Te koszmarne dni i jeszcze gorsze noce zaczęły się od zeszłej środy. Dziś w nocy było apogeum. Aż się boję co dalej... Tak przeraźliwy wrzask, pisk, zanoszenie się płaczem, kompletny brak kontaktu z rzeczywistością... Chciał jeść, ale jak tylko zasysał to zaczynał wrzeszczeć, rzucać się, kopać. Potem czkawka, nerwowe odbekiwanie, ulewanie, dalsze krzyki. Uspokajaliśmy metodą Karpa. Plecy mi pękają od bujania się na piłce. Wyglądało to koszmarnie. Chceliśmy jechać na pogotowie. W końcu o 4 zasnął. Spałam razem z nim w łóżku, przytulałam. Rano o 9 już dzwoniłam po męża żeby wracał z pracy, bo po obudzeniu był ciąg dalszy tej historii. Wreszcie po południu trochę się uspokoił. Zaczęliśmy się zastanawiać bardzo intensywnie i analizować wszystko co mogło mieć wpływ na to zachowanie w ostatnich dniach. Od zeszłego wtorku dostawał antybiotyk. O 7 rano i o 19. Po 8 zaczynała się jazda, potem po 17 trochę spokoju i około 20 znowu aż do rana praktycznie. Dziś antybiotyk dostał tylko rano. Już skończyliśmy podawanie. Nie jest idealnie, ale lepiej. Jeszcze trochę musieliśmy go dziś na piłce bujać, uspokajać, pacyfikować. Teraz śpi w woombie, trochę gremlinuje, ale nie jest źle. Dostaliśmy Debridat i receptę na Nutramigen. Jeśli Debridat nie pomoże to spróbujemy z mlekiem. No i na razie tyle. Jestem wykończona, może uda mi się przespać dziś więcej niż 2 godziny.
złość...
niemoc...
poczucie beznadziei...
zwątpienie...
bezsilność...
rozpacz...
smutek...
niesprawiedliwość...
przygnębienie...
żal...
rozgoryczenie...
tęsknota...
samotność...
poczucie winy...
Rzadko, bo rzadko ale tak właśnie dziś z wieczora się czuję. Boże ulecz mnie, bo ja już nie mogę... zaczynam czuć się jakaś gorsza, mało dowartościowana, beznadziejna... momentami samej ze sobą mi źle... Ile jeszcze mam wytrzymać. Ile jeszcze mam znieść... ??
Jestem już tak zmęczona i zniechęcona tymi temperaturami, owulacjami, wykresami i całą tą otoczką, że muszę spasować, bo nie dam rady inaczej. Odpuszczam na jakieś parę dni mierzenie tempki. Prawdopodobnie i tak znowu jest bezowulacyjny, bo nie ma wyższych temperatur, więc i tak cykl stracony.
No chyba, ze za wcześnie mierzę tą głupią temperaturę (5 rano). Ale chyba to nie ma znaczenia, prawda? No nic, pasuje na razie.
Kolejny dzien... obserwacje siebie, mierzenie temperatury...
Nie czuje sie najlepiej... zerwalam kilkuletnia "przyjazn" i boje sie ujawnienia moich sekretow. Na zwrot swoich rzeczy tez nie moge liczyc. No trudno, strate kilku drobiazgow przeboleje jesli to ma mnie uwolnic od tej toksycznej znajomosci. Jesli przyjazn staje sie nieprzyjemnym obowiazkiem to juz nie jest przyjaznia 
Nigdy wiecej.
Czekamy na nasz maly cud. Oby sie udalo w tym cyklu. Prosze!
Sciskam dziewczyny :-*
14 dc chyba już po ovu, wczoraj jeszcze niby pozytywny test nie wiem .... Święta były piękne 
19...
Tempka rośnie, chociaż nie jest to szałowy wzlot
Super jest ta galeria wykresów cykli, mogę porównać mój z innymi dziewczynami i widzę, że Tym, które zaszły w ciążę, też z początku temperatura nie szła jakoś szalenie w górę. To nadzieja dla mnie, że będę w ciąży.
