Wróciłam do diety od dietetyczki i od razu mi lepiej
Kilogramów oczywiście nie ubyło po jednym dniu,ale chociażby psychicznie 
Fakt,że odpuściłam na 2 cykle sprawia,że naprawdę mi lepiej
Nie lubię latania z cyklem i w ogóle,stresowania się i odczytywania najmniejszych objawów - czuję się uwolniona teraz,do tego szaleństwa wrócę w kwietniu/maju..na razie zadbam o odżywianie,bo to ostatnio leżało u mnie strasznie..
Mężuś mój to naprawdę kochany jest - chodzi po domu i śpiewa
Wkręca sobie chłop czasami,że ma talent muzyczny 
W grudniu odpuściliśmy sobie z mężem starania. Wyjechaliśmy na Święta, zadbaliśmy o relaks, odpoczynek fizyczny i psychiczny. W ten rok weszłam pełna nadziei. Zmieniliśmy dietę na zdrowszą. Wprowadziliśmy produkty i koktajle sugerowane przez ovu. Zaczęliśmy dbać o kondycję, chodzimy na basen i siłownię kilka razy w tygodniu. Ten cykl zaczął się wspaniale, nie pojawiały się żadne nadprogramowe plamienia, śluzu płodnego,z którym mam problem, wyjątkowo dużo. Na wykresie pierwszy raz w historii pojawił się drugi skok temperatury. Aż do... dzisiaj. Temperatura spadła, co prawda nadal utrzymuje się powyżej 37, ale do tego plamienia, ból w dole brzucha i czuję,że jutro lub pojutrze się zacznie. Ogarnął mnie straszny smutek, popłakałam sobie i postanowiłam założyć ten pamiętnik. Naprawdę mi ulżyło, wyrzuciłam to z siebie. Jeśli któraś z Was zastanawia się nad tym,to polecam, świetny sposób na rozładowanie napięcia.
Niestety wczoraj miałam stresujący dzień w pracy! Czułam ból podbrzusza po prawej stronie, a dzisiaj miałam śluz koloru brązowego. Beta rośnie w normie robiłam już trzy razy, ale ten ból i te plamienia są niepokojące! Już raz to przeżyłam dokładnie rok temu i nie chciałabym powtórki! Może jutro pójdę do gina... Nie wiem co robić! Trochę się boję co będzie!
Czy to możliwe, że gdy już dostajemy, to co chcemy, to o czym marzymy, to przychodzi paniczny strach? Boje się, bardzo się boję... Tak bardzo się boję, że nie umiem się jeszcze cieszyć
Ciąża rozpoczęta 29 grudnia 2014
Dni coraz bardziej aktywne, pogoda za oknem coraz lepsza, dolegliwości coraz mniej, o tak, tak powinna wyglądać ciąża i nawet coraz bliżej jej do miana stanu błogosławionego. Wyregulowałam sobie rytm dobowy, zasypiam kolo 23-23:30 budzę się o 7 wypoczęta. Nawet wpadłam w rytm jedzenia co 3h aczkolwiek niestety powtarzają się spadki cukru i zasłabnięcia (muszę o tym porozmawiać z moją ginką). Cukier na czczo jest względny ale ten 2h po posiłku jest już dość niski. Zdarzyło się kilka razy że zrobiło mi się słabo zmierzyłam cukier i oscylował w okolicach 55mg% a to już początki hipoglikemii....
Z racji pełnego słońca i temperatury w okolicach 15 stopni poszłam dziś na prawie 3 godzinny spacer z moją przyjaciółką, jej 8-miesięcznym synkiem i piesławem. Ale było cudnie, ptaszki ćwierkały, Mały się uśmiechał, piesław się wylatał a my wygadałyśmy.
Wiosna, wiosna, wiosna ach to Ty 
Faceci i ich tok rozumowania - jak to mnie czasami dobija. Oni chyba rzeczywiście są z marsa. Do nich trzeba łopatologicznie, bez żadnych podtekstów i aluzji, bo inaczej nie zrozumieją. No chyba, że to ze mną jest coś nie tak...
Od rana kipię złością, mam nadzieję, że szybko przejdzie, bo jak nie to w pracy nie wróży to niczego dobrego ehhhh.
W pracy moja złość przemieniła się w głupawkę. Czasami zastanawiam się jak te moje koleżanki ze mną wytrzymują
, zwłaszcza w piątki, bo wtedy najczęściej mi odbija
. Mieszkanko posprzątane, można rozpocząć leniuchowy weekend
.
