Brzuch mnie boli okresowo, cykl z HSG. No nic, seksik będzie tak czy siak i smakuje lepiej bez myśli o owulacji.
Nowy cykl, nowe nadzieje i nowy plan. Mianowicie od jutra do ok.10 marca co drugi dzień po razie. Działamy Musi się udać. Trzymajcie kciuki proszę.
Koniec z długimi cyklami. Powrót do clo+bro+dupha. Akurat jestem po owulacji- tak sądzę, choć system jej nie wyznaczył. Zobaczymy co lekarz powie. Oby był pęcherzyk,cały lub pęknięty, ale żeby był 
Poza tym dziś i wczoraj zatrucie pokarmowe- ból brzucha, głowy, wymioty
Może dlatego temperatura tak skoczyła 7 kresek? Hm..
Mam nadzieję że od tego wpisu będę same dobre wiadomości 
Pozdrawiam wszystkich czytających 
15cs 23dc
9 dni po IUI, 4 dni do okresu
Mała aktualizacja, co u mnie.
Ten cykl zaczęłam z dużą dawką pozytywnej energii i wielką nadzieją, że się uda. Pierwszy cykl po sono hsg, inseminacja, dobre wyniki nasienia - czego chcieć więcej? Od samego zabiegu bardzo zwolniłam tryb życia - zaplanowałam więcej czasu dla siebie i męża na odpoczynek, filmy, przytulanie się, ogarnięcie w domu. Tego mi było trzeba. Starałam się wysypiać, nie nosić ciężkich rzeczy, ubierałam się ciepło, przestałam pić kawę. Moją ciekawość wzbudził po kilku dniach brak bólu piersi. Zazwyczaj zaraz po owulacji zaczyna mi się taki ból, że w skali od 1 do 10 oceniłabym go na 10. Nie mogę się do nich prawie dotknąć, spać na brzuchu etc. W tym cyklu nic takiego nie miało miejsca - okres za 7, 6, 5 dni, a w tym temacie cisza. Zauważyłam, że bardzo dużo piję, nawet w nocy, co mi się nie zdarza. Moje libido siedzi w piwnicy i nie chce wyjść, a ja nawet nie mogę myśleć o żadnym zbliżeniu, bo dostaję gęsiej skórki. Może być to spowodowane faktem, że boję się, że moglibyśmy jakoś zaszkodzić.
Niestety, wczoraj wieczorem stwierdziłam, że jedna pierś zaczyna mnie jednak pobolewać, więc uznałam że to wszystko nie ma sensu, zawinęłam się w kocyk i wypłakałam mężowi w ramię. W tej samej chwili zapaliła mi się czerwona lampka - ocho, czy to przypadkiem nie pms? Boję się, że jednak tak. Jestem jakaś płaczliwa i co chwilę zmienia mi się nastrój. Dziś rano ból piersi przybrał na sile - w mojej skali dostaje 2 punkty na 10. Moja cera się poprawia, zamiast pogarszać. Nie wiem co o tym myśleć. Z testowaniem powinnam poczekać, bo cały czas ovitrelle może dawać fałszywy wynik. Spróbuję jutro rano (11 dni po zastrzyku), później w piątek i w niedzielę, w dzień spodziewanego okresu. Oby nie przyszedł! 🙏🏼
Poczytałam jeden z pamiętników. I stwierdzam, że jestem pieprzonym leniem! Nic się u mnie nie dzieje, nic nie robię, niczego nie osiągam. Nawet schudnąć mi się nie udaje (może to mieć związek z pączkami, ciastem drożdżowym i ciastkami maślanymi...)... I jeszcze jedno... Ja się ciągle trzęsę nad małym. Jak zostaje na 2-3 godziny z babcią to już mam lekki stres. Dziewczyny szaleją na mieście, na imprezach, spędzają romantyczne wieczory z mężami a my? Kąpanie i spanie. Ani razu się nie odwazyliśmy dać go na noc babci. Niby bym chciała, nawet jestem pewna, że to by nam pomogło- wyspać się, dogadać, odetchnąć itd. Ale jakoś nie mam ciągle odwagi... I sama nie wiem czemu. Wczoraj moi rodzice go kąpali i kładli bo 20-go wychodzimy akurat o 19 w porze jego kąpieli. Wtedy go ogarną i położą spać. A może po tym wieczorze zrobię kolejny krok?
Dziadkowie w akcji


Jestem zmęczony!!!

