Idealne letnie śniadanie- kilogram truskawek i Inka z mlekiem 

Czuję wakacyjne rozleniwienie. Jestem w piątym miesiącu, a nie zrealizowałam nic z mojej listy. Nie byłam dzisiaj na fitnessie, bo w weekend padł mi samochód kompletnie i na amen. Na fitness mam 30 minut autem albo 1,5h tramwajem. No więc mi się nie chciało tyle jechać. Czuję głód wiedzy. I czuję, że całkiem się rozleniwiam i tracę umiejętność organizowania czasu. Mam go mnóstwo, a ciągle narzekam, że nie mam kiedy spotkać się z koleżanką. Najlepsze w takiej sytuacji jest mieć obowiązek, gdzieś wyjść, coś ważnego robić. Znalazłam więc dziś bezpłatny, finansowany przez UE kurs zarządzania finansami w firmie i wysłałam formularz zgłoszeniowy. Jeśli się uda, to mam miesiąc nauki 
Na mojej liście zaległości jest ciągle hiszpański i rosyjski. Miałam zaglądać do angielskiego, żeby nowe słownictwo nabywać. I nic... Nic nie robię. Jestem na siebie zła. Dobijają się do mnie 4 koleżanki, każda chce się spotkać, gdzieś wyjść. A ja... jakaś aspołeczna się zrobiłam. Czuję, że już się w życiu naspotykałam, nawychodziłam... Jedyne czego mi trzeba teraz to cisza i szum lasu. Takie sam na sam z własnymi myslami, porządkowanie emocji, wsłuchiwanie się w bulgotki w brzuchu...
No i mąż pojechał w delegację... Zostałam sama...
Może to i lepiej... Sesja się zbliża, a ja w czarnej dupie jestem 
Dwa projekty trza zrobić, kolos z włoskiego i OR'ek się zbliża... No i z C# egzamin... Coś czuję, że kampania wrześniowa się szykuje 
Jedyne pocieszenie to wczorajsza wizyta u lekarza. Jest... lepiej. Antybiotyki mam dokończyć i nowych na razie nie przepisał. Za to za tydzień w piątek (po skończeniu antybiotyków) idę na badanie krwi. Ponownie ANA, Anty TPO, Anty TG, Chlamydia/Mycoplasma Pneumolane (czy na pewno się pozbyłam). No i dodatkowo przed kolejną wizytą mam zrobić... spirometrię. Czemu? Nie mam zielonego pojęcia, ale... ten lekarz nie zleca badań bez sensu, więc coś w tym musi być. Pożyjemy, zobaczymy.
Samopoczucie na dziś - po japońsku, jako tako 
Kurde...denerwuje się.
Wczoraj wykonałam badanie posiewu z pochwy i szyjki macicy - bakterie tl i bztl, wymaz z kanału szyjki(chlamydia, mykroplasma, ueroplasma) ale jakieś 20 dni temu na podrażnienie pochwy ginek przepisał mi fluomizin. Położna niby pytała się mnie czy przez ostatni tydzień nic nie brałam to powiedziałam że przez ostatni tydzień nie, ale niecały miesiąc temu brałam dowcipnie fluomizin. Odpowiedziała że w takim razie mogę zrobić badanie.
Tak samo z hormonami...czy nie będą sfałszowane bo w sobotę trochę popiłam % a w poniedziałek robiłam badania?
Eh, dopada mnie to z czym tak długo walczyłam...
26 dzień cyklu, 13 dzień po punkcji, 10 dzień po transferze, do bety pozostał 1 dzień
Jesteście wszystkie kochane :* Dziękuję Wam bardzo za wsparcie
Mimo to ja jednak nadal czuję, że to już stracona szansa. Jutrzejsza beta będzie tylko formalnością.
Żeby się upewnić wykorzystałam dziś kolejny allegrowy test (bo mam duży zapas) i wynik ten sam. Oczywiście mogłabym kupić jakiś lepszy i 'czulszy', ale w związku z tym, że jutro już beta to sobie daruję.
Może tak miało być... Ja ciągle wierzę, że nic nie dzieje się bez przyczyny i wszystko złe co nas spotyka ma swoje pozytywne uzasadnienie w przyszłości. Już kilka razy skończył mi się świat, a później okazało się, że to było najlepsze co mogło mnie w życiu spotkać. Rozstanie z moim ex. Świat mi się zawalił, nie miałam ochoty do końca życia wychodzić z domu, jednak wyszłam. Spotkałam mojego obecnego męża i okazuje się, że to najlepsza rzecz jaka mnie w życiu spotkała, a tamto przy mojej obecnej miłości do męża to nie była nawet znajomość.
