18dc - test owu - pozytywny 
Drugi dzien pozytywu, co moglismy to zrobilismy a teraz pozostalo czekac spokojnie i liczyc, ze szczescie sie usmiechnie do Nas i obdazy malym Aniolkiem ;* trzymajcie kciuki!
:-* :-* :-*
Czasami mam wrazenie, ze moje zycie jest zaplanowane przez kogos z wielka troska
Tak ostatnio sobie myslalam czy leciec do tej Macedonii pod koniec maja, przeciez mam wykupione wszystkie bilety... Szkoda mi bylo, ze wydalam tyle pieniedzy na marne, a potem zaszlam w ciaze i nie wykorzystam szansy na te wycieczke. Nawet sie po cichu zastanawialam mimo ciazy nad tym lotem - myslalam, ze moze jakos dam rade z bagazem, ze przeciez bedziemy zwiedzac a nie pic alkohol... tymbardziej, ze moj S tez w miedzyczasie sobie wykupil lot do Szwecji i nie bedzie go w domu. No i co? No i chyba tam na gorze ktos nade mna czuwa, bo przez zamieszki w Macedonii i tak nie pojade
Zreszta chyba zadna z dziewczyn, ktore mialy dolaczyc do babskiego weekendu, nie pojedzie... Widocznie tak mialo byc 
Wrocilam do pracy, moj szef przygotowal dla mnie cala liste zadan. Odkad sie dowiedzial, ze jestem w ciazy, to chyba postanowil wszystkie smierdzace sprawy zwalic na mnie przed moim odejsciem na macierzynski. Ma jeszcze czas do pazdziernika... Wrrr.
Wczoraj bardzo źle się czułam cały dzień miałam okropne mdłości nic mi nie smakowało jedynie lekko gazowana woda mineralna. Dzisiaj wstałam i szok zero mdłości fantastyczne uczucie zjadłam śniadanie nawet wypiłam kawę i nadal super zjadłam obiad i też jest ok, dobrze gdyby już tak zostało
Jajowody drożne
tak sie ciesze!
Ważne!
Wczoraj (16t2d) ok 23:30 najprawdopodobniej poczulam pierwsze ruchy. O ile to było to
pierwszy raz jak poczulam to pomyslalalam, ze pewnie jakieś jelitko pracuje, ale przylozylam rękę w tym miejscu (kilka centymetrów pod pępkiem) i poczulam kolejny raz (oczywiście nie na dłoni tylko od środka) zawolalam męża i przystąpił ucho do brzucha w nadziei, ze cos usłyszy i wtedy poczulam jeszcze raz (maz niestety nie). Jakbym miała to jakoś opisać, to tak jakby mnie ktoś palcem od środka dotknął.
30 dc
Na @ się póki co nie zapowiada i doskonale wiem o tym, że menda czeka i specjalnie wprosi się na wesele naszych znajomych, jako gość absolutnie nieproszony
ale cóż, w cyklu bez owulacji nie mam nawet argumentów, by pokazać tej zołzie drzwi i wyprosić ją na najbliższych kilka miesięcy
Ale przyjdzie ten dzień! Z uśmiechem na ustach pokażę jej drzwi i z pełną satysfakcją i z poparciem mego Kropeczka wyrzucę ją z mego ,tfu! wtedy już naszego ciała 
Temat weselnej sukienki - niby błahy a jednak spędzał mi sen z powiek
uznaję za zamknięty. Pójdę w sukience z mojej szafy, którą dostałam w gratisie do sukni ślubnej. Nic nie udało mi się upolować, co uznaję za dobry znak akurat, bo przynajmniej zaoszczędziłam
Zawsze trzeba szukać plusów
Za to dzisiaj kupiliśmy mężowi garnitur- mój Przystojniacha zacnie się w nim prezentuje- wszystkie panny na weselu będą się na niego napalały
A wtedy powiem- mój Ci on! Niach, niach! 
