I znów jedna kreska ...czuje ze @ sie pojawi ( mam takie napięcie znane mi co miesiąc ) i to na dniach ...juz nie wieżę w to ze zostanę mamą ...A.tego nie rozumie co przeżywam ...ja chyba po prostu sie z tym pogodzę ...
vercia masz racje tutaj prynajmniej bez przeszkod moge sobie pogadac
p. s. ale mnie wystraszylas ja tu gadam o mojej szefowej 'swieta krowa' a ona ma na imie Weronika i tez jestesmy ze slaska hahaha takze dodatkowe emocje przez moment zostaly mi zapewnione 
a mnie calkiem rozlozylo, o ile struny glosowe sa naprawione to leze plackiem bo niestety mam stan zapalny:
-zatok
-migdalow
-oskrzeli
-wezlow chlonnych (!) masaaakraaaaaaa
dostalam konska dawke amoksycyliny (3gramy na dobe!) tyle dobrze ze jest to w miare bezpieczny antybiotyk ;(
a dzisiaj poprosilam mojego Kochanego o kolejny test, bo juz nie pamietam ktory to dzien cyklu... i tu powinnam puscic wiazanke bardzo niecenzuralnych slow, poniewaz (juz drugi raz w mojej karierze staraczki!) wyszly na nim dwie cienkie rozmyte kreseczki -.- na co mi ta nadzieja? przeciez wiem ze to zwykla sciema i test jest ewidentnie uszkodzony... nie lubie tych testow
jutro lub w poniedzialek powtorka z rozrywki, zobaczymy co wyjdzie tym razem

dla mnie testowanie jestjak zabawa w ruletke, w tym miesiacu byl juz wynik negatywny, byl bledny to moze nastepny bedzie pozytyw?? 
98 dni do rozwiązania<3
26+0=27 tc
Od kilku dni czuję nie odparta chęć jedzenia, moja głową zagladalaby tylko do kuchni.. A to kanapka,a to jogurt,a to owoc ,a to z szafki wyjmie się jakies chipsy:) ;P. Zaraz się okaże że mam na plusie tyle że się załamie
;/
18 listopada kolejna wizyta juz czekam aż Cię zobacze sloneczko 
Nadal niemamy imienia i cały czas jest "Ona"
może macie jakieś pomysły a rusz się skusze 
A TAK WYGLADAMY TERAZ ..

I w ubraniu 

myslalam ze umre w pracy brzuch bolal strasznie az mi slabo bylo... ale jakos wytrwalam. zjadłam 5 tabletek ibupromu w ciagu dnia........masakra jestem wykonczona (dopiero wrocilam z pracy) zaraz ide sie myc i lulu
Dzisiaj przezylam straszny dzien, mielismy wypadek, ze mna wszystko ok, no poza tym ze gdy znalazlam sie w szpitalu to zalalam sie krwia I w ciazy nie jestem. Ale moj maz jest caly wobijany.tak sie o niego balam, przeciez moglam go stracisz.gdy zamykam oczy widze to wszystko jeszcze raz.dlaczego nam sie to przytrafia.
"Niech nasza droga będzie wspólna. Niech nasza modlitwa będzie pokorna. Niech nasza miłość będzie potężna. Niech nasza nadzieja będzie większa od wszystkiego, co się tej nadziei może sprzeciwiać." (JP II)
Jest tak, że jesteśmy w takim momencie, w którym jeszcze nic nie wiadomo. Wiadomo, że w najlepszym wypadku będzie to ICSI. Na te chwilę trudno ocenić czy jest szansa bo nie ma gwarancji, że kiedykolwiek znajdą się plemniki zdolne do zapłodnienia.
Nie chce o tym myśleć bo zacznę sobie robić nadzieję, która może potem boleśnie się rozbić o diagnozy...
Czuje się trochę tak jak gdybym się z kimś żegnała. Nasze dzieci miały już imiona, wybrany kolor pokoju, już niedługo miały się pojawić.... Spędziliśmy długie godziny na rozmowach i wyobrażeniach o tym, że syn będzie miał brązowe oczy po W a córka włosy po mnie. Miały już imiona wybrane. Te dzieci realnie żyły w naszej świadomości a ich pojawienie się w realnym życiu miało być tylko kwestią jeszcze jednej "chwili"...
Dzisiaj termin @. Czekam na Ciebie, przychodź i miejmy to z głowy. W środę dyżur i muszę być w formie.
