Dziś byłam na wizycie u prof. Jerzak. Na początku zaskoczenie. Przyjechałam sobie 150 km (bo z pracy), a babka w rejestracji mówi, że nie mają mnie zapisanej. Cieplutko mi się zrobiło. Pytam Pani, czy wyobraża sobie, że taszczę termos z herbatą, butelkę z wodą oraz segregator z badaniami tak po prostu, że urwałam się z pracy i jechałam 150 km w jedną stronę dla rozrywki? Nie potrafiła wytłumaczyć błędu. Ale zostałam przyjęta. Opóźnienie wyniosło 40 minut.
Uprzedzono mnie, że nie jest to osoba skora do rozmów i empatii, tylko raczej herszt baba, zaleca leki, badania i tyle. Mam zupełnie inne wrażenie. Odpowiadała na moje pytania, pozwalała mi je zadawać. Natomiast była też nieco chaotyczna.
Chciała obejrzeć wszystko, począwszy od naprotechnologii, protokół pooperacyjny, przez nieudane in vitro. Szybko odrzucała te badania, które uznała za zbędne. Spisała sobie mój poziom AMH, homocysteiny, wit. D3, stosunek FSH do LH, mutacje genetyczne, KIRy, wyniki immunologiczne, te które odbiegały od normy. Wpisała w kartę, że biorę dostinex. Wpisała również informację, gdzie podchodziliśmy do in vitro.
Wskazała, że wit. D3 mam za mało (no odkryłam to nie tak dawno temu, cholera jasna!), homocyteina ok, kwas foliowy ok. Natomiast AMH 3,22 oraz stosunek FSH do LH 1,25 oraz niska interleukina 10 są charakterystyczne dla PCOS. To jeszcze tylko endometriozę przygarnę i chyba będę mieć cały komplet! Wiem, że AMH powyżej 3 może świadczyć o PCOS, ale ja mam normalną owulację. Stosunek FSH do LH wskazuje na PCOS gdy jest powyżej 1,5. U mnie nie ma tego idealnego 1. A Paśnik o interleukinie 10 mówił jedynie, że nie troszczy się o zarodek i powinna być wyższa. A tu nowość - takie coś jest charakterystyczne dla PCOS. Powiedziała, żeby glukozę sprawdzić raz jeszcze, tym bardziej, że krzywa cukrowa i insulinowa wyszły ok. Wskazała, że z pewnością dostanę metforminę, bo ona nie tylko reguluje gospodarkę glukozą, ale też jest przydatna w dbaniu o moje mutacje genetyczne. Są to tego rodzaju mutacje, że sposobem na minimalizowanie ich ryzyka jest dieta o niskim indeksie glikemicznym śródziemnomorska i DASH. Tylko ja nie jadam białego pieczywa, nie piję słodzonych napojów, nie jadam makaronów, ziemniaki może raz w tygodniu, ryż tylko brązowy. Dała namiary na dietetyka. Poza metforminą wspomniała o leku parof, parfor, pafor? Coś takiego dziwnego, że nigdy nie słyszałam. Coś ktoś kojarzy?
Powiedziała też o konieczności uprawiania sportu siłowego minimum 150 minut tygodniowo. Odpowiedziałam, że sport to ja uprawiam 4-5 razy w tygodniu, aktualnie mieszam jogę ze wspinaczką. To ją ucieszyło, szczególnie wspinaczka. I powiedziała, że być może dzięki temu ten cukier i insulina są trzymane w ryzach. Z zaleconych badań mam, poza powtórzeniem glukozy, zrobić usg między 3 a 5 dc u jednego z trzech wskazanych lekarzy. Za to Mężuś ma wykonać badanie nasienia w konkretnej placówce.
Jeśli chodzi o jej chaos: tak szybko przerzucała wyniki badań, że potem wypisuje mi na kartce badania do zrobienia:
- homocysteina - "Ależ była badana, co prawda w grudniu 2018, ale była" - "ok, proszę odszukać";
- wit. D3 - "Była z tydzień temu badana" - "Ah, musiałam przeoczyć";
- krzywa cukrowa i insulinowa 3 punktowe - "te badania także mam, prawie sprzed roku, ale są" - "musiały mi umknąć";
- mutacja PAI 1 - "miałam robioną, proszę mi dać chwilę" - "za szybko przeglądałam".
