Czekam jeszcze dwa tygdnie i bede uzywac nosidelka. Chociaz do przedszkola to wozkiem bo wygodniej i szbciej sie idzie, zwlaszcze ze mamy do niego doczepiona podstawke dla starszaka
A w przedszkolu dalam sobie luzy i juz malucha jak to wczesniej robilam nie biore ze soba do szatni tylko go na korytarzu w wozku zostawiam ( Julianek zawsze spi) a ze starszakiem ide do szatni, przebiore, odprowadze do sali. Wszystko na spokojnie i bez nerwow 
Moj Julian to taki smieszek ze non stop na buzi banan. A od paru dni smieje nam sie juz na glos
Grżechotki juz tez ladnie w rece trzyma. Ale ostatnio nie chce zbytno bawic sie na matce, teraz zdecydowanie woli fotelik. Zaczol mi sie tez bardzo slinic i niestety ale chce juz siedziec a jak mu nie pozwalamy na to to sie bardzo zlosci...
Wczoraj bylam na wizycie po porodowej u lekarki. Wszystko jest w porzadku. Przy okazji dowiedzialam sie ze mam wlasnie dni poldne ( wewnatrz jest sluz ktorego totalnie nie czuje na zewnatrz) wiec jak chcemy miec kolejne dziecie to juz mozemy dzialac
Oczywiscie dajem sobie z tym spokoj i czekam na pierwsza miesiaczke ktora ma przyjsc za dwa tygodnie 
Kurcze zapchal nam sie odplyw i woda nie schodzila z wanny i z zlewu bo te rury sa polaczone. Wczoraj jak bylam u lekarza to byl hydraulik zeby ta rure przeczyscic bo maz sam to robil ale bez dobrego sprzetu nie dalo rady. No i majster tak ta rure przeczyszczal ze mu pekla :twisted: Teraz trzeba ja wymiienic a cholera wie kiedy nam to zrobia a poki co musze kombinowac przy myciu butelek, nie moge wlaczyc zmywarki ani co gorsza pralki :evil:
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 lutego 2015, 10:49
Matkoooo... Albo zęby idą albo jakiś wredny skok... Jojczy i jojczy kolejny dzień z rzędu. Jeść nie, ale głodny. Spać nie, ale oczy się kleją. A bawić sie najlepiej w godzinach 5-7 rano... aaaaaaaaa
Najfajniejsze jest to, że zaczął śmiać się na głos, badać rączkami i buźką moją twarz, dłonie. Rano jak go zabieram do nas do łóżka to na drugie sniadanie "smakuje" moją brodę np. Słodkie to niesamowicie
Tylko, zeby tak nie jojczył już...
Trochę zaniedbuję ostatnio ten mój pamiętnik. Był dla mnie terapią. Pozwolił uporządkować myśli, oczyścić głowę. Dał mi też coś znacznie cenniejszego - relacje, które przeniosły się do realnego świata. Za to jestem najbardziej wdzięczna. Mam wsparcie na co dzień. Mam przy sobie dziewczyny, które rozumieją. Nie oceniają, nie pocieszają bez sensu. One po prostu są 🤍
Chciałabym jednak coś tu napisać, aby móc kiedyś wrócić i przypomnieć sobie jak o Ciebie walczyłam, moje Dziecko 🤍
Grudzień nie okazał się magiczny. Dużo się działo. Czekając na wyniki biopsji otrzymałam telefon z kliniki, że w cytologii wyszedł stan zapalny i mam zrobić wymaz bakteriologiczny. Najpierw jednak musiałam poczekać aż skończy się okres, który właśnie się rozkręcał. Znowu to cholerne czekanie. W międzyczasie napisałam maila do pani doktor z pytaniem czy rozpocząć stymulację. Ze względu na wynik cytologii kazała się wstrzymać. Cykl miał być stracony. I znowu pojawiło się to uczucie bezradności. Złość, bo przecież w cyklu po biopsji szanse miały być większe. No trudno, przebolałam (tak mi się przynajmniej wydawało). Zrobiłam wymaz i czekałam. Grudzień stracił swoją magię. Nie potrafiłam cieszyć się nadchodzącymi świętami. Pewnego wieczoru włączyłam piosenki świąteczne, ale szybko je wyłączyłam. Czułam, że to wszystko jest na siłę. Czekając na wyniki wymazu pomyślałam, że warto napisać do pani doktor czy nie możemy starać się w tym cyklu naturalnie, bez stymulacji i bez leków przewidzianych na ten cykl. Ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu dała zielone światło tłumacząc, że wynik cytologii nie świadczy o aktualnym zakażeniu. Pojawiła się iskierka nadziei.
