Pełna emocji oświadczam, że zostałam ciocią! Bratowa męża urodziła chłopca w 35 tygodniu.
Druga bratowa początek ciąży:) rozrasta się rodzinka z tego wydedukowałam,ze przyszła tez pora na mnie:) Faza na kręcenia mi już przeszła bo na chorobowe i tak się nie załapię więc pełen luz. Na głupie pytanie teściowej,że już też byście mogli odpowiedziałam,że teraz to ja muszę poczekać bo za dużo dzieci na kupie i będzie rywalizacja i ocenianie i przechwalanie. A tak każdym się trochę nacieszymy a moje i tak będzie wyjątkowe i wyczekane najbardziej pod słońcem:) i wtedy wszyscy będą koło niego skakać
Mysle ze od kolejnego cyklu przerzuce sie na mierzenie temp w pochwie bo ten cykl obecny juz i tak dosc zaklamany jest.. Czuje ze niestety w tym cyklu raczej nie zafasolkowalam bo temp za niska i brak jakichkolwiek innych oznak... Mieszkam pod londynem i moj gp skierowal mnie do konsultanta ginekologicznego. On mi zlecil rozne badania (hormony, usg jajnikiw, hsg itp) a mojemu M badanie zolnierzykow.. Generalnie moj GP wogole sie nie wtraca i kontakt z nim minimalny...
Mysle ze od kolejnego cyklu przerzuce sie na mierzenie temp w pochwie bo ten cykl obecny juz i tak dosc zaklamany jest.. Czuje ze niestety w tym cyklu raczej nie zafasolkowalam bo temp za niska i brak jakichkolwiek innych oznak... Mieszkam pod londynem i moj gp skierowal mnie do konsultanta ginekologicznego. On mi zlecil rozne badania (hormony, usg jajnikiw, hsg itp) a mojemu M badanie zolnierzykow.. Generalnie moj GP wogole sie nie wtraca i kontakt z nim minimalny...
Nie rozumie mojego ciala, im bardziej staram sie je poznac, tym bardziej robi mnie w balona.
Wczesniej, gdzy uwazalam, ze naturalnie to ja moge sobie zrobic k... w ubikacji, bylo latwiej.
Przed poronieniem, przez wiele lat nie przejmowalam sie kiedy "ona" przyjdzie , bo zawsze byla o czasie, a nawet jak sie spoznila, oj , wielka mi rzecz,1 dzien!! nie wiecej !!
Owulacja- praktycznie zawsze wiedzialam kiedy, nie, nie obserwowalam sluzu, ani temeperatury.
Bolaly mnie po prostu jajniki i to tak,ze w wiekszosci nie dawalam sie dotknac w ten dzien. Czasem mialam takie bole,ze zadne tabletki nie pomagaly, a ja z trudem odychajac, modlilam sie,zeby to byl juz ostatni skurcz, bo nastepnego nie wytrzymam. Te dni byly dla mnie straszne, moze nie co miesiac, ale byly....... Za to dni przed okresem i sam okres byl ok, zadnych boli, napiec itp.. nawet chyba fochliwa nie bylam, chociaz tego akurat sama stwierdzic nie moge 
Plamienia...???? o czyms takim czytalam tylko w prasie albo w internecie. Pierwsze plamienia przyszly... w ciazy 
Teraz sa one strandardem i coraz bardziej sie nimi martwie. Od wczoraj wlasnie plamie... nie jest one male i sluz plodny miesza sie z krwia. No wlasnie sluz plodny....!! ale mi wykres juz zaznaczyl owulacje 3 dni temu !! wiec skad do cholery sluz plodny no i jakim sposobem owulacja dnia 12 ??!!!!
Tak wiec stwierdzenie, ze jak robi sie plany to Bog sie z nas smieje.... jest tu calkiem trafne, dlaczego....?