Wracając do tego cyklu, jejku, jakie miałam nadzieje...myślałam, że wreszcie moje marzenia o macierzyństwie i pełnej rodzinie się spełnią i do tego w pięknym stylu. Gdyby się udało (zawsze to 'gdyby' wrr) to dzidziuś by był lipcowy czyli akurat na 3 rocznicę ślubu, 30 urodziny męża i moje 29
Pięknie prawda? Myślałam, że może los gotuje nam taką piękną niespodziankę. A tu jak zwykle...Oczywiście wielkie rozczarowanie i smutek...ale szybko się ogarnęłam i doszłam do siebie. Jest ok. Martwi mnie, że robię się dobra w tym 'dochodzeniu do siebie', to trochę smutne, pokazuje, że w głębi czułam, że to jednak zbyt piękne aby było prawdziwe i nie bardzo w to wierzyłam, nie zaskoczyło mnie AŻ tak bardzo. Stałam się niedowiarkiem...
Wiem, że kiedyś będę mamą, naturalnie czy nie ale będę. Najgorsze jest to 'kiedyś' bo nie wiem kiedy nastąpi i powiem szczerze trochę mnie to wkurza. Nie ukrywajmy, niepłodność (jak to brzmi...) jest smutna, tak po prostu, to nie jest coś o czym się chce gadać, myśleć i niestety, nie ma się czym chwalić. Każda z nas na swój sposób radzi sobie z tym ciężarem, który dźwigamy. Nie wiem jak Wam, ale mi bywa bardzo ciężko...Ja przykładowo, po 1.5 roku starań przygarnęłam kociaka po części sfrustrowana kolejnym niepowodzeniem (i jestem mega szczęśliwa z tego powodu!), pojechaliśmy na wymarzone wakacje (myśląc, że chociaż to będziemy mieć z życia) a aktualnie zgłosiłam się na dyżur w Wigilię i ...jestem szczęśliwa, że ominie mnie składanie życzeń (wszyscy życzą dziecka a nawet jak o tym nie mówią to o tym myślą), widok szczęśliwych rodzin czy Pasterka, która mnie smuci bo jest taka rodzinna. Chciałam jeszcze Sylwestra żeby w ten dzień nie myśleć o tym, jak to znów kolejny rok nie spełniły się moje marzenia, jakim jestem niewypałem... ale niestety nie dostałam...
No i właśnie wkurza mnie, że przez te starania nic nie mogę zaplanować bo MOŻE SIĘ UDA! Marzy mi się znów podróż (tyle mojego) po nowym roku i co? nie mogę nic zaplanować bo przecież no... nie mogę zaplanować tej ciąży!! W tym konkretnym momencie to jest rzecz, która mi najbardziej przeszkadza! To oczekiwanie, na co, po co, kiedy, jak? Tyle pytań i brak odpowiedzi...Czy chociaż się doczekam???? Czuję, że muszę gdzieś jechać, poczuć, że coś robię w życiu co jest fajne, poczuć radość. Coraz mniej we mnie smutku co raz więcej złości, że nie mogę żyć tak jak chcę! Nie wiem, chyba pora aby ruszyć z życiem, bez planów bo to tylko wszystko komplikuje. Kupić bilety i...niech się dzieje. Mam plan B. Chyba czas na plan B 
Powodzenia kobietki!
38tc
Od dzisiaj Julianek jest juz dzieckiem donoszonym
Zaczelam pic herbatke z lisci malin, przestaje sie tez oszczedzac a od jutra biore sie za mega porzadki. Czuje sie tez juz duzo lepiej, chociaz nadal mam katar i kaszel to nie jest to juz tak meczaco. Spotkanie z polozna odbylo sie bo stwierdzilam ze kto wie co nas czeka w tym tygodniu. Milo sobie porozmawialysmy, polozna dala mi namiary na syrop na kaszel ktory pomimo ciazy moge pic. Poradzila zebysmy po przyjezdzie do szpitala natychmiast kazali pobrac mi krew do badan bo one sa potrzebne do znieczulenia PDA. Pozniej w razie szybkiego porodu moga juz nie zdarzyc z tymi badaniami a przez to moge nie dostac znieczulenia. Dostaniemy tez jeszcze dodatkowe papiery do wypelninia bo chcemy oddac krew pepowinowa. No i napewno zrobia jeszcze USG zeby sprawdzic wage maluszka. Chociaz polozna twierdzi ze Juluan bedzie mniejszy od swojego brata ktory w dniu urodzin wazyl 3470...No zobaczymy czy ma racje
W sumie to jest bardzo mozliwe bo przy Maximilianie przytylam 9 kg a teraz tylko 6. Podobno drugi porod jest latwiejszy i szybszy ale tez bolesniejszy...Ech chcialabym miec to juz za soba....