Umówiłam się na wizytę, aby potwierdzić, że owulację. Na USG zobaczyłyśmy płyn po pęknięciu pęcherzyka. Pani doktor poinstruowała mnie co robić, gdy się uda i rozpisała też plan na wypadek, gdyby się nie udało. Uwielbiam to jej podejście. Dzięki karteczce z zaleceniami nie stresuję się, że o czymś zapomnę. Ustaliłyśmy, że jeśli wynik wymazu będzie prawidłowy to wdrażam Accofil i Encorton. Dwa dni po wizycie przyszedł wynik - wszystko okej, więc mogłam wytoczyć cięższe działa. Pierwsze przelewanie Accofilu do insulinówki to był dramat. Z każdym kolejnym razem było coraz lepiej. Nie odczuwałam żadnych skutków ubocznych. Nawet miałam wątpliwości czy leki w ogóle działają, jednak wyniki totalnie rozjechanej morfologii te wątpliwości rozwiały.
W związku z tym, że przyjmowałam leki musiałam zatestować. Jak ja tego nie lubię. Nienawidzę oglądać tej pojedynczej, samotnej kreski. Szkoda mi testów przy moich miesiączkach jak w zegarku. Mogłam też pojechać na betę, ale po pierwsze - test był tańszą i szybszą opcją, a po drugie - po sprawdzaniu morfologii dwa razy w tygodniu nie miałam ochoty na kolejne kłucie. Zrobiłam więc test, żeby wiedzieć czy dalej brać leki. Okres przyszedł jakieś pół godziny później. Jak w zegarku.
Była owulacja. Były starania. Były leki. Był pierwszy cykl po biopsji. A na końcu wielkie NIC. Niby się spodziewałam, ale i tak zabolało. Kiedy wdraża się jakieś nowości to nadzieja zawsze jest większa. Przeżyłam. Podniosłam się po raz kolejny. Który to już? Chyba dwudziesty.
Zgodnie z planem pani doktor - od 2 dc do 6 dc brałam Lamettę. Nie wierzę w magiczną moc stymulacji. Skoro mam swoje owulacje, dobry poziom progesteronu po owulacji, który świadczy o jej dobrej jakości, to w czym miałoby to pomóc? Pani doktor jednak wierzy w stymulację, a ja wierzę w to, że wie, co robi. W piątek mam monitoring. Zobaczymy co tam urosło.
A więc przeziębienie zażegnane.
Całe szczęście bo jak żyje to chyba taka chora nie byłam. Do tego znów wróciła infekcja i jak nie przejdzie po maści to muszę lecieć do gina.
Dziś byłam w labolatorium zrobić kontrolne badanie Tarczycy, a przy okazji cukier i kiłę. Coś czuje że czeka mnie dieta dla cukrzyków ale wszystko się okaże jak odbiorę wyniki. Cieszę się bardzo że zaczynają mnie odpuszczać wszystkie mdłości i wymioty, choć nie było tego zbyt dużo w moim przypadku ale jednak jest to męczące.
Do zobaczenia z moim maluszkiem zostało jeszcze 13 dni i mam nadzieję że wszystko jest dobrze choć nie powiem że obawy mam. Ale to chyba normalne.