Czyz to nie jest smieszne, ze w koncu zadzwonili do mnie z kliniki i wstepnie ustalili date histeroscopii i biopsji endometrium. PANI DOKTOR WROCILA !!!! JEEE , tylko,ze wlasnie wykres przesunal mi owulacje na wczesniej, wiec okres dostane tez wczesniej. Nie byloby w tm nic fajnego , gdzyby nie fakt,ze wlasnie 2 dni temu zaplacilam za wynajecie apartamentu na wakacje. To miala byc nasza tygodniowa przygoda , polaczona z nurkowaniem mojego meza. Zaczal juz robic kurs nurka............ I co ja mam zrobic?? wpadlam nawet na pomysl,ze dojade do nich, no ale jak ja dam rade po znieczuleniu ogolnym wsiasc w cokolwiek, to jest jednak 850 mil !!
Moge przelozyc i czekac znow kolejny miesiac , ale nie wiem co mi to da, bo znajac zycie znow mi sie cos poprzestawia, a od 2 sierpnia mamy tez zaplacony juz i zaplanowany wyjazd 
eh.... to sie nazywa pech.., tak bardzo czekalam na te wakacje, nawet nie wiecie jak bardzo.... rok temu tez mialo byc tak pieknie o tej samej porze, a bylo placzliwie , przygnebiajaco i w oczekiwaniu na zakonczenie ciazy ..... myslalam ,ze w tym roku bedzie wspaniale........ a tu schody....
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 czerwca 2014, 22:41
Dzisiaj w nocy byla straszna burza nie powiem balam sie
pioruny strzelaly 
Teraz pije sobie kawusie i czekam az mezus zrobi obiadek
upal straszny 
Dzisiaj nad ranem kul mnie prawy jajnik tam gdzie jest pecherzyk to pewnie rosnie
jutro zobaczymy ile znowu podrosl mam nadzieje ze juz wystarczajaco zeby w sobote byla IUI
Rozmawiałam długo z moim mężem..dopiero teraz po 3 miesiącach. Dowiedziałam się co czuje,że płakał i sam siebie obwiniał. Tak się stało,czasu nie wrócimy, Franek będzie moim synkiem aniołkiem. Tej wersji trzyma się moja córka,mamy Franka w niebie ale super! Już nie będziemy się starać więcej, będę uważać. To moja ostateczna decyzja jeśli jakimś cudem będę w zdrowej ciąży będę szczęśliwa,jeśli nie to tak ma być. Moja sytuacja psychiczna się normuje nie chcę przechodzić przez to wszystko jeszcze raz... pobędę tu jeszcze trochę i się zmywam... muszę zacząć żyć,może pójdę na studia? Powinnam schudnąć zadbać o siebie bardziej o męża. Cały ten proces musiał trwać...
No wiec wozek juz chyba wybrany:

Jedziemy go zobaczyc jeszcze raz w tym tygodniu i o wszystkim zadecyduje jego waga.
U mnie wszystko ok, duzo ostatnio podrozowalismy ale teraz brzuszek juz zaczyna ciazyc wiec zaprzestajemy powoli dluzszych wyjazdow. A ze z natury nie moge wysiedziec na d.. bedziemy robic sobie krotkie jednodniowe wypady za miasto. Jak pomysle, ile Charlie z nam sie wyjezdzi zanim sie urodzi 
Moze wyrosnie z niego podroznik:)
Powolutku zaczynam organizowac sie z lozeczkiem, wybralam tez przewijak oraz skorzystalam ostatnio z ciekawej oferty i kupilam troche uzywanych ciuszkow dla naszego malca. Bardzo lubie nowe ciuszki i na pewno bedzie mial takie ale uwazam, ze sa okresy, kiedy dziecko trzeba przebierac wiele razy na dzien wiec wszystkie ciuszki mile widziane.
