Ehh.. Coś czuję, że jednak się nie udało... Dzisiaj cały dzień miałam super, a teraz mi się humor psuje i non stop mnie coś drażni ;/ Powiedziałam do Jacka, że mi zimno, a on zapytał czy dać mi koc. Ja, że wolę sweter, a on i tak sięgnął po koc. Tak głupia rzecz a tak mi się podniosło ciśnienie, że aż zęby zacisnęłam, sama nie wiem czemu. Biedny.. I do tego mam tkliwe sutki, takie swędzące... ;/ Jak na @ ;/ Bez sensu to wszystko.. ;/
Wiadomość wyedytowana przez autora 20 marca 2015, 18:38
Sprawa sie rypla! No moze nie do konca ale chyba kapnął sie moj brat, czyli poleci po calej linii. Troche, nawet bardzo sie wczoraj poklucilismy, no i pojechal mi ze chyba mam problemy z macierzynstwem i ze jestem wybuchowa przez to. A to on mnie zaczepia! To niech sie nie dziwi ze sie mu oberwalo.
Oj, jakbym chciala zeby sie udalo... Zeby nie gadali po kątach o nas, zeby sie okazalo ze jednak problemu nie mamy... Blagam... Czasem jestem bezsilna.
Jesc mi sie chce, spac mi sie chce i mam pelne piersi.
Nie było mnie tu dawno ale jestem bardzo aktywna w czytaniu Waszych postów:))bardzo się cieszę,że koleżance z Pułtuska się udało:)zanim w ogóle dokonałam jakiegoś komentarza w jej pamiętniku głęboko wierzyłam i zyczyłam jej spełnienia tego pragnienia.U mnie nowy cykl,14 dzień.Nie zaznaczałam temperatur na wykresie,owulację czułam(śluz,jajnik…) w terminie,w którym teoretycznie powinna być.Miłość była:)Dzisiaj T wyjeżdża na statek,10 tygodni zostaję sama z córką.Jeżeli z tego cyklu nic nie wyjdzie przygotuję sie na czerwiec.Pomyślę o jakimś wspomagaczu owulacji i monitorowaniu cyklu.Osiem lat temu właśnie w marcu rozpoczęłam ciążę
)
Jestem dzisiaj w pracy, prowadzę pierwsze zajęcia z wykorzystaniem skakanek, a tu jak grom z jasnego nieba myśl: Co Ty robisz skaczesz jak najęta, a tam przecież może się zagnieżdża!!! Ale cóż zajęcia musiałam poprowadzić do końca i tak pomyślałam, że muszę sprawdzić kolejne, żeby żadnych wygibasów nie było... Sama wiem, że to trochę głupie, ale nie chciałabym sama sobie zaszkodzić dlatego lepiej dmuchać na zimne... I tym sposobem kolejny dzień mojego braku luźnego podejścia do sprawy... W domu dodatkowo chyba z godzinę przeglądałam mój bieżący wykres i poprzednie, żeby może zauważyć jakąś różnicę. Nic nie zauważyłam
Jutro z W. polatam po sklepach i zajmę głowę czymś innym. Przydałaby mi się stalowa marynarka.. Szukam już dość długo i nic... Może W. coś wymyśli, ona ogarnia takie sklepy lepiej niż ja.
Piękna dziś pogoda, dlatego postanowiłam iść na zakupy piechotą, spacerek ok 1km dobrze mi zrobi, a przecież idę tylko po parę rzeczy
Z tych paru rzeczy zrobiło się kilkadziesiąt i całą drogę klęłam na te ciężkie siatki. Ale spacerek miły 
Teraz znów odjęło mi energię, chyba zaraz się położę.. Albo moja anemia mnie dobija albo jestem coraz bardziej leniwa 
Wiadomość wyedytowana przez autora 20 marca 2015, 19:05
Byłam na usg i nie ma torbieli
Niby owulacja była, teraz czekamy i czekamy. A jutro wizyta w ivimedzie!!!

