No i już 8dc wlecze się troszku, ale ważne że idzie naprzód 
Zastanawiam się co zrobić - kuzynka o której pisałam w poprzednim poście zaprasza mnie na kawę dzisiaj albo jutro...
Chętnie bym poszła, ale wiem, że będzie mnie ogromnie kusiło żeby zapytać o szczegóły typu czy faktycznie długo się starali (na 99% tak, bo jeszcze jest opcja, że nie chcieli tak długo - co jest mało prawdopodobne) i jak się im w końcu udało - czy naturalnie czy i.v. czy co. A krępują mnie takie pytanie. Nie chcę też absolutnie żeby ona czuła się skrępowana. Nie chcę wchodzić komuś z buciorami w tak intymne sprawy. Poza tym boję się, że się pobeczę albo coś...
A poza tym - jeszcze parę m-cy temu, gdy o jej ciąży nie było mowy - prosiłam ja o spotkanie w 4 oczy. Myśląc o niej jako doświadczonej przez los dużo bardziej ode mnie miałam potrzebę pogadania z kimś w podobnej sytuacji (na żywo nie znam nikogo kto starałby się dłużej niż ja). Potem wydygałam trochę i w końcu rozeszło się po kościach i się nie spotkałyśmy.
Ale temat wrócił jak zadzwoniłam jej pogratulować. I teraz na pewno będzie przy kawie pytać o czym chciałam wtedy gadać... A ogólnie ja mam taki problem, że niby czuję potrzebę mówienia o swoich kłopotach (czuje wtedy mniejszą presję na dziecko im więcej osób wie o tym, że to nie takie proste w moim przypadku - nie wiem czemu to tak działa) ale potem zawsze jak komuś powiem o swojej historii to czuje się źle i żałuję, że o tym opowiadam.
Nie wiem czy ktokolwiek zrozumie ten wpis i o co mi chodzi - bo... JA SAMA NIE WIEM CO JA CHCĘ I O CO MI CHODZI ;]
6t5d Poniedziałek
Weekend upłynął pod znakiem wiosennych porządków. Udało się chatę doprowadzić do stanu używania a P nawet umył okna (co roku go proszę i co roku marudzi). Ja NIE CIERPIĘ myć okien, dlatego sprzątam WSZYSTKO pozostałe, a okna zostawiam mężu
Nie obyło się bez awantury. Standardowo o to, kto co robi, kto czego w domu nie robi i że nie może tak być, że wszystko robię ja
Jest to standardowy element naszego małżeńskiego pożycia. Zawsze potem przez jakiś czas jest dobrze (w niedzielę nawet w ramach spędzania czasu z córką upiekli razem ciastka (!!!), a potem znowu jest tak, że wszystko spada na mnie, co dzielnie znoszę przez chwilę, a potem nie wytrzymuję i wybucham. I w kółko...
Majka podczas całego tego zamieszania najpierw próbowała nas uciszyć, potem poszła i usiadła sobie na parapecie. Pytam:
- co tak tutaj siedzisz?
- patrzę sobie na ten świat...
FILOZOF! 
Jedym słowem na Święta jesteśmy gotowi!!

A tak zupełnie serio, to:
- okien bym pewnie nie myła jeszcze (bo zaraz deszcz spadnie, samochód pojedzie, a że mieszkamy na parterze, to efekt będzie ten sam co przed myciem), ale teściowa chodzi i zrzędzi...
- całą resztę sprzątania też bym w zasadzie mogła ciepłym sikiem olać, bo na Święta wyjeżdżamy, ale zupełnie inaczej się wraca do domu, kiedy w nim pachnie wypraną firaną...
