Przez ostatnie dwa tygodnie była u nas moja siostra
przyleciała na 7 urodziny Julka
tak bardzo przyzwyczaiłam sie do jej obecności, bo jak tu sie nie przyzwyczaić jak ktoś ci posprząta i wyręcza prawie ze wszystkiego
A teraz tak smutno bez niej i nie ma z kim "kawy" z rana wypić
jejku jak ja im zazdroszczę, ze one sa tam, one tzn moje siostry bo mam ich 3
i tęsknię za nimi okrutnie
Niestety Święta Bożego Narodzenia najprawdopodobniej spędzimy tutaj w tej zgniłej Angli
serce mi pęka jak pomyśle. Planuje polecieć na ferie w lutym i mam nadzieje, ze mój stan na to pozwoli a nawet przeszła mi myśl, ze przecież nic by sie nie stało, gdybym w lutym urodziła
lepiej w 7 niż w 8 miesiącu
oczywiście żartuje
No i miałam usg juz ostatnie w 20 tygodniu i pokazał sie pitolek
Julek trochę zawiedziony, ale dał sie przekonac i mówi, ze najważniejsze, zeby był zdrowy i zeby w ogole był. Kochany jest
stara sie mnie nie denerwować i pomaga mi jak potrafi najlepiej. Mąż pracuje, wiec nie ma zbytnio czasu na to, zeby mi usługiwac
ale nie mam mu za złe, tez sie stara jak moze
Kocham tez czuć kopsańce malego akrobaty tego w brzuchu. Bardzo żałuje, ze nie miałam możliwości nagrania filmiku z usg bo było zabawnie
mały szkrabek obracał sie po ścianach brzucha, ze az cieżko było go zmierzyć. Juz tak bardzo go kocham i nie moge sie doczekać az go zobaczę. Ciekawa jestem czy będzie podobny do Julka
to Julek kiedyś
A tu dziś 
Wiadomość wyedytowana przez autora 2 grudnia 2014, 00:15
Mdli mnie od rana, raz słabiej, raz mocniej ale ciągle. Chyba nie mogłam się niczym zatruć... No mniejsza.
Dziś do pracy pojechałam pociągiem a właściwie jestem nadal w trasie bo do przejścia mam sporo. Jakas godzina spaceru łącznie. I chce mi sie spać...
Spac, spać i jeszcze raz spac...
Nie żebym narzekała ale to mdłości są okropne. Była na nie przygotowana bo w poprzednich ciążach występowały ale teraz osiągnęły apogeum. Już nawet jedzenie nie pomaga. Mdli mnie zarówno na czczo jak i z pełnym żołądkiem.
Za 6 dni pierwsze usg. Czekam. Udaję, że się nie przejmuję ale przejmuje się strasznie. Czy wszystko jest w porządku? Uwidocznienie prawidłowej czynności serca w 8. tygodniu ciąży daje 95% szans na donoszenie ciąży...
Wczoraj byłam na wizycie u ginekologa, powiedział ze wyniki badań mam idealne i nie widzi powodu żeby stymulować w jakiś sposób cykl bo można szybko rozregulować wszystko. Mamy się starać , teraz święta, sylwester może się uda. Jeśli nie zajdę w ciążę to w marcu mam się zgłosić do niego.
A dziś mój 29 dzień cyklu, okresu ani widu ani słychu... Piersi zrobiły się ciężkie ale nie bolą. Czekam do końca tygodnia jeśli @ się nie pojawi to zrobię test- kolejny bo jeden już zrobiłam i niestety (-)
A od dzisiaj zaczęłam urlopik i bardzo się cieszę, odpocznę od pracy i posprzątam mieszkanko na święta.
Brzuch zaczyna pobolewać i zrobił się wzdęty i nabrzmiały jak na @ więc zaraz pewnie przyjdzie. Jak zwykle narobiła mi nadziei spóźnieniem żeby mi dokuczyć...
Wiadomość wyedytowana przez autora 2 grudnia 2014, 13:07

Wiadomość wyedytowana przez autora 15 października 2016, 09:36
No tak i dotrwałam do tego upragnionego 40 tygodnia ciąży który wlecze się jak flaki w oleju hehe... tak na prawdę to jak spojrzeć w tył to cała ciąża zleciała jak z bicza strzelił . Takie krótkie podsumowanie na koniec tego maratonu:
Na początku łzy ... kiedyś tego nie rozumiałam dlaczego trzeba coś stracić żeby móc to docenić... teraz już wiem że w wielu życiowych sytuacjach najpierw musimy o coś mocno powalczyć aby móc uznać swój sukces a nie traktować tego co mamy jako coś co nam się należy.