Dzis zrobilam test na obciazenie glukoza i ciesze sie, ze mam to juz za soba bo zadek mnie juz bolal jak musialam siedziec przez dwie godziny w poczekalni laboratorium po wypiciu glukozy. Wyniki jutro, mam nadzieje, ze wszystko bedzie ok 
Maly kopie a ja ciesze sie za kazdym razem jak glupia 
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 czerwca 2014, 13:47
Jeszcze do wczoraj żyłam nadzieją, że może w tym cyklu ujrzę II kreski... ale niestety nadzieja słabnie, a rzeczywistość przytłacza
czuję to po prostu po kościach, kolejny cykl rozpocznę z płaczem że znów się nie udało
nie radzę sobie z tym, może pora wołać o jakąś pomoc... psycholog?? nie to chyba nie dla mnie. Nie potrafię tak - rozmawiać z kimś na temat, który na samą myśl tak boli, że sie płakać chce
nic idę spać, może dzisiaj mam po prostu gorszy dzień i tak marudze 
Moja szyjka zwariowała, powędrowała wysoko i wykręciła się w stronę kręgosłupa i ma mnie gdzieś...
Moje piersi urosły - wychodzą z biustonosza. Mój mąż cieszy się z tego jak dziecko;-) Czas pomyśleć o zakupie nowego biustonosza 
Jeśli one będą tak rosły to jakie będę miała na koniec?
Ale chociaż przestały boleć to jest duży plus 
Martwię się, że nadal nie widać brzuszka - czy na początku 4 miesiąca już powinien być wyraźny?
Przez te upały nic mi się nie chce...brzuszek dopiero zaczyna widać a ja już bym chciała żeby to był 9 miesiąc heh
Kuzynka dziś mi napisała że śnił jej się mój synek i że podobny był do mojego męża, miał czarne gęste włoski, ciemne oczka i ciemniejszą karnacje...już nie mogę się doczekać porodu żeby sie przekonac jak moje maleństwo będzie wyglądać 
Jak jeżdzimy do moich teściów to czasem sobie myślę że zamiast budować dom niedaleko Torunia to chciałabym mieszkać dużo dużo dalej z ok 300 km od nich.... Teściowa już zapowiedziała że jak urodzę to będzie do nas przyjeżdzać co weekend lub nawet i częściej...Boże za jakie grzechy mnie to spotyka... Czy ta kobieta nie rozumie że ja chciałabym tez sama z dzieckiem i mężem tylko spedzać nieraz czas, że nie chce żeby zaraz po porodzie zwalili mi się wszyscy do szpitala, ja chce pierwsza nacieszyć się moim dzieckiem... Już to widzę jak wróce ze szpitala,pewnie przyjadą do nas i będzie chciała nosić ciagle i brać małego a ja będę ciagle sie wkurzać bo bedzie mi go budziła i nie da maleństwu spać. Mam nadzieję że mąż powie coś że po porodzie ja bedę chciała odpocząć i nie bede miała ochoty na ciagłe wizyty.
Czekam na @... cycki mam jak kamienie, zjawi sie pewnie jutro,pojutrze... Czuję się taka pusta... Niby pogodzona jestem z faktem że nie zajdę naturalnie w ciąże ale... No właśnie. Wczoraj obudziłam się zalana łzami... otarłam je i zaczęłam dzień jak każdy inny. Nie mogę przełknąć jakoś tego że nie możemy zostać rodzicami. Zwłaszcza kiedy nadchodzi PMS i przypomina mi się ze niedługo będę mieć okres... Za miesiąc rocznica... Potem wesele brata-ale będziemy wzbudzać sensacje, że jeszcze nie doczekaliśmy się dziecka. W razie okropnych nacisków i żartów powiem że to ja mam problem, wypalę o policystycznych jajnikach- nawet nie będą wiedzieć co to jest i mordy im się zamkną. Przepraszam ale mamy takich w rodzinie co nie pomyślą, tylko będą dogadywać a nie chcę żeby mąż się obwiniał, i tak to przeżywa...
