No dobra wczoraj pobrałam krew na betę. Mam w ręku wynik i oto proszę w 18 dpo beta wynosi 572.8
chyba niezły wynik. W piątek idę do lekarza, zobaczymy co powie. Planowałam iść w przyszłym tygodniu, ale jest na urlopie. Jak narazie martwiłam się, że nie mam mdłości. Choć nie powiem, że mi to przeszkadza. Moja mama mówi, że też nie miała. Ani w jednej ani w drugiej ciąży. Więc w sumie póki co cieszę się, ze czuje się dobrze. Dzidzia jest, to wiem na pewno bo daje o sobie znać. Ojciec wciąż w szoku, wczoraj przyznał, że jeszcze do niego to nie dociera. Z jednej strony rozumiem ja coś czuje wiem, że tam jest nasz dzidziuś a on nic. Oby do niego szybko dotarło, bo go potrzebuje.
Veni, vidi, vici.... jak się chce to się da. A tak szerzej. Pojechałam dziś na USG w ramach pakietu. Szpital wypasiony, robi wrażenie, w sumie mogłabym tam rodzić. Wizyta trochę się obsunęła ale czekałam 15 minut a nie 1,5h. Pan doktor miły, może nie wylewny ale konkretny. Z OM wyliczył, że dość późno przychodzę ale nie było pretensji tylko troska. Przeprosił, że będzie mocno dociskał głowicę, rzeczywiście rękę miał mocną
. Dziecko uciekało jak spłoszona ryba i tak śmiesznie zasłaniało buzię. Nie mniej jednak w 10 minut zostało pomierzone NT-1,9mm, NB- 3mm, przepływy prawidłowe, budowa i liczba narządów prawidłowa, CRL- 88 mm, BPD- 24 mm, siusiaka na chwilę obecną nie dostrzeżono. Ale to się może zmienić
więc sukienek mam nie kupować
. Stres mi odszedł, bo jak się chce to się da. Powiedział żartem, że moje USG nudne bo wszystko prawidłowo. A oto ona?

... Kiedyś nadejdzie ten dzień... Tylko mocno trzeba w to wierzyć... ZAUFANIE!
... I tego staram się trzymać... Inaczej zwariuję
13dc
Dzisiaj odebrałam wyniki TSH ! 2,577 !
Wiem ze to i tak dużo jak na starania , chociaż tez nie ma tragedi ... ja i tak jestem zadowolona ze mi spadło po tym jodzie . Pół roku temu było 3,2 wiec jak dla mnie optymistycznie . Jutro teleporada w tej sprawie z rodzinnym . Poproszę Go o skierowanie do endo bo stwierdziłam ze może jakimś cudem się dostanę na NFZ i wyrzebram jakieś dodatkowe badania . Oby bo irytuje mnie to ze co miesiąc składek odprowadzam w chol**ę a całe życie leczę się prywatnie . Boże jaki to chory system .
W poniedziałek idę do mojej ginki niech sprawdzi czy zmierzam ku owu czy ja wgl owuluje ... mam przeczucie ze będę mieć z tym problem .
Monitor ciagle pokazuje mi niski wynik .
Dzisiaj czuje wilgoć w Bożence . Daje mi to nadzieje ! Znowu !
No i po nadzieji. Nie chce mi sie zyc. Nic z tego nie będzie. Zalamka na całego. Mąż też załamany a taka miał nadzieję... zamiast on mnie wspierać to ja go musze pocieszać... nie wiem co robić. Mam dość.
1 dzień @
Dzisiaj mam dzień totalnego doła...Złość miesza się z obojętnością i smutkiem co doprowadza mnie do płaczu z byle powodu...Rozmowy prowadzone w domu drażnią mnie na maxa....Ciekawe w jakim humorze mój K wróci z pracy? Oby w lepszym niż mój bo może dojść między nami do spięcia bez powodu a to w tej chwili ani trochę nie jest mi potrzebne...
14cs 2dc
Rano, dostałam zdjęcie pozytywnego testu ciążowego mojej przyjaciółki. Starali się 3 cykle. Pierwszy raz w życiu poczułam uczucie jednoczesnego szczęścia z nieszczęściem. Płaczę jak bóbr.. a nie powinnam, przeciz to normlane, że nie wszystkich dotyka niepłodność. Nie umiem sobie jednak tego w głowie poukładać.. Ten grudzień chce mnie chyba zabić..
3 dc i mierzenia tempki
Co za dzień .. rano przed końcem mojej pracy dostałam takich wzdęć że masakra ledwo wytrzymałam , a co do @ już nie obawiam się że mnie "zaleje" jak działo się to przed poronieniem poprzedniej ciaży. Teraz jest dużo spokojnie.
