Dziekuje Dziewczyny za przemile komentarze
naprawde dodaly mi otuchy do dalszych dzialan.
A co sie w tym czasie wydarzylo:
1. Chcialam zapisac sie do gina na nfz na pierwsza wizyte - bylam kiedys u niego na monitoringu, najblizej domu, w sumie ma dobra opinie - i co? I d..a zimna. Pierwszy wolny termin koniec wrzesnia. Na moje zale ze to za pozno, ze jak to nie znajdzie sie miejsce, pani polozna nie dala sie przekonac, ze jest inaczej niz powiedziala.
2. Drugi "upatrzony" gin, duzo dalej ale jeszcze znosnie - ma urlop do 8.08 i nie wiem w sumie co uslysze, jak gabinet bedsie juz czynny.
3. Trzci gin, a wlasciwie ginka - nie chce ale chyba na chwile obecna musze. Pierwsza wizyta na 3 wrzesnia. Mam nadzieje ze gin nr 2 jednak mnie przyjmie.
4. Telefon do NFZ, czy to "mozliwe" ze u gina nie ma miejsc i ze "przeciez nie bde jezdzila na koniec miasta w zawansowanej ciazy, skoro mam gina pod nosem "- rada: prosze porozmawiac z lekarzem, a nie jego "sekretarka", a jesli mnie nie zapisze, to szukac takiego ktory to zrobi. SWIETNIE
5. Po tym wszystkim, zrezygnowana zadzwonilam zarejestrowac sie na badania prenatalne. Nie spodziewalam sie juz niczego dobrego. A tym czasem mila pani zaskoczyla mnie propozycja, ktora idealnie pasuje do moich terminow i nie bylo zadnego problemu. Uff, chociaz to.
I tak to sie dowiedzialam, jak panstwo ktore podobno boryka sie z problemem dzietnosci, chce ten ten problem rozwiazac. Gratuluje.
Zaczelam 26 tydzien:-) w niedziele zaliczylam szpital z mega skurczami co piec minut napinaniem brzucha i bolami w dole plecow.A tam co sie okazalo? Ze spowrotem lezenie bo bedzie wczesniak.Wypuscili mnie do domu bo w zasadzie nic juz sie nie da zrobic (tak powiedzial lekarz) ze jak porod ma sie rozpoczac to i tak sie rozpocznie.oczywiscie dostalam leki rozkurczowe i sterydy do domu, tak mysle ze to są te co pomagaja dojrzec płuckom dziecka. I tak siedze w domu.w zasadzie nic nie robie.dzis bylam na kontrolii wyobrazcie sobie ze moj Misio zrobil siusiu w trakcie podglądania:-D p.doktor sie smiala ze jest szczęśliwy i wszystko z nim w porządku dlatego olał sprawe hehe:-) martwi mnie jedynie to ze jest malutki i ciągle odbiega waga od dzieci w tym samym tygodniu ciazy.za tydzien mam wizyte u dietetyka bo moze to byc wina cukrzycy.moze zbyt restrykcyjna diete stosuje bo faktycznie jak sie tak doglebnie przyjrzalam temu co jem przez caly tydzien to marne te moje posilki.zero soli zero cukru zero tluszczu no moze przesadzam ze wszystkiego po zero ale jezeli juz to minimalnie.wiec w ramach rekompensaty dla mojego synia dzis wieczorem zjadlam 4 delicje pomaranczowe bo tak mi sie chcialo galaretki w czekoladzie chociaz jej nie lubie:-) Boshe....jaki to byl rarytas! Codziennie tylko multum warzyw owocow miesko drobiowe lub wolowe a wieprzowina od swieta wiec z czego ten dzieciak ma rosnac.łozysko jest wydolne pracuje prawidlowo ja mam 170cm arek 200cm myslalam ze urodze słoniątko a tu guzik...dzidzio malutkie hehe:-) na zlosc mamie odmroze sobie uszy:-D dzis lekarz powiedzial ze zostaje nam ostatnia osmiotygodniowa prosta (przynajmniej osmiotygodniowa) o kurcze! Dopiero zobaczylam dwie kreski na tescie a tu raptem dwa miesiace zostalo???? No teoretycznie trzy i troche ale w najgorszym przypadku gdyby chlopczykowi bylo juz niezbyt wygodnie w brzuszku to powitamy go juz w 34 tygodniu i tez nie bedzie tragedii:-) ale fajnie:-) w sobote idziemy kupic wozek i łozeczko:-) wybralismy model wystarczy zapakowac do auta.arek w srode leci do polski wiec kupi mi sliczna posciel do wozka i lozeczka wlasnie bo tu jakies takie niewymiarowe są.ja tez mialam leciec ale mi nie wolno...szkoda bo przepadl mi bilet...mialam zarezerwowany. No coz za gapiostwo sie placi moglam zapytac lekarza zanim zabukowalam bilet...
