5cs, 23dc
Po wizycie:
- Endometrium 12mm [wg gin takie grubosci sluzowka osiaga po owulacji] - owu przebyta
- w jajniku nieregularne "cos", nic konkretnego
- czekac czekac czekac
- wypisane skierowanie na beta hcg ale mam isc najwczesniej w czwartek w przyszlym tygodniu bo wczesniej nie ma sensu
Tyle.
Teraz moja ulubiona czynnosc… C Z E K A N I E
Ciąża rozpoczęta 1 stycznia 2015 Niestety poroniłam w tydzień po tym jak to napisałam
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 sierpnia 2015, 15:10
7+1
Jeny ten czas jakby w miejscu stoi. No, ale co się dziwić jak nic innego nie robię, tylko śpię. Tatusiek pracuje, cały czas pracuje. Ja śpię! Mój ulubiony tekst do niego ostatnio to "dobra, idę spać".
Gdyby nie to, że pewne oczy motywują mnie do tego by jednak ruszyć się na spacer, spała bym jeszcze dłużej. A oto i te oczy:
Szkoda tylko, że nie wiem jak mam to obrócić. Jednak widać o co chodzi
.
Jeśli chodzi o samopoczucie, to dziś mam jakieś nowe odczucia. Boli mnie brzuch na @. I mam "ból dupy". Nie umiem tego jakoś inaczej tego określić. Ciągnie mnie pośladek. Sprawdzałam po raz setny czy nie ma jakiegoś plamienia, ale nie, jest git. Spanie to już biorę jako normalne. Mam takie różne akcje na jedzenie. W jednym momencie zjadła bym całą lodówkę. Zjem kęs i już na nic nie mam chęci. Ostatnio banany grają główną w rolę w moim jadłospisie. I cola, wiem, że nie powinnam, dlatego gdy mam wielką chęć pije takie malusieńkie łyczki. A i z objawów jeszcze jakby mi zimno cały czas.
Co do informowania to nie cała rodzina wie, poczekamy i powiemy reszcie w święta. Wczoraj powiedziałam mojej koleżance z pracy. Razem się starałyśmy, mi się udało ona już sama nie wie czy walczy. W sumie cieszy się, bo już ma córeczkę. Bardzo się ucieszyła, nie mogłam jej już dłużej nic nie mówić. Zaczęła się śmiać, że nie pozwoli mi iść na żadne zwolnienie i sama zawiezie mnie na porodówkę. Wariatka moja już za nią tęsknię. Ogólnie szefuncio który jest też bardzo kochany też nie wie, poczekam jeszcze na wizytę lekarską i powiem mu wszystko. Niech szykuje się na to, że będzie mnie ciężko wzrokiem ogarnąć.
Jak codzień czeka mnie samotny wieczór. Tatusiek wróci późno. Obejrzę sobie zaraz jakąś komedię i idę spać.
Jej jak się dziś rozpisałam. 
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 lutego 2016, 12:58
33 tydzień (32+2)
81% na wykresie...
+ 5 kg
53 dni do spotkania 
po wizycie...Wojtuś ma się dobrze
rośnie jak należy, waży 2059g
ułożony główkowo ,nie jest nisko ,szyjka też nie najgorsza,cały czas brać luteinę i magnez. Po wizycie obiadek z mężem w restauracji-uwielbiam takie dni razem 
to my 

Wiadomość wyedytowana przez autora 13 marca 2015, 20:27
kolejna wizyta za mną 
na szczescie wszystko w porządku...
malenstwo ma 4cm i serduszko bije 175u/min
lekarz mowil ze mam zwolnic troche w pracy i nie siedziec tyle przed komputerem inaczej za miesiac da mi L4... bo jest to nie zdrowe dla dziecka i do tego boli mnie brzuch... dlatego dalej musze brac luteine... już tak nie chciałam... mam dość wkładania tych tabletek... ale czego sie nie robi dla Maleństwa...
27.03 idziemy na prenatalne... ciekawa jestem jak wygladaja takie badania...
13 marca - ważny dzień.
