magic1 2 procedura ICSI, musi się udać! 20 stycznia 2015, 08:12

przeciwciała przeciwjądrowe - wynik ujemny
CA 125 - 27

a za 3 dni badanie HSG, pora się dowiedzieć na czym stoimy, dodatkowo jestem stymulowana CLO, mogłoby się w koncu coś z tego urodzić ;-)

MiK@ Drugi dziobek 19 stycznia 2015, 19:55

I po wizycie u gina. Zrobił cytologię (mam drobną nadżerkę, której "Nie ruszamy") było USG. Ta gulka to nic strasznego, mam się nie przejmować, ale powiedział, że obecnie mam przerost endometrium. Po tym stwierdzeniu powiedział że jeśli będzie okres to chyba obfity, no chyba że nie będzie okresu ale nic nie chciał mówić a dokładnie padło "nie chce robić pani nadziei, bo na razie nie widać pęcherzyka" kazał czekać na okres, bo dziś dopiero 7 dzień po owulacji, więc i tak na USG nic by nie zobaczył. Hmmm rok temu na badaniach USG endometrium było normalnej wielkości. W tym cyklu wpierdzielałam dużo orzechów i piłam lampkę winka na poprawę endo. ale aż tak chyba by to nie wpłynęło? Pytał o okres jak wygląda czy nie jest zbyt obfity, po mojej odpowiedzi, że raczej jest normalny powiedział, że mam się nie martwić, czekać spokojnie co będzie, a za 2 tyg przyjść po wynik cytologii. Dodatkowo zlecił badanie hormonu tarczycy, żeby sprawdzić czy czasem tu nie ma problemu, i czy to nie z tego powodu mam tak długie cykle. No i jeśli do lipca nie zajdę w ciążę to trzeba zbadać nasienie męża. No więc nie martwię się i spokojnie czekam do poniedziałku, w razie czego mam gabinet obok łazienki więc nawet ten obfity okres przeżyje.

Wiktoria1106 Dzidziuś, gdzie jesteś ... 19 stycznia 2015, 20:13

Dziś nie był najlepszy dzień, bardzo dużo stresu i jeszcze więcej negatywnej energii, która mnie wykańcza. A przy okazji załapałam też gdzieś jakieś przeziębienie. Ale jest też i jeden pozytwyny punkt: zapisałam się na wizytę u lekarza, w najbliższy czwartek - zobaczymy co powie. Póki co, teraz kładę się do łóżka i trochę relaksu.

Dziś był dobry dzień :) usłyszałam serducho :) to najważniejsze! I chyba znaleźliśmy ludzi którzy wynajmą od nas mieszkanie. Mąż mówi że naprawdę wydają się spoko :) Na dodatek chyba kopalnia męża zostanie jednak sprzedana do węglokoksu, więc raczej nie traci pracy :D same dobre wieści :) oby tak dalej :) jestem dziś spokojna i szczęśliwa :)

Pomóżcie czy nie za wcześnie Bo ja jak dziś dzwoniłam na badania Prenetalne bo mam 36 lat muszę robić od 11 tygodnia do 13 tygodnia dał mi za tydzień termin a lekarz 4 dni temu wyliczył mi ciążę na 9,0 według moich obliczeń jestem w 10 tydz.2 dzień bo wiem dokładnie kiedy owulację miałam . I teraz nie wiem czy nie za wcześnie mi zrobił termin na prenetalne ale mówiłam ze ciążą 9,4 tygodnia według lekarza