A tak wyglądamy dziś:
11tc- 10tc i 4 dni
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 lutego 2016, 22:38
45 dc
Od zeszłego czwartku do niedzieli byłam z T. na zawodach. Świetne doświadczenie mimo, że trzeba wcześnie wstawać, późno się kłaść i było czasami bardzo zimno.
Generalnie fajna zabawa.
Temperatura rośnie mi prawie książkowo, ale odliczanie do dnia ostatecznego tj @ już trwa. Tak ja przypuszczałam - temp spadła mi po powrocie do domu. Czekam na okres i mogę w końcu iść na USG. Przesunęli mi USG z 19 go lutego na 23 luty ... znając moje szczęście pewnie dostanę okres i znowu będę musiała przesuwać. ehh
Póki co pierwszy dzień w pracy.
albo sobie już wmawiam albo mnie naprawdę mdli. Byłam głodna i po zjedzeniu mnie zmuliło. A to był tylko serek wiejski. I powinnam go czuć a nie jakis metal. Chyba odwiedzę jednak aptekę.
Dziś jest już dobrze, wczoraj też było nieźle. Cała noc przespana w spokoju. Migrena chyba ustąpiła
! Dziś na pocieszenie jadę z Mamą na duuuuuuuuuuuże zakupy
))))
Ten tydzień jest dość dziwny.. zaczęły mnie już pobolewać piersi, spać mi się chce strasznie i mam mdłości.. Nie myślę tyle o tym czy jestem w ciąży już czy jeszcze nie bo jakoś nawet nie mam na to czasu cały czas coś się dzieje.. W pracy szkolenia w domu coś trzeba zrobić i nie myślę.
Co ma być to będzie 
Siedziałam przed usg w stresie jak przed jakimś sądem z myślą: "Czy będzie serduszko czy nie?"
Potem w gabinecie po położeniu się na kozetce, położyłam zaciśnięte pięści pod pośladki - słyszałam, że dzięki temu lekarz może więcej zobaczyć i w tym przekonaniu utwierdziły mnie Dziewczyny z forum. Martwiłam się tak, bo na poprzednim USG był tylko pęcherzyk 14 mm i nic widocznego w środku.
I hurra!!! Mamy dzidziusia 5,3 mm i serduszko 160 u/min 
Jest też krwiak i dlatego muszę leżeć, aby się wchłonął, ale jednak uspokoiłam się bardzo
Leżę, odpoczywam i jestem dobrej myśli, bo sama zetknęłam się z niejedną dziewczyną w ciąży, która miała krwiak, poleżała i zniknął 
Przeszczęśliwa jestem
Tak fajnie ten mały punkcik na USG pikał, widziałam to tak wyraźnie
Było w nim tyle życia, że ten widok wtedy i wspomnienie tego widoku teraz nie pozwala mi mieć negatywnych myśli
Sam pozytyw 
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 lutego 2015, 11:21
Zaczynamy 9 tydzień. Na drugiej fotce niczym duch wkradł się mój piesek ;P

A tak wyglądało moje maleństwo w zeszły czwartek. Lekarz ocenił ciąże na 7 tydzień. Mam nadzieje, że maluch szybko urośnie i wyrówna termin z terminem OM

Następna wizyta już u mojej gin w ten czwartek, bo tydzień temu byłam u ginekologa z moich stron. Wpadłam do niego w czasie pobytu u rodziców 
Z ciążowych objawów to w dalszym ciągu męczą mnie straszne mdłości co dzień. Ledwie daje radę coś wziąć do ust, a już jest mi niedobrze, ale trzeba coś jeść, żeby mieć siły do pracy
Od marca otwieram biznes. Już nie mogę się doczekać, żeby zacząć obcinać psiaki
Zapraszam wszystkie czworonogi z Leszna i okolic! 
