Chyba powinnam była zacząc od początku:-) Witajcie Dziewczyny! Od dłuższego już czasu śledzę Wasze historie i bardzo się z Wami utożsamiam.Z Wami rozpaczam i cieszę się z Waszych Kruszynek. Jednak dopiero teraz postanowiłam założyc pamiętnik, bo samej ciężko radzic sobie z tyloma emocjami, które w sobie mam...Pozdrawiam Was!
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 lipca 2014, 08:01
kochane moje staraczki. relacjomuje wam wszystko co sie u nas dzieje bo wiem jak bardzo wiedza jest potrzebna. byc moze któras kiedys z was tez bedzie miala podobna sytuacje i bedzie chciala wiedziec jak mozna zaradzic wiec dlatego tez opisuje wszystko w szczegółach łacznie z cenami za leki. caluski kochane.
Dzisiaj 13 dzien cyklu zaczelam brac castagnus, moze skroci nieco moje 37 dni cyklu. oprocz tego pije ziola ojca sroki nr 3 . Kolejny miesiac staran, podchodzimy do tego spokojnie na luzie chociaz juz tyle miesiecy minelo. Jesli do wakacji nie bedzie niespodzianki ustalilismy ze oboje sie przebadamy. Plan jest taki ze zmieniam lekarza ktory jest starym dziadem, ktory nie chcial mnie przebadac bo stwierdzil ze moje cykle sa w normie 37 dni mimo ze pol roku temu mialam 30 dniowe, wg niego badania robi sie po 2 latach, jak dla mnie to jest chory system. 2 lata? przeciez dla niektorych to jest wiecznosc, a jesli cos jest ie tak? to czemu od razu tego nie sprawdzic ?
Bedzie dobrze, mam pzytywne nastawienie , wszystko bedzie super!
Nie wczodze tu czesto...czemu? Bo chyba doszlam do wniosku, ze nie wiele rzeczy juz ma sens
... Po malu oswajam sie z mysla ze nie jest nam dane...pomimo to nadal robie testy i czekam na owu itd...po co? Sama nie wiem moze rzeby sie upewnic ze jest wszystko ok, ale i tak wiem ze skonczy sie jak co miesiac i z takim nastawieniem jest mi latwiej a z drugiej strony plakac mi sie chce jak to pisze...ale jak mam piasac...po takim czasie...juz mi sie nadzieja konczy ...wiecej mam nadzieji dla was wszystkich niz dla siebie samej...to wspieranie wszystkich tez juz mnie meczy po malu bo wszyscy po malu zachodza a ja nie zajde ale lubie tu byc wsrod was i pogaworzyc z wami ale ciezko mi...i wiem ze nadzieji tracic nie mozna ale zeby jej nie tracic to trzeba ja miec a ja chyba juz jej nie mam ...wiec nie mam co tracic...bede nadal do was zagladac i trzymam za was kciuki kochane...nadal robie to co robilam ale wiary we mnie zadnej juz nie ma 
Rano ostatnia tabletka luteiny 100mg, od wieczora juz po 50mg, mialam odstawic calkiem bo wszystko jest ok bo szyjka dluga nic sie nie dzieje, ale wynegocjowalam zmniejszenie dawki takze dwa tyg. 50mg luteiny i koniec. Bede sie denerwowac czy to nie zaszkodzi... Swoja droga chyba sie przejedziemy nad morze.
