Koniec dobrych informacji - byłam dziś u gina ponowić cytologię - okazało się, że nic z tego, bo mam grzybicę pochwy 
Teraz 10 dni leczenia
kolejny miesiąc stracony 
Małymi kroczami do przodu…
Spora część badań po poronieniu zrobiona, teraz 2 tyg czekania na wyniki. M za 2-3 tyg powtórka badań rozszerzonych o MSOME.
Wizyta w inviccie w ramach bezpłatnych konsultacji 09 kwietnia, zobaczymy czy mamy jakiekolwiek szanse na invitro z PR, jak nie to wizyta w invimedzie i podjęcie męskiej decyzji.
Wizyta u genetyka w Łodzi na 18 czerwca, zawsze taniej niechać do Łodzi niż płacić za kariotyp.
Wszem i wobec oświadczam,że mój pierwszy opisywany na ovu cykl zakończył się miesiączką.No niestety i tak bywa.Nic nie było bez sensu,cieszę się że zapoznałam się z Waszymi pamiętnikami.Wieczory spędzone przy ich czytaniu były bardzo miłe.Obecnie dopinguję bardzo mocno jedną z Was:))wierzę że się uda.A może u mnie w najbliższym cyklu też coś wypali:)
Ciąża rozpoczęta 11 lutego 2015
No i nie wytrzymałam - poszłam na betę. 61,13 mIU/ml
Wiedziałam, że na urodziny się uda! 
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 marca 2015, 21:48
Hajka a czy od razu po laparo zaczęliście starania? Brałaś jakieś leki ? Mi dziś lekarka odwołała wizytę i przeniosła na czwartek na 20,00. Boję się jeszcze co podczas tej laparo się wydarzy i jakie będą skutki, jakie diagnozy. Mówię wam ja mam takie szczeście w życiu że zbieram wszystkie zonki jakie życie przynosi... boje się że laparo nie pomoże ... tak bym chciała zajść w ciąże teraz w tym cyklu, przed zabiegiem... tak mi się obzdurało w listopadzie że na pewni zajdę w ciąże w marcu i tak mnie ta myśl się trzymała aż do końca lutego, a teraz mamy marzec i nadzieja odeszła...
No i mamy wtorek a wraz z nim piękna wypłata i @...
Jutro zaczynam stymulację później 10-11dc monitoring i jeszcze w tym miesiącu IUI
cieszę się bo skoro pierwsza zakończyła się ciążą to liczę na powtórkę, tym razem z porodem!
tym razem zamiast Clo dostałam "Lametta"... poczytałam sobie i kilka pozytywnych historii widziałam 
Może źle robię ale nawet nie biorę pod uwagę niepowodzenia 
Wiem, że to co napiszę jest dziwne ale dziś przy serduszkowaniu miałam dziwne przeczucie, że tym razem się uda i że tworzymy właśnie własnego bobasa. Ciekawe czy przeczucie się sprawdzi... Bo jak nie to chyba początek choroby psychicznej bo sama nie wiem jak to inaczej nazwać... Chyba nikt zdrowy na umyśle nie ma takich "wizji" w trakcie;P
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 marca 2015, 00:25
5cs, 21dc
Mierzenie temperatury to dla mnie jakas czarna magia... Odstępy czasowe 4-5 min (mierzyłam just in case):
1. 36,55
2. 36,50 (ta zapisałam)
3. 36,46
Moze za chwile zejdę do 35,00 he?
Jestem w dużej kropce czy mogła tu byc owu. Fakty sa takie ze:
- nie miałam raczej żadnych objawow (choc nie mam ich zwykle...)
- w 9dc na monitoringu gin powiedziała ze nic nie widac i moze nie byc w tym cyklu owulacji
- sluz w dniach kiedy potencjalnie wzrosła temperatura zdecydowanie nie był śluzem ktory zwykle oznaczam jako płodny
No ale oczywiscie serce chciałoby inaczej. Zatem w piatek idę do gin, mowie ze skoczyła mi tempa i zanim odstawię dupka na dobre wolałabym skonsultować to z nia zeby nie okazało sie ze odstawianiem przyczyniłam sie do nieudanego zagnieżdżenia.