Mam więc takie mieszane uczucia. Oczywiście, dowiedziałam się czegoś nowego, widać, że kobieta ma "łeb jak sklep", natomiast troszkę ten pośpiech i chaos mnie drażniły.
Od wczoraj gonitwa myśli.. czy z tych 4 komórek choć jedna się zapłodni i zechce zostać z nami.. Modlę się z całych sił.. na przemian pojawiają się dobre myśli bo po tylu latach musi być w końcu dobrze a za chwilę te złe pozbawiają spokoju ducha.. no bo niby czemu miałoby się udać skoro do tej pory się nie udało..
Z nadzieją wpatruję się co chwilę w telefon w oczekiwaniu na wieści od embriologów..
Jem śniadanko.. biorę leki.. sprawdzam pocztę.. próbuję trochę ogarnąć w domu, ale zawroty głowy i ból brzucha mi przeszkodziły, więc odpuszczam i grzecznie się kładę..
Może to i lepiej bo wreszcie wypocznę.. od tylu lat w ciągłym biegu jestem.
Zaglądam co i rusz na OF.. czytam Wasze wiadomości, wpisy w pamiętnikach, posty..
Cieszę się z radosnych wiadomości i myślami tulę te z Was u których smutek zamieszkał w sercach.
W pewnym momencie zadzwonił tel - przemiła Pani dzwoni z lab na moją wczorajszą prośbę. Weryfikuje moje dane i mówi, że z pobranych wczoraj 4 kumulusów wszystkie okazały się być dojrzałe, wszystkie się zapłodniły i obserwują dalej ich rozwój. Ryczę ze szczęścia dziękując za dobre wieści. Dzwonię do męża.. nie odbiera, więc piszę mu SMS by zadzwonił i w tym momencie zadzwoniła moja mama zapytać jak się czuję, więc opowiadam jej co i jak. Płaczemy razem
co chwilę powtarzam "nasze kochane bąbelki" "nasze Maleństwa" jeszcze ich nie widziałam a wszystkie je kocham bezgranicznie! Boże spraw by rozwijały się dalej. Modlę się z całych sił by były silne i pięknie się dzieliły. Żeby w poniedziałek chociaż jedna blastusia mogła przenieść się z laboratorium do mojego ciałka..
Ciąża zakończona 27 listopada 2014
Wyniki z wtorkowej glukozy:
Na czczo - 85,3 (norma 70,0-99,0)
po godzinie - 116,5 (brak norm)
po dwóch godzinach - 88,1
Także cukrzycy ciążowej nie ma
:D:D i to mnie bardzo cieszy 
A już za 5 dni wizyta, już się nie mogę doczekać spotkania z naszą Księżniczką :*
A tak w ogóle to szykuje mi się fajny przyszły tydzień. W końcu wyjdę z domu! W sobotę babskie spotkanie urodzinowo-andrzejkowo-parapetówkowe
Ale najważniejsze, że w babskim towarzystwie 
W niedzielę kino z koleżanką Igrzyska Śmierci"
We wtorek wizyta u doktorka, w środę szkoła rodzenia, w czwartek Barbórka więc świętujemy z Mężusiem, w sobotę Mikołajki(wizyta u chrześniaków) wieczorem urodziny szwagra. Oj coś czuję, że po tym tygodniu znów będę miała dość na najbliższe dwa tygodnie ;p
Ale po 15 umawiamy się na sesję brzuszkową
potem strojenie choinki, wypieki, zakupy i ŚWIĘTA
Jej już się nie mogę doczekać
A potem jeszcze Sylwester w górach
:D szykuje się cudowny Grudzień
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 listopada 2014, 16:36
Mam już wyniki...i jestem przeszczęśliwa..żelazo wyszło w normie, co mnie zaskoczyło, bo poprzednio miałam duży nadmiar, norma była do 145 a ja miałam 222, dziś mam 54 (nie wiem o co chodzi;p, chyba ciąża leczy;p) Mam wynik Bety i jest aż 1187!!, w środę 19.11 miałam 55,4 także wydaję mi się, że przyrost jest książkowy.
