dzięki dziewczyny za radę...zrobiłam wiec tylko progesteron...tak tylko z ciekawości, jutro wynik. Na resztę badań poczekam..zapisze się do ginekologa i poproszę o skierowanie.


28tydz i 6 dni

dziś pogoda nie zachęca ani do spacerów, ani do sprzątania, ani do uśmiechu ;/ deszcz, deszcz...wkurza mnie taka pogoda, bo czuję sie trochę kiepskawo na duszy :P przygnębia mnie. Wczoraj było tak pięknie, ciepło, słoneczko grzało :)
Brzuszek rośnie coraz szybciej i bardziej :) Mój synek już nieźle się rozpycha :)za tydzień kolejna wizyta u ginekolog. Odebrałam wyniki krwi kolejne i moczu, krew jak zwykle słabo, ciągle coś podwyższone lub obniżone. W moczu wykryto azotyny, nie wiem co to znaczy ale ogólnie badanie nie jest az takie złe oprócz tych azotyn.
Już się nie mogę doczekać Mikołaja, chciałabym go juz przytulić i mieć przy sobie. I chciałabym wrócić już do "swojej" skóry i ubrać sukienkę i szpilki i czuć się atrakcyjnie przed męzem :) Jeszcze 2,5 miesiąca i będziemy wracać do formy :) Mam nadzieję, że pójdzie mi sparwnie! :P
Mąż nadal w Krakowie, chciałabym żeby już wrócił...niby szybko leci ten czas, bo za dwa dni bedzie już miesiąc jak tam jest więc zostaną jeszcze dwa. Będzie miał to w końcu z głowy i nie będzie nas juz opuszczał :)
Wyjechałabym sobie na wakacje ale obiecuje sobie, że za rok pojedziemy w trójeczkę :) Mikuś będzie miał juz roczek to spokojnie z takim maluszkiem bedzie można wyjechać na kilka dni :)

18dc nie mierzyłam temperatury codziennie i nie wiem kiedy nastapil skok hmm ale jakos pokrywa się to z pozytywnym testem ovu :)serducha sa teraz potrzebujemy troszkę szczęścia :) Przeprowadzilismy rozmowe z moim mezem i powiedział mi ze do pełni szczęścia brakuje nam tylko maleństwa i ze on pojdzie na te badania, zebym go umowila wiec jak się miesiaczka pojawi zapisze mojego meza na badania :) amoze nie będzie trzeba :) ahhhhh

Terraska Czekamy na pisklaczka :) 6 maja 2015, 10:32

7t (6t5d)

Powiedzialam szefowi o ciazy, jednej osobie z HR zanioslam zaswiadczenie od lekarza... i powiedzialam tez w tajemnicy kilku najblizszym kolezankom ;) Wszyscy zareagowali zupelnie w porzadku :) Dostalam tez papierek podpisany od osoby z HR, ze zglosilam ciaze - nawet byla zaskoczona, ze tak wczesnie przynioslam ten papierek ;) Chyba wszystko bedzie dobrze :)

A teraz siedze w pracy i udaje, ze jestem zajeta. Ludzie chodza wokolo mnie, zalatwiaja sprawy biznesowe... lecz prawie nikt nie wie jeszcze jakie duze zmiany przyniosa dla mnie kolejne miesiace :)

Z USG połówkowego wynikało, że dzieć jest nieco mały jak na ten wiek ciąży, tak ok 5 centyla. Żeby nie żyć w ciągłym niepokoju umówiliśmy USG na 5 tygodni później czyli na dziś. Pani dr bardzo miła, dokładnie obejrzała naszego karalucha, pomierzyła, omówiła i ogłosiła że będzie córa. Alka tak się zaprezentowała do kamery, że nie ma wątpliwości (nawet tatuś nie miał), że tam siusiaka nie ma :). Z pomiarów wynika, że ślicznie rośnie i skoczyła nam na 50 centyl i nie ma się absolutnie o co martwić, także następne USG w terminie czyli po 30 tc <3

Ja za to staram się być bardziej aktywna, przynajmniej fizycznie i chodzę raz w tygodniu na basen oraz zintensyfikowałam spacery do dwóch dziennie (pies się cieszy).