Czuje po cichu ze to znów tylko zbędne nadzieje ale zrobiłam sie dzięki nim nieco spokojniejsza. Trochę wyczekuje moich towarzyszących poprzedniej ciazy objawów:
- potworne pragnienie
- częstomocz
- ból i wrażliwość piersi
- ból pleców
I po wizycie. Młoda, rzeczowa, konkretna lekarka, zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie. Według niej moje wyniki są w najlepszym porządku. Na obrazie usg czysto, żadnych przykrych niespodzianek typu endometrioza. Endometrium cienkie, ale to początek cyklu. W lewym jajniku pęcherzyk dominujący - 15 mm (i tu pytanie: po co był ten Clostilbegyt?). Mam się zgłosić w środę na dalszy monitoring, zobaczymy czy urośnie. Ten cykl ma być zupełnie naturalny, bez luteiny, którą biorę od sierpnia (a więc też bez zawrotów głowy, mdłości i obolałych piersi) celem dokładnej diagnostyki.
Zaleciła jednak, żeby zrobić AMH - choć - jak powiedziała sadząc po estradiolu i fsh wątpi, żeby był z tym problem. Cóż, zrobię, ale trochę się tego badania boję. Jak ktoś tu napisał: nie kłamstwo, lecz prawda zabija nadzieję.
Mój organizm zabawił się ze mną w chowanego. @ przyszła dzień później i to cichaczem w nocy. Niby to niewiele, ale jednak nadzieję miałam, że może tym razem się uda. Nie udało się.
W poniedziałek mieliśmy pierwszą wizytę. Wzięłam sobie pół dnia wolnego, żeby na spokojnie się przygotować, ale oczywiście musiałam jeszcze to zrobić i tamto, no i wcale spokojnie nie wyszło. Pani doktor wszystko nam wyjaśniła jaka jest u nich jest procedura. Wcześniej musieliśmy jeszcze odpowiedzieć na kilkadziesiąt pytań odnośnie naszej przeszłości i przeszłości naszej rodziny. A potem na początek zrobiła mi usg. Macica i prawy jajnik jest ok, ale przy lewym jest jakaś plamka, jakiś guzek, sama nie wie co. Mąż dostał pojemniczek, aby oddać nasienie do sprawdzenia (jutro). W następny poniedziałek znów będzie mi robić usg, żeby sprawdzić czy się jakieś pęcherzyki pojawiły i jakiej są wielkości. Zależnie od tego wyznaczy mi kolejny termin na usg. Za 4 tygodnie będę miała spotkanie ewaluacyjne, tak to się u nich zwie. Zobaczymy. W każdym bądź razie z gabinetu wyszłam nie będąc jakoś specjalnie przekonana ani rozentuzjonowana. Być może "wytrenowałam" w sobie już większą ostrożność i za bardzo się nie nastawiam, bo za każdym następnym razem rozczarowanie bolało jeszcze bardziej. Teraz czuję, można by powiedzieć, spokój. Dziwne, ale czuję jakbym się już przyzwyczajała do myśli, że mi bycie matką nie jest pisane. A te badania to po prostu takie potwierdzenie, że faktycznie zrobiliśmy wszystko, co mogliśmy. Zobaczymy co będzie.
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 marca 2015, 20:13
10 dc
waga 94,1 - dobry kierunek 
dziś wizyta u Pani doktor.. nie byłam u lekarza-kobiety od lat... zobaczymy co powie, choć zaczynam mieć przekonanie że u mnie to tylko kwestia nadwagi.
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 marca 2015, 14:01
Byłam wczoraj u stomatologa. Ja nie wiem, leczę się u kobiety od 3 lat? Jakoś tak, chodzę do niej regularnie. Ostatnia wizyta byłą pod koniec października, sprawdziłam dokładnie 21.10. Wtedy miałam do leczenia tylko jeden ząb. Dolną piątkę. Umówiłam się nawet później na wizytę, ale zrobiło mi się na twarzy tak potworne zimno, że buzi nie mogłam otworzyć. No i teraz wysyła mnie ginekolog a tu się okazuje, że mam do wyrwania ósemkę. Oczywiście tylko chirurg i nie wiadomo jak, bo przecież jestem w ciąży i jak tu RTG zrobić jak nie można! Kur... Dodam że do wczoraj nie miałam pojęcia o istnieniu jakiejkolwiek ósemki w mojej buzi. A tu jest i z dziurą jak wór, jak to pani doktor powiedziała. Albo Ci lekarze naprawdę nie wiedzą co robią, albo ja już nie wiem. Zresztą poczułam się jakoś źle potraktowana. Może to i hormony sama już nie wiem. i jeszcze jedno, albo autosugestia, albo franca nr 8 właśnie wymyśliła, że zacznie boleć. Jaka jestem zła!!!