Przy okazji naszej rocznicy naszła mnie refleksja o tym, jak ten czas szybko przemija i ile mamy szczęścia, że dane nam było się poznać, pokochać i budować razem przyszłość. Nie ma ideałów i tak też jest z nami, ale wdzięcznym należy być za każdy wspólnie spędzony dzień
Czy dobry, czy zły to jednak pokonany razem. Od dnia naszego ślubu miną niedługo dwa lata (btw. będziemy wtedy na weselu u kolejnych znajomych i po północy ich dnia najdą nas wspominki
), a te dwa lata mijają nam naprawdę ekspresowo i są pełne życia, doświadczeń i miłości
jeszcze trochę i na pewno doczekamy się naszej Kruszynki
Bóg ma na nas plan, trzymamy się stricte niego i nie można mieć o nic pretensji. Choć... Poronienia bolały mocno, dały do myślenia i zasiały ziarna niepewności i strachu. To nic złego, jednak człowiek potrafi wtedy zwątpić, czy jeszcze nadejdzie szczęśliwe rozwiązanie trosk? Nie bez przyczyny trafia się na różne artykuły czy wypowiedzi osób chociażby w internecie- przeczytałam o Marku Zuckerbergu - założycielu Facebook'a i zadumałam się na chwilę- spodziewają się dziecka a mają za sobą trzy poronienia. Jak zauważył nie mówi się o tym. Zostaje się z tym zupełnie samym. To prawda, a trudno dopatrzyć się skąd w ludziach tyle strachu, by rozmawiać z osobami dotkniętymi tą tragedią, by nie spróbować pocieszyć, dać nadzieję. Wiem, że ciężko jest zrozumieć daną sytuację, jeśli się jej nie przeżyło- tak, tak! Empatia nie jest mocną stroną współczesnego społeczeństwa, ale jednak nie można przemilczeć czyjejś straty, nieudanej próby spełnienia marzenia. Ja mam mocną psychikę, poradziłam sobie z moimi stratami zaskakująco dobrze, choć wiem że 15.09 będę przeżywała, że właśnie miałabym planowany termin porodu i możliwe, że trzymałabym już w ramionach moje Słoneczko. Wiem też, że są osoby, które będą do końca życia przeżywały stratę. Bo są ludzie, którzy żałobę przyjmują w sercu na całe życie. Podziwiam ich, za to że mimo wszelkich problemów, przeciwności losu IDĄ DALEJ! A to się liczy najbardziej. Łatwo nie jest, poronienia bolą, ale milczeniu należy powiedzieć STOP!
Dość pochmurnych myśli!
Sierpień mi tak szybko zleci, że aż się tego boję- nadchodzący tydzień stoi pod znakiem wesela w piątek, kolejny tydzień to już odliczanie do mojego upragnionego urlopu, a jeszcze następne dwa to czysty wypoczynek i laba
już się doczekać nie mogę! Cieszę się jak małe dziecko. Co by w temacie dzieci pozostać to muszę nadmienić, że jeśli dobrze pójdzie i mój organizm się w końcu wyreguluje to na urlopiku będę miała dni płodne- ojjj! Będzie się działo
każde łóżko przechrzścimy
Tak więc- sierpniu, mówię Ci , należysz do nas
31dc
Dziś miała przyjść @, ale na razie jej nie ma.
Coś tam pobolewa na dole ale jakoś chyba mniej niż zawsze. Piersi ciężkie i bolesne, ale nie sutki tylko całe. Do tego mega apetyt, gdzie zwykle panuje nad nim tym razem wciągam wszystko.
Jak nie dostanę @ do soboty wtedy testuje.
Edit: a i zapomniałam napisać że dalej mam upławy i infekcję.
Wiadomość wyedytowana przez autora 20 kwietnia 2016, 16:13
"Rób siusiu, rób siusiu" - mąż biega za mną rozgorączkowany od samego rana.