Nałogowe palenie prowadzi do uszkodzenia DNA nasienia.
Palenie pogarsza jakość spermy.
Zmniejsza liczbę plemników o około 23% oraz wpływa negatywnie na ich ruchliwość – zmniejsza ją aż o 13%. Zmienia się także ich struktura, występuje więcej plemników uszkodzonych, niezdolnych do zapłodnienia.
Zwiększa się także prawdopodobieństwo wystąpienia wad u płodu.

Kuuurcze przez te wpisy w dyskusji na priv wzięło mnie na sentymenty i oglądam zdjęcia ze ślubu :) Szkoda, że ten dzień tak szybko mi minął..

@ nadal nie ma, Cierpliwie czekam :)

dzabuch moja terapia 6 maja 2015, 11:58

14+6

Jakoś nie wydawało mi się, żeby mój gruboskórny facet przejmował się nami dokąd nie zobaczyłam go w akcji, jak wykrzykiwał w supermarkecie, że to skandal, że muszę z brzuchem stać w kolejce po mielonkę!
Zdałam sobie sprawę dziś w nocy, że nie jestem niezniszczalna a zmęczenie ostatnio znów daje mi się we znaki. W nocy poczułam
dziwny skurcz! Bardzo bolesny! Mama wrażenie, że zbyt szybko, gwałtownie się wyprostowałam i moje ciało mi przypomniało, że siedzi tam maluch i ma mało miejsca. Wystraszyłam się, jak podkuliłam nogi to już było dobrze. Niby po 15 tygodniach zaczyna się czuć pierwsze ruchy dziecka. No i mam wrażenie, że ten mój brzuch zaczyna żyć własnym życiem. Tu zakuje, to zaboli, jakoś tak inaczej niż do tej pory! Nie liczę na to, że to już, jednak jest inaczej jakoś.

Przesadzam z pracą ostatnio, strasznie dużo pracy mamy jakieś wiosenne nasilenie pacjentów. Może moje zwolnienie systemowe, ale mam dość wracam zmęczona. Co więcej w sobotę wyprowadzam się do naszego wspólnego konta. Tatusiek jest tam już od tygodnia. W weekend dołączam, pakuję różne rzeczy i nie widzę sensu!.
Spakowałam całą torbę bluzek i chciało mi się płakać, bo po co, skoro i tak zaraz się w nie nie zmieszczę. Kupno nowych jakieś trudne jest, bo nic mi nie odpowiada! Kilka nawet wczoraj kupiłam , czuje się w nich mało kobieco i czuję się w nich ciężko jak worek na kartofle! Mam jakąś chandrę chyba!
Zaczęła się ciepła pogoda i już puchną mi nogi. Do tego jeszcze letnie buty, które wiecznie mnie obcierają i nic mi nie pasuję. Rodzice już płaczą, że się wyprowadzę. Wkurza mnie to i boli, bo za moim bratem tak nie tęsknili a ja mam wyrzuty sumienia, że ich opuszczam. I bez ich smutków jest mi ciężko.
Przynudzam a może to pogoda mnie tak nastraja!

Kali jak zwykle zrobiła wpis na czasie :D Właśnie kupiłam książkę Tracy Hogg i próbowałam uśpić dziecko po jejniemu. Bez szans. Twierdzi, że noworodki nie mogą się skupić na płakaniu, poklepywaniu i szeptaniu i w końcu się uspokajają. No dobra, moja faktycznie nie może się skupić na tych trzech rzeczach, dlatego ignoruje dwie ostatnie i drze się wniebogłosy :P
Poza tym pisze, że takie maluchy nie potrafią trafić do buzi rączkami - moje trafia bezbłędnie.
Pisze, żeby dzieci zawijać do trzeciego miesiąca. Moja obecnie przy próbie zawijania wrzeszczy jakby ją ze skóry obdzierali. Rączki muszą być na wierzchu i koniec!
Pisze, żeby nie lulać, nie brać do swojego łóżka, bo nie nauczymy dziecka zasypiać samemu. Otóż po dziennej próbie "nauki" samodzielnego zasypiania, która zakończyła się fiaskiem, w nocy odłożyłam małą samą do łóżeczka i trach - śpi. Czyli że umie :D Zasnęła tak dwa razy, potem kolejne dwa już się darła, żeby ją lulać. A teraz śpi w naszym łóżku. Zła matka ;)
Powinna mieć ustalony plan dnia - jedzenie, zabawa, sen i tak w kółko. A ma jak wyjdzie. Czasem po jedzeniu pójdzie spać, przecież nie będę jej budzić jak potrzebuje... Czasem chce być dłuuugo aktywna a potem jest znowu głodna. Prawda jest taka, że trudno mi jeszcze czasem rozszyfrować czego potrzebuje moje dziecko - Tracy pisze, żeby przyuważyć moment w którym dziecko chce już iść spać. Bez szans. Najpierw ziewa, ale jest jeszcze za wcześnie i nie zaśnie, a potem już drze się i nie można jej położyć samej. Gdzie jest ten moment???
Wnioski:
a) moje dziecko jest dziwne
b) książki są głupie
c) matka totalnie nie ogarnia
niepotrzebne skreślić :P