Angelike Mam to gdzieś... ;) 19 stycznia 2015, 20:44

Nudy, nudy, nudy...
W sumie jak tak człowiek się nie stara w danym cyklu (bo np. tak jak u mnie jest infekcja i nie ma co pogarszać sprawy) to jakoś tak nudno... "bezpłciowo"... bez emocji.. ;)
Nie ma co obserwować, nie ma co robić sobie nadziei, nie ma powodu by codziennie spoglądać w oczekiwaniu na wykres. Nudy ;)
Z drugiej strony połowa stycznia już za nami, luty też zleci jeśli się zajmę czymś innym niż czekanie. No bo w lutym też wyjdzie bez starań bo akurat na czas owulki mam zjazd rodzinny na który mój luby nie może jechać bo nie dostanie urlopu.
No a potem będzie marzec... i znowu będzie można zaciskać kciuki ;)
Póki co prawie cały tydzień mam zajęty ćwiczeniami, resztę wolnego czasu "marnuję" na głupoty ;)
Jakoś tak ostatnio dobrze mi we własnej skórze, choć nadal chcę mieć dzieci zeszło (póki co) w magiczny sposób ze mnie ciśnienie. A może to nie magia tylko wysiłek fizyczny i endorfiny, może mniejsza ilość czasu na "myślenie", a może zapewnienie przez szefa jeszcze tych kilku miesięcy pracy dopóki spółka nie zostanie zlikwidowana.
Planuję już wakacje ze znajomymi, dziś rezerwowaliśmy domek nad morzem na lipiec, już nie mogę się doczekać bo uwielbiam wakacje z tymi wariatami, zawsze jest ubaw po pachy :)
Fajnie tak sobie czasem pomarzyć.. pomyśleć że czeka mnie coś miłego.... :)
Wyłapałam dziś w tv fragment rozmowy, podczas której Anthony Hopkins powiedział, że nie ma co planować, bo życie i tak nam te plany pokrzyżuje. Dlatego lepiej zdać się na spontan, korzystać z okazji, nie czekać, tylko brać to co nam daje kolejny dzień....
Przemawia to dziś do mnie ;)
A teraz spadam poczytać pudelka.pl ;) hahaha czas naładować łepetynę jakimiś głupotami :D


Wiadomość wyedytowana przez autora 19 stycznia 2015, 20:46

W tym cyklu szamam wiesiołka. Faktycznie wpływa na jakość i ilość śluzu. Nie wiem tylko czy również przyspiesza wystąpienie śluzu płodnego? Hmm... trzeba się doinformować w temacie.

przedszkolanka:) Pamiętnik przedszkolanki. 19 stycznia 2015, 20:46

Dzień 63.

35 + 2 -> 36 tydzień!

Ostatnie dni to nauka i nauka... jeszcze tylko ten tydzień wytrzymać ...
w weekend napisałam rozdział metodologiczny pracy mgr :D a od jutra kuję na dwa ostatnie zaliczenia :) dzisiaj wybrałam się na badania i do kosmetyczki- henna i brwi do porodu i co? mało nie zeszłam na fotelu :O ale udało się i wyglądam jak człowiek :D
a jeszcze w planie mam ogarnięcie włosów, troszkę rozjaśnić :) żel sun kiss zakupiony :D
dzisiaj też przyszły na przewijak prześcieradełka , dokupiliśmy pieluchy i pampersy i za moment pakuję torbę :)
brzuszek już niziutko! Coraz częściej boli kręgosłup, brzuch się napina i boli, no Polunia, czekam już <3
aaa wizyta i poradnia anestezjologiczna za 2 dni :D

do wizyty: 2 dni :O
do porodu: 36 dni!
do donoszonej: 12 dni!

Nienawidzę czekać na coś. Czekam na @ która idzie i dojść nie może. A cuda się przecież nie zdarzają. Czekanie tworzy u mnie myślenie, myślenie o głupotach. "Może by tak rzucić w ho... te starania, badania, wydawanie na to pieniędzy i zacząć myśleć o życiu tylko we dwoje" Poddać się? Chwilowe załamanie. W pracy idzie marnie to też odbija się na moje samopoczucie.


Wiadomość wyedytowana przez autora 19 stycznia 2015, 21:06

zyrcia Chyba się udało ! 19 stycznia 2015, 21:39

20t4d
rtiwvjyoj2r4_t.jpg
Brzusio już coraz bardziej widoczny :)
Leoś się wierci, kopie, ale zazwyczaj czuję wieczorem jak już na spokojnie się położę ;)
Od dziś już przeszłam na L4 i teoretycznie powinnam się obijać, a tu tyyyle do roboty żeby rozkręcić firmę i zbierać potem dolce :D
Nadrobiłam stracone kilogramy i od początku ciąży jestem na plusie już 600 g ! Nie powiem żebym się nie cieszyła :p mam nadzieję, że nie nadrobię w późniejszych miesiącach :P

