nadal co 6min..mocniejsze ale nie czestsze..jdalo mi sie zdrzemnac godzjnke..pewno dopiero jutro urodze...w szpitalu mam byc jak beda co 5min lub jesli wody pojda.
Chcialam Wam sie pochwalic moim wczorajszym obiadkiem - bigos we wlasnorecznie upieczonych chlebkach 
Jestem z siebie dumna
Zdjecia robione na szybko, co prawda, no i nie oddaja smaku... A bylo pysznie 
Co do mojej wysokiej temperatury - po czesci jest taka dlatego, ze w ten weekend mierze pozno - o 1,5 godziny pozniej niz zwykle
Nie ma co sie cieszyc, niestety. Dziekuje mimo to za wszystkie pozytywne wiadomosci 
Wiosny zycze Wam, kochane. Na dworze i w sercach 
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 lutego 2016, 22:19
Kobiety przyjmujące co najmniej 40mg żelaza dziennie, mają większą szanse na zajście w ciążę. Żelazo jest niezbędne do prawidłowego funkcjonowania komórki jajowej i chroni przed niepłodnością owulacyjną. Zadbaj zatem o odpowiedni jego poziom w organizmie. Wybieraj warzywa i owoce bogate w żelazo (buraki, szpinak, pestki dyni, suszone morele, botwinkę, rośliny strączkowe). Żelazo zawarte w mięsie, choć bardzo dobrze przyswajalne, zawiera inny rodzaj żelaza, nie wpływający na płodność.
Zatem mamy nowego winowajce.. Nasze niepowodzenia to wina anemii;)
No to zaczęliśmy 6 tc.
Nieletnia chyba czuje pismo nosem - odkąd dowiedziała sie że będzie starszą siostrą taka się z niej zrobiła przylepa że jej nie poznaję. Jak akurat nie ma przy sobie swojej kuzynki-bliźniaczki to jest masakra. A masakra powiększy się jeszcze bardziej jak kuzynka-bliźniaczka sie wyprowadzi za dwa tygodnie. Mnie samej chce sie płakać jak pomyślę że moje "przybrane dziecko" wyjedzie. A to dlatego że obie Nieletnie przez rok czasu chowały sie razem... Tak tu było wesoło z tymi dwiema dziewczynkami a teraz moja osobista Nieletnia zostanie sama 
Moja ciąża zaczyna przypominać ciążę z Nieletnią - dziś zaczyna mi przechodzić katar i zauważyłam że zaczynają drażnić mnie zapachy. Mdłości męczą mnie cały czas - raz mocniej raz słabiej.
Rower, lody, chill na słońcu 
!
dzisiaj jest chyba apogeum @ wyszłam do sklepu i już za moment musiałam wracać bo bałam się że przemoknę... dobrze że dzisiaj niedziela i nie musze w pracy siedzieć bo kiepsko to widze....
dzisiaj wstałam z myśla nowy cykl nowe starania nowe nadzieje.... i oby tak zostało
od tego cyklu mąż bierze salfazin i kwas foliowy a ja zatanawiam sie nad żelazem...
Ostatnio zauważyłam ze mały ma główkę trochę krzywą - czoło z prawej strony bardziej uwydatniony. Z lewej od góry troszkę płaskie miejsce itd.
Zaczęłam zastanawiać się czym spowodowane.
Przypomniałam sobie...
Podczas cc lekarz mówił, ze mają problem z wyciągnięciem . Synek był tak ułożony i ciasno główka była wciśnięta w łożysko i w dol kroku, że ręką nie mógł główki jego przekręcić ,aby uwolnić i wyciągnąć jego.
Dopiero po ładnych kilku minutach udało sie przekręcić główkę i wyjąć go ze mnie.
Miał zasinienie na lewej stronie plecków.
Zaczęłam się kilka dni temu zastanawiać w sprawie poduszki headcare. Raczej na zwykłych płaskim materacu ewentualnie podłożenie czegoś pod plecki aby ułożyć tak ,aby główkę miał przekręconą na właściwą stronę nie pomoże.
Oczywiście zapytam sie pediatry jak umowie się na szczepienie pierwsze w przychodni na przyszły tydzień.
Wczoraj byliśmy na bioderkach.
Wyprawa marzeń dosłownie.
Mżawka padała. Ja Maksia wzięłam w gondole. Moja mama i siostrzenica mojego terroryste.
Oczywiście z przystanku do przychodni - cyrki robiła. Cokolwiek powiedzieć nie daje skutków. No ale taki charakterek ma.
Na wizycie podczas usg doktor kilkukrotnie robił zdjęcie.
No i oczywiście ułozenie w brzuchu kłania się...
Lewe bioderko niewykształcone do końca.
Pieluchowanie mamy od wczoraj.