Zmarła prababcia naszego Dzidziusia. To mama mamy Piotra. Od 9 lat leżała pod aparaturą - mówiąc szczerze - jak roślinka, więc dla niej to ulga. Pokój jej duszy.
Podpisaliśmy umowę na nowe mieszkanie w kamienicy, w którym będziemy mogli wynajmować przez wiele lat - nawet do końca życia, stałe zameldowanie i możemy urządzić po swojemu. Już mamy klucze, a od 1 kwietnia będę oficjalnie mieszkanką miasta Chorzów
W drodze do administracji w samochodzie miałam straszne mdłości, woreczek przy brodzie w razie wymiotów i uchylone okno. Na szczęście nie zwymiotowałam, a jak tylko wysiadłam z samochodu, poczułam się dobrze. Ech, ta ciążowa choroba lokomocyjna 
Potem z mamą Piotra oglądaliśmy lodówki, kuchenki i lampy w sklepie. A w Lidlu babcia kupiła Maluszkowi 1. prezent - 2 body
Były super przecenione, bo za 4,99 oba body 
Teraz w domu odpoczywam, wygrzewam się (strasznie zimno dziś na Śląsku), pyszna grochowa w kuchni spokojnie się gotuję, to poleżę i obejrzę jakiś film. Trzymając kciuki za 1 dziewczynę z Październikowego forum, bo lekarz ostatnio nie znalazł bicia serduszka, mimo, ze dziecko fajnie urosło.
Jakoś tak nie mogę się dzisiaj na niczym skupić ;/ cały czas myślę nawet nie wiem o czymczym. hmm mam także chwile zawieszenia...jak by czas się zatrzymał na chwile
Odczuwamy lekki bol brzucha ale to pewnie przed owu. Staram Się nie robić wielkich nadziei ale zawsze ona gdzieś tam się czai:-) wiem ze kiedyś się uda...tak bardzo bym chciała żeby to kiedyś było teraz:-)
Imieninowa herbatka u tesciowej zaliczona:) ale bym wpadla gdyby nie maz poprostu zapomnialam zdarza sie 
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 marca 2015, 21:10
Więc od jutra zaczynam swoją przygodę z bromergonem ... czy są jeszcze jakieś leki których nie brałam ?! Moja prolaktyna niby w normie ale od górnej granicy dzieli ją tylko 0,1 miejmy nadzieję że leki pomogą.
Pęcherzyk nie pękł tak jak myślałam ale mamy jeszcze jeden
Może będzie podwójne szczęście
Właśnie wróciliśmy do domu.
Po pozałatwianiu wszystkich spraw pojechaliśmy na cmentarz. Zapaliliśmy znicz Naszemu Maleństwu. Gdyby Maleństwo żyło dziś byłby 1 miesiąc Jego życia.
Znowu nie dałam rady i się popłakałam. Jak się uspokoiłam to postanowiliśmy już iść, tym bardziej, że się ściemniało.
Idziemy do bramy, a tu niespodzianka! Zamknięte ;] Pędem do drugiej bramy - to samo.
Ja panikuje, mąż się śmieje i mówi - Chciałaś znaki? No to masz.
Przy modlitwie poprosiłam Maleństwo żeby dawało jakieś znaki, że 'jest' z Nami.
Znaleźliśmy trzecią bramę, ja już się wspinam...a mąż łapie za klamkę i otwiera bramę...moja mina musiała być komiczna 
Teraz na dodatek siadła nam centralka z zamków w samochodzie i teraz musimy ją naprawić bo innego rodzaju otwierania nie mamy ponieważ przy kupnie poprzedni właściciel powiedział, że bębenki nie działają i dlatego zaraz po zakupie założyliśmy centralkę.
Wieczór pełen przygód.