Jej czemu ta ciąża musi trwać tak długo :D już bym chciała mieć Leosia przy sobie :D
Teraz mamy rozkminę z drugim imieniem :D
Radosław chcę żeby Leoś miał po nim, a jego ojciec chcę po sobie czyli Bogdan o.O Ja już mówię najlepiej Zenon bo się prawie rymuje :D więc chyba zostanie Radzio :D

9 dzień cyklu
49,3 kg

Dziś dużo się działo :) Najważniejsze... MOJA DRZWIONKA KOCHANA JEST W CIĄŻY!!!! <3 radość ogromna!! :D <3

W pracy constans... chociaż i trochę miłych spraw :) Jedna kobietka która ze mną pracuje zamówiła Mszę w naszej intencji! Zrobiło mi się MEGA MIŁO! Po pracy pojechaliśmy do ginekologa, którego poleciła mi koleżanka. No i cóż..gabinet w prywatnym domu. Wchodzimy...małe pomieszczenie całe w boazerii i drzwi z napisem "Poczekalnia Gabinet czynne poniedziałek i czwartek 16:00-18:00". Zastanawialiśmy się czy w ogóle tam można wejść...a że oboje jesteśmy cykorami stoimy w tym przedsionku! Zimno jak diabli! ale przecież nie zapukamy :P Dopiero jak wyszła jedna dziewczyna to okazało się że poczekalnia jest za drzwiami i dopiero za nimi gabinet... Gabinet jak relikt przeszłości, lekarz jeszcze starszy...ale BARDZO MIŁY :) Przejrzał wszystkie moje wyniki badań i powiedział, że dobrze byłoby zrobić morfologię nasienia i M. przebadać. Potem pooglądaliśmy co się "u mnie dzieje" a raczej on pooglądał, bo ja wierzę mu tylko na słowo :P Na tym USG NIC NIE WIDZIAŁAM! Ale wg. niego pęcherzyk na prawym jajniku 13 mm i endometrium 8 mm :) owulacja może być nawet w tym tygodniu!! SZOK! To byłaby chyba moja najszybsza owulacja EVER!

No a wieczorem byłam na PILATESIE! :D właściwie tyle co wróciłam... To dodaje mi MEGA dużo pozytywnej energii :)

______________________
1 śniadanie: mleko z nasionami chia
2 śniadanie: domowa bułka z białym serem, kiełkami brokuła, papryką i kukurydzą i chrupki z ciecierzycy
3 śniadanie: domowa bułka z żóltym serem, kiełkami brokuła, papryką i kukurydzą i ogórkiem i jabłko
Obiad: gotowana szynka w sosie chrzanowym, ziemniaki i surówka z czerwonej kapusty
Kolacja: jogurt z bananem i amarantusem


Wiadomość wyedytowana przez autora 19 stycznia 2015, 21:44

Molekuła Kocia mama 19 stycznia 2015, 21:45

Wczoraj zabrakło mi siły na kontrnuację:P Dziś w sumie też cały dzień przysypiam, mimo że szefowa podniosła mi ciśnienie od samego rana.

Wracając do mojej histori..

Po odstawieniu tabletek przez dwa pierwsze cykle wszystko działało jak w szwajcarskim zegarku, poczym się zj*bało - bo delikatniej tego określić sie nie da.

Zaczeły się takie paskudne plamienia, brudzenia przez cały czas - ani śladu cykliczności. Najpierw czekałam, aż sie samo ogarnie. Pół roku po odstawieniu tabsów, a miesiąc przed wylotem zbadałam hormony - wszystko OK. Poszłam do gina, który stwierdził, że tak może być i do pół roku po odstawieniu moge nie mieć okresu, a że akurat pół roku niedługo mija to napewno zaraz się wszystko cudownie naprawi.

Z taką też nadzieją poleciałam sobie za ocean, na rok.

Oczywiście nie naprawiło sie absolutnie NIC, a ja raz że nie chciałam łazić po tamtejszych lekarzach, dwa - moje ubezpieczenie obejmowało tylko przypadki nagłe. Pierwszy okres dostałam po 8 miesiacach od wylotu, na tydzień przed przylotem M i naszymi Wakacjami Życia. M przywiózł mi w urodzinowym prezencie pierścionek zaręczynowy, byłam więc w siórmym niebie. Ale żeby nie było tak pięknie po urlopie zj*bane plamienie powróciło.

