Idzie wiosna, na dworze coraz cieplej i wszystko się budzi do życia
.
Staram się myśleć pozytywnie. Kilka razy obraziłam się na Boga. W kościele ksiądz mówił,że Bóg jest miłością,że chce dla nas jak najlepiej. Ja tylko przewracałam oczami i zastanawiałam się,dlaczego zsyła na nas tyle nieszczęść,dlaczego ostatnio nie spotkało nas nic dobrego ?
Dzisiaj mnie olśniło . Zrozumiałam, że powinnam dziękować Bogu za to że mogłam wstać rano, pójść do sklepu i zjeść śniadanie, że mogłam usłyszeć śpiew ptaków i podziwiać błękit nieba .Przecież wszystko co mnie otacza jest tym dobrem o które się tak upominam !
Wiem,że reszta za jakiś czas na pewno czas się ułoży 
Ostatnio źle się czułam. Biegunka, stan podgorączkowy (37,46),ogólne osłabienie.Oczywiście w głębi duszy wmawiałam sobie że to ciąża,a gdy zobaczyłam na wykresie że
było 13 dc, to już w ogóle nie miałam wątpliwości
. No ale już czuję się dobrze, za 2 dni mam mieć okres i myślę że tak będzie najlepiej. Niestety, ale teraz nie możemy pozwolić sobie na dziecko. Musimy znaleźć pracę, swoje miejsce na ziemi i wziąć ślub,który zbliża się wielkimi krokami.
Przemek schudł już 5 kg. Mi idzie wolniej 3 kg... Mimo że ćwiczę więcej, waga schodzi pomału. Nawet myślałam żeby kupić jakiś suplement diety na odchudzanie,ale Przemek oczywiście się wydarł i odechciało mi się tabletek
. Przez ćwiczenia moja twarz wygląda okropnie
.Jest cała w trądziku i przebarwieniach. Kupiłam nową maść, bo poprzednia przestała pomagać, łykam cynk,wit b6, piję okropnego bratka i nic. Zawsze miałam skłonności do trądziku ,ale od kiedy zaczęłam ćwiczyć stan skóry drastycznie się pogorszył
. Podziałam trochę sama ,a jak nie pomoże to pójdę do dermatologa...
Dziś na fb pewna fundacja dodała kolejnego psiaka do adopcji. Prawie się popłakałam, w sumie już miałam łzy w oczach... Ładna psinka szuka domu, nie pamiętam czy ma pół roku,rok cz 1,5. Jedna wada, nie widzi
. Gdybym miała swój dom ,od razu bym tego psiaka przygarnęła, bez zastanowienia. Obiecuję,że gdy tylko będę mogła przygarnę pieska ze schroniska. Nie szczeniaka, nie rasowego, ale takiego, który nie ma szans na adopcję, bo np : nie widzi, nie słyszy, nie ma łapy ,czy po prostu jest stary i brzydki. Dla mnie każdy pies jest piękny,a te po przejściach najbardziej . To taka moja mała misja, chciałabym pomóc choć jednemu
.
17.09 był najpiękniejszym dniem w całym moim życiu. Ech, już płaczę. Był najpiękniejszy i wiem, że drugiego tak pięknego już nie będzie. 17 września o 11:35 przyszła na świat moja upragniona córeczka poprzez cesarskie cięcie. Ważyła 3450g i mierzyła 58 cm. Nie zapomnę tych emocji do końca życia- ta świadomość, że zaraz poznasz sens swojego życia, swoją największą, upragnioną miłość. Moment kiedy usłyszałam jej płacz.. Ech.. dalej ryczę
pamiętam każde słowo anestezjologia oraz mojego lekarza prowadzącego, który przyjmował poród.. "Jaki skubaniec, nie chce wyjść" - dokładnie czułam jak doktor całym przedramieniem wyciskał ją na dół, mimo iz bbólu nie czulam. Na co uspokajająco zareagowala anestezjolog: "spokojnie, juz wwychodzi glowka, teraz ramionka, mamy ją! Jaka duża dziewczynka, a ile włosków!" 😍 moja radość była wtedy nieoceniona.