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 lipca 2014, 10:21
Dziś mija 4 dzień mojej rozpaczy, wielkiej i głębokiej... gdy tylko mam chwile wolną siadam i łzy same lecą. Wczoraj idąc na spotkanie ze znajomą słuchałam muzyki i miałam łzy w oczach... sam widok dziecka na ulicy sprawiał, że łzy mi same płynęły, nie wymuszane i nie proszone. Znajoma, która urodziła w poniedziałek napisała do mnie smsa... jezu czy ina nie wie, że mnie to boli??? Sam kontakt z nią? Dobrze wie, że straciłam dziecko a ona jeszcze do mnie pisze czemu sie nie odzywam jak się czuje i oczywiście nie omieszkała mnie poinformować, że urodziła i to zdanie" jesteśmy jeszcze w szpitalu bo maluszek ma żółtaczke" to mnie dobiło....ja wiem, że każda matka chxe całemu światu wylrzyczeć, że urodziła zdrowe dziecko ale ona wie co ja przechodze ;(( odpisałam jej dopiero na drugi dzień, bo bałam się że w emocjach napisze coś czego będe żałować. Zapytałam mnie o wpis na fb czemu taki smutny i w złości chciałam jej odpisać, że wszyscy co mają dzieci wstawiają zdjęcia pociech a ja wstawiam wiersze i opisy tęsknoty za moim małym cudem....i co? Bo mi moe wolno bo ja straciłam dziecko i mie mam prawa o tym mówić? Co kurwa innej kategorii matką jestem???? Dzisiaj postanowiłam, że wstawie do albumu zdjęcie z usg ale moj Konrad sie oburzył, że co ja robie! Kurwa nic, chce patrzec przy olazji oglądania zdjec z wakacji czy wyjazdów widzieć to właśnie zdjecie...co nie wolno mi? Nikt mi nie pozwala na przeżywanie straty nawet mąż!!!!! Nie mam ochoty żyć....chce zasnać i już nigdy sie nie obudzić...chyba poważnie rozmyśle nad rozstaniem... po co ma sie ze mna meczyc, bezplodna zdesperowana histeryczką?? Pewnie jak by poszedl do innej to pewnie mialby odrazu dzieci a ja tylko jestem taka wybrakowana...ze nawet.dziecka mie umiem.donosic i urodzic....kiedy czytalam wypowiedz dziewczyny ktora rowniez stracila dziecko i powiedziala cos bardzo madrego. Po 3-4 miesiacach od straty myslala ze uporala sie ze strata a to wrocilo ze zdwojona sila... tak sie teraz dzieje...a ludzie.nie pozwalaja mi sie wyplakac wylezec w lozku....bo przeciez nic sie nie stalo... tak mowia bo tego mie przezyli...
No i jest kolejny cykl z CLO, a raczej już 15dc dziś...póki co jest całkiem znośnie. Cykl nawet dość na luzie. Przed rozpoczęciem miałam mały dylemat czy odpuścić w tym cyklu tak dla własnego spokoju psychicznego monitorowanie cyklu, w końcu przy jednym cyklu z brakiem monitoringu nic złego się nie wydarzy, przecież raz w takim cyklu się udało.tylko czemu na tak krótko?? !!!
I co..mój dylemat się rozwiązał sam
bo dzwoniąc by się umówić jednak na usg okazało się, że lekarz na urlopie do 20 lipca a jak on wraca to nie ma Nas w mieście bo wyjeżdżamy wcześniej. Więc myślę, że to dzieło Boga i chociaż ten stres związany z monitorowaniem czy coś rosło, czy pękło, z sexem na określone dni/godziny mnie ominie
Chociaż z drugiej strony jest pewna ciekawość czy coś tam się ruszyło no ale okaże się z czasem.
Tak dziś sobie obserwowałam mój wykres w tym cyklu i mogę przypuszczać, że po objawach takich jak temp. śluz i moje odczucia fizyczne owulacja była na przełomie 12/14dc chociaż obstawiałabym 13dc ale jak na mnie to bardzo szybko, nawet z CLO...no nic jeśli owulacja była to fajnie a teraz wszystko w rękach Boga czy okaże się owocna..jeśli tak to do zagnieżdżenia może dojść nawet w dniu przewidywanego terminu porodu Naszego CUDU wyjątkowego
może Maluszek zechce do Nas powrócić
Daj mi Boże siłę by stać <)))>< a czuję, że chyba jednak naprawdę już po owulacji bo zaczynają mnie pobolewać piersi i zaczynam przypominać "muchomora" znowu mnie wysypuje na buzi i na szyjce ale tym razem z tyłu szyi
Pozostaje czekać...
Jednak chciałam by ten cykl od 1dc aż do terminu @ był na luzie i spokojny. W końcu wakacje, wesele, chrzciny miałabym czym zająć głowę ale mam "dylemat" bo wiem, że jak tylko zobaczę II kreski na teście muszę brać wsparcie w formie dup-ka i nie wiem czy brać go ze sobą w góry..bo jeśli owulacja była tak wcześnie to @ pojawić się powinna prawdopodobnie (oby jej nie było przez kolejnych ok 40tyg.) ok 24/25lipca więc chyba będę musiała test robić na urlopie..myślę, że chyba tak zrobię bo przynajmniej ze spokojnym sumieniem będę mogła spędzać dalej czas na wędrówkach w górach niż gdyby po powrocie okazało się, że jest Maluszek a ja Go znowu bym straciła..lepiej dmuchać na zimne - jak to mówią. W końcu tabl. i test nie zajmują dużo miejsca. No ale postanowione, że test najwcześniej w dniu @ albo dzień po i zabieram tylko jeden test. W sumie wszystko pozostaje w rękach Boga i wakacje zakończę albo z "gapowiczem" albo z @. Wolałabym opcję nr 1. Ale ja mogę woleć i chcieć a będzie tak jak Bóg chce...