A do kolacji zażyczyłam sobie wiśnióweczkę 
Ciąża rozpoczęta 31 stycznia 2015
Dziś mija tydzień jak widziałam dwie kreseczki... Jaki to był dziwny dzień. Dopiero dziś powoli zaczynam przyswajać sobie ta myśl, że noszę w sobie maleńki cud wielkości pestki jabłka
Boli mnie dziś jakoś w dole brzucha, no i cycory mnie bolą
no,ale chyba za bardzo sie wsłuchuję w swój organizm
cycory to pewnie mnie bolą od nadmiaru progesteronu
jak ja bym chciala żeby te objawy coś zwiastowały i żeby to nie był mój wytwór wyobraźni
Boli mnie dziś jakoś w dole brzucha, no i cycory mnie bolą
no,ale chyba za bardzo sie wsłuchuję w swój organizm
cycory to pewnie mnie bolą od nadmiaru progesteronu
jak ja bym chciala żeby te objawy coś zwiastowały i żeby to nie był mój wytwór wyobraźni
Wczoraj miałam tak genialny plan naprawczy mojego i M. organizmu, który mówił, że do starań powrócimy w sierpniu. I tak mnie on cieszył, że w euforii niemal byłam.
A dziś wydało mi się to tak odległe, że aż złapałam doła.
Za babami to jednak nie nadąży.
8tydz 4dzien godzina 13.30:)
Pierwsze wymioty!!!! O matko nie lubię wymiotować ale te kocham!!! Jestem najszczesliwsza na świecie:) czy to dziwne?? Cieszyć się z zygania:) czy tylko ja się z tego cieszę?
Część 3 – co się działo potem… Pisane na raty, strasznie chaotycznie, ale publikuję to, co mam, bo inaczej nigdy tego nie skończę…
Tak więc:
Obudziłam się po cc i nie wiedziałam gdzie jestem, jaki jest dzień, czy dziecko żyje. Nie wiedziałam nic. Leżałam w łóżku, przykryta, było mi gorąco jak w piekle. Przyszła pielęgniarka, zaczęłam pytać o męża. „Chyba poszedł do domu”. Zaczęłam się kręcić i sięgać po telefon (tzn szukać telefonu). Chyba mi go podała ta położna. Wszystko strasznie bolało. W końcu udało mi się zadzwonić do męża. Powiedział, że dziecko ma się ok i że zaraz przyjedzie. Chciało mi się pić, ale nie mogłam się ruszyć, a nie było komu podać… Leżałam nago. Piguła pomogła mi się ‘ubrać’: majtki z siatki, podpaska. Poprosiłam, aby przykryła mnie prześcieradłem , a nie kocem, bo się duszę z gorąca. Nic nie zrobiła. Nogi dalej miałam w tych bandażach, myślałam, że mi odpadną. Łóżko całe we krwi, pot leje się strumieniami. W końcu chyba przyszedł mąż. Ja nie mogłam sklecić zdania: ze zmęczenia, szoku, bólu i jakiegoś takiego mętliku w głowie (byłam jak naćpana – i ten stan utrzymywał się kilka dni). Mąż wyjaśnił mi, że mógł ty wejść tylko na chwilę na salę pooperacyjną. I tak oto dowiedziałam się, że leżę na ginekologii, a dziecko piętro wyżej. Mąż podał mi wodę, powiedział, że wszystko ok i musiał iść, bo go wypraszali. Ja trochę spałam, trochę kminiłam w stanie dalekim od przytomności umysłu. Gdzieś tam pojawił się lekarz, który zadecydował o cc. Wyjaśnił w 3 sekundy, że mam ‘krzywy kręgosłup i dlatego wkłucie się nie udawało’… Po X godzinach przyszła położna i zrobiła mi pionizację. Bolało jak cholera, ale miałam w pamięci rady wszystkich, że trzeba jak najszybciej wstać. Więc się starałam. Myślałam, że pomoże mi pójść do łazienki, ale gdzie tam. Postawiła mnie obok łóżka i tyle. Łóżko całe we krwi i pocie. Poprosiłam o zmianę pościeli, to mruknęła coś tylko, że ‘dobrze, zobaczymy potem, teraz nie ma czasu’. Więc dalej leżałam, a gdzieś w nocy poszłam (no… nazwijmy to pójściem, raczej popełzłam) do łazienki. Myślałam, że po prysznicu poczuję się lepiej, ale