mallinka Mallinkowa wyczekiwanka 27 października 2014, 09:42

My <3

n8v20khviltn_t.jpg

następne Grecos <3

yoqzs0mr8pxr_t.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 31 października 2014, 12:15

Wczoraj małe plamienie po <3 .. ehh strasznie się przestraszyłam i cała się trzęsłam :( :(
o 16 jadę do gina na kontrolę. Nic mnie nie boli a Mały szaleje od rana więc jestem spokojniejsza..
Wam też się tak może zdarzyło ? :(

Po wizycie.. dzięki Bogu z Tomusiem wszystko w porządku ! <3 tak się cieszę.. kamień spadł mi z serca.. nie wybaczyłabym sobie gdyby coś sie jemu stało :( mój mały najdroższy Skarb <3 zresztą w sumie nie taki mały :P waży juz 731g ! :D no byłam w szoku że tak przybrał na wadze od czwartku :) kopał mamusie na USG serduszko pięknie biło i wszystko ok :)
A mój gin mnie uspokoił i powiedział że po stosunku czasem tak sie zdarza. Prosił tylko by do następnej wizyty na razie się wstrzymać ;) dla malucha naszego wszystko <3 ja jeszcze takie brązowe plamienie mam ale to też normalne i przejdzie ;) do końca ciąży nie chce sie już tak stresować i nie chce widzieć ani kropli krwi ! O nie nie ma mowy ! :(


Wiadomość wyedytowana przez autora 27 października 2014, 20:09

Lollis Ja + On + Ona ...i ? 27 października 2014, 11:07

22 t + 3 dni

Ostatnimi dniami jestem na niezłej huśtawce.
Właściwie cały weekend łapałam okropnego doła, wszystko mnie przytłaczało.
Myślałam nawet o tym czy to wszystko nie za wcześnie, że moglibyśmy odczekać chociaż jeszcze z rok żeby dobrze stanąć ze wszystkim na nogi. Później było jeszcze gorzej, gdy w odwiedziny wpadli znajomi - robiący co chcą, kiedy chcą. Wyjazd w góry? okej, jedziemy jutro. Wypad do klubu? Spoko, najlepiej do rana.
Do tego jeszcze doszedł fakt tego, że mój mąż nie zbliżał się do mnie przez ostatni tydzień... w ogóle.
Już byłam pewna, że przyszedł moment, w którym zaczął się bać ze mną sypiać.

Załamałam się. Totalnie się rozsypałam.

W niedziele popołudniu, przyszedł taki moment, że usiadłam na kanapie i najnormalniej w świecie wpadłam w czarną rozpacz.
Na całe szczęście, mój mąż jest dobrym mówcą w takich momentach.
Zapytał: o co chodzi kochanie? ja na to: o wszystko !
Przytulił mnie i wszystko mu wyłożyłam.
Zaraz zaczął mi tłumaczyć, że będziemy mieli piękną córkę i nie może się doczekać powrotu z pracy do nas dwóch. Że chciałby zobaczyć już uśmiech Lili, że na bank przy porodzie będzie płakał.

I wtedy do mnie dotarło, że jestem samolubna i głupia !

Mój mąż płakał razem ze mną. A ja uświadomiłam sobie, że nie potrzebuje wycieczek i imprez.
Że moje życie się nie skończyło, będzie po prostu inne, trochę trudniejsze.
A jest dużo osób, które chciałby być na naszym miejscu. Mieć szansę posiadania dziecka, domu i pełnej rodziny.

Po tej rozmowie zrobiło mi się o wiele lżej i... serduszkowaliśmy dwa razy.
Byłam tak zajęta sobą i swoim dołowaniem, że nie zauważyłam, że mój mąż jest po prostu zmęczony i bardzo zajęty, dlatego nie miał ochoty.
Miał na głowie prace, sprzątanie w domu, załatwiania wszystkiego z kupnem auta, no i mnie.

Mała coraz mocniej daje o sobie znać w moim brzuchu. Da się zauważyć drgania i fale skóry :-)

Ubrankową wyprawkę mam już skompletowaną, ale wczoraj wybraliśmy się do outletu Smyk i kupiłam dresik na wyjście ze szpitala, żeby małej było ciepło. Był przeceniony z 75 zł na 35 zł !!!

