Byłam u Pani Doktor, która niestety stwierdziła u mnie torbiel na prawym jajniku, niewielką ale bardzo zdziwiło ją, że przy przyjmowaniu Duphastonu (16dc-25dc) zrobiła mi się torbiel, to przecież między innymi to lek na torbiele
dostałam lutenyl od 16 dc-25 dc i zobaczymy co w kolejnym cyklu wydarzy się z ową torbielą- oby zniknęła ! 
Lewy jajnik nie wykazywał pęcherzyka dominującego więc nici z owulacji, ale pani doktor nie wykluczyła, że w tej torbieli jest jajeczko tylko pytanie na ile jest zdolne do zapłodnienia i wartościowe, a druga kwestia jest taka, że w momencie odstawienia lutenylu 25 dc. nawet jeśli byłaby ciąża to może nastąpić poronienie- uczulała mnie na to, że nie ma co w tym cyklu się nastawiać na cuda 
Trochę mi szkoda tego cyklu bo jak nigdy w 11 dc mam endometrium 8mm a zawsze było 4-5mm, co z tego skoro jajeczek nie ma 
Ponadto z pozytywniejszych wiadomości zrobiłam badania krwi przy okazji (na razie te które mi zleciła pani doktor ):
Prolaktyna 15 - jest dobra, a piersi nadal mnie bolą po okresie, ciąża wykluczona, nie wiem o co chodzi...
TSH 2,3 - pani doktor mówiła, że prawidłowa
Morfologia Krwi - w porządku
Mamy też wyniki nasienia z lutego, które są prawidłowe, jednak pani doktor kazała je powtórzyć w Poznaniu na polnej dlatego, że tam stosują metodę inną niż komputerową i jest ona znacznie obiektywniejsza- 100 zł nas nie zbawi, więc do zrobienia w tym miesiącu 
Martwi mnie kwestia, że mam jakieś dziwne zgrubienie w macicy przy ujściu szyjki, nie wiadomo co to dokładnie jest, jeśli nie zniknie po kolejnej miesiączce trzeba będzie zrobić biopsje albo hsg..eh..
Walczymy !! 
A więc tak...
zaczęliśmy mozolnie 18 tydzień 
17+0
Maluszek daje znaki, że ma się dobrze i wciąż do mnie to nie dociera. Mam w sobie życie, jak z serii filmów o obcym
tylko to nie jest obcy - to jest nasze Maleństwo 50% mnie i 50% mojego cudownego męża :* 
Ostatnio bardzo słabo śpię...budzę się standardowo na siku w nocy ze dwa, trzy razy i mam mega problem z zaśnięciem. Wiedziałam, że zwariuje. Wciąż mam wrażenie, że coś mnie boli, coś kłuje lub ciągnie, a od czasu do czasu upławy z wiadomych miejsc przerażają - boje się, że to krew lub plamienie. I mam za swoje - w momencie pisania o tych złych rzeczach Misiek dość wyraźnie mnie puknął "e matka, przestań pieprzyć, daj jeść
" dobrze. Wiem, że to normalne takie świrowanie, ale może gdyby nie te perypetie wciąż żyłabym w błogim świecie ciąży. Lekarka dobrze mówiła, że się o mnie boi, że będę szaleć, albo gorzej - zamkną mnie w psychiatryku. No sorry, ale po takich przejściach to musiałabym być bez uczuć, żeby się nie przejmować. Nie mówię o tych dwóch plamieniach, ale o tej gorszej przeszłości... a dni do wizyty dłuuuuuża się jak największa dżdżownica na świecie!
