Piękny dziś dzień. Słonko świeci i jest cieplutko. Idealna pogoda na spacer. Mam dziś taki dobry humor i jestem pełna nadziei.
Jeszcze tylko 6 dni do Pregnylu.
Dziś 12 dc. Nie do końca wiem co się dzieje, bo nie odczuwam żadnych dolegliwości owulacyjnych. Zazwyczaj boli mnie brzuch, a teraz cisza. I temperatura się waha, więc nie wiem co się dzieje.
U nas stresy. Mam kiepskie wyniki badań. Podejrzenie niewydolności nerek. Za 3 tygodnie powtórne badania. Oczywiście wkręcam sobie, że mnie boli. Tak czy inaczej z niecierpliwością czekam drugiej połowy lutego.
Zmarł dziadek. Wszyscy naokoło mówią, że robi miejsce nowej osobie w rodzinie. Komuś, kto lada chwila powinien być w moim brzuchu. Może faktycznie Ktoś tam na górze ma taki plan? Przekonamy się. A tymczasem jutro pogrzeb.
Mąż jakoś dziwnie podpytuje o moje samopoczucie. Bo ostatnio narzekam na zmęczenie. Ciągle chce mi sie spać, wczoraj było mi okropnie niedobrze. Ale nie ma co robić sobie nadziei. To już nie pierwszy raz kiedy moge być w ciąży, a w efekcie okazuje się, że jednak nie. Zobaczymy jak przyjdzie czas.
Dobrze.
Nie idę do żadnej pracy.
Nie idę do żadnej szkoły.
Zostaję w domu i dziennie będę biegała ze ściereczką i sprzątała jak w szpitalu.
Dziś u kogo byśmy nie byli wszyscy słyszeli jaki to ja mam bałagan, czego to ja nie robię po sobie itp itd.
No to teraz będzie miał.
Kiedy mu mówię, że jeszcze nigdy (!) sam z siebie nie zaproponował sprzątania to wielki foch.
Owszem, dwa razy zrobił mi niespodziankę - raz jak jeszcze mieszkał z rodzicami (pokoik raptem 6 metrów kwadratowych) i raz całe mieszkanie jak byłam w pracy. I to wszystko...
Szkoda tylko, że już zapomniał ile lat żył w syfie i brudzie w rodzinnym domu.
Aż się dziwię, że jak byli młodsi to nie wzięła ich opieka społeczna.
Dobrze.
Nie idę do żadnej pracy.
Nie idę do żadnej szkoły.
Zostaję w domu i dziennie będę biegała ze ściereczką i sprzątała jak w szpitalu.
Dziś u kogo byśmy nie byli wszyscy słyszeli jaki to ja mam bałagan, czego to ja nie robię po sobie itp itd.
No to teraz będzie miał.
Kiedy mu mówię, że jeszcze nigdy (!) sam z siebie nie zaproponował sprzątania to wielki foch.
Owszem, dwa razy zrobił mi niespodziankę - raz jak jeszcze mieszkał z rodzicami (pokoik raptem 6 metrów kwadratowych) i raz całe mieszkanie jak byłam w pracy. I to wszystko...
Szkoda tylko, że już zapomniał ile lat żył w syfie i brudzie w rodzinnym domu.
Aż się dziwię, że jak byli młodsi to nie wzięła ich opieka społeczna.