Niestety nasze szczęście od samego początku zaczęło się mieszać ze strachem, ponieważ Oliwka urodziła się z obszernym obustronnym naczyniakiem plaskim na buzince. W 1 dobie po porodzie lekarze twierdzili, że to od ucisku w brzuchu jest taka czerwona, w drugiej dobie potwierdzili naczyniaka, który na dziś dzień wiemy, że tak na prawdę jest malformacją kapilarną, a nie naczyniakiem. Naczyniaki pojawiają się w okresie noworodkowym lub wczesnoniemowlęcym i zanikają samoistnie, z malformacją dzidziuś się rodzi i ona nie znika samoistnie. Niestety wiedza w Pl na ten temat jest bardzo słaba, na dwóch wypisach ze szpitala mamy uzyte pojecie "naczyniak", mimo iz to zupelnie cos innego.
Pierwsze 10 dni było tragiczne, pełne obaw, strachu, płaczu, a właściwie to histerycznego niekonczacego się ryku nas obojga. Na początku byliśmy przerażeni samym defektem kosmetycznym. Pozniej okazalo sie, ze naczyniak moze byc nie tylko zewnetrzny ale i wewnetrzny i w 4 dobie mnie wypisali do domu, a maleńką przetransportowali do innego szpitala na oddzial patologii noworodka gdzie lezala kolejny tydzien i miala calą masę badań, aby sprawdzić czy nie dzieje się rownież coś w środku. Moglismy ją odwiedzac jedynie my z mężem jako rodzice, miedzy 12 a 16, gdzie moglismy wchodzic do niej tylko pojedynczo. Nie muszę chyba mówić jaki to był koszmar dla mnie jako dla świeżo upieczonej mamy, która starała się o ciążę 2 lata, 9 miesięcy nosiła pod sercem zdrową ciażę, gdzie wszyatkie 3 badania prenatalne byly idealne oraz kazde inne kontrolne.
Oliwka ma podejrzenie zespolu Sturge Webera, ktory wiaze sie z padaczką oraz jaskrą. Badania w szpitalu teoretycznie wyszly dobre, rezonans główki wyszedł czysty na ten moment, jedynie mamy okuliste do powtorzenia ponieważ Oli ma zaczerwienione gałki oczne. Naczyniak przechodzi niestety przez obydwie powieki, a zaczerwienione naczynka w oku mogą sugerować zwiększone ciśnienie w oku, a co za tym- jaskra, której tak bardzo się boimy. Na ten moment jest dobrze, ale zespol może się uaktywnić do 2 r.ż tak więc czekamy na wyniki badań genetycznych, które będziemy mieli za 3 tygodnie, gdzie będziemy mieli czarno na białym- czy maleńka jest obarczona zespołem czy tez mam nadzieje nie - i zostaje nam sam defekt kosmetyczny.
Dla nas jest najpiękniejsza nawet taka czerwioniutka. Cala Jest taka cudowna! Ale wiem, że musimy jej pomóc aby mogła być w przyszłości pewną siebie dziewczynką, a później kobietą. Czeka nas dluga, kosztowna i stresująca droga laseroterapią aby pozbyć się malformacji. Mam nadzieję, że uda nam się tego dokonać przed momentem kiedy córcia wejdzie w świadomość własnego ciała, czyli przed 3 rokiem życia. Lasery można powtarzać co 6 tygodni, 26 października mamy pierwsza wizytę u jednego z dwóch najlepszych i w sumie jedynych specjalistów w Pl, którzy zajmują się malformacjami- wtedy dowiemy sie kiedy mozemy rozpocząć terapię laserem.
Ogólnie na ten moment mamy się dobrze - moja córeczka jest istnym Aniołkiem. Spi, je i tak w kolko. Uwielbia na nas lezec i sie przytulać. Cala rodzina jest w niej zakochana, a przez to jaka jest inna i wyjatkowa kochamy ją i rozpieszczamy jeszcze mocniej i mocniej! Tak, bede ją rozpieszczała bo na to zasługuje! Jest moją wymarzoną, wymodloną córeczką i nie ma rzeczy ktorej bym dla niej nie zrobila.
A patrząc na to jakim cudownym ojcem dla niej jest mój mąż- zakochałam się w nim na nowo.
Generalnie myślę, że takie rzeczy w życiu dzieją sie po coś. A tylko silni rodzice dostają takie wyjątkowe dzieci. My wiemy, ze poswiecimy i oddamy jej się całkowicie.