Wczoraj miałam IUI - wszystko było OK, Pani doktor przesympatyczna i organizacja w klinice na 6. Zakochałam się w Gdańsku, w Starówce gdańskiej, architektura ... super. W poniedziałek kontrola u mojego Gina.
hej Dziewczynki,
straaasznie długo nie pisałam ale ciągle taki pęd, że ciągle na wszytsko brakuje czasu.
No ale przynajmniej w takim pędzie, coś się dzieje, czuje się ze się żyje 
Starania narazie przycichły. Zupełnie odpuściłam, nawte aktualnie - w najbliższych miesiacach zajście w obsesyjną przez ostatnie 2 lata ciążę nie byłoby "najwygodniejsze" bo stabilizować się ostatecznie bedziemy we wrześniu/październiku 2015 - no chyba że wcześniej nagle wypali inny kierunek niż niemcy - wtedy będzie wcześniej ale..inaczej, bo w niemczech mąż ma robić inną specjalizację a np w potencjalnej szwecji na zawsze już by pracował w swojej aktualnej specjalizacji za którą nie przepada tak do końca. No i teraz - albo poczekac do września i zaczynać specjalizację w niemczech....albo łyknąć marchewkę jaką nas kuszą i dostać kontrakt na zawsze do szwecji.. Cóż - nie wypowiadam się narazie na ten temat bo jedno i drugie ma plusy i minusy a pozatym w naszym przypadku nie ma co się "jarać" tematem A lub B bo...nagle wyskoczy opcja C i ją weźmiemy bez wahania. 
A co u nas..co u mnie.. Hmm
No wszystko jest ok, wszystko po staremu, misie pysie kochanie ciuicu jak zawsze ale..ja przechodze jakiś wewnętrzny mini kryzys. Już Wam opowiadam..
We wrzesniu, dokładnie 18 - 2 dni po moich urodzinach jak mąż miał pacjenta dzwoniła jego, siostra. No i dal mi komórkę na zaplecze mówiąc „zobacz co siostrzyczka chce”… No to zamiast oddzwonić chciałam napisać WhatsUP, to taki komunikator w smartfonach..no i kątem oka zobaczyłam wiadomość od jakiejś Mileny.. Kończącą się na „en mi boca” ..czyli w moich ustach.
Kurcze, przycisnęło mnie, chciałam zajrzeć no ale pomyślałam … co może być w jej ustach. Może ma aftę, albo zapalenie dziąseł. (haa..ja naiwna!! )
Napisałam więc wiadomość do siostry i jak chciałam wyjść z komunikatora jednak stara JA zwyciężyła i zajrzałam do konwersacji z Mileną.
No i prawie zemdlałam, zakręciło mi się w głowie, ogarnął mnie chłód … bo co zobaczyłam? Całą długą zajebistą konwersację o tym ze żona mu nie pozwoli wyjść i tak dalej , ale mogą pogadać na razie tak. I różne tam świństwa (no to znaczy nie świństwa, tylko erotyczne normalne rzeczy..no ale świństwa bo jak to gadać o tym co kto komu by zrobił ale nie ze mną. Tum bardziej że kurde ze mną tego nie robi świętoszekkk!!!!!!!!)
No i BOOM. Dzbanuszek szczęścia został walnięty młoteczkiem.
Oczywiście jak pacjent wyszedł i Hans zajrzał do mnie, widząc moją minę od razu zapytał co się stalo. A ja na to , że mam nadzieję ze jeszcze nic ale przypadkiem weszłam do whatsup i zauważyłam konwersację z Mileną. …
Jeżeli jest mu nudno ze mną to niech mi powie, coś zmienimy , bo mnie szczerze mówiąc jest bardzo nudno ale nie uprawiam wirtualnego bzykania z innymi ludźmi itp itd
Na to niewiniątko zaczął się bronić, że gdzie on by cokolwiek zrobił! Ze źle to zrozumiałam, że on tylko nakręca laskę dla brata itd HEH Biedak, myśli ze ja jestem głupia czy co? A może że nie zobaczyłam tekstu o żonie. (?)