Cholera czemu akurat teraz musiała na mnie wymusić natura oszczędny tryb? Ja chciałabym, na prawdę chciałabym popracować do połowy lutego lub marca... i koniec! Odrywam się od tego. Bo niby jak robić pazury z wieeeeeelkim brzuchem?? Mam nadzieję, że poniedziałkowa wizyta pozwoli mi wrócić do pracy, obiecałam, że będę odpoczywać między klientkami, zero pracy w domu. Ale wiadomo, jak zalecenia będą inne, to sorry drogie Panie urlop zaczynam wcześniej
ale mam wyjście awaryjne, choć nie idealne ale jakieś zawsze. Moja znajoma pracowała kiedyś jako manicurzystka i trochę się zna na tym i zadzwoniłam z pytaniem czy dalej jej propozycja jest aktualna, a mianowicie to, że może przejąć moje niektóre klientki. I tak, jesteśmy umówione na telefon, że jak po wizycie będę wiedzieć co dalej to przekazuje info, że ona będzie robić. Ale nie wszystkie się ucieszą. Ona, ta moja znajoma, ma dwójkę dzieci, jedno już chodzi do przedszkola a drugie w lutym będzie mieć rok. I uprzedziłam ją, że to jest praca na pełen etat, od rana do wieczora czasami tym bardziej, że idą święta. tu jest pies pogrzebany, booooo....ona może pracowac tylko między 10 a 13, bo tak Antek chodzi do przedszkola...zastrzegłam jej, że w takim przypadku to wielu chętnych może nie mieć i powiedziałam,że dobrze by było gdyby miała opiekę dla Mańki na czas robienia paznokci, bo dziewczyny są wymagające i cenią sobie swój czas. Nie wiem... boshe nie wiem co mam z tym fantem zrobić
chciałabym aby laski mogły chodzić do kogoś, kto zrozumie ich potrzeby...nie wiem... im bardziej o tym myślę tym więcej mam wątpliwości
natomiast Eliza, rodzona siostra Konrada, powiedziała mi, że ona to na kurs dopiero w styczniu pójdzie. W niedziele jak mi to powiedziała, to skwitowałam to w ten sposób, że patrząc na obecny mój stan jak przez miesiąc nie będę robić paznokci to jak ona może w styczniu skończy kurs i zacznie robić powiedzmy w lutym to sorry, ale nie będzie miała komu ich robić, bo klientki chcą mieć paznokcie na już!
Boże ja się martwie czymś tak ulotnym, jak praca, ludzie i kasa - wiadomo, że jak będę chciała wrócić to nie będę mieć do kogo, ale jak poradzić sobie z tym, że....jestem pracoholiczką? Tłumaczę sobie sama, że to dla dobra Marcelka...aby był zdrowy..ale wciąż mi brakuje, nie mam siły na nic, cały dzień latam w piżamie, dopiero koło 15 przebieram się w normalne ubranie i może wyjdę z domu, coś zrobię w domu...ja mam chyba depresję
brakuje mi nie tyle pracy czy kasy, ale tego kontaktu z ludźmi...
Czuję, że nadchodzący czas będzie dla nas wielkim sprawdzianem. czy mój Konradek poradzi sobie z utrzymaniem nas, domu...rodzice bardzo nam pomagają, bo nie dali nam w ogóle naszej części rachunków do opłacenia, a to błąd. powinni nam je dać, bo jak mamy nauczyć się dysponowaniem budżetem domowym skoro nie dają nam szansy? Nawet ostatnio myślałam o jakieś pracy, którą mogłabym wykonywać przy znikomym wysiłku...ale mąż szybciutko mnie sprowadził na ziemię.
Im dłużej myślę tym mniej wiem, aż mnie głowa rozbolała...idę się przebrać. Muszę sie przewietrzyć...
Smęcę, wylewam żale...a połowa z was będzie chciała mnie zlinczować... Ja wciąż pamiętam - mój Skarb jest najważniejszy 
Pozostały tylko 4 dni do naszego kolejnego spotkania :* trzymaj się ciepło Skarbie i nie mogę się doczekać :*
jestem HPA-1a dodatnia!!!!!! czyli nie ma żadnego ryzyka ani dla mnie ani dla Misia mojego kochanego! czuję, że powoli wszystkie sprawy się prostują i będzie już tylko lepiej
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 lutego 2016, 20:24
Przed wypłatą oglądałam w sklepach ładne ozdoby świąteczne... nie mogłam sobie pozwolić na wydatek. Wróciłam do domu i coś wyskrobałam sama 

Teraz tylko przydałoby się okna umyć 
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 listopada 2014, 14:56

o to moje nowe włoski, rzęsy i makijaż brwi
pomimo choroby jestem bardzo zadowolona 
Wiadomość wyedytowana przez autora 3 grudnia 2014, 11:58
Witam dawno mnie tu nie było ale zawsze jakoś brak czasu... starania w kolejnym miesiącu hm... zobaczymy co przyniesie... czekamy do 7 grudnia czy ta nie dobra przyjdzie czy nie oby nie... Pozdrawiam wszystkie staraczki 
28dc dzis albo juro przyjdzie @ wredna. Boli mnie oczywiscie brzuch i piersi tez bola sutki tak strasznie mocno
mój cykl zbliża się ku końcowi... jeszcze 6 dni i wszystko będzie jasne. W poniedziałek wizyta u ginka. Chyba cykl mi się poprzesuwał albo zwariował bo mam strasznie dużo śluzu takiego jak płodny i jedyne co mnie zastanawia to mnie wogóle cycki nie bolą... Ło mater kopnijcie mnie w tyłek bo świruję już. Myślicie ze jeśli we wtorek mam termin @ to na usg w poniedziałek będzie coś widać...
och tak pragnę dziecka...
