basiar85 czekając na cud-CUDZIE TRWAJ!! 18 lutego 2015, 09:47

no i zaczęło boleć :( @ nadchodzi, nareszcie bo szybciej zacznę nowe starania

tak jak zaczęło tak skończyło a ja co chwilę biegnę do kibelka sprawdzić czy juz jest.
co za emocje:)


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 lutego 2015, 11:52

18 dc (12 dc)

Mam taką radę. Jak nie masz zbyt wielu problemów i nudzi Ci się w życiu, zrób sobie test owulacyjny (kolejny)! Oto zestawienie mojego wczorajszego testu (wieczornego, ten po prawej) i dzisiejszego (z drugiego moczu :P o 9.30, test po lewej)

IMAG2773_1.jpg
upload pic

Dziś mąż jak zobaczył "kolejny" pozytywny test owulacyjny zapytał:

-ZNOWU masz owulację? To ile my tych dzieci będziemy mieli?!

Faceci są tacy słodcy w tej swojej niewiedzy :D

A i mam wieści z frontu walki (nierównej) z moim brzuchem. Kupiłam miesięczny bilet na pociąg (nie na tramwaje i autobusy, którymi można podjechać dosłownie wszędzie). Teraz będę duuużo chodzić :D i to szybkim tempem. Zmotywował mnie do tego kochany Teść, który spytał mnie, kiedy w końcu mu powiemy, że po raz 7 zostanie dziadkiem. I pogłaskał mnie po brzuchu! Mina Teściowej bezcenna :D myślałam, że Teścia zje i wypluje :P no a ja postanowiłam, że wezmę się do roboty :D auto idzie w odstawkę! Tylko na zakupy będę je wyprowadzać i ewentualnie gdy będziemy jeździć do znajomych na obrzeża miasta :P

małaU piszę, bo czuję, że zwariuję 9 czerwca 2015, 20:45

15dc
Zacznijmy od niedzieli.. Humor nadal zły, chociaż już nie płakałam.. Burza i inne zjawiska pogodowe.. G. ze względu na deszcz odwołali imprezę, wrócił wcześniej do domu, patrzy na mnie i mówi, co jedziemy do rodziców na kawę? Trochę się bałam.. Wiedziałam, że mamę boli to co usłyszałam od lekarza, nikt się nie spodziewał, że coś takiego może dotknąć i Nas.. Niedawno rozmawialiśmy o in vitro, ale bardziej o religii, polityce, taka tam rozmowa przed wyborami, nikt się wtedy nie spodziewał, że za chwilę również my będziemy myśleć o programie rządowym.. Dom zawsze poprawia mi humor, niewiele rozmawialiśmy na ten temat, myślę, że dlatego, że jest to dla każdej ze stron trochę za trudne, usłyszałam tylko, że bez względu na naszą decyzję oni zawsze są ze mną, zawsze będą pomagać na miarę ich możliwości.. Zapytałam tylko tatę czy pokocha adoptowane dziecko, zawsze mówił, że krew z krwi i takie tam, a on na to, że pokocha każde moje dziecko, przecież to też wnuk:) kochany.. Wróciliśmy do domu i było <3 zgodnie z zaleceniami pana doktora.. Chociaż sama nie wiem czy trafione, bo śluz był piękny i rozciągliwy przez ostatnie dwa dni, a tu taki też niby płodny, ale gorszy..