Matka mnie ciągle całuje... I wygląda na to, że uwielbia te poranki kiedy sobie razem dosypiamy
Czasem budzę ją zjadając jej nos albo brodę. Zawsze niezmiennie z uśmiechem 

A poza tym mama mówi, że jestem boski 

No i po wizycie 
Jestem zadowolona, nie było tak źle jak przypuszczałam
Lekarz powiedział że w tamtej pobranej tkance mogło faktycznie nie być pęcherzyków pierwotnych, bo była cała "przeżarta" endometriozą. Ale hormony i usg wyraźnie pokazuje że coś tam jest, więc spróbujemy postymulować cykl i w każdej chwili możemy przystąpić do in-vitro bo nie ma kolejek. Muszę tylko donieść wynik FSH który jest potrzebny do kwalifikacji i jeśli będzie poniżej 15 możemy zaczynać
Dał nam wybór, że możemy zacząć od tego cyklu a od kolejnego punkcja, albo postarać się jeszcze w tym cyklu naturalnie bo po laparoskopii mamy "aż" 10% szans że się uda...powiedział również że możemy spróbować z inseminacją, ale w naszym przypadku jest to raczej zbędne, lecz z mężem chcemy chociaż raz spróbować...jak się nie uda to zaczynamy procedurę. In vitro nie wiem czy tylko w naszym przypadku czy ogólnie zakańcza się pozytywnie tylko w 40% przypadków. No ale lepiej 40% niż 10% lub mniej...
A no i endo-mendo potwierdzona - IV stopień 
Dzisiaj również zahaczyłam o chirurga. Pępek okropny! Odstaje "wisi"(!), rusza się na prawo i lewo! Obrzydlistwo...zjebali mi brzuch
A sumie w moim wyglądzie tylko on mi się podobał...dosłownie jak u modelki i to bez retuszu. A teraz i jego nie lubię
Dzisiaj, gdy zdjęła mi opatrunek poryczałam się ;( ;( ;( jak można zrobić coś takiego?! I jeszcze jebnęła hasło że zrobię sobie jakiegoś motylka, czy kolczyka i będzie się ładnie trzymać -.-
Dam sobie jeszcze dwie wizyty i jeśli się nie zrośnie idę zakładać szwy na nowo.
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 lutego 2015, 16:58
No i po wizycie. Podwozie zbadane, wszystko ładnie się trzyma, cytologia pobrana, nawet załapałam się na małe USG podglądowe. Sprzęt trochę przedpotopowy (słowa mojej gin) ale widać było moje już prawie człowiekowate Maleństwo które machało łapkami. Do powtórki mocz, morfologia i progesteron przed odstawieniem Luteiny. Krzywa nieco później. To czekamy na 24.02- ja strasznie niecierpliwie 

Wiadomość wyedytowana przez autora 13 lutego 2015, 17:22
Jeśli do tej pory zastanawiałam się jak bardzo mogą boleć sutki, to właśnie dzisiaj się dowiedziałam... Ból nieziemski!!!
Nie wiem czy to z zimna czy coś mi się stało...
W sumie byłam na spacerze ponad 2 godziny, ale słoneczko było i grzało...
Dzięki dziewczyny ;** Wam też życzę zdrowia i udanego weekendu ;***
Co za dzień...
Jeszcze w łóżku rozmowa typu "pamiętasz jak to było pół roku temu? o tej porze się budziłam/ o tej porze brałem prysznic" (oczywiście mowa o dniu ślubu), powspominaliśmy cały Nasz dzień a potem temat zszedł na Maleństwo...popłakałam trochę, przyznaję bez bicia.
Ogarnęliśmy się, zjedliśmy i pojechaliśmy na cmentarz zapalić znicz, oczywiście się rozryczałam i chwilę miałam etap, że wracam do domu i nigdzie dalej nie jadę.
Uspokoiłam się i stwierdziłam, że jednak pojadę z mężem, moją siostrą i chrześniakiem do Chorzowa na wizytę kontrolną u okulisty dziecięcego.
Właściwie cała ta wyprawa zajęła nam większość dnia.
Jadąc do Chorzowa zadzwoniła kierowniczka męża, że ma dziś wolne bo jego 'partner' z którym miał mieć nockę przyniósł L4 i policja odwołała patrol mieszany (kiedyś Wam to wytłumaczę, jeśli oczywiście będziecie miały ochotę
) tak więc mamy wieczór dla siebie.
