Dzisiejszy dzień zleciał tak jakoś bez energii. Rano pobudka i już czułam, że czeka mnie dziwny dzień. Słońce, ciepło, a ja chodzę zakręcona, senna i zmęczona. Nie wiem czy to przesilenie jesienne mnie łapie czy jak...
Siedzę od dłuższego czasu na OVU i czytam różne pamiętniki... i aż nie mogę uwierzyć ile tu przykrych historii się znajduje. Czasami aż nie wiadomo co napisać, jak pocieszyć. Tym bardziej, że ja nawet nie wiem jak czuje się kobieta widząc dwie krechy, a co dopiero czuć się mamą... a o stracie dziecka nie wspomnę... Jednak ciągle mam nadzieję, że się uda, że każda z tych cierpiących kobiet poczuje w końcu tą radość... A czytając od kilku godzin o tych przykrych sprawach, samą mnie ogarnął jakiś smutek, przygnębienie... A co będzie jak sama będę musiała doświadczyć tego bólu, tej pustki i takiej bezradności??? Wiem, nie powinnam się za wczasu martwić (w końcu dopiero zaczynam starania o dziecko), ale jednak w głowie coś się tam pojawiło...
Eh jakie to życie jest niesprawiedliwe...
Dzisiejszy dzień zaliczam do udanych
Opuchlizna zeszła więc wszystko na dobrej drodze :
)Jejku... znowu jestem pełna nadziei:) Niech się wreszcie uda!!!! Proszę!!! K to skakałby z radości
Bardzo mi smutno, że mąż musi cierpieć razem ze mną.. Czasami mamy inne spojrzenia, ale fakt jest jeden, że ileż to on musi "znosić" moich problemów. Momentami wolałabym, żeby nie był ze mną, żeby ułożył sobie życie z kim innym, po co się ma tak męczyć przy mnie
Chciałabym normalnie funkcjonować.
Piszę na raty ten pamiętnik bo na tablecie to trochę ciężko ale staram się i myślę że jak przelewam swój żal i uczucia tutaj to mi jest lepiej.
Jutro jadę po wynik histopatologiczny, miał być w zeszły czwartek. Mam nadzieję że już będzie, bo w środę wieczorem mam wizytę u nowego gina.
Wczoraj wieczorem mój ukochany zapytał się mnie czy za rok weźmiemy ślub 
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 września 2014, 20:57
Wicie gniazda ponoć oznacza ostatni krok do porodu. Kobiety sprzątają, pierą, myją okna, odkurzają, układają. To po tym panowie mogą się domyślać, że kobiety są na skraju łażenia z dzieckiem jeszcze w brzuchu. To o tym się pisze jako, że kobiecy mózg podpowiada jak ptakom - wij swoje gniazdo bo już tuż tuż wykluje się twoje pisklę...
Jak się do diaska nie robiło nic prawie całe 9 miesięcy to chyba normalne, że kobiety biorą się za szaleńcze ogarnianie chaty, bo to najbardziej ostatni gwizdek kiedy mają wolne ręce! Wicie gniazda to zwykła oznaka kobiecego lenistwa, głupoty i zostawiania wszystkiego na ostatnią chwilę. To nagły powrót po rozum do głowy, po rozsądek i złączenie styków mózgowych ażeby po narodzinach nie zostawać z 2 razy większym bałaganem, bo nie oszukujmy się ale gdy my będziemy w szpitalach, faceci zostawią po sobie 2 razy więcej nieładu, niż nam udało się nie ogarnąć przez 9 miesięcy. Pewnie dlatego część kobiet decyduje się rodzić w domu, żeby sprawy niekontrolowane będąc w szpitalu mogły kontrolować ciągiem nawet po narodzinach. Chociażby rykiem na swojego faceta.
Udało mi się dziś zrobić kilka ćwiczeń przy okazji wicia gniazda. Weszłam i zeszłam ze strychu chyba pińcset trzydziesci cztery razy. Odkurzyłam tam, poukładałam puste pudełka, poprzestawiałam nieużywane kuchenne naczynia, pozanosiłam stare ciuchy, obrusy, zabawki. I tak mnie chwilę zastanowiło dlaczego ja zawsze zaczynam od rzeczy najmniej ważnych? Jaki to by miało sens - sprzątanie strychu - na wypadek porodu dzisiejszego wieczora. Nie umiałam sobie na to pytanie odpowiedzieć, ale przypomniało mi się że gdy miałam się uczyć do matury to wpierwej chciałam grabić 3 pola ze skoszoną trawą, obskrobać gówna z zadów wszystkim krowom u wujka w oborze a nawet zmienić im słomę na podłodze na noc, bo to wydawało mi się dużo ważniejsze niż nauka do jednego z najważniejszych egzaminów w życiu. Po tym wspomnieniu, nie zagłębiałam się dalej w sprawy sprzątania strychu, leciałam dalej...