A potem nagle zniknęło, co spostrzegłam na etapie pakowania powrotnych walizek. Wróciłam do domu, odespałam jet lag i dostałam (drugi w tamtym roku) okres i cykle (niezbyt regularne) cudownie powróciły.
Znów ogarnęłam hormony i gina. Hormony OK, gin stwierdziła ze może PCO.
Chcieliśmy zacząć starania o dziecko jak najszybciej, więc w poł roku po moim powrocie wzieliśmy ślub.

Na poczatku po prostu kochaliśmy się bez zabezpieczeń, potem zaczełam robić testy ovu, ale podchodziliśmy do tego z luzem. Z każdym kolejnym cyklem jednak ciśnienie rosło. Mamie nic nie mówię o staraniach, ale jak każda mamuśka od ślubu zaczęła cisnąć, i kracze, że będą problemy. Powiedziałam że dopóki nie dostane umowy o prace to sie nie zacznę starać (gdyby tylko wiedziała, że to znaczy nigdy:P)

Około pół roku temu poleciałam na tydzień do UK. I co? Powtórka z rozrywki. Brak okresu + plamienie. Myślę sobie że albo mój durny organizm ma uczulenie na zagranice, albo moja jescze durniejsza psycha nie wytrzymuje nawet tygodnia bez M? W maju lece do Włoch, też sama wiec już się boję.

Teraz cykle mam w miarę ok, przy czym nie wiem czy są owulacyjne. Głowę ryje mi instynkt macierzyński, który jakoś od jesieni, kiedy moja siostra i przyjaciółka zaciążyły, nie daje mi spokojnie żyć.

Natomiast obecna sytuacja wygląda tak sobie
- Ja: 28,5 roku - stypendium kończy mi się w kwietniu
- Mąż - właśnie szuka nowej pracy - liczę że szybko znajdzie
- Kot - póki starcza nam $ na karmę, ma wyjebane
- Projekt Dzidziuś - Kompleksowe badania w planie,obserwacja cykli in progress, starania zawieszone
- Projekt przeprowadzka - wiercę mężowi dziurę w brzuchu żeby szukał pracy w WaW
-Projekt doktorat - ...się pisze (jak widać:P)


Wiadomość wyedytowana przez autora 19 stycznia 2015, 21:56

sosenka80 Czekając na... ten dzień... 19 stycznia 2015, 21:57

Tak jak wczoraj postanowiłam, tak zrobiłam...

Ogarnęłam wczoraj z wieczora ten cholerny dół ale bez szału... Czasem sobie myślę tak... pod jednym względem lepiej byłoby mieszkać w bloku, może by się tak nie brudziło. Ogarniasz, ogarniasz, a za chwilę to samo, zwłaszcza na dole, gdzie się dużo łazi, gdzie inni łażą, a u mnie prawie codziennie ktoś jest, a to sobie pies z dworu przyjdzie do domu, a to mąż przyniesie 'coś' z garażu, a to ja sobie przed wyjściem wskoczę w butach bo czegoś zapomniałam i tak to się cudowny piaseczek i inne kłaczki wnoszą i roznoszą siejąc nerwa u właścicielki oto tego domku. ;) Ups... nie właścicielki, a właścicieli, jakby to mój mąż przeczytał byłby wielce niezadowolony. Zawsze twierdzi, że to również jego dom... Dobra niech mu będzie ;)

Humor dobry, stresingu na chwilę obecną brak... dzień zapełniony do maksimum.
Na dobry początek można by rzec wsypałam się, a jak dla mnie 9h snu to ostatnimi czasy bardzoooo długooo. A później jakoś wszystko poleciało... wyjazd z Kaśką na zakupy, imieninowe ciastko u Mareczka... hm... jeśli to można nazwać ciastem... muffinka na ciepło z płynną czekoladą w środku, serkiem mascarpone i malinami... pycha. Wcześniej jedzonko bardziej konkrtne myślałam, że pęknę. :) A jeszcze wcześniej się zważyłam, 61,1 czyli można jeść :)
Do marketu po jakieś żarcie, przede wszystkim chleb, zawsze to towar deficytowy u nas. Spacer z psem coby zrzucić te wcześniejsze kalorie, wyszło ze 3 km, a że aura dziś sprzyjająca więc się dobrze oddychało świeżym, mroźnym powietrzem. Z wieczora odwiedziła mnie mama plus dwie inne ciotki klotki ;) I się zrobiła 20 godzina. No to sobie pomyślałam tak : co tu będzie mi niezbędne w tym szpitalu, myślę, wyliczam, już bym, co nie co chciała zapisać na kartce, w końcu nie zapisałam. Wyszło mi tego jakoś bardzo dużo. Ma to być wyjazd do szpitala, a tu wyjdzie mi chyba wakacyjna walizka... :)
Jako, że ja pierwszy raz w szpitalu więc do końca nie jestem pewna na co powinnam głównie zwrócić uwagę, tak by to wyglądało :