Kolejne coś co u mnie zawsze musi się stać to to że mój termometr się popsół ale mój kochany mąż poszedł i kupił mi nowy i jeszcze wysłał mnie na małe zakupy dla siebie żeby mi się polepszyło ahh kochany mężuś 
Uwielbiam w nim to że potrafi powtarzać że kocha co 5 min fakt faktem wtedy kiedy jest czymś zajęty i nie poświęca mi uwagi to taka rekompensata hehe 
Do "dni" serduszkowania jeszczę trochę więc póki co nie skupiam się nad tym , okaże się. Zastanawiam się dlaczego dziś miałam aż taki spadek tempki , 2 poprzednie dni 36,4 a dziś 36 hmm.. byle to tylko chwilowe
bylam w klinice, moj odebral parametry nasienia i u niego jest bardzo dobrze..
gorzej ze mna..przeciwciala antykardiolipinowe..nie jakies bardzo podniesione bo norma jest 7 a ja mam 9 i jeszcze jakas grupa z IgM. Takze srednio
Dostalam heparyne dozylnie, progesteron i aspiryne 75mg, pobrala mo tez krew na bete, jutro dostane wyniki i w piatek musze zrobic nowe zeby zobaczyc czy przyrasta...
jedyne co teraz moge zrobic to czekac, mam jakies mieszane uczucia ale nic nikomu nie mowie...poplakalam sobbie troche i tyle
nie wiem co gorsze, niemoc zajscia w ciaze czy swiadomosc ze masz defekt i ze nie wiadomo jak nastepna ciaza sie skonczy.
A co do lekarki to jest bardzo mila i ciesze sie ze zmienilam lekarza...moj jest w doskonalym nastroju i drazni mnie jego beztroska..hehe.. a ja teraz musze kombinowac czas wolny w pracy co jest dosc trudne obecnie. chyba bede musiala komus powiedziec zeby nie mysleli ze kombinuje z wolnym. Usg mam 16 marca w poniedzialek, powiedziala ze bedzie szukac bicia serca...
Nienawidzę tego życia...
Dobra,czas sobie zdać sprawę,że JESTEM W CIĄŻY i tak się zachowywać. To oznacza koniec z zamartwianiem się i panikowaniem,bo niczemu dobremu to nie służy. A już na pewno nie mi i nie Fasolkowi. Jak coś ma się wydarzyć,to się wydarzy i żadne zamartwianie się nie sprawi,że to się zmieni. Mogę tylko się wyluzować, zająć się sobą i Mężem,zadbać o dobry humor, dobrze zjeść i modlić się. Reszta - poza moim zasięgiem.
Numer stulecia jest taki,że moja bliska szwagierka (bratowa mojego Męża),kobieta bliska mojemu sercu, jest w ciąży
Będziemy żartem w całej rodzinie,bo śluby mieliśmy prawie w tym samym czasie (w odstępie miesiąca),a teraz ciąże,które wiekowo są prawie identyczne (różnica ledwie paru dni)!!
Śmiech na sali po prostu
Ale też i się niezmiernie cieszę,bo oni też się trochę nastarali
Kibicowałyśmy sobie nawzajem zawsze i się wspierałyśmy, więc myślę,że wspólnie przeżyte ciąże będą fajnym doświadczeniem
News roku po prostu 
Wiele Kobiet w tym ja , i pewnie nie jedna z Was niestety straciło swoje maleństwa, co było tragedią która pozostawi piętno na całe życie, nie zależnie na jakim etapie była ciąża.
Ze swego doświadczenia wiem że już życie z mianem osieroconej matki stało się zupełnie inne , wciąż przechodze w jakimś stopniu okres "żałoby" tylko jej ból jest znośny ale tesknota nigdy nie będzie mniejsza.
Jestem gotowa na bycie mamą ,ziemską mamą i wiele z was pewnie też myśli o kolejnej ciaży ale wciąż bardzo się boi czy jeszcze cierpi po "stracie" pierwszej.
-Najpierw musisz OSWOIĆ się z Przeszłością , żeby móc ŻYĆ Teraźniejszością i NIE BAĆ się Przyszłości !
Tak było w moim przypadku , i może chociaż dla jednej z was ta porada , to jedno zdanie coś wniesie do życia , w jakiś sposób pomoże to będę dumna ! Bo przecież każdy zasługuje na szczęście , na to najbardziej kiedyś Utracone !
krótko o porodzie.
To prawda ze sie szybko zapomina ten bol. Skurcze sa bardziej bolesne niz parte - przynajmniej w moim przypadku. Ale od poczatku...
