Dziś po raz drugi byłam na monitoringu ... coś się dzieje - pęcherzyk 22 mm więc albo dziś albo najpóźniej jutro (według mojego gina) powinnam mieć owulacje...kolejna wizyta w czwartek - wtedy okaże się czy pęcherzyk pękł czy nie :) jestem dobrej myśli...

Daria89 Misja "Dzidziuś" 16 września 2014, 14:41

Ja chcę już urodzić!!
Czekam i czekam a tu nic....nawet mam wrażenie że brzuch zaczął mniej się napinać.

Teściowa ma znajomą położną to poradziła żeby moczyć stopy w bardzo ciepłej wodzie...że ma pomóc przyśpieszyć nam poród. Nie wiem czy zadziała ale nie bardzo podoba mi się moczenie tak napuchniętych i obolałych stóp w prawie gorącej wodzie.

Podobno pomaga też seks - u nas nie pomaga ;P

Chodzę po schodach, staram dużo się ruszać i nic...moje dziecko chyba chce zostać w brzuszku na zawsze.
Do terminu zostały jeszcze 2 tygodnie ale ja już bym chciała mieć poród za sobą, i tulić syneczka ;)

12dpo.

Zaraz idę do pracy i przeogromnie mi się nie chce.
Miałam dziś trochę roboty w domu, z resztą jak zawsze.. Zdążyłam się zdrzemnąć na 30 minut po południu- Tyle co z całego dnia zrobiłam dla siebie + to pofarbowałam włosy :)

Cycki są już ponad stanik. Wyłażą. Bolą coraz bardziej, już nawet nie mogę przyśpieszyć kroku do sklepu.. Ziemniaki obieram na szeroko trzymając ręce, bo ciężko jest mieć tak ściśnięte do siebie.. plecy bolą, ale do zniesienia. Uczucie delikatnego ciągnięcia w podbrzuszu mam, ale też znośnie, najgorsze są skurcze 4-6 sekundowe, gdzie muszę się podeprzeć i oddychać głęboko.

llallka Kolejna runda- przegrana... 16 września 2014, 19:59

Miałam poczekać do jutra z pisaniem, żeby emocje trochę opadły, ale nie jestem pewna czy jutro będzie lepiej. Odebraliśmy wyniki mojego m.
Ponad 3 miesiące suplementacji (cała garść tabletek)+hormony, zdrowszy tryb życia... I co? I G...O!
Wyniki wcale nie są lepsze. Powiedziałabym, że nawet gorsze. Jutro zapewne przyjdzie @.
Żyć mi się odechciewa....

W końcu zaczynam łapać wiatr w żagle i odzyskuję prawidłowy światopogląd ;) Właściwie od powrotu z Tajlandii czuję, że mnie nosi...ciągnie w świat. Jest byt piękny by spędzać go tylko w jednym miejscu. Zakochałam się po prostu. Może to głupio zabrzmi ale aż czuję motylki w brzuchu gdy pomyślę ile tego pięknego świata przed nami :) marzy mi się podróż, daleka, gdzieś gdziekolwiek, byle dalej...Niestety jak to już bywa u nas w PL marzenia trudno jest realizować :( naprawdę żyjemy w kraju, który w niczym nie pomaga, gdzie życie jest ciężkie i często przytłaczające czy to dla młodych czy dla starszych. I zamiast cieszyć się młodością tyramy od świtu do nocy za 25 zł brutto, jak mamy szczęście :/
Pewnie jak na nasze polskie standardy powodzi nam się nieźle, jesteśmy w stanie trochę odłożyć no i chociaż częściowo spełniać marzenia. Bo moim zdaniem tylko to aby się spełniać ma sens, tylko to warte jest prawdziwego wysiłku. Tylko bycie szczęśliwym według swojej własnej miary ma sens :)
Przed nami niestety wciąż jedna, potężna jak na warunki polskie, i do tego jeszcze warszawskie inwestycja...zakup mieszkania :/ czeka nas więc kredyt i ta cała otoczka. Dlatego musimy oszczędzać bo wiem, że przed nami wiele wydatków. Ale...jejku jak mnie skręca a przecież dopiero wróciliśmy....jak ja wytrzymam? Połknęłam bakcyla ;-)