Może i teraz tak jest. Choć czekam na to uzasadnienie już od ponad dwóch lat i jeszcze się nie doczekałam, ale nadal wierzę, że jakieś uzasadnienie będzie.
Zegar wcale nie przestał bić, życie toczy się dalej i pora zastanowić się co zrobić dalej. Ale o tym może porozmawiam z lekarzem przy najbliższej wizycie.
24 tyg.+5 dni
Noi tak jak przypuszczałam - lekarz wysłał mnie na test obciążenia glukozą 75 g i wynik znowu nie był satysfakcjonujący. Na czczo o.k., ale po obciążeniu najpierw 150 a potem 146, więc ja oczywiście załamka i łzy. Nawet już wdrożyłam dietę dla słodkich mam, która mnie totalnie zdołowała. Okazało się, że nie jestem w stanie jeść co 3 godziny, bo około 2 godziny już mnie ssie w żołądku i burczy mi. Do tego jeszcze brak owoców i czytanie/słuchanie jak inni nimi się objadają i jacy to są szczęśliwi, że nie mają cukrzycy wcale mi nie pomagało
Arbuz okazuje się jest jednym z najbardziej zakazanych owoców dla cukrzyków, a mnie on się dosłownie śnił po nocach
Mama widząc jak się dołuję, kazała mi iść do położnej porozmawiać o wynikach i diecie, a tam poza otrzymaniem skierowania do diabetologa, nic dobrego nie dostałam. Kobieta jeszcze mnie bardziej zdołowała, bo jak się dowiedziała, że chcę jechać do Męża będąc w ciąży, to stwierdziła, że ona nigdy by się na to nie zdecydowała, bo tu mam darmową opiekę zdrowotną i rodzinę, a tam tylko Męża. No podniosła mi nieźle ciśnienie, nie ma co, ale zdania nie zmieniłam co do wyjazdu, chociaż przykro mi się zrobiło, że ktoś może tak otwarcie mówić mi, że wg niego źle robię. Pewnie, że nie będzie łatwo, nie będę miała swojej rodziny, za opiekę zdrowotną zapłacę grubą kasę, ale kurcze... rodzina jest chyba najważniejsza, a moją rodziną jest Mąż i malutka i musimy być razem koniec kropka!
Ale wracając do tematu cukrzycy. W sumie już pogodzona ze swoim losem i będąc na diecie, poszłam wczoraj zapisać się do diabetologa. Wcześniej dowiedziałam się od miłej pani w rejestracji, że ciężarne mają pierwszeństwo i na wizytę poczekam około tygodnia. Wczoraj jednak gdy zjawiłam się u tej samej miłej pani, dowiedziałam się, że wizytę będę miała już, zaraz
Byłam w lekkim szoku, bo w ogóle nie przygotowałam się na to. No ale poszłam do poczekalni i dzielnie spędziłam tam godzinę w towarzystwie starszych pań i panów, którzy groźnie na mnie łypali, że śmiałam zajść w ciążę i wejść przed nimi do diabetologa. Na szczęście obyło się bez afer, musiałam kilkakrotnie tłumaczyć wyraźnie dlaczego ja wchodzę teraz, a nie po nich i w końcu udało się, dostałam się do lekerza. A tam... niespodzianka. Doktor uspokoił mnie, powiedział, że parę tygodni temu normy zmieniły się i zgodnie z nimi nie mam cukrzycy ciążowej. Drugi wynik jest trochę podwyższony, ale normy nie przekracza
Diety mam nie stosować, jedynie zdrowo się odżywiać (co oczywiście czynię i zamierzam dalej czynić bez względu na to, czy cukrzycę będę miała czy też nie). Powiedział też, że po 30 tygodniu powinnam badanie powtórzyć, bo jestem obciążona genetycznie przez babcię i cukrzyca może się jeszcze ujawnić. Uff, ale mi ulżyło. Wyszłam od niego taka uradowana, że prawie się popłakałam. Nigdy nie obżerałam się jakoś, starałam się dbać o siebie, ale wiadomo - jak każdy normalny człowiek lubiłam czasem zjeść coś słodkiego, loda czy czekoladkę, cukierka, jakiegoś fast fooda np. pizzę, a owoce to już w ogóle...truskawki, arbuzy, brzoskwinki, maliny, borówki... świadomość, że miałam być tego pozbawiona i to jeszcze w ciąży, dobiła mnie całkowicie. Ale jednak cuda i niespodzianki jeszcze czasem się zdarzają 
Trochę czasu już minęło od mojego zarejestrowania się na tej stronie, ale dopiero wczoraj siadłam i poczytałam troszkę forum i powiem szczerzę, że podziałało to na mnie jak zimny prysznic!! Jak ja mogłam być taka głupia! Wiedziałam, że nie wolno mi cukrów, a od czasu do czasu jadłam czekoladę i ciasto usprawiedliwiając się, że raz na ruski rok jak to zjem to nic się przecież nie stanie - GŁUPIA!! Po wczorajszej lekturze zrozumiałam, że na polu bitwy nie ma mowy na folgowanie wrogowi, a przecież czekolada to mój WRÓG!
