no i jestesmy w 22tc..dokladnie 21tc i 1 dzien wg usg
i 4,5kg na przodzie...a oto M1 naszej Sarah-Jane 

Posiew moczu...
wyhodowano Enterococus spp. Eschericha spp. Pałeczki G z rodziny Enterobacteriae
A miałam wyleczyć tym antybiotykiem e-coli...
chyba powinnam zostać inkubatorem dla bakterii nie dla dziecka
Brak słów....
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 listopada 2014, 18:32
chora chora choraaaaaa!!!!!!!!!!!!!
czuję się fatalnie
gardło boli niemiłosiernie żadne tabletki nie pomagają, gorączka i dziś doszedł katar
chyba nici w tym cyklu ze starań
bo nawet jak serducha będą to biorę tabletki na obnżenie temperaturu 
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 listopada 2014, 11:14
Mimo tego, że czekam na drugie IVF, to jakoś tak siedzi mi w głowie,że może uda się naturalnie w czasie tej czteromiesięcznej przerwy. Głupie to. Nasz problem nie jest wyeliminowany, więc raczej nie ma co liczyć na taki cud, ale psychika płata figle. Ech.
Prowadzę nadal wykresy na OvuF, ale nie tak skrupulatnie. Zaznaczam tylko małpę, leki, wizyty w klinice, badania i bóle jajników i przypuszczalne owulacje. Nie mierzę temperatury i nie zaznaczam innych objawów. Nawet załapałam się na tym, że przestałam tytułować wykresy jako następny "cykl starań" tylko "cykl".
Rozmawiałam z mężem o tym, jak widzimy te nasze dalsze "starania" z pomocą IVF. Chyba zrobimy tak, że teraz podejmiemy tą drugą próbę refundowaną i jak się nie uda, to przeniosę się do Warszawy, albo nawet Białegostoku. Zrobimy tam podejście, ale raczej w trybie komercyjnym. Olejemy tą trzecią próbę refundowaną.
Na komercyjne podejście nie będę musiała czekać w kolejce. Poza tym będę mogła korzystać z dodatkowych usług towarzyszącym IVF, czyli kleje, leki antyskurczowe itp. Przy refundacji nie ma za bardzo na to szans.
Wiem ,że to dużo kasy, bo z dojazdami to pewnie z 20 tysięcy, ale zrobię wszystko, żeby to ewentualne trzecie podejście się udało. Nie zdecyduję się na więcej podejść. Już to postanowiłam.
Nie ma mnie tu już bardzo długo. Pewnie zajrzę i opowiem co u nas... Ale teraz... MUSZĘ, bo się uduszę....
ZAMYKAJĄ WSZYSTKIE NIEPUBLICZNE OŚRODKI W POLSCE! Nasz też będzie zamknięty.
Wiecie co to oznacza? Niebotycznie długie kolejki, niewystarczająca pomoc dla matek, dzieci... Ja już widzę wzrost nielegalnych aborcji i dzieci na śmietniku. Dzięki PiS! Jesteście kuźwa niesamowici....
no to ovu była w 15dc według mnie w 14dc ale co to za roznica...
musze umowic sie do ginekologa jak bede w polsce moze cos sie wyjasni.. moze pecherzyk nie peka ciekawe
kurde jak mnie wkurza to ze nie wiem o co chodzi!!!aaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!
ale tak sie ciesze ze 20 grudnia moj M bedzie mial badanie nasienia
))
godzina 11.30- po co ja sie znow nakrecam:( no po co. Co ja sobie myslalam ze nagle po ponad roku stanie sie cud...przeciez musi mi cos byc skoro ciagle nie wychodzi i ten problem sam sie nie rozwiaze...eh mam dola
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 listopada 2014, 12:26
Ewidentnie świruje.
Rozmawiałam z maam przez telefon.
Nie przyznałam się, że się staramy. Uciekłam od tematu, ale powiedziałam , że się boje, że przez te moje problemy nam nie wyjdzie i dlatego chce się zabezpieczać na milion różnych sposobów.
