Myślałam, że będę opisywać swoje przemyślenia itd itd. A tymczasem mój dzień wygląda tak:
-rano dowcipna luteina i zestaw małego lekomana.
-praca. 8 godzin kiedy zasypiam, nie mogę się skupić i wszystko mnie denerwuje.
-powrót do domu, obiad.
-spanie.
-umycie się, dowcipna luteina.
-spanie.
-zastrzyk z heparyny.
-spanie.
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 marca 2015, 19:59
Dziś miałam pierwsze usg w celu stwierdzenia obecności pęcherzyków. Jest jeden i całkiem już dorodny, bo aż 17,5 mm na 11 dzień cyklu. Jutro popołudniu mam kolejne usg.
Ten guzek przy lewym jajniku to jakaś narośl, ale pani doktor stwierdziła, że to nie ma wpływu na płodność. Z nasieniem męża wszystko w porządku, a nawet bardzo dobrze.
Jedna rzecz jedynie mnie martwi. Otóż z racji iż wczoraj serduszkowaliśmy pani doktor zrobiła dziś jeszcze jedno badanie. Nie wiem jeszcze jak to się fachowo nazywa, ale chodzi o to, żeby sprawdzić ile plemników znajduje się w śluzie po stosunku. Po 15 godzinach u mnie nie było żadnego
mimo, iż PH mam 5,5. Jutro ma mi powtórzyć to badanie, zobaczymy co teraz z tego wyniknie. Martwi mnie też, że "wyprodukowałam" aż jeden pęcherzyk. Chociaż z drugiej strony dobre i to.
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 marca 2015, 20:14
Duchowo od jakiegoś czasu ciężkie chwile,które swój szczyt miały wczoraj...nic,czego nie załatwi dobra modlitwa 
Dziś po wizycie i czuję niesamowitą ulgę
Mały jest cały i żywy, serducho mu puka 151 uderzeń na minutę,więc jest dobrze
Ma AŻ 1,05 cm,więc to już kawał człowieka 
W ogóle śmiesznie było u tego lekarza
Lubię go,bo potrafi podejść z humorem i na koniec wizyty nawet go wyściskałam
Oczywiście,przy Mężu
Powiedziałam mu,że różne historie w internecie wyczytałam i kazał Adrianowi uszkodzić internet
generalnie, ubawiłam się na wizycie 
Mój okres trwa już siódmy dzień, jak na złość bo mamy z mężem już chcice ehh. Dziś dzwoniła do mnie kuzynka (ta której kiedyś pisałam, że też ma endometrioze i starała się 5 lat o syna) i oczywiście pocztą pantoflową (czyli ja do taty, tata do mamy, a mama do niej, że wszystko śmierdziało mi kupą i starą szmata) i już wymyśliły, że może to ciąża... Na szczęście kuzynka to jedyna taka osoba z którą mogę o tych sprawach pogadać swobodnie.
Opowiadała, że też miała długie cykle i późna owulację, że też prowadziła wykresy itd a okazało się, że synek powstał z serduszkowania zaraz po okresie. I badz tu człowieku mądry.. uznałyśmy, że musiała mieć owulkę bardzo wcześnie a przy okazji żółnierzyki przeżyły bardzo długo. Mówiła też,że w sumie zaszli po suplementacji męża (3 miesiące wspomagaczy) a mnie się wydaje, że ona po prostu się odblokowała psychicznie, kiedy już całkiem odpuścili zaczęli myśleć o adopocji, w końcu jakieś spontaniczne przytulanko i się udało
jak ja bym chciała tak odblokować umysł 
Wiadomość wyedytowana przez autora 3 maja 2016, 19:07
Właśnie zbieram szczękę z podłogi - mam nadzieję, że wyzbieram wszystkie zęby - głupio by było być szczerbatą w tym wieku...
Byłam na ostatnim monitoringu - przedstawiłam Pani doktor sytuację - chyba się rozczuliła jak wspomniałam o naszej przygodzie - stwierdziła, że żal jej - bo tyle się najeździłam, tyle starań i nic. Zrobiłyśmy USG - sytuacja książkowa
Była owulacja, piękne ciało żółte się tworzy, endometrium zmienia postać. Wszystko idealnie - tylko pytanie czy jacyś komandosi przetrwali
... obrałyśmy strategię na kolejny cykl. Wróciłam do domu.