Na dodatek wczoraj mieliśmy na zakupy jechać jak odbiorę męża z pracy.
I tu niespodzianka 😬, mąż później skończy.
Pierwszy dzień w pracy jego po L4 na opiekę na mnie, tatusiowym i tydzień urlopu na święta. A musiał juz 12h siedzieć.
Dzisiaj oczywiscie rowniez na zakupy po jego pracy mieliśmy na zakupy jechać skoro wczoraj nie udało sie.
Niespodzianka ! Musiał zostać w pracy ! 😣
Na to wygląda , ze on wszystko umie i musi robić za kogoś bo inni patrzą się...
Jak tak dalej pójdzie to powiedział , ze chyba pójdzie po podwyżkę.
Kontrola bioderek 14 lutego. W Walentynki. Oby było wszystko ok. Bo później będzie gorzej jak zacznie ruszać się więcej.
Już teraz nie śpi pół dnia. Jest żwawy. Głowa do góry od kiedy miał z tydzień. A na początku tygodnia- w pon bodajże trzymał główke ponad 1min wysoko leżąc na brzuszku.
Corka oczywiście lubi pomagać karmić. Przyjdzie popatrzeć na zmianę pieluchy i jak 💩 to jest bleee
Hehe
Gdy płacze- empatia u niej bierze górę i ona pojękuje. Pokazuje na niego.
Staramy uczyć ją nowych słów. Ale uparta jest. I gada po swojemu. Niczym po chińsku 🤣.
Choć codziennie wyzwaniem jest zajmowanie się tą dwójką i czasami przez terrorystkę nerwy puszczają. Nie zamieniłabym na nic w świecie te moje dwa cuda.
Mam świąteczne wyjście do SPA i nie zawaham się go użyć !! Hihi ale to już zapewne na wiosnę. 😋
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 stycznia 2023, 07:38
Denerwuję się. Miałam się nie nakręcać, ale chyba nie udało mi się tego uniknąć. Dzisiaj temperatura nieznacznie spadła i od razu myśl - a więc nic z tego! I to uczucie rozczarowania
Powtarzam sobie, że spadek minimalny, w poprzednim cyklu już wyraźnie leciała w dół, więc nadzieja jest. Dzisiaj 10dpo, moja faza lutealna to 10-11 dni, więc o ile dobrze wyłapałam ovu, wszystko wyjaśni się za jakieś dwa dni.
Jutro idę do nowej ginki i tym też się trochę stresuję, choć zupełnie nie mam czym. Ale nie wiem, od czego zacząć, jak wyjaśnić, czego w zasadzie oczekuję. Głównie chyba tego, żeby znaleźć lekarza, z którym poczuję się bezpiecznie. A wiem, że jak tylko zajdę faktycznie w ciążę, zacznie się etap strachu o maleństwo. Bo jak się nie bać, kiedy poprzednio wszystko szło tak dobrze, a maleństwo straciłam?
Powoli dochodzimy do siebie i nabieramy energię na dalszą walkę 
Jesteśmy za wizytą w klinice, pani doktor bardzo pozytywnie Nas zaskoczyła, powiedziała, że wyniki M nie są takie fatalne i że nawet z takich mogą być dzieci
Zleciła konsultację genetyczną, dla mnie AMH i zabroniła się starać bez niej bo każde kolejne poronienie może nam zamknąć drogę do programu rządowego. Z wynikami mamy wrócić i wtedy decyzja co dalej ale wstępnie proponuje 2-3 cykle na stymulacji (nigdy nie byłam stymulowana), później 2-3 inseminacje i jak to się nie powiedzie to akurat mini rok od pierwszych wyników M i wtedy kwalifikacja.
Gentyk w pon zobaczymy co powie bo niestety historie w mojej rodzinie dają sporo do myślenia, wynik AMH- 2,84.
Czekamy na resztę i konsultacja ponowna i w inviccie i w inviedzie dla konfrontacji czy inseminacja ma w ogóle sens przy takich wynikach (do tej pory pewnie powtórzymy jeszcze badanie M). W invimedzie sugestia była jedna- in vitro, w inviccie- dajmy sobie czas i im szanse a in vitro będzie na końcu tej drogi. NIe wiem co o tym wszystkim myśleć...
19 cykl starań rozpoczęty.