Dawniej było mi bardziej wszystko jedno, na satrość mi się mój zmysł perfekcyjnej pani domu ewidentnie wyostrzył 
Od "stu lat" próbuję coś napisać i jakoś nie mogę się zebrać. Te 4 godziny przed kompem w pracy są wystarczające i trudno mi usiąść w domu i pisać. W zeszły wtorek 17 marca byliśmy razem na USG. Klusek miał 5,1 cm, najpierw ładnie leżał, potem się wiercił. Ale najważniejsze, że jest zdrowy. To pierwszy ważny "egzamin". Długość noska ok, przezierność 1,3mm więc sporo poniżej minimum. Jacek oglądał, gadał, fikał w lewo i prawo
Widać ,że się cieszył i wszystkim by o tym opowiadał
Akurat trafiła się ładna pogoda i poszliśmy na spacerek i zobaczyć mieszkanie, które robią. Od środy jakbym więcej siły miała. Ustąpiło ciągłe zmęczenie, chociaż poranne wstsawanie to nadal koszmar. Jak zobaczyłam, że "to"ma już 5cm i jest tam naprawdę i rośnie, i będzie rosło...przeraziłam się. Nie mogłam zasnąć i od kilku dni o tym myślę. To straszne i okropne, że taki "obcy" będzie rósł do ogromnych rozmiarów. Przeraża mnie to, a potem poród...nie wiem jak dam radę. Teraz do mnie dotarło... 
Od śrdoy strasznie bolał mnie też krzyż, trochę jakby wczoraj przeszło. Każde zmęczenie powoduje napięcie w brzuchu i niepokój. A ze 2 razy miałam żółto brunatny śluz i też się wystraszyłam.
W week, aplikując tabletkę, poczułam że macica jest już wyraźnie wyczuwalna, napięty balonik. Od tygodnia pogorszyła się jakość mojej skóry. Mam suche ręce, twarz, a do tego tonę wyprysków na plecach i twarzy trochę też. 
Acha, według lekarza, Klusek jest starszy o 3 dni. W dniu badania miał 11tyg 6dni, a nie jak ja liczyłam 11 tyg. 3 dni.
Dzisiaj pare naszych fotek 


[/quote]
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 marca 2015, 22:15
Ale mam fajny humor od rana, mimo, że pogoda jest do dupy 
Od samego rana towarzyszy mi kilka piosenek, których słucham zawsze jak mam dobry dzień 
np.
Jermaine Jackson and Pia Zadora - When The Rain Begins to Fall
https://www.youtube.com/watch?v=cD4BgDL5bek
Kaoma - Lambada
https://www.youtube.com/watch?v=iyLdoQGBchQ
Gipsy Kings - Soy
https://www.youtube.com/watch?v=SWDz7xYiXuU
Są też nawet polskie piosenki :
Anna Jurksztowicz - Stan Pogody
https://www.youtube.com/watch?v=GRhpanhkW18
I.... DISCO POLO! 
Akcent - Dziewczyna z klubu disco
https://www.youtube.com/watch?v=m5t3so0Zdos
A przy tej piosence tańczyliśmy pierwszy raz
było to w pierwszych dniach marca 2012 roku na zabawie tanecznej VIII Ogólnopolskich Zimowych Igrzysk Olimpiad Specjalnych w Skarżysku-Kamiennej
) jeszcze wtedy nie byliśmy razem, ale wiecie...jakieś iskierki były
)
Tarzan Boy - Promienie
https://www.youtube.com/watch?v=1BOdJRSLXwQ
Ach, jak cudownie wtedy było
codziennie rano, kiedy witaliśmy się na hali (bo niestety byliśmy przydzieleni do innych hoteli), gdzie odbywały się zawody czułam taaaakie motyle w brzuchu, że o japierdziu! A żebyście wiedziały, jak On seksownie wyglądał (i nadal wygląda!) w czerwonym mundurku

Wszystkie wolontariuszki do niego lgnęły, ale On jest mój!
)
Kiedyś przeglądałam zdjęcia z tamtego wyjazdu i na każdym zdjęciu gdzie jesteśmy w grupie czy jak ktoś nas sfotografował podczas zawodów zawsze był niedaleko mnie
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 marca 2015, 14:00
Po naszym ostatnim wyczynie biegowym (40 minut non-stop, a potem 5-kilometrowy spacer) S bolala stopa. W zwiazku z tym nie biegalismy przez kawalek czasu, mialam nadzieje, ze sie to zagoi i miesnie odpoczna
Caly czas jednak biedny narzekal na ta stope. Dzis sie okazalo, ze biedny ma zlamanie zmeczeniowe kosci (ang. stress fracture). Teraz nie wolno mu biegac przez najblizsze 2 miesiace - a ja sie zastanawiam, jak mam siebie zmobilizowac do indywidualnego wysilku i powalczenia o lepsza figure... Bo po co mi lepsza figura, jak zaraz zajde w ciaze
Biorac pod uwage predyspozycje genetyczne i tak w ciazy bede wygladac jak autobus. Mojej mamie wszyscy mowili, ze bedzie miec blizniaki... 