Wracając do domu pojechaliśmy na małe zakupy i już siedzimy w domu, co prawda mąż pojechał do narzeczonego mojej kuzynki po jakieś tam akcesoria do akwarium ale pewnie za jakiś czas wróci i zrobimy sobie kolacje
)
Aaaaaaaa, i bym zapomniała. W poniedziałek idę na rozmowę w sprawie pracy
))
Imprezka wczoraj bardzo się udała. Było wesoło i glośno. Ogólnie jestem abstynentką i od wielkiego dzwonu piję alkohol, zwyczajnie nie lubię, ale wczoraj wypiłam chyba trzy drinki i troszkę zaszumiało w główce
Ale przynajmniej się odstresowałam. Dziś mamy dzień lenia i leżymy cały dzień w łóżku. Za to jutro będzie trochę jeżdżenia.
Ovu wyznaczyło owulację 3 dni temu na początku cyklu. Dziwne ale u mnie to wszystko możliwe a nawet prawdopodobne bo trochę krzyż pobolewa jakby był płyn po pęknięciu pęcherzyka.
Dziś w nocy moja kuzynka, rówieśniczka urodziła synusia. Cieszę się ich szczęściem ale trochę mi przykro, że mi nie jest dane mi się cieszyć moim Maleństwem.
Myślenie życzeniowe: była owulacja i jajeczko właśnie się zagnieżdża...
4+0
Dzis teoretycznie powinien nadejsc okres poprzedzony, jak to mialo miejsce od listopada, kilkudniowymi plamieniami. Plamien w tym miesiacu jednak nie bylo, do tego w ubieglym tygodniu pojawily sie dziwne bole podbrzusza i jajnikow. Wiedziona instynktem, przedwczoraj zrobilam test i pojawil sie cien cienia, wiec zeby miec jasnosc sytuacji (bo u mnie liczy sie tylko biale lub czarne, odcienie szarosci nie maja prawa bytu)polecialam na bete. Wynik - 40. Czyli ciaza....
Wczoraj powtorzylam sikanca i tym razem nie pozostwil cienia watpliwosci:-)
No i co teraz? Paralizujacy strach... A jesli znow pojdzie cos nie tak? Jesli znow bede musiala przejsc przez koszmar poronienia? Zamiast ostroznie cieszyc sie, przeiduje katastrofe i nakrecam sie niemilosiernie. Nie moge spac, nie moge jesc, telepie mna jak osika.
Wczoraj poszlam odebrac wyniki posiewu robionego z mysla o czekajacej mnie histeroskopii (wczystkoo ok) i pogadalam z moja pania gin. Ucieszyla sie bardzo, od razu odnotowala ciaze w mojej karcie (ja wiem, ze za szybko, ale ona jest mega pozytywna i twierdzi, ze nalezy zakladac, ze wszystko pojdzie dobrze:-)), zlecila badania do wykonania i, biorac pod uwage poronienie i sklonnosc do plamien, zaordynowala progesteron (Progeffik - mieszkam we Wloszech i to tutejszy specyfik) i pol dziecinnej aspiryny. Zapytala, jak z praca, ale glupia powiedzialam, ze dam rade i nie potrzebuje zwolnienia. Potem jednak naszly mnie watpliwosci. Moze jednak powinnam wyluzowac i odpoczac, a nie codziennie byc poza domem po 12 godzin, stresowac sie, latac biegiem? Moze pare dni w domu pozwolilyby malemu Cudowi spokojnie umoscic sie w domku? Nie wiem....
Moje pieprzone poczucie obowiazku, jakby firma beze mnie miala upasc. Eh glupia ja glupia.
Problem jest taki, ze tutaj prywatny gin nie moze wypisac zwolnienia ani refundowanych recept, wiec musze isc do mojego lekarza pierwszego kontaktu. A to dziwna kobieta, ktora robi 150 problemow przy najmniejszej prosbie. Co ja jej powiem, ze jestem w 5 tygodniu ciazy, boje sie poronienia i chce pare dni odpoczac? Wysmieje mnie, opieprzy i powie, zebym wziela urlop. Choc moze to jakies rozwiazanie?
Poki co siedze w pracy. Napitala mnie glowa, rano wymiotowalam (mysle ze z nerwow). Czuje sie jakas taka slaba i nie moge na niczym sie skupic. Oszaleje....
