34t4d - 86 % za nami
NIBY powinnam się cieszyć, a ogarnia mnie stres i strach. Dwa tygodnie temu poczułam, że chyba zaczyna mi się infekcja - dodatkowo dziwne kłucie w brzuchu i szyjce. Pojechałam więc do mojego lekarza na oddział, a ten w trakcie badania z przerażoną stwierdził, że w ciągu 9 dni szyjka skróciła się o 1 cm. Powiedział, że w tej sytuacji koniecznie powinnam udać się na podanie małemu sterydów na rozwój płuc w szpitalu. Mały ważył 1690 g. Pojechaliśmy w piątek. Pominę już ten cały cyrk na IP ogólnej - pełno chorych na grypę, więzień w kajdankach i całe zamieszanie. Jakież było moje zdziwienie kiedy zamiast na patologię ciąży wywieziono mnie na trakt porodowy... No i się zaczęło. Podłączono mi KTG i nagle zaczęła się panika, gdyż nie wykryto tętna dziecka. Tłumaczyłam, że mam łożysko na przedniej ścianie, ale nikt nie chciał mnie słuchać. Po 10 minutach położna znalazła serduszko, ale ja już zdążyłam przeżyć horror. Dostałam zastrzyk w pośladek (sterydy), następnie zaś zrobiono mi USG, na którym okazało się, że mały waży prawie 1900 g - różnica 200 g w ciągu 2 dni... Dostałam kroplówki, co 3 h badanie tętna, 2 razy dziennie KTG. W niedzielę ordynator powiedział, że mnie zbada, a jeśli wszystko będzie ok - w poniedziałek już wyjdę. Niestety, zbyt wcześnie się ucieszyłam. Po wątpliwej przyjemności badaniu zaczęłam mocno plamić, dostałam skurczy, brzuch bolał jak na okres. Podano kroplówki chociaż od południa byłam już na tabletkach. Oczywiście moja siostra postanowiła dodatkowo podnieść mi ciśnienie: dzwoniła i krzyczała, że pewnie rodzę, bo ona też tak miała, a ja jestem nieodpowiedzialna, bo jeszcze nie kupiliśmy wózka - jakby wtedy to było najważniejsze... We wtorek po badaniu mnie wypuszczono, choć plamiłam jeszcze tydzień. Dziś wiem, że najprawdopodobniej był to czop śluzowy... Od tego czasu leże i wstaję tylko do toalety. Wczoraj jedynie pojechałam na wizytę i przyjechałam znów podłamana. Mały waży tylko 1960 g. Szyjka skrócona, rozwarcie na palec, 3 stopień dojrzałości łożyska - według lekarza wszystko już przygotowane do porodu, a właściwie do cc, bo mały ułożony pośladkowo. Lekarz stwierdził, że nie doczekam 36 tc... No więc czekamy na Ciebie maluchu, aczkolwiek chciałabym byś jeszcze chwilę zaczekał i podrósł...
i juz po transferze....kropek siedzi w srodku
oby było mu dobrze, oby znalazł przytulna miejscowke 
teraz progesteron 300mg na dobe...mam nadzieje, ze to nie za mało....
za 11 dni robie sikanca, a 19.04. beta w klinice...
ogolnie zarodek bardzo dobry, klasa 4AC...mam duze szanse, ze sie uda
chce w to wierzyc...a pani doktor sie smiała, ze szybko transferujemy bo juz zarodek mamusi szuka
no nic zostało czekanie....