W ramach dnia w szpitalu - oprocz ortopedy moj S mial tez dzis pobranie krwi i nasienia. Jestem ciekawa co tym razem wyjdzie - tak bym chciala, zeby parametry sie poprawily - i przede wszystkim zeby nic nowego nas tym razem nie zaskoczylo... (no, moze poza niespodziankowa ciaza w tym cyklu
)
Ostatni dzien wizyty rodzicow S, niech mija szybko i bezbolesnie. Juz wkrotce sie pozegnamy, a zobaczymy ponownie na Szwedzkim neutralnym gruncie (czytaj: w dawnym mieszkaniu S) dopiero w lipcu 
[na dodatek chyba mialyscie racje, ze trzeba bylo cos odpowiedziec z tym samochodem, bo teraz S mi napisal w sms, ze dopytywali sie po moim wyjsciu czy wszystko jest miedzy nami ok, bo NAWET JESZCZE AUTA NIE KUPILISMY RAZEM (??) To juz chyba 5 raz napomkneli niby przypadkiem o samochodzie - i co to za niby prognostyk dla zwiazku, wspolne auto?
]
9+4
Powiedziałam dziś w pracy. Najpierw mój kochany Pan kierownik, wycałował mnie i ucieszył się. Potem Pani kierownik. Kurcze serce mi walił jakbym co najmniej była w liceum i zaszła w ciąże z zaskoczenia.
Sama nie wiem czemu się tak zdenerwowałam. Może dlatego, że to nigdy nie wiadomo jaka będzie reakcja. Dostałam wykład, że rodzina jest najważniejsza. Teraz to już z główki:)
Co do weekendu to całą sobotę do popołudnia spędziłam przy garach aż po podanym obiedzie ukochanemu i niespodziewanym gościom, padłam i usnełam.
W niedzielę super! Pogoda u nas była całkiem niezła. Słońce co chwila wychodziło zza chmurek. Wystawiłam sobie leżaczek i tak sobie na nim wegetowałam. Co chwilę przysypiałam, zerkam jak Mój krząta się po ogrodzie. Gdy tylko widział, że na niego zerkam. Śmiał się głośno. Kocham Go bardzo mocno!
I tak oto mamy poniedziałek!
Ech, coś się nie składa abym doczekała się na nasz upragniony cud. W tym cyklu przyjmowałam zwiększoną dawkę CLO i byłam pełna nadziei. Do dziś.... Idąc do pracy zaczęłam się zastanawiać: czy ja o wszystkim pamiętam jeśli chodzi o przyjmowanie leków? CLO wzięte w odpowiednim czasie, kwas foliowy, metformina.... Czegoś chyba brakuje! I takim sposobem przypomniałam sobie o estrofemie, którego zapomniałam przyjąć! Jak to się stało?! Nie wiem. Fakt, bywało że czasem zapomniałam o przyjęciu np. tabletki antykoncepcyjnej ale jednej! A tu minęło już 4 dni i ja nie zażywałam estrofemu! Napisałam do swojego lekarza ale stwierdził, że nie ma sensu od dziś przyjmować dawki, gdyż nie przyniesie to rezultatu a i może mieć to wpływ na całą kurację. Jestem załamana. Tak wierzyłam, że tym razem wszystko będzie ok, że będzie cudowny pęcherzyk i może uda się. Niestety. I mogę mieć pretensje tylko do siebie...
27dc temp. spadła więc @ lada dzień
Odnosząc się do postu wyżej jak napisałam tak zrobiłam, drugą noc spałam ulokowana na podłodze. Mąż pomału zaczyna sie kajać. Są sprawy których podarować nie można...
Kiedy ja będę w ciąży??????!!!!!!!!!
Wiadomość wyedytowana przez autora 31 marca 2015, 18:02
7 TYGODNI RAZEM

Wpis miał być wczoraj ale niestety Tomuś na to nie pozwolił 
Mój Przystojniaczek 

Oczywiście model nigdy nie patrzy na mnie no!
a co mu odwrócę główkę i tak z powrotem na bok bierze 

"No dooobra mamo, uśmiechnę się ale tylko raz i rób zdjęcie!" 