Po wizycie nowych wieści brak. Szyjka długa i zamknięta. Mała żyje i wierzga. Nie zmierzona nadal niestety. 24 lutego mamy usg trzeciego trymestru, a 27 mamy się pojawić w szpitalu w celu zwiedzenia porodówki
Dostałam ochrzan, że magnez biorę nieregularnie 
Napisałam na forum opinię o cc na żądanie no i wyszło na to, że jestem nietolerancyjna i zakompleksiona. Jestem ogromną zwolenniczką porodu siłami natury, to fakt. Tutaj chyba mogę napisać, że gdybym musiała mieć cesarkę nie byłabym z tego powodu specjalnie szczęśliwa. Na prawdę uważam, że nie warto dać się pokroić z czystego strachu przed porodem. Miałam dwie laparoskopie, taki pikuś w porównaniu do rozcinania wszystkiego i wiem jak to boli. I jak długo się do siebie dochodzi. I mam też endometriozę, która uwielbia wyskakiwać w ranach po cc. Jak ktoś nie wie o co chodzi śpieszę z wyjaśnieniem: endometrioza to rozrost tkanki macicy poza macicą. To oznacza, że ogniska które znajdują się gdzie im się podoba w naszym brzuchu krwawią przy @ powodując okropny ból i tworząc zrosty. Im bardziej rozsiana tym mniejsze szanse na dziecko. Ja miałam zrośnięty jajnik z jelitem, odczepili, to mi się oba jajniki zrosły z macicą z tyłu. Wiadomo, dla dobra dziecka skoczyłabym w ogień mając gdzieś całą resztę. I uważam, że jeśli ktoś ma dobry powód albo wręcz zalecenie lekarskie - to jak najbardziej, bez namysłu. Ale jeśli ktoś się tylko boi, że będzie mocno bolało, według mnie powinien to przemyśleć porządnie. I nie dlatego, że będzie lepszy czy gorszy, bo to w ogóle jakaś bzdura, tylko dla własnego dobra. Czy naprawdę jestem taka okropna, bo chciałabym żeby każdy był tego świadomy zanim podejmie taką czy inną decyzję? I nie, nie idealizuję sn, bo tam też dużo rzeczy może pójść nie tak. Ale żeby stwierdzić, że cc bo lepiej, bo mniej boli, bo krocze będzie nienaruszone?
Nie wiem, czasem mam wrażenie, że nie umiem wyrażać dobrze swoich myśli i jestem źle rozumiana przez to. Każda mama jest wspaniała jeśli kocha swoje dziecko i każdy decyduje tak jak czuje.
A tak przy tym wszystkim, zwłaszcza po przeczytaniu opisu Ebrzozowskiej, czułabym, że coś mi umknęło gdybym musiała mieć cesarkę... Ale to też tylko moje prywatne odczucie.
Chyba mam niedrozny jajowod... bynajmniej niereaktywny cokolwiek to znaczy czekam na doktorka
Wolność! Jestem wolna! Mam to co chcę mieć. Uwalniam się od tego co mnie obciąża.
Ostatnio jestem strasznie humorzasta. Najpierw prawie szlocham, później jestem zdenerwowana i krzyczę na wszystkich, na koniec pełna optymizmu! Nigdy nie miałam jeszcze takich wahań nastroju.
Trochę uspokoiłam się po wizycie u gina. Przemyślałam choć na razie tylko troszeczkę, ale mam już pewien plan w głowie.
Po 1. HSG - zrobimy, zobaczymy co wyjdzie.
Po 2. wizyta u ginów na nfz - poproszę o clo, monitoring, może badania hormonów. Da się jakoś sprawdzić czy są normalne owulacje poza monitoringiem? Też bym coś takiego chciała. I sprawdzenie czy endometrium jest wystarczająco grube (da się?) a jak nie jest to jakieś leki?
Po 3. Badanie nasienia. Ale to dopiero muszę podpytać gina gdzie to można zrobić bo ja kompletnie nie mam pojęci gdzie i o jakie badanie poprosić by wiedzieć jak najwięcej.
Po 4. Sprawdzanie temperatury, testy owulacyjne i zakupiony przeze mnie wczoraj żel wspomagający. Dziś nawet śniło mi się że go kupowałam w aptece;)
Po 5. spokój i pozytywne myślenie. Znalezienie pracy byle gdzie, byle by szybko.