CZEKAM !!!!
No i mamy juz u siebie rodzicow. Mama wlasn ie robi mi pierozki czesc do zjedzenia na teraz a reszta do zamrozenia zeby byly gdy malenstwo sie pojawi. Wtedy nie bede musiala siedziec w garach bo napewno nie bede miala na to czasu... Wnuczek jest dziadkami zachwycony a oni nimi. Non stop sie nim bawia jak nie jedno to drugie a takie zainteresowanie sie mojemu syniowi bardzo podoba
Nie potrzebnie sie obawialam ich przyjazdu. Jest super, rodzinnie i bez konfliktowo 
my tak mamy, że jak tylko owulacja w pobliżu to zawsze jakaś sprzeczka gdzieś czyha w powietrzu i zazwyczaj zawsze w najbardziej niepożądany dzień jest cichy czas i nie ma serduszkowania, zawsze, co miesiąc! No i dziś oczywiście też...Zazwyczaj jest dobrze i nawet bardzo dobrze ale w takich chwilach oj to by się chciało być gdzieś na odległość, bo by człowiek se odpoczął trochę od siebie...
31 tyg. +2 dni
Zgaga, zgaga, zgaga... i to od samego rana, jeszcze przed śniadaniem!
Wymiękam normalnie, chyba mam wszystkie wnętrzności wypalone przez to dziadostwo.
Mała szarżuje w brzuchu, że aż miło
Mąż nadziwić się nie może i boi się co będzie za parę tygodni hahaha
Wczoraj wieczorem takie akrobacje wyprawiała, że ze śmiechu padałam
Przepychała się, wypychała, wierciła, kręciła. Nie wiem co ją tak wzięło, chwilę przed tym zjadłam rybkę z sałatką grecką, ale to chyba nie od tego, co ? 
Wybraliśmy chyba z Mężem huśtawkę dla małej
Fisher Price My little Lamb. Tutaj możecie na nią zerknąć: http://www.fisher-price.com/en_US/brands/babygear/products/71185
Zastanawia mnie tylko jedna rzecz. Huśtawka ma nad maluszkiem lusterko z zabawkami. Na youtube widzę, że maluchy mocno się wpatrują w to lustro podczas bujania i tak się zastanawiam czy to bezpiecznie dla takiego malucha patrzeć w lustro w ruchu... wiecie może coś na ten temat ?
Ze spraw mniej przyjemnych to sytuacja z lokatorem robi się co raz mniej zabawna. Otóż lokator ciągle wydłuża sobie pobyt w naszym domu. Teraz wyprowadzkę ustalił sobie na koniec września, a ja mam termin porodu na 12 września!!!!
Nie wiem jak to dalej będzie, ale ani ja, ani Mąż, nie wyobrażamy sobie w takich warunkach być tutaj z malutką po porodzie. W ogóle nie wiem jak ja mam dalej w tej ciąży egzystować w takich warunkach. Że już nie wspomnę o tym, że pokój małej ciągle jest zajmowany przez lokatora, a ja mogę sobie pomarzyć o popraniu ciuszków i poukładaniu ich w szafce...
