No no. Mój pierwszy wpis na fioletowej stronie. Nie wiem jak dokładnie się to tu robi, ale:

5+0
Objawów ciąży brak, poza bolącymi piersiami to kompletnie nic. Energii mam tyle co wcześniej albo nawet i więcej, jem podobnie, żadnych mdłości, zgag czy wymiotów.
Nie mam jeszcze umówionej wizyty, ale w przyszłym tygodniu planuję się tym zająć. W sumie tu jest inny system niż w Polsce i raczej trochę mija zanim się zabiorą do rzeczy. Także i ja będę musiała pewnie minimum 3-4 tygodnie odczekać. Poza tym na pierwszej wizycie to raczej taki wywiad i z tego co się orientowałam, to bez USG... Nie podoba mi się to zbytnio...

Poza tym dziś za oknem pochmurno i ja jakaś taka mniej radosna. Postanowiłam sobie, że będę spacerować chociaż pół godzinki dziennie, ale jeśli pogoda będzie w miarę ok. Tak, żeby jednak jakaś aktywność fizyczna się pojawiła w ciągu dnia. Dziś muszę sprawę przemyśleć, bo pomimo, że już nie pada, to jest okropnie zimno...

Poszłam po kurtkę, a kupiłam takie cuda...

98ee6203e8562843gen.jpg
d428223e0429a3acgen.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 20 lutego 2015, 18:07

dzabuch moja terapia 20 lutego 2015, 14:49

Dziś już chyba nie wytrzymam. Zrobię test! Rano zdecydowałam, że jak wrócę z pracy to sprawdzę i tak już długo wytrzymałam. Wiem że przyniesie mi rozczarowanie, ale to wieczne myślenie wykańcza mnie psychicznie. Coraz to nowsze, sztuczne objawy i wpatrywanie się w wykres. Chciałabym wrócić do dnia kiedy byłam młoda i odpowiedzialna. Zrobiła bym wiele rzeczy inaczej. A nasze dziecko mogło by mieć dziś 12 lat! To faktycznie złośliwość losu, nie można mieć wszystkiego.

Dobrze, że dziś piątek :) Powoli uchodzi ze mnie siła, energia, bo wiem, że po raz kolejny się nie udało. Nie nastawiałam się psychicznie, nie liczyłam nie wiadomo jak ale zawsze mała iskierki nadziei się tli. Już zgasła, to się czuje i wie. Ja wiem, na tyle znam swój organizm i czuję zbliżający się okres. Poniosłam na tym polu kolejną porażkę... tak dla mnie to jest porażka. Nie chce się dołować, nawet już nie mam na to siły, łzy też już nie chcą lecieć tak jak kiedyś. Oswoiłam się z tym. Może nadal oswajam. Z jednej strony zostawiłabym to wszystko i rzuciła te cholerne 'starania', z drugiej strony drzemie jeszcze we mnie wola walki. Tylko ciekawe jak długo.

Ten cykl mogę zaliczyć jako jeden z gorszych, kiepskie samopoczucie fizyczne, ból brzucha od tygodnia, pikający lewy jajnik, zmęczenie plus momentami apatia, wyczerpanie. Psychicznie... cóż pomału się chyba sypię. Chociaż wiem, że nie mogę!

Ps. Nic mi się nie chce, obiadu brak, siły brak. Najchętniej poszłabym spać, a to jest najgorsze wyjście z możliwych. Ale za to świeci słońce, a jutro sobota :)

Nadeszły nowe nadzieje, ZNÓW. Jestem przed owulacją, chcemy się starać na nowo o córunię albo synusia, wszystko jedno, o nasze maleństwo. Boże... tak bym chciała żeby to Dziecko było już z nami całe i zdrowe. Ja się już nawet tymi staraniami nie cieszę, ja się po porostu panicznie boje. Dobrze, że mój kochany mąż ma w sobie tyle nadziei, tyle rozsądku i tyle siły, żeby przywołać mnie do porządku i dodać otuchy :) Gdyby nie on, stchórzyłabym jak w poprzednim cyklu (co prawda były powody, żeby nie rozpoczynać wtedy jeszcze starań, ale chyba sama je sobie wynajdowałam). On w ogóle jest taki dobry dla mnie... po utracie dziecka, czuwał przy mnie cały czas, dbał jak nigdy w życiu, żeby niczego mi nie brakowało, a kiedy wyszłam już ze szpitala, organizował mi czas, nawet zrobił mi niespodziankę i zabrał na wspaniały urlop do przepięknego miejsca, gdzie mieliśmy prawdziwą "strefę relaksu". Mimo tej całej traumy, ten czas był dla nas piękny. Bardzo nas ze sobą zbliżył i nauczył rzeczy, których byśmy się nie nauczyli w "normalnych" okolicznościach. Po czasie wiem, że wszystko co nas spotyka dzieje się po coś. A teraz proszę o kciuki, bo zwariuje...