27DC
Kupiłam wczoraj bardziej czuły test wykazujący >10mlU/ml, ale dziś też negatyw.
Tak mi się przypomniało jak w zeszłym tygodniu obudziłam się w nocy i śniło mi sie że zbieram zęby. Tak się przestraszyłam że do rana nie mogłam zasnąć. W tym tygodniu znalazłam podczas sprzątania ząb naszego kotka 5 latka. Szybko do weta na ogledziny zebów i sie okazało że ma stan zapalny i brzydkie zęby. Wczoraj miał oczyszczanie z kamienia i "przy okazji" usunięte 2 zęby. Biedaczysko nie może dziś jeszcze do siebie dojść po wczorajszym śpiochu. Ledwo chodzi.
Boję sięco oznacza kolejny sen z zeszłego tygodnia jak uciekałam przed falami potopu!
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 listopada 2014, 12:48
no i niewytrzymałam i zatestowałam w 8 dpo - negatyw jak nic, a test już wykrywa 6 dniową ciążę
no to z grudniowego prezentu dla nas wszystkich nici ... trzeba trochę ochłonąć, pozbierać myśli aby przetrwać jakoś grudzień. a może to dobrze że dzidzi nie będzie w tym roku? w końcu ten rok nie był na nas łaskawy - w końcu to w tym roku straciliśmy naszego maluszka - może to tak ma być że ten prawie mijający już rok 2014 ma być tylko rokiem naszego pierwszego małego cudu ...
p.s. jezusku jaka ja głupia jestem !!! teraz wpadłam na genialną myśl (jest ona oczywista) że owszem test wskazuje 6 dniową ciąże ale od momentu zagnieżdzenia a nie owulki ... ehh obiecuje sobie dziś nie testuje dopóki nie spóźni mi się okres
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 listopada 2014, 13:16
Dawno mnie tu nie było...wycieczka do Paryża udana, całe 2 dni byłam na nogach. Czułam się naprawdę dobrze, choć martwi mnie brak bólu brzucha, który towarzyszył mi przez ostatnie 2 tygodnie. Poczułam ból przy lądowaniu w Paryżu, potem trochę w autobusie do Paryża, a potem przez cały pobyt nic...piersi dalej mocno bolą. No nic zobaczymy jutro na wizycie. Lekarka nie była chętna by mnie tak wcześniej przyjąć, bo to dopiero 5 tydzień, więc za dużo nie będzie widać, ale ja się uparłam, bo mam wysoki poziom żelaza i nie wiem czy na tym etapie nie grozi to dziecku. Trochę będzie trzeba kasy wydać, bo wizytę mam prywatnie i teraz 150zł i za 2 tygodnie znów, bo pewnie wtedy będzie można usłyszeć bicie serca.
Byłam dziś w laboratorium by zbadać poziom bety i żelaza, wolę iść już z wynikami do lekarza, gdyż jestem pewna, że i tak by mnie wysłała. Betę mierzyłam tylko raz 2 dni przed wyjazdem, mam nadzieję że dzisiejszy wynik będzie dobry.
Wracając do Paryża było pięknie. Jednak cały czas z mężem myśleliśmy o naszym KROPKU. Cieszyliśmy się zwiedzaniem, ale gdzieś tam w głowie była obawa czy wszystko będzie dobrze z KROPKIEM.
Wyniki bety i żelaza będą po 15:00....jestem spokojna, musi być dobrze...musi.
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 listopada 2014, 13:09
Oj dawno mnie tu nie było. A wiec tak: nie wierze ze moge to w końcu napisac, ale WRÓCIŁAM!
Mineło kilka cieżkich miesiecy za granicą,raz było lepiej raz gorzej, ale dalismy rade i najwazniejsze jest to, ze zarobilismy na własne wesele i teraz mozemy zaczac planowac ślub:) Troche sie czuje jakbym tam wcale nie była, jakby ktoś mi wyciał pół roku z życiorysu albo jakbym sie z jakiejs spiaczki obudziła;P
Teraz cel: znalezc dobra prace, zajac sie organizacją wesela i do przodu!
a potem....po weselu...wiecie co:P
jestem , uff żyję ... chorowałam ale szczerze mówiąc nie chcę o tym pamiętać zatem nie uwiecznię tego w pamiętniku ... już jest dobrze i to najważniejsze.