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 lipca 2014, 17:53
Dzieki dziewczyny. Opisze wam swój poród. W czwartek przed 8 rano poczulam lekko bolesne skórcze. Sspalam jeszcze godzinke budzac sie co okolo 10 min przez skórcze. Po 10 pojechalam z mama na zakupy, zabralam do auta w razie czego torbe do szpitala. W sklepie mialam regularne skórcze co 4-5 minut ale nie jakies tragicznie bolesne, chodzilam po sklepie przez godzine. Ja ciagle myslalam ze to falszywy alarm, ale mama kazala mi dzwonic do męża i jechac do szpitala. Kolo 13.30 bylam w szpitalu. Najpierw ktg, i nadal wątpliwości czy to "już" lekarz zabral mnie na badanie. Zajżal, stwierdził, że zaboli ale musi zobaczyc pęcherz płodowy. Potem usg i lakarz dopytywal sie czy nie spalam na prawym boku. Caly czas oczywiscie mialam skórcze. Stwierdzili, że, przyjmują mnie na oddzial. Wypisałam papierki, kazali się przebrac i zabrali mnie na salę porodowa na ktg. Szczerze to pomyslałam, że mnie tam biorą bo nie mają wolnego ktg w pokoju. Po 15 min przyszedł lekarz, znów zajżał między nogi i poprosił polożną i przekłucie pęcherza. Po tym usłyszałam, że wody są bardzo zielone. Lekarz poszedł ja dostałam bardziej bolesnych skórczy, wpóścili do mnie męża a po kilku minutach a położna dała mi do podpisania plan porodu. Zanim skonczyłam z papierami wrócił lekarz i oznajmił, że wody zielone, dziecko ma lekka bradykardie (nie wiem czy tak to sie pisze) a główka jest dosyc wysoko i zaleca w tej sytuacji cesarskie cięcie. Zgodziłam sie oczywiście bo bałam się o małą. Potem poszło już szybko. Po jakichś 15 minutach byłam na sali operacyjnej a o 16,37 wyciągnięto Oliwke. Dostala 10p. Apgar i nic jej nie było. Lakarz jeszcze przy stole stwierdził, ż dziwne te zieline wody bo ani mała nie była owinięta pępowina ani innych powodów nie widać. Stwierdził, że może łożysko się zaczęło odklejać. Mimo ciężkich i bolesnych dni po cesarce, nie żałuję swojej decyzji. Ważne, że Oliwka jest cała i zdrowa.
No i we wrześniu przeprowadzka już postanowione. Chcieliśmy pomieszkać dłużej u moich rodziców ,mają duży dom ,my swój dół ,zawsze jakbym zaszła w ciążę to miałabym bardzo duże wsparcie. I pomoc. Ale widzę,że moje dzieciątko nie chce pojawić się :(Przeprowadzamy się do dużego miasta z tego naszego małego miasteczka. Większe szanse na poszukanie dobrej pracy.Nie to co na miejscu ,3 zakłady na krzyż
.Nie przeszkadza to nam ,ale też przeprowadzka nam dobrze zrobi ,może na nowym gniazdku się uda a kto wie :)Wtedy w razie potrzeby zawsze możemy tutaj wrócić i pracować .A dzidziuś zawsze będzie miał blisko najbliższą rodzinkę.Ale Boże jeśli mnie słyszysz pozwól nam spełnić nasze największe marzenie "abyśmy mogli w najbliższym czasie zostać rodzicami" a najlepiej jeszcze w tym roku,abym zaszła w ciążę bo i tak długo już czekamy. Tego życzę sobie i Wam kochane wszystkim :*
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 lipca 2014, 17:56
No i po wizycie.
Mam same dobre wiesci 
Wody obnizyly sie z 26 do 20 
(gorny limit to 25)
Jestem bardzo zadowolona, dieta wspaniale zadzialala wiec bede ja kontynuowac.
Moja waga jest stabilna odkad przestalam wcinac cukier i troche sie martwilam
czy to nie ma zlego wplywu na przyrost masy ciala dziecka.
Ale okazalo sie, ze maly wazy 1449g!!! 
to znaczy, przytyl okolo 450g w dwa i pol tygodnia.
Jest potwierdzenie, ze ulozyl sie juz glowka w dol a buzke ma skierowana w strone mojego kregoslupa.
Jego przypuszczalna waga urodzeniowa wynosi 3900g ale to jeszcze nic pewnego,
zobaczymy jak bedzie rosl przez nastepne tygodnie i dopiero wtedy bedziemy obliczac.
Ze wzgledu na jego ulozenie bylo troche trudniej niz wczesniej cyknac mu jakas ladna fotke,
do tego zaslanial sie co chwilke raczkami.
Ale zrobil rodzicom niespodzianke i otworzyl oczka 

Nastepna wizyta za cztery tygodnie 
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 lipca 2014, 18:35
28 czerwca wzięliśmy Ślub:)Wszyscy mówią że po ślubie wszystko się zmienia, a ja mam wrażenie że jest tak samo jak było, tylko jakby nerwów było mniej. Kochamy się, troszczymy o siebie nawzajem. Oboje jesteśmy Skorpionami, zawsze mieliśmy duzy temperament. A tu dwa tygodnie małżeństwa i ani razu nie pokłóciliśmy się...