Wiadomość wyedytowana przez autora 6 maja 2015, 12:04

25+ 2 dni
Na liczniku 63%
Jeszcze 3 dni do studniówki i 12 do rozpoczęcia 3 trymestru!!

Daaawno nie pisałam...
Co u nas? Właściwie to wszystko chyba jest dobrze :) Malutka kopie, jednego dnia mocniej innego słabiej. Generalnie ma swoje "pory" np rano, wieczorem ale jest też chyba małym leniuszkiem bo ja czekam i czekam na jakieś dzikie harce i doczekać się nie mogę ;) A może to kwestia tego mojego łożyska...

Chodzimy na szkołę rodzenia. Ogólnie jest fajnie, zawsze to coś ciekawego powiedzą chociaż nie powiem, czytanie forum też jest dobrą szkołą ;) Wczoraj były ćwiczenia, oddychanie, masaż a dzisiaj w planach kąpiel i ubieranie noworodka.

24 kwietnia byłyśmy na wizycie u ginekologa i poza tym, że tak jak się domyślałam, znów dopadł mnie grzyb :/, przytyło mi się 4 kg w 5 tygodni (!!!) i jako nową świecką tradycję na wizycie zaprezentowałam ciśnienie rzędu 140/90 mmHg wszystko jest ok ;) Na grzybka dostałam tabletki dopochwowe, z jedzeniem mam uważać (kurna uważam, no poza Wielkanocą to ja naprawdę nie objadam/nie objadałam się) a ciśnienie kontrolować bo dr średnio mi wierzy, że w domu mam 120/70 hehe. Jakoś po tej wizycie się zdołowałam, poczułam się jak jakiś grubas, obżarciuch, który wpycha w siebie fryty i zapija Colą...A wcale tak nie jest, w ciąży nie zjadłam ani razu fast fooda, nie piję gazowanych napojów, herbaty nie słodzę, głównie piję wodę, jem domowe obiady i naprawdę staram się ograniczać słodycze a waga fruuu do góry. Aż strach wejśc na kolejnej wizycie na wagę...znów będzie dzikie ciśnienie :D Żeby nie było to nie mam jakiejś obsesji na punkcie wagi w ciąży (pregnoreksja się to nazywa) ale po prostu chciałabym tak normalnie przytyć, nie od razu 30 kg... Jak na razie mam 8 kg na plusie. Pocieszam się, że to pewnie woda bo ulubionych balerinek już raczej nie wkładam, pierścionek zaręczynowy od tygodnia schowany, obrączka do tego dojrzewa a zegarek zapinam luźniej. Ogólnie czuję się większa.

Z brzuszkiem jest mi dobrze, są dni, że łapię się na tym, że nawet o nim zapominam, w niczym mi nie przeszkadza i czuję się rewelacyjnie. A są też takie (np wczoraj) kiedy chodzę noga za nogą jak kaczka a przekręcanie się z boku na bok czy choćby wstawanie to trudne zadanie.

Na następną wizytę 22 maja dr zlecił wykonanie OGTT 75 g glukozy, morfologię i mocz. Trochę się obawiam glukozy, głównie jak sobie "poradzę" no i chyba boję się wyniku...mam jakieś przeczucia, że może nie wyjść zbyt rewelacyjnie :/ Myślę żeby wybrać się na to badanie w przyszłym tygodniu lub może w ten piątek.