Ciąża rozpoczęta 29 października 2014
Oczywiście pamiętam też że dziś jest dzień dziecka nienarodzonego (*)
Aniołku kochany nie dane nam było cię poznać ale kochaliśmy cię od samego początku proszę cię opiekuj się z nieba swoją rodziną na ziemi i chroń swojego brata/ siostrę które siedzi jeszcze w brzuszku
(*)(*)(*)(*)
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 października 2019, 13:56
5dc
Od dzis do suplementacji dołączyły Zioła Ojca Sroki. Zobaczymy czy wpłyną na mnie w pozytywny sposób i w końcu pojawi się śluz płodny.
@ już pakuję walizki i pewnie w ciągu dwóch dni nie będzie już po niej śladu.
Na weekend zero planów. Dzisiaj siadł mi zdecydowanie humor i że wszystkim byłam na nie. Nie miałam nawet ochoty na rozmowy w pracy. Chciałam być niewidzialna.
Właśnie wróciłam z monitoringu. Niestety IUI w tym cyklu nie będzie. Nie wchłonęło się ciałko żółte i od dzisiaj wyciszenie tabletkami antyk. W 3 dc mam pojawić się na monitoringu i wtedy zaczniemy ponownie stymulację do IUI.
27 dzień cyklu
wg. ginekologa owulacji nie było
na lewym jajniku śliczna torbiel a na prawym rzędy małych pęcherzyków
teraz przez 10 dni luteina i jeśli w tym czasie nie przyjdzie @ to odstawiam i na nią czekam... od 5 dnia nowego cyklu mam brać clo ale jeszcze wcześniej się pokazać, czy torbiel się wchłonęła. Potem monitoring i pregnyl na pęknięcie.
Mam nadzieję, że to poskutkuje i niedługo będziemy cieszyć się naszym Maleństwem. Może grudzień znów okaże się dla nas szczęśliwy 
w sercu huśtawka...od spokoju i nadziei po totalną rozpacz...
Kolejny test ciążowy negatywny. Nawet nie chce mi się zaznaczać go na wykresie, bo i tak robiony po południu. Wystarczyło, że wypłata wpadła, a już poszłam do apteki po test. Teraz wpatruję się pod światło licząc, że ujrzę cień cienia - ale nie ujrzę, chyba że własną halucynację, jak już dostanę zeza. Serce pęka, jak zawsze w tej chwili - co miesiąc to samo.
Nie liczę na zmiany.
Przez 8 miesięcy kochaliśmy się 15-20 razy na cykl i nic??? Już wiem, że coś jest nie tak. Nie trzeba mnie przekonywać ani też odwodzić.
Nie żywię nadziei, że zła passa się skończy...
Nie udało mi się ułożyć życia z mężczyzną, z którym wzięłam ślub kościelny.
Nie udało mi się zdobyć własnego mieszkania, nadal bujam się po wynajmowanych i żyję od pierwszego do pierwszego - bo jak nawet zrobiło się lepiej, P. stracił pracę.
Nie udało mi się donosić pierwszej ciąży.
Nie udało mi się tyle miesięcy zajść w ponowną..
Co miałoby się zmienić teraz?
Nic.
Być może nie jest mi przeznaczone być matką? Być może ktoś mi życzy, bym nie miała dziecka, rzucając zły czar - może z rodziny byłego męża? A może to kara za moje grzechy? Czy tylko pech, nietrafiony los? Trudno odpowiedzieć sobie na te pytania.
Abonamentu premium na razie nie kupię, strata kasy.
Nie chce mi się iść jutro do pracy, ale muszę... żyć normalnie.
Być może tak bardzo boli mnie brak dziecka, że praca nie dość mnie satysfakcjonuje? Kiedyś nauczę się lepiej malować obrazy i będę z tego żyć, oleję każdą inną pracę... W to akurat wierzę, bo to zależy ode mnie samej... A ciąża nie do końca ode mnie. Nawet adopcja nie do końca ode mnie zależy, bo nie stać mnie na własne mieszkanie nawet - a mają swoje wymogi ci urzędnicy.