Wody odeszly mi w piatek 13-ego, rano o 5.30. Zadzwonilam na oddzial i kazali przyjechac. Bardzo liczylam na porod w wodzie wiec myslalam ze skieruja mnie do Birth Center (gdzie odbierane sa porody bezproblemowe, tylko z udziałem położnych, brak na tym oddziale lekarzy, epiduralu i wszystkich tych proznociagow... W razie komplikacji szybko przewożą na zwykła porodowke, odległą o kilkadziesiat metrow). Poniewaz odeszly mi wody a skurczy brak i cisnenie skoczylo mi dosc wysoko do gory, z ciazy "low risk" zrobilam sie "hish risk" i musialam byc skierowana na zwykla porodowke. Tam podpieli mnie pod ktg, dali tabletke "dowcipna" na wywołanie skurczy i kazali czekac. Czas sie dluzyl, boli brak, podobno tabletka miala zaczac dzialac po 6 godzinach ale u mnie nadal nic... Kolo 19.00 przewiezli mnie na osobna sale i sprawdzili rozwarcie - 3 cm (malo). Pozniej mam jakas luke w pamieci bo nie bardzo pamietam co sie wydarzylo przez cala noc... Pamietam ze rozmawiano o podaniu mi oksytocyny bo akcja słabo się rozwijala. Lekarz stwierdzil ze zanim podadza cholernie bolesna oksytocyne musza mi podac epidural bo inaczej nie wytrzymam bolu.. Podali mi epidural ale znieczulił mi tylko prawą stronę....Lewa nadal czula i nie musze chyba mowic ze bolalo
Przyszedl ponownie anestezjolog i wymienil pompe, pozniej drugi raz oraz dozownik epiduralu bo nic nie działało (jak to 13 piatek)... Bol nadal czulam wiec stwierdzil ze moze krzywo sie wbil i plyn splywa bardziej na prawo - trzeba poprawic. Wyjal kabelek i wbil sie ponownie ale nic nowego to nie przynioslo. Jak stwierdzil, czasem tak jest, nie na wszystkie kobiety epidural dziala w 100%. Pozostalo mi sie poprosic o gaz i tak sobie rodzilam w bólach, na wpół rozbawiona gazem
Jakos nad ranem stwierdzili rozwarcie na 7 cm wiec juz nie bylo sensu dawać mi oksytocyny, dociagne tak. o 10 rano w sobote kazano mi przec na pelnym rozwarciu ale po poltorej godziny meczarni (wysilku), nie mogłam wypchnac główki. Ta czesc porodu bolała najmniej i nawet jak pękłam (2 szwy) to tego nie czułam. Polozne - zbiegło się chyba ich ze 3 aby dopingować, w tym jedna Polka, która niemalże włozyła mi ręce "tam" - mysle ze to dzieki niej troche peklam bo tak mnie rozciagała. Na koniec przyszła Pani doktor i uznała że pomogą mi vacuum - czyli tym odkurzaczem czy próżnociągiem - ja tego w ogole nie widziałam ale mój mąż mi powiedział po fakcie. Jeszcze kilka pchniec i malutka była już na mojej piersi, cieplutka i taka różowa. Kwiliła sobie jak kotek i mój mąż przysięgał ze łzami w oczach że jak popatrzył na jej twarzyczke i powiedział "witaj Helenko", ten mały Kiciuś się do niego uśmiechnął (pewnie nieświadomie ale wystarczyło żeby skraść serce tatusiowi). Ja oczywiście poczułam wielką ulgę i radość no i zakochałam się bez pamięci. Moja córcia jest dla mnie prawdziwym cudem i nawet nie potrafię wyrazić swojej wdzięczności za nią tam Temu na górze
)
Tak więc moj Kicius miał do wyboru urodzić się 13 w piątek albo w Walentynki - no i wybrała słusznie - stała się naszym ukochanym prezentem walentynkowym.
Do domu wyszłam w poniedziałek, i pomimo szczęścia i radośći - dopadł mnie baby blues... ale o tym w następnym wpisie.