Co do wyprawki, mamy juz coraz więcej. Zakupy rozłożyłam na raty i stopniowo kupuję różne drobiazgi. Choć jest cieżko nie przepuścić na to całej wypłaty ;) Póki co jeszcze JAKOŚ się kontroluję ;) Na razie mamy: 3 kocyki, rożek, jeden komplet pościeli, 2 laktatory, 3 reklamówki ubranek (do 80 cm) i paczkę z Apteki Gemini w drodze za niemal 700 zł (a w niej - termometr, ręczniczki kąpielowe, płyn do mycia Hipp, różnego rodzaju rzeczy do pielęgnacji jak szczoteczki do włosów, cążki do paznokci, waciki, gaziki, patyczki itp itd). Póki co na maj wystarczy tych zakupów - przepuściłam już ponad 800 zł - chociaż nie mogę obiecać, że nie kupię jeszcze czegoś. Jak już pisałam - ciężko jest się powstrzymać :) W czerwcu planujemy zakup wózka i nosidełka, jeszcze jakieś zakupy na allegro, mam nadzieję, ze dotrze do nas łóżeczko (dostaniemy od rodziny), przewijak i wanienka. I nie wiem czy o czymś nie zapomniałam? W lipcu chcę już kupować ostatnie drobiazgi, skupić się na popraniu, poprasowaniu i ułożeniu tego wszystkiego.

W małżeństwie ostatnie tygodnie jakoś średniawo, nie możemy się dogadać...ech :/ Mąż zajęty pracą i obowiązkami nie ma dla mnie zbyt wiele czasu, a przynajmniej nie ma go tyle ile bym oczekiwała. Huśtawka hormonalna daje o sobie znać i zdarza mi sie ostatnio dość często popłakać :(

Córeczkę kocham nad życie! Już choćby myśl, że coś mogłoby jej się stać...rozklejam się całkowicie. Boże nie pozwól by coś złego się wydarzyło <3

To tyle u nas <3

Od kilku dni dość intensywnie boli mnie jajnik... Nie pika, ale właśnie boli, jakby mi go ktoś zgniatał w środku... Znam to uczucie, pojawiało się zawsze razem z kolejnymi torbielami :( Za miesiąc wizyta, teraz moja lekarka ma urlop. Dotrzymam czy iść prywatnie...

Ja teraz calkowicie stracilam nadzieje bo jak sie okaze ze to morfologia plemnikow to lekarz powiedzial mi ze tego nie da wyleczyc :( ale trzeba brac wszystkie ciosy na siebie od losu dobrze ze jestem optymistka to mi pomaga ale czasem jest ciezko Zycze powodzenia wszystkim co sie staraja :)

goska9789 A SKY FULL OF STARS :) 6 maja 2015, 13:19

Jestem i mam się dobrze :)

Jutro po pracy monit. W weekend owulacja - nie wypuszczę K z łóżka :)
Mniej emocjonalnie pochodzę do tego cyklu, trochę się wyciszyłam :) Co nie zmienia faktu ,że nadal bardzo chcę żeby wszystko poszło zgodnie z planem :)

Z nowości tyle ,że w czerwcu mam 16 dni wolnego,a w sierpniu 9. Nareszcie polecimy gdzieś wypocząć w pierwszym terminie ,a w drugim jeśli K będzie miał wolne zwiedzimy Naszą piękna Polskę :)! Tak dawno nigdzie nie byliśmy,że teraz odbijemy sobie podwójnie :)

Choroba trzyma mnie od kilku dni, a pogoda za oknem doprowadza do szału... Rower i rolki od kilku dni patrzą na mnie błagalnym wzrokiem :) Jutro i w piątek chyba będzie ładnie więc nareszcie zrobię coś dla siebie.

Trzymajcie kciuki za ładne pęcherzyki i endo :) Jutro napiszę jak poszło:)

Mimi86 No więc ivf 6 maja 2015, 13:32

Czeka mnie laparoskopia z histeroskopią. termin 29 maja.

no i zaczęło się od plamienia, teraz luchnęło czyli 1 dzień cyklu :)
w tym cyklu odpuszczam transfer więc bez spiny ;)

STUDNIÓWKA
25+5

100 dni do terminu porodu.

Teraz już tylko z górki na pazurki i moje małe stopki będą z nami <3

Dzisiaj po 8 rano byliśmy na spacerze. M. musiał oddać protokoły w jednostce wojskowej, więc poszliśmy pieszo. Jego autko znowu na randce z mechanikiem - nie było innego wyjścia.

Pod bramą zatrybił, że nie wziął dowodu, a bez niego na teren wojskowy nie wejdzie hahahahaah i z powrotem do domu.

W drodze powrotnej kupiłam świeży chlebek i zrobiłam mu od razu kanapki do pracy.