Wszystko gotowe ... siły powoli odzyskiwane ... no chyba nic dodać nic ująć oprócz ...
JESZCZE 10 DNI
Dziś w nocy byłam w pracy. Kiedy zrobiłam wszystko, co miałam do zrobienia to wzięłam i wbiłam na fb, po prostu żeby się czymś zająć. I po wpisie siostry męża musiałam iść do ubikacji i się wypłakać a potem miałam totalnego wkurwa, kiedy zaczęłam zastanawiać się gdzie jest ta cholerna sprawiedliwość?!
Dla jasności - siostra męża jest w ciąży, między naszymi dziećmi miało być dwa tygodnie różnicy.
A teraz o co mi chodzi -
Znajoma w tym roku poroniła dwa razy, z ostatnią ciążą miała termin tak samo jak ja i siostra męża, czyli luty.
Ja poroniłam.
Siostra męża szczęśliwie jest w ciąży ale wbrew temu co mówią, że chcieli tego dziecka oboje się zachowują całkiem inaczej. ona na każde pytanie jak się czuje czy inne związane z ciążą odpowiada od niechcenia, mało tego to wiecznie zasłania brzuch ale to zawsze i wszędzie. A teraz gwóźdź programu - niedawno okazało się że jej partner czyli ojciec dziecka zdradzał ją na prawo i lewo z paniami, z panami i z parami! A ona z nim została!!! I już jej zapowiedział, że on się dzieckiem zajmować nie będzie, ani karmił ani przewijał ani wstawał w nocy!
W takich momentach mam ochote wrzeszczeć, gdzie jest ta sprawiedliwość? Dwa małżeństwa kochające się, planujące rodzine mają problem...a tu takie rzeczy...
spotkaliśmy się niedawno z przyjaciółmi którzy są również w ciąży, w 6 już miesiącu. I tak sobie rozmawialiśmy i wyszło że nasze maleństwo najprawdopodobniej poczęło się w dość nieromantycznych okolicznościach na dmuchanym materacu, w starym, dziecięcym pokoju Małżonka z Teściami za jedną ścianą i szwagierką za drugą. Na co przyjaciele w śmiech, bo ich Synek też począł się najprawdopodobniej u Teściów, i tak żartowaliśmy że to może taka metoda "ciche dzieci".
Piszę o tym, bo wiem, że często osoby które długo się starają, martwią się że serduszkowanie wykracza ze sfery intymnego miłosnego zbliżenia w obowiązek, czasem niekoniecznie przyjemny.
w tym szczęśliwym cyklu śluz płodny miałam 3 dni. Pierwszy dzień
aż miło, drugi dzień też, a trzeci akurat zajechaliśmy do rodziny, i teraz dylemat. Odpuścić? Bo zmęczeni, po podróży, no i u Teściów, czy próbować? W końcu jest śluz! A śluz jest najważniejszy. Skok następuje z reguły i tak już po owulacji, więc to żaden pomocnik w staraniach, jak już to w stwierdzeniu faktu, ale najważniejsze to współżyć gdy jest śluz płodny. Bo są trzy podstawowe warunki zajścia - plemnik, jajo (czyli owulka, którą owszem można wyczuć ale stwierdza się ją z reguły po fakcie. a jak jajo należy do tych akurat krótkożywotnych, i jest zdolne do zapłodnienia np tylko 6 godzin, a tak bywa, to współżycie w dniu skoku jest już za późno) i ŚLUZ. jak jest dobry śluz, to nawet jak się machniemy o dzień dwa w obliczeniach owulacji, to plemniczki i tak w tym śluzie przeżyją i sobie poradzą. model Creightona, stosowany w Naprotechnologi bardzo wbił mi to do głowy (byłam na 2 spotkaniach wprowadzających do Napro). tam w ogóle nie patrzy się na temp, tylko na sam śluz. i z niego wszystko wychodzi. Ba! to co tu, na ovu, czyli w obserwacji objawowo-termicznej uznajemy za ładny śluz tam może okazać się nieprawidłowy, niewystarczający, wskazujący na zaburzenia, podejrzany.