Tak, jestem kobietą stworzoną do rodzenia dzieci , mam jedno , drugie , o i zachciałam mieć trzecie , przecież nie może się nie udać to oczywiste, przecież to mi się od życia należy .. tak właśnie tak na początku tej drogi myślałam , teraz wiem że to nie takie proste, w większości moja pokora wzięła się z przeczytanych tu historii.
Choć moja obecna ciąża przebiegłą dokładnie książkowo, oczywiście po pierwszej stracie przez pierwsze 12 tyg towarzyszył jej strach. Na szczęście zupełnie nie uzasadniony i nie potrzebny. Czas biegł strach mijał, więzy między mną , moim "nowym" dzieckiem a nawet między moimi " starymi" dziećmi a "nowym " dzieckiem ewoluowały. To niesamowite jak chłopcy interesowali się i nadal interesują rozwojem Wojtusia. Tak nadaliśmy mu imię bardzo szybko aby nie mówić dzidziuś , dzięki temu mam wrażenie że Wojtuś jest z nami od ładnych paru miesięcy, chłopcy mówili do niego po imieniu co też sprawiło że on cały czas jest wśród nas pomimo ze jeszcze w brzuchu. Udało mi się w ten sposób( zupełnie nie świadomie ) wypracować pewne zachowania i niezwykłą relację między moimi kochanym trzema chłopakami. Oni już bardzo go kochają, troszczą się o nie go nawet jeszcze go nie widząc. Obserwowali na zdjęciach USG jak się rozwija, śledzili jak rośnie. A teraz z niecierpliwością wyczekują na jego przyjście.
Te dziewięć miesięcy to dla naszej całej rodziny wyjątkowy czas przygotowań. Zupełnie inaczej czeka się na pierwsze dziecko dzieląc radości i smutki tylko z partnerem , zupełnie inaczej na drugie ( gdy to pierwsze jest malutkie) kiedy to rzadko kiedy maluch rozumie stan fizyczny a przede wszystkim psychiczny mamy. Teraz przechodziliśmy przez tę ciąże wszyscy , każdy świadomy jej na swój sposób.
Krótko mówiąc czekamy na Ciebie Wojtusiu wszystko jest gotowe i wszyscy chcemy już Cię zobaczyć. 
Do terminu 5 dni
Cykl "Świąteczny" in progress. Tym razem pod znakiem sono hsg. Cykl zaczął się od sprawdzenia czy nie mam chlamydii, ureaplazmy, mykoplazmy i innych bakrerii. Wymaz był pobierany tuż po @, więc bałam się, że pozostanie jeszcze jakieś plamienie - na szczęście wszytko się udało, okazało się, że jest czysto i wczoraj miałam zabieg sonohsg w Invimedzie we Wrocławiu. Opiszę dość dokładnie - może komuś się przyda.
Zaczęło się od krótkiej rozmowy z lekarzem w gabinecie, sprawdzeniu wyników i podpisania zgody, że się zgadzam na zabieg. Później pielęgniarka zaprowadziła mnie do pomieszczenia, gdzie się czeka na zabieg i po zabiegu odpoczywa (taka sala z 5 łóżkami szpitalnymi) - trzeba się rozebrać od pasa w dół, ale dają takie "spódniczki" papierowe
Po 5 minutach trafiłam do sali zabiegowej - nogi jak do standardowego badania - jedyna różnica, że na leżąco. Wkładanie wziernika - luz. Później było gorzej - wkładanie cewnika okazało się nie lada wyzwaniem. Bolało jak przy bolesnej miesiączce (do wytrzymania, ale przyjemnie nie było...). Po kilku próbach lekarz odpuścił. Ja oczywiście spanikowana - jak usłyszałam, że wszytko wraca to już miałam najgorsze w głowie ("no tak wraca, bo nie drożne..." - pomyślałam). Na szczęście zanim się zalałam łzami lekarz mi wyjaśnił, że nie może się dostać do macicy, bo mam zgiętą do przodu i aby trochę ułatwić sprawę musiałam napełnić dopiero co opróżniony pęcherz (lepiej więc aby był od razu pełny do badania!) - więc przez 30 min. leżałam w pokoiku po wypiciu 0,5 l. wody i czekałam, aż spłynie do pęcherza... Drugie podejście. I znów wziernik luz. Zakładanie cewnika - ból! Niby lepiej, ale dalej stawia opór. Na szczęście atmosfera bardzo przyjazna - lekarza mojego bardzo lubię, pielęgniarka na sali też od razu wzbudza sympatię, żartujemy i jest całkiem miło...ale...boli i to całkiem mocno...W końcu się udaje rozpocząć wprowadzanie płynu do jajowodów (w końcu znaczy po 5 min. - wszystko raczej krótko trwa
). Ja już przybladła z wrażenia i bólu wyłączyłam się i czekałam tylko na koniec. Jak usłyszałam, że lewy jajowód działa a chwilę później, że prawy też jest ok, kamień spadł mi z serca i prawie przestało boleć.
