawiał ze mną o ewentualnej ciąży, a nie o moich niedomaganiach, ehhh żeby tylko się ziściło. No i na koniec najlepsze cena wizyty zostawiałam 300zł i jeszcze nie wykupiłam żadnych leków które nam przepisała MASAKRA!!!

Zuzana W głębi serca 4 kwietnia 2014, 13:13

No i @ pojawiła się przed weekendem.. jak na zawołanie spełniła moje marzenie;-)
Dzwoniłam dzisiaj do szpitala w którym miałam mieć robione badanie HSG i okazało się, że już nie ma miejsc bo przyjmują jedną pacjentkę dziennie a do mojego 10 dc są zajęte wszystkie miejscówki.. Powiem, że mnie zatkało bo jak dzwoniłam ze dwa tygodnie temu, pod ten sam numer to jakaś "życzliwa" powiedziała, że mam dzwonić 1dc a miejsce się na pewno znajdzie.. Czułam, że to jest podejrzane.. ale ja byłam naiwna..

A tej pielęgniareczce życzę, aby się w piekle smażyła za to kłamstwo! Albo, żeby ją ktoś też tak przerobił jak mnie!

Dlaczego one oszukują? Dlaczego nas tak traktują? Ja się w tym momencie czuję jak zużyta szmata, którą tylko się przesuwa od siebie.. bo jaśniepani nie ma ochoty wziąć w rękę długopisu i zapisać w tym swoim zeszyciku imienia i nazwiska..

Druga powiedziała mi, że skierowanie na badanie do szpitala jest ważne bezterminowo - ciekawe czy to też kłamstwo bo jakoś mi się nie chce wierzyć, że to skierowanie będzie ważne za pół, rok lub dwa lata...

Jestem maksymalnie sfrustrowana...

Zastanawiam się nad jednym... We wtorek 08/04 idę na badania: prolaktyna+ progesteron.
Wiem że powinno sie go badać w drugiej półowie cyklu. Będzie to prawdopodobnie 6 dzień fl i zastanawia mnie fakt czy jeśli doszło do zapłodnienia bedzie to miało jakiś wpływ na wynik progesteronu ? Wydaję mi się że nie ale może się mylę?

Po cichu liczę troszkę na to że ten cykl był owocny ale jak nie będzie to też nic sie nie stanie, troszkę rozczarowania, przejdzie i optymizm na nowy cykl :)

Mam tylko nadzieję że ten cykl będzie normalny (poprzedni miałam tylko 26 dni... teraz by był prawidłowy (co najmniej 11 dni fl) musi trwać przynajmniej 30 dni (do 13 kwietnia). Wniosek z tego że owulacja miała miejsce 3 lub 4 dni pozniej niż w cyklu poprzednim.
Wszystko się okaże już wkrótce :)