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 lutego 2015, 11:43
ta noc to byl jakis koszmar. mialam prawie 40stopni goraczki, dreszcze, masakra. do tego nie moglam nic zazyc, poza apapem ktory w ogole nie pomogl. to moj 28dc, okresu nie ma. miesiac temu pojawil sie 29dc wiec czekam. dzis ukochany wraca, kupi po drodze test i rano zrobie, jesli bedzie negatywny pewnie skoncze na antybiotyku. a co jesli bedzie pozytywny? w nocy pomyslalam, ze najwyzej zadzwonie do gina. oczywiscie naczytalam sie, ze zarowno leki sa bardzo szkodliwe jak i wysoka goraczka (ponoc powoduje skurcze macicy)... nie wiem naprawde co robic.
moge chyba tylko zdac sie na los i czekac. ciekawe co jutro wyjdzie na tescie. tak bardzo pragne II, chociaz w ty stanie mojego zdrowia to pewnie okazalo by sie problematyczne...
Wczoraj podczas wizyty w szpitalu na monitoringu... krótka historyjka, ale autentyk 
Na jednym z oddziałów w szpitalu w holu oddziałowym zeszło się 2 znajomych mężczyzn. Jeden kierujący się na lewo (oddział ginekologii) drugi na prawo (oddział położniczy):
- Czeeeeść! 
* Cześć, co słychać?
- Idę do żony, w Walentynki przyszła na świat nasza córcia 
* Wszystko w porządku?
- Taak, tak jak najbardziej, lada dzień powinna już wyjść, jestem cały podekscytowany
A Ty co tu porabiasz w szpitalu?
*Idę do swojej... czeka na operację.. No niestety, ale co zrobić.
- Nie wiedziałam, bardzo mi przykro..
* Zdecydowanie chciałabym odwiedzać ją na prawo (...)
Bardzo autentyczna kwestia. To samo miałam rok temu w szpitalu. Zadawaliśmy sobie pytanie kiedy pójdziemy na przeciwległe skrzydło oddziału? Kiedy ktoś nam tam zapłacze, a łzy szczęścia będą nam ciekły po policzkach? Jedni się cieszą, drudzy uczą się pokory. Ile nasi mężczyźni też mają sił dla nas - wspierając nas nieustannie w tej drodze
Są wspaniali
Przynajmniej mój
Ale każdy w takiej sytuacji pokornieje...
Jestem szczęśliwa
torbiel zniknęła teraz tylko czekam na @ i od drugiego dnia cyklu ruszam z zastrzykami
Miesiączka przyszła dziś. Wczoraj już się zapowiadała.
Zapisałam się na wizytę do kliniki na 2 marca. Myślę, że jeśli będzie można transferować mrożaczka w przyszłym cyklu, to w tym zrobię sobie endometrial scratching. Będę męczyć o to lekarza.
No i mdłości się gdzieś zapodziały 
Dzis udany dzien.. Slonce zawsze przywraca we mnie zycie, jakby wszystko mialo byc inne, lepsze.
Wspieramy sie, kochamy
czuje to wszystko cala soba.
Bedzie dobrze, musi byc.. Czas na milosc.
Tempka wciaż się utrzymuje a ja doczekać się nie mogę na dwie kreski
mój ukochany traktuje mnie jakbym już była w ciąży hihi
folik brany już od dłuższego czasu napewno pomoże fasolce jeżeli już kiełkuje w moim brzuszku
czekam do 4 Marca wtedy ma pojawić się @ ale czuje że już nie przyjdzie a ja dostane najpiękniejszy prezent na dzień kobiet 
Dupa dupa dupa . Jeeedna krecha. Drugiej nie ma.
Jestem, jestem!
Cuda na kiju ostatnio. Zrobiłam sobie troszkę przerwy 
Byłam w Polsce na walentynki (szwagier taki romantyk, że sobie wymyślił wesele w ten dzień). Kilka dni w biegu...
Zrobiliśmy z mężem badania nasienia i w sumie wszystko ok poza ruchliwością. Także pani poleciła brać kwas foliowy i witaminę B. Zrobiliśmy zapas na kilka miesięcy.