Po kilkunastu minutach spokojnej konwersacji odpuściłam temat…ale potwierdziłam mu wcześniej kilka razy w żartach zaserwowaną informację że jak go złapię na zdradzie to … na każdą panienkę ja zaliczę 2 facetów. I nic na to nie poradzi. Więc niech lepiej uważa. No i mamy źródło mojej super hiper motywacji. Muszę być zajebiście zgrabna i piękna, przygotowana na każdą okazję…żeby w razie czego, w razie problemów móc szybko i sprawnie otrzeć sobie łzy potem jakiegoś przystojniaka. Ani mi się śni przy takim najgorszym scenariuszu że okaże się że mąż mnie zdradza/zdradzi leżeć w domu jeść i płakać…O nie 
No i ciu ciu ciu, ze jakby mógł szukać kogoś innego jak jest żonaty z najcudowniejszą, najmądrzejszą i najpiękniejsza kobietą i bla bla bla blaaa Jasne..zapomniał dodać ze nawet nie miałby teraz opcji bo cały czas jesteśmy sami..ale przecież na dyżurach 24 godzinnych nie jesteśmy razem, na rzadkich bo rzadkich ale na wyjazdach na konferencje tez nie zawsze jestesmy razem (2 razy był sam…z kolegą tez super happy żonatym jak i on..)
Ale….dzbanuszek został nadpęknięty i …teraz , no i teraz mam lekki kwasik. Bo trochę zachwiało moim poczuciem szczęścia i pewności. Niestety od tego czasu o TYM nie rozmawialiśmy ale nieubłaganie zbliża się rozmowa bo nie mogę się sama ze sobą kisić.
Tzn aż do zeszłego tygodnia wogóle o tym nie myślałam...ale.działy się inne rzeczy.
Pojechałyśmy z siostrą męża do warszawy, tylko my we dwie (mąż nalegał, ze dla cięcia budzetu lepiej jak się dwie odważymy)..spotkac się z moim .. kolegą, z którym współpracuję przez 3 lata online - on robi grafikę ja robię programowanie. Praktycznie codziennie rozmawiamy na skypie, naturalnie w 98% o klientach, trochę mu pomogłam pozbierać się po tym jak go zdradziła dziewczyna i ma też trochę problemów bo mama alkolokiem była/jest nie wnikam..No ale znamy sie dość dobrze wiec, poprosiłam go o pewną przysługę ...i poleciałyśmy. W głębi ducha miałam nadzieję, ze kolega i siostra wpadną sobie w oko. Więc niczym rozkoszny amorek całą drogę z Hiszpanii do warszawy dźwigałam strzały amora.
No ale pech chciał...że się sama drasnęłam strzałą i...poczułam miętę do kolegi. Oczywiście żadnych takich, nie ma o niczymy mowy ale kurcze...prosze Was! U zamężnej szczęśliwie kobiety MOTYLKI w brzuchu nie powinny się pojawiac nie..zwłaszcza w kwestii kogoś innego. Tak więc po powrocie do Hiszpanii, po 5 dniach integracji z kolegą...2 tygodnie wybijałam sobie go z głowy. Tzn - no nie było nawet czego wybijać bo i tak by nic nie było, ale pojawiły się dziwne sny (mooookre), pojawiła się super motywacja na siłowni zeby zajepięknie wyglądac pod koniec listopada jak lecimy dograć pozostałe sprawy (ale już leci z nami mąż)... ale ok. UFFF - ogarnęłam się. Zabiłam motylki, pogadalismy z kolegą o sprawie bo zapytał czy coś się stało bo jestem jakaś dziwna.
Więc..po kilku kwadransach powiedziałam, ze mam chwilowy kryzys egzystencjonalny bo poczułam miętę do kogoś kogo nie powinnam itp itp no i od słowa do słowa się przyznałam. Bo przeciez co zrobić? Tak to przynajmniej razem rozwiazaliśmy ten problem i po sprawie. Jets na prawdę w porządku facetem, bardzo zranionym przez byłą no i stwierdził, ze sam fakt iż on nie jest etraz na zwiazki, ja mam męża, nawiazuje biznes z sioistrą mojego męża, mieszkamy w odległych częściach europy itp powinno gasić wszelkie moje myśli. No i ja to wiem i wiedziałam ale..musiałam zmaterializować te wszystkie głupie mysli i proszę - już nie ma wiecej myśli i nie ma problemu. Nnoo
Zobaczymy pod koniec listopada, ale nie sądzę. Tym bardziej, że napewno przy mężu będzie mniej otwarty i będzie mniej się we mnie wpatrywał podczas rozmowy...no i też nie będzie żadnych ciarek. No a pozatym co ja wogóle gadam!!?