Marlena Szukając motyla. 4 kwietnia 2014, 13:28

Mój Ł pojechał dzisiaj na szkolenie do Wągrowca. Tam jest tak ładnie.. Gdyby nie fakt że ostatnio nasze finanse są dość mocno naruszone to pojechałabym z nim. A tak to szkoda mi kasy na nocleg tam.
Wyliczyłam ostatnio że wydałam niecały 1000 zł w przeciągu ostatnich dwóch miesięcy na prywatne wizyty u gin i endo, badania i leki.
Dla mnie to masakrycznie dużo, za tą kasę miałabym mopsa ;)
Ostatnio poczułam dziwny spokój.. Już nie boję się tak kolejnej ciąży jak wcześniej.. Myślę jednak że ten strach jednak jeszcze nadejdzie wraz z 2 kreseczkami.
Czasem już sama nie wiem co myśleć o ciąży. Gdy dowiedziałam się o Arku to bardzo się cieszyłam no ale doszły też do głowy pytania czy to dobry czas? Czy chce mieć już dzieci?
Teraz wiele bym dała by nadal mieć Arka przy sobie.
O kolejnego maluszka już się staramy, jednak podczas <3 nie myślę intensywnie o ciąży.
Boję się robić sobie nadziei że się uda..
Ten mój wpis jest jakiś taki chaotyczny i nijaki, ale widzę że pisanie tu bardzo mi pomaga.
W końcu mam tu ludzi którzy mnie "wysłuchują" i doradzają.
W domu męża nie chce ciągle obarczać moimi problemami, wiem że jemu też jest ciężko po śmierci Arka.
Mama wychodzi z założenia "będzie jeszcze dobrze, będziecie mieć dzieci". Nie potrafię się jej zwierzyć tym bardziej że ma sporo swoich problemów i po co obarczać ją jeszcze moimi?
Siostra twierdzi "zrobicie sobie kolejne dziecko", jakby to było takie łatwe.
Przyjaciółka uważa że to źle że jestem zła na Boga za to wszystko, ale ja chwilowo naprawdę nie potrafię inaczej.
Z resztą rodziny czy znajomych o tym nie gadam. Mało osób w ogóle wie że byłam w ciąży.
Jest to jednak jeszcze temat tabu który zamyka ludziom usta bo bidulki nie wiedzą jak w takiej sytuacji się zachować.
Zostajecie mi Wy, i bardzo cieszę się że trafiłam na to forum.


Wiadomość wyedytowana przez autora 4 kwietnia 2014, 15:09

Bergo Bergo - nowa ja 19 maja 2014, 23:48

Osiedliśmy na kilka dni w małej wiosce pod Kotorem. Jest wifi, które co chwilę zrywa łączność, ale kilka słów pewnie zdołam napisać. Ogólnie podróżowanie w ciąży dla mnie nie różni się od tego sprzed Stasia. Czuję się doskonale, nic mi nie dolega. Jedynie winka wieczorem nie popiję i na zdjęcia patrzę z niedowierzaniem, które rośnie wprost proporcjonalnie do wielkości brzucha. Przygód mamy mnóstwo za sobą, a najbardziej spektakularna była kradzież naszego samochodu w Serbii. Odzyskaliśmy go po dwóch godzinach :). Wszystko opiszę po powrocie, a tymczasem rozkoszuję się pomidorami, papryką, fetą i doskonałą oliwą :) Wreszcie złapaliśmy trochę słońca, bo dotychczas non stop staraliśmy się uciekać przed nawałnicami, które zalewały Bałkany.
Za nami Tokaj na Węgrzech, transalpina w Rumunii, przełom Dunaju w Serbii, Ohryd w Macedonii, całe wybrzeże Albanii, a obecnie rozkoszujemy się niewiarygodnie piękną Boką Kotorską. Staś rośnie, ale ciągle czekam na jego wyraźne ruchy. Czasem tylko mam wrażenie, że coś mi się w brzuchu rozpycha.
Tokaj
at7bl.jpg