"Bitch jeszcze nie ma, tak? To może jesteśmy ciąży" - Boże, taki jest kochany. Tak się pięknie nauczył polskiego, że szok. Robi takie słodkie błędy
że czasem można paść ze śmiechu.
Np ostatnio jak nasz kotuś znowu zrobił kupę na krawędzi kuwety, mąż opuścił ręce, pokiwał głową i wyjęczał:
- Nie mam ciała! Nie mam ciała do tego kota!
Zapytałam więc rycząc ze śmiechu, jak to nie masz ciała?! Chyba nie masz siły 
No i oczywiście, okazało się, ze miało być nie mam siły.
No i poszłam robić to siusiu, żeby potwierdzić iż oficjalnie zakańczamy cykl. Ale ni zdążyłam z testem bo na papierze już pojawiła się znienawidzona różowość, przedwstępów @.
Poszłam więc do męża i mówię Mu, że nie ma sensu robić testu bo Bitch już jest jedną nogą, no ale woli zobaczyć negatyw i być pewien, że nie ma żadnego maleństwa w moim środku. Tak więc zbieram siusiu i będzie sikanko, na ten zwykły tani test. Ja już wiem, no ale jeżeli mężu musi zobaczyć na własne oczy to ok - rozumiem. 2 lata temu byłam w stanie nawet w czasie ciotki zrobić test, żeby upewnić się czy to aby nie poronienie. 
Hmm..otrzemy łzy FAJĄ
a jutro treningiem na siłce.
No i głowa do góry, uszy do góry, pierś do przodu (pierś ma + 5 cm!!) i z uśmiechem na twarzy, pełni pozytywnego podejścia będziemy mogli wraz z nadejściem @ uroczyście rozpocząć drugi cykl..IUI czy jakkolwiek się to pisze. ;]
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 maja 2015, 13:11
36 tydzień 6 dzień
W piątek byłam na wizycie u gina.
OCh jak ja się cieszę! Wyleciałam z gabinetu chyba na jakiś skrzydłach 
po pierwsze - Mała jest zdrowa! wszystko jest super, przepływy, wody płodowe, jej organy... no wszystko!
po drugie - Mała jest Mała! w sensie nie gigant po Mamusi (miałam prawie 4 kg...i takiej wagi się bałam po wcześniejszych usg) a raczej w ślady Tatusia idzie (3200 przy urodzeniu). Wg mnie to tak w sam raz:)
teraz ważyła 2.5 kg, pani dr na poród szacuje tak właśnie 3 kg - 3.5 kg, choć bliżej 3 kg bo...
po trzecie - do czerwca raczej nie dotrwamy!
do terminu porodu mam obecnie równo 3 tyg i jeden dzień (2 czerwca), Pani dr nie sądzi bym 3 tyg dała radę, mam się szykować na mniej czasu.
Szyjka jest już mocno skrócona (ale mam się nie martwić bo jak na ten etap jest to ok) i miękka. Rozwarcia jeszcze nie ma, ale główka jest już mocno przyparta i szyjka jest dobrze przygotowana, tak że "jak akcja się zacznie powinna się ładnie potoczyć"
Miałam takiego banana na gębie:) taka byłam radosna i podekscytowana!
JUŻ NIEDŁUGO SPOTKANIE Z ZOSIĄ!!!!!
Mąż wybałuszył oczy i w lekkim szoku siedział
wiadomo, faceci chyba inaczej traktują te terminy, czerwiec to czerwiec
ale no cóż, czasu coraz mniej!
hehe i co najlepsze - 19 maja mam obronę pracy magisterskiej. Jak powiedziałam to pani dr to zrobiła oczy 
Sama nie wiem jak niby ja to zrobię, bo ledwo chodzę, od kilku dni wyraźnie czuję że Mała jest jeszcze niżej, tak, że chodzę jak kaczka, jakbym autentycznie miała coś między nogami. Bo w sumie mam. Jej głowę
Siusiam jeszcze częściej, nie sądziłam że to możliwe w ogóle, ale tak jest! teraz częstotliwość wizyt przypomina bardziej zapalenie pęcherza!... i o ile w domu mówi się trudno, tak w trasie jest to masakra. a na obronę muszę jechać do rodzinnego miasta 180 km.