Poniedziałek, mega zalatany, ale nie dałam rady i poszłam do lekarza, myślę trudno, najwyżej mnie opieprzy, że miałam przyjść w środę albo powie, ze mam przyjść jeszcze raz i skasuje dwa razy, ale przynajmniej czegoś się dowiem.. Mówię mu, że przyszłam wcześniej, bo przez weekend urodziło się w mojej głowie milion pytań.. A on na to milion?? Hm, to chyba muszę następne pacjentki odwołać bo chwilę nam te milion pytań zajmie:)Kocham go, tak platonicznie.. Powiedział, że zobaczymy następny cykl, powtórzymy badania i jeżeli nie będzie się nic poprawiało (ale w poprawę AMH on nie wierzy) skieruje mnie na program rządowy z przyspieszona procedurą, bo co do czasu to nikt nie określi ile te moje jajniki mają jeszcze jajeczek.. pewne jest to, że się kończą.. Co do zespołu nie pękających jajeczek to jest osiem odmian i ja mam tą wredną, gdzie nie można nic podać na pękanie.. Ale, ale wygląda na to, że w tym cyklu pękł.. No to modlimy się o nasz cud:) Co do chorób związanych z wiekiem matki to nie jest w stanie mi nic powiedzieć, choroby to taka trochę tajemnica natury, młode kobiety rodzą chore dzieci i odwrotnie starsze rodzą zdrowe.. I co do tajemnic natury to mam się do końca nie poddawać.. Miał jedną pacjentkę z gorszymi wynikami, nie dostała się na program rządowy, a potem po dwóch miesiącach wróciła do niego w ciąży.. Już miałam ochotę mu powiedzieć, żeby ze mną zamieszkał, potrzebuje go w domu, żeby na bieżąco mnie uspokajał, ale się powstrzymałam.. Pewnie uznałby mnie za wariatkę.. Kocham tego lekarza.. U niego jestem spokojna, pozytywnie nastawiona i wiem, że będzie dobrze.. Szkoda, że trzyma mnie średnio przez godzinę.. Zaczął się lepko-kremowy śluz zatem owulacja już była, co zresztą potwierdza usg, chciałabym wiedzieć czy owulka była w sobotę czy w ndz.. Bo tempka wariuje i jak dla mnie to nic z tego..

Dzisiaj mega zalatany dzień.. Praca, miliony urzędów i spraw do załatwienia, korki, brak miejsc parkingowych, masakra, potem szybkie zakupy.. Rodzice G. postanowili nas wspomóc i dali kasę na lodówkę i pół zmywarki.. Wzięliśmy na raty, będą nam dokładać.. Trochę mi się ten pomysł nie podoba, bo już mamy dwie raty i nie chciałabym się zapętlić w tym wszystkim.. Ale rodzice G. są tacy, że mogliby się obrazić, że oni proponują i dają ile mają, a my się obrażamy i nie bierzemy wcale bo musimy kilkaset złotych dołożyć.. Cieszę się, ale się po prostu boję i tyle!!!
A sprawy staraniowe.. Czekam.. Czekam.. Chciałabym już wiedzieć.. Przede mną 10 słodkich dni pt a może:)

12 dpo negatyw :(
Już nie mam siły... Półtora roku to zdecydowanie za długo :(

Czasem jest tak, że człowiek ma jakiś taki siódmy zmysł... Mój siódmy zmysł podpowiada mi, że nie ma mojej Kuleczki/Kuleczka. Nie potrafię się odgonić od tych myśli, ciągle słyszę w sobie ten głos, że nic z tego nie będzie... Że jeszcze parę dni i znów zacznie się albo krwawienie albo dowiem się na USG, że nie nic nie widać. Aż boję się robić jutro betę.
Wszystko mnie już przeraża, nawet brak objawów jest paraliżującym strachem. A ja jestem w dodatku taką panikarą i nerwusem, że drugiej takiej to ze świecą szukać.
Do poniedziałku daleko, gdybym mogła to chciałabym zasnąć i obudzić się dopiero na godzinę przed wizytą...

dzabuch moja terapia 18 lutego 2015, 11:13

Dziś mam wizytę u mojego gina. Ma obejrzeć wyniki badań, które mi zlecił. Robiłam usg (wg położnej książkowe) i trochę podwyższona prolaktyna. Od paru dni wpatruje się w wykres. Dziś obudziłam się o 3 rano bo chciało mi się siusiu. Zmierzyłam temperaturę 36.7. Zasnęłam. Wstaję o 5 jak codzień i temperatura 37.0. No i nie wiem co o tym wszytko myśleć. Lekarz napewno nic dziś nie zobaczy a ja do @ zwariuje chyba. To najdłuższy miesiąc w moim życiu. Tak sobie myślę, że w tym cyklu zrobiłam już chyba wszystko co trzeba. Testy owulacyjne, mierzenie temperatury, czas współżycia. Jeśli tym razem się nie uda to chyba odpuszczę, bo nie mam już siły by doszukiwać się objawów ciąży i marzyć co by było gdyby.

Campari Niekończąca się walka trwa... 18 lutego 2015, 12:00

Jak ten tydzień się ciągnie...jeszcze 5 dni do bety. Zastanawiam się czy zrobić najpierw test, czy od razu betę. W poniedziałek to już będzie totalna panika. Choć to niczego już nie zmieni, no albo się udało albo nie...