Transalpina
sq05ts.jpg

Dunaj
50scnk.jpg

Ohryd
2rnbucj.jpg

Albania
2qx9shk.jpg

Boka Kotorska
o8rm6x.jpg

Mama ze Stasiem- 17t5d :)
x3bdk6.jpg




Wiadomość wyedytowana przez autora 19 maja 2014, 23:54

judith tylko bez paniki :) 20 maja 2014, 02:20

No i właśnie zaczynamy 40tc. Tydzień do terminu porodu. Naprawdę nie spodziewałam się, że dotrwam do tak zaawansowanej ciąży. Nie wiem dlaczego - chyba przez te wszystkie zamieszania z rozbieżnością z terminem z 1-go USG a pozostałymi oraz terminem z OM. Wszystko wskazywało, że Dzieciak urodzi się na początku maja, poza 1-szym USG, po którym mój pierwszy gin wyznaczył 27.05 na dzień porodu i chyba miał rację.
I dziś kolejna bezsenna noc - Młody ostatnio między 1 a 4 w nocy szaleje, co jakiś czas wciskając mi już z naprawdę dużą siłą nogę w żołądek lub wątrobę.
Jak przez większość ciąży moja skóra wyglądała znośnie, tak teraz jest w stanie okropnym. Pojawił mi się trądzik na dekolcie, plecach, nawet na brzuchu mam parę krostek, chyba od ciągłego natłuszczania. Natłuszczanie średnio pomaga, bo rozstępy są już okropne, a do 8 miesiąca nie miałam ani jednego. Młody uciska mi też jelita, co powoduje spore problemy "kibelkowe". Nie wiem czy jest on taki duży, wydaje mi się, że nie, po prostu to ja jestem niska i mam krótki tułów i przez to chyba nasze proporcje są zaburzone. Długo nie dam rady być "domkiem" Maleństwa, z dnia na dzień mam wrażenie, że zwyczajnie eksploduje mi brzuch jak balon i takim sposobem rodem z horroru s-f, narodzi się mój syn :P
Ciągłe SMSy i telefony od rodziny i znajomych czy już urodziłam. Psychicznie już siadam. Nie chce mi się nawet powtarzać w kółko wszystkim, że jeszcze termin nie minął, więc niby dlaczego miałabym już być po porodzie i tym bardziej - trzymać to w tajemnicy?! Żeby się jeszcze kończyło na tym pytaniu, ale do tego każdy sobie dowcipkuje na ten temat, sugerując że w sumie to "dziecko może sobie chcieć siedzieć jeszcze i 3 tygodnie, no ale co się dziwić - karmię go dobrze pewnie fastfoodem to rośnie...." Itd. "Uwielbiam" to po prostu.
Czuję, że jestem już zirytowana, jednocześnie mam wyrzuty sumienia wobec tego Małego Mieszkańca, a przecież nie na niego się wkurzam. Chyba tak naprawdę trochę się boję, zaczyna do mnie docierać jak bardzo zmieni się zaraz moje życie i czy podołam temu, co mnie czeka. Boję się o dziecko - czy będzie zdrowe, szczęśliwe, czy pokochamy się i zrozumiemy szybko.
Rozłąka z mężem źle mi robi. Tzn nam jako parze. Nie martwię się, co u niego, akurat mamy do siebie zaufanie i 1 telefon dziennie nam wystarcza, ale zauważyłam, że zawsze takie rozłąki oddalały nas od siebie. Same z siebie, tak jakby odzwyczajamy się zawsze od siebie gdy się jakiś czas nie widzimy. Do tej pory od ślubu nie rozstawaliśmy się na dłużej niż kilkanaście godzin i szczerze mówiąc, im więcej spędzaliśmy razem czasu, tym było między nami lepiej, było cudownie. Nie jesteśmy z tych par, które przez intensywność relacji, kłócą się często i muszą czasem od siebie odpocząć dla zdrowia psychicznego, a potem kiedy się nie widzą 3 dni, tęsknią przeraźliwie i nie mogą spać, zastanawiając się co robi ich druga połówka. My mamy odwrotnie jakby. Boję się, że znów między nami zaginie ta więź, którą nabudowaliśmy przez ostatni rok i nie zdążymy jej odbudować przed pojawieniem się dzidziusia. A nie chcę odstawiać męża na dalszy tor tylko dlatego, że mam dziecko. Przez całą ciążę nie nachodziły mnie takie obawy, dopiero teraz - na tydzień przed terminem porodu. Niech już będzie środa, niech już K. przyjeżdża.

No i nadszedł ten dzień, 30 na liczniku.
Podsumowanie 30lat życia :), hmmm
niczego nie żałuję i myślę, że jeszcze raz mogłabym przeżyć takie 30 lat.

Mam kochaną rodzinkę, najukochańszego mężulka, którego nie zamieniłabym za nic w świecie. Mały Bąbelek wierzę, że niedługo też się pojawi :).
Jestem szczęśliwa :).