Takie sytuacje bardzo zbliżają, wszystko staje się mocniejsze, silniejsze, piękniejsze i ech.. znowu płaczę 
Tak na prawdę mamy strasznie dużo szczęścia w nieszczęściu. Mamy ogromne wsparcie, trafiliśmy na cudownych ludzi i lekarzy. Rozmawiałam z innymi mamami takich dzieci jak moja Oli - niektóre miesiącami musiały czekać i doczekać trafnej diagnozy, bo wychodząc ze szpitala po porodzie stwierdzono, że zniknie to samo. Albo, że będą musieli zrobić przeszczep skory. Albo latali za granicę na lasery, bo jeszcze kilka lat wstecz w Polsce ich nie było. A my nawet od razu mieliśmy zrobione wszystkie badania- nie musieliśmy robić ich sami, prywatnie i miesiącami dochodzic o co tutaj chodzi. Tak wiec tak - jestesmy szczesciarzami.
Jutro moje szczescie kończy miesiąc, Oli przykoksiła do 4180g. Tak więc moje cycki mają moc, a malutka robi się już slodziutkim pulpecikiem
jestem dumna, że udaje mi się ją karmić wyłącznie piersią, mimo tak ogromnego stresu na początku.
Wstawiam jej zdjęcie, dlatego, że jestem dumna, że mogę być mamą tak wspaniałej, wyjątkowej, pięknej dziewczynki. Zmieniła całe moje życie, wywróciła je do góry nogami, przy niej wszystko nabrało sensu! Jestem dumna, ze ją mam! Trzymajcie tylko proszę kciuki za jej zdrowie 
![]()
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 października 2019, 21:52
No i po glukozie wychodzi na to, że nie mam cukrzycy 
Wyniki:
Na czczo-69
Po 1 godz.-67
Po 2 godz.-93
Ogólnie samo badanie męczące, bo trzeba siedzieć na dupie około 2 godziny(ja miałam do wypicia roztwór z 75g glukozą- nie takie złe,straszne) i niestety po godzinie strasznie słabo sie poczułam, mdliło mnie i miałam ochotę pójść spać
ale przetrwałam 
DZIEWCZYNY nie ma się czego bać
dla naszych Maluszków na pewno zrobimy wszystko :* 
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 stycznia 2015, 10:30
jeszcze wczoraj się okazało, że teściowa ma zmiany nowotworowe na płucach.. Wczorajszy dzień był straszny dla mojego męża:(
ja zaczynam się godzić z myślą,że przez jakiś czas nie mam co liczyć na II kreski na teście. Może to ma i swoje plusy..odpuścimy ze staraniami, odpoczniemy. Będzie co ma być.. trzeba się uczyć cierpliwości..
Dzisiaj Julianek konczy dwa miesiace
Z tej okazji zaczol robic babelki z sliny, co prawda maz mowil mi ze tak juz robi od kilku dni ale ja dopiero dzisiaj sie o tym przekonalam. Moj babelek zaskakuje mnie swom szybkim rozwojem. Na jedno sie ciesze a na jedno martwie bo pamietam ze Maximilianek tez na poczatku tak szybko sie rozwijal a potem zwolnil tempo i to na tyle ze pozno zaczol chodzic czy mowic. Do tej pory mowi malo jak na trzy latka. Chociaz to pewnie przez to ze jest dwujezyczny bo intelektualnie bystry z niego chlopczyk
Ciekawe jak bedzie z Juliankiem...
Dzisiaj dostalam tez pierwsza miesiaczke poporodowa. Haha rowno po miesiacu odkad przestalam karmic ta malpa przylazla. No ale spodziewalam sie ze tak bedzie bo u Maximilianka tez miesiac po odstawieniu go od cyca przyszla oby tylko nie byla bolesna...
Dzisiejsze fotki 


Wiadomość wyedytowana przez autora 30 stycznia 2015, 11:25
Z cyklu: kto nie chce niech nie czyta!
Oto jak działa żeń-szeń:
Noc- obmacywanie mnie po tyłku i próba ściągnięcia majtek. Po upewnieniu się: ROBI TO PRZEZ SEN. Śpi kurna jak zabity a obmacuje ile wlezie. Kiedys dawno dawno temu tez tak robił czyli dobre objawy wróciły:)
Dzień: telefon rano: " dzisiaj Cię musze bzyknąć bo cały czas mi stoi"
No kurde normalnie nie wierzę. Niech mnie ktoś uszczypnie!Albo męza mi podmienili:)
W końcu bedę miała : zboczonego męża JEEEEEEEEEEEEEEEE
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 stycznia 2015, 12:18
M I E S I Ą C

Wczoraj nas Tomaszek skończył miesiąc!
nie do wiary, naprawdę.. Gdzie ten czas tak szybko ucieka?