Więc mając na uwadze znaczenie śluzu, i fakt, że ładny sluz pojawiał się u mnie bardzo rzadko, w co którymś cyklu tylko, postanowiliśmy działać, choć łatwo się domyślić, to nie było idealne serduszkowanie, trochę nawet irytujące. Oboje zawsze z Mężem wyobrażaliśmy sobie że owoc naszej Miłości pocznie się w pięknym, miłosnym uniesieniu... i co? nico!
Tymczasem wykres pokazuje, że to właśnie wtedy plemniczki rozsiadły się wygodnie w dogodnym śluzie, poczekały jeden dzień i dorwały jajo:)
ale nie o śluzie miało być, tylko o tym
gdy czasem nie ma nastroju, nie ma uniesienia... jest tak dziwnie.
Mam nadzieję ze Was pocieszę, takie serduszkowanie nie jest gorsze. to że akurat w tym momencie nie czuć motyli w brzuchu i nie wiadomo czego, nie znaczy, że nie ma w Was miłości i otwartości na przyjęcie Życia. Po prostu Człowiek jest tylko Człowiekiem i czasem emocje przesłaniają tą miłość, a na wierzch wypływa zmęczenie, może frustracja.
A w sercu?
w sercu już rośnie miejsce, pełne miłości i ciepła, dla nowego mieszkańca. i to jest najważniejsze!
Ciąża rozpoczęta 20 października 2014
Czyżby się udało???
Nie mogę jeszcze w to uwierzyć!Jutro wizyta u ginekologa i beta na potwierdzenie 
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 listopada 2014, 15:14
17 tydz 1 dzień- belly,17 tydz 2 dzień-usg 
+1,5 kg
a My po wizycie - wszystko ok
mała rośnie jak należy i błagam żeby tak zostało ... aaa pisze mała bo na 99% będzie dziewczynka - chociaż Pan doktor widział tylko chwilkę bo później girki ścisnęła i ani myślała pokazać co tam jest żadne stuki,puki w brzuchol nie pomogły - jestem taka szczęśliwa . a doktor po prostu cudny -tak sie cieszę ze do niego przeszłam 
kochamy Cię szczęście
zostań z nimi
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 stycznia 2015, 22:46
Mój Kropek ma całe 5mm hehe:) Na razie za wiele nie można powiedzieć, na początku stycznia kolejna wizyta, mogłabym wcześniej, ale niestety nie będzie mnie w domu, będę u rodziców a potem w Zakopanym. Wiem tylko, że miałam owulację z dwóch jajników....może będą bliźniaki hehe.
Na początku stycznia miejmy nadzieję usłyszę bicie serca:)
Teraz trzeba o siebie dbać i być dobrej myśli:)
Od samego rana coś przeczuwałam. Chciałam zrobić test ale nie chciałam kolejnego rozczarowania.Ale w końcu pojechałam do sklepu.Kupiłam dwa testy i zrobiłam. Na początku nie było nic widać.Ale po chwili pojawiła się druga krecha
Jutro jedziemy do lekarza.Zrobię betę, w poniedziałek kolejną. Będzie dobrze! 