No może raz, malutko. Na naukach przedślubnych Ksiądz zapytał, czy rozmawialiśmy jak sobie wyobrazamy Nasze życie jeśli nie będziemy mieli dzieci. Ja pomyslała, że przecież ja mam już swoją dzidzię, heh Mój jest jak dziecko, robię jedzonko, głaszczę po główce, przytulam żeby usnął, kocham...
Co do "starań" pół roku temu była ekscytacja, siła do działania. Dzisiaj zostało z tego może 5%. Mam obrzydzenie do robienia testów, badania się, analiz wykresów, stresów co miesiąc. Myslała, że będzie łatwiej... Pociesza mnie jedynie to, że Mój Mąż ma nadal siłę i wiarę.
Dawno mnie tu nie było
Zatem aktualizacja. Wizyta kwalifikacyjna do IVF poszła super. Mieliśmy wszystkie badania. Dodatkowo okazało się,że wszystko z nami OK. Lekarz zaproponował tryb przyspieszony. Co oznacza, że nie będziemy przechodzić prób inseminacji. Dzięki Bogu, bo w umowie była mowa o kilku. Niestety bad news było takie, że musimy czekać do czerwca na tel z kliniki, w którym umówią nas na wizytę w październiku!!! wtedy rozpoczniemy stymulację i bardzo możliwe, że pod koniec roku będzie możliwy pierwszy transfer
Najpierw te odległe terminy mnie załamały, ale potem wpadłam w wir pracy, dodatkowo ważyły się moje losy, czy wręczą mi wypowiedzenie czy nie. Wszystko się tak nawarstwiło, że nawet się nie zorientowałam jak był koniec roku szkolnego. Jestem nauczycielem
a razem z tym nadszedł termin ustalania wizyty październikowej. Pracę zatrzymałam. Hurra! Co więcej, kiedy myślałam,że jednak nie starałam się znaleźć coś innego i udało mi się. Więc jak osiołek stanęłam w końcu przed wyborem między dwoma szkołami. Ale od przybytku głowa nie boli
Ponieważ spodziewałam się, że moja walka o dziecko rozpocznie się w październiku, postanowiłam być na tę okazję w świetnej formie i poszłam po pomoc do dietetyka. Dostałam plan diety i treningów. Bardzo tego potrzebowałam, bo strasznie się zapuściłam. Było doskonale wszystko jedno jak wyglądam i co kto na ten temat myśli. Potrzebowałam prawie roku, żeby dojść do siebie po stracie taty, operacjach, diagnozach o bezpłodności. Ostatnie 10mcy były straszne. I dopiero teraz spojrzałam na siebie inaczej. Przypomniałam sobie jaka byłam wcześniej i że to wszystko nie może mnie przecież zniszczyć. Bo to nie koniec świata! I nie mogę się po prostu położyć i umrzeć. Minął czerwiec, a telefonu z kliniki nie było. A ta sprawa jest dla mnie jak jądro ziemi, sedno spraw wszelkich, więc muszę przyznać, że kosztowało mnie cholernie dużo, żeby zadzwonić do nich i zapytać co się dzieje. Miałam wszelkie powody do niepokoju, ponieważ po wizycie kwalifikacyjnej, pani położna powinna wprowadzić nas do krajowego rejestru par IVF programu refundowanego, ale akurat zepsuł jej się komputer, i obiecała, że zrobi to później!!! Potem brak kontaktu od nich i pomyślałam, że cholera zapomniała i pewnie nawet nas w tym programie teraz nie ma! I kto wie czy tak właśnie nie było? Ponieważ, po moim telefonie z prośbą o kontakt Pani oddzwoniła następnego dnia i zapytała mnie o dzień cyklu. A następnie umówiła mnie na wizytę już 21/07. ZACZYNAM STYMULACJĘ!!!Jeśli wszystko będzie ok to pierwszy transfer ma szansę się odbyć już w SIERPNIU!!!Chodzę po ścianach, wczoraj po badaniu na fotelu, zeszłam w tym gustownym zielonym wdzianku i poszłam do drzwi wyjściowych. Zatrzymał mnie głos położnej, że zostawiłam torebkę. Biedna pewnie zaniemówiła widząc co robię i nie wiedziała jak zareagować
Na szczęście gabinet miał jeszcze przedsionek, więc miałam szansę się tam opamiętać zanim pokazałabym się reszcie pacjentów kliniki
Kolejny good news to, że od 1/07 refundują również leki stymulujące. Nie wiem tylko w jakim stopniu? Jeśli ktoś już wie to będę wdzięczna za informację. Jestem mocno oszołomiona. Zdaję sobie sprawę, że pierwsza próba może się nie powieść, ba, wszystkie mogą nie przynieść spodziewanych efektów, ale nigdy w życiu nie byłam tak blisko możliwości spełnienia życzeń. I ta bliskość zapiera mi dech w piersiach.