Bergo Bergo - nowa ja 18 lutego 2015, 12:05

Oj... jakiś problem ze spaniem mamy... A niewyspanie to dla mnie najgorsza sprawa... Budzi się kilka razy w nocy, a już tak ładnie spał. Nie chce jeść, chce się bawić! Ostatnio zjadał około 6, bawił się do 7 i zasypialiśmy jeszcze razem. A dziś masakra! Nie ma mowy o spaniu. Śmiechy, gadanie, wygłupy.
Zaczął jakby pelzać. Jak leży na brzuchu na macie to potrafi przesuwać się trochę, kręcić w kółko, kombinuje jak się wspiąć na kolanka... Urocze to jest :) Jest słodki jak cukierek :)
U lekarza ok- pokazał co myśli o 30 minutowym opóźnieniu. Zesrał się tak smierdząco, że cała przychodnia czuła, a rejestratorka musiała wywalać pieluchę :D Tym razem jednak była to inna, ardzo miła pani. Lekarka również sympatyczna. Mamy zlecone badania i do czasu wyników odroczone szczepienia. No i na razie nic nowego do diety nie wprowadzamy. Nie ma co się spieszyć. Tak naprawdę do 6 miesiąca spokojnie można poczekać, nawet jeśli dziecko jest na mm.
Młody w przychodni był wesołkiem nr 1 :) Wszyscy się mu przyglądali jak z uśmiechem do mnie gaworzył. A w gabinecie zaprezentował jak pieknie łapie grzechotę i nią grzechocze zupełnie świadom tego co robi :) Fajnie jest czuć taką dumę z dziecka :D

sikorka@ Taka tam pisanina.... 18 lutego 2015, 12:20

Temperatura Dzis spadla do 36,8. Czyli pewnie nic z Tego. Wczoraj strasznie mnie bolaly piersi I Moj ciagle pyta, jak sie czuje I Czy robil am test. Nie robil am I nie Wiem czy zrobic. Raz mysle ze dam sobie spokoj I zobacze co bedzie. A raz ze moze dobrze byloby zrobic I wiedziec zeby sie nie ludzic. Juz sama nie Wiem czy to w mojej glowie jest problem.... Doszukuje sie objawow ktory cb nie ma.