nie… Oj, dużo dni (i wody z prysznica) upłynęło zanim poczuła się ‘czysta’. Rano przyszła lekarka, która przedstawiła się jako pediatra lecząca moje dziecko. Powiedziała, że synek jest na patologii, bo dostał tylko 5 punktów po urodzeniu. COO?? Jak to?? Czemu mąż nic nie powiedział??? Ryk i wycie. Tak niska punktacja wynikała z tego, że mały ‘podtruł się’ tym ogólnym znieczuleniem i urodził się ‘niemrawy’. Poza tym CRP miał wysokie, ale to mnie aż tak nie zmartwiło, jak te niskie punkty. Chciałam go zobaczyć, ale byłam zbyt słaba by iść na piętro (nie, nie ma opcji, że ktoś podwiezie wózkiem lub windą – nikt nie ma czasu). Tak więc poszłam na piętro, na patologię noworodków, dopiero jak mąż przyszedł (czyli zobaczyłam dziecko 24h po porodzie). Szliśmy chyba godzinę. Jak zobaczyłam synka w mydelniczce podłączonego pod aparaturę poryczałam się jak bóbr. Dziwny jest ten mój opis, kolejność niektórych zdarzeń pomylona, bo uwierzcie, że wszystko zlało mi się w jedną paskudną całość. Długo na tej patologii nie wytrzymałam, bo ani nie było tam specjalnie gdzie usiąść (2 fotele, kilka krzeseł, a matek przychodzących np. karmić dzieci sporo), ja nie miałam siły stać. Pielęgniarki spytały czy mam mleko. Powiedziałam, że nie wiem, bo i skąd miałam wiedzieć? Rzekły, że jak coś to mogę odciągać i przynosić, to będą go karmić. Tak więc wróciłam jakoś na swoją salę pooperacyjną, żeby tam dogorywać w brudnym łóżku i z mętlikiem w głowie. Mąż, z tego co pamiętam, wrócił jeszcze do synka, żeby go nakarmić (mm), przewinąć etc. Ja miałam mega wyrzuty sumienia, że w tym nie uczestniczę, ale fizycznie nie dawałam rady. I tak jakoś 2 dni minęły, ja dogorywałam, mąż chodził do małego karmić go butelką. Raz czy dwa poczłapałam z nim, ale nie byłam w stanie wziąć dziecka na ręce. Pociłam się jak mysz i non stop marzyłam o prysznicu, który pomagał ale tylko na chwilę. I za którymś razem pod natryskiem złapał mnie straszny ból głowy. Myślałam, że to skok ciśnienia od ciepłej wody (mimo, że prysznic brałam chłodny w sumie). Nie byłam w stanie wyjść z łazienki. W jednej chwili myślałam, że łeb mi pęknie, dostałam światłowstrętu. Chyba przez godzinę siedziałam na krzesełku w tej łazience, bo nie byłam w stanie dosięgnąć przycisku alarmowego, a jak na złość nikt nie przychodził. To było tragiczne. Toć ja nigdy w życiu nie wzięłam tabletki od bólu głowy, było to uczucie mi nieznane. W końcu poczłapałam do łóżka. Jakim cudem? Nie wiem… Położyłam się i ból minął. Jak wstawałam, znów powracał. Powiedziałam o tym lekarzowi na obchodzie no i wtedy usłyszałam: „aaa, zespół popunkcyjny”. Te nieudane wkłucia w kręgosłup spowodowały wyciek płynu rdzeniowego, jakiś tam spadek ciśnienia etc i to się właśnie objawia straszliwymi bólami głowy. Leczenie? Leżenie na PŁASKO, PLACKIEM i ewentualnie kroplówki przeciwbólowe. Ile to może trwać? Nie wiadomo… Tydzień? Dwa? Załamka. Podłączali mi kroplówkę za kroplówką (przeciwbólowe i takie nawadniające organizm), kazali się NIE RUSZAĆ i wołać położną jeśli zechce mi się do toalety, to przyniesie mi basen… Ale ja miałam rozkręcać laktację (mąż na szybko kupił mi upatrzony laktator)! Ja chciałam chodzić do dziecka! W tym momencie okazało się, że ból brzucha/rany po cc nie był najgorszy. Najgorsza była właśnie ta głowa. O ile leżałam na płasko (bez poduszki) było ok, zupełnie