Sukcesywnie odkładam pieniążki na wózek, kupimy go w styczniu. Wcześniej musimy zakupić fotelik samochodowy, tak na wszelki wypadek.

Z takich grubszych rzeczy nie mamy jeszcze niani elektronicznej i termometru bezdotykowego.

b22ce79ba140a08amed.jpg

81b4af497740a265med.jpg

MagdaMuminek Czekamy, czekamy... 27 października 2014, 11:08

Dzisiaj post kwestii niewyjaśnionych :-)

Sprawa tyczy się poprzedniego cyklu. Był on pierwszym cyklem owulacyjnyjnym jaki zaobserwowałam, istniały szanse na zielone zakończenie. Nie mogąc wytrzymać w niepewności zrobiłam test chyba 11 dnia po owu, widoczny był cień drugiej kreski. Pomyślałam, że na pewno źle widzę. 14 dpo zrobiłam ponownie test tej samej firmy oraz jeden innej i o mniejszej czułości. Znów wyszły dwie bladziutkie kreski na obydwu testach. Na następny dzień @ przyszła.

I teraz nie wiem co o tym myśleć. Czy trzy testy mogly się mylić?
Teraz to musztarda po obiedzie, nie byłam na becie, ale znów @ była inna niż zwykle, mocna i bardzo bolesna.

Z jednej strony gdyby tak było, mielibyśmy pewność, że możemy zrobić dziecko. Z drugiej, dlaczego się nie utrzymało?

Jedno jest pewne, nigdy testów przed terminem @

Mimi1990 Czekajac na cud... 27 października 2014, 11:33

Nie wiem co w tej Szwecji jest.... och na razie nie moge zrobic sobie bety. masakra..

Dobra trudno w piatek robie test i odpuszczam , moze przedluzyl mi sie cykl przez przeziebienie, kto wie... co ma byc to bedzie przestane sie przejmowac...

wioleta4444 Nadzieja ? 27 października 2014, 11:40

Długo mnie tu nie było. Przepraszam. Piszę książkę i to mnie tak zajęło że odcięłam się prawie od wszystkiego. Tempki nie mierzyłam, nie wchodziłam na Ovu. Zajęłam się pisaniem książki podobnej do 50 Twarzy Greya. Domek już mamy :) Na wsi
Ginek przepisał mi femoston zamiast luteiny i Letrox zamiast Eutyroxu. Znów nie miałam długo @ Powiedział że jak tak będzie to mnie wyśle do szpitala do Warszawy na badania. Ale ale, już niedługo pojutrze moje imieniny i pobiorę Aromek który mi przepisał. Od razu 8 tabletek. 4 Rano i 4 wieczorem. Może się w końcu uda ;)

Angelike Mam to gdzieś... ;) 27 października 2014, 11:48

Momentami czuję się jak w matrixie, tak jakbym siedziała obok swojego życia i patrzyła na nie beznamiętnie...
Drogi widzę dwie i obydwie wydają mi się prawie pewne.