Postanowiłam zacząć pisać i ja. Dla siebie i może dla kogoś. Może komuś przydadzą się moje wypociny - na to liczę. Przyszła prawdziwa wiosna, a ja zaczynam żyć. W końcu chce mi się być, robić, marzyć i planować. W zeszłym roku o podobnej porze odliczałam sobie co zrobię jeśli zajdę w ciążę przed ślubem - podczas gdy wszystko mamy już zaplanowane, suknia już po pierwszych przymiarkach itp. A gdy przychodził okres - płakałam, obwiniałam siebie, narzeczonego, wszystko wokół było złe. Potem znów czas optymizmu, że damy radę prędzej czy później. I kolejne załamki - bo wokół mnie coraz więcej małych dzieci, ciąż, krąg bliskich znajomych bez dzieci coraz bardziej się zawężał. Zaczęłam ograniczać więc takie kontakty - nie umiałam sobie z tym poradzić. Ostatnio złapałam się z kolei na tym że myślę co zrobię jeśli zajdę teraz w ciążę - umowa do września (kolejna na czas nieokreślony - więc kusi), zaplanowane wakacje we wrześniu itp. A potem opierniczam siebie w głowie - że przez takie myśli to też nic nie chce się u mnie zagnieździć. Więc przestaję liczyć, wyliczać, odliczać, co ma być to będzie. No i dbam o siebie oraz o męża (oprócz moich problemów, mąż też ma problemy z nasieniem - ruchliwością plemników). Żeby nie załamywać się podczas oczekiwania zaczęłam chodzić na fitness i cieszyć się z bycia we dwójkę. Boję się pytań o ciążę - o naszych problemach wie tylko moja przyjaciółka. Na razie odpowiadam że przecież czekam na kolejną, bezpieczną umowę (że taka niby jestem odpowiedzialna). Tylko co wymyślę jak już tę umowę dostanę?
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 kwietnia 2015, 13:25
22+2
Siedzę na zajęciach.
Mały dopiero zaczął fikać. Już się bałam, że znowu uczelnia i znowu jakiś problem będę miała.
Prezentację przedstawiłam bez problemu. Stałam cały czas, a przy pytaniach wykładowcy usiadłam. Całkiem nieźle nam poszło.
Teraz tylko angielski i do domu.
Wracając do koleżanki o której pisałam to dzięki odkryciu przyczyny-tkwiącej w krwi- udało się jej po 12 latach!! Podnoszą na duchu takie informacje:)
A ja czekam nadal i z tego czekania pojawiły się: bezowulacyjne cykle i nowe torbiele przy jajnikach-mam nadzieję że czynnościowe..
ja nawet nie wiem czy bede w stanie kiedykolwiek starac sie o dziecko?
a mialo to byc wspolne dziecko z mojego obecnego zwiazku w ktorym bylam tak szczesliwa
Wrocilam po dlugiej przerwie,
Przegapilismy owulacje w tym miesiacu wiec nawet sie nie ludze, do tego mam chyba grype zoladkowa, moj P. mial nadzieje ze to moze stan blogoslawiony ale dalam mu znac zeby nie robil sobie nadziei. przy takiej wysokiej temp progesteon powinien bbyc wysoki czyli gdybym byla to maialabym jakies obajwy a nie mam nic, ani bolu piersi I macica jest miekka wiec raczej nic z tego.. pewnie sie czyms zatrulam.
P.S. bylam wczoraj na urodzinach wujka I nastepna kuzynka jest w ciazy... juz sie tym tak nie martwie przyzwyczailam sie... zyje sobie w tej mojej mydlanej bance nadzieja ze moze w przyszlym miesiacu sie uda
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 kwietnia 2015, 16:33
No i nie trzeba było czekać do przyszłego tygodnia:( @ przyszła niespodziewanie dzisiaj ! Załamka, niedowierzanie..... Już mam dosyć , odpuszczam na jakiś czas leczenie.
Brak pieniędzy , brak nadziei , pustka 
ciaza zakończona
w 38 tyg. Nasza druga miłość
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 kwietnia 2015, 17:17
26 VII 2023
19 cs 15 dc 2 dni po punkcji
"Niezależnie co wyjdzie z in vitro - my musimy żyć dalej" - właśnie tymi słowami Mąż otrzeźwił mój umysł w drodze powrotnej do domu po punkcji. Gdy zaczynałam panikować z powodu spóźniającego się telefonu od embriologa, On idealnie na swój sposób sprowadził mnie za ziemię. I to właśnie wtedy uświadomiłam sobie, że cała procedura mimo iż bardzo ważna to jednak tylko etap. Coś z jednej strony bardzo istotnego ale z drugiej - nie mogącego determinować Naszego życia. To minie, tak jak wszystko inne, niezależnie jakie będzie zakończenie. Odczuwam dziwny spokój. Mam wrażenie jakbym doszła do punktu, który był mi pisany.