Ciąża rozpoczęta 16 stycznia 2015

sikorka@ Taka tam pisanina.... 18 lutego 2015, 12:32

Ja to jestem jednak glupie. Poszlam I zrobilam test. Negatywny

sachmet1769 ...Inna... 27 czerwca 2015, 09:51

Początek.
Dlaczego Inna?
Dlatego, że zawsze było we mnie coś, czego nie było w innych dzieciakach. (Mam na myśli jeszcze czasy szkolne). Nie mam na myśli wyjątkowości chociaż zależy z której strony na to patrzeć. Dla mnie chodzenie do szkoły było istnym koszmarem. Szydercze uśmieszki, zgryźliwe komentarze i bolesne uwagi uderzały w moją osobę jak strzały w tarczę. I choć strzałę wyjęto to trucizna ciągle tkwiła w moim ciele. Starałam się zrozumieć co jest ze mną nie tak? Dlaczego wiele osób reaguje na mnie w tak odrażający sposób. Przecież nie wyglądałam inaczej. Nie miałam zielonej skóry fioletowych włosów i czułek. Nie byłam kosmitką choć wiele by na to wskazywało :-)
Któregoś dnia (miałam może z 5 lat) podczas szkolnego przedstawienia jakaś dziewczynka starsza ode mnie o rok powiedziała mi coś z czego nie zdawałam sobie wcześniej sprawy, o czym nie miałam kompletnie pojęcia. Z kpiną w oczach i uśmiechem na twarzy powiedziała, że jestem z domu dziecka. - ale jak to? Ja? co to jest dom dziecka?
Po powrocie do domu zapytałam mamę o to jaka jest prawda. Tak to jest prawda i wszyscy wiedzieli o tym tylko nie ja. byłam jeszcze za mała i tak bym nie zrozumiała. Pytałam mamę czy tam dzieci poustawiane są jak lalki na półkach. Bo co takie dziecko może wiedzieć.
Szczerze? Po wytłumaczeniu przez mamę tego o co chodzi z adopcją i dlaczego tak się stało a nie inaczej wszystko w moim życiu wróciło do normalności. Ta informacja nie zmieniła absolutnie nic w moim dotychczasowym życiu.
Później zaczęły się czasy gimnazjalne. Tam także byłam nazywana przybłędą, wyrzutkiem..Bolało, lecz wiedziałam, że używają tych słów nie znając kompletnie ich znaczenia oraz sytuacji. Nie raz kłóciłam się z ludźmi przez te wyzwiska, często dochodziło do rękoczynów.. wiadomo musiałam jakoś się bronić..musiałam ustawić przed sobą niewidzialną tarczę, która pozwoliła by mi żyć i nie słyszec nic poza ciszą.. Nie było to łatwe.
Bardzo dużo zmieniło się w szkole średniej. Nie miały tam miejsca żadne wyzwiska ani nikt nie wytykał mnie palcem. To dało mi odetchnąć. Zrozumiałam, że ludzie którzy nie znają mojej przeszłości nie widzą we mnie nic złego. Uważają mnie za zwykłą dziewczynę, która kocha ludzi i chce także być kochana. Na początku szkoły bardzo dużo dała mi rozmowa z wychowawczynią, która wiedziała. Miała dość dobre podejście do uczniów. Dużo rozmawiałyśmy na ten temat. pomogła mi w pewien sposób zaakceptować pewne sytuacje, które w każdej chwili mogły się zdażyc nawet na neutralnym gruncie.
...
Stawiam kropki ponieważ pewną część swojego życia wolałabym ominąć, chociaż może kiedyś wyleje to z siebie :-)
...
Było lato. Piękne, gorące lato-lipiec. Wtedy poznałam jego.
Ranek (coś koło 20 lipca) przyjechało do mnie dwóch starych kumpli. Z racji tego, że było upalnie stwierdzili, że najlepiej było by pojechać nad jezioro(gdzie do najbliższego sensownego mam około 130 km). Zgodziłam się bez najmniejszego zastanowienia. ale ja i dwóch chłopaków? Zadzwoniłam do koleżanki, która także wyraziła chęć na wyjazd. Pojechała( niestety ze swoim chłopakiem,który jest kompletnie aspołeczny). Po jakimś czasie koledzy stwierdzili, że przydał by się ktoś jeszcze. Zadzwonili więc do jakiegoś DJ'a, ale że ten akurat był na kacu odmówił. Zostało im ostatnie wyjście- pojechać do Dzidzia. Ja zdenerwowana, że nie dość zę najlepsza przyjaciółkja wypieła się na mnie to jeszcze jakies dziadki będą mi pod nos upychać. Stwierdziłam,że ja zadnego dzidka nie znam i nie chce poznać! miałam dość patrzenia na facetów jak na jeden dzień :-D Nie posłuchali... Podjechaliśmy i wyszedł on. Wysoki,szczupły blondyn o błękitnych oczach. Moje serce zamarlo a oczy zaświeciły się jak reflektory w nocy. Poczułam wtedy coś, czego nie czułam jeszcze nigdy. Zapoznaliśmy się . Dotykając jego dłoni, które były w smarze(jest mechanikiem)wiedziałam, że z tego musi być coś więcej. Dzień minął zlany alkoholem . Wszyscy zostali odstawieni do domów. Następnego dnia myśli nie dawały mi spokoju. Cały czas zerkałam na telefon i szukałam połączeń z nieznznych numerów. Dopiero po kilku dniach zobaczyłam wiadomość od niego na jednym z portali społcznośćiowych . Spotkaliśmy się sam na sam. Pożądanie było tak ogromne, wiedzieliśmy, że nie ma już odwrotu... 3 miesiące poźniej stwierdziliśmy, że chcemu mieć dziecko i wziąć ślub. Wielu osobom się to nie podobało bo za wcześnie. Czas nie ma znaczenia kiedy w gre wchodzi serce..Zaczelismy więc starania i udało się. W 5 miesiącu ciazy stanelam na slubnym kobiercu u jego boku. Kilka miesięcy pozniej urodziła się nasza córeczka. Najpiękniejsza istotka i najwspanialszy cud jaki Bóg mógł nam dać.. Teraz staramy się do rodzeństwo ale marnie nam to idzie :-) Jeszcze duża czasu przed nami.
To wszystko tak w skrócie:-)