Postanowiłam przeprowadzić z mężem poważną rozmowę, potrzebowałam tego - on chyba też. Więc wszystko powiedziałam, "wylało się to wręcz ze mnie" - że żal mi go było, że oboje dostaliśmy po psychice, że czas odpocząć, że to, że tamto - wytłumaczyłam mu, że faceci tak mają i ma się nie stresować, opisałam mu całą sytuację - kiedy pęka jajeczko, co z tym zastrzykiem, ile godzin itp - i wiecie co? No wiecie? Wiecie co on powiedział? Że przecież w sobotę skończył - to może jednak jestem w ciąży!!

Zbieram szczękę nadal - chyba byłam tak zestresowana, że nie byłam w stanie poznać "końca" - byłam pewna, że nic z tego nie wyszło - zwłaszcza, że po wszystkim stwierdził, że strasznie go zabolał kręgosłup - stąd moje załamanie, łzy itp. A teraz się okazuje, że "odbyliśmy stosunek" książkowo jak pani doktor przykazała w sobotę nad ranem

Wszelkie obelgi na mnie dziś dozwolone...
Czego to sobie kobieta nie ubzdura w głowie!!!! Zatem co? czekamy na testowanie
Ciąża zakończona 3 kwietnia 2016
O 2.27 przez cesarskie cięcie na świat przyszła Hania 
4310g i 61cm 
Poród nie należał do najłatwiejszych, ale też bardzo traumatyczny nie był.
W nocy z 1 na 2 kwietnia około godziny drugiej poczułam mokro, ale papierki nic nie wskazały. Do godziny 5 cały czas musiałam się przebierać aż w końcu papierki zabarwiły się na niebiesko. Spakowaliśmy się i pojechaliśmy na IP.
Dali mnie na porodówkę i obserwacja. Wg lekarza to nie wody bo pęcherz wyczuwalny, główka wysoko, na usg wychodzi dużo wód. No okej, nie będę wchodzić w kompetencje lekarzy. O godzinie 7 pobrali mi krew, z której wyszła infekcja (crp 3,6) no ale dalej obserwacja. Skurcze na ktg się pisały, rozwarcie nic nie postępowało. Późnym popołudniem mąż poszedł rozmawiać z lekarzami żeby coś zaczęli robić na co jeden odpowiedział, że nic robić nie będą żeby to było wszystko naturalnie. O godzinie 17 przyszły kolejne wyniki badań - crp 15. I tu padłą decyzja, że trzeba doprowadzić do porodu. Padła też decyzja o oksytocynie, tak więc zbadali (rozwarcie nadal na 3 cm, a szyjka mimo 3 zastrzyków dalej nie taka jak być powinna) i o 19 podali oksytocynę i przebili pęcherz. Zaczął się hardkor. Z dwóch łóżek wywaliłam nogami osłonki, miałam wrażenie, że w środku pękają mi kości i że między skurczami nie ma ani sekundy przerwy. O 23 podali mi ZZO, ja ucieszona, że idzie w końcu w dobrym kierunku ale jak się potem okazało lekarz zalecił małą dawkę, żebym trochę zregenerowała siły. Rzeczywiście godzinka drzemki dobrze zrobiła, ale co z tego jak zeszło zzo to masakra zaczęła się od nowa. O 2 w nocy (po 8h od oksy) przyszedł lekarz i zbadał...stwierdził brak postępu porodu i natychmiastowe CC.
W trakcie całej doby faszerowali mnie antybiotykami żeby zbić infekcje ale nie udało im się to zbytnio. Podczas CC Mała łyknęła się wód, zachłysnęła się nimi więc miała problemy z oddychaniem, momentalnie skóra miała nie taki kolor jaki mieć powinna i napięcie mięśniowe było słabsze więc pkt miała 7/8/9. W późniejszych badaniach wyszło, że Mała ma wylew 2 stopnia więc czeka Nas kontrola. Jedziemy też do Katowic do poradni audiologicznej z racji mojej opryszczki w ciąży.
Przez to wszystko nie podali mi Jej do piersi i pobyt w szpitalu minął na butelce. Dopiero od wczoraj jakoś moje piersi się ogarnęły ale i tak nocki muszą być z dodatkiem mm.