Jedna droga mówi mi - nie udało się z IUI. W wyobraźni widzę, że jest jakiś zupełnie niezidentyfikowany problem który nie pozwoli mi tak poprostu po IUI zajść. Widzę wykres, który będzie znowu obiecywał ale jednocześnie będzie wyglądał tak samo jak wszystkie poprzednie. Wykres który na sam koniec wyśmieje moje nadzieje brutalnym spadkiem w dół.
Widzę oczy mojego gina, smutne oczy. Czy on kiedykolwiek się uśmiecha? A może smutny jest z mojego powodu? Bo jestem takim smutnym przypadkiem. Inseminacja przebiegła trochę w takim mistycznym klimacie, poważna mina gina, przyciemnione światło w gabinecie, ciche słowa gina o tym żeby teraz się przeżegnać, po zabiegu 10 minut w bezruchu i ciszy na fotelu, potem znowu smutne oczy gina i jego słowa "teraz trzeba się już tylko modlić".. no nie wiem, nie napawało mnie to optymizmem, miałam ochotę uciec stamtąd, schować się w domu pod kocem.
Nie chciałam żeby ktokolwiek znowu mnie krzywdził. Dlaczego piszą że IUI nie boli, dlaczego mnie pieprzone cewniki bolą? W artykułach o IUI piszą, że kobieta może ewentualnie czuć dyskomfort. Dyskomfort??! Dyskomfort to ja rozumiem np. wrzynające się stringi a nie cewnik w szyjce. Mało to ma wspólnego z dyskomfortem jak dla mnie.
No ale trudno. Da się przeżyć.
Siedzę sobie w domu czy w pracy i myślę o tym że jestem taką samą dziewczyną jak byłam, że pewnie nic się nie zmieniło chociaż przez 2 tyg będę się łudzić wizjami ciąży. Czuję się zwyczajnie i pewnie tak zostanie. Teraz zresztą za szybko by mówić o odczuwaniu czegokolwiek.
Jedyna różnica to (autentyczny) dyskomfort w macicy. Nie wiem czy jest to spowodowane "wielokrotną" owulką, czy lekami którymi mnie ostatnio faszerują, czy niezidentyfikowaną cieczą z plemnikami którą mi wprowadził gin podczas IUI. W końcu to też jakaś chemiczna nowość dla mojej biednej macicy. Brzuch spuchnięty, czasami rwie w dole tak że nie mogę się wyprostować.

Druga droga to ciąża.... Tak miło rozpływać się w przyjemności tej wizji. Z tego co mi się wydaje to pęcherzyków musialo mi pęknąć więcej niż jeden. A każdy dodatkowy pęcherzyk to dodatkowe procenty szans na powodzenie. Jeśli czytam gdzieś że IUI to 20% szans to od razu mi się sumuje - 3 pęcherzyki to 60%. Czyli więcej jak 50% szansy na powodzenie? Czy to oznacza że już nie jestem starą JA? Bycie kimś innym, kimś nowym, nowa JA, przyszła matka nowego człowieka. Wizje całkowicie science-fiction. Bycie tym kimś innym, nowym, w ciąży, to jakby życie w innej rzeczywistości, w innej czasoprzestrzeni. To kosmos.
Nie umiem powstrzymać uporczywych myśli czy moja komórka jajowa jeszcze żyje czy już dawno po zawodach, czy juz się dzieli, czy już tych komórek jest 4 czy 8. Za chwilę będe się zastanawiać czy już się zagnieździło czy nie. A wtedy zacznę doszukiwać się subtelnych sygnalów. Wyobraźnia zacznie działać na pełnych obrotach.
Czy siedząc tu i pisząc mam już w sobie życie?

Ostatnie kilka dni monitoringu to był istny szał, tyle co się naoglądałam w krótkim czasie mojego gina to jeszcze z żadnym lekarzem, od czasu pobytu w szpitalu, tak nie miałam. On przestał nawet brać ode mnie kasę. No ale sama IUI to już kosztowała ładnie - 100zł zastrzyk, 700 zł zabieg. W piątek byłam u niego 3 razy, raz monitoring, potem z próbką nasienia, potem już zabieg. Teraz mam do niego przyjść dopiero kiedy potwierdzę ciąże na dwóch betach lub spotkamy się na nowym monitoringu cyklu... Tyle czasu "niewidzenia się", normalnie już zaczęłam tęsknić ;) hehe
On podchodzi bardzo indywidualnie i osobowo do pacjentek, przynajmniej ja się tak czuję, a słysząc w poczekalni jak się odnosi do innych pacjentek to nie jestem odosobnionym przypadkiem. W dniu inseminacji dzwonił do mnie opieprzając mnie gdzie się podziewam bo już czas a nie ma mnie jeszcze w gabinecie. Jak stary "wujek dobra rada". Szczerze to nie wiem czy mi się to podoba. Fajnie że wszystko tak przeżywa ale nie wiem czy jego zaangażowanie za bardzo nie narusza mojej strefy intymności, spoufalenia itd. Chyba polska służba zdrowia w której istnieją tylko przypadki a nie ludzie/pacjenci tak mnie skrzywiła, że każde odstępstwo od normy mnie dziwi i płoszy.