No i cudowna wiadomość numer dwa. Budzę się dziś rano a ma oko spuchnięte, jakby tatusiek mi w nie przywalił. Jęczmień na pół oka i boli jak cholera. Cóż za ironia, ile jeszcze stresu mnie czeka. Przecież to miał być piękny magiczny czas!!!???? No, ale zaczynam twierdzić, że moja kruszynka będzie dziewczynką i zaczyna niesprawiedliwą walkę o serce tatuśka

Nie mam szans!!!! No więc kruszynko, kocham Cie najmocniej a Tatusiek kocha nas.
Moja córka jest boska robi się coraz mądrzejsza, od tygodnia też próbuje sama chodzić i udaje się jej tak po trzy kroczki stawiać, pogoda dzisiaj tragiczna więc siedzimy w domu i człowiekowi nic się nie chce
Ewelina śpi a ja siedzę i na nią patrzę jest taka śliczna, jestem w niej bezgranicznie zakochana
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 marca 2015, 11:56
dzisiaj zaczynamy 37tc!!!!!!!!!!!!!!!!!
27 dni do terminu! za tydzien ciaza juz donoszona 
wrzucam zdjecia pokoiku po sciagnieci tapet..rozpierdziel jakich malo i po zrobieniu..wszytsko robilismy sami po raz pierwszy..maz z you tubem w reku
:D


zostalo generalne sprzatanie..zmienimu dywan jeszcze na przedpokoju na gorze bo zostalo duzo dywanu i bardziej bedzie pasowal niz ten co jest teraz
najbardziej przeraza mnie sprzatanie..maz jak wyciagnal firanki z szafki tak pociagnal ze wszystkie polki zlecialy..ech..mam mnostwo ukladania... jestem z meza bardzo dumna...wyszlo super ja na pierwszy raz..z malym pokladem kasiorki, bo za rok sie wyprowadzimy juz na 100% wiec nie ma sensu..
O nie nie nie...nie tego się spodziewałam! Środa wita deszczem i chmurami. Wiem, że deszcz jest bardzo potrzebny, bo zima bezśniegowa - ziemia sucha. Ale czy nie może padać nocami??
U mnie dziś 14dc...koooocham ten dzień! Ten fantastyczny książkowy najważniejszy dzień cyklu, który możemy sobie w większości wsadzić między bajki 
Straszliwie nie chce mi się ruszać z domu, ale niestety muszę...mam nadzieję, że dziś szybko pójdzie. Wieczorem monitoring - na 90% jestem pewna, że dziś jeszcze nie dostanę pregnylu. Skoro w ostatnich 3 cyklach pęcherzyki miały 30mm w mniej więcej 30-32dc, to pewnie mój ma dziś dopiero ok. 15mm...Chyba, że CLO w końcu zadziałało. W sumie wątpię, bo od piątku cisza w moim organizmie.
I po co ja to wszystko analizuję? No bez sensu...
9 dc.
Ale dziś dowaliłam
Mogłabym teraz jeszcze spać. A co robię? Siedzę w gabinecie i maluje paznokcie 
Zamiast na 12:30 przyjechałam na 7:00. Nawet na 15 mogłabym przyjechać, bo zmieniam ko9leżankę która do 15:00 właśnie jest. Spojrzałam na grafik z lutego! Teraz te dni tak samo wypadają. No i muszę siedzieć do 20 
Mąż to skomentował tak: " Kierowniczka a sama nie wie na którą ma". Nie kierowniczka tylko koordynatorka, a mnie też mogła się zdarzyć pomyłka 
Oprócz tego że złapała mnie znieczulica to jestem rozkojarzona! Zauważyłam to od kilku dni. To wszystko przez wiosnę
Dziś w Krakowie też chmury... Pewnie będzie padać. Dobrze że przyjechałam z mężem bo nie chciałoby mi się iść na busa.
