jutro o tym czasie będę przygotowywać się do wyjazdu do kliniki po zastrzyki stymulacyjne
ale niestety sama bo m. nie dostał urlopu
mam nadzieje, że posiewy na bakterie wyszły OK, bo jak się okaże że mam jakieś bakterie to może stymulacja będzie odwołana 
7dpt <0,2.
Koniec złudzeń😭😭😭
Matko!!! Dawno nie miałam takiego dobrego humoru! Czujuę, że moge góry przenosić! Ten moj ginekolog to też niezły pscyholog - potrafi pozytywnie nakręcić i uspokoić na maksa
Do pracy na 10, czyli miałam okazję się wyspać.
Wczorja zgodnie z pdobrą radą pana dr rozpoczęliśmy "serduszkowanie". Kurcze tylko mi było trudno z nawilżeniem odpowiednim. Może to zmęczenie, może stres opadł, a może uczucie, że powinniśmy teraz przeszkodziło w pełnym rozluźnieniu. Tak czy inaczej daliśmy radę 
W zeszłym miesiącu nie miałam wogóle problemów ze śluzem, a dalej stosuję mg z B6, siemię lniane i do tego w tym cyklu lek wyksztuślny prze wiele dni (jako lek na kaszel). Może jakiś lubrykant by się jeszcze przydał? Tylko te dla par starających się o dziecko trochę kosztują, a my w tym miesiącu dokładnie wyliczone mamy wszystko i jak dobrze pójdzie to na styk będziemy.
eh dziwny ten mój organizm, jakoś tak nie potrafimy się dogadać, niby owulacji w tym cyklu ma nie być a brzuch boli, w dodatku na wykresie podobno owulacja już byłam w 8dc, ciekawe, jak byłam u lekarza to nic nie stwierdził, dobrze , że idę jutro to może się czegoś dowiem.
Poszłam na prywatną wizytę do lekarza napro. On przynajmniej traktuje moje obawy serio i sam też zaniepokoił się widząc wyniki bety i progesteronu.
USG pokazało pęcherzyk 8mm - czyli prawidłowa wielkość jak dla 5t4d, niestety krzywy (cokolwiek to oznacza). Zarodka brak. Objawów ciążowych brak. Pęcherzyk żółtkowy jest.
Kolejna wizyta za tydzień. Będziemy szukali zarodka i serduszka. Lekarz przygotował mnie na to, że może dojść do samoistnego poronienia. W razie plamienia mam brać luteinę i będziemy sprawdzali czy jest co ratować. Gdy jednak zacznie się większe krwawienie mam zgłosić się do szpitala, żeby sprawdzić czy macica samoistnie się oczyściła. Jeśli nie, konieczny będzie zabieg.
Rzeczowość lekarza uspokoiła mnie. Podał mi też nr swojej komórki i mam do niego dzwonić jakby coś się działo.
18 dc, OF nie wykryli mi owulacji, czyżby kolejny cykl poszedł na straty? Powiedziałam wczoraj meżusiowi że mnie bolą piersi. Spojrzał na mnie i mówi No co ty, nie mów że znowu nic... Ale do 19.04 jestem pełna nadziei.
TROSZKĘ CYFEREK:
do terminu porodu zostało: 9 dni
moja waga: 84 kg (od początku ciąży + 16 kg)
obwód brzuszka: 105 cm (+15 cm)
obwód biustu: 103 cm (+7 cm)
rozmiar buta: 39 (wcześniej 38)
temperatura ciała: 36,6
ilość zjadanych kalorii dziennie: 2500 (lody, czekolady, drożdżówki i coca-cola...uffff)
ilość wypijanych płynów: 2 litry
ilość wstawań w nocy na siku: 6
ilość osób gratulujących "błogosławionego stanu": 4

Dzisiaj z samego rana byłam zrobić sobie badania tsh, ft4 i moczu. Lało, wiało, a ja umyśliłam sobie baleriny! W ciąży tracę poczucie ciepłoty własnego ciała. Z niecierpliwością czekam wyników, bo to już prawdopodobnie ostatnia kontrola przed porodem. Wszyscy są pełni niedowierzania, kiedy mówię, że rodzę w Święta! A przecież brzuch mam już spory i wydaje mi się, że jednak wyglądam na 9 miesiąc.