MiK@ Drugi dziobek 20 lutego 2015, 15:40

Widziałam maluszka i jego bijące serduszko <3 Malec ma już 9mm :) To cudowne uczucie patrzeć na pulsujące kreseczki na monitorze i czerwoną małą plamkę oznaczającą serduszko :) Na plamienia dostałam duphaston 2x1 przez 3 tyg. Na kolejną wizytę mam się umówić na ok za 3 tyg. nie zrobiłam tego dziś, bo mój lekarz mega chory. Chyba ma żołądkówkę, ledwo do mnie zszedł...

Life is brutal and full of zasadzkas i czasami kopas w dupas i to dosc okrutnie. Cytujac klasyka dupa dupa dupa. Ja nie wiem, czy ja nie zasłużyłam na dziecko, czy co ja komu zrobilam ze los mnie tak karze. Dzisiejsza beta(11 dzien po inseminacji) nie pozostawia nawet cienia cienia nadzieji, jak zwykle daje mi prosto w twarz. Dzis mąż ma urodziny wiec z nieciepliwoscia odebralam karteczke z wynikiem snujac marzenia ze wrecze ją mezowi przewiazaną wstążeczką. Jak zwykle nie dane mi to bylo. Nie dosc ze w klinice zostawilismy cala moja miesieczna wyplate plus dojazd i noclegi, to jeszcze czeka na powtorka z rozrywki. Oczywiscie nikt nie dawał gwarancji ze sie uda, niby dlaczego to ja mialabym byc tą wybraną i to mi mialo by sie udac za pierwszym razem? Jako nielicznej udalo mi sie odebrac dobry wynik badania hist-pat po operacji to pewnie wyczerpalam juz limit szczescia.

Buuu... :(
Chce mi sie plakac... No liczylam sie z tym ze sie nie uda, ale jednak mialam tą nadzieje ze w koncu bedzie inaczej niz zwykle. NIGDY wiecej testow przed @, szkoda na to kasy.

Rotenkopf Walka. 20 lutego 2015, 17:36

Sanna, ja biorę etopirynę i na zmianę no-spe forte z buscopanem - pomaga, no ale zanim zacznie działać to trochę boli ;)

Wczoraj były urodziny babci nie-babci.
Najlepszy moment? Kiedy teściowa wyszła wkurwiona na papierosa bo dowiedziała się, że zmieniam pracę. A dowiedziała się tylko dlatego, że ciocia nie-ciocia (biologiczna córka babci nie-babci) spytała się co u mnie :D

A czemu teściowa przed urodzinami rzuciła mi słuchawką?
Bo jej dałam jasno do zrozumienia, że mamy inne obowiązki i nie wiem czy zdążymy na urodziny. Powiedziała mi, że skoro chcemy odciąć się od rodziny to mamy od wszystkich.
I mówi to osoba, która wiecznie siedzi w pracy jak tylko chcemy przyjechać na kawę czy niedzielny obiad ;]
Oczywiście żadnych innych obowiązków nie było, ale gdybym powiedziała, że będziemy od razu to by sobie pomyślała, że zadziałało na nas jej dupnięcie słuchawką mojemu mężowi (a propo's na ten sam temat) ;]

Bezsenność daje mi w kość. Już nawet tabletki nie pomagają. Jestem wykończona. Organizm osłabiony i coś mnie rozkłada. Dno i 10 metrów mułu. Wczorajszy dzień mile spędzony z psiapsiółą. Chociaż miał się człowiek do kogo odezwać...

Dziś odezwałam się kuzynki, która tydzień temu urodziła. Napisała, że nie może się napatrzeć na swojego synusia, przesłała zdjęcia i...no właśnie i tak mnie zakuło z tęsknoty za Moimi Aniołkami. Dlaczego życie jest takie podłe?

Inofem robi swoje. Jajniki pracują na całego. Boli jak jasny gwint. I tak po obserwacjach wydaje mi się, że dziś będzie owulacja. Zadziałamy, zobaczymy...

Myślenie życzeniowe: Kruszynko u Mamusi w brzuszku jest tak miło, zadomów się w nim.

No i słyszałam serduszko :)
piękny dzwięk :D:D:D:D
CRL 14,8mm
161 uderzen na minute
ciąża rozwija się prawidłowo
wszystko oki
luteine mam brac jeszcze 2 tyg

ALE SIĘ CIESZE !!!