Całe badanie trwało ok. 15 min. Lekarz mówi, że jestem pierwszą osobą, którą bolało. Po badaniu przez 15 min. znów odpoczywałam. Brzuch pobolewał tak jak przy miesiączce, delikatnie plamiłam zaraz po zabiegu przy sikaniu. Na koniec jeszcze krótka wizyta w gabinecie. Dostałam opis badania, jeszcze raz wskoczyłam na minutę na fotel, aby zobaczyć pęcherzyki. Dostałam receptę na pregnyl i do domu. Łącznie w klinice spędziłam ponad 2 godziny! Po wyjściu zaczęła boleć mnie głowa - ale to pewnie z wrażenia i bolała mnie całe popołudnie i wieczór. (staram się nie jeść tabletek, więc trochę się pomęczyłam). Ogólnie byłam taka rozbita i zmęczona. Ale cieszę się, że zrobiłam to badanie! Przynajmniej kolejna potencjalna przeszkoda jest wyeliminowana, a przelanie płynu przez jajowody, może je jednak udrożniło? I teraz się uda?
Pęcherzyk jest na lewym jajowodze. 19 mm. W czwartek - piątek powinien pękać. Pomogę mu jeszcze Pregnylem. (tym razem już nie ampułko - strzykawka dla amatora
. Prawdziwe igły, strzykawki, roztwory...wskoczyłam level wyżej
). W czwartek zastrzyk i do końca tygodnia mikołajkowe
...
Dziś już nie czuje wczorajszego zabiegu. Jeżeli się zastanawiacie czy warto, to ja polecam! Więcej strachu niż to było warte. 
Nie nakręcam się, że w tym cyklu się uda, ale bardzo, bardzo bym chciała na święta zobaczyć II kreseczki! Taki sobie prezent wymarzyłam.
Zresztą pewnie - jak my wszystkie.
)
Z tym cyklem wiazalam duuuuze nadzieje... monitoring, nowy lekarz, ktory naprawde zrobil na mnie wielkie wrazenie ale mimo monitoringu nic z tego nie wyszlo.. czekam juz na kolejny. Temperatura jeszcze nie spadla, ale robilam test i nic. Wiem, ze to dopiero 12 dpo ale po takiej dawce leku to i tak brak szansy na wszystko. Od dzis antybiotyk jest konieczny. Choroba za mocno sie rozchulała. A tak o siebie dbalam, witaminki lykalam a wirusy i tak mnie dorwaly i dobily 
Czekam na @. Oby szybko przyszla...
Dzień dobry Pamiętniczku
Długo mnie nie było, awaria komputera, a z telefonu kaleczyć się nie chciałam ;/
Dziś wtorek, słonecznie i mroźnie.
Koniec cyklu na dniach, prognozuję okres we czwartek, tempka spadła więc nie mam złudzeń.
Pamiętniczku nie wiem co robić, chciałabym odpocząć od tych starań, cięzko mi fizycznie i psychicznie, ciągle leki, suplementy, badania, monitoringi, temperatura i śluz. Obłęd!
A z drugiej strony jak wszystko rzucę to będę myślała, że marnuję cykl. No po prostu nie wiem co mam robić. Podpowiesz?
Mąż mnie nakłania żeby odpuścić na trochę, szkoda mu mnie, kocha mnie i wspiera jak tylko może, ale chyba jest bezsilny w tej mojej rozpaczy z powodu braku dzidziusia.