Hej moje ciezaroweczki:-) za chwile zaczne 23 tydzień ciąży! !!!!! Jestem w szoku.dopiero dzis sie zorientowalam ze belly pokazuje 6 miesiac a jednoczesnie ostatni ktory konczy drugi trymestr! We wtorek sie dowiem jak tam sie miewa moja szyjka bo na ostatniej wizycie lekarz cos wspomnial ze fajnie by bylo gdyby Małe choc do 36 tygodnia chcialo pomieszkac w brzuszku.ojej tak sobie dzis przypomniałam i uswiadomilam ze zostalo mi raptem 3miesiace!.oczywiscie niech siedzi jak najdluzej ale musze brac pod uwage opinie lekarza ze porod moze rozpoczac sie wczesniej.dzis zgaga nie daje mi zyc caly dzien ale migdaly dzialaja.chrupie je co jakis czas i jest ok.
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 lipca 2014, 01:17
Dzień zapowiada się pięknie, ja jestem dobrej myśli, ale nie, nie o ciąże mi chodzi, jestem dobrej myśli że w końcu odpuszczę i dam sobie szansę na psychiczny odpoczynek od ciągłej presji i starań.
ZNALAZŁAM PRACĘ, po dwóch latach na bezrobociu, w końcu wyjdę do ludzi, oczywiście jest stres i niepewność, bo fakt faktem trochę "zdziczałam", ale ten stres jest pozytywny, nakręca mnie i mam nadzieję że szybko załapię o co chodzi 
ODPUSZCZAM, nie będe się już katować, czas na mnie, pójde do kosmetyczki, ogarnę się, wyjdę do ludzi, może zacznę ćwiczyć? 
Będzie dobrze, mam nadzieję że coś się w końcu uda !
Kurwa nie wuierzycie!!! pisalam wam, ze sprzeglo mi padlo w landroverze w piatek i wieczorem autko juz odebrane sprawne...wczoraj o 14.00, pojechalam na zakupy po pracy zaparkowalam na tesco i jak chcialam odjezdzac stalo sie to samo...sprzeglo spadlo i chuj dupa!!! kurwa z przodu samochod zaparkowany i z tylu tez i jak tu wyjechac bez sprzegla? ok 1km do domu...chuj poczekalam az zwolni sie miejsce parkingowe z tylu i z przodu...wbilam na wylaczonym silniku bieg wstecz i rzucanym trybem ( wiecie co sie dzieje jak sie wlaczy silnik na biegu? rzuca do tylu lub do przodu)...balam sie o przechodniow...ale udalo mi sie nakrecic...i na swiatlach awaryjnych i klaksonie dojechalam na dwojce do domu...maz sprawdzil co sie dzieje...gosciu ktory na szybko zmienial sprzeglo, uszkodzil rurke od wysprzeglika i plyn wylecial...nie bylo cisnienia wiec sprzeglo nie reagowalo...zadzwonilam do niego wsciekla...przepraszal ( w sumie skad mogl wiedziec) iw poniedzialek rano zabierze go znowu...mam nadzieje, ze tym razem za swoj blad mnie nie policzy...masakra jakas...co by bylo jakbym sie zatrzymala daleko od domu...mam szczescie jednak
Wczoraj jezdzilam z mlodym na rowerze...tesc pierdolniety wymienil mu siodelko w rowerze gorkim na siodelko z kolazowki...masakra wiecie jak takie wyglada? z takim dlugim czubkiem i mi sie w pipe wbijalo....hahha masakra...dzisiaj zakwasy dookola pipy 
Wczoraj miałam mega lenia! Cały dzień kompletnie nic:-) i dobrze, w końcu są wakacje, to kiedy jak nie teraz mam się byczyc:-) Nadal nic...zero objawów a to 26 dc.Dziewczyny, kiedy zaczynają Wam się objawy @ przy długich cyklach (33-35dniowych)?
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 lipca 2014, 08:39
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.