Poza tym dzięki obserwacjom wykresów temperatur innych dziewczyn zauważyłam, że wiele z nas w dniu owulacji ma spadek temperatury i dzięki temu odnalazłam więcej informacji w sieci o tym, dlaczego tak się dzieje. OF jest świetne!
Wiadomo, każdy wykres u każdej kobiety jest różny, trudno znaleźć idealne wzorce, bo gdybyśmy znalazły złoty środek, to by było łatwiej. Ale wyciągnęłam takie wnioski:
1) faktycznie na wielu wykresach "ciążowych" między 5-9 dpo tak na moje oko jest spadek tempki jak na zagnieżdżenie
2) po 9 dpo często dostrzegam kolejny wzrost temperatury, pewnie po zagnieżdżeniu - i to wzrost powyżej wcześniejszych temperatur wysokich
Będę obserwować swoją temperaturę, bo takie spostrzeżenia mogą mi wiele dać... choć wiadomo, trzeba być dzielnym i nie dać się rozczarować, jak coś pójdzie "niestandardowo" 
Na razie postanawiam również, że nie robię testu ciążowego
dopiero jak tempka nie spadnie przez te 21 dni po owu, to zrobię test. Nie chcę się wcześniej rozczarować.
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 listopada 2014, 22:47
18 dni do ślubu!
Czy podejmę wyzwanie i będę wyglądać zniewalająco?
Odmówiłam fryzjera! ani nie zapisałam się na makijaż! bo wiem,że zrobię to lepiej..
Cały arsenał kosmetyków mam, i to z górnej półki.. no i nie boję się że coś zepsuję
Bolerko? Tak, odebrałam, może być z przymrużeniem oka, ale lepiej wygląda ..rozpięte.
Nie chciałam już wyrażać swojego zdania na głos,żeby sobie oszczędzić słuchania
..dobra, jakie jest takie będzie:)
Jutro jedziemy podpisać umowę na przewóz gości, wybrać ciasta i tort:)
Sukienka będzie wysłana w środę, na piątek powinna już być!!!!!
A ! Miałam swoje a'la panieńskie
Poszłam ze świadkową na balety, wcześniej kolacja z naszymi dżentelmenami, którzy mieli strach w oczach kiedy nas zawozili pod klub.
Kaca nie miałam, wypiłam może 4 drinki i wściekłego psa, a w domu ze 3 drinki.
Czułam się tak 'akurat'
Dostałam w prezencie od świadkowej kartę podarunkową do Douglasa, teraz czekam na kuriera:P
No i oczywiście mój (jeszcze) narzeczony był ze mnie dumny, bo byłam trzeźwa , a nie byłam zwłoki
hahaha ! noooo..ja czasem tak potrafię! ale uczę się ciągle i idzie mi coraz lepiej:)szczerze? brak umiaru został mi ze szkoły średniej:P
Fajnie jest. Mam nadzieję, że z roku na rok będziemy kochać się jeszcze bardziej,tak jak jest teraz. Nie wiemy co to znaczy przyzwyczajenie i chyba nie chcielibyśmy wiedzieć 
Wrrr.... normalnie masakra jakaś z tymi aptekami. Mój mąż miał dzisiaj po pracy odebrać aplikatory conceive plus, bo w piątek zamówił a tu babka dzisiaj mówi mu, że na magazynie się pomylili i jednak go nie mają na stanie. Myślałam, że wyjdę z siebie i stanę obok jak mnie o tym poinformował. Pozatym gdy wrócił do domu to obdzwoniliśmy chyba z 10 aptek i w żadnej o takim czymś nie słyszeli. Normalnie masakra jakaś. Gdybym to wiedziała wcześniej to zamówiłabym w piątek na allegro i na dzisiaj by mi przyszły, a tak o muszę czekać do środy... ehhh... mam tylko nadzieję, że Owulki jeszcze nie było....