Jestem już spokojna, skoro jest przyrost to jak na razie wszystko powinno być dobrze:) Jutro wizyta u lekarza i się zobaczy. Czy jest możliwe by serduszko było już słychać?? Zobaczymy...
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 listopada 2014, 16:51
Swiety Dominiku, modl sie za nami.
Dzis mega zgaga po poludniu, temperatura dziwna, stala, nic nie rosnie. Pewnie to wina termometru. Tyle nas tu jest na ovu i sie stara zajsc w ciaze, lyka witaminy itd... A sa takie, ktore zabijaja swoje nienarodzone dzieci, tak po prostu, jak by to byl jakis organiczny defekt, ktory trzeba usunac.
Ta dziewczyna z kliniki, w ktorej odbywam staz, wczoraj dokonala aborcji. Ladna dziewczyna, 24 lata. A dzis ja widzialam w klinice. Wygladala jak smierc, martwa, brzydka, szara, pusta... podobno jest teraz smutna... nie dziwie sie. Do konca zycia bedzie oplakiwac to, co zrobila...
No i żyje się dalej :o) w sumie nie gadaliśmy z mężem o dalszych staraniach. Bo i nie chciało mi się zaczynać tematu. Ten miesiąc/cykl i tak spisany na straty, co prawda współżyliśmy ale nie w płodnym okresie (po pierwsze: tak wyszło, po drugie: niech organizm odpocznie po przejściach). Wiosna. Dziecko wróciło do żłobka. Jest dobrze.
26 tc + 5 dni
93 dni do porodu
pojutrze ostatni dzień drugiego trymestru
Jakiego ja mam lenia ! 
Dzisiaj dopiero ubrałam się dobrze po 13:00, bo wczoraj siedziałam do późna i grzebałam po sklepach internetowych dla dzieci i allegro.
Miałam kupić tylko butelki...a kupiłam jeszcze 12 innych rzeczy !
Na całe szczęście przydatnych
a nie kolejne ciuszki 
W koszyku znalazły się nożyczki dla niemowląt, termometr do wanienki, smoczek, dwie butelki ze smoczkami, podkłady po porodowe i gacie, wkładki laktacyjne, szczotka do butelek i smoczków, patyczki higieniczne, aspirator no i osłonki na brodawki.
Jeszcze muszę kupić żel do brodawek, na wszelki wypadek.
Przysięgłam sobie, że choćby nie wiem co, to będę karmiła piersią. Niestety nie wyrobimy finansowo jak jeszcze dodatkowo dojdzie nam mleko do kupowania. Jak ja zobaczyłam ceny tych mlek modyfikowanych... 
Nie mam jeszcze też Papmersów, no i kosmetyków. Ale wole napaść Rossman, bo mają fajne promocje i kartę dla mamusiek.
Chyba powoli fiksuje.
Budżet zaczyna się coraz bardziej kurczyć, a tu jeszcze tylu rzeczy nie ma !
Jeszcze fotelik i wózek 
A jeszcze wczoraj zapragnęłam zrobić małej sesję noworodkową
a to tak lekko z 800 zł... ups.
Niunia kopie coraz to mocniej. Nie zauważyłam żeby mniej się ruszała, dalej się potrafi wiercić i ostro gimnastykować 
Ja za to ostatnio zauważyłam, że chodzę coraz bardziej nerwowa. Wydarłam się ostatnio na wszystkich w domu, że nie zakręcają tubki od pasty. Jak nie miewałam takich akcji wcześniej tak teraz mam niezłe humorki.