Bejbi blues też się przypałętał, płakałam o wszystko - nawet na widok męża jak przyjeżdżał w odwiedziny. Pierwsza kąpiel w domu to była jedna wielka masakra. Dobrze, że zadzwoniłam wcześniej po moich rodziców żeby mama pomogła mężowi przy kąpieli. Nie wiem czy czułam, że będzie kiepsko bo ze stresu to zapomniałam, gdzie dałam ręcznik Małej, nie umiałam skompletować piżamki (może było by łatwiej gdybym nie musiała grzebać w koszu w szafie bo komoda Hani cała była w rozmiarze 56), a potem zaczął się ryk Małej, a ja siedziałam na łóżku i zanosiłam się płaczem, mój tata też prawie dostał zawału. Druga kąpiel była już ciut lepsza bo daliśmy cieplejszą wodę ale i tak przy ubieraniu larma było co niemiara.
Ogólnie sądzę, że z każdym dniem idzie Nam co raz lepiej, ale oczywiście to musi potrwać.
Wybaczcie, że tak jakoś chaotycznie ale na razie mój umysł cały czas myśli o Hani, czy już śpi czy pojadła sobie i tak w kółko.
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 kwietnia 2016, 12:04
Siedzę sama w domu i czekam na mojego ukochanego aż wróci z pracy. No właściwie nie tak znowu sama, bo na podłodze szaleje nasze futrzane szczęście w postaci suni przygarniętej w zeszłym roku. Jacek okropnie nie chciał mieć psa, ale ja się zaparłam i proszę! Czasem aż jestem zazdrosna o jego pupilkę!
Oczko w głowie psiego tatusia 
Nie wiem czy to wina duphastonu czy może wykres z ovi ma rację i szykuje się u mnie bardzo późna owulacja bo śluz zaczął się zmieniać na bardziej przejrzysty i rozciągliwy. Oby, oby
Tylko muszę męża wmanewrować w serduszkowanie za dwa-trzy dni najpóźniej
Ostatnio przez natłok pracy spadło mu libido ;/ Rozmawiałam z nim o tym, bo zaczęłam martwić się, że może ze mną jest coś nie tak, ale serce moje się zmobilizowało i udowodniło, że tylko sił mu chwilami brak po pracy;)
Mam kłopot z podjęciem decyzji czy mówić mu o owulacji. Podjęliśmy decyzję, że chcemy mieć dziecko, i jak Bóg da to będzie, i nawet gdyby już było to byłoby wspaniale, ale mam takie myśli, że on się poczuje traktowany jak samiec rozpłodowy, albo jakąś presję. To ogromny krok dla nas, a zwłaszcza dla niego, bo to taki bardzo zamknięty na zmiany typ osobowości. Boi się, że nie da rady finansowo, i nie sprawdzi się jako tata. Ja jestem pewna, że da sobie radę świetnie. I nie wiem czy stresować go informacją, że już, teraz jest owulacja i trzeba czy odpuścić i jak jakoś rozgrzać atmosferę, żeby się nie stresował? Z drugiej strony chcę być uczciwa w obec niego, i jakoś bym miała poczucie, że brzydko mówiąc "wmanewrowuję go w dziecko" Rozumiecie mnie? Jak myślicie? Któraś z Was miała podobne myśli?
19dc dziwne bole podbrzusza od wczoraj, będzie dupa jak faza lutealna będzie zbyt krotka

Umówiona wizyta w Invikcie na 9 kwietnia dr Gruszczyńska (miał być Łukaszuk, ale mi termin nie pasował, ale chyba to nie ma większego znaczenia). Chcę, żeby wizyta była już po HSG, żeby mieć maksymalnie dużo badań, więc mam nadzieję, że @ się wyrobi i zdążę badanie zrobić, choć narazie to owulki ani widu ani słychu... daję jej jeszcze tydzień, maks 10 dni i biorę lutkę.
Jednego nie mogę zrozumieć, dlaczego nie mam owulacji, takiej normalnej, niczym nie wywoływanej...czemu była i nagle postanowiła się skończyć? hormony nie wskazują, żeby mogły ją zaburzać. o ile nasienie złe rozumiem, torbiel też, endomendę hmm no nie wiem czy to na pewno ona ale też bym ją zrozumiała, ale ta owulka to dla mnie tajemnica.
I nie wiem czy robić to AMH, bo w invikcie dostaniemy bon na zniżkę 50% na to badanie u nich nie wiem ile kosztuje, ale najtaniej znalazłam w dolmedzie za 150zł, to nawet jakby mieli za 200zł to i tak się u nich opłaca..zobaczę czy ciekawość wygra czy się wstrzymam do kwietnia.
