zrobiła się ze mnie wariatka i widzę cień cienia tam gdzie go nie ma... Chyba... Wszystko zależy od jutrzejszej temperatury.


Wiadomość wyedytowana przez autora 29 marca 2015, 22:28

justi87 Pragnienie dzidziuśka :) 29 marca 2015, 23:18

Dzisiaj Niedziela Palmowa, chyba raczej dotrwamy do Wielkanocy aczkolwiek nic nie wiadomo, ale jak na razie nic się nie dzieje. Dziś z mężem byliśmy do spowiedzi także mówię, że teraz mogę już rodzić :) Dzidziusiowi tez już dzis powiedziałam, że skończyły nam się tabletki Femibion Natal 2 Plus które braliśmy po 3 miesiącu także pora pomału się pobierać :) Ale naprawdę polecam, bo wyniki miałam bardzo dobre i żelazo w super normie także jak ktos ma niedobory to polecam :)

bartusiowa-mama Projekt Małe Mi 29 marca 2015, 23:39

dawno mnie tu nie było...
28dc
waga - nie wiem, ale dużo za dużo, z pewnością ponad 94,5 kg :/

Jutro spodziewam się małpy. Dziś miałam lodówkowy atak. A ponieważ wczoraj była impreza Bartusiowa - miałam w czym wybierać. Pochłonęłam miliony kalorii. 2 kawałki tortu, 2 kawałki sernika, paczka chipsów (150g) i wiele wiele więcej. Taki napad jakiś. Typowy dla okresu. Więc ignoruję lekko górującą temperaturę i czekam na małpę.

Zrobiłma sobie dodatkowe badania krwi: ferrytyna, wit B12 i wit D3. Wyniki w czwartek.

Ogólnie u mnie chyba nawet pozytywnie. Od przyszłego cyklu mierzę tylko temperaturę. Żadnych innych fanaberii, chyba że zalecone przez lekarza. Mąż jutro jedzie na badanie nasienia, ale nie wiem czy to dobrze że tylko 2 doby abstynencji i wczoraj sporo wypił... Ale niech będzie. jakby nie było "zalewamy" róznym materiałem ;) A rzekomo - z opowieści - takie piane plemniczki najlepiej potrafią działać ;)

Dzisiejszy test owulacyjny. Negatywny, ale druga kreska już jest widoczna. Zobaczymy, czy przez następne dni będzie ciemniejsza :)

105tycz.jpg

kredeczka91 groszki, fasolki i inne 30 marca 2015, 07:18

Moja temp mnie dobija ;) o 6 nie chciala pokazac wiecej niz ~36,58 a o 7 mimo samego lezenia w lozku pokazala 36,9! To raczej znaczaca roznica nie? Musze pamietac o tym ze mierze ja tylko pod jezykiem co nie jest tak miarodajne :) moje podbrzusze przesadza, ciagnie i ciagnie poza tym objawow brak, czyli chyba nici. Korci mnie zeby testowac to juz 11dpo :) wytrzymam? A moze franca @ mnie uprzedzi? Zobaczymy :D


Wiadomość wyedytowana przez autora 31 marca 2015, 06:36

bartusiowa-mama Projekt Małe Mi 30 marca 2015, 07:26

29dc i myślę, że okaże sie pierwszym kolejnego cyklu.
W oczekiwaniu na małpę.
waga: 95,0 nie przeraziłam się, zaczynam od punktu wyjścia. Jeden weekend (sobota - impreza urodzinkowa Bartusia, niedziela - kompletne obżarstwo na dawno niewidziana skalę).

Olewka na te starania. Olałabym nawet mierzenie temperatury, ale muszę pilnować kiedy mam owulację (duphaston). Więc... zostaję ale po ovu olewka na to.

MadzikForever Traktat o Robalach 30 marca 2015, 07:42

:( Smutno mi. Like really. Pierwszy chyba raz jest mi naprawdę smutno, że tak ten mój wykres wygląda. Czyli żałośnie. Chyba muszę poważnie porozmawiać z lekarzem, bo NAPRAWDĘ wydaje mi się, że nie miewam owulacji... Dla wszystkich lekarzy fakt, że mam dziecko jest jak gwarancja na to, że "za chwilę" zajdę w ciążę, a reszta to moja fanaberia. Smutno mi.