Hm..tylko jak tu fotke wkleić?
Godzina wpisu świadczy sama o sobie,obudziłam się o 4 tej robić mleko i juz tak zostałam..cała gromadka zasnela a ja kukam..pewnie będę zasypiac pół dnia..
Planuję dzis wyprawe do sklepu kupic nareszcie prawdziwe jedzenie, bo od paru dni jem świństwa same popijając kawą..dieta moja sklada sie głównie z czekolady i kawy właśnie..apetytu nie mam..nic mnie nie podnieca,nawet pomidory co teraz mogę je jeść z cebulą ile wlezie..
Nie czuję potrzeby jakoś.moze deprecha mnie łapie jakąś?oj wymyslam se..
Na plażę to juz sie pogodzilam że nie wyjde..krecha na brzuchu idealnie zwraca na siebie uwage..boisko do rugby cholera..
A cycki to mogę sobie pozwijac w rulonik..taka jestem śliczna..ale dobra,akceptuję bo wiedzialam ze tak będzie.
Mały ssak jest teraz najwazniejszy a nie moja figura top modelki.
A z Robkiem to sprawa wyglada tak że to ja sobie sama robię krzywdę pewnie.Jestem taki worior co sam bedzie walczyl ze wszystkim.
Nie umiem grać kobiety nieudolnej,niezdolnej,potrzebujacej pomocy,słabej mimozy..ja wiem ze nic tak nie dziala na faceta jak slowa;
"Bardzo cie przepraszam ale czy mógłbyś mi przepchnac wannę ?"
No ale w moim wydaniu wyglada to tak "gdzieś wsadził przepychacz?" A potem pod nosem "cholerny balaganiarz"
Z bólem serca angażuje go w kapiel czy w zajęcie się małym kiedy chcę zjeść,wykąpać sie czy sprzątać pp kolacji..z trudem powstrzymuje się od wywracania oczami i komentarzami ze cos robi nie tak.
Ogólnie jest ok,mały śmieje się do niego tzn chyba go lubi i akceptuje.
Taka ze mnie zakuta pała ale odkąd powiedziałam swoje pierwsze "ja siams" tak mi zostało i choćbym szls na ustępstwa,pozwalala robić za mnie..to i tak później znajdę siebie poprawiająca po innych.
Jeszcze sie muszę tego nauczyć.
Męża kuzynka wczoraj urodziła dziewczynkę...zaczęła się starać dużo później niż my
Kolejna planuje ciążę i znając los urodzi zanim ja w nią zajdę...
Eh...jak jest już lepiej, odpuszczam sobie wszystko to zawsze przyjdzie informacja która mnie przytłoczy... rozklei ;(
Wczoraj wizyta u mojego ginekologa przebiegła niezwykle pomyślnie 
poszedł ze mną M., a właściwie spotkaliśmy się na miejscu, bo jechał prosto z pracy, no i nie mógł trafić, więc pilotowałam go dobre pięć minut, zanim zobaczyłam go w drzwiach przychodni
biedny, stresował się o wiele bardziej niż ja, pierwszy raz był u ginekologa. Dla rozładowania atmosfery zażartowałam z niego, że nie musi się tak przejmować, to nie on będzie badany... 