Miałam dzisiaj taki piękny sen... Śniło mi się, że rodzę. Śmiesznie się czułam, bo byłam świadoma tego, że termin miałam w zeszłym tygodniu (25.09). Poczułam jak odchodzą mi wody i powiedziałam do mojego męża, że już trzeba jechać do szpitala. Chwyciłam go za ramiona i potrząsając nim mówiłam podekscytowana "Donosiłam tę ciążę!".
Czekam na Ciebie.
Wszystko jest jakieś inne w tym cyklu. Niby po owulacji, prawie 10 dni, a tu ten ból menstruacyjne taki delikatny i nie ciągły, piersi lekko tylko bolą (a zawsze rwą), raczej swędzą (nigdy nie swędziały oprócz ciąży z Basią).
Nie nakręcam się, nie jestem tego typu człowiekiem, ale czy to możliwe, żeby przy tak niskich, niestabilnych temperaturach udało się wyhodować fasolkę? Przy tak słabym czasie współżycia? To musiałaby być albo hiperwytrzymała dziewczyna, albo super szybki chłop. No nie wiem co o tym myśleć. A może właśnie przez obniżoną temperaturę komórka jajowa miała szansę żyć dłużej niż te 24h? Może dotrwała do tych 48?
Poczekam jeszcze z betą. Pani ginekolog we środę!
eh.. nie wiem co się dzieje .. ciągle boli mnie w podbrzuszu tak jakby coś tam sie robiło.. plecy mnie bolą .. palce puchną u rąk.. nie chce sobie nic wkrecać ... ale tak czuje.. poczekam do okresu nie bd szaleć bo nie chce się rozczarować 
co ma być to bedzie 
Dziękuję Wam dziewczyny, nie wiem co będzie, może wrócę do formy, może nie i nie będę w stanie pracować. Może kiedyś jeszcze uśmiechnie się jakieś maleństwo do mnie i powie "mama", kto to wie. Nie chce tracić wiary i nadziei, chce wierzyć, że to wszystko czemuś ma służyć.
Pamiętam jak w szpitalu Pan Bóg był przy mnie w każdym momencie, odczułam to nie tylko duchowo, ale i fizycznie. Uczucie jedyne i nie do opisania. Czułam wtedy, że to wszystko dzieje się dla naszego przyszłego dziecka. Po operacji szczęśliwa powiedziałam: "Są łzy, jest radość w wielkim bólu - bliżej niż dalej do Ciebie". Jak się mają tamte słowa do dzisiejszego dnia? Nie wiem, ale Kiedyś znów wyjdzie słońce..
A więc jestem po wizycie u gina i co się dowiedziałam?.....
Wtedy nad ranem w sobotę, kiedy mnie tak strasznie bolało, miałam istną erupcję!
Wszystkie trzy pęcherzyki pękły jak jeden mąż!!! 
Jestem w szoku! 
Tym razem gin był już mega wkurwiony, taka okazja, potrójna szansa! I dupa, zmarnowana. Ja już zaczęłam się śmiać z niego jak przeżywa. Cieszyło mnie przede wszystkim to że te pęcherzyki pękły, same, bez dodatkowych wspomagaczy, i to na dodatek wszystkie. Tego się nie spodziewałam. Powiedział że po tych pęknięciach mam mnóstwo płynu w macicy jakbym miała jakiś torbiel i że nie dziwne że mnie bolało.
Szok! Cudowne ale i trochę przerażające. Trojaczki?
Jezu. Ja chciałam jedno dziecko narazie. Dwa też byłoby fajnie. Ale trójka?? Gdyby tak wszystkie się zapłodniły i przyjęły.... strach się bać hehehe 
Jak powiedziałam mojemu m o pęknięciu wszystkich trzech pęcherzyków to normalnie się przeraził hahaha 
Cieszę się
chociaż jedna fajna wiadomość w tym zasranym dniu.
Ciekawe ile pęcherzyków będzie za miesiąc.
Rany, tyle jeszcze czekania... ehhh..
Coraz wiecej kobiet w ciazy w moim otoczeniu a ja wciaz nie.....Mam wielka nadzieje ze juz nie dlugo nadejdzie i nasz czas:-)))
Przyszła ciotka klotka
zaczynam nowy cykl oby ten był pomyślny 
Wreszcie mogę napisać pierwszego posta w pamiętniku ovum
coś się przyblokowało jak zwykle coś musiałam nakombinować i przekombinowałam. Ale.. z ratunkiem przyszli mi administratorzy i wszystko już działa jak powinno
Dziękuje!
No i pierwszy monitorowany cykl dobiega końca. Wcześniejszy nie był tutaj tylko na karteczce ale w końcu żyjemy w erze komputerów to po co mam niszczyć jakieś biedne drzewko by zabazgrać kartkę wykresami a później ja zmoczyć łzami goryczy gdy znów się coś nie udało? ..
Czuje jak by mnie coś bombardowało... od 4 dni nie mówiąc o tym ze zasypianie to istna męka jak by mi ktoś brzuch napompował i było mi nie dobrze... a za rogiem się czai.. @ oby się do mnie nie teleportowała. Testujemy wkrótce...