Już z dokumentami poszliśmy znowu załatwić sprawę ehhehehehe

I tym sposobem dwie godziny wykorzystane.

Gorąco dzisiaj jak latem. Ręce mi trochę spuchły, ale obrączki jeszcze nie muszę zdjąć.

Na obiadek zrobiłam pierś w panierce czosnkowej knorra, kaszę jaglaną - bez sosu i pomidorek pokrojony na ćwiartki. Przyznaję się bez bicia - kasza jaglana bez sosu, to nic smacznego, ale zjadłam.

Teraz idziemy z małą na spacerek i umówić się do fryzjera!!! Czas coś ze sobą zrobić!

Pomyślałam, że wieczorem może mężuś pomalowałby mi paznokcie u stóp. Coraz cieplej się robi, to i nogi będą odkryte. Może walnę sobie jakiś perłowy kolorek, żeby nikt nie zauważył?!


Wiadomość wyedytowana przez autora 6 maja 2015, 15:23

dorota1987 Walka z czasem 6 maja 2015, 15:52

29 kwietnia ok 1 w nocy odleciał mi potęzny kolejny kawałek czopa i po powrocie z wc próbowałam spać snem niezbyt głębokim bo dokuczały mi bóle miesiączkowe. Jak spoglądałam na zegarek to co ok 10-20 minut przypominało to bardziej skurcz. Ale usnęłam wkońcu twardo. O 3:00 kolejne siku i od tej pory już nie spałam, bo zaczęłam obserwować skurcze, które miałam co ok 8-10 minut. Nie były jakieś mocne, ale wcześniej tego nie miałam. Leżałam w łóżku i myślałam co zrobić. Czekałam tak dopóki mąż się nie przebudził na trochę przed swoim budzikiem do pracy czyli do 5:00. Przerażała mnie myśl, że on pojedzie do pracy a u mnie się zacznie, chociaż nasz dom, jego praca i szpital są w tym samym i nie tak dużym mieście.
Poszłam pod prysznic, żeby zobaczyć co będzie dalej i skurcze były dalej co 10 minut.
Zdecydowaliśmy pojechać do szpitala w razie czego. Od razu poszłam na KTG, na którym nie wyszło nic konkretnego, ale czułam że skurcze ucichły i byłam zła na siebie. Po KTG badanie i 1,5cm rozwarcia i daleko do porodu. Ale zostawili mnie na oddziale i tam czekałam do obchodu, gdzie ordynator zalecił kolejne KTG (ok. 10:00) na którym nic nie wyszło. Potem sam ordynator miał mnie zbadać, ale się zagubił gdzieś w akcji i przysłał swojego zastępcę, czyli mojego lekarza prowadzącego ciąże. On też mi powiedział, że nic nie postępuje i że jeśli nic się nie będzie działo to następnego dnia wypuszczą mnie do domu, żebym przez ten cały długi weekend tam nie siedziała. Ale też dodał, że on ma dyżur przez całą noc i mnie poobserwuje, więc byłam spokojniesza. Koło 15:00 zauważyłam, że skurcze wróciły i miałam je co ok 5-6minut i widziałam gwiazdki przed oczami. Zgłosiłam to pielęgniarce, zmierzyła mi ciśnienie, miałam te pierwsze 165 i potem od razu KTG. Na nim skurcze wyszły co ok. 10 minut, ale też słabe jak na porodowe. Już mi było wstyd na tej kozetce, jeszcze jak mnie mój doktor widział, że znowu tam leże i wyobrażam sobie że rodze.
Na mojej sali miałam towarzyszke, którą słyszałam na KTG jak rodziła, a potem jej przywieźli dziecko, a ja jej tak zazdrościłam, że ma to za sobą, chociaż rodziła 12 godzin. Koło 19:00 zaczęły się bardziej tkliwe skurcze i były co 5 minut. Już myślałam, ze to pewnie znowu nic takiego, ale na wszelki wypadek poszłam pod prysznic. Skurcze czułam po nim nadal. Przy każdym już szukałam wygodnej pozycji żeby minęły. Stwierdziłam, że jak to nie poród to nie wiem po co tak się męczyć na darmo, bo przecież nawet nie zasne. Ok. 21:00 poszłam do pielęgniarki, bo pomyślałam, że może mi da no-spe albo coś innego, żebym mogła spokojnie pospać, ale obok pielęgniarki stała położna i od razu mnie poprosiła na KTG (już 4 raz tego dnia). Zostawiła mnie samą, a mnie zaczęły na tym badaniu tak łapać bolesne skurcze, że już myślałam, że zjem kozetke. Podczas jednego skurczu poczułam jakby uderzenie w szyjkę z takim odgłosem pęknięcia i coś zaczęło się sączyć. Myślałam, że to jakiś śluz albo krew, coś takiej konsystencji. Pod koniec pomiaru przyszła położna i mówi, że nie zapisało mocnych skurczy. Ja pytam: jak to nie? ja się z bólu zwijałam. A ona na to, że widocznie mam niski próg bólu (czym mnie zdziwiła, bo przeżywałam kiedyś silne ataki bólu woreczka żółciowego). Ja jej mówie, ale w takim razie coś mi się chyba polało. Obejrzała i stwierdziła, że to się wysączyły wody. Potem zrobiła badanie na tej kozetce co bardzo bolało, a na rękawiczkach miała masę ciągnącej się krwi. Dała mi lignine i powiedziała, że w takim razie zaczynamy rodzić, że mam iść na sale po ręcznik, wode i inne potrzebne rzeczy i dzwonić po męża.