W końcu, po pół godzinnym oczekiwaniu, zostałam poproszona do gabinetu. Weszłam sama, zapytałam czy po badaniu mój partner będzie mógł zadać kilka pytań. Ginekolog z uśmiechem na ustach zapytał czy mamy plany prokreacyjne, powiedziałam mu, że właśnie o to chciał popytać M.
zażartował, że "Chyba wie jak się to robi? Nie ma dużej filozofii
" na szczęście chodzę do pana Doktora już ponad 3 lata, więc wyłapałam żart. Oczywiście M. mógł wejść 
Podczas USG dowiedziałam się (i zobaczyłam), że moje jajniki nie są w takim złym stanie
było 5 pęcherzyków na jednym i 6 na drugim, więc nawet nie spełniały kryterium PCOS (pewnie dlatego, że niedawno odstawiłam tabsy). I jeszcze COŚ... Gin zapytał, czy bolał mnie prawy jajnik ostatnio? "Ano, bolał." - już w głowie miałam teorię, że na obrazie USG wyłoniła się torbiel wielkości śliwki. Usłyszałam w odpowiedzi: "Widzę tutaj ślad po pęcherzyku i płyn w zatoce, więc wygląda na to, że była owulacja" - Ha!! A my "serduszkowaliśmy" jak szaleni przez ostatnie kilka dni 
Duphaston mam brać, jak w poprzednim cyklu, żeby "utrzymać dobrą passę". M. jak usłyszał o owulacji,to mało nie spadł z krzesła
po wyjściu z gabinetu cały czas mnie tulił do siebie i uśmiechał się jak nigdy, wiem, że gdybym była w ciąży, nosiłby mnie na rękach
i tak będzie 
Jestem z jednej strony bardzo szczęśliwa, że jest lepiej niż myślałam z moim organizmem i podekscytowana, że może się udać, a z drugiej wyjątkowo spokojna - wierzę, że jeśli nie ten cykl, to następny, albo następny, albo następny... ale będziemy mieli swój mały cud 
Przesyłam owulacyjne fluidki dla Was
Moje nadzieje na pozytyw w tym cyklu raczej maleją
jak zaczęły pobolewać mnie piersi ucieszyłam się, że to może być to! Ale nie chcę się oszukiwać
( w tym cyklu mało serduszkowaliśmy, Ovu inaczej wyliczył owulkę niż ja czułam, zrobiłam testy (wiem że za wcześnie ale jakoś wytrzymać nie mogłam) które nic nie wykazały...w ogóle jakoś tak do bani
jeszcze 6-7 dni do @ ale jakoś nie wierzę, że mogłoby być pozytywnie
today is a bad day 
Z okazji ostatniej dwójki z przodu (29 tydzień według OM) lub pierwszej trójki z przodu (30 tydzień według USG) robię dziś profesjonalną sesję brzuchową
P. ma odpuszczone... Jadę sama. Jak już powstanie pokoik, to poproszę mojego brata o zrobienie nam kilku wspólnych zdjęć w domu, w pokoiku. I na to mój uparty mąż się zgodzi, bo to będzie mój brat a nie PROFESJONALNY FOTOGRAF. Nie wiem co to za lęk przed fotografem, no ale niech będzie. Zrobimy zdjęcie z brzuchem, a potem takie samo ujęcie już z moim ukochanym maleństwem w ramionach. Już mam świra na punkcie tego żyjątka z mojego brzucha! Uwielbiam go! I to postępuje z dnia na dzień coraz bardziej. Chyba mi się jakieś klepki w głowie poprzestawiały 
18.08 idę na kurs fotografii. Jeden dzień więc tylko podstawy plus obróbka graficzna. Wiele może się nie nauczę, ale zawsze coś no i przynajmniej jeden punkt z ciążowej listy zadań będzie do przodu. Chociaż... ostatnio się zmobilizowałam i uczę się sama rosyjskiego
Może coś jeszcze osiągnę w tym temacie zanim urodzę.
Ale zaraz zaraz... Nie jest tak źle. Patrzę na tą listę i...
1. Codziennie gimnastyka ciążowa lub basen (w 90% się wywiązuję)
2. Spacery po parkach, fotografowanie miasta (o ile nie ma upału to jak najbardziej)
3. Czytanie o historii miasta (dopiero teraz ale wzięłam się za tomidło opasłe o gettcie)
4. Założenie sklepu internetowego (odpada, nie wyszło)
5. Rozbujanie mojej firmy eventowej (to tak poza etatem) (odpada, działalność zawieszona, ale prób podejmowałam mnóstwo)
6. Budowa domku na działce (rusza zaraz po majówce
) (zbudowany!