No i własnie...tydzień temu zrozumiałam! Zrozumiałam na treningu skąd nagle wzięly się jakieś dziwne myśli. Jak to się stało, że przez 7 lat nie widziałam świata dookoła a teraz nagle a to motylki w brzuchu do kolegi, a to nasz personalny trener zapiera mi dech w piersiach (Boooże, taaakie ciacho, taaaakie ciacho...no ale to inna historia) ...
Wiecie co się stało? Stało się to..że poczułam się niepewnie. Dlatego bezwględnie musimy o tym pogadać. Bo moze pod maską radosnego, rozkosznego, duzego dorosłego bobasa mojemu mężowi też czegoś brakuje. Bo...prawde mówiąc mnie bardzo brakuje takiej namiętności, erotyzmuj. te starania o dziecko, to kochanie się na zawołanie... strasznie przygasiło wszystko. Przynajmniej z mojej strony. I teraz strasznie się przestraszyłam, że zaczynają na mnie "działać" inni faceci.
Mój mąż nie jest oczywiści eniczego świadom. Nie powiem mu przecież dosłownie, że ponieważ A teraz dzieje się C..ale chociaż musimy omówić kwestie dlaczego gadał z kimś o jakiś świństwach..podczas gdy ja tutaj umieram z nudy w tej sferze.
No i dlateo własnie dobrze, że starania narazie nie są w toku. Nie mówię, że nie widzę dla nas przyszłości... nie mówię, ze wszystko się zrypało. Mówię tylko, że narazie przynajmniej ja musze się ogarnąć z tym wszystkim...no i po rozmowie, która będzie naprawdę nie wiem kiedy..zobaczymy jaki pogląd na źródło problemu ma meżuś.
Mnie wkurza nasza rutyna, wszystko rutyna rutyna no ale jak cokolwiek rzeknę to pyta: "no a co mozemy zrobić..?" Albo mu się nie chce , albo nie widzi problemu, albo.. nie wiem. O_o
Ale się rozpisałam. Jak zawsze...2 miesiące ciszy a potem z grubej rury.
No ale..ostatnie jest mi bardzo bardzo cięzko. Tak w zasadzie samej ze sobą, samej z moimi myślami. Bo u męża nie zauważam żadnej różnicy ..no moze oprócz tego ze jak teraz ma czas to się też ostro wziął za siebie.. Wczesniej bym się cieszyła i była tylko dumna. A teraz gdzieś tam w głowie mi bzyczy - a co jeżeli chce być piękny i umięsnionyżeby zaliczac panienki. A co jeżeli nie jest taki słodki i cudowny na jakiego cały czas wygląda.
Hmm..
Z jednej strony nie chcę wpadać w paranoję ale z drugiej strony strasznie mnie ciągnie żeby zajrzec w jego telefon. Bo jak wprost zapytam to odwróci kota ogonem, zacznie atakować jako obrona i... będę dalej w niewiedzy, słodkiej niewiedzy. No a z trzciej strony..to ciągle łazi z telefonem w kieszeni, co w obecnej sytuacji daje do myslenia.
O ile wcześniej zostalam kilka razy sama na sam w samochodzie z męża komórką i upajałam się uczuciem, że nie mam nawet ochoty jej przejrzeć….. to teraz staram się nie myslec o nicvzym jak jestem z komórą sam na sam w pokoju. No a druga sprawa, nie jest glupi…jezeli nawet pisze jakies glupoty to i tak, tak szybko ich nie zostawi.
Kto by pomyslal, mój slodki, niewinny kochany mężuś…
To pokazuje , że cały cały czas trzeba mieć oczy dookola głowy i nie zatapiać się w milusiej chmurce bezgranicznego zaufania.
Jakoś tak się czuję jakbym to wszystko wymyśliła. Nie chce mi sie wierzyć ze zobaczyłam konwersacje taką jak zobaczyłam. W warszawie rozmawiałyśmy o tym z sioistrą meza. Ona też mi powiedziała o rzeczach których nikomu nie mówiła, więc pogadałam. Nie mogłam już dłużej być z tym sam na sam.. I też nie mogła uwierzyć. Tym bardziej że ciagle mąż chodzi i wykrzykuje " ach - moja żona jest piękna, ach jestem so lucky , blabla" To tak jakby kto inny popisał sobie w telefonie męża... no a z drugiej strony czy on może podejrzewać, że miałam dziwną fazę w sprawie kolegi...lub że kątem oka za widok naszego trenera sikam w majtki. 