- podstawa - skierowanie do szpitala, grupa krwi plus dokumenty
- moja nówka koszulka nocna i druga na wszelki wypadek, ta z sierpniowego szpitala plus szlafrok, o nie, nie, nie myśleć, że to jakaś długa za kolana koszulka, krótka przed, czuję się młodo, nie jak stara babcia ;) Ta nówka siwa z nadrukami, ta używana różowa, wyglądałam jak różowa landryna, bo oczywiście kupowałam na ostatnią chwilę co u mnie jest standardem ;) Mało tego, miałam skórzane różowo białe kapcie... śmiechowo wyglądałam, ale wówczas było mi wszystko jedno taka byłam zestresowana. Jak ktoś ciekawy to wstawię fotę ;) Znów z wątku głównego zrobił się poboczny :| aaa no i kapcie ale już nie różowe!
- skarpeciochy, majciochy, getry (bo tam niby zimno, to chyba ze dwie pary sobie wezmę), może mój cienki polar, a raczej na pewno
- przybory toaletowe (przede wszystkim szampon bo ja codziennie myję głowę, kurcze jak to tam będę robić, masakra! to mnie przeraża, ale muszę bo będę wyglądać jak półtora nieszczęścia, Kaśka będzie musiała mi pomóc...a jak szampon to muszę te cholerne włosy czymś wysuszyć, pasta, szczoteczka, żeby nie było dziś kupiłam nową ;) inne pachnidła, kosmetyki itp itd, krem do buzi, papier toaletowy, na to trzeba być przygotowanym, ręczniki
- chyba jakiś kubek, sztućce? Tego pewna nie jestem ale w wojewódzkim jak ktoś nie ma swoich dają plastiki, nie chcę jeść plastikami wolę zabrać swoje.
- no i tu pojawia się problem... ja 'zawodowy pijacz herbaciany' wypijający w ciągu dnia ok 7-8 herbat jak ja tam będę piła mój przysmak?? Że niby mam zabrać jeszcze herbatę, cukier i czajnik?? Innego wyjścia chyba nie ma... kilka dni bez herbaty to nie przejdzie, nie u mnie! Sama woda, czy sok to tak średnio widzę :/ To mnie nurtuje najbardziej!
- jeden listek uspakajaczy, jak się będę bardzo denerwować to sobie w czwartek łyknę, co by mnie nie telepało, plus jeden listek od łepetyny, wzięłabym jeszcze amolak ale nie będę robić smrodu ;)
- oczywiście różańczyk, bez tego ani rusz!
- jakaś książka do poczytania tzw czytadło poduszkowe plus polecana przez 'Adelkę' książka Sz. Hołowni, mąż ma mi jutro kupić
- ładowarka, niby się naładuję dzień wcześniej ale jak mi się rozdzwonią telefony, smsy się rozpiszą to i bateria nie wytrzymam obciążenia ;)
- aaa no i ten koc, bo lekarka mówiła, że zimno ;)

Co dalej nie wiem, jak ktoś ma doświadczenia ze szpitalem i może nasunąć jakiś pomysł, to bardzo proszę, jestem otwarta na różne propozycje :D A może mam coś z tej listy odrzucić? Ale chyba nie, to rzeczy na mój gust najważniejsze.
Tylko jak ja się z tym zabiorę ?? Oto jest pytanie ;)

Ooo... teraz mi się przypomniało, może ze 3 szt podpasek na wszelki wypadek. Dobra już nie mam pomysłów :D Koniec!