Zbliżają się święta, kolejne bez potomka. Ile jeszcze takich przed nami? Może wszystkie.... Tak trudno mi się z tym pogodzić. Siedzę piszę to i wyję... Jakie to wszystko niesprawiedliwe, oglądam program o matkach pozostawiających noworodki w szpitalach! Pytam się czemu u takich ludzi rodzą się dzieci. Oni ich nie chcą, a one mimo wszystko się tam rodzą. A my tak pragniemy dziecka i co? I NIC! Boże nie rozumiem tego. Brakuje mi sił!
2 cykle za mną, poprzedni na pewno bezowulacyjny. Nie wiedziałam, że będzie trudno... Poza tym załamało mnie AMH 0,3. No, tak, dlatego,ze pierwsza miesiaczka była u mnie wczesnie, chyba 11 lat. Ale jajniki podobno nie wyglądają źle, pęcherzyki są
Obecnie jestem po stymulacji Clomid, w 9 dc pęcherzyk był 18mm, także ok, tylko cienkie Endo. Przyjmuję Acard 2x75, wiesiołek, magnez z wit B6 (ale mało tu jej jest)piję po 2,5l/dobę, może endo urośnie. Proszę trzymac kciuki za ten cykl, doo kontroli idę 5.12
Testy owulacyjne negatywne...
Powściekałam się wczoraj, poryczałam sobie, trochę ze mnie zeszło ciśnienie...
Dziś zmierzyłam temperaturę, spodziewałam się że będzie jeszcze w miarę wysoka, nie lubię kiedy jest wysoka bo daje oszukańczą nadzieję. A moja tempka bardzo lubi mnie oszukiwać. Dopiero w ostatnim momencie wali mnie po pysku spadkiem "haha, znowu dałaś się nabrać!"
Jutro powinna już spaść, a jak nie jutro to pojutrze już raczej na pewno.
Dziś jeszcze muszę przetrzymać, jutro sytuacja powinna być już jasna i oczywista.
Biorę od jutra prawdopodobnie urlop, 3 dni. Chciałabym na święta albo na sylwka gdzieś wyjechać, gdzieś w zupełnie inne, nowe miejsce, z dala od wszystkiego i wszystkich.
Mówię wczoraj do mojego "A może pojedziemy do Hiszpanii". Tak o sobie wystrzeliłam Hiszpanię bez dłuższego zastanowienia i konceptu.
A co mój na to? "A co Ty chcesz robić w tej Hiszpanii?"
????????!!!!!!!!!!!
No ręce i nogi mi opadają. Ten człowiek (mój przyszły mąż) nie ma żadnego smaka na życie, na poznawanie nowych zakątków, ludzi, na nowe doświadczenia 
Wiecie ile razy w ciągu ponad 7 lat naszej znajomości wyszliśmy do knajpy na randkę, tak poprostu na piwo? DWA! Przy czym pierwszy raz to była nasza pierwsza randka, więc chyba nie powinna się liczyć. Nie liczę tu kina, wyjścia na obiad, czy wyjścia wspólnie ze znajomymi.
My, tylko my, poza domem, na piwku, żeby posiedzieć wśród ludzi - tylko dwa razy!
Jak sobie to ostatnio uświadomiłam to aż się przeraziłam, wygarnęłam mojemu, że siedzi jak ta stara klępa w domu, nigdzie ze mną nie wyjdzie, nigdzie nie chce pojechać, dzieci nie mamy a siedzimy w domu jak te pieprzone trole!
A ja chcę posiedzieć wśród ludzi, poasymilować się ze społeczeństwem, może czasem potańczyć, czuję głód takiej aktywności. Posiedzieć z godzinkę chociażby przy herbacie czy soku. Bo z alkoholem to już od dawna uważam.
Pytam się mojego: "To kiedy ja mam chodzić na te "imprezy"? Jak urodzę dziecko i skończę karmić? Mam sobie wtedy znaleźć jakiegoś kolegę, który ze mną będzie wychodził, podczas gdy Ty zostaniesz w domu i będziesz pilnował naszego dziecka? Tak to sobie wyobrażasz? Tego chcesz? Bo jeśli nie teraz to kiedy? Jak?"
Póki co siedzimy w domu bo on tego chce, kiedy zaczniemy robić to co ja chcę?