Kochane moje ja Was nie zostawiam i na pewno nie zapomnę! Cały czas będę obserwować a nawet się udzielać w Waszych staraniach. Jako "Pani Dobra Rada"
)))
Dziękuję Wam z całego serca za wszystko no i pamiętajcie , że ja gorzej jak wrzód na dupie jestem i ciężko się mnie pozbyć
)))))))
Wykresy też obserwuję.... do roboty Moje Panie!!!!!
Poza tym jak ja bym mogła sobie odmówić oglądania zdjęć Tekilki a potem Waszych fotek usg, no jak????????
Feska po nocach by mi się śniła, a to czarownica przecież...
Tak mnie dziś jajniki i brzuch napieprzają, że jeśli to nie owulacja, to ja się poddaję.
Z drugiej strony w środę na USG pęcherzyk miał 11mm. Czy możliwe, żeby bez stymulacji urósł w 5 dni na tyle, by pękać?
Nie powiem, że nie ucieszyłabym się z owulki w 18dc ... bo chyba bym sikała po nogach ze szczęścia, że w końcu mam cykl normalnej długości. Ale czy ja się aby nie za bardzo rozmarzyłam? 
I jeśli to nie owu, to co? Wg USG wszystko było w jak najlepszym porządku ...
Eh, nawet bez starań te obserwacje organizmu są taaaakie stresujące 
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 marca 2015, 22:08
Wkurwiaja mnie ciężarne... wprowadzają kurwa terror u ginekologa.
No i mamy ciałko żółte
cykl całkowicie naturalny, ciesze się ze chociaż to jest dobrze
owulacja była wczoraj wieczorem
w środę transfer
i jednak jeszcze nie wiem czy jednej czy dwóch kruszynek ; ) Lekarz musi podjąć decyzję a dziś go nie było ; ( mam nadzieje ze się zgodzi ! Szansa byłaby większa !!!
a oto my na początku 37 tygodnia 
brzuszek na razie mocno się trzyma, rozstępy na boczkach i kilka na prawej piersi z boku. Dzisiaj zabrałam się do pakowania torby w końcu bo cały zeszły tydzień się zbierałam i nie zebrałam sie w końcu. Okazało się ze nie zmieścimy się w jednej torbie tylkko jeszcze walizka. No bo ja chce się wziąść to co piszę w książce do prowadzenia ciąży to inaczej sie nie da. Na necie ludzie piszą co innego, że wszystko szpital daje ale w ksiażce jest inaczej. Jeszcze trzeba dopakować swiezutkie pizamki i szlafrok oraz jakies leginsy i cos do ubrania i byłby, możemy jechać! 
To będzie długa noc...
Humor do bani, mój kompan też jakiś niemrawy, spać mi się chce i wgl wszystko jest do dupy...
https://www.youtube.com/watch?v=qi4qtg48yVQ

Drugi dzień pańcia się spóźnia, nie ładnie tak w konia robić i nadzieje dawać.. No mam ochotę zatestowac ale NIE, czekam.
Witam się z Wami skoro świt, chociaż to pojęcie względne bo czuję jakby nadal była noc... U dentysty była na razie tylko pogadanka. Co za ulga! Zacznie się jazda od następnej wizyty, znieczulenie i borowanie
Doszłam do wniosku ,że lecę dziś ns betę. Pobierają krew do 9.30 więc chyba zdążę, szkoda ,że wyniki odbiorę dopiero jutro po południu,ale trudno
Miłego dnia. Mój jedyny cel na dziś - dotrwać do wieczora 
Edit- krew pobrana. Czekamy 
Edit 2- Ciągle jestem głodna! Siusiam 4,5 razy na godzinę... Niech już będzie jutro 
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 marca 2015, 21:20
Ogólnie jest masakra jednym słowem. Mój organizm ześwirował po tak mocnej stymulacji, wiedziałam że to kiepski pomysł żeby brać po dwie tabletki. Pęcherzyki nie pękły temperatura wariuje a na lewym jajniku jest trzeci pęcherzyk. Zwariować można...
J.P. 2,4 i 2,0
J.L. 2,75
Endometrium 1,34
A i najważniejsze mój wynik amh 5,9 wiem wiem za wysoki ale grunt że powyżej 0,7 nadajemy się do in vitro
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 marca 2015, 06:25
No i jest! Nie całkiem wyraźna ale to już nie cień cienia tylko druga kreska
Boje się, ciesze, ręce mi się trzęsą! Jest fasolka, jest!!! Oby chciała tylko zostać...
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.