Dzisiaj pojawił się rozciągliwy śluz, jakoś wcześnie, przy mojej długości cykli. Ciekawe czy owulka przyjdzie wcześniej niż w dwóch ostatnich cyklach. A znając złośliwość mojego organizmu, pewnie tak będzie, bo jakby mogło być inaczej. No ale cóż, sama chciałam żeby mąż zrobił badanie nasienia, co prawda miał je zrobić wcześniej, ale wyszło jak wyszło. No nic nie ten cykl, to będzie następny.
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 stycznia 2015, 21:19
Tydzień 13
12+0
Kończy się 12 tydzień i zaczyna ostatni w tym trymestrze.
Dolegliwości?
Ciężkie piersi i niekiedy bolesne. Zdarzają się mdłości, jednak nadal bez wymiotów. Zmiany na skórze są widoczne, ale nie są to przebarwienia tylko jakby trądzik młodzieńczy? A że mam obsesję na punkcie wyciskania wszystkiego, to nie wyglądam zbyt atrakcyjnie.
Jeśli zdam jutrzejszy egzamin, to do czwartku, czyli do samej wizyty, zrobię porządki w szafie w sypialni. Po co mi buty, w których nie chodzę, płaszcze na które nie mogę patrzeć, śmieci jakieś nie wiadomo skąd...
W pawlaczu też przydałoby się posprzątać, ale do tego potrzebuję męża, bo jest za wysoko i nie wskazane jest sięganie na wyższe półki. Tym bardziej, że pawlacz jest głęboki i wysoki...
Poprzekładam ciuchy tam gdzie zrobię porządek, a tam gdzie będzie pusto, przygotuję półki dla maluszka. Być może po wizycie kupię kilka rzeczy dla maleństwa, żeby były i czekały do sierpnia.
Czas leci bardzo szybko... Nim się obejrzymy, to szafa będzie zapełniona, pościel kupiona i przygotowana, pampersy w zapasie a kosmetyki na właściwym miejscu.
Po laparoskopii zapomniała w sumie co to są bolesne miesiączki... ale wczoraj sobie przypomniałam i to bardzo dokładnie
myślałam że umrę za chwilę. Miejmy nadzieję że dzisiaj mi odpuści bo długi dzień w pracy ...
22dc
mam negatywne odczucia tak bym chciała ale rozsadek mowi nawet się nie wkrecaj @ zaraz zapuka do drzwi 
Bardzo dużo brzydkich słów dziś użyłam. Cały dzień do dupy, ale wiedziałam o tym gdy tylko otworzyłam oczy. Jestem bardzo zależna od pogody, tzn mój nastrój. Mimo wszystko korzystając z dnia wolnego postanowiłam zrobić w pewnym sensie porządek psychiczny, sprawy formalne itp. Jako, że we wrześniu okazało się, że jajowód (jajowody? nie wiem czemu ale nie uznaje drugiego za drożny,bo doktor stwierdziła to na sam koniec badania po gmeraniu na każdą stronę i już bez kontrastu ) nie jest drożny i dostałam zalecenie zabiegu laparoskopii z chromotubacją postanowiłam zadzwonić do szpitala i zapytać czy pacjenci są już przyjmowani na oddziały. W listopadzie gdy chciałam się zapisać dostałam informację, że ze względu na covid wszystkie zabiegi są odwołane. Spoko. Trochę mi to było na rękę z jednej strony bo naprawdę wcale nie chce mi się tego przechodzić. Ale wiadomo - z drugiej strony chce mieć to za sobą. Tyle że przez pół roku i tak męża nie ma więc mi się nie pali. Ale dobra, pomyślałam zadzwonię,zapytam. Może zrobię porządek z własną macicą zanim wróci i wszystko będzie ok. Numer miałam podany na wypisie. Dzwonię. Jestem 10 w kolejce. 57 minut i 4 sekundy - oczywiście w tym czasie telefon był na głośniku, ale mimo wszystko. Tyle czekałam aby dowiedzieć się ze Pani z rejestracji nie wie czy szpital przyjmuje pacjentów. Wtf. Dodzwoniłam się do poradni ale taki numer był na wypisie. Ale dobra, jebać. Po moim osłabnięciu doszłam do siebie i zadzwoniłam do szpitala na numer z google. Baba - bo inaczej nie mogę powiedzieć, oczywiście za karę telefon odebrała. Pomijam całą gadke. W każdym razie też mi nie udzieliła info czy ludzie są przyjmowani czy cały szpital jest zamknięty, nie funkconuje, wybuchł lub całkiem zniknął. Podała inny numer, ale już nie dzwoniłam. Napisałam ostatecznie sms do Pani doktor. Odpisała po godzinie, że szpital wciąż nie przyjmuje pacjentów na planowane zabiegi.