Dziwią mnie ludzcy lekarze, to niedobry znak ;) Zdziwiła mnie też fala sympatii i wsparcia od innych lekarzy zaznajomionycyh z naszymi problemami z poczęciem. Po ostatniej wizycie u mojego rodzinnego (byłam po receptę na euthyrox i z bólem w karku), kiedy opowiedziałam mu cała moją historię starań i o planach z iui, zaskoczył mnie mega pozytywnie bo zażyczył sobie abym przyszła do niego pochwalić się gdy już nam się uda. Obcy facet, nigdy żadnego ciepłego slowa od niego nie było, a tu nagle chce abym podzieliła się z nim swoją radością. Drugi przykład - mój facet przed IUI chciał wziąć chorobowe, żeby być do dyspozycji o każdej porze itd. Ale nigdy nie załatwiał takiego "lewego" chorobowego i nie wiedział jak tu zagadać do swojego lekarza żeby mu dał. Mówię mu - powiedz prawdę, że staramy się o dziecko, jestem przed zabiegiem i jesteś mi potrzebny na miejscu. I tak zrobił. I o dziwo lekarz z wielką chęcią mu to zwolnienie dał, nawet chciał mu wpisać wiecej dni niż potrzebowaliśmy. Opowiedział też prywatne historie ze znajomymi który też się starają.
Niepłodność to dziś coraz popularniejsza choroba.... trafia się wszędzie, w każdej rodzinie albo u znajomych rodziny. Zwracamy uwagę na to że mnóstwo kobiet zaciąża a my nie możemy, ale popatrzmy też w drugą stronę, w kierunku mnóstwa kobiet i mężczyzn którzy mają z tym problem.
Jest nas coraz więcej...

klaudiaslask nasze starania o kropeczka 27 października 2014, 12:32

już jestem po wizycie położnej świetna sprawa dowiedziałam się że będę miała darmowe ktg jak tylko będzie taka potrzeba oczywiście detektor bicia serduszka będzie przynosić wizyty 1 w tygodniu i jak mam ochotę to od 30 tygodnia darmowe ćwiczenia w szkole rodzenia takie przygotowujące do porodu no i dowiedziałam się że muszę miesiąc przed porodem przebadać i odrobaczyć pieska żeby nie było problemów za chorobami no i pozwalać pieskowi podchodzić do maleństwa kiedy chce żeby nie był źle do niego nastawiony to dla pieska też jest duże przeżycie i jak będę w szpitalu mam dać ubranka dzieciątka mężowi żeby pieskowi dał do obwąchania i żeby przyzwyczaił się do tego zapachu chmm nie wiedziałam że pies też musi być zaangażowany w przybycie nowego członka rodziny :) jestem bardzo zadowolona z tego że zdecydowałam się na te wizyty położnej teraz nie zostanę z każdym pytaniem po 4 tygodnie sama bo co tyle mam wizyty u lekarza polecam każdej z was tym bardziej że jest to darmowe i od 21 tygodnia ciąży :)

Zaczarowana917 Kiedyś dogonię marzenia... 27 października 2014, 13:03

Cieszę się, że tutaj dołączyłam. Wiem, że nie jestem sama ze swoim problemem, takich jak ja jest więcej, a razem możemy wszystko. Poprzez wsparcie i dobre słowo rośnie w nas nadzieja, że tym razem się uda, że wszystko będzie dobrze. Tak 3-mać dziewczyny. To tak na dobry początek;)

Dzisiaj jest piękny, słoneczny październikowy początek tygodnia. Aż mam ochotę na jesienny spacer. No ale z tym to muszę poczekać na mojego Miśka aż wróci z pracy;) Chociaż właściwie raczej nici ze spaceru, przypomniało mi się, że zaraz po pracy jedzie do mechanika auto naprawiać, gdyż od tygodnia jesteśmy uziemieni. I to dosłownie. ;/ ehh... No nic jakoś sobie czas zorganizuję.