Mój Okrąglinek 

W drodze na zakupy
Śnieżynka 

Ogólnie u nas wszystko dobrze
ALE.. ja wczoraj wieczorem dostałam biegunki
kompletnie nie mam pojęcia od czego. Nic starego nie zjadłam, przez te problemy z wątrobą jestem na diecie wątrobowej także to jest zagadka. No a dziś w nocy mały jednorazowo zrobił (do tej pory spokój i się cieszę bo tak to bym wylądowała z nim u lekarza
) na dodatek rano jeszcze jak ulał to czymś żółtym! No przeraziłam się więc wszędzie dzwoniłam, do bratowej która jest najbardziej na bieżąco (córeczki 5 l. i 1 l.) poradziła właśnie że jak biegunka się powtórzy to mam mu dać węgiel w płynie, sama też wzięłam. A że ulał żółtym to powiedziała że to są te kwasy żołądkowe, mógł szybciej sobie do końca nie odbić i coś go ściskało na żołądku. Moja reakcja była przerażająca. Potem już tylko mlekiem ulewał także się uspokoiłam
Zadzwoniłam jeszcze do przychodni, czy to coś niepokojącego czy mam się martwić a pielęgniarka powiedziała mi dokładnie to samo i kazała to wziąć na spokojnie, bo przecież Tomuś to czuje. Więc mamuśka się nie denerwuje
Kupiłam mu jeszcze witaminę C w kropelkach także będziemy się kurować
Przy tej strasznej pogodzie wszystkiego można się nabawić eh.. Deszcz śnieg, ciągle wieje
a my chcemy iść na spacer!!! Dostaję bzika w domu. Ciekawe jaka pogoda będzie w święta 
Wczoraj jeszcze wieczorem ZNÓW się zastanawiałam czy mam mleko?! Kurcze.. to jest ten minus karmienia piersią !
Tomasz czasami siedzi na cycku co pół godziny i oczywiście moje piersi są jak flaczki, tak miękkie. No i wczoraj zasnął coś koło 19, spał może 20 minut i oczywiście KRZYK! na cały dom. W dodatku ze łzami. Więc lulam, mówię słodko, tulę i cuduję a on dalej krzyczy więc daję mu palec a on co? No oczywiście że wciąga. Mój Głodomorek kochany!
Przystawiłam go do piersi, kilka minut pił a potem zaczął kręcić główką na lewo i prawo szukając cycka a gdy go złapał to possał chwilę, wypluł i znowu płakał eh.. Więc już sama się zaczęłam denerwować, właśnie tą myślą czy aby na pewno mam mleko? Szybko kazałam mężulkowi zrobić herbatkę laktacyjną. Potem przystawiłam go do drugiej piersi, oczywiście powtórka z rozrywki. Wzięłam go na ręce, odbił sobie i w końcu wpatrzony w tv ZASNĄŁ ! 
A dziś Tomaszek jest śpioszkiem!
tfu tfu oby tak zostało. Bo przecież ostatnio miał strajk przez 2 dni. Dziś zasnął o 11:40 obudził się o 14 . Zmieniłam mu pampersika, zjadł i znowu śpi
do tej pory! Dlatego też mogłam się rozpisać haha 
Buziaki Ciotki od Tomaszka ! :* :* :* 
Jutro lekarz. Podglądanie, czy będzie owulacja, ponieważ mam crio na cyklu naturalnym. Zawsze ją miałam, a w tym cyklu, jak na złość, nic nie czuję. Bardzo się zdenerwuję na moje jajniki, jeśli zastrajkowały w tym cyklu.
Nie mam humoru.. Nie wiem czy to dlatego, że ta wczorajsza wiadomość nadal telepie się po głowie, czy to pogoda mnie tak nastraja (pochmurno i pada) czy może jeszcze coś innego.. Tak jakoś czuję się nieswojo i smutno.. Nawet przeszło mi przez myśl, żeby zalać smutki winem, ale muszę jechać do drugiej pracy, także pomysł upadł.. Dowodem na to, że jestem bardzo rozbita jest fakt, że byłam dzisiaj na rekolekcjach, rozmowa o czystości przedmałżeńskiej, a ja oczy pełne łez i musiałam się grubo powstrzymywać, żeby się nie rozryczeć, a przecież to taki temat przy którym nie powinnam ryczeć.. Cały czas po głowie ta znajoma mi chodzi, czy w tej ciąży je czy znów sama zagwarantuje sobie problemy, czy są szczęśliwi..