MadzikForever Traktat o Robalach 30 marca 2015, 08:19

Khalan, jesteś geniuszem! Wpisałam temperaturę z 7 zamiast z 6 i przynajmniej zaznaczyło mi owulację! Trochę mi to poprawiło humor! Tak, wiem, że mogło jej nie być. Ale przynajmniej na wykresie jest. Lepiej mi. Dzięki, Khalan! :D


Wiadomość wyedytowana przez autora 30 marca 2015, 08:19

Nie dane było mi się zbyt długo cieszyć...
Ciąża biochemiczna...
Za mało progesteronu miałam...

Co dalej? Na razie nic. Bo do kompletu nieszczęść mi doszła grypa, czy tam inny wirus. Od czwartku leżę, topię się i chcę płuca wypluć...
Gin stwierdził, że w takim razie z inseminacja czekamy jeszcze jeden cykl (nie ma sensu w cyklu z chorobą).

A ja się zastanawiam po jaką cholerę w ogóle robiłam ten test w niedzielę? Jakbym zaczekała do poniedziałku to by wyszedł od razu negatywny. Wtedy nie było by ani tej radości ani tym bardziej tego żalu...
We wtorek jak usłyszałam, że beta jest 12 (pierwsza nieco ponad 30 w 14 dpo, wydawała mi się dość mała ale 11 dpo był spadek, więc sądziłam że dopiero wtedy było zagnieżdżenie), ryczałam przeszło dwie godziny... Najpierw mężowi na ramieniu (on też płakał ze mną), a potem mamie (mąż zadzwonił po moich rodziców). W środę też miałam chwile, że płakałam w pracy, czy w domu. Teraz już mi chyba przeszło...

Co zrobimy dalej?
Mąż twierdzi, że chce walczyć dalej, że chce spróbować wszystkiego, żeby potem nie żałować. A ja? Ja mam dość, ale... patrząc na mojego męża, na jego determinację, wiem że nie mogę się poddać. Tylko... nie umiem w sobie na razie znaleźć dość siły. Tak bardzo się boję, że znowu będzie to samo... Nie wiem, czy przeżyję coś takiego drugi raz. To wszystko mnie już przerasta... Tyle problemów, tyle chorób czy schorzeń wychodzi po drodze, a gdy pojawia się iskierka nadziei, gdy w tym ostatnim naturalnym cyklu wreszcie się udaje... całe szczęście zostaje nam odebrane... To za dużo...

Zosia88 M + K =... 30 marca 2015, 08:58

Byłam wczoraj w szpitalu u mojej przyszłej bratowej i szwagierki ( bo obie leżą na tej samej sali). Dzieciaki słodkie :) Myślałam, że będzie gorzej ale dałam radę...Przykro mi trochę, że my jeszcze takiej szansy nie dostaliśmy...ale może wkrótce...


A dzisiaj umieram...:/ Dopadłam mnie grypa żołądkowa :/ Pół nocy nie spałam bo kursowałam między łazienką a naszym pokojem....A i rano już miałam kilka wizyt w łazience...Ledwo żyję :/ a tu tyle roboty w domu. Może coś jednak dam radę zrobić...

Wszystko co dobre szybko się kończy :)

Weekend spędziliśmy nad morzem <3
Pogoda w sobotę była piękna!!! Słońce, bezchmurne niebo, ciepełko i moja ulubiona flauta na morzu;) Luby się ze mnie śmieje, że nad morze jedzie się zobaczyć grzywacze na morzu, a nie jezioro, ale co tam, ja tak lubię najbardziej:)
Nie jestem rozpieszczona, nie miałam w życiu luksusów, ale uwielbiam jak ktoś za mnie zrobi śniadanie, pozmywa po nim czy posprząta mi pokój;) Hotel wybrany przez przypadek okazał się najlepszym w jakim byliśmy! Do tego basen, sauna, jazzuzi- żyć nie umierać!

Po swietach podejscie nr trzy. Oczywiscie podejscie nr dwa nie udane. Moze do trzech razy sztuka? Poniewaz moj profesor nie zmienia taktyki i dalej lecimy na naturalnym zakupilam sobie syropek wykrztusny i bede hodowac dorodny śluz. Do tego funduje sobie koktajl z melisy i tabletek na nerwy i od razu jest lepiej. Chce mi sie bardziej smiac i dobrze sie czuje.