Wiadomość wyedytowana przez autora 20 marca 2015, 20:06
15 dc
temperatura poszybowała obiecująco w górę... Najpierw ucieszyłam się, że tak ładnie się wyregulowało ale teraz zaczęłam się bać że jutro zmierzę i bedzie znowu niska - że znowu mi zacznie skakać... Ten cykl wgl jest jakiś taki "obiecujący" ale to pewnie moje urojenia i wszystko szlag trafi wraz z nadejściem @... albo z jedną kreską na teście który zamierzam zrobić "pro forma" 2 kwietnia...
17dc
bardzo jestem ciekawa czy tempka jutro skoczy czy znów spadnie, trochę się ze mna bawi albo to jest właśnie ten cykl bezowulacyjny który występuje raz na rok albo coś się poprzestawiało. Będzie potrzebny monitoring albo już poczekam do tego czerwca... zobaczymy w następnym cyklu.
Bardzo sie boję bólu ale chciałabym wykonać HSG tylko jest problem
żaden lekarz mi nic takiego nie zaproponował a na nfz nie mam chyba co liczyć. U nas w tej mieścinie to takie zacofanie jest, obawiam sie że chyba w ogóle nie wykonują takiego badania. Czytałam ze jajowod może być zatkany z powodu przebytych infekcji co właśnie sie tyczy mnie... Ja się staram, modlę, jakoś cierpliwie czekam a fizycznie nie będzie szans żeby plemniczek powędrował tam gdzie trzeba...
Dzisiaj był ciężki dzień w pracy, dużo roboty. Jutro piweczko z koleżankami z pracy.
Uciekam trochę tv pooglądać 
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 marca 2015, 14:34
A jutro testowanie nowego termometru 
wyniki odebrane, zakrzepicy, zespołu fosfolidowego ani insulinooporności nie stwierdzono 
jedynie krzywa cukrowa jakaś dziwna
glukoza na czczo- 95 mg/dl
po 1 godz (75g)- 70
po 2 godz- 80
insulina na czczo- 7,27 uU/ml
po 1 godz- 16,67
po 2 godz- 14,7
Nie wiem co myśleć o spadku glikozy, zobaczymy co lekarz powie.
W pon M powtarza badanie ogólne a w czwartek robi MSOME, zobaczymy co tym razem wyjdzie.
Jakoś brakuje mi energii do tego wszystkiego… i wiary….
Wiadomość wyedytowana przez autora 20 marca 2015, 20:11
No i delikatne plamienie... ;/ Jak się @ rozkręci to już całkiem stracę nadzieję ;/
32+5 waga 57
Ostatnio przez nerwy sporo schudłam, ale zaczęłam jeść więcej i nadrabiać.
Przed wczoraj nie mogłam spać bo myślałam że mnie zaleje w nocy.
Ale tak się nie stało, śluzu trochę poleciało, ale już nie tak dużo.
Wczoraj wybrałam się na większy spacer i co. Ledwo do domu doszłam dużo tego śluzu było dobrze że miałam podpaskę. Szybko do domu wróciłam. Stwierdziłam że koniec że spacerkami. Będę więcej leżeć.
Właśnie robię ostatnie pranie. Mana mi pomoże bo mój w pracy.
Jeszcze muszę dokupić pojemniki z Ikea bo fajnie tam się ubranka układa.
Wizyta u gina we wtorek i zobaczymy czy to faktycznie śluz czy to wody sączące się. I wtedy pewnie się uspokoję.
Ostatnio mój leniwy maluch strasznie rozrabia i to nocami. W dzień śpi a w nocy się budzi. Przez co spac nie mogę.on nie kopie tylko strasznie się rozpycha. Pewnie dlatego że mam mały brzuszek.
