No to dałam wczoraj czadu z plackami ziemniaczanymi ze śmietaną i zostałam pokarana. Mój układ pokarmowy nie był przygotowany na taki bum tłuszczu blleee wyleczyłam się z placków na bardzo dłuuuugo. Dziś przez te wczorajsze chorowanko bardzo mało sił i lenistwo a jutro urodziny chłopców i 17 osób w domu jej w co ja się wpakowałam 
Jeszcze 51 dni...
Jesli sie zaraz nie poplacze to bedzie cud. Malutki ma wciaz za niski cukier. Znowu kroplowka. Nie wiem jakie sa rokowania. Na razie nikt nie wie. Bardzo sie martwie. Karmie go co godzine czym moge. Piersia tez. Boli strasznie ale w tej sytuacji nie moglabym inaczej. Jest taki malenki, taki kochany...
Powtórka z rozrywki... Znowu robi się torbiel. W pn mam się jeszcze zgłosić, żeby określić jej rodzaj. Nasze marzenia o rodzicielstwie znowu się przesunęły
Dlaczego życie daje nam tak mocno w kość?
Dlaczego za każdym razem podcina nam skrzydła?
Aktualnie to nie pozostaje nam nic innego jak czekanie na kolejny cykl, w którym też będę stymulowana i dostanę zastrzyk na pęknięcie. Mam nadzieję, że pomoże
Po rozmowie z doktorką stwierdziła że zapewne mam zespół LUF ( czy jakoś tak), czyli że co cykl miałam normalne pęcherzyki ale w czasie owulacji one przechodziły sobie do następnej fazy. Coś mnie po prostu trafi
Wracając od gin samochód zaczął mi notorycznie odmawiać posłuszeństwa i co jakiś czas gasł
Jakby tego było mało to jeszcze zatrzymała nas policja... (jechałam dość wolno ze względu na gasnące auto) Jak już stanęłam to się okazało, że sprawdzają tylko stan techniczny pojazdów, przede wszystkim światła, kierunki. Całe szczęście, że wtedy normalnie odpalał... u gościa przed nami zapytali też o trójkąt itp. Przez te ponad 4 lata co mam prawko 2 raz w życiu zatrzymała mnie policja więc jakiegoś stracha miałam :p
Dzięki za porady:)
Kupiłam wczoraj Rennie (troszkę pomogło ale bez rewelacji).
Wstałam dzisiaj i po, jak nigdy męczącej od 3-4 dni, zgadze ani śladu - czyżby brzuch mi się opuścił i młoda nie uciska już na żołądek? Nie umiem tego określić
Już wiem czemu Alicja nie myśli jeszcze o wyjściu - matka się na szpital nie umie zdecydować;p Obiecuje, że do niedzieli podejmę decyzję
"W tej chwili jest 6.470.818.671 ludzi na świecie. Niektórzy z nich uciekają przestraszeni. Niektórzy wracają do domu. Niektórzy mówią kłamstwa, aby przetrwać dzień. Inni po prostu spoglądają prawdzie w twarz. Niektórzy są złymi ludźmi, w walce z dobrem, a niektórzy dobrzy walczą ze złem. Sześć miliardów ludzi na świecie. Sześć miliardów dusz. A czasami wszystko, czego pragniesz… to jedna."
Jedna mała dusza , jedno małe ciałko. ...
Przed wczoraj musiałam porozmawiać z Panem Bogiem i poprosić go o odpowiedź w jednej sprawie - w sprawie dziecka. Powiedziałam, że coraz bardziej tracę siły i jeśli mam nie być mamą, niech zabierze ode mnie te marzenia, te myśli, te rozterki, bo stają się one bardzo uciążliwe, a jeśli ma być coś na rzeczy, jeśli mam być mamą niech mi powie i da pocieszającą odpowiedź. I tak się stało - w bardzo ładny sposób, to uczynił, w którym doszłam do fragmentu Pisma Św, którego się nie spodziewałam, a który uwielbiam czytać
Dałeś mi nadzieję Panie Jezu i wiem, że jesteś z nami. Wiem, że nie wszystko gra, ale na tej drodze do bycia mamą muszę jeszcze parę rzeczy zrobić, by było lepiej. Bądź przy mnie nieustannie!