Nie mam sił i sprawności by do sklepu czy na spacerek się wybrać, a mi się obrony zachciało ;P no ale fajnie byłoby urodzić jako mgr, niech Zosia ma wykształconą Mamę.
No i odpuściły mnie duszności, oddycha mi się trochę lepiej:) Nawet katar już tak bardzo nie dokucza:D
Ale żeby nie było za różowo... moje hemoroidy które były uciążliwe, nieprzyjemne i niekomfortowe wczoraj stały się koszmarem. powstał jakiś jeden guzek, i tak okropnie boli, nie mogę siedzieć, chodzić nic... więc choć wstydzę się okropnie i nie mam na to ochoty to nie mogę wytrzymać z bólu i wiem że żadne maści i czopki mi już nie pomogą, więc schowałam wstyd do kieszeni i idę jutro do proktologa. Pierwszy raz w życiu. Oby i ostatni.
Oby mi pomógł... niech choć trochę mi to zaleczy bo tak się rodzić nie da:P
Ha! jak mnie kulka na tyłku boli i chodzę po ścianach zachowując się jak pępek świata, to co mają powiedzieć kobietki zaraz po porodzie, z naciętym kroczem, hemoroidami, krwawieniami i poranionymi sutkami, niewyspane z małym dzieckiem??!?!?!
tak kochana, ty się szykuj a nie zrzędzisz.
Zobaczymy czy taka mądra będę jutro u proktologa.
Poniedziałek
21 dni po zabiegu
Kochane moje... Dziękuję Wam bardzo za dobre słowo.
Pojechałam dzisiaj odebrać wyniki histopato. Przy okazji odebrałam wypis (nie chciało mi się tam jechać zaraz po zabiegu, a pani pielęgniarka powiedziała, że spokojnie wypis mogę zabrać jak przyjadę za 3 tyg po wyniki histopato (to już 3 tyg... czas pędzi na złamanie kręgosłupa w szyjnym odcinku. I dobrze. Niech już będzie czerwiec, albo lipiec... Niech już zacznę odliczać znowu dni do owulacji, do testowania... Niech się już COŚ dzieje!).
No więc odbieram te papiury w recepcji dzisiaj, czytam ten wypis, a tam, że zalecono przyjmowanie Sumamedu 1x500mg. Co? Jakiego Sumamedu? A pani mi z miną niewinną podaje receptę dołącznoną do wypisu. "No przykro mi bardzo. Jakieś niedopatrzenie ze strony lekarza". Noszzzzzz.... Szlag mnie trafił nagły! Na recepcie pan doktor podpisany. Ten sam, co mnie wypisywał. Rozmawiał ze mną przecież po zabiegu. Dlaczego nie wspomniał nic o żadnym antybiotyku?? Poszłam do dyżurki lekarskiej, ale go nie było. Zapytałam zatem innego lekarza, co teraz? Skoro nie wzięłam tego leku... Uspokoili mnie, że to się zachowawczo zapisuje, w ramach profilaktyki. I że nie zawsze i nie wszyscy. I żeby się nie martwić... WSPANIALE!!
Gdybo to był pierwszy raz, kiedy personel tego szpitala daje ciała, to uznałabym to za przypadek. Ale ile razy tam wejdę, tyle razy coś spieprzą...