W czwartek rano wizyta u endo- kardio, musze mu powedziec o tych moich "przeskokach" w sercu, nipokoja mnie. Wczesniej mialam tak raz na kilka dni albo tydzien, teraz kilkadziesiat razy na dzien gdzies od dwoch tygodni. Nie wiem czy to przez antybiotyk, ktory zaczelam brac wlasnie dwa tyg temu, czy przez przeziebienie bo jeszcze mnie trzymie a moze przez anemie. Niech szybko sie wyrowna hemoglobina bo co to bedzie dalej. Ogolnie nie wiem co ja z tym sercem mam kazdy lekarz nie widzi zadnej wady tylko tachykardia a skad? ponoc "mlodym ludzia bije albo za szybko, albo za wolno" no nie wiem, nie wiem. Jak teraz mi swiruje coraz bardziej to co to bedzie pod koniec ciazy albo przy porodzie, jak mam rodzic sn. Mogli by chociaz dac zzo zebym sie tak nie meczyla, a tu nie ma na co liczyc bo nie ma anestezjologow. Po endo wizyta u gina, jedziemy zrobic usg 3/4d, juz sie doczekac nie moge. Mielismy miec poprzednio na polowkowym ale trafilismy na jakas dziwna lekarke, ktora nie umie robic 3d a co gorsza mialo byc to polowkowe a ona nie umiala zrobic dzwieku zeby posluchac serduszka. Tak pozatym to brzuchol rosnie, musze zrobic foto na pamiatke bo sie okaze, ze niedlugo styczen a ja nie mam zdjec w ciazy. Synuś codziennie daje coraz mocniejsze kopniaki, wierci sie, wypycha. Czasem czuje cos twardego pod skora. O dziwo nie ucieka przy glaskaniu, pamietam ze Amelia zawsze chowala sie odrazu. Musimy pomyslec nad imieniem wkoncu, juz miesiac wiemy, ze bedzie chlopczyk a my imienia nie mamy hehe. To sie napisalam, raz a porzadnie :D A i zastanawiamy sie nad wozkiem, podoba nam sie Bebetto silvia i Bebetto Luca kolor szary albo granatowy.


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 września 2014, 15:54

2 dzień bez tabletek

Wczoraj było zdecydowanie lepiej :/

Próbuję się trzymać i myśleć o czymś innym ale nie umiem :/
W czwartek urodziny męża a ja nawet pomysłu na prezent nie mam :/
Znowu zaczynam się czuć zbędna i nie potrzebna a nawet jakbym przeszkadzała lub utrudniała życie najbliższym :(

Kiedyś dostałam od męża bransoletkę z zawieszkami... teraz jedna z zawieszek znalazła nowe miejsce raczej na długo...

58fbed3f38cef12em.jpg

ma_pi Demotywator 16 września 2014, 17:23

Dziś był transfer. Podano mi w trzeciej dobie jednego dzidziola klasy 8B.
Ogólnie jajeczek miałam 12, z czego 9 dojrzałych. Zapłodnić mogli tylko 6. Ostatecznie zapłodniło się 4, ale tylko 3 dorwało do trzeciej doby. Jednego mam już ze sobą, a na zamrożenie mam na ten moment 1 dzidziola klasy tez 8B i 1 dzidziola klasy 6C. Mam nadzieje, że dotrzymają do mnożenia. Kocham je wszystkie.
Generalnie nie udźwignęłam tego dnia psychicznie. Płakałam w trakcie całego transferu. Dopiero dziś dowiedziałam się, że zostały tylko trzy dzidzie i tak mnie to podłamało. Nikt się mną w zasadzie w klinice nie przejął. Powiedzieli tylko żeby dużo pić, jeść białko i teraz to wszystko zależy od mojej macicy. Oni zrobili co mogli i do widzenia za 12 dni.


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 września 2014, 20:13

Mika80 Kiedy wreszcie???? 20 września 2014, 10:33

Ciszzzzaaaaaaa........................

Kocia kociowy pamiętnik 20 września 2014, 10:34

nowy cykl, nowe złudne nadzieje :P oj dobra nie złudne. Pora na badania.


Wiadomość wyedytowana przez autora 20 września 2014, 10:34

Mamax Walka o Bobo. 16 września 2014, 17:29

Zakupy dla Julianka porobione, teraz mamy juz wszystko wiec jestem juz spokojna ;-) Oczywiscie jeszcze troche czasu mi zostalo wiec znajac siebie jakies dodatkowe ciuszki zakupie. Ale obiecuje sobie ze bede brala wieksze rozmiary. Bo ciuszki w rozmiarze 50,56 i 62 mam duzo za duzo ;-) Musimy jeszcze przyniesc kolyske od Mirkow zeby zobaczyc czy do niej trzeba cos dokupic bo nie wiem czy pozycza nam ja sama czy z materacykiem i innymi bajerami. Ale to nie problem bo widzialam w sklepie takie materacyki i drogie nie sa wiec zobaczymy czy w kolysce bedzie, jesli tak to w jakim stanie i jakby co to kupimy nowy. A poscieli, baldachima i innych pierdolek nie potrzebuje :-) Komoda z przewijakiem jest juz rozlorzona, Arek musi tylko jeszcze powiesic nad nia grzalke ale zanim to zrobi to to pewnie jeszcze troche potrwa. Narazie go nie ponaglam bo mamy jeszcze czas ;-) Po niedzieli wezme sie za pranie. Najpierw kocyki, reczniki i pieluchy a potem ubranka :-) Spakowalam juz czesc rzeczy dla siebie do szpitala a Arus zrobil mi duza niespodzianke i skomplektowal juz wszystkie dokumenty ktore beda potrzebne do zapisania sie a potem zameldowania Julianka . Przyznam sie ze bardzo sie tym stresowalam bo nie wiedzialam dokladnie jakie papiery beda potrzebne i jak sie za to zabrac a balam sie ze maz zostawi to na ostatnia chwile. Tym razem sie co do niego pomylilam ;-)