No i badania wykonane :) wyniki w pn. Ależ jestem ciekawa czy coś pomógł niepokalnek i prl wróciła do normy

Hejka dziewczyny...........
Dzisiaj byłam u lekarza ogólnego z wynikami i EKG.
Mam problemy z tarczycą , a mianowicie niedoczynność ( norma od 0.4 do 4) a ja mam 6.2 :(:( Dostałam leki mam je brać przez 2 tyg.(mniejsza dawka) i później większa dawka. Niby lekarka powiedziała że nie szkodzą one ewentualnej ciąży, że podaje je się kobietom będącym już w ciąży, ale zawsze jest jakieś ale............
No i jeszcze że mam za mało żelaza 75 (norma 40-145), doktorka kazała jeść dużo natki pietruszki i wątróbkę , pić sok z buraków, jeść kiełki lucerny. To już lepiej.
Powiedziała że dobrze że nie jestem w ciąży, bo można się podleczyć (a co jak będę zanim dostanę się na badania do endokrynologa) . Niby przez tarczycę mogę mieć problem z zajściem w ciążę, no i ze zrzuceniem nadwagi :( :(
Chyba powinnam zrezygnować z drugiego dziecka, nie dość że mam problemy s kręgosłupem, to jeszcze to.
Może któraż z was leczy się na niedoczynność tarczycy i planuje dziecko, albo ma już dziecko i planuje następne a ma problem z tarczycą, może mi ktoś coś doradzi. Najbardziej boję się tych leków.....Przecież w ciąży nie powinno się raczej leków brać, tylko suplementy diety.
Ech . Miłego wieczorka :(

Juz drugi raz zaczynam dzisiaj pisać. Chciałam przedstawić siebie jakos wesola osobę, ale mam tak podly nastrój że chyba nic z tego nie wyjdzie. Może opisze swoja historię i skupie sie na suchych faktach?
Zawsze bylam jakby antydzieciata. jakoś w głowie nie mieściło mi sie że mogę mieć dzieci. Poza tym żyłam w dziwnym przekonaniu że nie bedę mogła nigdy. Jakaś taka głupia intuicja. I nie to że pojawiła sie w momencie gdy zaczęliśmy z mężem starać sie o dziecko. Co to to nie. Ta myśl jest ze mną od kiedy pamiętam... Mimo że ogólnie w to nie wierze ale czasem mam wrażenie że sobie tą moją bezdzietność wmówiłam.
Po około roku starania sie poszłam do lekarza a maż na badania nasienia. Wyniki doskonałe...jego... U mnie torbiel na jajniku. Na szczęście w drugim cyklu i po Duphastonie zniknęła. Po kilku miesiącach pojawiła się znowu..i znowu zniknęła. W sumie nic takiego, zwłaszcza, że badania hormonalne w normie. No to w czym problem? Chyba w głowie. Rozum jedno, serce drugie. Raz mówię sobie (hmm wychodzi na to że ja często ze sobą jakoś rozmawiam:)) Stara, wyluzuj... to nic nie da, po co ci te testy ovu, po co ta temperatura, a macica niech sobie wędruje jak chce. Tylko po to żeby rano wstać i zrobić cała procedurę. Sik, temp, macica.
Dzisiaj 22 dc. Wiem,że i tym razem sie nie udalo... jutro kupie test ciązowy... tak na wszelki wypadek