Mam różne sny. Jak sprawdzam w senniku to oznaczają obawy o przyszłość, symbole strachu, trudności w życiu... ukrywam na co dzień, przeżywam nocą.
po wizycie dr. powiedział że tak beta na razie nie mam co się przejmować, nie biegać co 2 dni na badania, mam zrobić w pon.
usg pokazało ze macica ma ładne ciążowe endometrium i jak to powiedział dr. ze tam gdzieś jest zarodek... jak zobaczę to uwierzę hehhe
może być niżej tygodniowo niż od inseminacji liczone nigdy nie wiadomo ..
ale troszkę się uspokoiłam mam brać jednak po 2 tab. duphastonu w przyszłym tyg. mam przyjść. Plamienie może być spowodowane wieloma innym czynnikami jest takie którym mam się nie przejmować.. jakiś luzak ten doktorek
Dziś 38 dc, miesiączki nadal brak i jakoś nie czuję żeby się zbliżała. Zastanawiam się nad kolejnym testem ciążowym, ale chyba jeszcze poczekam. Wychodziłoby, że 8 dni @ się spóźnia.
Mąż oddał już nasienie do badania, za tydzień wyniki mogę już zapisywać się do ginekologa. Przyznam, że z niecierpliwością oczekuję momentu rozpoczęcia leczenia.
Wczoraj byliśmy z mężem u mojej przyjaciółki z prezentem dla jej nowo narodzonej córeczki, bardzo śliczna dziewuszka i taka jeszcze malusia
. Ogarnęło mnie wzruszenie kiedy wzięłam ją na ręce. Niemowlaki pięknie pachną, też chciałabym kiedyś przytulić swoje.
Polamalo mnie dzisiaj...wstalam z bolem plecow..cala prawa strona mnie boli jakby mnie ktos pala potraktowal...szukalam butelki rozgrzewajacej ale jak na zlosc zakretki nie moge znalezc oczywiscie...takze musze sie meczyc i czekac az przejdzie a prochow za bardzo nie chce brac wystarczy mi to co musze brac zeby funkcjonowac...siedze sobie sama M poszedl do nowej pracy i gawoze z dziewczynami i nawet fajnie mi sie gada , nie czuje sie samotna przez to, czy sama z tymi wszystkimi problemami...dzieki dziewczyny xxx...dzisiaj nareszcie przyszly paski do monitora jutro pewnie zaczne sikanca...zobaczymy...ogolnie nie taki kiepski dzien tylko pogoda kiepska....nawet w pracy byl dobry dzien xxx
Nareszcie korzystając z tego że maleństwo śpi po kąpieli mogę opisać co następuje:
Mój poród zaczął się jak wszystkie ważne rzeczy w moim życiu - niespodziewanie.Robek miał jechać do matki sprzątać mieszkanie dla letnikow,podróż zaplanowana na 7mą i powrót wieczorem,ja mialam zostać w domu..bo i tak się nic nie działo..normalka.
Śniło mi się coś i to coś powiedziało przez sen "dziś się urodzi"-mechanicznie otworzyłam oczy..ale przyzwyczajona do tego,że juz od wielu tygodni snily mi się pierdoly,dziecko z portem usb włącznie,nie zwróciłam na to uwagi..godzina 5ta..bóle lekkie jak na okres..a dole brzucha..dla zabawy sciagnelam aplikację liczenia czasu skurczu..pokazala skurcze co 10,minut trwające minutę.."zajebista rzecz-pomyslalam-działa!"Wstalam sobie leniwie,no bo co będę tak w łóżku leżeć bez sensu..niedziela..spokój..1czerwca..
A te bóle..ee to pierdola jakas..postanowilam je rozchodzic..no bo podobno rozchodzone to nie są prawdziwe..chodzilam w kółko..kot za mną..nie przeszły..nastepny trik .prysznic ciepły..nie przeszly. A tu patrzę lekka krew na majtkach..",czopek jak nic"-"no to pewnie tydzień do porodu..."
Napisałam do przyjaciółki.."czy to moze być juz?"Napisała że mozliwe ale zebym moze pojechała do szpitala zobaczyć..