Miałam dzisiaj ciężki dzień
dopiero od 7.45 usiadłam na chwilę żeby odsapnąć. Praca w pensjonacie jest ciężka a tym bardziej na walentynki... sprzątanie pokoi, przyjmowanie gości, obiad, jeszcze głupia zaczęłam robić torta śmietanowego z owocami i ledwo czuje plecy, potem uroczyste kolacje, spa masakra jakaś
pięty mnie strasznie bolą a jutro będzie jeszcze gorzej. Nawet nie zdążyłam odebrać dzisiaj moich wyników badań.
Boli mnie jak siadam podbrzusze po prawej stronie. takie dziwne uczucie, raz tak miałam przy dużej torbieli mam nadzieję że to nic złego, ale się wystraszyłam trochę, dobrze że w poniedziałek mam ginekologa, niech sprawdzi czy nic tam się nie dzieję bo już tyle torbieli w życiu miałam że nie zdziwiłabym się jakby znowu jakieś cholerstwo się zrobiło. \
idę spać bo jutro czeka mnie jeszcze gorszy dzień niż dzisiaj
Ewidentnie czas do owulacji jest czasem spokoju. Nic mnie szczególnie nie wkurwia, ewentualnie doprowadza do wewnętrznego rozpieprzu - bez większego uzewnętrzniania ..
Ale od początku.
ŚRODA - ostatnia godzina pracy to już przebieranie nóżkami, M. po nocce też dość krótko spał, stres chyba. Pojechaliśmy do kliniki powycinać to i owo. Zabieg generalnie rutynowy, 16:30 miał być, max 17:00 po sprawie.
Wszedł na oddział, czekam. Minęła godzina, wciąż czekam. Ktoś dopomina się w międzyczasie o wypis - 'nie teraz pani dr jest na bloku operacyjnym'. WTF ?! Godzine wycina mu brodawke ? Kolejna godzina za mną. Fajki powoli sie kończą, telefon odmawia posłuszeństwa, wszystkie strony w necie poprzeglądane. Kolejna godzina za mną. Nikt nie udziela informacji bo nikt nie wychodzi. No japierdole ..
Po 4h siedzenia w poczekalni jest ! Bo obsuwa, bo ciężki zabieg przed nim, a panie pielęgniarki zamiast wyjść i dać znać pierdoliły coś o pryszczach. Ale uf ! Wycięte, nic nie boli, tylko że .. zakaz seksu ;]
[ha-dysz - plan konspiry poszedł się walić]
Ale po powrocie do domu już rozumiem - jest szewek 
Jakby nie patrzeć trochę podniety i albo szew pierdyknie ale skóra się porozrywa.
No nic, trwaj w czystości ..
.. do czasu.
Zakazany owoc smakuje najlepiej, ale jak poradzić sobie ze szwem ?!
Komediodramat romantyczny z elementami SF i gimnastyki artystycznej. Tyle powiem. I następnym razem jak nie to nie, nie dam się przekonać.
Niemniej chyba następnego razu nie bedzie przed owu, coś czuje że się zbliża.
CZWARTEK - anestezjolog odhaczony. Wszystko ok. Za tydzień operacja.
PIĄTEK - ha-dysz po raz drugi. Zostałam bez kiero !! Dzień na wariackich papierach, ściągałam szczękę pare razy z podłogi.
Zaciążona idzie out z kiero, nowa koleżanka z nimi. Zostałam ja i .. mój nowy KIEROWNIK.
Jak opętać 40+ starego kawalera by wyjść na tym jak najlepiej .. ??
Acha .. zapomniałam jeszcze dodać że - nie byłam u lekarza.
Bo M. napisał że zakupy albo dziś albo dopiero po operacji. No cóż, lekarz nie zając.
W piątek do gin też nie pójdę bo mi cofnęli urlop.
Nic tylko rzucić sobie siarczystą kurwą z rana ..
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 lutego 2015, 08:00
I już prawie po feriach.Dziecko i T w domu.Nauka jazdy na nartach okazała się bardzo fascynująca.I kosztowna:)U mnie 3 dzień @.Dzisiaj przyszedł zakupiony na allegro termometr.Od niedzieli będę zapisywać temperaturę na wykresie:).Kupiłam także dodatkowy castagnus.Jestem bardzo ciekawa co wyjdzie z tego mojego optymistycznego nastawienia do cyklu:)Czy wspomagacze(castagnus,wykres,Wasze porady…) przyczynią się do sukcesu:)Dzisiaj nocuje u córki koleżanka z osiedla,T na męskim spotkaniu,znowu mam dużo czasu na szperanie po forum…Zastanawiam się czy jest jeszcze coś co mogłoby się przyczynić do zwiększenia szansy na ciążę.W najlepszym razie mamy ten cykl i następny.Później 2,5 m-ca przerwy(praca T).