Tak się oto prezentuje mój przystojniak 

AAAAAPSIK! 

Pogaduchy z Tatusiem 

taki spam Tomusiowy 

MÓJ NAJDROŻSZY SKARB 

Prawda, że uroczy?
jestem w nim taka zakochana.. tylko kochać i całować 
Tak jak piszę czas nam szybko leci (niestety) Tomuś pod koniec zeszłego tygodnia jakoś się przestawił i w ciągu dnia zaczął sobie robić krótkie drzemki i częściej zaczął jeść. Praktycznie przez dokładne pierwsze dwa tygodnie tylko trzymał się rytuału spanie (2-3 godz), jedzenie, spanie, jedzenie. Także myślę sobie że chyba już duży chłopczyk z niego bo teraz to już chce zwiedzać świat
podróżnik nasz
Tomuś też przy jedzeniu po 5-10 min zaczyna się bardzo denerwować, główką kręci na lewo i prawo i szuka cycusia jak tygrys
gdy w końcu złapie to chwile ssie, puszcza i znowu krzyczy i tak chwile to trwa po czym przestaje i zasypia
ale robi mi tak tylko w dzień, w nocy ładnie zje i zaśnie odrazu. Czy Wasze bobaski też tak robiły, robią? Po za tą sytuacją to wszystko ok 
W niedzielę byliśmy we trójkę w końcu u moich rodziców i mojego brata z rodzinką, bo mieszkają razem. W końcu - dlatego że córeczki brata były chore, a wiadomo ja nie chciałam żeby mały był chory także oni do nas nie przyjeżdżali ani my do nich żeby tego nie rozsiać
Po za tym tyle tych chorób teraz było jak jakaś plaga
u nas w domu też siostry męża chore, teść też. Także się nie zbliżaliśmy się w ogóle do siebie. Moja rodzinka jak zobaczyła Tomusia praktycznie po 3 tygodniach to była oczywiście bardzo zdumiona "Jaki on jest duży!" "czy Ty go karmisz?" , "i te włoski!" ochom i achom nie było końca
stwierdzili że jak mama taka szada to wiadomo po kim
tylko że ani ja ani nikt z mojego rodzeństwa nie miał ciemnych włosów za to mąż miał i jego rodzeństwo też
więc chyba moja szada głowa nie ma z tym nic wspólnego
jestem tylko bardzo ciekawa czy będzie miał KRĘCONE po mnie ! 
A teraz trochę smutniejsze wiadomości.. wczoraj trafiłam na pogotowie.. W niedzielę około 21 zaczął mnie boleć żołądek (to już któryś raz, w ciąży też zdarzyło się ze dwa razy) ale wtedy tłumaczyłam to ciążą. W każdym razie próbowałam zasnąć, może godzinę to trwało po czym zaczęło tak boleć że zwijałam się z bólu. To wygląda za każdym razem tak, że straaasznie boli ani nospa ani paracetamol nie daje, nie wymiotuje bo nie jest mi nie dobrze, normalnie się wypróżniam po czym po jakimś czasie ten ból momentalnie znika, w tym wypadku po 3,5 godzinach zniknął
było mi bardzo ciężko zająć się małym więc go tylko karmiłam a mąż go nosił bo ja ledwo chodziłam jak zgarbiona
kiedy ból minął akurat w czasie karmienia mąż poszedł spać bo przed 6 musiał wstać do pracy a ja po nakarmieniu poszłam spać i dziękowałam Bogu że przeszło. Naprawdę ból żołądka jest okropny!!! Po 6 rano obudziłam się z myślą "niee, to są chyba jakieś żarty!" bo? znowu zaczął mnie boleć żołądek! Wziełam sobie znowu nospe i paracetamol z nadzieją że tym razem może mi pomoże. Mąż w pracy a ja przy zajmowaniu się małym zwijałam się co chwilę, no to była tragedia.. Minęły 2..3..4 godziny a mnie dalej bolało
o 12 jakoś ból zaczął się bardziej nasilać i płakałam już z bólu bo nie wiedziałam jak mam siedzieć.. Mąż do 15 był w pracy więc teściowa zaczęła ratować sytuację bo strasznie się martwiła i zadzwoniła po swoją kuzynkę z którą pojechałam na pogotowie.. Miałam iść najpierw do lekarza na przychodni bo dzwoniłam do mojego lekarza rodzinnego żeby przyjechał do mnie do domu ale nie dał rady i powiedział że mam przyjść na przychodnię i będę pierwsza w kolejce. Na co ja sobie pomyślałam że przecież w sumie on tak mi nie pomoże, jakieś tabletki zapisze a zanim one zaczną działać to ja chyba umrę.