Zaczęłam oglądać USG. Zauważyłam że mały ma bardzo dużą głową. Już mojemu nie mówiłam, ale u mnie w rodzinie ze strony ojca dzieci mają duże głowy. Czyżby odziedziczył budowę po mnie i może tez charakterek. Chciałabym 😉
Brzuszek ma mniejszy niż ostatnio. Ja też gruba nie byłam urodziłam się z waga 3400. Reszta parametrów super. Lepiej mieć chudego niż grubszego bo tak będzie ciężko naturalnie rodzić.
Nie chciałabym jak siostra rodzić wielkiego. Ona już musiała mieć CC.
A mój malec będzie idealny.
Ostatnio jak czytam forum większość dziewczyn rodzi. Już mnie to przeraża że niedługo będzie moja kolej. Bo nigdy nie wiadomo kiedy się wszystko zacznie. Ja jestem nie gotowa, czy kiedyś byłam chyba nie. Boję się wsiąść maluszka na ręce. Jak go przebrać, założyć pampersa, wykąpać to wszystko dla mnie nowość. Mąż chce mi pomóc i wziasc opiekę , fajnie ale za dużo pewnie nie pomoże, bo mały będzie do mnie ciągnąć.
A wracając do porodu chciałabym naturalnie urodzić, zawsze chciałam mieć cesarkę ale jednak szybciej dochodzi się do zdrowia po porodzie naturalnym. Po 2 po cesarce trzeba dłużej odczekać z następnym dzieckiem.
A ja bym chciała za rok startować by urodzić w wieku 38. Choć nie jest powiedziane że się uda. Choć nam 2 zarodki ivf to loteria. A do kolejnych stymulacji podchodzić już nie będę.
Za dużo kasy to wszystko mnie pochłonęło. Nawet urządzenie pokoju małego i cała wyprawka dużo mnie kosztowała nie licząc całej procedury ivf. Ale to wszystko nie ważne pieniądze szczęścia nie dają.
Miałabym kasę a nie miałabym dziecka.
To był mój cel i wkrótce go osiągnę. Wkrótce będę mieć w ramionach mojego synka 😍 On sprawi że zapomnę o tych 4 latach starań, wynagrodzi wszystko, poświęcenia czas pieniądze, wylane łzy. Choć będzie ciężko to wiem że dam radę.
Ostatnio mojego męża brat zaczął jeździć po Polsce. Chyba z nas przykład zaczął brać. Pojechał do Zakopanego mojego nawet ciągnął ale ten nie zgodził się. My swoje zwiedziliśmy i nadal to będziemy robić w swoim czasie.
Siostra wybrana się teraz do Zamościa.
Nawet jej nie zazdroszczę, kiedyś tak. Ona ma dzieci odchowane, ma wszystko. Teraz moja kolej, mój czas.
Choć nie ukrywam, chciałabym być raz jeszcze w ciąży i dać małemu rodzeństwo. Mam nadzieję że będzie mi to dane. Ale i tak będę wdzięczna Bogu za ten cud. Nawet jeśli Piotruś będzie moim jedynym dzieckiem.
Dziś mam 46 dzień cyklu. dwa testy ciażowe za mną. nie mam pojęcia o co chodzi, czemu @ nie przychodzi. jestem już zmęczona. mam dosyć niepowodzeń. muszę się zapisać do gina, ale najpierw czeka mnie weekend na uczelni.
M. ma za wysokie FSH, w tym miechu wziął już 4 zastrzyki z ovitrelle na zbicie tego hormonu. w poniedziałek ma zrobić badania krwi, jak będą lepsze niż ostatnio, to ma zrobić badanie nasienia i znowu do androloga. jak jego podreperujemy to bierzemy sie za mnie. w innym przypadku to nie ma sensu, żebym brała leki, jak z nim nadal będzie nieciekawie.