kropeczko zostan 
Już lepiej ze mną dzisiaj. Wczoraj natomiast wpadłam w taką histerię że nie mogłam przestać wyć, dopóki się nie zmęczyłam i zasnęłam. Mój K. oczywiście stałe teksty, że wymyślam, że mam chyba za dużo wolnego czasu, że nie potrafię się cieszyć tym co mam. Trochę w tym racji. Nie chce mi się uśmiechać, a powinnam. Piękna pogoda się zrobiła, akurat na nasz weekendowy wyjazd, słońce świeci, mogę sobie otworzyć balkon i cieszyć się pięknym zapachem tujek. Mam kochającego męża, kochająca rodzinę, kilka innych bliskich mi osób, mam gdzie mieszkać, co jeść, możliwość skończenia studiów. Powinnam dziękować za to co mam. Czasem tak jest (jak dzisiaj) czasem nie (jak wczoraj). Szkoda tylko że mąż mnie nie rozumie. Przykro mi że nie mogę z nim rozmawiać o moich uczuciach i emocjach bo kłótnia murowana. K potwierdza że nie może mnie zrozumieć, za to dużo przytula. Zawsze coś.
No dobra pora podnieść się ze wczorajszego upadku i iść dalej. Zrobię sobie przerwę od ovu do poniedziałku. Kilka ostatnich zaliczeń na studiach mnie czeka, doszlifowanie pracy, w lipcu obrona. Co potem? Nie wiadomo. Będzie co ma być.
Jeszcze kwestia mojej wiary. Wierzę, że będzie tak jak Pan Bóg chce żeby było. Myślałam, że chce nauczyć mnie cierpliwości, teraz na dodatek chyba chce wyleczyć mnie z egoizmu, tego, że dziecko na świat powoływane jest nie dla rodziców i nie wtedy kiedy oni tego chcą, tylko wtedy kiedy On tego chce. Jak się pomodlę, to mi lepiej, myślę że rozumiem. Jak robię coś innego to dopadają mnie myśli, że przecież tyle alkoholiczek, narkomanek, nieodpowiedzialnych czasem nastolatek zachodzi w ciążę i jak Bóg może tego chcieć? Znalazłam wczoraj taki obrazek z napisem "Jeśli Twoja modlitwa nie zostaje wysłuchana - tzn., że Bóg ma dla Ciebie coś o wiele lepszego, niż to o co Go prosisz". Co to ma w ogóle znaczyć? Co może być lepszego dla kobiety będącej w małżeństwie od potomstwa? Przecież Sam powiedział: "Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną" (Rdz 1,28). To jak to jest? Co ma lepszego dla mnie? Chciałabym to wiedzieć. Oczywiście muszę czekać, bo hartuje moją cierpliwość. Mam nadzieję, że wie, że niedługo nie będę potrzebowała rozmowy z księdzem ani konsultacji z ginekologiem tylko psychiatry.
Jeszcze jedno. W mądrej książce "ABC dla narzeczonych" napisano: "Celem małżeństwa wyznaczonym przez Stwórcę jest miłość i przekazywanie życia". Ciekawe, barrrdzo ciekawe. Ciekawe jest też to, że w tej bardzo mądrej książce nie ma ani słowa o problemach z płodnością. Nigdzie. Chyba oddam ją na makulaturę.
Mam dość.. Nic z tego nie będzie.. Dążenia do posiadania dziecka nie wiem czy nie przyplace rozwodem.. poprostu wysiadam.. Cykl spisany na straty..
Wolna niedziela.. Czas na relaks, odpoczynek, odwiedziny u rodziców i dziadka.. Ach i to błogie lenistwo..
Chciałabym już zobaczyć przepiękne 2 kreseczki na teście, powiedzieć wszystkim i wspólnie się cieszyć z nowego członka rodzinki.. Testujemy się za 2 dni, więc wszystko przed nami:)
Życzę Wam pięknej, słonecznej niedzieli!