normalnie. Jak tylko ruszyłam głową – rozrywający ból. Leżałam i ryczałam z bezsilności. Na dodatek nie wiedziałam na 100% co z dzieckiem. Co rusz wysyłałam męża, by ‘gonił’ pediatrę, ale panią doktor ciężko było dorwać, a jak się już udało, to były tylko teksty typu ‘czekamy na wynik posiewu’. Kilka razy wyrwałam się spod kroplówek, aby jednak iść na patologię, do synka. Szłam i ryczałam z bólu w życiu tylu łez nie wylałam, co przez ten tydzień). Piguły w większości niemiłe… Do położnic mają w zwyczaju zwracać się per ‘mamuśka’. „Mamuśka, jak ty trzymasz to dziecko, nie wyginaj go tak”. „Mamuśka, tylko tyle mleka masz?” (to komentarz na przyniesioną przeze mnie mini ilość mleka w strzykawce, które udało mi się odciągnąć :o( (nawet teraz jak to piszę, to łzy mi ciekną, tak strasznie się starałam wycisnąć cokolwiek, żeby mały dostał COKOLWIEK z siary, a tu takie teksty). Ja wiem, że w szpitalu sytuacja jest ciężka; dużo pacjentów, mało personelu, ale takie traktowanie bez godności to straszny smutek. Głowa dokuczała. Z jednej strony zabronili mi się ruszać, a z drugiej chyba 5 razy kazali mi zmieniać salę! Nagle ktoś wpadał i mówił „pani się pakuje, pani się przenosi do Sali 10”. I tak oto musiałam w 3 minuty zebrać wszystko, co miałam i się przenosić, bo już salowa szykowała łóżko dla kogoś innego (wszystko w ramach tego samego oddziału). Po co? Nie wiem! Kilka razy na patologii piguły spytały, czy chcę przystawić dziecko do piersi. Chciałam, ale jak? Na niewygodnym krześle, wśród tłumu personelu i innych matek. I te teksty „mamuśka, rozluźnij ramię, mamuśka trzymaj go wyżej, mamuśka, jak ty w takim złym stanie, to lepiej tu nie przychodź”. W końcu stwierdziłam, że nie będę tam próbować karmić, bo stres był tak olbrzymi, że i tak nic z tego nie wychodziło. Do tego czasu udało mi się już rozkręcić laktację, więc przynosiłam mleko dla synka, co 3h (mimo zakazu ruszania się z łóżka…). CDN...
28t1d
Za nami 70 %

Dziś byłam u znajomego gina na USG, z Leosiem wszystko w porządku oprócz tego, że jest wielki... Waży 1274 g !! Ma dużą główkę i mam się nie zastanawiać na SN tylko kombinować z cesarką -_- łatwo powiedzieć 
Z szyjką nie jest najgorzej, z USG docipnego wyszło że ma 3,5 cm, ale jest miękka więc mam odpoczywać.
Kończę powoli wyprawkę
Już mam chyba wszystko oprócz łóżeczka, wózka i pościeli, ale to się nie pali, bo przecież przeprowadzka dopiero na majówkę 
Oto ostatnie zakupki
)





Muszę się w końcu zebrać na jakąś sesję ciążową, ale patrząc na ten syf i kartony z ciuchami Leona to chyba będzie sesja pt. ciąża w melinie 
coś czuję, że dopiero po przeprowadzce coś sobie sprawię 
19 dc (8dpo) ?
Męczy mnie mrowienie sutków , ale zganiam to na luteine i jej skutki uboczne bo jako objawu ciążowego nie sądzę dlatego jako objaw uboczny brania luteiny jest bardziej logiczny.
Od 2 dni marnie się czuje , chyba bierze mnie jakieś grypsko bo zimno mi stopy mam lodowate i za cholere nie moge ich wygrzać nie wiem czemu, jeszcze ból podbrzusza razem z jajnikami się czasem odezwie dość mocno . Do @ jeszcze 8 dni więc to chyba jeszczw nie objaw jej nadejścia , ale nie obraziła bym się jakby wogóle nie przyszła 
Odliczam czas do zrobienia testu jeszcze całe 6 długich dni czyli ostatniego dnia brania lutki dowiem się czy mam ją odstawić czy brać dalej jeżeli test bedzie pozytywny .