Na porodówce już coraz mocniejsze te skurcze miałam. Mąż dojechał ekspresowo. Miałam sie położyć na łóżku i dostałam jakieś czopki. Znowu masa krwi. Po kilku minutach poleciła iść relaksować się pod prysznicem, gdzie byliśmy z 20minut ale ból był tak mocny, że myślałam, że zjem kafelki. Troche prysznic po plecach pomagał, ale to między skurczami. Potem wróciliśmy do naszej salki. Podczas skurczy klękałam i opierałam głowe o łóżko albo krzesło, albo trzymałam się męża. Myślałam, że skoro mam tak słabe skurcze, to jakie będą te konkretne? I bałam się, że będę tak klęczeć do rana i rozpaczałam, bo chciałam, żeby to się już skończyło. Położna powiedziała, że muszę czuć skurcze z parciem jak na kupke. Ja już takie czułam od prysznicu. Położna poleciła przejść jeszcze ze 3 skurcze. Potem przyszła i kazała położyć się na łóżku. Zbadała mnie i powiedziała, że będziemy zaraz przeć. Spytałam jak to? A ona, że rozwarcie jest prawie pełne. Nie wiedziałam czy się cieszyć czy płakać. Powiedziałam, że jeśli to już tak daleko to ten ból już mogę ścierpieć.
Potem położna wytłumaczyła, że jak przyjdzie skurcz to mam się podnieść nogi do góry i podciągnąć uda do siebie, wziąć głęboki wdech przez nos, nie puszczać go i cisnąć. Tak spokojnie tłumaczyła, a mąż stał obok i zatykał mi noc, żebym panowała nad oddechem. Po kilku skurczach parłam na boku, potem na plecach, na boku i znowu na plecach. W międzyczasie położna mówiła, że widzi ciemne włoski dziecka, co nas blondynów dziwiło, mąż żartował o sytuacji w Grecji kiedy to najedzeni na ALL inclusive nie umieliśmy zrobić kupy i też tak parliśmy :P Był za kwadrans północ jak zadzwonili po mojego lekarza i neonatologa i wszyscy obstawiali czy Jaś urodzi się 29 czy już 30 kwietnia. Emocje rosły. Położna i mój doktor ocenili, że nie urodze bez nacięcia krocza. Położna pytała jakie moje zdanie, a ja że się zdaje na nich. Najpierw ona nacinała, a potem doktor, bo miała jakiś problem. Niby krocze znieczulone, ale im dłużej cięte tym bardziej to czułam, ale było mi wszystko jedne.
Nie miałam żadnego ZZO, bo kiedy, ani gazu. Tylko dali mi tlen na ostatnie parcia i dostałam niezły dopalacz od tego. Potem już kazali przeć nawet bez skurczu i wkońcu wyjęli małego, czemu towarzyszyło dziwne uczucie jakby mi więcej bebechów wyjmowali, jakiś bezdech do tego i wkońcu radość jak położyli mi go na piersi. Dotknęłam go takiego lepkiego i malutkiego i od razu widziałam, że jest kochany. Pani neonatolog go obmywała. Mogłam dotknać pulsującej pępowiny, a mąż ją przeciął. Położna jednym ruchem wyjęła łożysko. Uczucie jakbym się za przeproszeniem wysrała. Wyszło całe i nic nie musieli potem łyżeczkować. Niestety małego szybko zabrali do czyszczenia i badania i męża poprosili z aparatem, a ja na zszywanie zostałam sama z doktorem no i czułam te zszywanie, ale taki ból to już potem się aż taki zły nie wydaje. Doktor powiedział, że dobrze, że przyjechałam do szpitala, że się zdziwił, że urodziłam, że przy drugim dziecku tez mam tak szybko przyjechać do szpitala, bo nie zdąrze.
Oczywiście wszyscy gratulowali i się cieszyli, że zdążyłam przed północą :P
Potem mieliśmy 2 godziny dla siebie na sali porodowej. Cudowne chwile, które skończyły się uciskaniem brzucha przez położną, żeby krew wyleciała, a potem pojechałam na sale, by odpocząć ze 3 godziny, a nad ranem przywieźli mi malucha i od tego czasu uczymy się siebie. Poród był bolesny, ale i nie taki długi. Od odejścia wód minęły niecałe 3 godziny. Do siebie doszłam szybko, chociaż krocze po kilku dniach zaczęło boleć, bo szwy się schodzą, ale kryzys znowu przeszedł i umiem siedzieć.