12dc...
śluz pięknie rozciągliwy na ok 7cm! tak by to jakoś wychodziło że od dziś 6 dni i owulacja... trzeba działać niestety już nie dziś ale od jutra <3

miał być luz a tu znów spina :/ no ale jak tu wyluzować jak widzę takie ilości i takiej jakości śluz? temp w dół zapewne aby za te kilka dnia poszła w górę...

tak bardzo bym chciała że wieczorem chyba się pomodlę... nie lubię "jak trwoga to do Boga" ale jak nie spróbuję to mogę żałować...

Jestem zła z tej bezsilności!

Paróweczka Powiernik 20 lutego 2015, 19:11

5cs; 2dc

Piersi w porzadku. Czekamy na owu. w miedzyczasie musze skombinowac jakis termin na kontrolna cytologie.

Wyniki męża bardzo się poprawiły. Aż nie mogę w to uwierzyć.
Wzrosła liczba plemników z 2,4 mln/ml na 12 mln/ml, prawidłowych jest teraz 3% a było 1%. Ruch postępów wzrósł do 45 % z 24%.
Jest już szansa na naturalne zajście. :-) Co prawda mam teraz mieszane uczucia bo jest szansa ale czy się uda? Już dwa lata się staramy ile jeszcze trzeba czasu? In vitro mogło by być już niedługo a tak jeszcze się nie kwalifikujemy do rządowego. Zobaczymy co powie nam na wizycie doktorek - wcześniej mówił że niema szansy na poprawę i trzeba tylko działać żeby nie było gorzej a tu taka niespodzianka.

To już piaty dzień plamienia - tzn. nawet ciężko to nazwać plamieniem...raz czy dwa razy dziennie znajduję na papierze taką delikatnie zabrązowioną błonkę. Okresu nie widać...PMS chyba minął, bo dziś humor miałam wyborny...jedyne co to czuję się jakaś napompowana...i mam wilcze napady apetytu...a waga...wolę nie wchodzić - mam wrażenie, że w ostatnich dniach przytyłam milion kilo... :(

Boję się nowego cyklu...mam zacząć brać CLO...i pregnyl. Szczerze mówiąc mam mieszane uczucia...a dlaczego moja gin nie chce najpierw spróbować z samym CLO? Może pregnyl byłby niepotrzebny? Czy te "wspomagacze" nie wpływają jakoś na dzidzię potem? Często się nad tym zastanawiam, choć wiem, że wiele kobiet stosuje te leki i rodzą zdrowe maleństwa...

Czuję się "uboga" kulturowo... przestałam czytać, nie chodzę do teatru, nie chodzę do kina, w sumie to nic się u mnie nie dzieje... jest mi z tym źle... wszędzie daleko... mieszkając z rodzicami nawet się nie chce.... zaraz milion pytań do.. a po co a gdzie a ile to....wrrrr.....czuję że wszystko co wypracowałam w sobie przez te wszystkie lata studiów i pracy poza rodzinnym domem zaczyna się ulatniać... nie mam w tym domu motywacji do działania, do rozwijania się.. nic. Zero. Kamień beton... Ja jebie.. co się ze mną stało?! Zauważam, że zaczęłam zachowywać się jak moja mama.... jak tylko poda tacie obiad, pomyje to jak o godzinie 15 zasiądzie przed telewizor, tak ogląda te popieprzone programy i seriale dopóki nie pójdzie spać... masakra jakaś... a tak bardzo się tego bałam, tak bardzo tego nie chciałam u siebie... :( na studiach miałam taki nawyk, że przy śniadaniu czytałam książkę... piłam kawę... a teraz? jak moja mamusia zobaczy że jem i czytam o losie jak się denerwuje... to działa na nią po prostu jak płachta na byka.. cholera!

Miru Wyczekany On ,teraz wymarzona Ona 20 lutego 2015, 20:00

"Ty także będziesz kiedyś szczęśliwa. Życie jest długie i trzeba po prostu przejść jego wyboiste części tak szybko, jak to możliwe."


Mój maluch coraz bardziej daje o sobie znać. Czuje go kiedy śpi i kiedy się bawi. Podsłuchujemy się stetoskopem i słyszę jak plumka. Mały Gladiator ♡

"Dobrze mi z tym co mam, chodź przede mną znowu pusty dom..." nie! nie dobrze mi, chcę być w ciąży!