Mało tego śniło mi się tamtej nocy, że bliska osoba z rodziny powiedziała, że ładnie wyglądam - w podtekście chodziło, że chyba jestem w ciąży. Ja jej mówiłam, że "nie, to nie możliwe.." Następnego dnia powiedziałam mężowi, co mi się śniło i do jakich fragmentów w Piśmie Św. doprowadził mnie Pan Bóg, a on - że nie powiedziałby mi o tym w ogóle gdybym mu o tym nie powiedziała, co mi się śniło i jakie odpowiedzi uzyskałam - bo jemu się śniło również wtedy, że jestem w ciąży
Pan Bóg czyni znaki i nawet przekazuje je innym bez naszej wiedzy, to jest piękne 
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 października 2014, 12:43
jestem po owulacji, było ciałko żółte na usg ale na lewym jajniku też był jakiś pęcherzyk dlatego w przyszłym cyklu bez clo żeby się wszystko ładnie wchłonęło, czyli kolejny cykl stracony bo bez wspomagaczy nie będzie żadnego jaja
dziś 23 dc wczoraj temp skoczyła dziś dalej się tak trzyma więc czekamy na rozwój zdarzeń
No i przyszła @.
Spoko, nie spodziewałam się wiele.
Żebym tylko na następną owulację nie musiała długo czekać...
O 13:45 byla 5 inseminacja
znowu malo plemnikow po oddaniu bylo 5 mln a po odwirowaniu zostalo 1,8 mln.. ale teraz wierze ze po tym HSG sie uda mam duzo nadziei i dobre przeczucia
teraz tylko pozostalo czekac 14 dlugich dni 
no i pięknie.... mam morfologię, hbs, wr, toxo i cytomegalie, a moczu jak nie było tak nie ma!!!! Już się denerwuję, że coś jest poważnego ;(
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 października 2014, 19:33
Idac do lekarza myslalam ze jeszcze dzisiaj w 12 dc nie bedzie widac pecherzyka dominujacego zawsze bylo go widac w 16 dc lub w 22 dc a tu niespodzianka pecherzyk ma 15 mm po lewej stronie czyli droznej a endometrium 9,5mm migdaly pomogly
wiec w poniedzialek bedzie inseminacja czyli w 15 dc szok!!! ostatnie 2 cykle byla w 18 dc a jeszcze wszesniej byla w 24 dc czyli tabletki clomid teraz dobrze sie spisaly
teraz juz musi sie udac
... tylko ze dzisiaj dowiedzialam sie ze mam inna budowe macicy mam w niej mniej miejsca dla dzidziusia ;( i jak zajde w ciaze bede musiala byc non stop pod kontrola lekarza bo moge za wczesnie urodzic wiec bardzo dobrze ze zrobili mi te HSG 
80 dni do porodu
204 dzien cyklu
zaczety 30 tc (29t 0d)
Wlasnie sobie uswiadomilam, ze w najgorszym wypadku maly moze sie urodzic za 8t a w najlepszym oczywiscie za 10. Raz dwa przeleci, a ja mam schizy na punkcie porodu, im blizej tym czesciej mnie nachodza mysli, ze przeciez ja sie boje rodzic sn! musze cos zrobic zeby to bylo cc bo juz mi sie to po nocach sni...
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 października 2014, 17:11
Oboje z mężem jesteśmy zżyci z dziadkami, ze względu na to ze mieszkamy od nich 400km często do nich dzwonimy. I nie mówię, bardzo lubię te telefony, nasze babcie są osobami z którymi naprawdę można o wielu rzeczach porozmawiać. Niedawno jednak w rodzinie męża „wyszło” wiele nowych ciąż i to w dodatku o małżeństw z mniejszym stażem niż my 
I chyba, a raczej napewno babcie to bardzo boli! Odkąd zostaliśmy małżeństwem gdzieś tan zawsze słyszeliśmy jak bardzo by chcieli doczekać prawnuka - zbywalismy to śmiechem, byliśmy młodzi bez mieszkania, sensownych prac, na studiach, zakochani w sobie i chętni przygód. Wiec nawet o tym nie myśleliśmy, wiec te żarty tez łatwo było nam zbywać śmiechem, chociaż czasem tez się wkurzalismy, nie powiem ze nie. Bo naprawdę ciężko mi zrozumieć czemu ludzie tak bardzo się wtrącają w cudze życie!