Obraził się na mnie jak mu to powiedziałam, zrobiło mu się przykro, powiedział że jest smutny bo jestem z nim nieszczęliwa. I naburmuszył minę. Tak, nie ma to jak współczucie.
Myślę, że można w tej sytuacji znaleźć kompromis. Tylko muszę od czasu do czasu wstrząsnąć porządnie moim lubym bo zupełnie się zapomina. Cały czas żyjemy jak on chce. A mi się czasem przypomina że ja chcę czegoś innego i ciężko to wtedy od niego wyegzekwować - bo przecież dotychczas nie narzekałam. Tak, dotychczas, ale ten czas widać minął.
Chcę porobić coś dla siebie, coś ze sobą robić.
Życie opierające się tylko i wyłącznie na pracy, zakupach, wieczornym serialu, i surfowaniu po necie to nie dla mnie. Równie dobrze mogę położyć się na torach i czekać na pośpieszny do Wrocka.
Dlatego te jego "A co Ty chcesz robić w Hiszpanii?" tak strasznie mnie dobija. Ja to pytanie odbieram w inny sposób "A co Ty chcesz robić w Hiszpanii? Lepiej się połóż na torach i czekaj"
Nie wiem, nie umiem sobie znaleźć miejsca, wyjazd im dalszy, tym bardziej zajął by mi głowę. Ale na to będę chyba musiała jeszcze poczekać aż mój ukochany dojrzenie i oswoi się z myślą "że stracimy niepotrzebnie tyyyyleeee kasy". A przecież można było obejrzeć nationale geografic i zobaczyć to samo w tv.
Najlepsze jeszcze jest to że czasami moje chęci są nad wyraz w stosunku do prawdziwych potrzeb. Czasami jak się okazuje że mam okazję gdzieś wyjść to mi się już zwyczajnie nie chce. Tak jakby pewność że mogę wyjść (ale nie wychodzę bo tak zdecydowałam) mi w zupełności wystarczała. Może to jest metoda? Może gdyby mój facet na każdą moją propozycję przystawał to wcale bym się tak nie wściekała że znowu torpeduje moje pomysły? Bo wtedy to ja mogłabym zrezygnować, a nie że "nie" należy zawsze do niego. Niech on kiedyś zaproponuje Hiszpanię, ja wtedy go wyśmieję "teraz? zwariowałeś?". To że czasem wydaje mi się że czegoś chcę nie oznacza że chcę tego naprawdę. Wiem to bo wiele razy już się o tym przekonałam. Czasem wystarcza mi koncepcja że mogę... ale nic nie muszę, nie muszę sobie niczego udowadniać.
A więc dziewczyny moje kochane, jak zauważycie pewnego pięknego dnia, że przez dłuższy czas nie widać mnie na ovufriend to pewnie poszłam położyć się na te tory 
Enter.
Wiadomość wyedytowana przez autora 2 grudnia 2014, 10:01
Miałam wstrzymać się z opisem wizyty....bo jestem zdruzgotana. Zszokowana i nie wiem już co mam myśleć. Z dzieckiem jest wszystko w jak najlepszym porządku, rusza się, nawet widzieliśmy jak ma oczko otwarte
obawiałam się, że ma za mało miejsca ale lekarka zmierzyła ilość wód płodowych i są jak najbardziej w normie. Nie mam ładnego zdjęcia, ale mam jedno,w które się wpatruję i smutno mi... okazało się, że będziemy mieć prawdopodobnie córkę. Oto dowód, choć mąż nie chce przesądzać
chyba też liczył po cichu na synka 

Czułam i bardzo chciałam synka pierwszego, bo chciałam by był starszym bratem. Moje rozczarowanie chyba było ciężkie do ukrycia, bo aż lekarka zapytała czy jestem rozczarowana - powiedziałam, że trochę, ale to nie ważne, ja się cieszę, że jest zdrowa i odpowiada wiekowi ciąży, ma wszystkie wymiary jak powinna...