Z taką pewną niesmialoscia stwierdziłam ze może bym faktycznie pojechała..balam sie tylko że mnie opierdziela że zawracam gitarę o 7mej i to jeszcze w niedzielę..
Obudziłam Robka i mu powiedziałam że może pojedziemy..poczlapal sie ogolic..
I tak nie spieszac sie wyszlismy z domu po 8mej..z przekonaniem że wysmiana zaraz wrócę.
Na pogotowiu spokój..nikogo..
Przyszła ginekolog..zbadala mnie i stwierdziła rozwarcie na 3cm..zdziwilam się..ból do wytrzymania z lekkim zagryzaniem zębów..połączyła ktg..po czym mnie pożegnała mówiąc ze konczy zmiane i zaraz przyjdzie jej koleżanka sie mba zająć..
Zaraz trwalo jakieś 30,40 minut..przysnelam prawie ns tym ktg.co trochę te skurcze..moze trochę silniejsze..
Przyszla koleżanka..ogląda ktg,nic nie mówi,zbadala mnie..więc mówię jej"I co?Nic szczególnego prawda?Pewnie wrócę do domu?"
"Ma pani rozwarcie 4cm,nigdzie pani nie puscimy"
Na co ja zdziwiona wywalilam galy i jedyne co mądrego powiedziałam to to czy dostanę znieczulenie.."tak,tsk tylko przewieziemy panią ns trakt porodowy"
Posadzili mnie na wózek..na którym czułam się idiotycznie i pojechałam na porodowke,Robek za mną z torbą moich rzeczy..ostoja spokoju..wypominajaca ze mial wlasnie jechać i spędzić parę godzin na plaży.
Kochany syneczku
dziś twój tatuś poczuł Cię pierwszy raz
dałeś mu 2 porządne kopniaki
tak bardzo się ucieszył
... wcześniej też pewnie by Cię poczuł ale ty masz swoje godzinki brykania takie że albo tatuś jest w pracy albo śpi
ale dziś się udało o godzinie 21
.... Kochamy Cię syneczku 
Drugi cykl z progesteronem. W tym cyklu czuję się dużo lepiej niż w poprzednim
Nie bolą już tak strasznie piersi, PMS z całą dobrocią inwentarza, nie dokucza tak strasznie dotkliwie. Może się jeszcze pojawi, ale przynajmniej nie tak wcześnie, jak to zwykle było. Dzisiaj mi wstyd, że tak narzekam. Ludzie tak bardzo cierpią z powodu samotności, chorób...Uczę się powoli uśmiechać do naszego problemu. Może jeszcze będzie lepiej? Na pewno, wiara czyni cuda. A ja przecież powierzyłam nas Panu Bogu. Nie może być źle.
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 czerwca 2014, 22:43
No dobrze, jesteśmy po 
To teraz pytanie co widzicie na tych zdjęciach?
foto 1:

Foto2:

Foto3:

Wiadomość wyedytowana przez autora 10 czerwca 2014, 22:56
Czytam właśnie książkę pt "O dziecku które odwróciło się na pięcie". Skłania mnie ona do wielu refleksji. Np historia kobiety, która po straceniu córeczki przewartościowała swoje życie. Początkowy upadek na samo dno pozwolił jej wstać jako innej, lepszej kobiecie. Ja zawsze mówiłam że nic się nie dzieje bez powodu. Ciągle się tylko zastanawiam jaki cel miała śmierć naszego synka? Nie raz dostałam od życia porządnego kopa w dupę. Jak tylko coś zaczęło się układać, zaczynałam być szczęśliwa- zaraz wszystko się waliło. Po kilku latach takich kopniaków uświadomiłam sobie jaki one miały cel. No właśnie, miały cel. Wiele razy dostawałam to czego chciałam, ale zaraz potem Bóg przypominał mi że to nie ja decyduję o moim życiu. I tym razem tak się stało, tylko w tym przypadku ja wciąż nie rozumiem po co? Czy Bóg chciał w ten sposób zbliżyć mnie do siebie? Może coś w tym jest...