Bylam dzisiaj oddac miare na te specjalne rajstopy na zylaki. Wybralam czarny kolor to moze bede je mogla nosic do sukienki ;-) Jak dobrze pojdzie to jutro odbior a jak nie to w piatek. Tak czy siak dlugo czekac nie musze :-)

samurose W oczekiwaniu na... 16 września 2014, 18:11

Tak sobie myślę, że pozytywny test ciążowy byłby najwspanialszym prezentem z okazji Dnia chłopaka. Jak ja bym chciała ujrzeć te dwie magiczne kreseczki. Wierzę, że tym razem się uda.

K....a, znowu małpa przyjdzie ... no masakra jakaś... wyluzowałam...na całe 3 miechy!!!! i co? i k...a NIC. ZNOWU DUPA. @ przyjdzie... nie wiem kiedy .... Wrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr

Buuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu

Ehh, nie mam już żadnych złudzeń.. tempka leci w dół, więc za kilka dni @ przybędzie :(
Nowy cykl będzie z gonadotropinami..albo gonal f albo puregon..najmniejsze dawki..gin mówiła, że będzie 2-3 pęcherzyki po nim..skoro clo nie działało na mnie w ogóle :(
Boże, jakie to wszystko jest ciężkie i trudne :(
Nie dość, że podczas ciąży wydam mnóstwo pieniędzy na leki, zastrzyki..by ją w ogóle utrzymać..to jeszcze teraz przed aby w ogóle w nią zajść..
Nie wiem jak radzą sobie inne osoby, które są w podobnej sytuacji.. a zarabiają najniższą krajową..i na pewno nie mogą sobie pozwolić na takie coś..bo mają jedynie na opłaty-rachunki, jedzenie, a gdzie na leki, wizyty u lekarzy?i co mają odpuścić? Boże jakie to niesprawiedliwe wszystko.. :(
Jest tyle patologii na świecie co bez problemu zachodzą w ciążę..i ją donoszą.. mają po kilkonaścioro dzieci..
Niestety trzeba pogodzić się z tym wszystkim..i walczyć dopóki nie zabraknie nam sił..


Nie na widzę wracać do pustego domu :( tak bardzo boli ta "cisza"..
Cholernie trudne jest to czekanie.. na wizytę czy pęcherzyki urosły, potem na owulkę, potem na test...następnie na @..i tak w kółko.. :(
Z każdym cyklem ubywa mi sił... jest coraz trudniej...aż w końcu przychodzą myśli, czy w ogóle nam się uda?.. nawet boję się o tym myśleć... :(

Weekendzik w górach zaliczam do bardzo udanych, wypoczeliśmy i naładowaliśmy baterie :) Wczoraj byłam na warsztatach "Mamo to Ja" w Katowicach, super sprawa. Dowiedziałam się kilku ciekawych rzeczy i do tego dostałyśmy fajne upominki :)
A my dziś po wizycie i Maleństwo zdrowe, co dla mnie najważniejsze! Prawdopodobnie będzie Maja Maria P. :) Doktorek nie potwierdził jeszcze na 100% ale bardziej się skłania ku dziewuszce, bo jak to powiedział "nic tam nie dynda między nóżkami" :D
Jejjjku jaka ja jestem szczęśliwa :):):):):)

A tu nasza Kruszynka:

didlssnsu23d_t.jpg

Ciąża rozpoczęta 25 sierpnia 2014


No i stało się :) I do mnie uśmiechnęło się szczęście. W 10 dpo zatestowałam, najpierw cień cienia drugiej kreseczki, potem inny test, druga kreseczka ewidentna, potem BETA, wynik na 4 tydzień :) Popłakałam się z radości, emocje przeogromne. Czekałam cały dzień na męża, aż wróci z delegacji. Wrócił późnym wieczorem, leżałam już w łóżku, a kiedy do mnie dołączył, powiedziałam mu: "Mam dla Ciebie niespodziankę. Ta niespodzianka jest pod Twoją poduszką". Zdziwił się, chwilę się zawahał i powolutku pod nią zajrzał. Zobaczyłam na jego twarzy zdziwienie na widok małego, pomarańczowego pudełeczka. Zapytał "Co to"? Poprosiłam, żeby otworzył... W środku na wieczku napisane było "UDAŁO SIĘ!!!" i narysowałam dwie maleńkie stópki. Do pudełeczka włożyłam wcześniej malusie buciki z kotkami (które kupiłam w zeszłym miesiącu) i test ciążowy. Na jego twarzy pojawiły się rumieńce, po czym wpadł w taką dziką radość, ze prawie go nie poznałam :) zaczął mnie przytulać, całować, śmiać się i płakać jednocześnie a ja z nim :) Obojgu nam tak waliło serce, że myślałam że mi z klatki wyskoczy. Mąż długo nie mógł zasnąć, mówił, że teraz wszystko się zmieni, że musi mi kupić większy samochód ;) że teraz bardziej przydałby się nam dom, że taka odpowiedzialność, itd... Mimo, że się staraliśmy od dwóch miesięcy, miałam wrażenie że ta wiadomość spadła na niego jak grom z jasnego nieba, oczywiście w pozytywnym znaczeniu.
Chciałabym podziękować serdecznie wszystkim kobietkom, które mi tak pięknie kibicowały, które mnie wspierały i gratulowały. Ja wczoraj, prosząc o trzymanie kciuków, obiecałam rewanż. Zatem: TRZYMAM MOCNO KCIUKI za Was wszystkie, zaglądam do Was i czekam na Was!!!!!!!


Wiadomość wyedytowana przez autora 17 września 2014, 10:50

Rutelka Na wszystko jest czas pod Słońcem. 16 września 2014, 20:17

Jakoś nie mam serca do prowadzenia regularnego pamiętnika, do udzielania się na forum, do przeglądania ovufriend...

Taki etap, widać.

Dziewczyny, bardzo wam kibicuję. A sama, troszkę się wycofam z aktywności... przynajmniej do kolejnego cyklu.

Pełne 2 tygodnie od zabiegu...

Kończyłabym dziś 11tc...
Ta ciąża i to dziecko było tak bardzo planowane i tak bardzo chciane, że wspomnienia o Nim to jak wspomnienia o pięknej bajce z dzieciństwa - za piękne by było prawdą :/
Coraz częściej tak właśnie myślę że to był piękny sen... chociaż cały czas pamiętam dokładnie moje ciążowe dolegliwości jakby to było wczoraj.

[*] Nigdy Cię nie zapomnę moja kijanko :*

Kajtka Czekam na Ciebie... 20 września 2014, 14:35

Po wakacjach... Home Sweet Home... troche szaro i teskno juz za Hiszpanskim slonkiem...
Wracamy z pozytywnym nastawieniem, dni plodne sa blisko... ale Mezusio wyjezdza za dwa dni w teren...
Liczymy na nastepny miesiac, a teraz tylko sportowo serduszkowanie zeby nie wyjsc z wprawy ;)

Od środy do niedzieli siedziałam u rodziców, bo mąż był w delegacji. Nie wiem co mnie podkusiło, ale nigdy więcej. Moja mama jest dość specyficzna i nie jestem w stanie długo z nią przebywać, poza tym wprowadza jakieś dziwne zasady w domu i wymęczyłam się tylko. Nawet nie chce mi się pisać... Po weekendzie u rodziców przydałyby mi się ze dwa dni odpoczynku po tej wizycie.
W poniedziałek poszłam zrobić TSH i Anty TG, dziś odebrałam wyniki i trochę się podłamałam, bo TSH urosło. DO ciąży powinno się mieć ok. 1, a mi wzrosło do 2,74, a poprzednio miałam 2,43. A przecież cały czas biorę leki. Może powinnam brać mocniejsze. Myślałam, że w tym roku zaczniemy się znów starać. Ale jeśli nie uda mi się unormować TSH, to nic z tego ;(
Chiang Mai, tak jestem Wrocławianką z pochodzenia i urodzenia, ale już tu nie mieszkam z wyboru. Przeniosłam się za mężem na wiochę. Jednak moi rodzice mieszkają we Wrocławiu i we Wrocku pracuję. Nie wiem czemu nie mogę już skomentować Twojego pamiętnika, nie pozwala mi bo nie jestem zalogowana na Belly... (Kiedyś byłam), chociaż ostatnio pozwolił mi jeden komentarz wstawić.

Generalnie mam doła, schowam się pod kołdrę, nie tykać mnie. Jutro wizyta u endokrynologa, może mnie pocieszy jakoś i wrócę do domu w lepszym humorze. Na razie na badania, leki, lekarzy wydaję więcej niż zarabiam :(
Wpadam w jakąś panikę, boję się, że się nie uda...

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)