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 listopada 2014, 00:22
Potrzebowałam małego resetu. Odpoczęłam od ciągłego myślenia o ciąży. Ostatnio nasze stosunki uległy poprawie. W sumie nie dziwię się, że małżonon był zły. Oboje od jakiegoś czasu się mijaliśmy nawet na rozmowę nie mieliśmy ochoty. Jednak zwolniliśmy trochę i po długiej rozmowie atmosfera się oczyściła i jest już ok.
Dzisiaj zaczynam testować. Tzn w niedzielę zrobiłam ovu test ale wyszedł negatywny. Myślę, że ten ból podbrzusza zwiastuje nadchodzącą owulację więc bierzemy się do roboty
Chociaż małżona coś rozkłada 
Tak bardzo bym chciała jeszcze w grudniu dowiedzieć się o ciąży :-. Wszystko przed nami
Tyle stresu. Na co to wszystko. Nawet ten tak pięknie zapowiadający się wykres
Dlaczego? Zwalić na czysty przypadek, czy coś ze mną nie tak... 
*** Porada dnia ***
W swojej diecie nie żałuj sobie takich produktów jak: cebula, czosnek, szalotka, szczypiorek i por. Zawierają one antyoksydanty, które pomagają w walce z wolnymi rodnikami. W tradycyjnej medycynie chińskiej są to również produkty, które uważane są za pokarmy „ciepłe”, zwiększające płodność.
z 16 listopada na 17 listopada bolało mnie w nocy podbrzusze...wczoraj też lekko bolało....jednak był to trochę innym ból niż przed @. Raczej kilka dni przed @ nie pobolewał mnie brzuch, jak zaczął boleć to w tym samym dniu miałam @.
Dziś nie czuję żadnych bólów, piersi bolą, ale tez jakby mniej, tylko przy dotyku.
Nie czuje bym miała dostać @. Po prostu tego nie czuję.
Temperatura dalej w górze...
Jutrzejszy dzień będzie kluczowy...jak temperatura będzie dalej w górze to znaczy że nadzieja jest duża...
A tymczasem zabieram się do pracy i muszę o tym nie myśleć bo zwariuje.
Testowanie będzie w sobotę rano przed wylotem. Kto wie może do Paryża polecimy w 3??
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 listopada 2014, 09:21
Po wczorajszej wizycie u endokrynologa nareszcie dostaliśmy pozwolenie na prokreację
. Do kontroli albo za 4 miesiące albo od razu jak w ciążę zajdę., czyli będziemy wcześniej
. Z lekami na tarczycę i Sioforem chyba już nigdy się nie rozstanę i na pewno całą ciążę będę je brać.
Jeszcze tylko wizyta u ginekologa i będę już spokojna, że tym razem nic się nie stanie i uda mi się utrzymać ciążę.
Wisienką na torcie jest w tym wszystkim jest to, że od maja tego roku ubyło mnie 22kg i mam nadzieję, że ubędzie do końca roku jeszcze z 5 bo tyle mogę jeszcze mniej więcej zrzucić balastu. Mąż trochę kręcił nosem na tą wiadomość bo stwierdził, że nie taką mnie brał, a tata za to wrzeszczy po nim, żeby mu 22kg dziecka oddał. Ehhhh....
To zaczynamy historie... 
Miesiączka się kończy, niedługo pewnie dni płodne a ja za 3 dni mam wizytę u ginekologa, chcę podejrzeć jak tam moje pęcherzyki rosną o ile rosną.
Jednak myślę, że muszę umówić się też po domniemanej owulacji, bo mam wrażenie że pęcherzyk nie pęka. W zeszłym miesiącu miałam 19 mm pęcherzyk w 10 dniu, to dobry wynik, ale nic z tego nie było 
Jakieś 3 miesiące temu podobno było widać po owulacji ciałko żółte i płyn w zatoce, więc może teraz coś się w tym moim organiźmie pozmieniało, w końcu już 2 cykl a teraz zacznę 3 na duphastonie 
Jestem pozytywnej myśli chociaż nie jest łatwo patrzeć na negatywne testy pomimo starań, pocieszam się, że to dopiero 3 miesiące.