9 cs 14 dc, 1 dpo, 2 dpovi
Sprawa wygląda tak, w 2 dc przed stymulacją były trzy pęcherzyki. 1x10 mm na prawym jajniku i 2x7 mm na lewym. Po 5 dniach (środa) stymulacji byłam na wizycie i na prawym 17 mm, na lewym 15 mm. W sobotę (12dc) byłam na kolejnym podglądzie - mamy 4 pęcherzyki. Pani dr zachwycona jak ładnie zareagowałam na stymulację 😊 na prawym jeden 20 mm i na lewym trzy - 2x 19 mm, 1x 20 mm. Dostałam też zastrzyk z ovitrelle. W nocy z soboty na niedzielę czułam bardzo silny ból owulacyjny. Nad ranem dorwałam męża, więc wydaje się że idealnie w czasie. Później jeszcze poprawiliśmy koło południa. Dzisiaj w nocy miałam jeszcze silniejszy ból więc znów podziałaliśmy. Dzisiaj mój mąż pojechał w delegację. Wróci jutro wieczorem lub w środę popołudniu. Jak jutro wróci to dla pewności jeszcze jutro będziemy ❤️. Śluzu jak na lekarstwo 🤦♀️ a zakaz używania żelu obowiązuje. Kupiłam też w tym cyklu kubeczek ferti lily i przez ten czas owulacji aplikowałam go. Boże, 4 pęcherzyki, 4 komórki jajowe, cztery szanse żeby plemnik trafił. Proszę niech chociaż jedna się zapłodni 🙏 została mi modlitwa..
Czuje się dobrze,nic mi nie dolega,chociaż mogłabym spać całymi dniami:) A tutaj niestety rano trzeba wstać do pracy, a jak wracam do domu to pasowałoby nareszcie skończyć pisać pracę magisterską. Wczoraj byłam u lekarza, wszystkie wyniki badań ok (badania krwii i moczu), jedynie minimalnie podwyższone próby wątrobowe, więc zmiana diety i zalecenie zdrowego odżywiania i oficjalne potwierdzenie ciąży poprzez badania, chyba dopiero wczoraj uwierzyłam, że to nie sen tylko prawda:) Kolejna wizyta u lekarza pierwszego kontaktu (tzw. GP) w najbliższy wtorek i już musimy zdecydować się na szpital, który będzie się nami opiekował, aż do końca ciąży. Więc od następnego tygodnia będziemy czekać na list ze szpital. Trochę przeraża mnie to, że w UK kobietą w ciąży opiekuje się położna, a nie lekarz. Pierwsze USG jest tutaj najwcześniej
w 12 tygodniu ciąży i niestety są tylko 3 USG w czasie ciąży. Czy może któraś z Was mieszkała w czasie ciąży lub urodziła dziecko w UK i mogłąby się podzielić swoimi doświadczeniami, odczuciami?
Dziś kończę 11 tydzień jeszcze tydzień i wkraczamy w drugi trymestr już nie mogę się doczekać. Zrobiłam dziś sobie zdjęcie brzucha i doszłam do wniosku z moim Markiem że zaczynamy rosnąć
Miałam wrzucić tu zdjęcie ale jednak jeszcze sie powstrzymam. Co do moich objawów mam nadzieje ze już niedługo mi minął teraz przynajmniej w miare staram sie normalnie funkcjonować w porównaniu do kilku ostatnich tygodni w końcu z reguły męczą do końca pierwszego trymestru co prawda zdarzają się wyjątki że niektóre kobiety męczą się całą ciążę ale ja mam nadzieje ze do takich osób nie należe i że wraz z drugim trymestrem bede czuła sie znacznie lepiej.
Miał to być cykl spokojny, po zielonym światełku od lekarza w staraniach o maleństwo wrócił stres.... eh, dziś i jutro mamy się zmobilizować z mężem czyli serduszkowanie trochę wymęczone w dodatku mojemu M odnowiła się kontuzja pleców i nie wiem czy się teraz nadaje na cokolwiek
@ spóźnia się 4 dzień... Zaczynam się nakręcać. A jednocześnie się boję.... Jestem lekko zaziębiona, wczoraj przeleżałam cały dzień z okropnym bólem głowy i gardła. Dziś jest lepiej, ale mam kaszel. Leczę się tylko domowymi sposobami (mleko z miodem i czosnkiem, czosnek na kanapce, herbata z miodem i cytryną, woda z miodem i cytryną) Mam nadzieję, że do poniedziałku będzie ok bo nie mogę sobie teraz pozwolić na zwolnienie. Jutro rano powtórzę test... Czuję w środku, że "coś" jest na rzeczy. Nigdy okres mi się tyle nie spóźniał, a jeśli nawet 2-3 dni był opóźniony to wiedziałam, że przyjdzie przez spadającą tempkę, a u mnie ona teraz jest w miarę stabilna. Kurcze, naprawdę mieszają się u mnie emocje radości i strachu jednocześnie. Dziwne.