Hej, dzięki za odzew, Dziewczyny
Już po fochu, cioteczka przyszła i zaczynam kolejny cykl
tym razem bez stresu, z kochaniem się co 2-3 dni w dni płodne, mierzeniem temperatury w pochwie, nie wgapianiem się tępo w OF, a cieszeniem się życiem. I zplaniem ruszenia coś po nowym roku z pomocą medyczną, raczej naprotechnologia... Całuję ;*
Dziękuję Wam bardzo dziewczyny za słowa otuchy
Na Was zawsze można liczyć
Bardzo mi pomogło wypisanie się tutaj, a potem najadłam się słodyczy i poszłam spać 
Moje dziecko zamówiło sobie princessę kokosową i colę
No i musiałam pójść do sklepu, na szczęście mam tesco pod samym blokiem
Cola oczywiście w puszce, nie kupuję dużych butelek, niech nie kusi 
Byłam dzisiaj u dentystki. Mimo że nie cierpię wizyt, to uwielbiam tę kobietę. Jest taka miła i wyrozumiała, najlepsza
Miałam leczenie kanałowe, którego się bałam ale nie było najgorzej. Zaleczyła mi 2 kanały, trzeci we wtorek bo nie chciała mnie trzymać tak długo na fotelu, i tak ciężko mi było wytrzymać tą godzinę w jednej pozycji. No i okazało się że kanałowe w ciąży pokrywa fundusz więc 300 zł zostało mi w kieszeni, będzie dla dzidziusia, ale to już po wizycie
Nie mogę się doczekać aż mu coś kupię! A w ogóle to mam przeczucie że to chłopak
Mój mąż mówi że dla niego obojętne (tak, wiem, dziwny jest
).
We wtorek miałam imieninowych gości ale założyłam luźną kieckę i nikt się nie domyślił
Wszyscy byli nie pijący więc z tym też nie było problemu. Inaczej ciężko by mi było się wykręcić bo raczej nigdy nie odmawiałam piwka czy winka.
Jeszcze aż 3 tygodnie do wizyty!
To mój 14 cs ale pierwszy z clo i dupkiem wcześniejszy był bezowulacyjny, wczoraj miałam monitoring, endometrium 12 mm,pecherzyk 23 mm lewy jajnik,śluz owulacyjny, dostałam zastrzyk Ovitrelle na pęknięcie pęcherzyka i po 36 h trzeba serduszkować, wypada dziś późno w nocy, stresuję się, czuję ból jajników. Mam OGROMNĄ nadzieję, że się UDA, ale z drugiej strony nie chce się nastawiać, jestem rozbita i nie wiem co o tym wszystkim myśleć, ale wiem jedno TRZEBA MYŚLEĆ POZYTYWNIE, bo wierzę w przyciąganie.
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 listopada 2014, 22:33
Mam cholernego doła. Stoję w miejscu od sierpnia. AMH mam niskie więc za dużo czasu nie mamy. Bakterii już 3 rok wyleczyć nie mogę, NIC kompletnie NIC na mnie nie działa. Ani antybiotyki, ani furagin, ani żurawina, picie dużej ilości wody, nic...zero. Jak tu nie mieć doła jak najważniejszego celu w moim życiu nie mogę osiągnąć? Myślałam że za tydzień pójdę do ginekologa, zleci mi jakieś leki, a może da skierowanie na laparoskopię lub hsg, ale tak nie będzie. Zmieni mi antybiotyk, kolejne 6 tyg przerwy i jestem pewna że to dziadostwo powróci!! A żeby jeszcze bardziej bolało zniknie jak AMH będzie bliskie 0.0 Tego jeszcze nie było...będę miała menopauzę w wieku 26 lat!!
Prędzej rodzinka bakterii we mnie zamieszka niż ja będę miała "pełną" rodzinę...heh
Nic mi w życiu jeszcze dobrze nie wyszło...
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 listopada 2014, 19:36
dziś zrobiłam sobie badania z krwi i z moczu, ogólnie bardzo mnie ty wyniki zdziwiły gdyż mam bardzo dobry poziom żelaza jakiego nigdy nie miałam. Zmartwiłam się tylko ph moczu bo wyszło aż 8. W sumie trochę już o tym poczytałam i sama nie wiem co sądzić a wizyta dopieo 21 grudnia.
Zalety miesiączki:
- można napić się piwa i objadać słodyczami
- zaraz po... iść na solarium
- w ogóle żyć na luzie
Jutro P. ma męski wieczór, a ja chatę dla siebie.. babskie spa, własne film, luz na full :>
Mam troje dzieci.
troje wspaniałych dzieci, ale wiesz to nie są zwykłe dzieci.
Nie wstaje do nich w nocy, nie całuje na przywitanie.
Moje dzieci nie płaczą, ani nie śmieją się w moich ramionach.