Ooo! i już nawet wiem na co... zabiorę się za porządki, które miałam zrobić w sobotę ale chęci były 0... Ponadto może przestanę w końcu myśleć o tym czy w tym cyklu miałam owulkę czy nie... aż boję się pomyśleć, że mogłoby jej nie być..;/ Korci mnie czy aby się nie umówię do gina na sprawdzenie. Wszystkie objawy jakie zawsze mi doskwierały odczułam... tylko ciekawi mnie czy ona już była czy może jeszcze nie... Jeżeli cierpliwość mi dopisze to poczekam do końca tygodnia i się wtedy umówię. A jeśli nie to może nawet jutro się przejdę prywatnie;) a póki co to miłego dnia wszystkim życzę;) buziaczki ;*****

34+1
Szyjka od wypisu ze szpitala jest stabilna, ciągle w okolicach 2 cm, zamknięta.
Ktg nie wykazuje żadnych skurczy więc jestem już spokojna. Nawet jeżeli mała urodzi się trochę wcześniej to wszystko powinno być dobrze. Zwłaszcza, że dzisiaj szacowana waga wynosiła 3300 gram. Trochę ta waga mnie martwi, bo jest naprawdę duża, ale ja nie mam cukrzycy ani nadciśnienia, moje wyniki są dobre, tylko lekkie problemy z żelazem, ale jej wręcz idealne. Więc lekarz uspokaja nas, że taka jej genetyka i tego się trzymam, nie chcę martwić się już na zapas ale mam wielką nadzieję, że Nela nie zrobi nam psikusa i nie postanowi zostać w brzuchu do 40 tygodnia 😅 bo już teraz lecę na oparach. Ból pleców, ogromny ból bioder, jej ruchy też nie są już przyjemne, szczególnie jak wchodzi gdzieś pod żebra... na tym etapie już ciężko chodzić, siedzieć, spać. Ciąża to naprawdę niezwykle trudny czas... Ale dla niej wytrzymam wszystko ❤️

Mamax Walka o Bobo. 27 października 2014, 13:16

35+1

Odlewu brzuszka nie zrobilismy a to za sprawa dwoch naszych lobuziakow. Najpierw Julianek tak brykal, kopal i walil mnie po brzuszku ze do 2- giej nie spalam, ba nawet polezec czy chociazby siedziec nie dal. Musialam chodzic po mieszkaniu i czekac az dziecie laskawie usnie. Po drugiej wiec dopiero zasnelam ale coz z tego jak juz o 5- tej Maximilian zrobil mi pobudke. Bylam tak mega zmeczona ze czas w ktorym mial byc robiony brzuszek ( podczas popoludniowej drzemki Maxika) wykorzystalam na spanko. Na szczescie dzisiejsza noc byla juz spokojna :-) Za odlew brzuszka wezmiemy sie w sobote i mam nadzieje ze nic nie stanie nam na przeszkodzie ;-)


Wiadomość wyedytowana przez autora 27 października 2014, 13:16

soprecious68 W oczekiwaniu na wymarzone dziecko 27 października 2014, 13:19

Kolejny chyba jeszcze gorszy dzien. Wszedl sobie i czytal ten pamietnik. Niby kazda z Was to czyta ale to kurde jakos mnie ruszylo. Jestem zla o o;/



7 dni do wizyty.

Mikołaj wczoraj przyszedł. Widocznie byłam grzeczna. Mąż wracając z pracy powiedział, że Mikołaj nam zostawił na klamce prezent. Kocham mojego męża! Od kilku dni to mamy prawie miesiąc miodowy. Ocieka czułymi słówkami, wzajemną pomocą, buziakami i przytulankami. Kogoś, kto by się tak z boku przyglądał mogłyby dopaść mdłości od tej ilości słodyczy. Może to już jakaś atmosfera świąteczna, a może to pewnego rodzaju błogość spowodowana tym, że niedługo zjeżdżamy?