Majkę urodziłam po terminie. Poród był wywołany, bo się samoistnie nie rozpoczął. Ostatnie dwa tygodnie CODZIENNIE jeździłam do szpitala, codziennie oglądał mnie lekarz, codziennie miałam USG i KTG. Codziennie slyszałam, że łożysko się starzeje i że bardzo mało wód płodowych... Któregoś dnia pan doktor robiąc USG (niemiły wybitnie), na moje pytanie czy wszystko w porządku, powiedział, że "on nie jest od tego, żeby mi powiedzieć, czy w porządku. Że dziecko się urodzi, zobaczy pediatra, to powie czy w porządku". I że dziecko nie wygląda na 41 tydzień, a co najwyżej na 38. I że to może oznaczać "wewnątrzmaciczne zahamowanie rozwoju". I z tym objawieniem nieomal wykopał mnie za drzwi. Oczywiście wpadłam w histerię. Rycząc zadzwoniłam do mojej znajomej położnej. Kazała mi przyjść jutro do niej, ona poprosi znajomego lekarza, żeby mi USG zrobił. No i zrobił. Zbadał mnie, przy okazji próbował paluchem przebić pęcherz płodowy, ale bez powodzenia. Oczywiście oznajmił, że łożysko bardzo stare a wód płodowych prawie nie ma... "No, to może byśmy urodzili?" - zaproponowała położna. "Eeee, już 14:00, późno... Nie będziemy o 14:00 porodu zaczynać". Pogadali jeszcze trochę, jak wyszłam i zapadła decyzja, że jednak rodzimy (położna obiecała, że zostanie dzisiaj dłużej i ze mną urodzi i żeby się zgodził). No i urodziłam. Wód płodowych nie było już wcale (nie popłynęła nawet kropla). Dwa tygodnie później spotkałam się z moją położną. Powiedziała "nie chciałam ci nic mówić wcześniej, ale w ostatniej chwili z tym porodem zdążyliśmy. Ona bez tych wód płodowych to by tam może jeszcze dwa dni wytrzymała i by umarła". Cudowna wiadomość!! Mówiąca bardzo dużo o "w dupie maniu" zacnych państwa doktorstwa! Co by było, gdyby Jaga nie namówiła lekarza na ten poród wtedy, tylko by mnie do domu odesłali i kazali przyjść jutro? Albo za dwa dni?
Możecie sobie wyobrazić co poczułam wtedy... Mniej więcej podobnie poczułam się dzisiaj. A pani było "bardzo przykro". Jakby Majka się urodziła martwa, pewnie też by im "bardzo przykro było" za to niedopatrzenie lekarza...
Ufff... Już mi lepiej... Wyniki histopato oczywiście niczego sensownego o przyczynie poronienia nam nie mówią... Ale tego się spodziewałam. Jutro idę do lekarza. Mam nadzieję, że nie dowiem się, że mi w macicy szaleje infekcja, bo nie wzięłam antybiotyku po łyżeczkowaniu...
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 maja 2015, 14:18
Zaczęłam łykać clo. Dam szanse ostatniej inseminacji.
Wczoraj minęło pół roku jak jestem tutaj z Wami 
Jutro będziemy świętować z mężem 3 rocznicę związku
12.05.2012r pamiętam jak dziś 
Jutro też czeka mnie wizyta u ginekolog.
A jak łaskawie się dodzwonię to w przyszłości wizyta u psychiatry. Trzeba wrócić do leków bo boję się co będzie za chwilę, ja już całe dnie potrafię przespać i cały czas chodzić zmęczona, smutna...
Wróciliśmy wczoraj z wesela i jeszcze nie mogę się otrząsnąć. Brrr.... Było...dziwnie. Nigdy czegoś takiego nie widziałam, myślałam, że Ci wszyscy ludzie, którzy narzekają na sprośne wierszyki na weselach i marudzą przy disco polo, no to przesadzają normalnie...no bo przecież bez przesady. No ale teraz rozumiem 
Generalnie klimat rubaszno-szowinistyczny. Baba do garów, a chłop na baby. Hahah, cała sala w śmiech.
Wierszyki sióstr pana młodego o jego pierwszych erekcjach i kupach (nie, nie przesadzam). "Tak się bawi, tak się bawi we-se-le!!!" średnio co 15 minut.