Każdy ma swoje sekrety ale... dopóki są nieszkodliwe, są ok. Prawda?
No nic...a teraz idziemy do kina. Jakby nigdy nic, wszystko normalnie. Bo wszytsko jest normalnie, tylko u mnie w głowie kaszana się mieli i mieli. Chwilami zaponiam i jest ok, ale tak nie można na dłuższą metę.
Śmieszne jest, ze po ostatnim przytulanku w okresie okołoowulacyjnym..jakoś tak nie chciałabym żeby nakoniec cyklu okazało się, ze się w końcu udało.
Z jeden skrajności w drugą. Mój standard. 
właśnie zauważyłam świat dookoła. Oczywiście mam swój honor, nawet sama przed sobą i nie zrobię żadnego fałszywego kroku…ale męczące jest dostrzeganie chodzących ciach nie mogąc ich nawet dotknąć. 
dziewczyny zamowiłam ten zel conceive plus (8 aplikatorów) w tych staranach zuzyje 4 aplikatory
zobaczymy
30 tydz 0 dzien 12 kilo nA PLUSIE 92 CM W PASIE 

Mamusia zaszalała i pofarbowała włoski
to znaczy można powiedzieć, że wróciłam do naturalnego kolorku
choć wyszedł troszkę ciemniejszy 

Na obiadek dziś z Tomusiem zajadaliśmy ferkase
oj dawno tego nie jadłam i wczoraj wpadłam na ten pomysł
tak zasmakował, że jeszcze dokładki skosztowałam 
KOCHAM tego Mojego małego brzdąca
oj kocham szalenie
jego kopniaki stają się naprawdę coraz częstsze i mocniejsze !
Ostatnio to nawet się zastanawiałam kiedy on śpi
jak w nocy zaczął kopać tak nie mógl przestać bo dosłownie w dzień co chwilę się wiercił
coraz częściej dostaję też w żeberka 
W ostatnim też czasie zauważyłam, że bardzo szybko za dnia twardnieje mi brzusio
praktycznie odkąd jestem na zwolnieniu nic takiego nie robię, tylko lężę ! nakaz męża
po za tym sama też wiem że jak coś zacznę robić to zaraz mi ciężko brzusio ciągnie
czasami nawet mam tak że jak zacznie ciągnąć to nie mogę się wyprostować
nie wiem czy to w tym okresie tak po prostu już jest czy coś się dzieje ? rozumiem jeśli coś bym robiła i była zmęczona ale odpoczywam
zapytam się ginekologa na wizycie, będę spokojniejsza 
ale śpiący dziś dzień. przed chwilą wstałam, bo przespałam się z godzinkę tak mnie znurzyło. miałam przez chwile takie skurcze jak przed okresem i prominiowały w nogi, od jakiegoś czasu zauważyłam też że zdarzają mi się zawroty głowy.
nie wiem czy czasem jakies choróbsko mnie nie bierze, bo dreszcze mnie przechodziły a jak założe sweter to znów mi za gorąco i tak na zmianę. wmawiam sobie wszystkie objawy ciąży. największą nadzieję dała mi gin która stwierdziła zasinienie tej szyjki, a to podobno też objaw ciąży. ale zasinienie to tez pojęcie względne dla niektórych może byc cos sine a dla drugich normalnego koloru. gadam sobie, żeby sie nie nastawiać ale ciągle mam nadzieję...głupią nadzieję. będzie mi tylko trudniej jak pojawi sie @. no i śluz taki wodnisty, lecący, czasami z białawymi małymi grudeczkami, bez żadnego zapachu.
"cholera jasna!! przestań sie kobieto oszukiwać i wszystko przypisywać ciąży i tak do Ciebie przyjdę"-twoja @.
szlag.
ale może...
nieee...
na pewno nie!!