Idę wieczorem na jogę a potem na trening, w zeszłym tygodniu miałam po treningu świetny humor mam nadzieję, że dzisiaj też tak będzie.. Jutro siedzę cały dzień w domu.. Może posprzątam albo ogarnę ogród trochę, coś zrobić muszę, żeby zabić czas i nie mysleć..
Wpis na szybko 
Moja ksiezniczka dzisiaj podniosla glowke super wysoko i trzymala dlugo, az udalo mi sie w koncu zrobic zdjecie. Ponadto udalo jej sie przewrocic z brzucha na plecy
Fakt, kanapa jej lekko pomogla, ale zawsze
Te cwiczenia na prawde jej duzo daja.
Dzisiaj rano podjechalam znowu z analiza moczu,zeby juz sie upewnic czy jest wszystko ok..i wyniki dobre... Wiec piatkowy posiew moczu tez pewnie bedzie dobry..
ma byc dzisiaj po 17 bo dzwonilam do laboratorium sie pytac..
Ale pieczenie pochwy dalej jest..
uzylam 3 globulki macmiror co mi przepisal gin na nfz,a zamiast w czwartek na wizyte podjade jutro..i niech cos zaradzi na te pieczenia i zerknie czy wszystko ok..bo boje sie 
A na usg podjade w czwartek tak jak mialo byc.. No chyba ze mnie nie przyjmie..ale zapewne przyjmie.. 
Mam dosc juz tych ciaglych infekcji ! 
Posiew moczu jest ok..wiec to napewno nic z pecherzem..wiec albo infekcja pochwy,albo od luteiny..
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 marca 2015, 18:22
No i po wizycie, wyszło tak średnio...
Ze złych wieści podobno mam jakąś torbiel w łożysku, na razie 2cm z tego co zrozumiałam więc nie za duża, ale do obserwowania. Mam nadzieje że nie urośnie, a wręcz zniknie...
Potem gin mnie trochę przestraszyła, że dziecko jak by małe, ale potem ustaliliśmy z mężem że jednak ona źle policzyła i myślała że ciąża trochę starsza i stąd ten problem. Przynajmniej taką mam nadzieję...
Wszystkiego się dowiemy za 2 tyg na prenatalnych...
Mimo złego trochę humorku poszłam do sklepu z akcesoriami dla dzieci
mój typ fotelika besafe sleep totalnie odpada, bo nie wsadzę go do swojego auta, ale mamy nowy typ:
http://www.kiddy.de/pl/nosidelka/babyschalen/nosidelko-kiddy-evolution-pro2.html

Też umożliwia zmianę pozycji dziecka, jest ciut mniejszy i ciut lżejszy
sprzedawczyni wyjątkowo go polecała.
No i poleciła nam wózek: JEDO FYN MEMO, muszę poczytać ale wydaje się spoko.
Edit: Im dłużej o tym myślę, tym bardziej się boję, że stracę kolejne dziecko
a był już taki spokój
było tak fajnie
już uwierzyłam, że tym razem się uda ;(
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 marca 2015, 20:23
11 dpo
Nie wytrzymałam i zrobiłam wczoraj test. Negatywny! Rozpieprzyło mnie to totalnie!Jakbym go nie zrobiła to ewidentnie byłabym pewna ciąży. Wykres niby trójfazowy, od paru dni meczą mnie mdłości - poranki sa koszmarne! Ledwie otworze oczy to bym najchetniej puściła pawia... Cały czas jestem zmęczona i rozdrażniona. Boli mnie podbrzusze wdęcie mam takie że się schylić nie mogę... Pojechaliśmy wczoraj z M na basen - zmarzłam jak pies i ku własnemu zaskoczeniu nie chciało mi się pływać - mi! przeciez ja bym mogła pływać nawet w kałuży taki ze mnie wodnik szuwarek a wczoraj pokręcilam się i wyszłam z wody. Poszłam z M na solarium - on sobie spiekł poślady mi w międzyczasie czekania na wolne łóżko zrobiło sie słabo i tyle było z mojego opalania... Eee tam w czwartek o ile wcześniej nie przybędzie @ pójde zrobić bete.