Mój mąż ogólnie jest raczej nie bardzo wierzący. Ja wierzę w Boga, ale nie w kościół i księży, dlatego też do kościoła nie chodzimy. Były święta Wielkiejnocy. Jako że w naszej diecezji nadal istnieje idiotyczny przepis oddawania karteczek do spowiedzi, i my z mężem udaliśmy się do kościoła w celu ich oddania. Spowiadał akurat proboszcz naszej parafii, na prawdę bardzo fajny i miły człowiek. Ksiądz jakich mało, zna każdego parafianina, zawsze pyta co słychać itd. Nadeszła moja kolej, wyspowiadałam się, zaczęliśmy rozmawiać. Proboszcz zapytał czy mamy dzieci, odpowiedziałam że w drodze. On się bardzo ucieszył, powiedział że są fajne modlitwy dla kobiet w ciąży itp. Za pokutę dostałam przez 2 kolejne niedziele przyjąć komunię za nasze małżeństwo. Postanowiłam że tak zrobię. Tu dodam, że u spowiedzi byłam w parafii męża, do której mnie dopisano, a na te 2 msze poszłam do swojego kościoła. W pierwszą z tych niedziel poszłam sama, modliłam się o nasze maleństwo, żeby wszystko było dobrze i urodziło się zdrowe. Komunię przyjęłam również za Bąbelka który (jak myślałam) rozwijał się pod moim sercem. Następna niedziela? To był dzień po wyjściu ze szpitala i przed położeniem się do kolejnego, na zabieg. Byłam zdruzgotana, przez całą mszę miałam łzy w oczach. I było coś, co mnie na prawdę zszokowało. Kazanie jakie wygłosił ksiądz (z resztą ten u którego załatwialiśmy wszystkie formalności związane ze ślubem, również przemiły człowiek) było jakby napisane specjalnie dla mnie. O tym, dlaczego Bóg nas doświadcza, dopuszcza do nas cierpienie. Ksiądz wprost odpowiadał na pytania, które kilka minut wcześniej zadawałam w swoich myślach. Mówił, że to służy temu żebyśmy mogli zbliżyć się do Boga. Wtedy jak tam stałam, ten fakt do mnie nie dotarł. Dopiero później, przy jednej z rozmów na forum to sobie uświadomiłam. Przecież to niezwykłe, prawda? To nie mógł być tylko zbieg okoliczności. Jednak od tamtej pory nie byłam w kościele. A może warto, żebym poszła? Mimo że w pierwszych dniach pytałam "i gdzie jest ten Bóg?" potem wiedziałam, że to były złe myśli. Nie mam do Niego żalu, ale gdzieś głęboko czuję taką potrzebę żeby porozmawiać o tym z księdzem. Żeby po prostu opowiedzieć co się stało. Może będzie mi lepiej? Na pewno to co się stało uświadomiło mi że "niebo istnieje na prawdę". Ta sytuacja zmobilizowała mnie do przeczytania tej książki, bo już kiedyś się do niej przymierzałam. Dziś wiem, że moja kochana babcia jest tam na górze i patrzy na mnie. Czuwa nade mną. Z resztą razem z Bąbelkiem
Wcześniej nie miałam takiej świadomości, że oni tam są, nadal "żyją" i kochają mnie. Może Bóg chciał wzmocnić moją wiarę? Odzyskać mnie? Bo oddaliłam się od Niego. Tak bardzo wyraźnie pokazał mi że istnieje (o tym innym razem
), a ja byłam niewdzięczna. Gdzieś w natłoku wszystkich wydarzeń zapomniałam o nim. A przecież to On przysłał mi takiego wspaniałego męża. A ja? Może właśnie B mi GO poniekąd zastępował? Wcześniej jak miałam problemy modliłam się do Boga. Dziś na problemy mam swojego B, jest ukojeniem.
A przecież mój mąż i mój synek do dwa najpiękniejsze dary, właśnie od Boga, jakie w życiu dostałam.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.