Samopoczucie troszkę lepsze. Czytam sobie fora i pamiętniki i bardzo mnie podniosło na duchu ze dziewczyny zachodzą w 100% cyklach bezowulacyjnych
. Urosła we mnie nowa nadzieja, ze może mnie tez sie w końcu uda... Nie wiem czy to przez chorobę czy jak ale 4 raz test owu był pozytywny. Po dniu przerwy wracamy do starań, w końcu musi sie udać!!!!!!!!
ehhh dzisiaj chyba najbardziej jak do tej pory odczulam co to jest mieć wyłącznie znajomych mających dzieci lub spodziewających się ich...same rozmowy o ciąży, o dzieciach itp itd.. ja się nawet nie dziwię - tym żyją. Tylko ja się kompletnie tam nie odnajduje i to nie w takim sensie, ze nie rozumiem o czym mówią - ja po prostu momentami chciałabym jak najdalej uciec. straciłam całkiem nastrój...a wszyscy oczywiście myślą, ze to dlatego, że tak się przejmuję obroną pracy i egzaminami..."noo widać, nie przejmuj się tym tak.."... z tego jednego powodu - mojej niepłodności, chciałabym aby ten etap edukacji w moim życiu jeszcze się nie kończył: wiem, że po obronie wszyscy zaczną natarczywie wypytywać o dziecko (no bo teraz to pewnie nie maja bo ona nie ma czasu), ja przestane mieć proste wytłumaczenie na częste wyjazdy do lekarza - ze jadę na uczelnie lub do biblioteki, no i sama mimo, że wiem, jak wiele rzeczy chcę zrobić gdy już to wszystko będzie za mną, a na które teraz nie miałam czasu, boję się że mimo wszystko zacznie mi się ta niepłodność jeszcze bardziej do łowy dobijać a wtedy to już będzie na prawdę nieciekawie o ile może być jeszcze bardziej nieciekawie..ehh pożyjemy, zobaczymy. trzeba zbierać siły. chyba zacznę mówić, że nie chcę mieć dzieci. To będzie najprostsze, wywoła najwięcej plotek - to lubię!
Wiadomość wyedytowana przez autora 5 kwietnia 2014, 22:00
Nie mam na nic siły.
Dzień, powiedzmy że dość miły.
W południe wypad na miasto z moim D.
Po powrocie wypolerowałam sobie motocykl, wstawiłam do garażu - musi poczekać na opłatę 
Od 20 męczę się ze strasznymi mdłościami.. Do tego kręci mi się w głowie i cały czas mam uczucie jakbym hmm.. spadała ?
To będzie ciężka noc coś czuję 
Myślałam kiedyś, że z każdym kolejnym miesiącem będę bardziej zrezygnowana, obojętna i twarda. I że ten psychiczny luz sprawi, że nagle uda się "zaskoczyć". Mija jednak 11 cykl starań, a ja nie czuję, żebym się jakoś mniej nakręcała przed @ i miała spokojniejszą głowę. Tyle rozczarowań i żadne z nich niczego mnie nie nauczyło. Każdy inny niż dotychczas ból piersi, każdy skok temperatury w miejscu, w którym w poprzednich cyklach był spadek, każde pojedyncze kłucie w jajnikach, wszystko przyjmuję z nadzieją, wierząc, że to jakiś znak od zadomawiającego się w moim wnętrzu dzieciątka. Fajne jest to szybowanie wśród marzeń, wyobrażanie sobie siebie z wielkim brzuchem, przywoływanie w wyobraźni obrazka, w którym silne dłonie mojego Męża trzymają delikatne, kruche ciałko naszego dziecka... Fajne jest to wszystko, tylko strasznie mi szkoda, że później przychodzi okres i brutalnie z obłoków powraca się na ziemię.