Może mówią tak z grzeczności:)

Witam się w 7dc 
Nawet szybko mi ten czas leci, dopiero dostałam @ a już mamy 7 dc.
Idę dzisiaj na usg piersi niezbędne do ivf, na szczęście refundowane
jutro mam konsultacje anestezjologiczne, również niezbędne, w przyszłym tygodniu planuję zrobić pozostałe badania, a tuż po świętach mam się umówić na konsultacje z lekarzem.
Poza tym to chyba nic nowego... Jeszcze w swoich myślach nie zamknęłam marca, a już mamy 10 kwietnia, nie ogarniam
mam nadzieję, że pozostała część kwietnia minie równie szybko 
Zachwalałam już książkę Harvey'a Karpa. Wczoraj zaznaczyłam sobie ważniejsze miejsca w tekście, żeby móc po nie szybciej sięgnąć w razie wątpliwości. Przerobiłam już masę książek i albumów dedykowanych dla rodziców, ale ta lektura zrobiła na mnie najlepsze, największe wrażenie, co nie jest łatwe.
Wrzucę kilka stron, żeby pokazać Wam, jak mniej więcej jest skonstruowana książka:


Myślę, że powrót do starych (niektórych oczywiście) metod pielęgnacji i opieki nad noworodkiem nie jest wcale zły. Nie mówię tu o zakładaniu czapek w domu, czy stałe opatulanie stópek skarpetkami i kocykami...Mówię raczej o metodach mających na celu uspokoić malca po "uderzeniu" nowego: jasnego, cichego świata poza łonem matki.


Po rozmowie z mamą stwierdzam, że byłam o tyle "grzeczniejszym" dzieckiem niż mój młodszy brat, o ile mama nieświadomie mnie "tresowała" zgodnie z metodą Karpa, a brata już nie, bo nie było to modne...
Śniło mi się dzisiaj zaplanowane na 18.04 USG genetyczne. Doktor przełączył na 3D i zobaczyłam śliczną, przecudną dziecinkę, która się uśmiechała
P. wpatrywał się ze łzami w oczach. Kropek okazał się dziewczynką. Ciekawa jestem tej płci ogromnie. I ciekawe czy sen się sprawdzi. 13.02 śniło mi się, że zrobiłam test ciążowy. Sen był bardzo realistyczny, wszystko było jak zwykle. Wstałam i w łazience wzięłam do ręki ostatni test jaki miałam w domu. Robiłam go bez nadziej, tylko po to żeby mi zalegał już w szafce. Przecież nie mógł być pozytywny, bo ja nie mogę zajść w ciążę. Tymczasem wyszła blada druga kreska. Pamiętam z tego snu wszystkie emocje, pamiętam odbicie mojej twarzy w lustrze... Ten sen "chodził" potem za mną. 15.02 w sobotę rano było dokładnie jak w tym śnie. Wstałam i dla świętego spokoju zrobiłam ten ostatni test. Takie same kreski wyszły, to samo odbicie twarzy w lustrze zobaczyłam... Aż mnie ciarki przeszły. Na początku stycznia byłam na chwilę na cmentarzu na grobie teścia. Nigdy go nie poznałam, zmarł zanim ja i P. zostaliśmy parą. Mieszkał przed śmiercią w tym mieszkaniu, w którym my teraz jesteśmy. Jego dawny pokój jest teraz zaplanowany na dziecinny. Nad grobem cichutko mówiłam sama do siebie: "Ten pokój taki pusty... Nie chciałbyś patrzeć jak dorasta tam wnuk? Pomóż jeśli jesteś, jeśli możesz..." Sen miałam dokładnie w 10 rocznicę jego śmierci... W Boga nie wierzę. W żaden kościół tym bardziej. W duchy, energię pozagrobową, życie po życiu- owszem...