http://npr.pl/index.php/content/view/207/44/ cały artykuł
Przyczyny i skutki
krótkiej fazy lutealnej
Jak się okazuje, to hormony działające przed owulacją określają poowulacyjny odcinek cyklu. Działające wcześniej hormony przysadki mózgowej – FSH i hormon luteinizujący LH – pobudzają pęcherzyk otaczający jajeczko do wzrostu i do wydzielania estrogenów. Hormony te są także odpowiedzialne za dojrzewanie jajeczka, by było ono gotowe do zapłodnienia. Jeśli poziom FSH i LH jest odpowiedni, pobudzają one pęcherzyk do normalnego funkcjonowania. Prawidłowo rozwinięty pęcherzyk staje się później prawidłowo rozwiniętym ciałkiem żółtym , które produkuje ilość progesteronu wystarczającą, by faza lutealna trwała około 12 do 16 dni. Jeśli natomiast poziom FSH i LH nie jest wystarczający, pęcherzyk pozostaje nie do końca rozwinięty i kiedy stanie się ciałkiem żółtym, nie będzie także w stanie wydzielać odpowiedniej ilości progesteronu. Kiedy poziom progesteronu jest niski, kobiety, które prowadzą obserwacje i zapisują objawy, mogą zauważyć kilka sygnałów: temperatura po owulacji wzrasta powoli, wzrost nie zawsze jest pełny, a faza lutealna może być krótka – niekiedy tylko 4 – 5 dni podwyższonej temperatury. Podczas gdy nie ma zgodności co do tego, co dokładnie oznacza słowo „krótka” faza lutealna”, to raczej powszechnie uważa się, iż mniej niż dziesięć dni podwyższonej temperatury, to krócej niż powinno być normalnie w płodnych latach kobiety. Fazy lutealne 10 czy 11 dniowe są uważane za mieszczące się na pograniczu.
Krótkiej fazie lutealnej mogą towarzyszyć jeszcze inne charakterystyczne objawy. Często da się zauważyć nieregularne krwawienie, to znaczy plamienie pojawia się na kilka dni, kiedy temperatura jest wciąż podwyższona i nie rozpoczęła się jeszcze właściwa miesiączka, która w takiej sytuacji kończy się wydzieliną o zabarwieniu brunatnym, a nie czerwonym czy różowym. Również przebieg objawu śluzu może być nietypowy: skąpa albo obecna dłużej wydzielina, ponieważ poziom hormonów przedowulacyjnych jest zbyt niski. Z tego samego powodu owulacja może być opóźniona bądź wstrzymana.
By zrozumieć przebieg cykli z krótką fazą lutealną warto zdać sobie sprawę, że są one czymś zupełnie naturalnym, gdy kobieta powraca do normalnej płodności podczas karmienia piersią. Prolaktyna, która jest wydzielana, kiedy dziecko ssie pierś, hamuje produkcję FSH i LH i dlatego długie cykle z rozciągliwym śluzem i krótką fazą lutealną są typowe dla kobiet w takiej sytuacji. Również gdy kobieta zbliża się do menopauzy, jej słabnąca płodność może także objawiać się krótszymi cyklami z krótką fazą lutaelną.
Dla małżeństw pragnących uniknąć ciąży cykle z krótką fazą lutealną oznaczają stosunkowo dłuższy okres wstrzemięźliwości niż zwykle. Natomiast małżeństwa pragnące poczęcia mogą mieć przez to obniżoną płodność albo, jeśli nawet ma miejsce zapłodnienie, dochodzi do wczesnego poronienia. Dzieje się tak, ponieważ hormony działające przed owulacją muszą osiągnąć odpowiedni poziom, by komórka jajowa dojrzała do zapłodnienia, a po poczęciu konieczny jest wysoki poziom progesteronu, by podtrzymać ciążę. Dlatego właśnie krótka faza lutealna interesuje praktykujących NPR.
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 listopada 2014, 15:41
Ja mam juz tego dosc. Chce juz wrescie urodzic. Chce zaczac cieszyc sie dziecmi, macierzynstwem i znowu byc w 100% sprawna mama. Dosyc mam tej tykajacej bomby i czekac na czop, czekac na wody, czekac na skurcze. Na cokolwiek...Dobija mnie to bo czym dluzej to sie zwleka tym bardziej zaczynam martwic sie jak to bedzie przebiegalo i czy nie bedzie zadnych komplikacji. Bo juz wiem, jestem pewna ze lekko nie bedzie 
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.