Nawet teraz płaczę, bo nie wierzę, że tak mogłam się pomylić... bardzo kocham swoje dziecko i bardzo się cieszę, że jest z nami, kopie mnie codziennie dość solidnie. To też mnie zmyliło, bo myślałam, że jak tak kopie to musi być chłopak...a to nasza Lilianka...nasz cud, o który tyle walczyliśmy. Teraz płaczę, ale ze szczęścia. Na razie postanowiliśmy nic nie kupować, a ubranka-dosłownie parę sztuk_-jakie mam dla chłopca oddam znajomej, która ma synka w brzuszku
a zakupy ubraniowe będziemy robić dopiero po Nowym Roku 
Im dłużej o tym myślę i piszę, tym bardziej się godzę z rzeczywistością. Ostatnio jak widziałam się z ciocią Tereską, powiedziała, że dziewczynka lepsza bo potem pomaga przy młodszym. I przypomniało mi się, że mi jednak wywróżyła dziewczynkę, potem chłopca...
Mówiłam Pani Doktor o wszystkich moich obawach i objawach - twardnienie macicy i wyciek z piersi- bałam się, że urodzę niedługo. Obaliła wszystkie moje obawy. Skurcze bezbolesne macicy to gimnastyka jej przed porodem. A wyciek w piersi to objaw....duuuuużej ilości pokarmu mimo, iż zawsze byłam płaska
Kolejna wizyta na 2 stycznia
czyli połówkowe
potem w lutym muszę iść do kogoś innego, bo moja gin ma egzamin specjalizacyjny i będzie się uczyć
a w marcu znów do niej 
Potrzebny był mi ten post...oczyściłam się z wszystkich złych emocji i już mi lepiej. Powoli godzę się z faktem, że będziemy mieć córke. Jeszcze trochę mi zajmie zamin zacznę się cieszyć, ale to nie znaczy, że w ogóle się nie cieszę
cieszę się, że ma się dobrze, że rośnie jest wieksza(mamy 18 tc a ona wygląda na 19) ale data porodu zostaje
choć ja uważam, że urodzi się pod koniec kwietnia 
Możecie mnie skarcić za te głupoty, że nie chciałam córki. Ale marzenia są po to, by je spełniać 
Wiadomość wyedytowana przez autora 2 grudnia 2014, 10:07
U mnie od dwoch,3 dni jakas totalna masakra..wszystko mi sie wali a moje rozdraznienie wogole mi nie pomaga
jestem zla na wszystko i na nic, nie wiem jak opanowac to uczucie..kupilam magnez i waleriane, moze mi sie uda...czepiam sie o wszytko, sama ze soba nie moge wytzymac... nie potrafie odpowiedziec na jakies pytanie,bo od azu sie unosze...nie mam cierpliwosci do ludzkiej glupoty w ciazy 
Jeszcze zmeczenie i obowiazki nie pomagaja...moj dwunastolatek ma w dupie wszytsko, talerzy za soba nie wyniesie, po kapieli rzeczy zostawi na ziemi zamiast wrzucic do kosza...w pokoju ma burdel...wczoraj jeszcze obudzil mnie o 22.30 bo sie przebudzil i zdal sobie sprawe ze nie odrobil zadania domowego! myslalam ze mnie szlag trafi..wszystko jest na mojej glowie: rachunki za studio, rachunki za dom, splacanie kredytu...pilnowanie wszystkich dat..do tego umawianie klientow i dom...no i pracuje w dalszym ciagu...ciezko mi nadrobic ze wszystkim...a co dopiero jak mala pojawi sie na swiecie..przyzyczailam syna, ze ja za niego robie wszystko ( w sumie tesciowa go przyzwyczaila bo nie pracowala wiec mogla sobie na to pozwolic)..przyzyczailam meza do wygody, przynoszenia skarpet, kawusi, sniadanka do lozka...sypilanie mamy na pierwszym pietrze...kuchnie na dole i musze kusowac w te i spowrotem po schodach...oczywiscie jeszcze psy sa na mojej glowie...dac jesc i przypilnowac czy maja jedzenie i czysta wode...poprosilam syna zeby zajal sie woda..psy dwa dni czystej wody w misce nie mialy..acha i dochodzi jeszcze kotka, ktora tez musi jesc...mam tyle spraw na glowe ze nie wiem jak je poukladac...moj nie ozumie, przeciez mam samochod..jezdze samochodem na zakupy...tak tylko pakuje 1km od samochodu! i musze sie nalazic i nanosic toreb z zakupami...matko, sama nie wiem jak to rozwiazac 
najlepiej byloby zeby staszek zajal sie chociaz psami i swoim pokojem, maz zeby sobie te kawe chociaz sam zrobil a byloby lepiej...ale kzyki nie pomagaja a ja chodze coraz bardziej zestresowana..a nie daj boze jak cos zapomne...