Wiadomość wyedytowana przez autora 20 marca 2015, 21:11
4 dzień cyklu - 4 dzień drugiej Nowenny Pompejańskiej
50,4 kg
ciśnienie 83/45
tętno 75
No i kolejna wizyta w IKEI za nami. Do perfekcji opanowałam omijanie działu dziecięcego...Szkoda tylko, że kobiety w ciąży spotykam na każdym kroku... Myślałam, że będziemy wybierali łóżeczko do sypialni, a skończyło się na szafach. W poniedziałek przywiozą nam meble, więc w weekend musimy wyrobić się z malowaniem, a zmęczenie chyba póki co z nami wygrywa! Tylko kot pozostaje ciągle zaangażowany.
____________
1 śniadanie: Kanapka z chleba żytniego z żółtym serem, pieczonym schabem, kiełkami rzodkiewki, ogórkiem kiszonym i papryką + melisa
2 śniadanie: Jogurt naturalny z syropem klonowym, migdałami, amarantusem, pestkami dyni, pestkami słonecznika, siemieniem lnianym i chia
3 śniadanie: Kanapka z chleba żytniego z białym serem, kiełkami rzodkiewki, ogórkiem kiszonym i papryką
Obiad: Klopsy z borówką, makaron pene z warzywami + sok malinowo-jabłkowy + torcik migdłowy
Kolacja: Banan
Jutro będę już testować. Troszkę się stresuje ale wole wiedzieć na czym stoję. 
Siedzę dzisiaj i beczę jak popieprzona.
Mam ochotę spakować P i wystawić jego rzeczy za drzwi...
Znów przyłapałam go na kłamstwie... i to nie jednym.
Zaczął się dziwnie zachowywać, założył blokade kodem na komórkę, zmienił hasło do fb... chowa telefon ... do swojej przyjaciółki wysyła serduszka i całusy...
Wyjechał załatwiać swoje sprawy z dokumentami i miał spać u swoich znajomych, takiego małżeństwa, podczas gdy umawiał się na nocleg u tej przyjaciółki kłamiąc mi w żywe oczy.
Ja już mam naprawdę dość... może to ciąża, hormony... ostatnio ciągle się kłócimy, on jedzie do przyjaciółki z którą dogaduje się jak z nikim innym.
Zresztą... czy to normalne, że dorosły facet, prawie mąż, z ciężarną kobietą, narzeczoną którą podobno kocha wyjeżdża sobie pozałatwiać dokumenty (to rozumiem choć mnie to męczy już...) i załatwia za plecami tejże narzeczonej nocleg u przyjaciółki?
Dziś znów się pokłóciliśmy i to strasznie... mamy konto na które odkładamy pieniądze dla maluszka a on ciągle z niego zabiera... kurcze! 200 zł na 2 dniowy wyjazd... i to kolejny miesiąc z takim wydatkiem. Ja nie mam dla siebie na nic... każdy grosz odkładam dla maleństwa. W tym miesiącu kupiłam tylko witaminy prenatalne i nie zostało mi nic. Nie narzekam bo to dla mojego największego cudu a on? mógł załatwić dokumenty wczoraj i dziś wrócić. Nie... lepiej przehulać pieniądze i cały dzisiejszy dzien i noc spędzić ze znajomymi.
Bardzo mi z tym wszystkim źle... gdy zaczynaliśmy prosiłam by nie spieprzył tego, żeby nie zniszczył mojego zaufania. A on co? przespał się ze swoją byłą.
Mimo to dałam szansę... i ufałam, kochałam...
Robię wszystko by pomóc mu z dokumentami, nawet załatwiłam mu kredyt na swoje nazwisko, komórkę na swoje nazwisko, jeszcze będziemy kombinować z umową najmu która mu potrzebna do obywatelstwa.
Czasem czuję że jest ze mną tylko ze względu na to że łatwiej mu będzie zdobyć obywatelstwo...
I nie mogę nawet z nim porozmawiać bo gdy zaczynam, wychodzi kłótnia, on się odwraca i zasypia.