Dół chyba się przeciąga, bo dzisiaj znów :-( zrobiłam podsumowanie mojego dotychczsowego "leczenia" i normalnie jestem w czarnej dupie. Najpierw jak zaczęłam się starać o maluszka wydawało mi się to takie proste, że to kwestia czasu, przecież jestem zdrowa (chyba), cykle regularne, jedyne do czego można się przyczepić to nawracające infekcje i zapalenie pęcherza ale teraz i tak jest spokój odkąd zmieniłam prace. W czerwcu poszłam do ponoć zajebistego ginekologa-faceta w moim mieście żeby się skontrolować. Kazał sie starać i pić inofolik bo żadnych przeciwwskazań nie widział. Byłam pełna pozytywnej energii że wszystko ok i za niedługo się uda... jeden drugi trzeci piąty miesiąc nic. Poszłam prywatnie zrobić badania hormonalne, wszystko wg normy. Znów poszłam do gina żeby pokazać mu wyniki... kazał zrobić progesteron bo wtedy nie zrobiłam. Zaproponowałam-SAMA mu monitoring żeby sprawdzić czy pęcherzyki są i rosną. Noi rosną jest ok tylko plamienia przed okresem skąd? To może być niski progesteron, ale nie bo robilam kilka razy na 7-9 dni po owulacji i było 10, 11, 12. Lekarz stwierdził że ok. Chciałam żeby przepisał mi duphaston ale nie widział powodów, więc sama załatwiłam sobie i brałam po 1 tabletce po owulacji ale plamienia są nadal na 2,3 dni przed @. Powiedzcie czy to normalne?
W końcu gin zasugerował badania męża, zrobił. Ogólnie są ok, ale powiedział że nie może mi przepisać żadnych leków stymulujących (a powiedział że jak wyniki M będą dobre da mi clostibegyt i pregnyl na pęknięcie żeby zwiększyć szanse) bo nie poroniłam i nie minął rok. Także to by było na tyle. Na własną rękę pojechaliśmy jeszcze na darmową konsultacje z innymi lekarzem odnośnie nasienia. I kazał powtórzyć w kwietniu... i starać się do czerwca. Nie mam wyjścia muszę tak zrobić ale nawet nie mam konkretnego lekarza który by mnie prowadził... ehhhh


Wiadomość wyedytowana przez autora 20 lutego 2015, 23:56

t0sq68.jpg
Przedstawiam wam moja coreczke ur 14 lutego.

Chcialabym napisac ze jest cudownie ale na razie nie jest. Jest po prostu ciezko, dopadl mnie niestety baby blues ktory przyslania mi uroki macierzynstwa i sprawia ze zamiast skakac pod sufit bo mam zdrowa sliczna coreczke, ja ledwo odchodze na 2 kroki od malej bo mam takie leki ze cos sie jej stanie, placze non stop i nie wiem jak przestac..

Dziewczyny czy mialyscie baby bluesa?? Jak dlugo trwal i jakie emocje temu towarzyszyly?? Czy wrocilyscie do 100% formy??

8 dzień cyklu
50,5 kg

Plamienie...NADAL! Już mam go dość. Podobnie jak mojej pracy. Czuję się tam jak w więzieniu. Nie potrafię się na niczym skupić, a do tego towarzystwo jest...no co tu dużo mówić kiepskie :/ Jak sobie pomyślę, że zamiast siedzieć tam byłabym już na L4 i cieszyła się Moją Kruszynką to jest mi aż słabo :( Do tego boję się cokolwiek robić na pracowni...bycie chemikiem nie jest pożądane przy staraniu o dziecko :( Mam dość... Dobrze, że chociaż po bromergonie czuję się już tak, jakbym go wcale nie brała :)

Nasz samochód wylądował u mechanika i do odbioru będzie dopiero jutro. Dziwnym zbiegiem okoliczności trafiliśmy na obiad do moich rodziców. Martwią się o nas. Tata zapytał, czy nie chcemy odpuścić na kilka miesięcy. No i M. oczywiście ze swoją "zdolnością" do złego doboru słów wypalił, że staranie pod owulację jest stresujące mimo wszystko!! No myślałam, że z krzesła spadnę! Potem oczywiście mówił, że źle go zrozumiałam i nie to chciał powiedzieć...że przecież będziemy się starać żeby było jak najlepiej... Ale zrobiło mi się strasznie przykro...
Zadziwiające jak wiele emocji może mieścić się w jednej kobiecie!

__________
1 śniadanie: Kanapka z chleba żytniego z żółtym serem, pomidorem, papryką, ogórkiem kiszonym i domową szynką
2 śniadanie: Jogurt z amarantusem, pestkami dyni, słonecznikiem, rodzynkami i siemieniem lnianym, migdałami i domowym dżemem gruszkowo-imbrowym
3 śniadanie: Kanapka z chleba żytniego z żółtym serem, pomidorem, papryką, ogórkiem kiszonym i domową szynką + jabłko
Obiad: Domowe frytki i jajko sadzone
Kolacja: Grzanki z żółtym serem

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)