Mogę być wdzięczna za jedno - za mężczyznę, z którym teraz jestem. Który jest dla mnie oparciem i szczęściem. Za to jedno jestem wdzięczna życiu.
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 listopada 2014, 20:19
Ok. Dziś zapisałam się do 3 dietetyka w swoim życiu. Może tym razem się uda. Na głowie mam mnóstwo spraw a nim dzień się skończy wiem, że będę tak zmęczona, że nawet nie będę miała ochoty zgolić nóg i bikini. Działamy. Wiele zmian przed Nami.
15 października - kolejna ważna data w życiu kobiet po przejściach...
Pamiętam i ja ...
Powodzenia dla starczek !
Tak bardzo mi zle...
Praca, dom, nawetz narzeczonym- wszedzie napieta atmosfera.
Moja mama po smierci taty nie chce zostawac sama, musze poswiecac jej maksymalnie duzo uwagi. Jest osoba trudna i ciagle slysze z jej ust slowa krytyki. Nie pamietam kiedy mnie pochwalila...
Mieszkamy w trojke, ona, ja i moj narzeczony...
A ja mam ochote uciec. Schowac sie i plakac. Plakac tak dlugo az zabraknie mi lez....
Chyba jutro lub w piatek zadzwonie do telefonu zaufania porozmawiac z psychologiem bo sama nie daje juz rady...
I przytlacza mie nawet fakt ze moj P chce coreczke... czuje ze jesli bedzie chlopczyk to go zawiode.... ze nie spelnie jego marzenia a przeciez to nie bedzie moja wina... a tak czuje...
Siedze w pracy i rycze....
Mam dosc....
Mam dziś beznadziejny humor, chce mi się płakać, i wszystko doprowadza mnie do szału
Pokłóciłam się z mężem, jak zwykle o kasę. Wiem, że hormony miały w tym swój udział bo w sumie to się niepotrzebnie uniosłam i rozpłakałam bez większego powodu. Wydaje mi się że ta ciąża jest dla mnie bardzo trudna, ten stres plus kilka innych problemów i coś we mnie w końcu pękło. Mąż miał dostać dodatkową kasę na święta, ale okazało się że jednak tych pieniędzy nie będzie i Boże Narodzenie nie będzie wyglądało tak jak sobie wymarzyłam.
Nie mam nawet z kim pogadać
Moje przyjaciółki tak się kompletnie zmieniły, że sama zaczęłam ich unikać... M nie potrafi mnie nigdy do końca wysłuchać. Jak zacznę jej opowiadać o swoich problemach, to zaraz mi przerywa i zaczyna temat np swojej siostry która jest w ciąży, ale dziecko jest chore i ma urodzić się martwe. (To bardzo przykre i nie mam nic przeciwko rozmowie o tym.) Albo jaka to rodzina męża siostry jest nienormalna. A to ona sama taka biedna, na nic nie ma pieniędzy. Ja chcę z nią rozmawiać, o wszystkim, ale chcę też być wysłuchana. A to niestety nierealne, mam wrażenie że ona zaraz chce mi udowadniać że ona to ma gorzej. No chyba nie o to chodzi w przyjaźni żeby się o to licytować... Zmieniła się też pod wpływem chłopaka. Udaje że jest w takim idealnym związku, a odzywa się do mnie tylko wtedy kiedy on wyjdzie gdzieś z kolegami. Nigdy nie wychodzi kiedy ja to zaproponuję bo zawsze "jest umówiona z R". Tylko dlaczego to ja mam zawsze być na zawołanie? Ostatnio napisała do mnie na fb, że nie odzywała się bo nie miała czasu i kasy żeby doładować konto i zadzwonić. Ciągle mówi że nie ma pieniędzy, a za chwilę się chwali że kupiła sobie taki i taki drogi kosmetyk. Albo wrzuca zdjęcia z różnych wyjazdów ze swoim facetem. A to urlop w Mikołajkach, to tu, to tam. Mnie na prawdę nie interesuje ile ona ma pieniędzy i co z nimi zrobi, tylko po co robi z siebie na siłę ubogą? Ja nigdy niczego przed nią nie udawałam, w końcu jest (a może była) moją przyjaciółką, więc po co.