Muzyka... Naprawdę nie jestem na takich imprezach szczególnie wybredna, bawię się przy tym, co grają, w końcu to nie koncert... No ale tutaj nie wytrzymałam. WSZYSTKO ale absolutnie KAŻDY kawałek grany w jednym rytmie. Bardzo głośno, bardzo szybko. Piosenki mocno seksistowskie, z mało subtelnymi podteksami...No żenujące. Oczywiście zabawy, mnóstwo zabaw typu "łapiemy się za noski...a teraz za dupy...a teraz za cycki..." Konkursy - mające na celu błyskawiczne spicie towarzystwa ("to za czwarte miejsce masz do wypicia 4 kieliszki wódki") czy inne, których już nie chcę pamiętać.
No i bonus w postaci "występów" zespołu. Nie mogę się powstrzymać i wklejam linka... To nie z tego wesela, ale zespół ten sam i ten sam numer...Polecam oglądanie od drugiej minuty: https://www.youtube.com/watch?v=zs-KknDSpOo
Może gdybym się nawaliła, to by mnie to nawet śmieszyło. Ale że byłam trzeźwa, to z zażenowania miałam ochotę wejść pod stół... Ja do tej pory nie bardzo rozumiałam pary, które nie chcą mieć wesel. Tzn nie potrafiłam zrozumieć dlaczego. Nasze wesele i większość na jakich byłam, to bardzo, bardzo wzruszające chwile. Płakałam przy błogosławieństwie (razem ze swoją mamą, teściową, świadkową i fotografką...Panowie tylko nosami pociągali
,przy przysiędze, jak wychodziliśmy z Kościoła i grali marsza weselnego, jak nam śpiewali Sto Lat, jak mój tato czytał w Kościele czytanie o treści "Szczęśliwy mąż, który ma dobrą żonę", jak grali "cudownych rodziców mam" i tak dalej....No kurcze, to jak na razie naprawdę najpiękniejsze, najbardziej wzruszające i emocjonalne chwile moje życia. I nie rozumiałam, dlaczego ktoś może tego nie chcieć. Tego piękna, tych wzruszeń... Ale doszłam do wniosku, że jakbym się naoglądała takich wesel jak to teraz, to chyba też bym nie chciała. Żadnych wzruszeń, tylko piski, żarty i patelnie na przyrodzeniu (szczegóły na załączonym filmie
)
A mówiąc, że nie rozumiałam, dlaczego ktoś się na wesele nie decyduje oczywiście nie mam na myśli oceny w stylu "jak tak można nie robić", bo oczywiście wiem, że bardzo różne są koleje losu, sytuacje, doświadczenia, klimat rodzinny itd. Bardziej myślałam o tym, że to jest tak cudowne doświadczenie, którego życzyłabym każdemu...że każdemu się należy taka bomba szczęścia. No ale właśnie boleśnie uświadomiłam sobie, że wesele to niekoniecznie musi być bomba szczęścia czy wzruszeń.
Chociaż sami młodzi wydawali się być zadowoleni, może nie wzruszeni czy przejęci, ale świetnie ubawieni. No i to jest ważne, niech tam im się wiedzie - jak oboje mają podobny pogląd na podział ról (baba do garów...), to raczej będą szczęśliwi.