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 listopada 2014, 17:26
Warunki do drugiej IUI były idealne: dwa pęcherzyki prawie identycznej wielkości (20mm i 20,8mm), które podczas zabiegu nie były jeszcze pęknięte, a sądząc po bólu, pękły jakieś 2-3 godziny później. Endometrium 14mm. I też się nie udało 
Strasznie to dobijające, że nawet w tak idealnych warunkach nie wychodzi 
W tym cyklu jak się uda i dobrze złoży, chcemy podejść znowu, ale coraz mniej w nas wiary, że kiedykolwiek się uda.
Dzisiaj dowiedzieliśmy się, że siostra męża (3 lata młodsza od nas) jest w kolejnej ciąży. Mają już ponad dwuletniego syna. W maju poroniła, ale teraz jest już w 3 miesiącu i wszystko póki co w porządku. Cieszę się razem z nią, bo wiem, że zawsze chciała mieć dużo dzieci, ale... no właśnie, to paskudne "ale"... też zawsze marzyłam o dużej rodzinie. Dlaczego nam to nie jest dane?
Kiedys tam będziesz nosił spodnie na szelkach
Ale teraz jesteś malutki jak muszelka...
Kiedys tam będziesz miał dorosłą dusze
Ale teraz jesteś malutki jak okruszek .....

Ovufriend wyznaczył mi owulkę na czwartek ale wg mnie była w piątek. Stwierdzam tak, ponieważ w pt miałam straszne bóle. Teraz to ja już sama nie wiem, na 100% już po owu ale jajnik cały czas daje o sobie znać naprzemian z podbrzuszem. Nawet jeśliby się udało to raczej za wcześnie na jakiekolwiek objawy..? Z każdym cyklem doświadczam różnych rodzajów bólu, aż głupieję od tego
Czuję się wzdęta i mam jakiś taki białawy śluz, temp też jest podwyższona. Te objawy staram się jakoś racjonalnie wyjaśnić. Wyższa temp i śluz to pewnie przez luteinę ale wzdęcie? Owszem mam tak ale po świętach czy innych dniach okolicznościowych gdzie cały czas siedzi się przy stole... Dziwne to wszystko
a czekanie doprowadzi mnie do szału
staram się o tym nie myśleć ale coraz ciężej mi to idzie
Maraton serduszkowy za nami. Pierwszy dzień było fajnie, w drugi już czuliśmy trochę presję, w trzeci pobiliśmy chyba nasz rekord czasowy, a dziś już prawię spasowałam, ale mąż stanął na wysokości zadania aby było fajnie i aby nie było to tylko "prokreacyjne". 
Według moich odczuć owulacja była wczoraj. Na wykresie jest zaznaczona na wtorek - ale wtedy byłam na monitoringu, więc nie możliwe to jest. Na innych forach wyczytałam, że owulka może być do 3 dni po skoku temp. Bo temperatura może już wzrosnąć pod wpływem progesteronu produkowanego przez dojrzały pęcherzyk - oby tak było w moim przypadku...To by zresztą wyjaśniało poniekąd dlaczego nam się nie udawało wcześniej. Bo prawdę mówiąc, jak widziałam skok, to odpuszczaliśmy z
...A może właśnie u mnie to ten skok jest kilka dni przed? Oby! Okaże się za dwa tygodnie.
Ten tydzień jestem sama z psem w domu, na wypowiedzeniu - więc prawie jak na urlopie. Będę odpoczywać i modlić się, aby się udało... 
Witamy się na progu 16 tygodnia.
Za 4 dni wizyta. I całe szczęście, bo ruchów jeszcze nie czuję,a jak próbowałam wychwycić serduszko stetoskopem, to jedyne co słyszałam to moje jelita
A mam wrażenie, że jakaś infekcja zawitała do mnie i trochę się przez to boję...
Ostatnie dwa dni lataliśmy z mężem po sklepach, zaowocowało to bólem podbrzusza i kręgosłupa, w kościele mi się słabo zrobiło, ale remont musi być
No i efekt jest taki, że mamy już do pokoiku dziecięcego żyrandol taki kolorowy, próbki farb na ściany i panele, i do salonu też
Jak próbki się sprawdzą kupimy normalne farby i zostanie tylko przesunięcie regipsowej ściany. Już się nie mogę doczekać jak będzie wyglądał pokoik Zosi
Natomiast kupno mebli do salonu - tragedia. Ceny straszne, z mężem dogadać się nie szło, będziemy siedzieć na podłodze jak Japończycy 

Taki żyrandol prawie że na zawsze
(fatalne zdjęcie, może jutro wrzucę lepsze
)
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 listopada 2014, 22:42
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.