Spoko. Nie zaskoczyło mnie to. Poirytowana byłam i tak od rana. Umówiłam się do niej w marcu na wizyte,bo muszę ogarnąć cytologie i przy okazji porozmawiam,bo nie wiem co jest lepsze. Czy powinnam ta laparo zrobić do powrotu męża, czy na świeżo żeby już był " pod ręka" po. Nie wiem. Oczywiście przyjęłam sobie do głowy ze latem to chyba szpital musi zacząć działać. No bez jaj. Aleee.. Ale wieczorem wbiła mi gwóźdź do trumny wiadomością nagłą, że uwaga uwaga - jeżeli chce operacje to w klinice ( nie wiem jakiej) mogę zrobić prywatnie za 6500 😏. No to się zdenerwowałam od nowa. Jak kurwa szpital nie działa tyle miesięcy, płace składki, a prywatnie za 6,5 przyjmą mnie gdzieś z otwartymi ramionami. Kurwa jak. Brak mi słów na całą chorą sytuację w kraju. Chociaż nie wiem czy brak. Może tych słów jest nadmiar,ale są niecenzuralne. Jeżeli do jesieni szpital nie będzie funkcjonował to będę musiała zrobić to prywatnie. Aż mnie trzęsie jak o tym myślę. Jeszcze straszą trzecią "falą". Jedyne określenie jakie przychodzi mi na myśl to - ja jebie. Jak znowu nie będę mogła pracować to dostanę na głowę. Naprawdę mam dość. Nie lubię jak coś nie jest po mojej myśli, nie lubię nie mieć kontroli i nie lubię takiego chaosu. Raz tak, raz tak. Dramat.
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 lutego 2021, 23:30
Przeanalizowałam sobie ostatnie wiadomości z USG i licząc na prawidłowy przyrost pęcherzyka - ovu właściwie wyznaczyło termin potencjalnej owulacji :)dziś pęcherzyk może mieć ok. 10mm.
Jak domowym sposobem zmusić pęcherzyk do pęknięcia?
mam tydzień, żeby się dowiedzieć hehe. W sumie to naprawdę wszystko by się ładnie zgadzało...potem 14 dni fazy po i @. Tak więc te cykle może u mnie są w miarę regularne?
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 stycznia 2015, 09:04
No dobra...napisałam tu dziś bardzo nieoptymistyczny wpis na temat tego, że jestem rozżalona i zła i rozczarowana, bo czuję, że idzie do mnie @. Chciałam zajść w ciążę zaraz po odstawieniu visanne, bez konieczności przechodzenia przez kolejne miesiące rozczarowań. ALE - przemyślałam sprawę i w sumie to nawet @ nie jest taka najgorsza, bo przynajmniej świadczyć będzie o tym, że organizm wraca do pracy. Jeśli przyjdzie @, to i owulka się pojawi - i tego się trzymajmy. Boję się tych wszystkich kolejnych miesięcy starań, jakie być może nas czekają. Moja cierpliwość się skończyła i po tych 6 miesiącach przymusowej przerwy, naprawdę chciałabym móc szybko zajść w ciążę. No, ale są rzeczy, na które nie mam wpływu i czas się z tym pogodzić. Pozostaje robić swoje i czekać na to, co przyniesie los.
O, losie, bądź łaskawy, proszę... Bo nie wiem, na ile starczy mi sił.
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 stycznia 2015, 09:36
Od kilku dni nie zmiennie mnie naciąga.
Miesiączka zamiast być miesiączką to jest taka dziwna jakby jej w cale nie było.
Boli mnie podbrzusze albo sobie już wkręcam.. zastanawiam się czy się po prostu nie sprawdzić, tzn. zrobić test i mieć spokój po tym co wyjdzie a nie się dziwnie stresować..
Może ktoś kto to przeczyta podpowie mi co mam zrobić.
Pozdrawiam 
dziś po obudzeniu dopadł mnie straszny ból w dole brzucha, aż taki kłujący, że nie mogłam ustać na nogach ;/ coś jakby przed @ nie wiem o co chodzi ;/ ale siedze zwinieta w kulkę w pracy i myślę o co kaman???
Ostatnio mam totalny brak czasu na forum i brak chęci do czegokolwiek.
@ się pomału kończy tak więc czas wziąć sie do roboty.
Mój M. zaczyna ten swój kurs 16ego lutego, jeśli wszystko będzie ok to owulka powinna być jeszcze przed kursem więc mamy szanse ten cykl
Pozytywne myślenie przede wszystkim.
Grafik na luty mam nawet w miarę chociaż dużo późnych zjazdów. Wczoraj wyszłam po 1 w nocy z zakładu, zmęczona byłam okropnie a i tak przed snem musiałam wypić melisę by w ogóle zasnąć 
Zapisałam się też wczoraj na rehabilitację którą zaczynam od poniedziałku!