W związku z powyższym za bardzo się tam nie pobawiłam. Tańczyć nie dałam rady - i z tempem i z repertuarem - pić nie mogłam, mało kogo znałam. Z resztą nawet jak znałam, to trudno było - mogłam ewentualnie posłuchać czyichś wywodów, z którymi się nie zgadzam absolutnie, a i czuje, że dyskusja nie ma sensu ("no od tego je baba, czy ni?"). A do tego cholernie zmarzłam, bo klimatyzacja hulała na całego. Aha, z mężem też nie było wielu okazji do rozmów, bo usadzili nas nie obok siebie, a na przeciwko dużego stołu. Panowie po jednej stronie, panie po drugiej... Dobrze chociaż, że kobiet nie usadzili w osobnej sali 
W czerwcu idziemy na kolejne, na szczęście już nie do rodziny, a do znajomych. Bo drugiego takiego bym nie przeżyła 
Natomiast przy tym wszystkim cała ta rodzina jest...bardzo sympatyczna. Szczególnie kobiety. Bardzo serdecznie zareagowały na ciążę, ściskały, wypytywały. Miłe to było i na swój sposób ich lubię. No tylko, że z zupełnie innych światów jesteśmy. Że też mój mąż się w tym towarzystwie taki uchował, to aż cud 
Po dwóch tygodniach chyba POWOLI wracam do żywych...
To jak się czułam to jakiś koszmar, jeszcze nie jest idealnie ale dużo lepiej.
Brałam furagine, potem dostałam cipronex i dopiero wczoraj poczułam poprawę.
Przez ten cały czas było zero serduszek i jeszcze przez chwilę ich nie będzie.
@ się spóźnia, ale to raczej zrozumiałe w obecnej sytuacji, trochę pobolewa brzuch,
trzeba czekać, będzie kolejne przesunięcie, bo to już 6 dzień spóźnienia.
Dziewczyny ja już nie mogę się doczekać kiedy będę w ciąży,
ciągle śni mi się coś związanego właśnie z tym tematem, dziś np. śnił się się mój własny synek,
którego prowadziłam w spacerówce...
Zdecydowałam, że jak tylko będziemy mieli więcej gotówki idę do lekarza.
Byłam już kiedyś u niego, ginekolog-endokrynolog, ale cholernie drogi.
Koleżanka w ciąży do niego chodziła, starała się 4 miesiące brał od niej 180zł,
do tego wszystkie badania, no ale trudno.
Strasznie przeżywam ciąże koleżanek, może sama się przez to blokuje bo ostatnio się strasznie nakręcam, ale to już zdecydowanie za długo trwa i pora sięgnąć po pomoc specjalisty.
Dni mijają. Tęsknota nie przemija.. Cały czas tęsknie za swoim małym groszkiem. Za dwa dni powinien rozpocząć mi się 3 cykl. Po którym będę mogła zacząć się starać o Groszka. Oby dotrwał ze mną te 9 miesięcy.. Tak bardzo bym chciała urodzić zdrowego maluszka. Po poronieniu dostałam jeszcze większego instynktu macierzyńskiego i przez to trudniej jest mi się pogodzić ze stratą
Niestety nic na to nie mogę poradzić.. Mam nadzieję, że w krótce nam się uda i będę mogła tu napisać, że nie jestem Aniołkową Mamą, ale że jestem Aniołkową i tu Ziemską mamą
A nie długo dzień matki więc może nam się uda na dzień dziecka . Z jednej strony cieszę się, że zacznę starania, ale z drugiej tak się martwię no i cały czas pytania czy Mój Aniołek nie jest zazdrosny.. Wiem, że zapewne chciałby mieć tu na ziemie siostrzyczkę lub braciszka, ale to jest takie trudne do zrozumienia... Wiem, że dziś płaczę bez składu i ładu, ale mam w sobie tyle wszelakich emocji i tyle myśli, że nie potrafię ich ogarnąć w całość. Może następnym razem jak będę pisać to mój wpis będzie mniej chaotyczny i bardziej zrozumiały.
Dużo się dzieje. Owulacja długo nie przychodziła więc już myślałam, że w ogóle jej nie będzie i zapisałam się na badanie USG, aby sprawdzić czy mechanicznie wszystko jest u mnie w porządku. W tym samym czasie zacząl mnie boleć lewy jajnik i tak bolał przez cały tydzień, aż do badania. Umówiłam sie na 8 maja, 30 dzien cyklu, ponieważ w zeszłym miesiącu ovufriend wyznaczył mi owulację na 29 dzień cyklu i rowniweż dlatego, że to był piątek i łatwo wyjść z pracy. Pojechałam do szpitala zastanawiajac się czy ta owulacja już była, czy nie bo ani testy, ale temperatura jeszcze jej nie wykryły.