Wracam takze do modlitwy. Tak sobie wymyslilam od niedzieli palmowej ze moze wybłagam cud poczęcia różancem. Ostatnio wyrzucalam Bogu ze mnie pokarał,ze dlaczego my, ze dlaczego sie nie udaje,ze dlaczego tylko kłody pod nogi. Moze Wielki Tydzien przyniesie nadzieje, moze za wstawiennictwem Wszytskich swietych ktorych wzywam uda nam sie doczekac dziecka. Bylismy w sobote na mszy za babcie i ją takze poprosilam o uproszenie tej łaski. Ale do spowidzi nie pojde. Przeprosilam Boga, natomiast do konfesjonalu nie pojde. Rozmowa byla miedzy mną a Nim, osob trzecich nie mam zamiaru w to włączac. Po tym jak podczas ostatniej spowiedzi na pytanie ksiedza czy mamy dzieci powiedzialam ze nie,gdyz mąż jest bezplodny uslyszalam "NO,TRUDNO" stwierdzialam ze nie mam czego szukac u ksiedza. Myslal moze ze mnie bedzie jechal za antykoncepcje a tu zdziwienie. Ale tych slów nie zapomne.

Cześć,
Wreszcie zebrałam się w sobie i postanowiłam prowadzić pamiętnik na ovu. Nigdy nie lubiłam żadnych form uzewnętrznień publicznych, jednak czytając inne pamiętniki czuję się rozumiana i fajnie wiedzieć, że ktoś ma podobnie jak ja, więc postanowiłam, że również spróbuję :)

Dziś mam 11 dc, nareszcie skończyły mi się plamienia. (niestety trwają do około 10dnia :/ ) Od jakiegoś miesiąca przyjmuję przeróżne suplementy na płodność i liczę, że może coś pomoże...Maca, pyłek pszczeli, mleczko pszczele, Mag B6, Kwas foliowy, Ziele przywrotnika... Skrycie (choć teraz już nie do końca skrycie) mam nadzieje, że tym razem się uda...


Wiadomość wyedytowana przez autora 30 marca 2015, 10:48

Margo84 Moje marzenie - duża rodzina 30 marca 2015, 10:25

Zmotywowana wybrałam się dzisiaj do przychodni zrobić sobie małe badanko. No może nie całkiem takie małe, ale dość ważne. Cytologia i usg piersi. Pracuję w takiej firmie, która rokrocznie proponuje swoim pracownikom komplet badań. A ja z chęcią korzystam :) Więc umówiłam się w zeszłym tygodniu. I dzisiaj do dzieła :) I o ile cytologia pobrana, szyjka czysta i zwarta, bez nadżerek czy polipów, to na usg lekarz dopatrzył się 9 mm zmiany. Nie chce mnie straszyć i w zasadzie nie oznacza to nic złego w tym momencie, ale trzeba sprawdzić za kilka miesięcy. Może to być hormonalne, bo akurat jestem w dniach owulacyjnych, a może po prostu po karmieniu jakieś zmiany... Sama nie wiem co myśleć. Muszę to przetrawić.

13 dzień bez @.
Wczorajszy test negatywny, no czego ja się spodziewałam przecież pisałam nawet tu że nie mam owulacji!
Kupiłam termometr owulacyjny, na co mój Em: po co ci to przecież wiesz kiedy masz owulacje.
Mówię mu że wiem, ale jak utrzyma się wysoką temperatura to będę wiedziała, że się udało, a on na to:jasne, nie zaszłas tyle czasu i myślisz że zajdziesz przez jakiś głupi termometr?

Super. Zaczynają się jakieś pretensje, nie powiedziałam mu ze robiłam test a ten chodził za mną cały dzień i się cieszył doszukujac powiększonego brzucha. Dopiero jak mu powiedziałam, że na pewno nie to się odczepil.

I czuję że ma do mnie pretensje, bo przecież to ja jestem chora, przecież to ja mam stwierdzona chorobę nie on, więc to na pewno moja wina.
Jak ja mam się nastawiac pozytywnie i próbować? tydzień bez serduszka. Nawet nie mam ochoty.

A od dziś biorę luteine na wywołanie. Temperatura: 36,8. Ech.
Do dupy.