Po 6. Ogarnięcie siebie. Muszę zacząć bardziej o siebie dbać, więcej pić(może w końcu przekonam się do wody?), więcej owoców, warzyw i nabiału. Regularnie brać leki i zadbać o swój wygląd! No i poszerzanie wiedzy, skoro już czekam na dziecko to mogę ten czas wykorzystać w ten sposób by miało ono mądrą, wykształconą i piękną mamę której nie będzie musiało się wstydzić.
Po 7. po znalezieniu pracy i zarabianiu na siebie, zajmę się szyciem. Na razie wśród rodziny i przyjaciół, później może nawet zacznę na tym zarabiać?
Po 8. Ogarnięcie do końca strychu i zabranie się do remontu!
Po 9. no i najważniejsze! Uwierzyć w siebie i zadbać o mężczyznę bez którego nie dałabym rady wstać rano z łóżka.
Moje motto?
http://naforum.zapodaj.net/thumbs/1f8896243a21.jpg
Muszę zacząć żyć, bo życie mam tylko jedno. Szkoda by było je przegapić 
No i jak postanowiłam tak zrobiłam - 3 pary butów za 114 zł i kilka ciuchów 
jestem zadowolona w przeciwieństwie do wizyty u ortopedy.
Nie będę się rozpisywać, bo mega mnie rozczarował, ale czego sie spodziewać po NFZ. Już wiedziałam po tym jak wychodzili po 3 minutach. Powiedział że moją kością nic nie poradzimy, nie da się nic zrobić. Poboli miesiąc, dwa, trzy i może samo przestanie. Kazał jeszcze jeden rtg zrobić ( niepotrzebnie tylko się naświetlałam bo nic nie wyszło) a o tomografi i reoznansie nie chciał słyszeć, niepotrzebne. Baran!
Na szczęście witamina D3 wyszła w normie.
Jutro impreza po pracy - max 2 piwa, posiedzimy pogadamy,pośmiejemy się
Wiadomość wyedytowana przez autora 5 lutego 2015, 20:08
9cs
20dc
owu źle wyznaczona jak dla mnie 
Co jest?
Nic. W pracy - pracy w cholerę. Nie mam czasu tu bywać, analizować, itd.itp. Z przyzwyczajenia wpisuję temp. przez kom codziennie rano.. i zwisa mi to wszystko.
Jak przylezie @, to mam zamiar zapisać się do pani gin polecanej.
Ale ogólnie mam nastawienie: w dupie mam to wszystko!
no.
36dc... (no comment!)

Kilka słów o testach. Jak już chyba wspominałam kupiłam na allegro testy owu. W minionym miesiącu stosowałam testy z Rossmanna. Że został mi jeden, dziś zrobiłam ten Rossmanowy, a że jestem poza domem, nie mogę z ciekawości dla porównania zrobić tego z allegro - ale jutro to zrobię. Dlaczego?
1) Na tych allegrowych zawsze to samo - czyli praktycznie niewidoczny cień drugiej kreski.
2) Na tym rossmannowym dziś na początku nic! A po 5 minutach dwie identyczne krechy. No powiedzmy, że identyczne. Podejrzane bardzo - dlatego zrobię jutro test porównawczy. Dzisiejszy jest na pewno negatywny - bo byłoby za szybko na owulację...chociaż kto wie...ale strasznie intryguje mnie co dziś pokazałby test z allegro. Chyba przez najbliższe dni zrobię doświadczenie i będę testowała za pomocą obu... 
Zaczynam dochodzić do wniosku, że te testy to pic na wodę...