)
7. Kurs rosyjskiego od podstaw (zaczęłam i kontynuuję)
8. Być może dodatkowo kurs hiszpańskiego dla uporządkowania wiedzy samodzielnie nabytej (olałam
ale rozmawiam czasem z koleżanką z Argentyny więc trochę ćwiczę
)
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 sierpnia 2014, 10:02
Dzisiaj juz tydzien bez szluga..nadal mnie ciagnie bardzo, najgorzej z rana do kawy...teraz pije juz cappucino z polowa szklanki mleka :)Nic na razie nie poli, duzych zmian nie ma...jedynie od wczoraj piersi bardziej urosly i czuje je schodzac ze schodow
dzisiaj o 8 rano tralam ziemniaki na placki
dzisiaj pierwsza wizyta u gp na 17.30 
Dziś jest moj 4dpo, zostało 8 dni do testowania - jestem pełna nadzieji, serduszkowanie zaliczone na " bardzo dobry" teraz zostało czekać...Czyli zostało to co najmniej przyjemne....W tym cyklu moje testy owulacyjne oszalały - przez dłuższy czas pozytywne a po owulacji ( tempka w górę, śluz płodny zakończony i po bólu ovulacyjnym) pokazuje się druga kreska.... Kłucie jajników dzień w dzień... ---> oby to była zapowiedź mojej Fasoleczki!!!!!! zekam na Ciebie!!!
Wczoraj miałam bardzo kiepski dzień
nie dość że brzuch mnie tak bolał jak nigdy i żadne tabletki nie pomagały, to jeszcze miałam kryzys
niby jak wstałam to wszystko było ok ale potem do mnie dotarło że jednak nie
no cóż - nawet mężowi się przez to oberwało ... jestem nauczycielką więc mam wakacje i szczerze powiem że bardzo chętnie już bym wróciła do szkoły (takie siedzenie w domu jest naprawdę dołujące - zwłaszcza jak się samemu siedzi i myśli). dobrze że mąż zaczyna urlop od niedzieli - 2 tygodnie razem (mam nadzieje że się nie pozabijamy
) a potem ostatni tydzień już praktycznie w szkole przed nowym rokiem i nowymi wyzwaniami 
Jeśli chodzi o dziś to jest już lepiej
wyniki cytologii mam dobre - grupa 1 ... muszę tylko podjechać po receptę do gina bo jakąś bakterie mam nie wiadomo skąd 
Poza tym to planuję wyjazd do Zakopca bo jedziemy 11-14 sierpnia
szukam ciekawych miejsc w razie deszczu chociaż mam nadzieję, że aż tak źle nie będzie
nawet nie wiedziałam, że jest tam tyle jaskiń (któreś z nich musimy zobaczyć) ... bardzo bym chciała przejść Czerwonymi Wierchami i wyjść na Giewont (wstyd się przyznać ale jeszcze nie byłam) ale zobaczymy czy pogoda pozwoli - a przede wszystkim nogi hehehe mam nadzieję, że w drugim tygodniu urlopu męża zaliczymy jeszcze Bieszczady
a "Sabat Czarownic" obowiązkowo 
No cóż, krótko mówiąc - W GÓRACH JEST WSZYSTKO CO KOCHAM 
80% test pozytywny według Ovu
Nie wiem czemu,ale patrzę na to z przymrożeniem oka :)Temperatura spada dzisiaj już 37.11 ,więc pewnie @ zbliża się wielkimi krokami. Max. w niedziele na pewno przyjdzie...
PRZYROST WAGI W KOLEJNYCH MIESIĄCACH CIAŻY POWINIEN W TWOIM PRZYPADKU WYNOSIĆ:
ŚREDNIA MIN. - MAKS.
TYDZ 4: 69.9 kg (69.3 - 70.6 kg)
TYDZ 8: 70.9 kg (69.5 - 72.2 kg)
TYDZ 12: 71.9 kg (70.3 - 73.4 kg)
TYDZ 16: 72.9 kg (71.6 - 74.2 kg)
TYDZ 20: 74.1 kg (73.1 - 75.1 kg)
TYDZ 24: 75.4 kg (74.8 - 76.1 kg)
TYDZ 28: 76.8 kg (76.5 - 77.1 kg)
TYDZ 32: 77.8 kg (77.7 - 77.9 kg)
TYDZ 36: 78.9 kg (78.7 - 79 kg)
TYDZ 40: 79.9 kg (79.5 - 80.3 kg)
Wczoraj wpadlam na ciekawostke - mianowicie: wiaderko Shantala do kapania niemowlat
,
Wieczorem postudiowalismy temat, opinie oraz obejrzelismy kilka filmikow.