Zaraz jak otworzą sklepy to pójdę w miasto
Do mojej ulubionej drogerii się wybiorę, po lakiery do paznokci 
No i Ł. jak nie chciał żebym się spotkała z Andrzejem to się pewnie nie spotkam, bo jak? O 15 to ja w pracy będę. Trudno... Widocznie tak miało być. Tylko jutro też 13,5 h
Ale może uda mi się z kimś zamienić 
Muszę się ogarnąć
A może na USG piersi pójdę bo akurat jest dziś wolny termin a to 9dc więc się łapię 
Aaaa i zapomniałabym - mam nową kuchenkę
działa piekarnik i 4 palniki ( w poprzedniej tylko 2. Ale jaka historia z nią była 
Umówiliśmy się na przywóz na 16:00. Wczoraj po 11 dzwoni mój ślubny że do 30 min będzie gościu który ją zamontuje. No to ok, miałam iść do sklepu ale poczekam. Przyjechał po 10 min. Pyta się czy mamy wąż do tej kuchenki. Mama mówi że jakiś w piwnicy jest ( chodziło jej o ten do podlewania
) Nie, nie taki do kuchenki. No to nie mamy bo nikt nam nie powiedział. No to gość mówi że pojedzie po niego, ale drogi jest. Pojechał i po 20 min wrócił z wężem. Odmontował starą kuchenkę i pyta gdzie jest ta nowa.
Hahaha:D że co??? No a to pan jej nie ma? - pytam. Ale jaja
Tak myślałam właśnie po co on z nią pojechał po tego węża jak mógł ją wyciągnąć. Pan pojechał do sklepu po kuchenkę
Przywiózł a sąsiad pomógł mu ją wnieść. Później już bez problemu udało się ją zamontować
A w sobotę będę piekła placek
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 marca 2015, 17:41
Chciałam dziś napisać o czymś ważnym. Jak wiadomo, jestem osobą wierzącą, choć ostatnio przezywam kryzys. Po utracie Kasi nie umiem się modlić, nie umiem już odnaleźć się w tym wszystkim tak jak kiedyś, ale Bóg jest w moim sercu obecny i wiem, że ten kryzys minie. Jednak właśnie dziś muszę napisać o czymś dla mnie bardzo ważnym. Dokładnie cztery lata temu w luźnej rozmowie moja koleżanka z pracy zapytała czy mam faceta. Powiedziałam, że nie mam, że dotąd trafiałam na samych dupków i może nawet lepiej, że jestem póki co sama. Powiedziała wtedy do mnie:
- niemożliwe, żeby ktoś tak sympatyczny jak Ty, był w życiu sam. Dam Ci coś. To jest nowenna do św. Józefa, on jest patronem rodziny, odmawia się ją codziennie od 11 marca, przez 9 dni, kończy się 19 marca w dniu św. Józefa. Jest taka zasada, że jak się o coś tak z sercem poprosi św. Józefa w dniu jego święta, to nie ma możliwości, żeby prośba została niewysłuchana. Poproś o dobrego męża 
Na początku zareagowałam śmiechem, ale potem stwierdziłam: "co mi tam, spróbuję, nic nie tracę". No i zaczęłam się modlić tą nowenną od 11 marca. Miała się skończyć 19-go, a ja... dokładnie w przeddzień święta św. Józefa wieczorem, czyli 18-go marca poznałam mojego męża
Co ciekawe, ja już na tym pierwszym spotkaniu czułam (po raz pierwszy w życiu), że to jest to. Wiedziałam, że albo będę z tym człowiekiem na zawsze, albo z nikim innym. Dziś jestem jego żoną i wiem, że niemała w tym zasługa św. Józefa
Warunek wtedy był taki, że jeśli moje modlitwy o dobrego męża faktycznie zostaną wysłuchane, będę o tym mówić i nie zatrzymam tego tylko dla siebie. Dlatego też dzisiaj postanowiłam o tym opowiedzieć Wam. Wiele z nas ma tyle spraw rodzinnych, które fajnie byłoby zawierzyć "specjaliście"
W tym roku tez mam zamiar modlić się w nowennie, tyle, że w intencji dziecka. Nie musi ono pojawić się natychmiast (tak jak wtedy mój mąż
) ale bardzo bym chciała, żeby pojawiło się po prostu w odpowiednim momencie. Polecam wszystkim, którzy wierzą, że modlitwa przenosi góry. Moje życiowe góry przeniosła cztery lata temu i dała mi cudownego męża, wierzę, że da nam teraz i dziecko 
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 marca 2015, 09:59
Po pięknych, słonecznych dniach dziś szaro i deszczowo. Fuj! Wczoraj zakupy na poprawę nastroju, ale popłynęłam z kasą więc teraz oszczędnie! :p Ogólnie zaczyna się układać, Młody coraz lepiej. To najważniejsze. W weekend do domu na urodziny Chrześniaczki. Czeka mnie jeszcze kupno prezentu dla niej 
Dziś kolejna Nasza miesięcznica. 11 to szczególna liczba w Naszym życiu 
Miłego dnia Dziewczyny. Pamiętajcie,że środa to taki mały piątek
;*
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 marca 2015, 13:10
Powiem tak pierwsze co waga spadła do 62,6
, ale jeśli chodzi o wczorajszą wizytę pecherzyk urósł i w nim był cień zarodka, dostałam dwa skierowania na kolejną betę,dzisiejsza 7940 i progesteron 58,75 kolejna w poniedziałek, po drugie jak wczoraj wracałam z wizyty poszłam zapisać się do dr Zielińskiego na 3 maja 16:40 a do dr gawlinskiej 7 maja 12:15
W jednym z postow wyrazalam strach przed burza hormonow i zlym samopoczuciem jakie moze dopasc po urodzeniu dziecka. Opieralam swoje obawy na wpisie jednej z dziewczyn, ktora zarzekala sie ze jej synek pozostanie jedynakiem bo macierzynstwo ja przeroslo. Wtedy nie do konca rozumialam co ma na mysli ale dzis rozumiem doskonale. Macierzynstwo okazalo sie rowniez dla mnie dosc trudne. Dopadl mnie baby blues.