Bylam wczoraj u 'lekarza'. Troche sie zdenerwowalismy, bo najpierw trzeba bylo czekac 2 godziny na pana doktora, po czym przyjal nas w 5 minut (doslownie), w miedzyczasie rozmawiajac z pielegniarka czy tam jakas sekretarka... Czy ja nigdy juz nie znajde dobrego lekarza, ktory chce pomoc a nie tylko zgarnac kase? Czy tacy w ogole istnieja? 
Bylam szczerze zdziwiona, bo swojej nowej pacjentki czyli mnie nie zapytal nawet o date ostatniej miesiaczki. Powiedzialam mu o ciazy pozamacicznej, a on na to ze bedziemy sie zastanawiac na inseminacja albo in vitro. Zero rozpoznania terenu i jakichkolwiek pytan co i jak...
Z dobrych rzeczy, zlecil mi przynajmniej rozne badania, w tym AMH z ktorego najbardziej sie ciesze. Poza tym poziom hormonow i witaminek: FSH, LH, progesteronu, E 2, testosteronu, DHEAS, NFS, TSH, witaminy D i B12, kwasu foliowego i prolaktyny. Co prawda nie spytal mnie nawet w ktorym dniu cyklu jestem (a to chyba wazne w przypadku progesteronu...). Za to moj kochany S jeszcze bardziej sie wkurzyl, bo dostal skierowanie na badanie spermy
Nie wiem, czy to az takie konieczne skoro dzieciatko bylo w ciazy pozamacicznej, tylko sie zle ulokowalo. Ok, pewnie nie zaszkodzi zrobic to badanie skoro dostal skierowanie. S mysli inaczej, troche to urazilo jego dume, a poza tym mysle, ze sie biedny boi kiepskiego wyniku i tej calej otoczki badania. Trzymam za niego mocno kciuki, bo jednak badania z krwi to cos innego niz siedzenie samemu w pustym pokoju i proba oddania nasienia na sile do probowki 
Tymczasem u mnie objawow ciazowych brak. Szkoda, bo dzis siostra mojego S napisala, ze snilo jej sie ze w ciazy jestem. Tak bym chciala, zeby 'wykrakala' Maluszka
Dzień dobry 
Dawno nie pisałam bo jakaś taka zalatana jestem i mało czasu spędzam przed komputerem.
W dniu 27.11.br byliśmy na badaniach genetycznych w specjalistycznej poradni. W sumie trochę się zawiodłam na wizycie bo myślałam, że to chwilę dłuższą potrwa a to raz dwa i było po wizycie. A wyglądało to tak, że wizyta była na 10:00 weszłam do gabinetu miła pani pielęgniarka pobrała krew, powiedziała co dalej i czekanie na korytarzu z numerkiem albo na wezwanie do gabinetu z USG albo do gabinetu na rozmowę z panią genetyk. Chwilę czekaliśmy. Najpierw odbyło się USG brzuszne, trwało może ze 2 min..taki niewyraźny obraz na ekranie, że musiałam mocno się wysilić by dojrzeć Bejbika, do tego myślałam, że lekarka wykonująca USG coś mi dokładnie poopowiada, porobi dokładne wymiary a ona tylko swoimi skrótami mówiła coś do pielęgniarki robiącej opis zdjęcia USG w kompie. Podsumowując wyszłam po USG tylko z informacją, że płód żywy i z tym, że słyszałam bicie serduszka. Nic po za tym. Zero informacji...Później chwilkę czekaliśmy i zaproszono mnie na rozmowę z panią genetyk, która polegała na wypełnieniu przez nią ankiety i przeprowadzeniu monologu z którego wywnioskowałam, że ważniejsze będzie kolejne spotkanie bo wtedy będą wyniki badań z krwi i w zależności od wyników podejmiemy decyzję co dalej..Jednak żeby być spokojną podpytałam panią genetyk co oznaczają te wszystkie skróty na opisie USG i mi powiedziała co i że wszystko na tym etapie ciąży jest w porządku i nie ma powodów do zmartwień. Chociaż jakaś konkretna informacja. Wyniki badań z krwi będą 11.12.br i wtedy też kolejna rozmowa z genetykiem. Mam nadzieję i mocno wierzę w to, że skoro na USG było wszystko dobrze to wyniki krwi też będą w porządku