Ale w obecnej chwili ponaglenia, dogadywania na temat tego, ze oni CHCĄ być pradziadkami stają się niedowytrzymania! Bardzo mnie to irytuje! I nie tylko dlatego, ze staramy się i nic z tego nie ma, mimo se bardzo chcemy. Ale denerwuje mnie również wpychanie nosa w cudze pożycie i życie! Oni chcą i do dzieła! Gdyby to byli nasi rodzice myśle ze nie miałabym oporów przed powiedzeniem co o tym myśle, ale ze to dziadkowie po 80 to jednak mam opory.
W tym weekend widziałam się również z moja bardzo dobra koleżanka, której powiedziałam ze staramy się o dziecko już jakiś czas, a konkretnie 9 miesięcy (gdybym zaszła w ciąże w 1cs tak jak myślałam ze to się stanie - naiwna ja - to teraz miałabym w ramionach mały skarbek ❤️), ale niestety nieskutecznie. I szczerze nie wiem jakiej rekacji i odpowiedzi się spodziewałam? Chyba żadnej, ale chciałam to z siebie wyrzucić i wygadać się komuś innemu niż mężowi. Czego teraz bardzo zakuje, bo niestety usłyszałam - no to Izia musicie uprawiać seks. Dacie wiarę? Wystarczy seks! And problem solved!
Wydaje mi się, ze chyba nie zdecyduje się powiedzieć rodzinie o naszych problemach - wiem, że ciąże nie były czymś wyczekanym i wypłakanym w żadnej z naszych rodzin i nie sadze, żeby ktokolwiek był w stanie to zrozumieć i w jakikolwiek sposób nas wesprzeć.
Mimo wielkiego wsparcia jakie mam w swoim mężu, i tylu łez i smutnych dni w ile mnie pocieszał. To wydaje mi się, że mimo wszystko on jako mężczyzna sam z siebie nie rozumie tego ładunku emocjonalnego jaki towarzyszy staraniom. Co miesięcznego ogromnego uczucia pustki, gdy kolejna miesiączka przychodzi. Poczucia, że bez lekarza może się nie udać, ale mimo wszystko nadziei, ze tak to właśnie ten cykl. Właśnie teraz za 10 razem się uda!
Harmonia. Nadszedł dla nas jakiś magiczny czas. Im bliżej wizyty, tym bardziej czuję że jesteśmy tak blisko naszego celu! Wczoraj oglądaliśmy film, gdzie ojciec z synem grał w gre na komputerze. I słyszę: Mąż- mam nadzieję że ja też niedługo będę tak sobie grać z SYNEM w grę.
Ja- z córką 
Mąż- może być z córką.
Będzie dobrze!
20+4 
Kupiłam dziś komodę kąpielową Brevi, używaną ale w super stanie 
Przywiozłam do domu rozłożoną na części pierwsze, wyczyściłam i złożyłam "do kupy" i jak to na "blondynkę" przystało nie sprawdziłam sobie szerokości i teraz nie umiem wyjechać z łazienki haha :p Trzeba znów rozłożyć.. Zostawiam to mężusiowi,tylko musi wrócić z pracki.
A my z Majusią sobie teraz odpoczywamy a Malutka sprzedaje mi delikatne kopniaki
No Kocham to jak nie wiem
:D :*
Zdaje sobie sprawę z własnej głupoty. Przecież dobrze wiedziałam, że w tym cyklu nie ma szans.
A jednak gdy dziś przyszła @ serce pękło mi po raz kolejny...
Hania skończyła 2 lata.
Jest cudowna. Trafił misie egzemplarz grzeczny i ułożony. Jest bardzo rezolutna i inteligentna (pewnie każda matka tak myśli o swoim dziecku
).