Dziś piękny słoneczny dzień. Wybrałam się na spacer z moim psiakiem. No i zaczęło się z każdym krokiem czułam ból z lewej strony, w okolicy jajników. Rano robiłam test owu i nic. Wróciłam ze spaceru i postanowiłam go powtórzyć. I jest pozytywny. Jestem pełna nadzieji i spokoju zobaczymy
Właśnie skoczyłam prace i plan jest taki, ze wracam dopiero jak Nasz Maluszek będzie brzdącem, który idzie do żłobka! Taki jest pozywany plan długofalowy... krótkofalowy - zobaczyć serduszko 🙏🙏 w poniedziałek mamy wizytę... ale poki co dzis wszystko zrobiłam w pracy na błysk i ide odpoczywać. Przymykam drzwiczki z napisem „PRACA” a otwieram na oścież drzwi „RODZINA” 🥰🥰 czuje się szczęśliwa i spełniona a to dopiero krok za nami. Jestem tez podekscytowana - lubię zmiany, dlatego tez niepłodność doświadczyła mnie ciężko, bo czesto niestety trzeba było stać w miejscu, czekać, a czasem nawet zrobić dwa kroki w tył. Teraz małymi kroczkami idziemy do przodu i oby cały czas już teraz były to kroki do przodu.
Święta już tak blisko. Chciałam każdej z Was życzyć Cudu! Niech przyjdzie! A zanim przyjdzie to żeby żyło Wam się lżej! Bądźcie dla siebie dobre i wyrozumiałe. Trzymajcie się tez w zdrowiu.
My w tym roku życzymy sobie tylko zdrowia, bo nic więcej nam nie jest potrzebne.
Nasz Cudzie dziękujemy, ze jesteś z nami!teraz już z nami zostań! My Rodzice Ciebie prosimy 🙏🙏
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 grudnia 2020, 16:04
Strasznie mi smutno i źle
koleżanka z forum znowu poronila 
Biedna dziewczyna 
To przerażające jak często historia lubi się powtarzać w przypadku wcześniejszych poronien.
Mój optymizm pękł jak bańka mydlana 
Dawno nie pisałam. ..
No to tak, @ poszla prawie, jeszcze lekkie plamienie ale jest ok. Od jutra mierzenie tempki rano i koniecznie muszę zadzwonić i umówić się u gin, bo jeszcze nie zdążyłam.
A jestem tak zmęczona ze marze tylko o tym żebym nie miała nic do roboty a tu remontu ciąg dalszy. Zaczęliśmy pokój na gorze remontować - z jednej strony mam już dość a z drugiej ciesze się bo to będzie remont juz dla nas....
i jeszcze w robocie młyn, bo przerzucić mnie ja wsparcie na inny sklep a tam Syf i co ino ia latam jak głupia i wszystko poprawiam.
Ogólnie wykończona, robota remont łóżko i tak na okrągło. A do tego dowiedziałam ze przez fb ze następna koleżanka spodziewa się dziecka... i to mnie dobiło na maxa.. czemu innym wychodzi a nam akurat nie? ?? Normalnie wyć mi się chce jak o tym pomyślę. A myślę o tym co chwile bo wszędzie widzę albo ciężarne albo matki z noworodkami. Czy tylko ja to widzę? Czasem się tak zastanawiam... czy tylko ja tak reaguje?
Trudno. Trzeba się wziąść w garść i działać
Buzka :*
Ciąża rozpoczęta 22 grudnia 2014
No to testy pokazały znowu 2 kreseczki miejmy nadzieję, że tym razem wszystko dobrze się skończy na porodówce 
http://naforum.zapodaj.net/thumbs/fea44e4839f4.jpg
http://naforum.zapodaj.net/thumbs/f6d73b8078ac.jpg
Troszkę kiepsko widać tą drugą kreskę na zdjęciu, ale w rzeczywistości jest wyraźna 
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 stycznia 2015, 10:40
Drodzy Państwo,
oto wyrok... tzn. werdykt, otóż oficjalnie i niezaprzeczalnie zostałam zdiagnozowana, mam PCOS. Niemiecka lekarka potwierdziła diagnozę z Polski. Niby dla mnie nie nowość, ale wyniki badań hormonalnych nie są złe, są tragiczne
. Zostałam skierowana do kliniki w Berlinie i tam mają mnie dalej leczyć.