- Tobie Ufam i bać się nie będę - <)))><
A to Nasz CUD : 
Maluszek na dzień badania miał 58,7mm. Jego serduszko biło 173ud/min
przeziorność karkowa w normie NT 1,6mm i NB (+). A wymiarami odpowiadał na 12t+3dzień więc troszkę starszy niż wg. OM ale wiadomo co sprzęt to inny pomiar
Ważne, że z Dzidzią wszystko jest dobrze 
Kolejną wizytę mamy już jutro. Już nie mogę się doczekać bo to wizyta u mojego lekarza prowadzącego więc mam nadzieję, że potrwa dłużej i lekarz wszystko ładnie pomierzy i poinformuje co i jak, że jakieś bardziej konkretne ale nadal pozytywne wieści wyniosę z tej wizyty
A jeszcze fajnie, że na wizytę idzie ze mną mąż
Czuję się wtedy lepiej 
Wczoraj robiliśmy badanie ogólne moczu i morfologia i na moje oko jest Ok ale poczekamy zobaczymy co lekarz na to powie
Jutro też na wizycie jak wszystko będzie dobrze - a innej opcji nie ma- lekarz zdecyduje czy już odstawiamy dup-ka i muszę pamiętać się spytać czy tak z dnia na dzień czy stopniowo zmniejszamy dawkę gdyż teraz biorę 3x1tabl więc jest to spora dawka. Zobaczymy lekarz będzie wiedział co robi 
Ten tydzień taki zabiegany mamy w czwartek w końcu odbieramy klucze do naszego mieszkania, później musimy iść do notariusza, ubezpieczyć mieszkanie a później zacznie się bieganie od banku do sądu i z sądu do banku by pozałatwiać resztę spraw a to wszystko będzie na mojej głowie bo mąż pracuje w takich godzinach jak inne instytucja..jakoś będę musiała się ogarnąć i dać radę to pozałatwiać. Obym tylko czuła się tak dobrze jak do tej pory 
Ogólnie to czujemy się dobrze. Czasem zaboli brzusio, piersi i jeszcze od czasu do czasu takie uczucie ciężkiego żołądka co powoduje lekkie mdłości ale bez wymiotów. No i gdyby nie to, to bym wgl. nie wiedziała, że jestem w ciąży
Mamy bardzo grzecznego Maluszka, no chyba, że później nam pokaże co potrafi 
W weekend moja teściowa a wczoraj siostra uświadomiły mnie, że już się robi malutki brzuszek a ja ciągle żyłam i żyję z myślą, że to moja naturalna odwieczna oponka chociaż chyba one mają rację bo jak się kładę na płasko na pleckach to kiedyś mimo oponki robiło się płasko na brzuszku a teraz nie
więc brzusio jednak rośnie
a niech rośnie, by Dzidziuś miał miejsce do szaleństw 
Pogoda u nas taka jakaś. Dzisiaj mroźno ale pełne słońce i błękitne niebo..a ja ciągle czekam na śnieg. Może na święta się pojawi a do świąt coraz bliżej
Wiadomość wyedytowana przez autora 2 grudnia 2014, 10:32
Mdłości
masakra nie wiem co jeść
kumpela dała mi tabl.co brała na mdłości i wymioty ale jak poczytałam ulotkę to mam obawy ..
a tu do pracy trzeba isc 
codziennie się modle.
Codziennie robie testy owulacyjne.
Dotychczas wszystkie krestki na teście były jaśniejsze od kreski testowej a na podstawie temperatury OVUFRIEND wyznaczyło mi owulację na 29 pazdziernika.
Oszaleje. W poprzednim cyklu owulacja była w 43 dc a teraz w 10 dc.
Przecież ja nigdy nie miałam takich krótkich cykli.
Poza tym dzisiaj w nocy kiespko spałam. Znowu wszystko mnie swędziało. Może ta temperatura 36.61 to własnie od tego.
Tak czy owak będę dalej się obserwowac. Może jednak OVU zmieni mi dzień owulacji dlatego nie przestanę się starać.
Anatolka- ja też!!!
Dzisiejszy dzień doprowadza mnie do szału. Najchętniej poszłabym teraz spać, ale wiem, że po powrocie do domu czeka mnie sprzątanie przez świętami. Może to i dobrze, bo jak mam zajęcie to nie myślę o tym wszystkim...
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.