rah Dam szansę i nam. 18 lutego 2015, 12:55

Wczoraj był pierwszy "paskudny" dzień. Od samego rana było mi niedobrze i to dość mocno.Kręciło mi się w głowie, było zimno, serce waliło. Ze dwa razy myślałam, że zaraz w pracy umrę...Miałam ochotę się rozpłakać..ba! wyć!!! chciałam powiedzieć tacie i Eli i zeby wymyślili coś, że mnie niby potrzebują i muszę jechać do domu.Jakoś wytrzymałam, ale to był koszmar. Wieczorem nie lepiej. Czułam się paskudnie! Do tego się lekko sprzeczaliśmy, o głupoty, ale płakałam. Że się czepiam, że ciągle niezadowolona, że przeze mnie Jacek nie może gdzieś wyjść, mieć kolegów...:/ Było mi źle i smutno. A dzień wcześniej wpadł narąbany że ho,ho. Ale nawet się nie złościłam. Spotkałam go pod klatką jak od lekarza i babci wracałam ;p Oj biedny padł w przedpokoju ;p

justa1234 NADZIEJA nie umiera nigdy!!! 18 lutego 2015, 12:59

Małpo przychodź jak najszybciej >:)

Gdy wchodzę czasem na Pamiętniki uderza mnie jedno: przeplatanie się w kolejnych postach różnorodnych emocji. Najpierw jest optymizm, później nadzieja i czas oczekiwania, jakieś zniecierpliwienie, a następnie smutek, złość i żal. A później znów optymizm i tak w kółko.
U mnie jest to samo. Czuję się, jak na karuzeli - raz góra, raz dół. Do teraz była zdecydowanie góra, bo to ta lepsza część cyklu: dużo czułości, dobry seks, w miare optymistyczne nastawienie i twarz bez pryszczy ;-) a obecnie przede mną 2 tygodnie czekania. Zupełnie się nie nastawiam na ten cykl, przy czym "zupełnie" nie oznacza, że nie liczę po cichu na brak @. Raczej oznacza, że zupełnie nie wierzę, że się uda. Skoro nie udało się poprzednie 9 razy, to niby dlaczego akurat za 10 miałoby się udać? Z drugiej strony, czemu miałoby się nie udać?
...chcę tylko - aż żeby wreszcie sie udało!

Edit/ jeszcze coś mi się przypomniało, kuzynka do mnie mówi że starała się w Anglii jakieś 2 lata o pierwsze dziecko i taki tekst do mnie "Ty też zajdziesz tylko musi się w waszym życiu coś wydarzyć i niekoniecznie coś dobrego" może i ma racje że naszym problemem jest jakaś moja blokada psychiczna ale kur** nie mogę czekać aż mnie nie wiem wyrzucą z pracy albo przeniosą na do innego gorszego działu. A jak nic takiego w najbliższym czasie się nie wydarzy to będę tak czekać jak głupia? Jakoś mam koleżanki i takie które zaplanowały ciążę i 1-4 miesięcy się udało i też musiały dokonywać obserwacji. Ja tych prób miałam 10 i żadna jak widać nie zakończyła się ciążą. Uważam że nie ma co zwlekać, gdybym wiedziała wcześniej że staranie się o dziecko jest takie trudne zaczęłabym odrazu po ślubie.
Z każdej strony słyszę tylko WYLUZUJ ALBO PRZYZWYCZAJAJ SIĘ BO NIEDŁUGO CIEBIE TEŻ TO CZEKA..., szlak człowieka trafia przecież nie będę każdemu z osobna tłumaczyć!!! Nie spodziewałam się że takie słowa mogą tak dotykać... że wywołają łzy... A w pracy coraz częściej słyszę takie docinki bo przecież jestem młoda, co to jest prawie 26 lat, co mi tam może być... Ale mówią to tylko te koleżanki które nie wiedzą jak jest naprawdę. Nie wiedzą że bardzo tego chcę tylko nie wychodzi :-(
I jeszcze druga sprawa rozmawiałam ostatnio ze szwagierka ona jako doświadczona kobieta (kilka aniołków) i matka (córeczki) wie najlepiej... ile trzeba się serduszkować żeby się udało i mówi że ona męża wypościła a później przed owulką raz wieczorem i w dniu owulki jeszcze rano. Noi kur** (sorki za słownictwo ale muszę!) skądś to musi wiedzieć czyli się obserwuje nie?, śluz, tempka itd i niech mi tu nie gadają wrzuć na luz bo kiedy mam płodne i owulacje wiedzieć muszę jeśli chcę żeby mi się udało. W taki sposób dochodze do wniosku że o wyluzowaniu mówią tylko te co wpadły albo co poprostu miały zajebiste szczęście wrrrr no!