Dziś na forum znalazłam wątek o tym czym kto się zajmuje. Po przeczytaniu tych najróżniejszych zawodów, skończonych studiów i kursów to aż mnie wzięło na analizę własnego życia, a to już nie był najlepszy pomysł. Mam wrażenie, że w mojej edukacji wybory były wyłącznie przypadkami, a nie jakąś dobrze przeanalizowaną decyzją. Z drugiej strony nie jestem osobą, która jest pewna siebie, twardo stąpa po ziemi, do celu dąży po trupach. Wręcz przeciwnie: pewności siebie brak, szybko się poddaję, chociaż nie mogę powiedzieć, żebym nie była ambitna (chociaż to z kolei też ma jakieś swoje ramy, bo jestem ambitna, ale z myślą o tym, że we własnych możliwościach - raczej nic ponadto). Jestem obecnie kurą domową i nawet w tym nie jestem perfekcyjna. Samoocena leży i kwiczy. Nie narzekam, że jest mi z tym bardzo źle, bo widocznie nie jestem stworzona do bycia panią prezes w ogromnej korporacji, lekarzem czy jakimś naukowcem, ale podziwiam osoby, które mają obrany cel w życiu i robią wszystko, żeby do niego dążyć. Ja jestem tylko szarą myszką ze wsi.
Tak idąc jeszcze całkiem przyszłościowo, to chciałabym żeby moje dziecko było pewne siebie, ale też pomyślałam, że żeby takie było, to musi mieć odpowiednie wzorce... No cóż. Krótką analizę zaliczyłam, trzeba teraz pomyśleć co z tym zrobić.

Dzisiaj 11 dpo i korci mnie zrobić test ..ale coś czuję ,że to nie ten cykl:) czekam do środy.
Muszę ćwiczyć swoją niecierpliwość....

justi87 Pragnienie dzidziuśka :) 27 października 2014, 14:12

Ładnie nosek widac na zdj usg z 12 tyg :) Maleństwo ma się dobrze, teraz mamy 17 tydzień i oczekuję na poczucie jakichś ruchów kopniaczków :) a jesłi chodzi o kaszel to już 2 miesiace mnie trzyma prawie, dziś byłam u lekarza znowu bo ostatnio to cos mnie paliło aż w klatce, czyłam ból, ogólnie wychodzi że niby tam mam czysto i to może być whooping cough czyli krztusiec a nie wiem czemu ale coś nie zbadali jeszcze mojej krwi na ten test, miałam pobraną 2 tyg temu i czekać na wyniki 10-15 dni a tam podobno wogole jeszcze się tym nie zajęli. No a dziś GP stwierdził że to może byc przez sinusy w nosie i dostałam nasonex ale z tego co czytałam to nie jest wskazany w ciąży chyba że jest ważniejsze zdrowie matki niż wpływ na dziecko ale kurde ten sprey jest na jakis katar sienny czy jakieś problemy alergiczne których nie mam, no fakt miałam dziś nos zatkany ale to nie jest norma....ahhh dobrze ze choć nie musiałam płacić za recepte bo na marne. A tak to do pracy juz sie nie chce chodzić zwłaszcza na ranną zmianę, masakra teraz wstawać o 5 zwłaszcza jak w nocy kilka razy się trzeba wysikać, a poza tym nie chce mi się spać wieczór i zazwyczaj tak po 11 chodzimy spać. Natępne usg 21 listopada, będziemy pytać lekarza może powiedzą nam płeć bo tutaj nie chcą mówić tylko żeby prywatnie się umawiać, no jak nie to się umówimy na extra wizytę bo chcemy wiedzieć kogo tam mam w środku i pomału nastawiać się na jakieś małe zakupy :))

26dc za dwa dni przyjdzie malpiszon;( ale jakoś już mozna przywyknąć do tego, ze nie wszystko sie ma odrazu. Powiedzialam dziś mężowi o tych rysach pobiegł szybko sprawdzić jak duże są i czy jest wgniecenie. Na początku był zły, a potem sie usmielismy z siebie, ze to wina tego slubka:)))) nie nasza:))))