Byłam dzisiaj u kosmetyczki. Dziewczyna jest młodsza ode mnie o 5 lat, też jeździ motocyklem, ale ona tylko ścigacze uznaje. Z pasją moto się nie dyskutuje, ale moim zdaniem trzeba to wszystko robić z głową. Zdziwiła się, że sprzedałam motocykl i myślała, że "wreszcie kupię coś mocniejszego, sportowego". A ja wiem, że nawet jakbym nie była w ciąży to mocne motocykle nie są dla mnie, bo guzik umiem, a życie mi jeszcze miłe
Oczywiście wyjaśniłam, że przede wszystkim chodzi o ciążę. No i tutaj nastąpiło mego zdziwienie: "to co? w ciąży nie można jeździć?" Na takie pytanie ja zdębiałam... Oczywiście, że można! Wszystko można! Base jumping też można uprawiać! Tylko pytanie mam zasadnicze- czy wybaczyłaby sobie, gdyby coś się stało z dzieckiem w wyniku np. zwykłego upadku, które na moto dość często się mogą zdarzyć? Przecież wystarczy byle wywrotka, dla mnie nie groźna, ale mogłabym się np. uderzyć w brzuch i co wtedy z moją Kropeczką? Naprawdę nie wpadałabym na to, żeby ją/ jego narażać! Nie przyszło mi nawet do głowy, że mogłabym ryzykować. A nie jestem typem matki polki, nie umiem się wyrzec siebie, nie roztkliwiam się nad tą ciążą i jeszcze nie czuję żadnej mega miłości do tego dzieciątka. Mimo to wydaje mi się, że byłabym skończoną kretynką jeżdżąc na moto w takim stanie! A może się mylę? Może to ona ma rację i jej pogardliwy uśmieszek słusznie wskazywał na to, że przesadzam?
50 basenów czyli 1250m przepłynięte
Fantastyczne uczucie! 
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 kwietnia 2014, 22:41
no i już po .... pożegnałam się z polipem, który niechciany zagościł w mojej macicy. Zabieg przeszłam jak zwykle dobrze, już czwarty raz, więc znam to na pamięć, niestety. Dostałam 10 dni zwolnienia, a po zwolnieniu mam urlop, więc wypoczywam około miesiąca. Dobrze, bo w pracy już było nie do wytrzymania z natłokiem obowiązków i pędem. Jak zobaczyłam w szpitalu te wszystkie kobiety z podobnymi problemami, to uświadomiłam sobie, jak nas jest wiele, które mamy jakieś nie halo. Straszne to jest, że my kobiety musimy to wszystko przechodzić. Tym razem nie powiedziałam nic mamie, ani puzlowi, bo nie chciałam ich denerwować. Dowiedzieli się już po fakcie, jak wróciłam do domu po południu. I nie żałuję, że nic nie mówiłam, wszystkim to wyszło na zdrowie. Gdybym powiedziała, nie dość że denerowałabym się przed zabiegiem, to jeszcze za nich, że oni się denerwują. A tak, już po, wszystko jest ok i rekonwalescencja przede mną. Podjęłam decyzję, że odpuszczam in vitro, nie mam na to najmniejszej chęci. Niech mi moje dziecko wybaczy, jeśli nie przyjdzie na świat, ale ważniejsze jest dla mnie moje zdrowie. A polipów mogę się pozbyć kuracją hormonalną, która zablokuje możliwość zajścia w ciążę. Na razie daję nam jeszcze pół roku, bo chcę dokończyć pomysł dr Jerzak i zastosować się do jej terapii, ale później odpuszczam całkowicie. Z tego wszystkiego