Czy teraz znowu tak będzie? Czy ten wykres - tak odmienny od wszystkich wcześniejszych - i te wszystkie objawy, których nie chcę wynajdywać, ale które same się pchają....czy to wszystko to znów tylko wytwór mojej wyobraźni i wyraz moich matczynych pragnień...?
Jeszcze kilka dni czekania.
Kilka bardzo długich dni.
Nie wiem, czy tez tak macie ale denerwuje mnie to na forum, ze rozmawiasz sobie spokojnie na jakis temat we wlasnym gronie a tu jakas zagubiona istota pojawia sie nie wiadomo skad i pisze, ze ona wie lepiej od was wszystkich..
Sorry, chyba mnie hormony ponosza bo z natury jestem bardzo ugodowa
Choroba nie minęła, byłam na kontroli i niestety dostałam kolejny, silniejszy antybiotyk i zwolnienie do końca przyszłgo tygodnia. Lekarz powiedział, że trochę za późno zareagowałam i zwlekałam z skontrolowaniem stanu zdrowia, bo infekcja mi nie przeszła a przedłużająca się choroba jest groźna. U mnie trwa to już ze 3 tygodnie. Byłam trochę zaskoczona tą diagnozą, bo pewna byłam że te moje dolegliwości to sprawka jakiejś alergii. Przecież teraz wiosną wszystko budzi się do życia i pyli. Niestety, to nie to.
No trudno. Nic już nie zrobię. Mogę jedynie stosować się do zaleceń lekarza, przyjmować leki i siedzieć w domu przez najbliższe 9 dni. Z jednej strony się nawet cieszę, bo obecna choroba nie jest dla mnie bolesna, nie odczuwam bólu, jedynie smarkam i kaszlę jak szalona. Dlatego mogę dobrze wykorzystać czas będąc w domu. Przede wszystkim stawiam na odpoczynek, bo kiedy wrócę do pracy zacznie się gorący okres, który potrwa do końca roku szkolnego, więc trochę oddechu mi się teraz przyda. Mam też zamiar trochę bardziej ogarnąć nasze mieszkanie, zadbać o nie, by czuć się w nim lepiej i fizycznie i psychicznie. Chcę też spełniać się w roli dobrej żony, z pewnością przejmę teraz obowiązek gotowania obiadów (do tej pory najczęściej zajmował się tym mój mąż, bo ja jadam w pracy). Pewnie jeszcze coś przyjdzie mi na myśl, a i tak wiem, że te 9 dni minie zbyt szybko.
Cieszę się, że po serii antybiotyku zostanie jeszcze kilka dni wolnego. Ostatnia seria bardzo mnie osłabiła i czułam się źle fizycznie. Potrzebowałam właśnie takich kilku dni na dojście do siebie. Dobrze, że teraz będę miała taką możliwość.
A co ze staraniami? Najpierw trochę się rozczarowałam i zirytowałam, że znów muszę brać antybiotyki, że ta choroba nie mija, co z pewnością jakoś wpłynie na cały cykl. I głównie dlatego tyle czasu wstrzymywałam się z pójściem do lekarza, bo miałam nadzieję, że mi przejdzie. Ale doszłam do wniosku, że to nie ma sensu. Tak więc ze starań w tym cyklu raczej nici. Raz że ochoty brak, dwa - chyba leki namieszały. Niby jakiś tam śluz jest, coraz bardziej płodny z dnia na dzień. Ale temperatura dziś troszkę podskoczyła i nie wiem czy to już na owulkę, czy jeszcze nie. Cóż, tym razem Dong chyba nie był potrzebny. Ale jeśli się okaże że tendencja temperatury będzie szła w górę, to znaczy że Dong jak najbardziej zadziałał. Zobaczę jak to będzie.