Wierze do końca . Ale jeśli się nie uda , od przyszłegi cyklu zaczne pić len mielony zakupiłam już bo mój mężul z niego korzysta także i ja zaczne. Testy owu chce zakupić na allegro , wezmę więcej sztuk i zaczne siusiać
i Wiesiołek czytałam że pomaga więc nie zaskodzi kupić ale jeszczę się zastanowie bo ja to jestem zmienna ze swoimi odległymi planami .. najważniejsze że wyluzowałam i spokojnie czekam na testowanie
Mieszane uczucia mam im bliżej tym bardziej się boje ....
Dobra, chyba wiem!!! 
Owulacja bawiła się ze mną w chowanego albo berka, jak kto woli, ale obmyśliłam już wszystko i wiem:) przyszła wyjątkowo późno, jak nigdy w 14dc. Serduszka są ok także może się uda:) Ba, musi się udać:)nastawienie mega pozytywne.. przestawiamy się na tryb oczekiwanie... Muszę tylko zrobić wszystko, żeby nie przerodziło się w wymyślanie objawów ciążowych, plan jest taki: dużo zajęć, pracy i wytrwałość w treningach. Mam tylko taka rozkminę.. Wiem głupia jestem, że aż tak analizuję, ale nie chciałabym zrobić nic źle.. Dzień implantacji może przypadać na środę, dzień treningu (kickboxing, bo chyba nie pisałam) i tak kminię, czy trening może zaburzyć implantację... Z drugiej strony nie chce popadać w paranoję, trzy miesiące nie byłam na treningu, bo się staramy i nic i tyle z tego wyszło, że trochę przytyłam, nie wyżyłam się i czułam się emocjonalnie rozbita. Dalej analizując te moje treningi, to zawsze mogę powiedzieć kumpeli o co chodzi i nie będzie mnie kopała w brzuch, a cała reszta mi nie zaszkodzi.. A co jak jej nie będzie?? Co powiem facetowi, który przyszedł na trening grubo się ponaparzać, a nie jakieś pitu pitu... Chociaż jak każdemu facetowi się powie, że Cię brzuch boli to traktują Cię jak jajko... Sama nie wiem.. Może zapytam G. co on o tym sądzi?? Bardzo mu zależy i jest mocno zainteresowany.. Chociaż zawsze powtarza mi, że mam za wcześnie się nie nastawiać na ciążę, a potem przeżywać rozczarowanie i nie przesadzać... "Ty zawsze przesadzasz"
i już za bardzo analizuję... Pozostańmy przy tym, że jest weekend, pracowity (znów), ale zawsze można trochę pospać, polenić się i pracować we własnym rytmie, a nie wg narzuconego planu.
Radosna, uśmiechnięta i w ogóle wszystko super. Chyba mnie trochę oczyściło emocjonalnie to otworzenie się przed G. w sobotę. Pierwszy raz aż tak się otworzyłam, aż tak się rozryczałam, ale jest na prawdę dobrze. Czuję, że musi być dobrze i chyba pierwszy raz od dłuższego czasu na prawdę w to wierzę i mam jakiś taki luz:)
Zajęłam się praniem i sprzątaniem. Dobry sposób na zakamuflowanie nędznego nastroju. Kilka łez pokapało na podłogę w łazience i chwilowo mi przeszło.
Wiecie co jest najgorsze? Myśl, że być może miałam pierwszą owulację od wielu wielu miesięcy - ba - może nawet lat. I co? I teraz to biedne jajeczko siedzi tam sobie, rozgląda się w lewo, w prawo, przed siebie. I co widzi? nic nie widzi...nikt go nie przywitał, nikt nie powiedział "hej! miło Cię w końcu widzieć!" ... 
Nie no wariatka. Macie namiary na jakiegoś psychiatrę?
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.