Okazuje sie, ze mozna je uzywac od urodzenia, dziecko czuje sie w nim jak w brzuszku mamy a woda dluzej utrzymuje temperature.
Poza tym i na polskich stronach i na francuskich nazywane jest wiaderkiem przeciwkolkowym - do sprawdzenia
zajmuje duzo mniej miejsca niz wanienka, podczas kapieli mozna je wlozyc do wanny, umywalki lub postawic na podlodze.
Widzialam tez, ze mozna je kupic ze specjalnym taboretem ale zdecydowalam sie tylko na wiaderko. Na internecie mozna trafic na wiele fajnych filmikow, ktore pokazuja jak bezstresowo odbywa sie taka kapiel
oczywiscie trzeba podtrzymywac caly czas glowke dziecka.
Tak wiec pomysl nam sie spodobal i dzis zamowilam przez internet.
Wraz z wiaderkiem przyjdzie tez kokonik do spania z bawelny bio.
Dostawa w sobote - juz sie ciesze 
Wiaderko bedzie takie:

A kokonik z bawelny:


Wiadomość wyedytowana przez autora 6 sierpnia 2014, 12:12
4DC
Znowu ustawiam budzik na 5 rano już za tydzień tak będę wstawać więc niech tempki będą miarodajne.
Oczywiście zaraz po pomiarze zasnęłam, obudził mnie dopiero Luby na 
Miło! Ale nie zdążyłam odebrać wyników z lab ;/ Musze czekać do jutra
Zastanawiam się na kiedy umówić termin wizyty u ginekologa, czy poczekać na ovu, niech chociaż zobaczy czy jest jakiś dominujący pęcherzyk. Ostatnio w 10dc było kilka małych bąbelków, ale ovu miałam dopiero w 16-17dc, nie wiem czy uroslo coś, czy nie...NIC NIE WIEM! ;/Wydaję mi się, że nie mam problemów z owulacją, jeśli już to z zagnieżdżeniem jajeczka. EHH PO CHOLERE TO GDYBANIE, OD TEGO JEST LEKARZ!
8 dni przed nami.... dziś 8 dpo a mnie nie ciśnie, nie rozpiera wewnętrzne pytanie- jestem w ciąży? Może powinnam zatestować, jedna kreska- ehh za wcześnie-tak było przez rok. Ile ja zużyłam testów, ile razy dałam się kłuć żeby pobrać betę, ile wydałam na to pieniędzy- nie przyznam się ale bardzo dużo. Chyba powinnam wstać i głośno powiedzieć: nazywam się D. mam 31 lat i jestem testoholiczką. Już 5-6 dni po owulacji zaczynałam odczuwać dolegliwości: zgagę, bóle piersi, zawroty głowy itp a głupi kalkulator ciąży z OF tylko mnie nakręcał: masz ileś punktów na 100, prawdopodobieństwo testu wynosi dziś ileś tam... masakra, nakręcałam się tym jak kot kocimiętką a teraz? Teraz jest spokój i czekam sobie w pełnej świadomości nie bycia w ciąży na @, która przyjdzie punktualnie 
Dziś wizyta... O 17.30, ale pewnie sobie poczekamy, bo mimo wizyt umawianych na godzinę są takie opóźnienia, że ostatnio czekałam godzinę. No ale wytrzymam, muszę!
Cały czas myślę i modlę się o to, by wszystko było w porządku. Marzę, by gin potwierdził ciążę, i by coś było widać, chociaż pęcherzyk. Gin ma dobry sprzęt, więc mam nadzieję, że tak będzie.
Wczoraj byłam dość spokojna, ale dziś już się denerwuję... Niby gdzieś głęboko wiem, że będzie dobrze, ale jakiś tam strach zawsze jest. Poza tym tyle tu dziewczyn ze smutnymi historiami, że trudno o tym nie myśleć co będzie, jeśli i mnie to się przydarzy... Ale staram się nie dopuszczać do takich myśli.