Na pogotowiu odrazu mnie przyjęli. Pielęgniarka założyła wenflon do kroplówki. Przyszedł chirurg no i zadawał pytania potem mnie zbadał i jak naciskał to centralnie na środku mnie bolało. Stwierdził że to na pewno nic poważnego po czym poszłam na kroplówkę. Ja oczywiście miałam cały czas czarną wizję że jak przyjedziemy to coś wykryją i będę musiała zostać, no a co z małym?
i tak mieliśmy problem bo miałam czekać na wyniki z krwi i moczu 2 godziny! Wiedzieli że karmię piersią i mały ma miesiąc, gdzie on by mi wytrzymał dwie godziny jeszcze! Nie chciałam mu podawać mm bo się bałam że potem nie będzie chciał mojego mleka
a chce go karmić piersią. Mąż był przy mnie jak byłam na kroplówce bo się zwolnił z pracy a ciocia poszła zagadać do tego lekarza żebym mogła jechać nakarmić małego i wrócić po wyniki potem. No i udało się jej go nagadać bo najpierw nie chciał się zgodzić, wiecie gadka "jesteśmy za panią odpowiedzialni bla bla bla". Przed 16 byliśmy w domu, Tomuś jeszcze chwile spał na szczęście a potem go nakarmiłam i przed 17 jechaliśmy z powrotem po wyniki. Ból cały czas się jeszcze utrzymywał a w trakcie karmienia znowu puściło.. Uff jaka ulga
. Jak przyjechaliśmy to pielęgniarki odrazu mnie skojarzyły i powidziały że wyniki są dobre i że na pewno to ze stresu, nerwy bo młodą mamą jestem, nieprzespane noce itp.. Hmm no chciałabym żeby to było to niż coś gorszego. W każdym razie oczywiście w tym naszym durnym szpitalu nie dowiedziałam się niczego konkretnego i jak to się zdarzy jeszcze raz to mam przyjechać bo lekarz stwierdził że przy takim jednorazowym zdarzeniu nie ma sensu robić gaskostropii np a usg mi nie mogli zrobić bo lekarza nie było. Zrobię USG na własną rękę i dowiem się o co chodzi, jeśli wszystko będzie dobrze to naprawdę nie wiem od czego mam takie bóle.
Tak więc, ukończyliśmy dzisiaj 30 tydzień (30 + 0 dni), w środe wróciliśmy z Polski po 10 dniach pobytu w rodzinnym domku, tam to życie tętni, moja kochaniutka siostrzenica jest przekochana, to jest wprost przesłodkie dziecko:) ale trzeba było wracać, tu mam swój dom, męża, całe szczęście że niedługo dziecinka z nami będzie bo wypełni tą pustkę i ciszę w domu :)Najgorsze są pożegnania, zawsze płacz i wzruszenie;/ w kwietniu przylatują mama, siostra z córeczką bo chcą być jak będzie już czas na mnie :)także ten fakt mnie pociesza bo myśl, że dopiero moze we wrzesniu bedziemy w Polsce i dopiero wtedy ich zobacze jest bardzo smutny.
Jak zazwyczaj zawsze ładne lądowania samolotów podczas moich lotów to ten powrotny nie był zbyt fajny. W Birmingham akurat były złe warunki, wiatr i snieg z deszczem i ładnie nami trzesło, mały miał w brzuszku jak na huśtawce co najmniej, pewno się bał i tego szumu i wogole bo czesto sie przekrecal. ale dzielnie znieśliśmy lot, nigdzie nie wymagano ode mnie zgody lekarskiej ze moge lecieć także się obwiozła:P
Jestem już na L4, żeby było zabawniej na prośbę pracodawcy, są takie zależności z zatrudnieniem osoby na zastępstwo, że dla pracodawcy lepiej było jak poszłam na L4. Jak tylko zrobiłam co do mnie należy, poszłam do lekarza.