Sama je, łącznie z zupa. Jesteśmy w trakcie odpieluchowania, tydzień bez pieluch w dzien. Ogólnie wola łącznie z kupą, tylko gdy jest bardzo zaabsorbowana czymś to zapomina. No i na spacerze nie ma opcji siusiania w kucki, każe założyć sobie pieluche... Mowa, w zasadzie od kilku dni mam wrażenie, ze zaczęła się rozkrecac. Umiemy się dogadać, choć zasób słów jest niezbyt duży, ale nie spinam się. Potrafi się sama ubrać,wszystko. Jestem z niej taka dumna. Nadal uwielbia książki i klocki. I spacery, w zasadzie mogła by spędzać na podwórku cały dzień. Naśladuje wszystko co robię przy Oli, łącznie z kp, smarowaniem pupy, odbijaniem i noszeniem w chuscie. To nieprawdopodobne wręcz,że tak dokładnie obserwuje wszystko i powiela. Akurat na przykładzie Oli to bardzo widać, ale tyczy się to wszystkiego. To na prawdę ogromną odpowiedzialność, na każdym kroku trzeba się liczyć z małym obserwatorem. Ostatnio klepnelam D. Po tyłku i mówię "sio" chciałam żeby się przesunął,od tego momentu Hanka bez przerwy mówi sio i sklepie po tyłku.. Mamy też problem z masladowniem małej kuzynki, zaczęła np wkładać wszystko do buzi, nogi na stół kłaść, No i uderzac. Tłumaczę, tłumacze i tłumacze, na razie mam wrażenie że jak grochem o ścianę. Zdarzają nam się napady histerii. Czasami z zazdrości o Ole,czasami po prostu,a czasami gdy czegoś nie pozwalamy. Przetrwamy to choć czasami mam ochotę wyjść i nie wrócić. Bardzo chce pomagać przy Oli, łapiemy razem, podaje pieluszki, rozpozna spioszmi, przynosi smoczek itp. Jest to rozczulajace. Może to moje wyobrażenie, ale Ola obserwuje Hanie, nawet jeżeli Hanka macha jej zabawka, ona i tak się upatruje w Hanke. Gdy tylko Hania pojawianie przy kolysce Ola od razu się śmieje. Jestem urobiona po łokcie, ale szczęśliwa, że tak się ułożyło, że będą miały siebie na wzajem. To tak krótko o Hani.
Ola jest rozkoszna. Głównie je i śpi. Nosimy się w chuscie dużo. Przybiera na wadze sporo. Przeszło uleganie. Czasami dokucza jej brzuszek. Zaczęła gluzyc, śmieje się, śledzi wzrokiem zabawki, łapie się za rączki. No i powtórka z rozrywki, nie jest fanką jazdy samochodem. Smoczek też średnio jej leży. Jak na razie w nocy kp tylko raz. Oby zostało tak jak najdłużej.
Jak mówią, przy drugim dziecku jest inaczej. To prawda. Jestem bardziej na luzie (choć Ola jest zupełnie inna niż Hanka), więcej umiem odpuścić, niezadreczam się gdy nie mam na coś wpływu. Proszę o pomoc. D. Ogarnia dużo przy Hance i w domu. Śpię z Ola, uwielbiam to, delektuje się tym małym ciałkiem wtulonym we mnie (z Hania się balam), ona też to lubi, gdy tylko się przytulamy ona się wycisza.
Jestem urobiona po lokcie, ciągle coś robię, ciągle na obrotach, ale nie mam czasu nawet myśleć że jestem zmeczona. Staram się też dbać o siebie. Od porodu mam już mniej 11kg, staram się być zawsze trochę pomalowana, nawet na fryzjera znalazłam czas
zdecydowałam że Hanka nie wróci do żłobka, ale poszukam kogoś do okazjonalnej opieki nad dziewczynkami.
Jestem szczęśliwa, choć przerażona, że znowu rok wycięty z życia przede mną.
Wyniki usg:
Trzon macicy jednorodny E. 9mm. Jajniki obustronnie bz. Ślad płynu w Zatoce Douglasa.