***
Stało się - zdobyłam bazę. 24 lipca miałam punkcje. Strach miał wielkie oczy. W klinice musiałam wstawić się po 8 rano - musiałam przebrać się w koszule i wypełnić ankietę dla anastezjologa. Później położna założyła wenflon i musiałam czekać na swoją kolej. Na sali byłyśmy w trzy. Najpierw były nieśmiałe uśmiechy - później poznawałyśmy nawzajem swoje historie. Każda z Nas przebyła inną drogę ale łączyło Nas jedno - NADZIEJA. Nie rozmawiałyśmy o transferze jakby podświadomie nie chcąc niczego zapeszyć. Liczyło się tylko tu i teraz. Na salę zabiegową weszłam ostatnia - położyłam się na łóżku, które przypominało fotel ginekologiczny. Przypięli mi nogi i dostałam zastrzyk. Nie wiem kiedy zasnęłam, było już po wszystkim. Położna pomogła mi dojść do swojego łóżka, przykryła kołdrą i odleciałam znowu. Po ok. 20 minutach posiedziałam jeszcze chwilę na łóżku, przebrałam się w swoje rzeczy, wyjęto mi wenflon i wyszłam do Męża na korytarz. Chwilę poczekaliśmy na konsultacje z lekarzem - poinformował Nas, że pobrał wszystkie jajka, a 6 najbardziej obiecujące wytypowane zostały do zapłodnienia. Dwa z nich okazały się pustymi jajami, więc wracaliśmy do domu ze świadomością, że na stanie mamy 4 szanse. Mieliśmy czekać na informacje od embriologów ile z nich udało się zapłodnić. I tak w kolejnych dniach żyłam od telefonu do telefonu próbując zagospodarować sobie czas pomiędzy aby zbyt wiele nie myśleć. W trakcie jedna komórka zdegradowała i udało się zapłodnić trzy.
Także jak można przeczytać - moim zdaniem in vitro jest bardziej wyczerpujące psychicznie niż fizycznie. Po punkcji ciągnęły mnie jajniki jak przy mocnym okresie ale z każdym dniem jest lepiej. Najgorzej dokuczają wzdęcia - ale obwód brzucha jest bez zmian.
***
Mamy 3 Kropki. 🍀🍀🍀
Dzielnie walczą, dzieląc się równo. Transfer jest zaplanowany na sobotę. Bardzo mnie to cieszy, bo w tygodniu Mąż nie miałby możliwości mi towarzyszyć, a chciałam żebyśmy przeżyli to wspólnie. Gdzieś mignęły mi statystyki, że minimalnie większe szanse są przy 5dniowych zarodkach. Po telefonie od embriologa popłakałam się. Łzy płynęły jedna po drugiej - łzy szczęścia, ulgi i nadziei. Cudowne oczyszczenie kryzysowych momentów. Wiem, że jesteśmy w stanie stworzyć rozwijający się zarodek, że coś co było nierealne przez tak długi okres - teraz czeka na Nas. A ja - po raz pierwszy od prawie dwóch lat będę w stanie fizycznie zostać Mamą. Dostanę szansę, będę miała w sobie nowe życie - Kropka, który zdecyduje jak długo będzie chciał ze mną zostać. Magia.
***
Na szlaku stoję przed bardzo trudnym podejściem na szczyt. Spoglądam w dół i widzę jak cholernie wysoko weszliśmy. U podnóża szczytu zauważam dawną siebie. Widzę przestraszoną Lipcową, która niepewnie zerka w stronę szczytu. Dostrzegam jak rozgląda się za inną drogą, raz po raz przepakowując plecak i nie wiedząc co zabrać ze sobą w podróż. Nie widzę dobrze jej twarzy ale wydaje mi się, że płacze. Domyślam się, że strach, poczucie niesprawiedliwości i samotność nie opuszczają jej nawet na chwilę. Macham do niej z góry, próbuję zawołać, dodać otuchy i pocieszyć ale wiem, że mnie nie słyszy. Jej postać zaciera się z każdą sekundą - znika. Tej Lipcowej już nie ma. Wejście na szlak zmieniło wszystko - łącznie z Nią samą..
Ćwiczę, ćwiczę i kwiczę! Niby ludzie widzą efekty, ale ja ich nie zauważam, może i mieszczę się już w spodnie, w które nie wchodziłam, ale i tak chcę więcej!
Trenerka nadal nie pozwala ćwiczyć mi brzucha, powiedziała, że minimum trzy miesiące trzeba odczekać od laparo. Oczywiście jej słucham, chociaż mam ochotę paść na podłogę i robić setki brzuszków, bo brzuch dalej taki sam
Do tego mam uzależnienie od czekolady!! Nienawidzę jej, a jednocześnie nie mogę bez niej żyć
Czytałam o tym i okazało się, że to uzależnienie nazywa się czekoladoholizm i jest to poparte badaniami naukowymi! Ja chcę się od tego uwolnić! Koniec! Muszę mieć motywację, a co jest niby większą motywację niż chęć posiadania dziecka? Kochany Aniołku, mam nadal nadzieję, że w końcu będę mogła Cię ujrzeć i tulić w swych ramionach, dlatego robię to dla Ciebie! Dla Ciebie moje Marzenie :*
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.