Na chwilę obecną, czyli godzinę po wstaniu z łóżka wyczerpałam wszystkie sposoby mojego zachowania.
Mąż obudził mnie słowami:
- Jesteś spełnieniem moich marzeń!
Ach, jaka byłam szczęśliwa. Zawsze jestem szczęśliwa, kiedy kładziemy się razem i razem wstajemy.
Potem jeszcze chwile poleżeliśmy i wstałam nastawić pranie. Przyszła znowu myśl o Maleństwie i zaczęłam płakać. R. mnie przytulił i zapewnił, że już wszystko będzie okej. Popłakałam sobie jeszcze chwile i już było okej. Na chwile. Załączyłam tą pralkę i poszłam sprzątać do kuchni. Oczywiście mój R. miał inną wizję niż ja dotyczącą ułożenia naczyń w zmywarce i się zaczęło. Kto częściej myje, kto częściej sprząta, kto więcej bałagani itd. W pewnym momencie już totalnie nie miałam sił to żeby się totalnie wyładować ze złych emocji to wyładowałam się znów na sobie. Obie strony żeber mają ładne rysy po paznokciach. Tak, mam też wielki problem z autoagresją. Wychodzę z założenia, że to jeśli ja zawiniłam to ja muszę się ukarać.
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 listopada 2014, 10:33
37+2
Moje dwie torby do szpitala wyglądają tak (górna to torba Leosia, w dolnej rzeczy moje i męża):

Po konsultacji z położną troszeczkę zmodyfikowałam listę ze strony szpitala i wyszło coś takiego:
Dla siebie:
- wygodna koszula do porodu
- 2 koszule umożliwiające karmienie piersią
- szlafrok (zmieścił się mój ulubiony frotte
),
- klapki i kapciuchy (jakby klapki zamokły pod prysznicem)
- biustonosz do karmienia piersią x2
- dwie paczki podkładów poporodowych (1xBella, 1xcanpol)
- przybory toaletowe (w miniaturkach m.in. woda termalna do spryskiwania twarzy, pomadka do wyschniętych ust, gumki i spinki do włosów!)
- dwa ręczniki ( kąpielowy i zwykły)
- ręczniki papierowe x 2
- woda mineralna niegazowana (dwie butelki 1,5l + mała z dzióbkiem)
- rzeczy, bez których nie wyobraża sobie Pani spędzenia czasu w Szpitalu (jeszcze nie wymyśliłam co to
pewnie telefon, ładowarka, zeszyt + długopis, aparat)
- podkłady seni
- wkładki laktacyjne x6
- jedzonko, dozwolone dla rodzących (lizaki/landrynki/żelki)
Dla Dziecka:
- 5x body (rozmiar 56 lub 62, 3x z krótkim i 2x z długim rękawem)
- 4 pajacyki
- dziesięć pieluszek tetrowych
- paczka jednorazowych (małe opakowanie pampersa 1, 43szt/op)
- 3 bawełniane czapeczki;
- 3 pary skarpetek;
- 2x kocyk
- ręcznik (zwykły, domowy, wyprany w dzieciowym proszku)
- mały jasiek przydatny przy karmieniu
Dla Ojca:
- wygodne ubranie na zmianę;
- buty na zmianę (kapcie)
- coś do jedzenia (5xbatonik muesli, snickers, biszkopty, kanapki dorobimy jak się uda)
Ostatnie dni mijały mi bardzo niespokojnie...od tygodnia objawów praktycznie brak i gdyby nie to, że jeszcze od czasu do czasu mi się odbije i czasem sutki są trochę bardziej wrażliwe zapomniałabym, że jestem w ciąży. Mąż bardzo się martwił moim "stresem" i poprosił bym wczoraj zadzwoniła do lekarza i umówiła się na wizytę taką dodatkową przed tą którą mamy zaplanowaną dopiero na 03.12. Zadzwoniłam i wczoraj byłam na dodatkowej wizycie dla tzw. "świętego spokoju". Pierwszy raz trafiłam na kolejkę ale to dobrze bo Mąż zdążył do mnie dojechać i było mi lżej 
Z wizyty wróciliśmy po 22 dlatego już wczoraj nic nie pisałam bo było późno a ja zmęczona.