Poza tym rozmawiając o tym wszystkim z mężem doszliśmy do wniosku (głównie on, bo to od niego to wypłynęło), że powinien iść na badanie nasienia. Chce też iść do urologa, bo twierdzi, że coś tam go pobolewa. A że bierze nadal te swoje leki, chce zobaczyć czy wpływają na jego płodność. I dobrze, przynajmniej zobaczymy, co się tam u niego dzieje. Jeśli okaże się, że parametry nie są tak dobre, to można będzie je poprawiać.
Ja natomiast po chorobie pójdę na badanie tarczycy. Dlaczego? Kilka dni temu odebrałam wyniki tego hormonu sprzed 2 lat (teraz mnie tchnęło, by to zobaczyć). Okazało się, że moje tsh jest powyżej 3. Niby to norma, ale przy staraniach to trochę za dużo i trzeba by było je obniżyć, bo może utrudniać zajście w ciążę, powodować poronienia itd. Oczywiście nie wiem, czy teraz nie mam dobrego poziomu tarczycy, może tak jest. Ale skoro istnieje taka przesłanka, jak wynik sprzed 2 lat, to wolę to skontrolować. Dzięki dziewczynom na forum wiem, że raczej muszę zrobić to prywatnie. Leczenie nie jest trudne, a leki śmiesznie tanie, więc jeśli się okaże że jednak mam podwyższoną wartość tsh, to wielkiego problemu nie będzie.
Tak więc w 4 cyklu starań wiemy już, że będziemy musieli się jednak przebadać. Nie zakładałam tego wcześniej, bo chciałam realizować plan mojego gina. Ale skoro mamy pewne zmienne do tego, by sprawdzić to i owo, to to zrobimy, nie będziemy czekać aż stuknie nam te 9, 10 czy 11 miesięcy, jak chciał gin. Mam nadzieję, że poprzestaniemy na badaniach 
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 kwietnia 2014, 22:43
dziewczyny powiedzcie jak wyglada wasze funkcjonowanie wśród znajomych? bo ja dziś z przerażeniem stwierdzilam, ze niedługo nie będę się miała z kim spotykać - wszyscy bliscy znajomi są lub wkrotce bedą dzieciaci.. jak sobie radzicie? bo ja już zaczynam się czuć bardzo samotna.. a moze to ja sie zamykam? tylko jak sie nie zamykać, gdy wiem, ze nie powinnam mówić o naszym problemie, bo to bedzie jeszcze gorsze?
Ja się załamię. Znowu wczoraj wieczorem miałam nitkę krwi w śluzie. Tylko jedną i tylko raz, więcej nic nie było... Dziś gniotę się po cyckach od samego rana, ale nie bolą. Umówiłam się na jutro na wizytę do innego lekarza, bo chyba bym oszalała, jakbym musiała czekać. Boże, jak się boję...
Postanowiłam trochę się za siebie wziąć. W końcu zaczęłam biegać.. Skoro nie moge zajść w ciążę to chociaż podreperuje swoją kondycję i sylwetkę.. Już mam dość głupich spojrzeń i pytań czy to ciąża.. A to tylko moja fałdka po zimie. W związku coraz gorzej, nie wiem co będzie dalej. Czyżby 7 rok po ślubie faktycznie był taki ciężki jak mówią? Trochę się pogubilismy..Dlaczego to wszystko jest takie trudne..
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 kwietnia 2014, 10:54
Postanowiłam trochę się za siebie wziąć. W końcu zaczęłam biegać.. Skoro nie moge zajść w ciążę to chociaż podreperuje swoją kondycję i sylwetkę.. Już mam dość głupich spojrzeń i pytań czy to ciąża.. A to tylko moja daleka po zimie. W związku coraz gorzej, nie wiem co będzie dalej. Czyżby 7 rok po ślubie faktycznie był taki ciężki jak mówią? Trochę się pogubilismy..
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.