Przed weselem musiałam śmigać po sklepach w poszukiwaniu sukienki, bo jak przyjechałam i przymierzyłam, to okazało się, że się skurczyła! Sama z siebie leżąc w szafie! Kto by pomyślał...
Znalazłam! Na wszelki wypadek kupiłam dwie inne (jakby i ta chciała mi zrobić taki numer przez noc) oczywiście do tego dopasować buty i jakoś w ostateczności ogarnęłam temat 
Wesele jak wesele. Szczególnych atrakcji nie było, także nie będę się rozwodziła na ten temat. No może tyle, że niezbyt przeze mnie lubiana bratowa męża pochwaliła moje cycki
Pytała jak to robię, że są takie ładne. SZOK! Chyba pierwszy komplement jaki słyszałam z jej ust. Dopytywała się jeszcze o nasze starania itp.
Ok 3:30 nadszedł czas, żeby się zbierać (oczywiście jako jedni z ostatnich, bo mój mąż to musi do końca imprezy siedzieć). Dzwonię do mamy, bo powiedziała, że po nas przyjedzie jak coś. No to dzwonię i mówię, żeby podjechała, bo już się zbieramy. Powiedziała, że się ubierze i zaraz będzie. Po 15 minutach odbieram telefon i słucham "dzwoń na straż, bo sąsiadce dom się pali" na co ja ze stoickim spokojem i pełna empatii odpowiedziałam pytaniem "to znaczy, że w takim razie po nas nie przyjedziesz?". No cóż, mogę zwalić na porę, zmęczenie itp, ale w ostateczności zadzwoniłam i złożyłam zgłoszenie wręcz profesjonalnie. Domek sąsiadki jest domkiem letniskowym i w sumie nikogo w nim nie było. I najprawdopodobniej było to podpalenie...
To tak z ostatnich dni.
A na koniec zostawiłam najciekawsze - na wszelki wypadek przed weselem walnęłam sobie teścik ciążowy, coby nie było wyrzutów, że się uwaliłam jak świnia będąc w ciąży. Pierwszy test od dłuższego czasu. no i standardowo rzucam okiem, że 1 kreska. Wrzuciłam do pudełka po kilkudziesięciu sekundach i uznałam, że przecież niczego innego się nie spodziewałam. Ale ciekawość wygrała. Zaglądnęłam po 2-3 minutach do pudełka i zobaczyłam słabiutki, blady ślad. Serce stanęło. W związku z tym, że jechaliśmy jeszcze w sobotę po koszulę dla męża, to zahaczyliśmy o aptekę. W domu już nie z porannego moczu zrobiłam kolejny test i też okazał się być pozytywnym! W poniedziałek zrobiłam betę i mama mi odebrała wyniki, bo dopiero dziś po 12 były i wynik 388. Także teraz nic tylko się modlić, żeby było wszystko ok!
Zaczął się kolejny tydzień bez A. w domu. Oczywiście leżę cały dzień w łóżku i nic mi się nie chce. W sobotę byłyśmy z przyjaciółką na Grey'u i wróciłyśmy taaakie rozmarzone... Za dwa dni idziemy jeszcze raz. A co. Szkoda tylko, że teraz tyle czekania na kolejną część...
Ovu raczej nie było o jednodniowy skok tempki chyba przez alkohol. Więc czekamy... Coś mi się wydaje, że w tym miesiącu bez owulacji. Ale wierzę, że nie. Krzyż cały czas boli jak w ciąży. Oczywiście test zrobiony tak na wszelki wypadek ale negatywny. A może to moje jajniki w końcu wzięły się do pracy po inofemie i takie mam odczucia? Któż wie.
Nie mogę się doczekać naszego ślubu. Co chwilę zerkam na obrączki i nie mogę uwierzyć, że już niedługo zostanę żoną. Niby nic się nie zmieni ale dla mnie to spełnienie marzeń...
Myślenie życzeniowe: W dniu naszego ślubu będę już w ciąży i będziemy się cieszyć podwójnym szczęściem...
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.