Szpital super, zero stresu, zero pośpiechu i bardzo miła obsługa.
Macica zdrowa, endometrium na 12mm i gotowe to przyjęcia zapłodnionej komórki, w prawym jajniku dużo bąbelków, a w lewym duży dominujący. Powiedziałabym, że całkiem spore jajo.
Następnego dnia ovyfiend wyznaczył mi owulację na środę, ale coś mi się to nie zgadzło, więc zrobiłam notatkę, że ja myślę, że w piątek. ❤️ było. Dziś, 11 maja w poniedziałek ovufiend zmienił zdanie i przesunał owulacja na PIĄTEK, 8 maja! A nie mówiłam? Gdyby nie to USG to nawet byśmy się nie starali, bo to był już 30 dzień cyklu.
Teraz pozostaje tylko czekanie.
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 maja 2015, 16:13
22dpo
Beta z soboty (20dpo) - 3091 - czyli ponad 3 razy przez 3 doby. Fruwam ze szczęścia 
Krew i siki - idealne, chyba jeszcze nigdy nie miałam tak książkowych wyników 
Nawet CRP - 3,05 (norma do 5, dla ciężarnych do 40 - miód!)
TSH wyskoczyło trochę w górę (miesiąc temu 2,40, dzisiaj 2,78), ale mam nadzieję, że po prostu dostanę więcej Euthyroxu za tydzień.
Chyba naprawdę mogę lekko odetchnąć.
Punkt kolejny - USG w piątek (15.05) - czy będzie już widać zarodek? Czy będzie już biło serduszko?
nastrój: luz w dupie.
temperatura daje mi jasno do zrozumienia, że mogę pomarzyć o ciąży w pierwszym cyklu. I w sumie... może i dobrze, psychiczny spokój, wiem na co się nastawiać nie musze się nakręcać i czekać do 20 maja. 1 cykl po promieniu lepiej zapomnieć, 2 odliczanie, stres że za chwilę zaczynamy, 3 czuję że nie trafiony i paradoksalnie to pozwala mi się w końcu wyluzować.
nie mój czas.
ale w czerwcu... : )
Wizyta u ginekologa zaliczona. No i niestety okazało się, że mamy drobną infekcję, więc od dzisiaj zaczynamy się leczyć i niestety nici z seksiku w najbliższym czasie
. Jeśli w tym cyklu nie udało nam się zajść (a raczej nam się nie udało, dzisiejszy test ciążowy negatywny) to od przyszłego cyklu zaczynamy stymulację. Trochę mnie to przeraża. Momentami nie mam już sił, mam ochotę się poddać i mieć to wszystko w dupie. Coraz mniej wie mnie wiary, że się uda. Wiem to głupie, ale za dużo przeciwności miałam już w swoim życiu, za dużo sił na nie poświęciłam. Coraz częściej zadaję sobie pytanie co ja takiego zrobiłam Bogu, że mnie tak doświadcza, że o wszystko muszę walczyć, nic nie przyjdzie ot tak po prostu. Echhh musiałam to z siebie wyrzucić, teraz mi odrobinkę lżej. Teraz czekamy na @ i zaczynamy wszystko od początku.
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 maja 2015, 16:35
Brzuch naparza,a od jutra trzeba sie zaczac kluc...zaczynam przygode z Fostimonem...malzonek ma humorki a ja poczucie beznadziejnosci i takiej mega niemocy,ze nic tu kutwa nie zalezy ode mnie...kupilam dzisiaj orzechy brazylijskie...nic,ze za 200g zaplacilam dwie dychy,moze pomoze nie...?
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.