Rumba89 Bicie serca 4 kwietnia 2014, 18:44

Od owulacji codziennie boli mnie brzuch. Nie jakoś bardzo, ale odzywa się co kilka godzin w ciągu dnia. Oprócz tego chyba zbliża się @... Piersi chyba zaraz mi się urwą i spadną na podłogę :/ ciężkie są, wielkie i bolą :( no i standardowo ból pleców, ale silny jak nigdy dotąd. Promieniuje aż na miednicę. Czuję się tak jakbym miała zaraz zejść z tego świata...
Lekarka podejrzewała u mnie problemy z tarczycą, ale wyniki mam dobre. Z pierwszego pobrania krwi pod koniec grudnia wyszło mi 1,3. W ubiegłą sobotę kolejny raz badałam TSH i było 3,3.
Mimo, że w tym cyklu dość gorliwie staraliśmy się z moim partnerem o dzidzię, to czuję, że jest to cykl stracony... Nie wiem czemu. Tak po prostu czuję. Aczkolwiek mam jeszcze nadzieję, że @ nie zobaczę :)
Trzymajcie się cieplutko kobietki :)
Miłego weekendu!

Chcialam sie pochwalic moim synkiem, teraz juz ma 11 lat,ale nadal jest tak slodki :D

p6l4w.jpg

Tydzień 21 dzień 0

Dziś pierwszy raz dotarła do mnie świadomość - czas pędzi, poród się zbliża ... 355313e0utenk2vc.gif Brzmi to jakoś nieprawdopodobnie. Przecież tak niedawno kompletnie nie wierzyłam, że w ogóle można zajść w ciążę. Potem nie dowierzałam, że można ją utrzymać ... teraz moje maleństwo staje się coraz bardziej realną jednostką :)
Chyba zachłyśnięta dotychczasowym, bezproblemowym (tfu, tfu, by nie zapeszyć) przebiegiem ciąży chcę rodzić siłami natury i bez znieczulenia. Na razie... z pewnością życie zweryfikuje moje deklaracje ;)

Juuuuupi!!! Zaczynam nowy etap ciąży - rozwój przedmacierzyński w domu 1236057qd9orpxyzi.gif

Oczywiście, jak na słomiany zapał przystało mam mnóstwo planów ;)
1. Fitness dla ciężarnych - już się zapisałam na czwartek :P
2. Czytanie książek o zajmowaniu się noworodkami, bo to wciąż dla mnie czarna magia - książki już mam
3. Przeczytanie Biologicznych podstaw psychologii - zaczęłam i utknęłam na 2 rozdziale :/

Mysza84 licze na cud 4 kwietnia 2014, 20:12

Hej dziewczyny:-) dzisiejszy dzien przecudny jezeli chodzi o pogode ale cos mnie niepokoji tzn od tygodnia mialam megamdlosci 24/7.wczoraj zauwazylam ze bol piersi sie zmniejszyl i to sporo a dzis do tego doszlo totalny brak mdlosci kompletnie nic.zastanawiam sie czy ktoras z Was tak miala aha i do tego jeszcze mam przeogromne skurcze macicy takie jak wtedy podczas poronienia! Przedwczoraj pojawila sie krew na wkladce niby nie wiele ale...na lekarza nie mam szans na ip na tak wczesna ciaze patrza jak na dziwadlo (bo mieszkam w UK) i co mi pozostalo? Zastanawiac sie czy moje dziecko zyje...umieram z niepokoju a usg mam umowione dopiero na 23 kwietnia to bedzie 11tc.zazdroszcze Miriam i Chiang Mai ze maja juz swoje Kruszynki przy sobie i moga je tulic i kochac i nie musza juz tracic calej energii na wsluchiwanie sie w swoje cialo i objawy albo ich brak...wykancza mnie ta niepewnosc.jak mialam mdlosci to modlilam sie do Boga zeby juz minely bo naprawde dawaly mi popalic a teraz?...pustka i nicosc...czekam do jutra.jak mdlosci nie wroca to jade do szpitala.ktos musi sie mna zainteresowac bo jak napuszcze na nich wszystkich mojego A to ich z butow powyrywa (skubaniec ma taki niewyparzony jezor ze łooo):-) ale czasami dobrze jest miec kogos takiego kto wazy przeszlo 100kg ma 2metry i przyslowiowe dwa jaja w spodniach:-)

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)