Justin34 W oczekiwaniu na Nasz Skarb 27 października 2014, 15:40

Wytrzymałam z testowaniem do czasu po weselu. Mieliśmy gości nocujących z daleka więc byłam zabiegana i obiecałam sobie że wytrzymam, że nie chcę się dobijać kolejną I kreską przed imprezką. Przyjmowałam więc luteinę, duphaston i tak doczekałam do 17 dpo, 17 dnia wyższych temperatur. Wesele oczywiście bez alkoholu, nie jest to wielki problem dla mnie no ale się zaczęło tłumaczenie każdemu z osobna dlaczego nie piję :( Zaczęło się snucie domysłów, ale nie komentowałam tego, wytrzymałam. Nie wspomnę już, że przez ten brak alkoholu wszystko mnie bardziej drażniło. Wszystkie kuzynki wokół chwaliły się swoimi dzieciakami. Mąż nie mógł tego słuchać więc wychodził. Jak zostawiał mnie samą to było ze mną jeszcze gorzej. Miałam pretensje że mnie zostawia. Ja naprawdę rzadko piję, ale w czasie takich większych imprez potrzebują chociaż odrobiny rozluźnienia żeby zacząć się dobrze bawić. No ale nie tym razem. Bo może akurat się udało? Doczekałam tak do wielkiego dnia testowania. Poszłam na betę żeby już dłużej się nie łudzić niepotrzebnie, bo pewnie bym sobie wmówiła że test był wadliwy. Wynik bety niestety dopiero następnego dnia. Myślałam że będę już wiedziała, nastawiłam się psychicznie, a tu znowu czekanie. Wynik bety 0,1. Koniec złudzeń. Koniec nadziei. Odstawiłam leki, @ pojawiła się po 2 dniach. Czyli luteina i duphaston ją opóźniały, moim zdaniem podwyższały też temperaturę. Przynajmniej będę wiedziała na przyszłość, że temperatura nie daje mi żadnej gwarancji. Nie było bardzo wysoka ale jednak wyższa niż te dotychczas. Uświadomiłam sobie boleśnie, że jednak miałam nadzieję, mimo iż wmawiałam sobie że nic z tego nie wyszło, że przecież inseminacja za I razem udaje się bardzo rzadko. Ale nadzieja była. A uświadomiłam sobie to w momencie jak odebrałam wynik. Spojrzałam na kartkę i zabolało, wyszłam z labo i powoli wracałam do domu a łzy same płynęły. Nie mogłam ich powstrzymać. Wiedziałam że muszę się uspokoić bo nie mieszkamy sami i nikt w domu nie wie o naszych problemach. Wróciłam do domu, próbowałam rozmawiać o jakichś pierdołach i czekałam na powrót męża. Wiedziałam że się bardzo denerwuje tym wynikiem. Nie musiałam nic mówić, wystarczyło że na Niego spojrzałam. Miałam nadzieję że dostanie ode mnie w prezencie wieczorem maleńką parę bucików, które czekają w sklepie i które obiecałam sobie że kupię jak tylko zobaczę II kreski. Niestety w prezencie dostał moje łzy i kolejne rozczarowanie. Całe popołudnie i wieczór spędziliśmy razem, mimo że razem to strasznie samotni... Teraz odpoczywamy od stymulacji, potem jadę do kliniki po kolejną receptę na clo i ovitrelle. W następnym cyklu II inseminacja. Trzeba iść za ciosem. Jak długo? Tego nie wiem ....

Od dzisiaj mierzę temperaturkę. Mam nadzieję, że w tym wytrwam :P Pomiary pewnie powiedzą mi więcej o moim cyklu. Warto się poświęcić :)

Dzięki kochane że jesteście!!!
Nie ma to jak wasze cenne rady, no i kto jak kto jak nie my wszystkie się rozumiemy jakby bez słów. Kochane jesteście <3 <3 <3

Dziś (a mianowicie od wczoraj) dopadło mnie przeziębienie, niby dobrze się ubieram, niby chodzę na spacery, niby biorę witaminy. A od wczoraj spać nie mogę, nie mogę oddychać, a dziś mam prawie 38 st.gorączki ( w zaokrągleniu) , wzięłam paracetamol, popijam herbatę z miodem i cytryną. Ale jak tu wyleżeć, jak za chwilkę muszę iść z dzieckiem na różaniec (bo komunia). Leje mi się z nosa, na zmianę z zatkanym (a na wszystkich kroplach pisze że nie wolno!!!), do mojej lekarki już się nie dostanę bo późno :( . Jeżeli się poczuję gorzej to pojadę chyba do szpitala, ale boję się bo w pierwszej ciąży jak pojechałam to takie leki mi przepisali, ale jak magister w aptece zobaczył receptę to absolutnie nie kazał mi brać tych leków. Więc same widzicie że nie wiem czy jest sens jechać do szpitala. Ledwie żyję boli mnie dosłownie wszystko :( :(
Pozdrawiam kochane życzę wam dużo zdrówka. Trzymajcie za mnie kciuki.
Buziaczki!!!

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)