Mamy już 15 tydzień ciąży. Byliśmy także na USG genetycznym. Podobno wszystko dobrze, poza tym, że lekarz badał mnie dobre pół godziny, gdzie wcześniej pacjentki dosłownie wchodziły-wychodziły, przy czym nic nie mówił, mimowolnie zaczęłam się stresować i to wyszło na akcji serca dzieci, zwiększa to ryzyko wystąpienia wad w sercach, z tymże jak je Pani w komputerze "trochę uspokoiła" wszystko było dobrze, a i inne parametry nie wskazują na anomalie.
W poniedziałek normalna wizyta. W ciągu tych pół godziny na genetycznym ani razu nie widziałam dzieci 
Brzuszek mam już spory.
Zaczęłam oglądać wózki dla bliźniaków, czy tylko ja uważam, że są OKROPNE??????
Dzieci nie mają ze sobą kontaktu, albo jedno nad drugim, ale jedno plecami do drugiego. Kto to wymyśla????
29dc
wczotaj T wrócił z wywiadówki od SWOJEGO syna.
Młody się nie uczy, kłamie, a jego mamusia nie widzi w tym nic złego i rozpieszc go na maxa. Wywołując w T wyrzuty sumienia ze opn niby zly ojcec i że to przez niego młody się w nauce opuscił.
A ten swiruje ... swituje na maxa i nie widzi jaki sprawia mi bol.
ja tutaj na rzesach staje zeby zajsc w ciaze a on tylko o tym ze sie smarkacz jeden nie uczy.
Jak sie nie chce uczyc to sie T za niego nie nauczy i niech da spokoj. bedzie mlody najwyzej doły kopał jak dorosnie a inzynierem molekularnym nie zostanie.
Ja mam 29 dc i generalnie nic sie nie zmienia. jednego dnia temepratura hop do gory a nastepnego dnia - bęc na dół. Takie zygzaki mam na wykresie.
co robic ?
Niech ta zima się skonczy.
Wzoraj byłam u kosmetyczki stylistki paznokcie. Zadbałam o siebie o czułam sie mało atrakcyjna.
do tego w hebe zostawiłam ponad 200 zł no i w pepceo kolejne 150 żł .... ale urzadam dom ktory nie jest nawet mól bo była zona T robi problemy a ja czuje sie jak gosc w domu a nie jak Pani na włosciach.
kqrw mnie bierze. koncze to smęcenie. bo wcale nie jest lepiej
dziś mąż oddał nasienie do badania.... wynik już w poniedziałek na razie jestem bardzo zdenerwowana... boże i wszystko się okaże na razie praca, stres...
mam problem...
nie mogę zdecydować się na lekarza...
Moj mąż mówi ze skoro nam sie wkońcu udało to może zmienie lekarza gdzieś bliżej,a nie że musze 30km dojeżdżać, a kontaktu tel nie ma... 
Lubię moją dotychczasową lekarkę - to dzięki niej jestem w ciąży...
ale mąż ma rację - nie będę z brzuchem dojeżdzac do lekarza... i jak coś sie dzieje nie moge się skontaktować...
Przy braniu CLO byłam na wizycie u lekarza w mojej miejscowości - młody lekarz - i myślę że zacznę do niego chodzić...
w przyszłym ty jeszcze dwie wizyty :
1- we wtorek u mojej lekarki - zobaczyć już maleństwo... bo narazie był widoczny pęcherzyk ciążowy i trzeba się upewnić czy to nie ciąża pozamaciczna ( mam nadzieje że wszystko oki )
2- w piątek u nowego lekarza - myślę że założy mi już kartę ciąży 
więc muszę podjąć decyzję do kogo będę chodzić...trudna decyzja...
Rano miałam usg powinno być dobrze
Crl 53mm serce bije 110 uderzeń na minutę...