dostałam już siwych włosów ....... w wieku 34 lat ! Czad, po prostu wyśmienicie. Nie chcę tak żyć, determinując swoje życie działaniami tylko pod dziecko. Nie tędy droga. Najwidoczniej tak ma być ! Wczoraj oglądałam film, gdzie powiedziane zostało: "dzieci przychodzą na świat przypadkiem.....dusze wędrują w kosmosie i czekają na odpowiednie ciało......kiedy akurat przypadkiem dorośli mają sex, można wskoczyć w ciało kobiety...... " Coś w tym stylu, tylko lepiej ujęte, ja już nie potrafię powtórzyć. No w każdym razie, nie chcę robić już nic na siłę. Trzymam więc kciuki za wszystkie staraczki, ale ja sama wypisuję się z grona staraczek. Choć jak jechałam do szpitala tuż nad moją głową przeleciał bocian ..... pierwszy raz w życiu zobaczyłam na wiosnę pierwszego lecącego bociana. Wg podań - jak się zobaczy pierwszego danego roku bociana w locie, wróży to nadejście dziecka na świat, a jak stojącego, to nici z baby w danym roku. No to się przekonamy 
Dziś mam dzień buntu:) nic mi się nie chcę i wszystkim rzuciłabym w cholerę. Już po @, ale to pierwszy cykl, w którym po prostu nie chce mi się walczyć. Chyba zbyt wiele zawodów doznałam. Jestem osobą, która szybko się poddaje jeśli nie widzi efektów. A to już 4 lata! Jestem niecierpliwa i lubię mieć wszystko zorganizowane. Więc tym bardziej moja niepewna sytuacja mnie dobija. Nic nie jest pewne i wiadome;/
i po badaniu niefajnie
bardzo nieprzyjemne, nie wiem czy z nerwów czy z podania mi środków przeciwbólowych ciśnienie mi spadło do 90/60 wyszłam blada jak ściana mąż się przeraził i podczas zabiegu strasznie mi zdrętwiały palce u rąk ..lewy drożny, ładnie przepływ był w prawym troszkę mniej dr. powiedział że ok. Mam jajeczko z lewego jajnika testy owulacyjne mam robić i możliwa inseminacja w sobotę
Ciąża rozpoczęta 15 marca 2014
Od kilku dni czuje się niemrawo. Inaczej niż na @. A może to tylko pogoda tak działa? Jakieś przesilenie? Nie wiem. ale postanowiłam zrobić test bo i tempka wyglądała obiecująco. I co ujrzałam bladziocha. Widoczny gołym okiem ale...no wlasnie jest zawsze jakieś ale. Nie chce się nakręcać ale mam nadzieje ze w sobotę, bo wtedy mam termin krwawicy ze tempka nie poleci a i test będzie wyraźniejszy. Mam już za sobą biochemiczna ciąże i obawiam się rozczarowania. Bo niby dlaczego teraz ma sie udac jak porzez prawie trzy lata nic? W mojej głowie same znaki zapytania. Obawy i strach...
A te dwa dni będą najdłuższymi...
Moje objawy ciążowe a PMS niby troszkę się różnią, boli mnie głowa ale może to ciśnienie. Piersi są tkliwe ale sto razy bardziej bolą niż podczas PMS, pryszcze moze trzy na krzyż gdzie przed okresem wysypywało mnie niemiłosiernie, ćmi mnie w podbrzuszu,ale czy brać to jako objaw ciąży? Ćmi mnie zawsze przed okresem ale na dzień przed a nie trzy czy cztery..Nie wiem... chyba nic nie wiem...I co najlepsze w krzyżu mnie nie lupie jak na okres,nic zero...