Baby Blues - dlaczego tak malo sie o nim mowi??
To zdecydowanie czarna strona macierzynstwa i kiedy mnie dopadl calkowicie przyslonil mi wszystkie uroki i szczescie z przybycia nowego czlonka mojej rodziny. Moja corcia jest cudowna, sliczna i kocham ja najbardziej na swiecie. Moge patrzec na nia godzinami - kiedy jest spokojna, usmiecha sie albo wisi na cycu z pol otwartymi slepkami, ktore wyraznie mowia "mamusi tak mi dobrze przy tobie". Jednak ten mix emocjonalny ktory przechodze wykancza mnie a kazdy dzien jest nieprzewidywalny, nie sposob przewidziec czy obudze sie w dolinie czy na wyzynie...
Kiedy wrocilysmy do domu, pierwsza noc okazala sie koszmarem. Mala byla w nowym miejscu i nie dokonca sie jej to podobalo. Plakala cala noc a ja razem z nia. Zadzwonilam nawet do szpitala (irracjonalny pomysl) i powiedzialam ze dziecko mi placze a ja nie wiem co robic.. Pani w sluchawce wyraznie zdziwiona skwitowala " ze dzieci przeciez placza"... Kiedys pomagalam wszystkim kolezankom w opiece nad noworodkami, kapalam pewna reka i zmienilama pieluszki, pokazywalam jak wyciagac gile z noskow itp... natomiast kiedy przyszlo do pierwszej kapieli mojego dziecko, bylam zestresowana i upocona po pachy ze strachu ze cos zrobie mojemu malenstwu... zupelnie nie rozumiem tego. To takie dziwne leki, balam sie isc na pierwszy spacer, bo nie wiedzialabym co zrobic kiedy zacznie plakac a ja bede daleko od domu.
W domu jestem przygnebiona i zagubiona.. glownie dlatego ze dotknela mnie izolocja, nie mam w mojej miejscowosci znajomych - wszyscy mieszkaja w Londynie, a ja pod Londynem. Nie ma do kogo geby otworzyc czy isc na na kawe. Kazdy dzien uplywa na zmienianiu pieluch i karmieniu, odcielam sie od wszystkich obowiazkow domowych i wlasciwie czuje sie bardzo niezaradna, taka bezsilna. Nie chce mi sie gotowac czy ogarniac domu bo te czynnosci wydaja mi sie bez sensu, stresuja mnie. Wlasciwie wszystko co kiedys sprawialo mi przyjemnosc, teraz tej przyjemnosci nie spprawia. Do wszystkiego musze sie zmuszac.. prysznic, zjedzenie sniadania.. nie chce mi sie tego robic, po co jak i tak w trakcie krojenia chleba mala zacznie plakac i zostawie ta czynnosci tak jak i wszyskie inne, pozaczynane a nie dokonczone czynnosci.