To czekanie na dziecko trwa już tak długo, iż mam wrażenie, że nigdy nie zostanę matką. W sumie jeszcze na dobre nie zaczęłam leczenia, bo ciągle działo się coś co przesuwało to w czasie i słusznie dostałam opierdziel od męża, że nie czas się załamywać i że najwyżej adoptujemy dziecko. Typowy mężczyzna on i tak nie będzie nosić dziecka pod sercem, a ja chciałabym tego doświadczyć jak każda normalna kobieta, bo nie czuję się normalna tylko jak dziwoląg.To takie nienaturalne, skoro jest miłość to musi być tego owoc. A tutaj dziecka ani widu ani słychu. Wszystko tak jakoś się wlecze i od diagnozy w kwietniu minęło już tyle czasu a dziś mamy już luty kolejnego roku i nadal nie zaczęłam terapii. To wszystko tak bardzo zniechęca. Moja koleżanka starania o dziecko zaczęła 2 miesiące po mnie i jej dzidziuś właśnie uczy się chodzić. Mam załamkę.
Wczoraj przypadkiem z mężem obejrzeliśmy program o in vitro, dokument już niejednokrotnie emitowany w tv, jednak nie o samym programie chciałam napisać... Wypowiadała się w nim psycholog... problem niepłodności w Polsce dotyczy 3 mln osób, półtora mln par!!! Czy ja się przesłyszałam?? Przecież to masa ludzi w wieku reprodukcyjnym. Czemu o tym się w ogóle nie mówi w tv, nie pisze, gdzieś tylko zdawkowe informacje w wątku pobocznym, a głównym tematem jest np in vitro. Mądrze babeczka mówiła... Kobiety starające się o potomstwo, co miesiąc przeżywają pewien rodzaj żałoby kiedy przychodzi okres. Zaczyna się moment bólu, żalu, czas załamania, niechęci... potem zaczynają się podnosić, żyją ponownie nadzieją, wierzą może to ten cykl, może ten miesiąc, teraz się na pewno uda, euforia, radość do momentu owulacji. Kilka dni po zaczyna się lekki spadek formy psychicznej, niepokój, czas oczekiwania, dopatrywanie się wszelkich objawów ciążowych. I znów pojawia się miesiączka... znów ten sam ból, tak trudny do opisania. To jest pewien rodzaj traumy, kobieta chce dziecko, pragnie obsesyjnie i nie może zajść w ciążę. I to jest prawda. Tylko każda z nas inaczej to przeżywa, może jest to ból o innym nasileniu. Mimo wszystko boli... Smutne niestety.
Tak sobie uświadomiłam to pisząc... za chwilę będę mieć 35 lat, chyba nie chcę do końca zdawać sobie z tego sprawy. Sam wiek mnie nie przeraża ale wiek starania się o 1 dziecko już jak najbardziej tak. Moja babcia w wieku 35 lat to miała 5 dzieci, ostatnie w wieku lat 30tu, a ja co?? No właśnie nic. Moja mama miała mnie w wieku lat 21, a ja co ??? No właśnie nic. Ja pierdzielę, można by powiedzieć... czasy były inne. Może i były...
Żeby nie było tak nostalgicznie... moje myśli oczywiście powędrowały dziś tam gdzie nie powinny... a mianowicie wokół porodu
Niejednokrotnie myślałam, widząc w jakimś dokumencie czy filmie czego te baby tak płaczą jak rodzą to dziecko i później leży ono na ich piersi, a te nadal wyją
Dziś wiem po tych wszelkich przejściach, trudach, staraniach też bym wyła i wcale nie z bólu, a byłyby to łzy szczęścia. Znając ostatnio moją płaczliwość byłby to potok łez
Przecież tak będzie... Na pewno!
Ciekawa jestem jaka temp. Przyniesie jutrzejszy dzień...
Dzisiaj wyżalilam się koleżance, powiedziała żebym zajęła się czymś innym, poświęciła uwagę na hobby. Generalnie jestem za ale nie wiem jeszcze jak odpuścić.
Trzeba będzie cię tego nauczyć.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.