Wiadomość wyedytowana przez autora 30 marca 2015, 10:48

20+3
Sobotnie zajęcia zaczynały się o 11:20, więc pojechałam pociągiem. Siedzenie w jednej pozycji przez 35 min to nie afera.
Sala, w której mieliśmy wykłady miała tak niewygodne krzesła, że w połowie bloku wykładów, zaczęłam odczuwać ból brzucha i kłucie w szyjce...
Nawet siedzenie później w "strefie studenta" na pufach, w pozycji leżącej niewiele pomogły. Na następnych zajęciach podeszłam do wykładowcy, powiedziałam, że bardzo przepraszam, ale nie zostanę do końca, bo dzidzia mnie gniecie i trochę źle się czuję. Na co on powiedział, że mam jechać od razu do domu. Powiedziałam, że nie, że posiedzę tyle ile dam radę, ale kazał mi jechać do domu i odpoczywać. Powrót pociągiem znowu w pozycji siedzącej był koszmarem.

M. po mnie przyszedł z małą na peron. Poszliśmy po jakieś drobne zakupy na obiad, żebym mogła chociaż trochę rozchodzić ten ból. Wiem, że rośniemy, wiem, że będzie bolało, ale kłucie coraz częściej w szyjce mnie zaniepokoiło.

Wróciliśmy do domu. M. zrobił obiad, trochę poleżałam, wzięłam no spę, ale ból nie mijał. Po południu leżeliśmy w sypialni, odczuwałam regularny niby skurcz raz w brzuchu, chwilę po tym w szyjce...

Zdecydowaliśmy, że pojedziemy na SOR - co prawda niechętnie, bo obiecałam, że się tam nie pojawię wcześniej niż do porodu, ale się przestraszyłam.
Czekałam na USG, bo akurat były dwa cc, a ja nie byłam jakoś umierająca, więc poczekałam na swoją kolej. Dr zrobiła mi USG, żeby sprawdzić szyjkę, potem przez brzuch, żeby zobaczyć czy z małym jest ok. Było serduszko, oczka, nosek, usteczka, rączki, nóżki, paluszki i widziałam nawet soczewkę w oczku. Mały się ruszał, troszkę zawstydził, ale to mnie uspokoiło.

Na koniec, jak tylko zamknęłam drzwi od gabinetu, wybuchłam płaczem. Nie mogłam się uspokoić. Wyłam tak prawie pół nocy. Do tego teściowa przyjechała ze szwagierką, a ta mi nie pomogła... zaczęła płakać, głaskać mnie, uspokajać, znowu głaskać, przytulać, wyć... a ja po prostu reaguję płaczem na stres i musiałam sobie popłakać!

Pojechaliśmy do domu. Spać... wtuliliśmy się całą czwórką w siebie i tak zasnęliśmy...

Wczoraj miałam pierwszy egzamin. Powiedziałam, że pojadę tylko go napisać i wrócę. Nie będę siedziała do 21!
Zapytałam wykładowcę, czy mogę napisać test od razu, bo wylądowałam wczoraj w szpitalu i ze względów zdrowotnych nie będę uczestniczyła w zajęciach. Powiedział, że przed grupą nie mogę go napisać. Mam się umówić z nim na jakiś dzień, wtedy będę mogła to zaliczyć...
W nosie go mam głęboko!!! Nawet się zbytnio nie przejęłam... nasz syn jest teraz najważniejszy, a nie jakiś test!!!!
Wieczorem się dowiedziałam, że to już nie będzie test, a odpowiedź ustna... pffffffff nie obchodzi mnie to teraz...

Biorę no spę 3x1, luteinę 2x100 mg, magnez, PoloCard, witaminy. Myślę, że jeszcze 3-4 dni taki zestaw będę aplikować, a potem odpuszczę no spę. Nie chcę, żeby w razie W przestała mi pomagać...

Dzisiejsza pogoda? Jesienno-ziomowa! Pada śnieg z deszczem. Wieje, jest szaro, buro i ponuro...

Zrobię listę zakupów i idę w kimę.

Mój bąbelek fika od rana! To dobrze, bo przez 2 dni rzadko go czułam :(
Zrobiłam też dwa prania ciuszków naszego synka :D jaki piękny widok... Poprawił mi się humorek :D

Ostanio sobie trochę odpuściłam, cykl mialam jakiś dziwny bo tylko 24 dniowy. W sobotę wybieram się do kliniki uzgodnić co i jak dalej.

goska9789 A SKY FULL OF STARS :) 30 marca 2015, 12:10

Wyniki K.
Poza małą ilością plemników i lekko podwyższonym pH chyba wyszło ok. Znacie jakieś sposoby na poprawę ilości zdrowych kijanek?

http://zapodaj.net/587e80b822fe9.jpg.html


Wiadomość wyedytowana przez autora 30 marca 2015, 12:32

Hej wszystkim! Nareszcie w domu!