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 lutego 2015, 20:25
Cykl 5 uważam za przegrany. Prawy jajnik boli okrutnie. Zastanawiam sie tylko czy znowu okres nie przyjdzie wcześniej skoro 20dc, a ja już czuje sie tak fatalnie. Jeżeli tak to zapisuje sie do ginki, bo trzeba zobaczyć co i jak. Poza tym... rozmawialiśmy, że 6 cykli i idziemy na badanie nasienia. Daliśmy sobie czas do marca. Czas niestety się kończy.
Wczoraj czyli 14 DC mieliśmy inseminacje (ok. 12.00). Wyniki męża są coraz gorsze (plemników w ruchu postępującym zaledwie 8%) i naturalne starania mają bardzo małą szanse na poczęcie.
Tym razem miałam podgląd (USG) i już płyn w zatoce Douglasa był, pewnie po małym pęcherzyku z LJ, a na prawym ciągle duży 27mm i 24mm. Ovitrelle brałam o 8.00 rano dzień wcześniej.
Lekarz kazał brać od dziś , czyli dzień PO luteinę, więc wzięłam.
Teraz zostaje tylko czekanie 
Wczoraj wieczorem czułam takie rozpieranie, jakbym miała cały pęcherz, a siusiu mi się nie chciało. Z rana już nic, więc chyba owu była z tego dużego w nocy. Czy wobec tego plemniki z inseminacji przeżyły? Jak długo żyją takie plemniki? Mąż już nie miał siły wieczorem, ani rano, więc tylko polegamy na tej inseminacji. Trudno, nic na siłę. Nie zmuszam go, bo też nie lubię jak nie mam ochoty.
W sprawie męża trochę się ruszyło, bo był na jednej rozmowie, jak twierdzi całkiem dobrze testy rozwiązał, więc może coś z tego będzie? 
Niech się wreszcie zacznie nam układać!
Wczoraj byliśmy z mężem w szpitalu żeby zrobić badanie dopplerowskie naszego Ryśka, ale jest jeszcze za wcześnie (kolejne próba za tydzień). Mąż widział naszego małego kurdupelka na USG
Dzidzia pokazywała nam kciuka (że wszystko ok.), a potem przystawiła go do buzi i pewnie ssała. Mąż był bardzo szczęśliwy. Wieczorem poszedł nagrywać z kolegą swoją muzykę i wysłał mi smsa, że bardzo NAS kocha... strasznie się wzruszyłam.
Wybrałam się dzisiaj na miasto z rodzicami. Kupiłam sobie dwa biustonosze, są na tyle elastyczne, że zmieszczą jeszcze trochę dodatkowego cycka. Kupiłam sobie też ciążowe spodnie, bo coraz mniej wygodnie mi chodzić z gumką na guziku, a tak będzie mi ciepło w brzuszek zanim pogoda zmieni się na wiosenną. W sklepie oczywiście pani myślała, że ciąża już po połowie, a to dopiero 3 m-c.
Cały czas jak myślę o naszym dziecku, to jako o chłopcu. Nawet jak coś zapisuję, to muszę potem poprawiać, bo wszędzie on i on. Płeć poznamy pewnie dopiero około 20 tyg. a ja od pierwszych chwil mam wrażenie, że to mały synek mieszka w moim brzuszku- mały Pawełek.
Codziennie rozmawiam z Bogiem, dziękuję mu za ten piękny cud, który się we mnie rozwija i proszę o dalszą protekcję. Modlę się też za małą Polę-córeczkę mojej koleżanki, która urodzi się na początku marca-oby tylko była zdrowa-rodzice są nosicielami mukowiscydozy i starsza córka niestety na nią choruje. Całą ciążę Marty przechodziłam razem z nią. Byłam jedyną osobą(oprócz ich samych), która ucieszyła się z wieści o powiększeniu rodziny-reszta od razu postawiła na nich kreskę, a ja wierzę, że Pola będzie zdrowa!
Bo wiara czyni cuda.
Nie wiem wydaje mi się, że test owu pozytywny, druga krecha jest ciemna i wyraźna. Ale byłyby heca gdyby nasz mały wielki człowiek został poczęty w walentynki 
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.