Wiadomość wyedytowana przez autora 5 października 2014, 19:57
Jestem strasznie zestresowana cc dziś wczoraj była konsultacja teraz czekam na badania krwi itd, cała noc nie spałam a teraz to mnie normalnie zjada od środka strach... Proszę trzymajcie mocno kciuki ja odezwę się pewnie wieczorem
Nawet się nie obejrzałam, a tu zleciał prawie cały cykl - dziś 22dc czyli do końca normalnego mojego cyklu zostały 4 dni, temp niby jedna z najwyższych, ale podskórnie czuję zbliżającą się @, więc raczej nic z tego, chociaż cykl pod kątem współżycia niezły 
Byłam ostatnio na poradzie u ginekologa, co możemy jeszcze z mężem zrobić, żeby szybciej zajść w ciążę, bo jesteśmy zdrowi, lepiej się odżywiamy, zażywamy ruchu, regularnie współżyjemy, a tu nic... Pani doktor od razu zapytała o stres i właśnie- tu cały czas nic się nie zmieniło, mamy bardzo stresujące nasze prace, więc tak jak podejrzewałam tu może być "pies pogrzebany" jak to się mówi. Ale dostałam przy okazji dodatkowe skierowanie na badanie krwi celem sprawdzenia, czy miałam w dzieciństwie różyczkę, bo nikt nie pamięta oraz na poziom tarczycy itp. Jak wszystko wyjdzie dobrze, to jej rada i podpowiedzi to unikać stresu (niezbyt łatwe), brać wolne 2-3 dni jak zbliża się owulacja (już szybciej) no i regularnie współżyć (bez problemu
)
W weekend byłam w Poznaniu na weselu (ostatnie w tym roku), w piątek oczywiście test, czy mogę powznosić toasty no i mogłam
Wybawiłam się, wytańczyłam, zrelaksowałam, no i miałam poniedziałek dodatkowo wolny, więc miałam labę
Ale podświadomie oczywiście liczyłam, że wyjdzie pozytyw a brak alko na weselu wcale by mi nie przeszkadzał
No cóż, działamy dalej, nie poddamy się 
Kolejny dzień się zaczął. Pewnie znowu będzie tak samo. Czekam teraz na @. Ma się pojawić w sobotę. Nawet dobrze. Ogarnę sytuację w domu przed weekendem, więc w pierwszym dniu nie będę musiała się spinać.
Poza tym mam ostatnio jakiegoś nerw na M. Właściwie nic się nowego nie dzieje. Poza tym, że kłócimy się o kolor drzwi wewnętrznych, nawet ostatnio stwierdziłam, że M woli zawracać sobie głowę głupotami, żeby nie myśleć o tym że nie mogę zajść w ciążę. Mówię mu, że samo się nie zrobi, że trzeba do jakiegoś lekarza pojechać. A on na to, że nie ma teraz czasu, bo remont, bo praca. Wariacja na kółkach.
Na weekendzie byliśmy na weselu. Były siostry M. Zaczęły gadkę na temat tego, że nie mamy dzieci. Stwierdziły, że czas już pomyśleć o adopcji. Mało mnie szlak nie trafił. M siedział i nawet słowem się nie odezwał. Myślałam, że go uduszę. Później powiedziałam mu, że następnym razem wyjdę z pokoju i niech on sam użera się ze swoimi siostrami.
No i powiedzcie, jak tu odizolować się od głupot i głupich ludzi.
I kolejny negatywny test;( I kolejna@ w drodze, troche klucze sie dzis z Bogiem w myslach!!! Dlaczego to ja??? Nie mam juz sily na te wykresy na te statystyki. Odechciewa sie zyc, wszystko na prozno!!!
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 września 2014, 15:48
Z premedytacją ściągam dziś od inessa przepiękną modlitwę.
Modlitwa rodziców do Anioła Stróża dziecka poczętego:
Aniele Boży Stróżu dziecka poczętego, którym Dobry Bóg nas obdarował i Twej opiece powierzył, prosimy Cię, abyś nieustannie czuwał nad naszym dzieckiem i wypraszał mu potrzebne łaski: zdrowia, prawidłowego rozwoju i szczęśliwego przyjścia na świat. Wielbiąc Boga w Trójcy Świętej Jedynego, Stwórcę i Dawcę Życia, prosimy Cię, aby ten błogosławiony czas oczekiwania umocnił naszą miłość, pogłębił więź małżeńską i przyczynił się do wzrostu wiary i nadziei, którą pokładamy w Tobie. Amen!
Oto zdjęcia mojego Synusia w końcu mi się udało je dodać.
http://wrzucaj.net/images/2014/09/30/2014-09-17_154929.th.jpg
http://wrzucaj.net/images/2014/09/30/20140921122636a.th.jpg
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 września 2014, 10:28
http://wrzucaj.net/images/2014/09/30/1411024165288aFWc2.th.jpg
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 września 2014, 10:30
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.