Wieści z wizyty POZYTYWNE !!!
Widocznie mamy takiego grzecznego Maluszka, że ta ciąża jest taka lekka albo później mi "dokopie" 
Na wizycie lekarz zbadał mnie palpacyjnie wszystko OK a później wykonał USG brzuszne (moje pierwsze w życiu)
jak tylko przyłożył głowicę do brzuszka i uchwycił obraz na ekranie już wiedziałam, że wszystko jest dobrze
Maluch fikał takie koziołki
tak się kręcił - widok niesamowity, cudowny
jeszcze lekarz pokazywał Mężowi, że nie rusza głowicą od USG, że to Bobas sam tak fika
CUD
nie mam innego określenia na ten stan
I jeszcze kiedy Mąż podszedł by zobaczyć obraz w monitorze to Maluszek wyprostował rączkę, "rozłożył" dłoń i Nam pomachał - cudne myślałam, że się popłaczę ze szczęścia
a żebym bardziej uwierzyła, że jest OK i się nie stresowała tak to lekarz nie tylko pokazał Nam pulsujące serduszko ale też po raz pierwszy puścił dźwięk - po prostu łzy w oczach i taki spokój na duszy
jest dobrze
Maluszek zdrowo rośnie, serduszko bije
lekarz pokazał Nam dwie rączki, dwie nóżki, oczka i zarys noska ale jeszcze Maluszek za mały na takie dokładne badanie wymiarów
Na dzień wczorajszy wg. USG był to 10w+4dz i Maluszek mierzy 3,73cm
Nasze Małe Wielkie Szczęście
Lekarz dalej zalecił branie dup-ka, kwasu foliowego, relaks, wypoczynek i jak najmniej stresu. Mówił, że na wyciszenie mogę sobie brać rano i wieczorem magnez ale ja go już biorę od dawna i guzik na mnie nawet melisa nie działa
chociaż po wizycie się uspokoiłam 
lekarz sobie też zażartował, że dziecko odczuwa mój stres i jak się urodzi i będzie niespokojne to Mąż będzie miał na kogo winę zrzucić
taki dowcipniś ten lekarz 
Z wizyty mamy też foto ale mało wyraźne taki urok USG brzusznego ale lekarz mówił, że na kolejnej wizycie za 2 tyg będzie bardziej wyraźne bo Bobas będzie większy
No ale nieważna jakość zdjęcia o to Nasz CUD

Ja jako pierwsza pod sercem Cię noszę. Ja o Twe zdrowie najgoręcej proszę. Jestem przy Tobie od pierwszego grama. Tyś moje dziecko, a ja...Twoja mama!


Moje słoneczko przyszło na świat 12.11.2014 o 22:25.
Ważyło 2900g i mierzyło 53cm - 10 punktów w skali Apgar!
Nie spałam 46h, żeby sprowadzić Hanię bezpiecznie na ten świat... A tak wyglądałyśmy chwilę po narodzinach:

PORÓD :
Był na pewno najbardziej traumatycznym i bolesnym przeżyciem jakie dane mi było do tej pory przeżyć.
11.11 oglądaliśmy z mężem kolejny odcinek House of Cards, zaczęłam odczuwać nawracające lekkie bóle miesięczkowe.. od około 20:30 zaczyliśmy je z męzem liczyć... Ponieważ występowały w miarę regularnie co 6-7 minut, trwały około 40-60 sekund - postanowiliśmy zrobić "TEST PRAWDY".