No i wygląda na to że owu już była, skoro płyn w zatoce. Dziwne. Za wcześnie! Eh no nic, z tego cyklu ciąży raczej nie będzie więc za miesiąc będziemy walczyć znowu. Endo chyba za małe nie? Jak na 2-3 dni po owu...
Dziwnie mi się czyta o tym, jak daleko są dziewczyny z którymi zaczynałam drugą ciąże. Zazdroszczę im. Boli, że mi nie wyszło. Zaraz po poronieniu, tym drugim nie zdawałam sobie sprawy że tyle to potrwa. Że zanim ja w ogóle będę w ciąży to wszystkie już będą znały płeć, miały spore brzuszki i zbliżały się do połowy ciąży. Tak bardzo chcę też tam już być... Boję się że nigdy nie będę 
Jeżeli któraś z was, ciężarnych to czyta to mam nadzieję że nie zrozumiecie tego wpisu źle.
Czuje że moje życie stoi w miejscu...
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 października 2014, 20:26
5cs
26dc
Temperatura robi sobie ze mnie jaja. Góra - dół. Góra - dół.
W teorii dzisiaj powinna przyleźć @. Minęła 20sta. Nie ma.
Gdyby nie to, że moja temp. jest za niska na ciążę i gdyby nie to, że iks cykli już tak czekałam i nastawiałam się, itd.itp. a @ przyłaziła i tak - najwyżej przesunięta - tak teraz siedzę i czekam. Bo wiem, że przylezie.
Trądzik jakiś mini /wcale, piersi wrażliwe i obrzmiałe. Z pierwszym dniem @ będzie po bólu.
No.
Czyli pewnie jutro zaczynam nowy cykl, najdalej w niedzielę.
Amen.
18 października 2009, godzina ok. 9:30 - silny ból podbrzusza, krwawienie, skrzepy, strach, przerażenie, bezsilność, tel. do teściowej, natychmiastowa decyzja o wizycie w SOR, jej słowa: "o Jezus..." - wiedziałam, że jest źle, bardzo źle
18 października 2009, godzina 10:10 - diagnoza - Krwawienie we wczesnym okresie ciąży
18 października 2009, godzina 10:30 - diagnoza - Poronienie samoistne (niezupełne, bez powikłań)
18 października 2009, godzina 16:30 - wypis do domu
Nieustanny płacz. Nie wiem jak się znalazłam w samochodzie, nie wiem jak weszłam na SOR, nie pamiętam jak trafiłam na oddział... wszystko jest we mgle... do dzisiaj nie pamiętam, nie wiem...
Gabinet zabiegowy - anestezjolog, kazała odliczać od 1 do stu, doliczyłam do 9, usłyszałam jak bije moje serce, zasnęłam.
Pobudka na sali - podobno majaczyłam, mąż był cały czas przy mnie, płakał razem ze mną. Teściowa nie odstąpiła mnie na krok... siedziała i mnie pilnowała...
Pozostał ogromny ból. Żal. Niemoc.
A teraz? Po 5 latach, po prawie roku starań nie możemy zobaczyć II kreseczek.
Co będzie?
Nie wiem.
Nie mam siły.
Zaczął się nowy cykl.
Nowe szanse.
Ale nie wiem, czy chcę.
Wiem w głębi serca, że i tym razem się nie uda. Na razie nie jest mi dane zostać mamą. Na tą chwilę mój najwspanialszy mąż nie będzie tatusiem. A wiem, że byłby wspaniałym, kochającym ojcem.
Nie jestem kobietą. Jestem bezwartościowa.
Nie mogę dać mężowi dziecka. Sama nie zostanę matką. Czuję się pusta.
Jedno jest pewne... dzisiaj przez całą noc będę płakać tak, żeby nikt nie widział... tak żeby nikt nie zapytał co się stało, żeby nikt nie wiedział, co we mnie się dzieje, jakie mam skrajne emocje... później jak się trochę uspokoi, to wyjdę na podjazd, zacznę krzyczeć - to będzie niemy krzyk!
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 października 2014, 20:45
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.