Od dziś koniec ze słodyczami! DOŚĆ! Muszę wygrać!!
Rok 4 miesiące i 3 tygodnie. Waga 11.8kg
Piotruś zaczął ładnie chodzić. Wiadomo zdarzają się upadki ale radzi jak może. Zabawki już go nie interesują woli biegać poznawc nowe i oczywiście psocić. W każdą dziurę musi wejść coś dotknąć wsiąść do buzi
Oszaleć z nim idzie.
A jaki gardy do jedzenia się zrobił. Czasem muszę za nim biegać aby coś zjadł. Kiedyś nie było tego problemu. I już zaczyna bunt 2 latka a przecież jeszcze 1,5 roku nie ma. Czasami po prostu wysiadam.
Wczoraj przyjechała ciotka ze swoim 6 letnim wnukiem zawsze Piotruś na ich widok się cieszył. A teraz zrobił podkówkę i mega płacz. Nie wiem czy to taki etap czy ktoś go zauroczył. Za to prawie wszystkie 4 już wyszły... No to teraz będą 5. Ale te 4 wychodziły mu aż 7 miesięcy to był.koszmar.
Oczywiście śpi z nami jakby inaczej, łóżeczko do tej pory mega boli. Ten typ chyba tak ma.
Jak tylko przychodzę z pracy zabieram go na spacer ( o ile jest pogoda) a potem idziemy na górę tam uwielbia siedzieć w łazience. Do swojego pokoju nie chce iść, woli inne niedozwolone zabawki.
No to rozpoczynam crio.. Troszkę wszystko przesunęło się w czasie. Chyba to normalne u mnie. Tak musiało być. Samopoczucie ok. Nawet do mnie nie dochodzi że zaczynam, może i lepiej. Do tego sytuacja z Ukrainą. 2 lata temu tematem był covid.
Więc stale coś się dzieje... Cieszę się że nie mam takiego stresu jak 2 lata temu. Przeczuć nie mam żadnych, zrobiłam wszystko co mogłam. Przygotowana jestm, reszta w rękach Boga i jego planach na mnie 🙏🙏🙏
11dpo-dla niektorych to czas kupowania testow ciazowych i sprawdzanie czy sie udalo........moze dla mnie tez by byl, gdzyby nie zdrowy rozsadek, ktory mowi mi, ze zapomnij!!!
Tak wiec czekam z pokora jeszcze 3-4dni. Najfajniejsze jest to, ze zdarza sie zawsze, kiedy nie jest na to czas 
W sobote mam isc na panienskie. Probowalam sie troche wykrecic, ale z mizernym skutkiem. Jestem beznadziejna!! Zaczelam opowiadac, ze raczej na nocna wyprawe po klubach to sie nie pisze, bo to i tamto... a tu bach! przelozony poczatek imprezy na poludnie w jakies tam winnicy i zaczynamy od degustacji win ...... wkrecilam sie sama.
No ale mus to mus.....
Dzis mija rok, odkad odkrylam,ze bylam w ciazy.......
moze to glupie, ale do tej pory mam w szafce nocnej test ciazowy z wynikiem. Taka pamiatka.....pamiatka po euforii i po wielkim cierpieniu. Caly czas czekam, zeby wlozyc do szuflady nowy, ale taki , ktory bedzie kojarzyl mi sie tylko ze szczesciem.