Wiadomość wyedytowana przez autora 19 stycznia 2015, 22:01

I koniec głupich nadziei :( dlaaaaaaczego?

Cięzki tydzień. Nie ma śladu dni płodnych a to juz 11 dzień. Chyba trzeba odpuści, wygonic to pragnienie.to mi w pewien sposób przeszkadza w życiu, burzy ustalony porządek, mysle tylko o tym.Na razie cieszę się na wyjazd do Hiszpanii na parę dni , chociaż bardzo boję się latac.Chyba paradoksalnie będzie to cykl bezowulacyjny.

Spotkałam sąsiadkę w niedzielę w południe.

Ona wie o naszych staraniach, o IUI i stracie. Ruchem głowy pokazuje na mój brzuch i pyta
- robiliście? - chodziło o kolejną IUI
- jeszcze nie... - odpowiadam
- bo śniliście mi się...
- ale że co?
- że się długo nie widzieliśmy i spotkałam was. Szłaś z wózkiem a G trzymał dziecko takie malutkie, chłopczyk.
- fajnie...

Nie wiem co o tym myśleć... kolejny znak że to już niedługo? nie chcę się nastawiać bo wiem że w tym cyklu nawet jeśli owu byłaby to raczej nie trafimy... od 17dc do 21 jestem w szpitalu :/ a później najprawdopodobniej podchodzimy do IUI o ile w szpitalu nie znajdą jakiejś przeszkody w staraniach od razu...
Chociaż jak sobie tak pomyślę że Kijanka miałaby się urodzić w listopadzie/grudniu to szkoda mi dziecka żeby do szkoły tak szybko poszło :( najlepiej to chyba rodzić styczeń-kwiecień...
Ah... ale tak kombinować nie będę...

Pragniemy Cię maluszku i Kochamy już bardzo bardzo mocno! :*

Witamy się w 26 tygodniu :)
Postanowiłam opisać dzisiejszą przygodę, może się komuś kiedyś przyda :)
Otóż wczoraj przed snem zaczęło mnie coś swędzieć na żebrach po lewej stronie. Że często tak mam, podrapałam i prawie się zwinęłam z bólu. Podciągam koszulkę a tam kilka krostek. Myślę - coś mnie uczuliło. Tylko czemu boli?
Z rana postanowiłam zweryfikować. Przyjrzałam się dokładnie. Autodiagnoza - półpasiec? Ale brak jakichkolwiek innych objawów. Poza tym kto kiedy i gdzie miał czelność napluć i mnie zarazić? Dzwonię do przychodni - termin na czwartek. Żart... No to dzwonię do cioci czy mnie obejrzy, bo półpasiec w ciąży to nic dobrego. Zdążyłam się popłakać, że znowu coś się dzieje, wpaść w panikę i się uspokoić. Podjechałam - diagnoza cioci - chyba półpasiec. Ale nawet nie była pewna co i czy mi może polecić no i powiedziała, że może to też być jakiś inny wirus. Zadzwoniłam do gina - jeśli to półpasiec to mam wziąć tabletki na wirusa, a trzeba je zacząć brać jak najszybciej.
No to w ramach weryfikacji kolejnej trafiłam na izbę przyjęć do szpitala. Po odesłaniu mnie z jednego miejsca w drugie i wymownym "ale jak to bez skierowania i z czym do ludzi" wzroku, zostałam szybciutko wzięta do pokoju badań. Myślałam, że będę czekać w nieskończoność, jak zawsze w szpitalach, ale rozczarowałam się pozytywnie. Lekarz "proszę mi pokazać tego "półpaśca"". Podciągam bluzkę. On na to "no faktycznie półpasiec" i poszedł. Po jakiś pięciu minutach zszedł drugi lekarz - zakaźnik na konsultację. Rzucił tylko okiem, spytał czy mocno boli, czy mam inne objawy i mówi "jaki półpasiec. Zwykła opryszczka!". Na brzuchu???? No więc, ponoć w ciąży to dość powszechne. A ja nigdy w życiu opryszczki nie miałam! I na ustach dalej nie mam. Za to mąż już zdążył chwycić i mu zaczęła na ustach wychodzić wieczorem :P
Najśmieszniejsze jest to, że mój mąż próbując mnie pocieszyć zanim pojechaliśmy w rajd weryfikacyjny powiedział, że jemu to wygląda na opryszczkę :P Zdiagnozował mnie bezbłędnie ;)
Koniec końców dostałam Heviran, lek bezpieczny w ciąży. Jest to lek i na opryszczkę i na półpaśca i na ospę chyba też.
I taki wniosek - słowa "jestem w ciąży" powodują, że nikt nie próbuje się kłócić, że nie powinno nas tu być i nawet jak spojrzy z wyrzutem to pomocy nie odmówi.