Wiadomość wyedytowana przez autora 20 lutego 2015, 23:57

sikorka@ Taka tam pisanina.... 18 lutego 2015, 14:26

Mnie wtedy tez nie, myslalam Ze @ mi sie spoznia bo oddawalam Krew kilka dni przed

idka Być szczęśliwą 18 lutego 2015, 14:51

Jeeeejjjjuuuuu... Niech już przyjdzie okres, plis, plis, plis! Na głowę chyba zaraz dostanę. Biorę Dupka, wg moich obliczeń @ powinna przyjść w przyszły wtorek ewentualnie środę, czyli jeszcze cały tydzień męczenia się z samą sobą i wszystkimi dookoła. Hormony mi buzują, organizm się buntuje. A głowa pełna jakichś bzdetów. Huśtawki nastrojów, że o ja nie mogę. Beczę, śmieję się, krzyczę, złoszczę, znowu beczę, bo byłam zła bez powodu i mam wyrzuty sumienia, dołuję się, za chwilę się podnoszę z tego, potem widzę ciężarną i znowu mi smutno, ale przecież uszy do góry itp... Kobiety tak często mają, prawda? A czy po tym wszystkim ktoś chce się jeszcze z nimi zadawać? Mają dalej mężów, przyjaciół i przyjaciółki, rodzinę? Bo zaczynam w to szczerze powątpiewać :P Czas odbudować relacje z wszystkimi, których wkurzyłam swoimi hormonami :P

Ostatnie dni jedynie miłe były ze względu na komplementy mojej fryzury i mojego odmienionego przez to wyglądu :D Fryzjerowi nakręciłam chyba dwie kolejne klientki w postaci koleżanek z pracy. A niech ma chłopak! :)

I przyszła @ tak jak wcześniej myślałam to nie jest pierwsza tylko już druga @ . Cykl 29 dni tak jak owu wyznaczyło i moja pani doktor powiedziała że może się pojawić 18 lutego i jeeest :D
Rozpoczynamy 1 cykl starań !!

Teraz spokojnie mierzenie tempki i serduszkowanie , może ten cykl , może kolejny kto wie ..


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 lutego 2015, 16:31

Gdy dostałam pierwszych mdłości zupełnie straciłam apetyt do jedzenia... chodziłam lekko głodna, co tylko pogłębiało mdłości. Teraz już mam na nie sposób: jeść po troszku, ale bardzo często. Pusty żołądek to mój wróg, a przyjaciel mdłości.

Mdłości zmniejszyły się :) Drugi powód to pewnie brak stresu, jak sobie tak leżę w domu spokojnie, nie muszę myśleć o pracy. :)

Mamy już 7 tydzień ciąży, jak miło :)

Hmmm dość mi się podoba ten II trymestr. Wymiotów- brak, mdłości-brak, bólu głowy-brak. Energia- jest, dobry humor- jest, nawet coś na kształt libido się pojawiło :D. Pojechałam dziś dać się pokłuć, tak mi pielęgniarka stazę zacisnęła że aż mi oczy wyszły i chyba pierwszy raz pobranie mnie bolało. Wyniki wieczorem, mam nadzieję, że mocz będzie lepszy (nie wiem skąd te bakterie, przygotowuje się do badania porządnie) a progesteron wysoki i będę mogła odstawić powoli luteinę. Za 5 dni USG nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć naszego dziecia :). ha wczoraj wieczorem leżałam sobie w łóżku na prawym boku i poczułam takie śmieszne coś w brzuchu, jakby coś delikatnie mnie musnęło od środka. Nie sądzę, żeby to było to dziecię, prędzej gazy w jelitach ale niektóre kobitki tez coś takiego czuły. 14 tc to dość wcześnie na takie doznania ale skoro Małe nogi i ręce posiada to tak teoretycznie matce może przyiwanić :P.
Z racji potrzeby rozładowania energii odgruzowałam kuchnię, zrobiłam obiad, byłam z piesławem na dłuuuugim spacerze i idę robić szarlotkę :)

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)