Bo nie uwierzę!! Dzisiaj owulacja została przesunięta na dzień 20, i to jest dzień w którym wydaje mi się że faktycznie była
tylko skok temperatury był niski, bo nocki miałam "zarywane". Szczerze to dzisiaj jest pierwsza noc, którą przespałam od 22 do pobudki po 5 rano. I tak mam dzielnego synka, bo mimo kataru, kaszlu i wychodzących "trójek" jest całkiem znośny
Jak to jest, gdy los rzuca Ci klody pod nogi, rozczarowuje po raz kolejny... Wtedy widzisz wokol siebie pelno ludzi, ktorym sie udalo. Promienieja szczesciem, duma, albo wrecz przeciwnie - traktuja to jako oczywista oczywistosc i latwizne. Kolejne dwie znajome zaciazone, a jedna (dwa lata mlodsza ode mnie), juz ma dwoje dzieciakow. I ta jedna wlasnie mi w "zartach" napisala, ze moze ja bym sie tez juz zaczela starac, bo czas ucieka i nie dosc, ze stara panna, to jeszcze bezdzietna stara panna zostane.... Potem dodala, ze to taki zart niby, ze ona rozumie, ze ludzie teraz nie chca dzieci i malzenstwa - jakby takie tlumaczenie mialo sprawic, ze komentarz bedzie bardziej na miejscu...
Szukam nowego celu. Z uwagi na problemy zdrowotne (z sercem albo czymstam po lewej stronie) postanowilam poki co rozkrecac stopniowo bieganie, a zajac sie czyms innym. Troche chce odsapnac, poimprezowac z bezdzietnymi znajomymi... We wtorek byla ta impreza nalesnikowa u znajomej(wrzucilabym pare zdjec, ale nie wiem jak sie to robi, ktos mi moze wytlumaczyc?
), dziewczyna ma na nazwisko Colin. Do nalesnikow na slono, ostro i slodko zaserwowala nam francuskiego szampana marki Colin
Dowiedzialam sie, ze ona z mezem tez sie staraja od 3 lat - dobrze wiedziec, ze w realu mozna spotkac takie osoby.
Ostatnio duzo mysle o przyszlosci, zastanawiam sie na co przeznaczyc zarobione pieniadze i jak ulozyc sobie zycie. Coraz czesciej mysle o zakupie domu tutaj, na obczyznie. Rozmawialam na ten temat z S, mamy pieniadze na jakies 20-25% ceny domu, jaki by nas interesowal - na reszte moglibysmy wziac kredyt. Ale czy warto miec wlasny dom za miastem, w ktorym nie bedzie tupotu malych stopek? Moze lepiej wynajmowac poki co duze i wygodne mieszkanie w centrum miasta, jest tu blisko do wszystkiego. Jak zwykle, moj S skomentowal, ze kupimy dom kiedy, gdzie i jesli ja bede chciala (mimo, ze pewnie i tak to on pokryje 80% wartosci domu...).
Tak sie wzruszylam tymi naszymi rozwazaniami, ze postanowilam zrobic mu mila niespodzianke. Wyslalam go do sklepu po mrozone truskawki i jogurt grecki do zrobienia lodow (zeby sie go pozbyc z domu na chwile), a sama zalozylam koronkowe granatowe body kupione tego samego dnia i czekalam tak na niego ubrana, wyperfumiona, wymalowana i sliczna. Jego mina jak wrocil do domu - bezcenna! Po chwili wiele sie dzialo
A dzis rano, jak wychodzilismy do pracy, powiedzial mi, ze to wczoraj to bylo niesamowite
Tak bardzo go kocham!
Po moich ostatnich jazdach ze zdrowiem i skokami ciśnienia starania odwleką się w czasie.
O dziwo, odetchnęłam z ulgą, co oznacza, że psychicznie nie byłam na nie jeszcze gotowa. Strach chyba jest większy niż sama chęć posiadania drugiego dziecka.
W związku z tym, że zdrowiem trzeba się trochę zainteresować, lekarz zalecił dietę beznabiałową i bezsłodyczową.
Dziś dzień pierwszy. I od razu pojawił się dylemat dnia:
CZY ŚLEDŹ W SOSIE ŚMIETANOWYM TO NABIAŁ?

Wiadomość wyedytowana przez autora 30 stycznia 2015, 10:03
jeszcze 1,5 tygodnia do USG- już nie mogę się doczekać, mdłości są ale wymiotów brak, smakują mi tylko rzeczy kwaśne
słodycze mnie odrzucają
- to dobrze
i najchętniej non stop bym spała 
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.