Moje maleńkie serduszko<3 zostań już z nami
15tydz i 1 dzień
własnie zaczęłam 16 tydzien, cieszę się, bo nie moge sie doczekać kiedy poczuję ruchy mojego maleństwa. 26 stycznia byliśmy na ponownym badaniu usg ze względu na to, że wczesniej dzieciątko sie skutecznie zasłaniało. Tym razem udało sie wszystko dobrze zbadać. gin powiedziała, że wszystko jest "cacy"
bardzo sie cieszę, że moje dziecko rośnie jak dotąd zdrowo i oby tak zostało :*
mieliśmy tez okazję przez chwilę zobaczyć maluszka w 4D ale dosłownie przez chwilkę. ja od razu zwróciłam uwage na jego malutki śliczny nosek :* ale wstydzich to z niego jest bo odwrócił się plecami i nie chciał pokazać co ma między nóżkami
ale jeszcze zdążymy zobaczyć kogo noszę. najwazniejsze jak dla nas wszystkiech jest to że dzieciątko jest zdrowe
ma 8 cm i pięknie się rozwija 
21 tydzień, połowa już za mną... ciąża jak dotąd przebiega spokojnie. Ani razu nie wymiotowałam, ogólnie czuję się bardzo dobrze. Jedyne co to może częściej i więcej śpię.
2 razy w tygodniu chodzę na pilates i jogę dla ciężarówek i 2 razy w tygodniu na basen. Jedynie co mnie martwi to jest to, że nie czuję ruchów, a tak chciałabym już poczuć moje maleństwo... Według ginekologa maleństwo rozwija się prawidłowo, ale mimo wszystko chciałabym już fizycznie czuć, że tam jest:) 5 lutego idę na drugie badania prenatalne. na poprzednich lekarz powiedział że na 75% będzie to dziewczynka, ciekawa jestem czy tym razem potwierdzi czy jednak zmieni zdanie ;p najważniejsze żeby było zdrowe... Staram się dbać o siebie i o nie, więc wszystko w rękach Boga:) już mu dziękuję za to że przeprowadził mnie, męża i dzidzię przez połowę ciąży i mam nadzieję, że i w drugiej będzie nad nami czuwał.
Mam dziś jakiś moment wyparcia na zasadzie: "a może ja jednak nie chcę drugiego dziecka? po co mi to?"
Aż mnie przerażają te myśli ...
No i dupa. @ przyszła akurat dzisiaj. Nie mogła za 9 m-cy? ??!! Nie!!
dlaczego ja mam takiego pecha?
To wszystko pewnie przez ten stres i nerwy. Nie umię się "wyluzować", odprężyć i nie myśleć o dziecku, za bardzo go pragnę....
Dziś w przychodni widziałam kobitkę w ciąży z ładnym brzuszkiem i matkę z maleństwem, aż się mi płakać zachciało wiedząc, że w tym cyklu już nic z tego nie będzie... ;(
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 stycznia 2015, 14:20
Do wizyty jeszcze 6 dni. W poniedziałek muszę lecieć do labolatorium zanieść mocz i zrobić morfologie i glukoze. Tak bardzo nie mogę się doczekać, a zarazem boje się strasznie tej wizyty. Codziennie modlę się do Boga proszac go o pięknie bijace serduszko i dobry rozwój bobaska.
Moje samopoczucie jest różne. Raz jest fajnie, a raz z łóżka się podnieść nie mogę. Wczoraj trochę odżyłam poszłam na miasto, na spacer i zakupy. No było miło i przyjemnie ale troche przecholowałam. Zaczał mnie późnym wieczorm brzuch boleć i to naprawde mocno i nawet się wystraszyłam, ale wziełam 2 nospy i jakoś przeszło.
Wogóle to zastanawiam się czy tylko ja tak ciężko przechodzę ten 1 trymestd? Normalnie czuje się jak emerytka
Do tego w noce śnoa mi się takie niestwożone rzeczy że szkoda słów, aż wstyd się przyznać. Poczawszy od snów erotycznych po wojne i wszystkie takie realistyczne 
Czasami jak opowiadam mojemu to każe mi się stuknać w głowe i pyta co w tych witaminach daja lub czy napewno ja witaminy kupiłam.

a wpadam na chwilę, wczoraj dowiedziałam się że zaplodnili 6 komórek i wszystkie się zaplodnily
transfer miał być w sobotę, jednak dzisiaj dzwonili z kliniki czy mogłabym dziś na 12 przyjechać bo mój gin woli dzisiaj zrobić, pojechałam i jesteśmy już w domu
w klinice zostały jeszcze trzy zarodeczki które czekają do 5 doby i kolejna wiadomość przywiezlismy ze sobą aż dwa słoneczka
Ciąża rozpoczęta 2 stycznia 2015
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.