cdn
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 lutego 2015, 08:58
Aniu mój Aniele
wszystko było w porządku, jajca rosną i jest 16sztuków
to chyba dobrze.pani doktor powiedziała że ładnie się stymuluję
dostała kolejne dwa dodatkowe zastrzyki i teraz jadę w sobotę
i może w poniedziałek ostatnie usg poglądowe
wyjechaliśmy z domu o 9.00a wróciliśmy o 15.00 łeb mi pękał z tego wszystkiego zresztą ja nie nawidze jeździć samochodem bo mam chorobę lokomocyjną no ale czego się nie robi dla marzeń 
Mialam fajny dzien. Rano bylismy z Juliankiem na zakupach. Kupilam sobie buty a maz spodnie i nawet udalo nam sie zrobic zapas mleka dla malego a ciezko z tym u nas jest bo chinczycy wykupuja i trzeba sie po sklepach za nim nalatac. Maximilian byl z przedszkolem pierwszy raz w kinie. Moj kinomann zasnol na seansie
No i oczywiscie najbardziej z tej wyprawy podobala mu sie jazda autobusem...Potem byl na karate i wrocil zachwycony bo dostal swoje pierwsze kimono. Oczywiscie my musielismy za nie zaplacic ale on o tym nie wie...Zmeczony intensywnym dniem szybko usnol. Julianek tez byl caly dzien grzeczny jakby bobasa w domu nie bylo. Albo spal, albo sie bawil i gugal rozkszne moj babelek kochany. Zasnol wczesnie bo juz o 19- tej. Tak ze mam juz wolny wieczor : -) Jutro z rana maz jedzie z Maximilianem do dentysty na kontrole zabkow a ja z Juliankiem na kolejne spotkanie mam z bobasami. A jak bedzie ladna pogoda to moze spotkam sie z kolezanka na spacerze... Uwielbiam takie spokojne dni...
Kurcze po prawie 3 miesiacach po porodzie dostalsm @, tym razem to napewno nie pomylka a ginka mi tydzien temu mowila ze mam dni plodne....ech ci lekarze...
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 lutego 2015, 21:15
13 dzień cyklu
50,6 kg
Już bym chciała żeby było jutro! Czas pewnie potwornie mi się wlecze..a w pracy to już przechodzi ludzkie pojęcie!
Mam taką ogromną nadzieję, że ten cykl w końcu będzie dla nas szczęśliwy! Do końca... A im większą mam nadzieję tym bardziej się boję rozczarowania
kolejnego...
____________
1 i 2 śniadanie: Kanapka z chleba żytniego z białym serem, pomidorem, papryką, roszponką i kiełkami
3 śniadanie: Jogurt naturalny z dżemem gruszkowo-imbirowym, pestkami dyni, slonecznika, siemieniem lnianym, amarantusem i chia + jabłko
Obiad: Zupa szpinakowa
Kolacja: Omlet z papryka
Moja doktor jest wspaniała
Spotkałam ją dziś jak byłam z mama u lekarza bo biedna chora, zaczełyśmy rozmawiać i jak jej powiedziałam o ciaży to się ucieszyła i mimo że jutro miałam umówioną wizyte to odrazu zabrała mnie do gabinetu na badania . Zrezygnowała ze swojej przerwy by mnie dokladnie zbadać .
Miałam zrobione usg i szok jest kropek jak talala
w poprzedniej ciązy też w tym czasie zobaczyłam kropka tylko teraz wiedziałam że jest 
Dostałam duphaston i acard , i modlitwe by z moją kropką było wszystko dobrze i została ze mną do końca !
Boję się 8 tc poprzednią wtedy straciłam .. ach ale wierze że bedzie dobrze 
Ale jestem dzisiaj wściekła! no masakra... gryzę i to wszystkich! nie wiem dlaczego, co mnie tak denerwuje, ale dosłownie wszystko działa mi na nerwy! Mam ochotę się upić i nie myśleć o niczym! o niczym! Jestem do niczego...jestem pusta w środku i nawet ciężko mi wyobrazić sobie siebie z ludzikiem w środku.. co się wtedy czuje....nie wiem.... chce mi się wyć..
!
A miałam się nie nakręcać!! wrrrrrrrrrrr..
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 lutego 2015, 21:09
Wczoraj dowiedziałam się, że szwagierka jest w ciąży... Niestety ale mnie to rozwaliło. Mój M się cieszy, że jego brat będzie ojcem co najmniej jakby to on miał być. Dzisiaj jeszcze coś przebąknął, że kurde oni tylko 3 tyg po ślubie a już im wyszło a my pół roku i nic. Nie wiem w czym to mi miało pomóc... faceci to są jednak ciemni...Uciekłam do łazienki, że niby pod prysznic, ale ryczeć mi się chciało w niebogłosy. Nie chcę się przy nim rozklejać, bo wyjdzie na to, że jestem zazdrosna, że też się powinnam cieszyć...( i mam tego świadomość). Nie wiem jakoś sie do tej pory trzymałam, ciąże przyjaciółek i koleżanek nie były dla mnie taką traumą, ale ta ciąża mnie totalnie zdołowała 


Ciąża zakończona 25 lutego 2015
22.02.2015 r.o godz.2:16 na świat sn przyszła Pola. 2890g i 49 m. szczęścia
poród z godzinkę, parte 3 minuty
malutka 10/10 punktów.
Kochamy 
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 kwietnia 2015, 11:33
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.