Najważniejsze, że ze mną wszystko ok - żadnych niepokojących bóli czy plamień, nic. Macica czasem jeszcze zakłuje, ale już rzadziej niż jeszcze kilka dni temu. Mdłości jako takich nie mam, bo te wszystkie, które mnie nawiedzały do tej pory przypisuję stresowi. Poza tym ciągle chce mi się pić i czuję, jak całe ciało mnie swędzi. A najbardziej uprzykrzający mi życie objaw dotąd to mocno bolące piersi. Oj, wieczorem niemal płaczę przy ściąganiu stanika, a zdarza się, że ściągam go już w dzień, bo mnie uwiera. Cóż, taki "urok" dużego biustu.
Dla mnie dzisiejszy dzień to swego rodzaju granica. Jeśli wszystko będzie dobrze i gin potwierdzi to, to na pewno bardzo się uspokoję. Wiem, że później też będzie ok. Czekam więc na 17.30 jak na zbawienie.
A, macie jakieś pomysły odnośnie pytań do gina? O co pytać? Bo ja na razie nie mam nic w głowie, najważniejsze dla mnie, by potwierdził ciążę i bym zobaczyła kropka
O pytaniach na razie nie myślę 
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 sierpnia 2014, 13:24
Badania z 10.01.2014r.
TSH 3,3858 (norma 0,35-4,94);
FT4 1,20 (norma 0,7-1,48);
P.ciała anty-TG 0,94 (norma 0-4,11);
P.ciała anty-TPO 0,25 (norma 0-5,61);
FSH 3,36;
LH 9,40;
Prolaktyna 45,22 (norma 5,18-26,53);
Testosteron 59,22 (norma 10,83-56,94);
OM-MA (CA-125) 10,54 (norma 0-35);
Prolaktyna po MTC 330,26
Badania z 18.06.2014r.
TSH 2,14 (norma 0,4-4);
FT4 1,32 (norma 0,89-1,76)
Dnia 1.08.2014r. 11dc. - pęcherzyk w lewym i prawym jajniku po 12 mm, endometrium 8 mm
Dzisiaj jest 16dc. - czeka mnie monitorowanie, ewentualny zastrzyk z ovitrelle
odbieram również wyniki badań krzywej cukrowej
Badanie 5.08.2014r.
Krzywa cukrowa
na czczo 78 mg/dl ( norma 75-115)
Po 2h 83 mg/dl
Monitorowanie 16dc.:
Endometrium 12 mm
Jajnik prawy z pęcherzykiem Graffa w regresji (poddał się)
Jajnik lewy z pęcherzykiem Graffa 25 mm
Kanał szyjki - płodny śluz - uwidoczniono ślad
Płynu w zatoce Douglasa nie uwidoczniono
Dostałam zastrzyk : ovitrelle
kolejna wizyta w piątek 8.08.2014r.
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 sierpnia 2014, 12:13
Do bani....prolaktyna 993,40 a po MCP 5046....i tu jest pies pogrzebany... wiedziałam, że ją mam ;(
Powoli zaczynam mieć objawy na zbliżającą się @. Również powoli zaczynam sobie zdawać sprawę z tego, że prawdopodobnie przejdę procedurę IVF. Przecież ja się panicznie boję wszystkiego związanego z zastrzykami!!!!! A punkcja będzie dla mnie najpoważniejszym zabiegiem medycznym, jaki kiedykolwiek miałam w życiu!!! Nigdy nie przeszłam żadnej, nawet najmniejszej operacji czy zabiegu. Ani jednego dnia nie spędziłam jako pacjent w szpitalu.
Chyba robi mi się niedobrze...
Znalazłam to w jednym z pamiętników na OF:
http://www.astro.uni.torun.pl/~kb/Efemerydy/Cykle.htm
z ciekawości obliczyłam - i co? Wychodzi, że płodny dzień był w poniedziałek
co by się zgadzało z tym, co powiedział wczoraj ginekolog i z baardzo dużą ochotą na przytulanie tego dnia 
nie traktuję tego jakoś poważnie, ale ciekawe czy się sprawdzi ;P gdyby tak, to podobno będzie dziewczynka - przyszły teść byłby w niebo wzięty, ma 3 synów i od dawna mówi nam, że czeka na wnuczkę 
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.