Nigdy nie jestem zmęczona ich płaczem, marudzeniem.
Gdzie są? Nie wiem...
Chyba w niebie.
Nie mam ich obok siebie, a jednak są.
Są ze mną, są zawsze obok.
Były wymarzone, upragnione, ukochane.
A jednak trzymać je w ramionach nie było mi dane.
Ktoś mi je zabrał, śmierć wyrwała mi je z ramion, jednak jestem ich mamą.
Nie taka zwykłą trochę wyjątkową.
Jestem mamą aniołkową.
Nie tylko ja jestem z nimi związana, jest jeszcze tata.
Nie taki zwykły, inny, wyjątkowy. Tata moich dzieci. Aniołkowy.
17 cs 1 dc
Eh
Byle do wtorku, byle do wtorku, byle do wtorku, byle do wtorku... musze jakos wytrzymac do wizyty u gina! na kazdym kroku towarzyszy mi strach, hormony szaleja, szefowa sie calkiem nieznosna zrobila a jakby bylo mi tego malo, to mam nawrot choroby i ledwie zipie
kurcze noo nie moge juz...... byle do wtorku, byle do wtorku... 
No nic, kolejny cykl przed nami. Wredna małpa przyszła nieco wcześnie niż w ostatnich cyklach, bo już w 14 dpo a nie w 17... Cóż zrobić, trzeba czekać na kolejną szansę.
Trochę mnie tu nie było, bo natłok spraw i zajęć powoduje minimalistyczne podejście do netu. Jedynie tabelkę uzupełniam na bieżąco, a przynajmniej staram się 
Ale po kolei 
Wróciłam do pracy. Od dwóch tygodni wdrażam się w nowe reali godzenia bycia mamą i bycia pracownikiem. Czy jest łatwo?? Jest CHOLERNIE TRUDNO !!! Jednak nie ma się co łamać, wszystkie wyzwania są dla ludzi. W domu czysto, jest co jeść, dziecko zadbane a i mąż zadowolony. Czego chcieć więcej
Po prostu człowiek się rozleniwił i tyle. Teraz trzeba sobie wypracować nowy rytm i będzie dobrze 
Z młodym byłam w Rabce, na trzydniowych badaniach. Ponieważ często łapie infekcje górnych dróg oddechowych, trzeba było sprawdzić co jest tego przyczyną. Ja najbardziej bałam się alergii, bo sama jestem alergikiem i wiem co to za utrapienie. Ale na szczęście wyniki są negatywne na wszystkie odczynniki, więc może nie jest najgorzej. Rada lekarki - zabrać dziecko ze żłobka, bo żłobek to samo ZŁO ... No cóż, jak mi da na opiekunkę to zabiorę, a tak to chodzić musi, przecież nie zamknę na 9 godzin w mieszkaniu jak wychodzę do pracy. Luzik. Tyle dobrego z wyjazdu, że zmienione ma leki i jest nadzieja na poprawę. No i nauczono mnie trochę chociaż, jak ułatwiać dziecku odkaszliwanie zalegającej wydzieliny, a to jest bardzo ważne przy takiej chorobie. Więc do stałego programu dnia dołączyliśmy oklepywanie, czemu towarzyszy bardzo głośny protest małolata (darcie się w niebogłosy
)
Tak się zastanawiam, kiedy przyjdzie kryzys w naszym staraniu się o dziecko... Ostatnim razem po dwóch latach, wtedy wszystko straciło jakby sens. Czy tym razem też to będziemy musieli przerabiać? Ja i tak się nastawiam na trzyletnie staranie, tyle co i ostatnio, chociaż nie ukrywam, że wolałabym wcześniej.
7dc wczoraj miałam bardzo mila wizyte u mojej Pani ginekolog, zrobila mi cytologie, polecila zamiast zelu, globulki feminelle, zobaczymy, wczoraj zaaplikowalam 1
Weekend przede mna ANDRZEJKI u taty(czyt. teścia ) na imieninach 
Los jest przewrotny a znaki na ziemi i niebie bywają zwodne. Jak w Krwawym Makbecie:)
Uwielbiam Szekspira. Tak mnie dziś naszło, żeby to ogłosić
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.