Pobyt w szpitalu MEGA nudny, na sali miałam same kobietki w ciąży w tym jedna w bliźniaczej :) Już w sobotę z 6 zostałyśmy tylko we 3 i wtedy przynajmniej ktokolwiek zaczął rozmawiać ze sobą :D A można by myśleć, że sześc kobiet w jednym pokoju, to będzie istny kurnik a tu lipa! Cały piątek i pół soboty prawie żadna buzi nie otworzyła, ale na szczęście potem jakoś poszło. Nie mam wszystkich wyników, ale dam wam te co mam :) Nie dali mi norm ale z tego z znalazłam na szybko w necie to chyba nie jest źle... Tylko nie ma LH, żeby porównać. Ale według znalezionych przez mnie norm, to nie jest źle.

Prolaktyna 150,5 ulU/ml
obc. MTC 763,4 uiU/ml

TSH 1,38 ulU/ml

FT3: 5,3 pmol/l

FT4: 15,27 pmol/l

FSH 4,51 mlU/ml

Glukoza 84mg%
po 1 h: 165 mg/dl
po 2 h: 98 mg/dl

Dostałam skierowanie do poradni diabetologicznej. Zarejestrowałam się dzisiaj na 20 lipca :D Gdybym faktycznie miała cukrzycę, to mogłabym nie dotrwać :D Wspaniała polska służba zdrowia :D

Odebrałam dziś kartę wypisu ze szpitala a tam na karcie pisze że prócz pustego jaja płodowego miałam zaśniad nie -groniasty niepełny słyszałam o tym i czytałam na forum ale nie darowałam poszłam do swojego lekarza i poświęcił mi chwile by mi to wytłumaczyć więc w obrazie USG wyglądało to na krwiak ciemna plama z białymi brzegami więc wyglądało to jak by samo miało się odkleić i usunąć ale lekarz nic więcej nie mówił tylko był taki zamyślony jakiś i powtarzał że jak on tego nie zauważył no i grubość łożyska wynosiła 4 cm :O i postanowił zrobić beta HCG i wartość była zaskakująco wysoka prawie 200 000mlU/ml zupełnie nie na ten wiek ciąży i wszystko okazało się po wyłyżeczkowaniu w macicy . więc zapytałam jak to jest z tym zaśniadem dlaczego powstaje więc powiedział mi tak na stopie koleżeńskiej nie jako doktor bo powiem wam że ja tyle lat u jego ojca się leczyłam a teraz u niego a jako dzieci często się widywaliśmy bo moja mama też chodziła do jego taty a on jest starszy ode mnie jakieś 6-7 lat no i wytłumaczył mi że podejrzewał że to triploidia i że przyczyną tego była pusta komórka jajowa którą zapłodniły dwa plemniki !!! dwa ??? jak to a tak że nie zdolna była by stwardnieć po wniknięciu jednego więc materiał genetyczny prawdopodobnie się zduplikował a mój został do reszty usunięty więc podział komórkowy zakończył się tylko na kilku i wyniku tego powstał zaśniad on lubi takie środowisko i on sam by się rozwijał chyba długo bo beta była wysoka . Wiec jak sama rozumiem powiedział dobrze że nie było zarodka bo dziecko by było bardzo chore . Nie będę tego nikomu w domu opowiadać tylko mojemu M powiem ale wiadomo nie jest to potwierdzone tylko przypuszczenia powiedział że spotkamy się za dwa tyg. na wizycie i wiecie co nie pójde już do innego lekarza bo chodze po innych i niby wszystko dobrze a jak źle zawsze wracam ...bo wiem że tylko on potrafi mi pomóc i wytłumaczyć tym razem kazał się nie martwić bo wszystko zostało wyczyszczone.Kurde a ja właśnie się martwię i chyba bardziej chce mieć to dziecko ale jak pomyśle że znów mierzenie temp. testy owu i ciążowe będą w ruchu to słabo mi się robi ....ale czuje że jestem gotowa na dziecko tylko strach mnie paraliżuje z tego wszystkiego nie zapytałam kiedy mogę znów zacząć się starać ale nic straconego za 2 tyg zapytam , ale ten cykl niech wróci do normalności i później zdecydujemy kiedy to nastąpi.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)