... Rozmawiając w poniedziałek z p. doktor na różne tematy, poradziła mi abym zrobiła jeszcze badania w kierunku... celiakii. Hm... słyszałam o tej chorobie jakieś 2 lata temu, nawet pomyślałam wówczas, że warto byłoby się przebadać, objawów tej choroby kilka bym naliczyła u siebie. Ale poszło minęło, żadnych badań nie zrobiłam. Zastanawiając się wczoraj, wcale bym się nie zdziwiła gdybym to miała... dosyć często mam problemy 'żołądkowo-jelitowo-...'. Poczyniłam w tym kierunku pierwszy krok... zadzwoniłam, zapytałam ile to kosztuje, czy robiąc to badanie trzeba być na czczo etc. Pobiera się trzy próbki, każda po 90 zł, jak nie trudno się domyśleć 3 razy 90 daje nam 270! Super! Trochę dużo jak na mnie. Przecież w szkole nie zarabia się kokosów ;) Mama mi podpowiedziała, żebym poszła zapytać lekarza w przychodni, czy jest możliwość zrobić to na NFZ... Pójdę, znając mnie nawet już jutro... ale kiepsko to widzę. Co w Polsce można załatwić państwowo?? Chyba nic ;) Albo trzeba zrobić zrzutę na Alusine badanie, konto mogę zaraz podać... 22... pik, pik... ;)

Żartowałam... :)

O cholera... już jestem na 7 stronie... nigdy w tej ciąży nie będę :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 6 maja 2015, 20:07

mrth666 Czasem szczęściu trzeba pomóc... 23 sierpnia 2015, 13:44

Nie wierzę...z 8 pecherzykow zrobiło się 9 a nawet 10...niektore sa bardzo malutkie (najmniejsze 6mm) ale przedłużymy trochę stymulacje i wszystkie będą pobierane :) oby dalej było dobrze.

29 dc (13dpo)


No i wrednej @ nie ma. No małpa! Testu nie zrobiłam bo tak jak przewidziałam temperatura spadła. Jutro niestety już się nie podniesie a spadnie jeszcze niżej. Cykle jak sprawdziłam od początku OF były 28-29 dniowe, nie licząc ostatniego bezowulacyjnego luz późną owulacją. A faza lutelna miała średnio 12 dni. Ech... czy przez duphaston?

Nie boli mnie brzuch tak jak przed @ tylko bardziej żołądek, nie wiem sama co mnie boli i czy wogóle boli czy to moja wyobraźnia :) Kicki trochę wczoraj bolały ale po zewnętrznej stronie.

Czuję się jak balon i tego balona wciągnąć nie mogę a jak próbuję to mnie kłuje. O kłucie! i tak jakby jajniki, no ale teraz to co one robią? Przecież narazie nic nie produkują...

Wczoraj byłam na solarium :) Ależ mnie to zrelaksowało :) Tylko dzisiaj taki przymulony dzień :(

Ej Ty wredna @! Przyłaź bo nie mam czasu na Ciebie czekać! :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 6 maja 2015, 16:13

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)