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 kwietnia 2014, 12:03
Wierzymy z Mężem, że jeszcze dzidzia przyjdzie, będziemy rodzicami. Tylko trzeba trochę poczekać, wyluzować się trochę, ciągła myśl o dziecku, kochanie sie na czas też jest niedobre. Jak czegoś bardzo sie chce to nie wychodzi... Trzeba trochę wyluzować 
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 kwietnia 2014, 13:32
1 rok, 11 miesięcy, 2 tygodnie razem
Za nieco ponad 2 tygodnie mój mały cud skończy dwa lata.. gdzie ten czas uciekł? Dni lecą jak szalone. Młody jest już taki ogarnięty, coraz więcej rozumie, coraz częściej używa wyrazów świadomie. Dzisiaj jak jechaliśmy do żłobka zaczął kombinować z zamkiem od bluzy i patrząc na mnie powiedział "grąco". Komunikacja niesamowicie ułatwia wspólne przebywanie, razem spędzony czas jest zwyczajnie tak po ludzku fajny, bo nie jest to już tylko konieczność zaopiekowania się nieporadnym maluchem, ale wspólne zabawy, czytanie, wygłupy. Chce korzystać z tych chwil pełnymi garściami, niestety czas mija niepostrzeżenie.
Coraz częściej też chodzi mi po głowie temat rodzeństwa, zawsze chciałam mieć więcej niż jedno dziecko bo uważam, że rodzeństwo jest w życiu bardzo ważne. Sama mam siostrę, bywa różnie, ale cokolwiek się dzieje (czy dobrego, czy złego) do niej dzwonię jako do pierwszej (na plotki też). Nie chciałabym, aby młody był jedynakiem, nie zdecydowałabym się na kolejną stymulację, ale są jeszcze 4 zarodki. Zastanawiam się czy nie podejść do transferu, ale boje się, ciąży, tego jak źle ją przechodziłam, nie mam gwarancji, że będzie inaczej, a nadal mam w domu małe dziecko, które mnie potrzebuje. Nie mogłam dźwigać, miałam mdłości 24h, byłam nie do życia, po porodzie nie było lepiej.. pół roku stanu zapalnego, stawy bolały przy każdym najmniejszym ruchu, kamienie na nerkach, które powstały w ciąży, ataki kolki nerkowej, przy której 12h porodu było jak wizyta w spa. Do tego u młodego kolki, regres snu i jeszcze walka o KP, no jakoś tego wszystkiego nie widzę w pakiecie z dzieckiem. Syn był nieodkładalny w pierwszych miesiącach życia.. nie wiem jak miałabym taką sytuację jeszcze raz przetrwać. Jak o tym wszystkim myślę, to czuje że nie dam rady, że nie mam już siły. Do tego sytuacja na świcie, widmo wojny, to wszystko nie napawa optymizmem.. Dużo we mnie wątpliwości..
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 lipca 2022, 13:07
Dobrze, że dzisiaj czwartek, bo jutro już wraca M z delegacji, samej w domu można oszaleć:)ale zaprzyjaźniłam się z paroma zestawami ćwiczeń i jest ok:) Dzisiaj mnie natchnęło i pojechałam na badanie krwi, a przy okazji zapisałam się na honorowego:) dumna jestem z siebie jak paw.....przed oddaniem 450 ml krwi zaprosili mnie na śniadanie - kiełbasa gotowana + chleb.....wcięłam to chyba ze strachu i poszłam....to jak się Pani wbiła to myślałam, że powiem "dziękuję" na chwile zbladłam, słabo mi się zrobiło, ale szybko poszło.....później znowu mi ciepło było, zimno, odpoczęłam a na koniec dostałam 6 czekolad:)Mój M ma złotą odznakę zasłużonego więc szacuneczek...Może moja krew kiedyś komuś pomoże, a przy okazji jak będę kiedyś tam robiła rozmaite badania będzie za free....
Czytałam dzisiaj pamiętnik shiness i doszła do wniosku, że wszystko nie może kręcić się wokół jednego...MA RACJĘ!!!! ale ja znowu mądruję bo mam dni płodne a M przyjeżdża, na co liczę???? M powiedział, że jak wróci taki "naładowany" to dopiero będzie:)Więc nie będę liczyła, w przyszłym tygodniu jadę do mojego znachora poproszę o ziółka na uspokojenie, no i tak się będzie toczyło....