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 maja 2014, 14:29
Dziś już znacznie lepiej, brzuch już prawie nie boli, śluz nadal jest. Staram się nie nastawiać ,że się udało... ale będę jak zwykle bardzo rozczarowana, eh
Dzień 13.
Tym razem 13tka pechowa... pojechałam rano estradiol zrobić, później po wpisy, tacy debile jeżdżą że na styk byłam! A taka wściekła byłam i głodna! Do 17 byłam na jednym koktajlu truskawkowym...całe szczęście co chciałam to załatwiłam.
Po obiedzie odpoczywałam z mężem aż zobaczył że moja chomiczka Misia leży nieżywa
jeszcze wczoraj w kuli jeździła, taka żywa była a tu nagle... szok...ryk ciągły, głowa boli i tak tęsknię... była kochana i cudowna ...mam nadzieję że dobrze żyła... tyle wspomnień, zdjęć...eh...smutno 
Czekam na tą głupią @
Niech już wreszcie przyjdzie. Dobrze by było, gdyby dziś lub jutro się pojawiła, bo w końcu nie zrobię tych badań. W sobotę przecież jest nie czynne..
Chciałabym mieć już to za sobą. Chcę pójść, niech pobiorą krew i będzie spokój. Boję się, że nie przyjdzie. 3 miesiące jej nie było, może się obraziła 
Czekam. Mam nadzieje, że się Panna @ pojawi. Proszę mi tu nie robić fochów ! 
Z innych rzeczy, wzięłam się porządnie za odchudzanie. Wczoraj chodziłam 4 godziny, dziś 3 g.. Starałam się wczoraj nie jeść ciastek, które wyciągnęła teściowa. Przyszli goście (jej córka z mężem) i parę ciastek zjadłam. Dziś zjadłam ze słodyczy tylko loda i parę chipsów. Nie dużo, bo nie miałam ochoty. Jakoś mnie odrzuca od jedzenia ! :{
Nie wiem, czy to po Glucophage, czy po innych lekach, ale na ulotce Glucophage było napisane, że może mdlić i może nie być ochoty na jedzenie, wstręt czy coś takiego. Kiedyś w Gimnazjum jak byłam, brałam Metformax. (Glucophage, jest jego lepszym odpowiednikiem, podobno. ) i nie wiem czy w tedy jak brałam ten Metformax, to tak szybko schudłam, czy ot tak po prostu.. W tedy też miałam taką niechęć do jedzenia.
Dziś to jakaś maskara. Wzmusiłam w siebie 3 kanapki
Nie mogłam patrzeć już na nią. Ostatnią to zmusiłam, ale ... nawet nie chcę o tej kanapce myśleć
bo mi się źle robi. Wiem, że to nie jest przez ciąże. Nie jestem na pewno. Teraz mam na stole rosół, może coś pochlipie..
Co tam u was, kobietki ? 
Oj dawno mnie tu nie było ale postaram sie nadrobic ten czas zaczne od tego że udało mi sie z praca mam już umowe na dwa lata.To zawsze coś teraz starania o maluszka wznowione ale juz z pomoca medyczną mam 6 miesięcy na zajscie w ciąże zaczynając od czerwca mam nadzieje że nam sie uda juz tak nie myśle intensywnie zobaczymy co będzie przecież na świecie jest tyle rodzin które nie mająwłasnych dzieci ,można dać rodzine innemu dziecku takiemu z Domu Dziecka narazie jestem pełna optymizmu zobaczymy co będzie dalej Pozdrawiam was dziewczyny 
W ten sposob podrozuje nasza misia-pysia w samochodzie - lezac na moim brzuchu 

Wiadomość wyedytowana przez autora 27 maja 2014, 15:42
nie wiem co myśleć zrobiłam test ze względu na to że mój gin może mnie przyjąć tylko w czwartek potem dopiero za dwa tygodnie więc zrobiłam no i nie wiem dalej jedna kreska mocno czerwona druga różowa @ nadal nie ma no i co ja mam myśleć ? straszne najgorsza jest nie pewność przez to jestem tak zestresowana że już wolała bym @ niż to czekanie
ale jestem dobrej myśli
Drogi pamiętniczku,
dzisiaj 1dpt. Chciałabym zapamiętać ten zupełnie wyjątkowy wczorajszy dzień. Choć z całej procedury najtrudniejsze już, mam wrażenie, za nami, to najważniejsze wciąż przed.