Kilka dni temu okropnie się pokłóciliśmy, wzięłam kołdrę, poduszkę i poszłam spać do przyszłego pokoju maleństwa. Zasłabłam z nerwów, wywróciłam się na stolik, razem ze stolikiem runęłam na ziemię. Ból brzucha, łzy którymi się dławiłam. Przyszedł, zabrał mnie do sypialni, wystraszył się i co z tego? Skoro po dzisiejszej kłótni przez telefon która była rano do teraz się nie odezwał.
Ma mnie w nosie delikatnie mówiąc. A wystarczyło by żeby zadzwonił i powiedział: Nie denerwuj się, wytłumaczę Ci wszystko w domu.
Nawet na to go nie stać...
Miał tydzień urlopu... nie dostałam z tego ani jednego dnia... przegrałam nawet z jego znajomymi. Przegrałam podwójnie bo ja i maleństwo.
Ciężko mi...
A skarb przecież to wszystko czuje... 
Dawno mnie tu nie było...dzis miałam usg i jest zarodek i jest serduszko..maz się popłakał ...z USG wychodzi 6 tydzień i 2 dni ...a zęby robię dalej bo bolą jak cholera...mam nadzieję i wierze ze Bóg nam pomoże tym razem...
Wiadomość wyedytowana przez autora 20 marca 2015, 21:23
dzisiaj płacz....
Tydzień 20
19+0
Tzw. półmetek...
Nie wiem kiedy minęły te miesiące...
Za każdym razem, kiedy idę z małą w parku, patrzę na mój brzuszek i zastanawiam się, czy to prawda?! Czy to nie piękny sen, który kiedyś tam za jakiś czas może się spełni...
Jutro pierwszy dzień wiosny. Wiadomo przecież, że pogoda nie będzie piękna i słoneczna. Można się do tego przyzwyczaić. Co roku jest tak samo...zimno, szaro i ponuro... Ale co będzie dalej?
Zrobi się zielono. Będzie więcej ptaszków, więcej kwiatów, więcej życia w każdym z nas... Wiosna jest chyba najpiękniejszą porą roku, kiedy wszystko się budzi, nabiera kolorów, zachęca do spacerów i choć czasem potrafi padać deszcz, to jest ciepły, miły, przyjemny...
Bardzo się zawiodłam na swojej ginekolog! Pojechałam do niej wwczoraj, bo mnie niepokoi ucisk w brzuchu i uczucie takiego napięcia skóry. Wiem, że brzuch rośnie i mały tez, a ja zawsze bylam dosc szczupla i być może to jest powód, ale chciałam się z nią skonsultować i uspokoić. Nie byłam umówiona co prawda, ale to jest prywatny gabinet, więc myślałam, że nie będzie problemu, zwłaszcza, że już nie raz i nie dwa widziałam, że przyjmuje osoby, które nie są umówione. Owszem przyjęła mnie, ale nie zdążyłam nawet do końca wyjaśnić dokładnie wszystkiego i mi przerwała i zaczęła być bardzo nieprzyjemna. Co ona ma ze mna zrobić, ja nie jestem zapisana, czego ja od niej w ogóle chce. W końcu na moja prośbę sprawdziła mi brzuch, czy nie jest twardy i zrobiła szybkie USG (czy bije serce, choć ja ruchy malego czuje) i tyle. Wyszłam z gabinetu bardziej zdenerwowana niż wcześniej byłam. Może w tym trochę mojej winy, bo się nie umówiłem, ale przecież ona prowadzi moja ciąże, chodzę do niej już ładnych parę lat, zna dokładnie moja historie. Nie spodziewałam się takiego opryskliwego potraktowania. Kiedyś była nieprzyjemna dla mojego męża jak wszedł ze mną na USG. Nie wiem co się z nią stało, ale straciłam do niej zaufanie i mam straszny żal. Dodatkowo place przecież za wizyty, ma ze mnie niezły zysk i jeszcze tak traktuje. Dziewczyny poradźcie, może to ja przesadzam?
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.