Miłego dnia
Dziś kolejny dzień który zbliża mnie do @ a tym samym do mojego szczęścia. Wg moich obliczeń to @ powinnam dostać w tą sobotę ale skoro pani dr stwierdziła że za 2 tyg to na same święta przypełznie. Choć jest kilka rzeczy które nie dają mi spokoju. Pamiętam że w poprzedniej ciąży wogóle nie bolały mnie piersi, zaczęły dopiero w dniu oczekiwanej @ która nie przyszła a przecież zawsze bolały tydzień przed. I ten śluz kremowy i ta bezsenność... Pewnie się nakręcam bo bardzo pragnę tego dziecka... ale nie potrafię inaczej taka już jestem...
Chyba idę coś zrobić bo już dochodzi 13 a ja przed kompem na ovu hehehehe
Całe to nasze życie jest takie nieprzewdywalne, kiedy się dowiedziałam że jestem w ciąży byłam pewna że wszystko będzie dobrze, dlaczego niby miało by być źle- niestety myliłam się.
Zastanawiam się czy może nie za szybko powiedzieliśmy rodzinie i znajomym o ciąży, uniknęła bym tych spojrzeń albo głupiego unikania tematu przez tych którzy wiedzą co się nam przytrafiło. Już sama nie wiem co myśleć, wiem jedno że jeśli nam się teraz by udało to oboje podjęliśmy decyzję że nikomu nic nie powiemy do momentu aż będziemy pewni że wszystko jest dobrze albo jeszcze dłużej jak będzie trzeba.
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 kwietnia 2014, 18:16
Po raz kolejny jesteśmy więc w szpitalu. Od kilku dni bolal mnie okropnie brzuch. We wtorek chciałam się umówić na wizte, ale lekarz nie odebrał. W nocy ból się nasilił, nie mogłam się nawet przekreci. Rano krwawienie, więc pojechalam na oddział. Po badaniu i USG było ok,ale lekarz zalecił KTG. Z zapis wykazał tętno małego sięgające 210 oraz regularne skurcze co 5 min. Zostawiono mnie na oddziale, ponowne KTG wyszło dobrze. Podano magnez we wlewie, ale na wieczornym KTG wyszły znowu skurcze na 100 %,ale co 4 min. Położna pobiegła po.lekarza i zaczal się szum. Lekarz tylko na KTG i kręcił głową. Przyprowadził innego i podali Fenoterol i się zaczelo
Zacznę od faktów:
- dziś prawdopodobny termin @, przypuszczam, że owu mi się przesunęła o 2 dni, więc i @ dotrze najpóźniej pojutrze,
- przypadkiem trafiłam na ten artykuł: http://www.eioba.pl/a/2ca7/myslisz-ze-jestes-w-ciazy-nie-jestes więc żadnych objawów nie mam (mam lekko wrażliwe piersi i trochę jestem wzdęta - jak przed każdym okresem),
- chciałam się jeszcze przyznać, bo tak jakoś w tym cyklu się nakręciłam, że z tego wszystkiego zrobiłam przedwczoraj test i jakież było moje (nie)zdziwienie jak nawet cienia cienia cienia drugiej kreski nie było.
Poza tym czytam książkę "Dziecko dla odważnych". Dopiero zaczęłam, więc nie mogę zbytnio się wypowiedzieć na jej temat, ale mogę napisać, że jest pełna poczucia humoru i jak dla mnie bardzo dobrze się ją czyta 
Poza tym szkoła, kijowa pogoda...ale jutro już piątek więc troszkę odsapnę, bo ten tydzień był dość ciężki jak dla mnie. No i święta i weekend majowy. Mam nadzieję, że troszkę się rozluźnię przez ten czas
Byle do lipca
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.