Tak wlasnie czulam sie przez pierwsze 2 tygodnie. Dzis mala ma 3,5 tygodnia a ja czuje sie troche lepiej, zaczynam sie przyzwyczajac do sytuacji no i mala tez wiecej przesypia.. ale co z tego, ja w dzien nie potrafie spac razem z nia - za duzo mysle i stres mnie przygniata. Czuje ze weszlam w rozdzial zycia, w ktorym juz na zawsze glowna bohaterka bedzie moja Helenka, to dla niej musze podporzadkowac swoje zycie i dla niej miec zawsze sile. Jest w 100% zalezna ode mnie i nie ma tu miejsca na moje slabosci. dziecko jest bezkompromisowe i jesli zdecyduje ze przez najblizsze 2 lata nie przespie spokojnie calej nocy, chociaz 6 godzin, to ja musze sie z tym pogodzic... To wszystko mnie troche przytlacza bo przez 34 lata bylam sama swoim szefem, nikt nie mowil mi co mam robic i nie dyktowal schematu dnia. Tak, wiem, takie wlasnie jest macierzynstwo i nie powinnam spodziewac sie czegos innego. Wlasciwie wiedzialam ze moze byc trudno ale nie znalam mocy sprawczej hormonow, ktore tak bardzo wplywaja na myslenie - i niestety mozna to porownac jak jakis olowiany helm ktory nie przepuszcza do glowy mysli z zewnatrz, slow osob trzecich, matek, ktore mowia ze to minie i bedzie dobrze, ze juz niedlugo bede sie tylko cieszyla urokami macierzynstwa... ten helm sprawia ze mam ciasny leb, zupelnie oporny na radosc.
Karmienie piersia to kolejny gwoxdz do trumny - nauka karmienia piersia bywa bardzo wyczerpujaca, trudna i bolesna... Najpierw brak pokarmu i pomimo ze wszyscy mowia "masz siare i to wystarczy na poczatek" to wytlumaczenie dziecku ktore wyje cala noc "kochanie ssij siare i cierpliwie czekaj na mleczko" jest bezsensem dla matki w pologu, tak wrazliwej na placz swojego dzieciatka. Kiedy pojawil sie pokarm i mala nalogowo zaczela spedzac czas przy cycu okazalo sie ze bol sutkow moze skutecznie obrzydzic rytual karmienia. Trzeba wbijac pazury w obicie kanapy i z zamknietymi oczami obserwowac "kosmos" i "gwiazdy". W miedzyczasie pochorowalam sie - wyladowalam w szpitalu gdzie zdiagnozowano skrzepy krwi w krwioobiegu zagrazajace zyciu, heparyna w brzuch i leczenie. Chciano mnie zostawic w szpitalu a dziecko z mezem do domu - wyobrazcie sobie jak ryczalam w tym szpitalu, bo nagle znalazlo sie dla naszej trojki osobna sala gdzie spedzilismy jedna noc. Na drugi dzien wypisano mnie stamtad ze wzgledu na dziecko i leczenie kontynuuje w domu. Musialam jednak przejsc przez badanie (jakis skan albo tomograf - wjezdza sie na lozku do takiej tuby, wpuszcza sie do zyl kontrast i lokalizuje slrzepy), powiedziano mi ze po tym badaniu nie moge karmic 24 godziny - ja znowu w ryk, bo dziecko na oddziale z tata a my nie mamy nawet butelki ani formuly a mala za 5 minut glodna bedzie. Na szczescie jakas uprzejma pielegniarka pobiegla na oddzial noworodkow i zalatwila wszystko dzieki czemu moglam nakarmic dzieciatko... W domu mialam 3 porcje zamrozonego mleka ale szybko sie skonczylo i Helenka musiala dostac mm. Kolejne 2 dni kiedy wrocilam juz do kp mala wisiala 20 godzin na cycu i nie bylo szans zeby ja odlozyc. Nie wiem czy to badanie sprawilo ze mleka mniej?? a moze po prostu mala przezyla jakas traume kiedy mama musiala odmawiac jej 24 godziny cyca (podczas gdy ona tak ladnie prosila
(( Te 2 dni na cycu byly bardzo wykanczjace, nic nie moglam zrobic i serio zaczelam zastanawiac sie nad dokarmianiem jej bo myslalam ze moim sie nie najada... Od wczoraj pojawil sie jeszcze jeden problem. Mysle ze to moze byc spowodowane podawaniem jej butelki - otoz mala ma chyba zaburzenie odruchu ssania ale tylko lewej piersi. Prawa jak zassie to nie mozna jej wyjac z ust malej (dopiero po wlozeniu palca), natomiast lewa piers niby ssie i mleko wyplywa jej z usteczek ale jakos dziwnie - nie zasysa jej i w kazdej chwili moge zabrac jej sutek, bez bolu i wysilku.
cdn..
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.