A teraz póki co idę z Nieletnią piec zające 
Wróciliśmy z usg, widać było tylko pęcherzyk ciążowy oczewiście ja panikara już się zmartwilam ale lekarz uspakajał mnie że na tym etapie ciąży ma prawo tak być i żeby się nie martwić bo jest wszystko dobrze
następne usg dopiero 20kwietnia chyba oszaleje!!!
ooooooooOOOOOOO MAAAAATKOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOO!!!!!!!!!!!!!!!!!
http://pokazywarka.pl/i1mvix/
Zrobiony godzinę temu, bo niewyraźnie się czułam
Bez wątpienia jest tam kreseczka, ale czy to nie wadliwy test?
Dziś 30dc, nie wiem kiedy miałam owulkę.
I co to ma być? Teraz? Teraz się udało? Kiedy nie brałam leków?! i nie byłam pod kontrolą u żadnego lekarza?!
Jakoś mi się wierzyć nie chce 
Nawet się nie staraliśmy..czekaliśmy cierpliwie na wizytę u Naprotechnologa.. daliśmy sobie ten cykl na odpoczynek.
To jakiś nonsens
)))))))))))))))))))))))))))
10 tydzien czyli 9+4
Pare dni do świat
i piękny plan wyjazdu na pare dni nad ocean
Jutro tez następna wizyta u lekarza , wiec sie zapytam czy kilka godzin w samochodzie nie będzie problemem . Osobiście wydaje mi sie , ze nie , ale zapytać warto. Mój małżonek najchętniej oprawilby mnie w ramki i postawił z napisem nie dotykać .
Samopoczucie - no cóż , czasem lepiej, czasem gorzej . Głowa świruje jak już za dobrze sie czuje , ze coś nie tak , a jak znów przyjdą niespodziewanie mdłości, narzekam , ze już mogłyby sie skończyć . Dziwny ten mój mózg , dziwna jestem ja
nie ma dnia , żebym nie myślała o ciąży, dotykała brzucha, martwiła sie czasem ....ale jeszcze dziwniejsza jest moja siostra ..... Ona nie chce myślec o swojej ciąży , mówi, ze to jeszcze nie czas , ze czuje sie dobrze, nic jej nie dolega, myśli o rosnącym brzuchu nawet nie dopuszcza . Nie chce nikomu nic mowić , a jej maz cały czas jej truje kiedy może powiedzieć innym
U nas odwrotnie , mój małżonek nie spieszy sie , zeby poinformować swoją rodzine . Chyba obawia sie, ze jego mama , która jest przeciwna invito , zapyta sie czy przypadkiem tego nie zrobiliśmy ....... Nie chce jej robić przykrości , ale moim zdaniem tez nie powinnismy jej kłamać . Ja mam niewyparzona buzie i odpowiedziałabym pytaniem na pytaniem, czy jak wnuczek czy wnuczka z ivf to będzie mniej kochać ? Ale Robert tak nie powie.... Przykro mi, ze nie możemy sie podzielić naszym szczęściem tak do końca ..... Zeby oni wiedzieli ile to nas kosztowało ... Nie.... nie chodzi już o pieniądze , ale przygotowań, wcześniej leczenia, operacji, niepewnych diagnoz , znów leczenia, wizyt, badań, kiepskiego samopoczucia , poklotego brzucha, a pózniej tyłka...i dołów, co będzie jak sie nie uda.... Pózniej nadzieji..... Ze jednak ...... I tego dnia , kiedy pierwszy raz usłyszeliśmy bicie
serduszka ..... ehhhhh....
Często myśle sobie , ze jestem nieudana synowa , nie dosc , ze po rozwodzie , to jeszcze , zeby mieć dzidzisia , zamiast modlitwy , zrobiliśmy ivf 
Nie , żebym to usłyszała od mojej teściowej, nie !!!! Ale moja głowa tak myśli ...... Jakoś tak czuje ......
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 marca 2015, 19:30
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.