Paróweczka Powiernik 20 stycznia 2015, 05:01

47dc

Za 3 dni mija sześć tygodni. Rekord juz blisko a co potem? :(

... Ani nawet szmeru w podbrzuszu...

Opostowalam sie dzis na forum bo mnie nurtuje kejs mikroskopu ovu:

..."Używam od jakiegoś czasu FertilControl. Widziałam paprotki pare dni ale temperatura nie wzrosła. Teraz juz po paprotkach. Czy to oznacza ze owu nie bedzie? :/ od 47 dni czekam na @ po poronieniu i łyżeczkowaniu :( chciałabym zeby juz przyszła ale te paprotki zastanowiły mnie czy to przypadkiem nie "środek" cyklu dopiero i moze szykuje sie owu a zatem jeszcze ze 2-3 tygodnie czekania na @?!!... Ile po owu paprotki powinny jeszcze byc na mikroskopie? Czy to mozliwe ze paprotki sa a owu nie bedzie?".

Jakieś rady?


Wiadomość wyedytowana przez autora 20 stycznia 2015, 20:43

zouza Jak zaciążyć i nie zwariować .. ? 20 stycznia 2015, 07:36

Kiedy pół roku temu kiero oznajmiła nam (mi i K.) że mamy się umówić która kiedy zajdzie w ciążę bo niedopuszczalne jest żeby w dziale nie było ani jednej z nas .. nie przypuszczałam że K. zrobi to tak szybko. Pomijam fakt ewidentnego szantażu emocjonalnego, kiero praktykuje na nas swój "system motywacyjny" dość często.

Zważywszy na fakt ciągłego marudzenia przez K. na umowę na czas określony, na nieregularne, kilkumiesięczne cykle, na przyjmowaniu tabsów, ba - na to że ona sobie NIE MOŻE pozwolić teraz na ciążę - byłam przekonana że to ja będę pierwsza.

Cóż, planuj babo planuj a na pewno będzie Ci dane. K.rwa.

W każdym bądź razie nowina o dzidziusiu była jak obuchem w łeb. Dawno mnie tak nic nie ruszyło. Szkoda tylko że powiedziała mi to z rana, po 8h miałam tak pogryzione wargi z konieczności stopowania się od płaczu niczym po dobrej walce bokserskiej.

Żeby nie było, nie każda nowina o ciąży mnie tak dotyka ;) Nie będę również "ustalać" zaciążenia tylko dla spokoju kiero, nie jestem maszyną ..



Miały być pierwsze starania w tym cyklu, ale nie będzie niestety. Musimy odłożyć je o miesiąc, po pierwsze mam chore zatoki i nie chcę już z niczym walczyć będąc w ciąży, za dużo wrażeń po ostatniej ciąży, a po drugie pod koniec cyklu czeka mnie prześwietlenie RTG i nie mam prawa narażać ewentualnej ciąży. I tak z zresztą uleciał mój zapał, nie mam ciśnienia, wolę odłożyć starania o ten miesiąc i potem mieć spokojną głowę, choć nie wiem czy będę mieć choć odrobinę "spokoju ducha", dopóki nie przytulę mojego NARODZONEGO, zdrowego dziecka. Obawy chyba będą mi już towarzyszyć aż do samego porodu. Wczoraj znowu przykrości, dowiedziałam się, że moja przyjaciółka, która starała się 5 lat o dziecko, straciła je w 17 tygodniu ciąży z powodu opryszczki :( niczego już nie można być pewnym...niczego. No i zastanawiam się, czy to jeszcze nie za wcześnie, czy psychicznie dam radę, ale kurcze... mam już 29 lat prawie... czas nie działa już na moją korzyść :( no cóż...Wszystko w Rękach Boskich.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)