Ciepła kąpiel i 2 no-spy nie przyniosły ulgi.. zadzwoniliśmy do naszej położnej i ta skierowała nas do szpitala na IP (niestety okazało się, że ma ospę, ale zorganizowała zastępstwo - p. Iwonę)
Około północy podłączono mnie pod KTG, po badaniu okazało sie, ze szyjka jest niemal całkiem zgładzona i przepuszcza 2 palce. Przyjęto mnie do sali przedporodowej, abym tam mogła oczekiwać na "moją kolej". Męża odesłałam do domu.
Całą noc miałam skurcze bardzo silne (coraz mocniejsze), ale co 4-5-6-7-4-6-5 minut i tak w kółko. Nie dawały one żadnego postępu porodu (rozwarcie szyjki nie postępowało), ale skutecznie uniemożliwały mi jakikolwiek sen... Byłam już zatem 24h bez snu kiedy rano po obchodzie odesłano mnie z sali przedporodowej na patologię ciąży.
Na patologii spędziłam cały dzień z mężem - skurcze cały czas regularne, coraz bardziej intensywne. Chodziliśmy po korytarzu non-stop i tylko w skurczu opierałam się o ścianę i coraz głośniej jęczałam - to pomagało mi przetrwać...
o 17:00 przyjechała moja położna. Szyjka ani drgnęła, ja byłam już 33h bez snu i ze skurczami od 21h...
Położna jak mnie zobaczyła natychmiast wkroczyła do akcji (chyba nie spodziewała się, że jest ze mną aż tak źle), załatwiła salę i zadzwoniła po anestezjologa.. Podała w dokumentacji, że mam 3cm rozwarcia, żebym mogła się zakwalifikować do znieczulenia, mimo iż nie była to prawda (powiedziała, że bez ZZO moja szyjka nie ruszy)
Anestezjolog miał dwa zabiegi, minuty mijały a ja w potwornych już bólach próbowałam na stojąco dotrwać do momentu kiedy dostanę ZZO. Rejestrowały się skurcze po 140, czasem nawet bez przerwy, albo z przerwą na poziomie 70-80 (kiedyś wydawało mi się, ze TO jest skurcz, teraz w tych chwilach odpoczywałam)..Pamiętam swój przeraźliwy krzyk przy każdym skurczu, płacz... jeszcze 2 dni po porodzie dźwięczał mi w uszach - nie sądziłam że takie dźwięki mogą się ze mnie wydobyć.
Po 2,5h zjawił się anestezjolog..
Niewiele pamiętam, próbowałam się nie ruszać przy nakłuciu mimo iż skurcze były nie do zniesienia. Zonk - pierwsza próba wkłucia nieudana (trafiliśmy na naczynko), druga - Sukces!
Nareszcie, odpływam...
Nie czuję bólu! Położna każe mi się zdrzemnąć godzinkę, żeby mieć siłę na parte. W godzinę rusza rozwarcie 2-4-6-10!
Po sporej dawce oxy zaczynam odczuwać parte (okropny rozrywający od środka ból), prę ale główka wychodzi i się chowa, a ja z niewyspania i wyczerpania nie mam już siły. Proszę położną o nacięcie krocza.
Po nacięciu - jedno mocniejsze parcie i jest! MÓJ CUD! MÓJ NAJWIĘKSZY SKARB! Hania ląduje mi na brzuchu. Jest taka malutka i krucha...Kocham...
Jeszcze kilka dni temu każde wspomnienie porodu wywoływało u mnie łzy, powoli dochodzę do siebie i łapię dystans.
Było warto, choć tego cierpienia nie umiem zapomnieć...
Po powrocie do domu dostałam piękny bukiet kwiatów od męża. Powiedział, że idąc ze mną do porodu wiedział, że TO będzie bolało, ale to co zobaczył przerosło i jego; że nie sądził, że można aż tak cierpieć. POdziękował i powiedział, że jestem najdzielniejsza na świecie 
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 listopada 2014, 21:35
Po cichutku się cieszę
Oby tak było przez 9 miesięcy i żeby wszystko z maleństwem było dobrze...

I dzisiaj (20.11.2014) kolejny test 

Wiadomość wyedytowana przez autora 20 listopada 2014, 09:56
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.