Na dzień transferu wzięłam sobie urlop i choć pogoda nie dopisywała, bo od rana było deszczowo i ciemno, to cieszę się, że na spokojnie mogłam się przygotować do wizyty w klinice. Rano nie czułam jakiegoś wielkiego stresu, raczej nie umiałam objąć umysłem tego co ma się wydarzyć.
Do kliniki przyjechaliśmy wcześniej, z zapasem czasu. Ale pielęgniarki od razu mnie złapały w swoje sidła, po krótkiej rozmowie o samopoczuciu, wzięły mnie na salę pozabiegową, gdzie mogłam sie przebrać i oczekiwać. Szybko wrócily tam wspomnienia z punkcji, miałam wrażenie że byłam tu tyle co, a to przecież już dwa miesiące minęły.
Na sali zabiegowej światło było przygaszone, grała jakaś nastrojowa muzyczka. Przywitałam się z panią embriolog, tą samą która odwiedziła mnie też przy punkcji. A później to już poszło tak szybko. Na jednym monitorze widziałam podgląd zarodka w laboratorium embriologów, widziałam jak pani go pobrała i przyniosła do nas. Na drugim ekranie widziałam za to podgląd z usg, widziałam moment wprowadzenia zarodka do macicy. Ta biała kropeczka, mam nadzieję że spodoba się jej nowe środkowisko i rozgości się tam na kolejne miesiące. Po wszystkim zostałam jeszcze sama na sali na jakieś 10 minut, miałam sobie leżeć. Z głośników piosenka "Are you with me?". Ciekawe czy zrobili to specjalnie!
Tak jak pisałam, dzień był deszczowy i paskudny. Poszliśmy jeszcze na obiad do restauracji niedaleko kliniki, a kiedy wyszliśmy, okazało się, że niebo jest bezchmurne i pięknie świeci nam słońce. Mam nadzieję, że to będzie dobra wróżba.
A dziś, już jeden dzien po, staram się skupić na pracy, zająć sobie czas. Na weekend wybieramy się do rodziców, a po powrocie to będzie już prawie prawie wtorek, kiedy teoretycznie planuję zrobić test. Dziś jestem spokojna i pełna nadziei. Czekam na Ciebie. Are you with me...?
Od dzisiaj mam 3 dni urlopu. Wczoraj miałam 1 dzień wolnego.Tyle zaplanowałam że tyle zrobię. I co .....!!!! I znowu tyły. Niby energii mam dużo, ale spać mi się chce. Wczoraj chyba z 3 godziny bezczynnie przeleżałam, za chwilę wrócę do pracy i będę miała pretensje do siebie, że okna nie umyte, że pranie, sprzątanie , układanie w szafkach, ech ..... Masakra

Miłego dnia dziewczynki. Jadę po południu na kawusię do koleżanki, tyle ile zrobię w domu tyle będzie, przecież mam wolne też mi się jakieś przyjemności należą.

Zdecydowałam się na trzecią procedurę. Teraz już wiem, że ostatnią. Giga hiperstymulacja, wysokie ryzyko zatoru płucnego, problemy oddechowe, zagrożenie życia i szpital 😲 To było piekło. Pierwszy raz doświadczyłam paraliżującego strachu o to, czy przeżyję 🤯 Jestem przerażona dokąd doprowadziły mnie starania o dziecko.
Mija kolejny dzień,był sympatyczny! Pisze to i sama nie dowierzam
Czułam się dobrze, nie byłam zła na siebie ani na męża... Uśmiechałam się do siebie trochę nieśmiało ale jednak... Nie wściekałam się na Boga i chyba mu wybaczyłam co zrobił i choć tego nie rozumiem chce wierzyć że tak jest dobrze i tak musiało być... może moja żałoba mija?......Byłam z teściową na cmentarzu,taka terapia...poplakałyśmy pogadałysmy....
No i rozmawiałam z koleżanką która jest w ciąży ma termin za 3 tygodnie. Cieszę się bo długo czekała na drugiego dzieciaka. A ja, oddaje się woli Bożej co ma być to będzie...może Bóg da mi jeszcze dziecko... jak nie to dziękuję za to co już mam, mam córkę syna i kochającego męża,dziękuję Ci Boże!
Ciąża rozpoczęta 2 marca 2014
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.