Z J. też nie potrafię już rozmawiać. Na każdy mój problem ma jedną odpowiedź: film o sile ludzkiego umysłu, w sensie że jeśli będę myśleć pozytywnie, to w moim życiu będzie super. No jakoś nie zauważyłam efektów. W pierwszej ciąży nawet mi do głowy nie przyszło że coś może być nie tak, a jednak mój synek nie żyje. No więc J zbywa mnie swoimi filmikami, a za jakiś czas pisze że jest zrozpaczona bo ma depresję jesienną (bez powodu). Och jaką miałam ochotę wysłać jej jeden z jej filmów...
Nie wiem czy to ja się tak zmieniłam... Może zbyt dużo przeszłam i już nie potrafię z nimi rozmawiać. W każdym bądź razie to smutne. Samej siebie mi żal.
Moja mama... Mamy bardzo dobry kontakt, ale też mnie dziś lekko wyprowadziła z równowagi (oczywiście tego nie pokazałam). Ciągle obgaduje do mnie moich starszych braci. Fakt, straszne głąby z nich. Nie radzą sobie w życiu, wiecznie siedzą w portfelu mojego taty (mimo że już dawno są na swoim i pracują w Norwegii). No i mama wylewa na mnie te swoje żale, mówi że powie im to czy tamto, zrobi to i to, że nie będzie dla nich już taka dobra (bo szacunku do rodziców też chłopcy mają niewiele). A jak przyjdzie co do czego to skacze nad nimi jak nad jajkami, a mnie spycha na dalszy plan. No cóż, o moje względy starać się przecież nie musi, bo zawsze jestem przy niej.
Jest mi smutno, bo zawsze wszystkim pomagam a teraz siedzę przed komputerem i płaczę. Sama.
9cs
9dc
środa
Byłam u gina, bo od 4 dni boli mnie jajnik i podbrzusze (a jestem przed owulacją, więc dziwne). Na szczęście nie mam torbieli, w prawym jajniku pęcherzyk 18 mm, endometrium 6,5 mm. Za 2-3 dni owulacja.
Dał mi lek Macmiror (Z ulotki: Leczenie zakażeń dróg moczowych, zakażeń pochwy i sromu), który nie szkodzi ewentualnej ciąży (bo mam go brać przez 12 dni na noc). Poza tym zlecił badanie krwi: morfologia, CRP i beta HCG oraz badanie ogólne moczu, żeby wykluczyć ciążę pozamaciczną, której on nie jest w stanie zobaczyć w gabinecie (tylko beta HCG potwierdza).
Ucieszył się, że schudłam.
Powiedział, że plamienia 4 dniowe przed @ mogły się pojawić przez utratę wagi, bo hormonalnie się zmieniam chudnąc.
Pytałam o Clostylbegyt i Duphaston, które wypisał mi we wrześniu. Powiedział, że skoro je wykupiłam, a nie zaczęłam brać, mogę to zrobić w każdym cyklu bez wcześniejszej wizyty u niego. Oczywiście jeśli się zdecyduję na stymulację, muszę przyjść na monitoring.
Dziś zrobił na mnie lepsze wrażenie niż we wrześniu. Ale i tak idę do innej gin w styczniu.
Poza tym padam na ryjek. Cały dzień w pracy, dopiero co wróciłam, a jutro na 8 do 17.
Jakoś się już uspokoiłam... Nie myślę cały czas o dziecku. Jest wiele innych spraw, które w obecnej chwili zaprzątają mi głowę. W tamtym tyg dostaliśmy klucze do naszego małego ale własnego mieszkanka
i teraz zaczynają się schody... co wybrać? jakie kolory? jakie ustawienie? jakie płytki do łazienki czy kuchni?
czeka nas wiele rozmów, dyskusji :p Jestem o tyle w komfortowej sytuacji, że zgadzamy się z Mężem w wielu kwestiach:) mamy podobne gusta i bardzo lubimy praktyczność w wykorzystaniu danej rzeczy
i to też czasami ułatwia nam wybór bo asortyment z którego mamy wybierać jest po prostu mniejszy
np. narożniki. Nawet nie bierzemy pod uwagę tych bez możliwości rozłożenia.
W ten weekend mam zajęcia... żeby mi się chciało tak jak mi się nie chce. Byłoby cudownie. Niestety takie uroki studiowania zaocznie. Jakoś może wytrzymam...
Robiłam drugi raz bete i czekam na wyniki. Powinny być pół godziny temu a dlej ich nie ma. Zaraz zwariuję 
Jak się czegoś dowiem to napiszę.....
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.